Adam Kszczot po Mistrzostwach Świata: Mijałem ich jak furmanki [WYWIAD]

Autor: Paweł Skraba • 10.08.2017
fot: Paweł Skraba

fot: Paweł Skraba

Adam Kszczot drugi raz z rzędu zdobył srebrny medal Mistrzostw Świata. Czy była szansa na złoto? Jaką Adam miał taktykę na finałowy bieg? O tym wszystkim rozmawia z Pawłem Skrabą.

Paweł Skraba: Obroniłeś wicemistrzostwo świata z Pekinu. Dostarczyłeś nam chyba jeszcze więcej emocji niż podczas finału dwa lata temu.

Adam Kszczot: Powtórzyć medal w biegach średnich jest bardzo ciężko. Wielu, bardzo wielu przede mną próbowało. Bezskutecznie. Ja to osiągnąłem. Nie ma co ukrywać, że mnie się powodzi na tym dystansie. Do złota nie było daleko. Zabrakło może trochę finezji.

Czy taka była taktyka na finał? Czy ten bieg tak właśnie miał wyglądać?

Miałem w głowie taktykę i z góry ustalony plan. Założyłem sobie, że jeśli będzie szybko na 200 czy 300 metrach, a tak było, to trzeba trzymać się z tyłu i oszczędzać siły. W głowie miałem setki myśli: „przyśpieszać już teraz czy czekać? Kszczot, co robić?” Na 500 metrach zacząłem powoli ruszać, przyśpieszać, ale Pierre Bosse uprzedził mnie w tym. Lepiej odnalazł się w grupie. Sprawa się trochę skomplikowała. Omijanie wszystkich zawodników po trzecim torze, nie mając gwarancji, że z przodu znajdę się na dobrej pozycji, niestety mogło skutkować tym, że na ostatnich 50 metrach mnie „zetnie”. Koszt tego ryzyka był więc ogromny. Mogłem nawet stracić medal.

To wszystko mówi profesor od 800 m.

Podobno tak mówią (śmiech).

fot: Paweł Skraba

fot: Paweł Skraba

Była szansa na złoty medal?

Dzisiaj nie wiem, co by się stało, gdybym zaczął wcześniej atakować i nie schował się bliżej bandy. To czekanie 50 m miało sens rzeczywiście, gdyby ta grupa się nie rozerwała. To nie było przecież jakieś szaleńcze tempo, tylko moich rywali „ścięło”. I było im już bardzo ciężko na ostatnich 200 metrach. Myślałem, że bieg potoczy się inaczej – że na końcówce grupa będzie bardziej zwarta, że będzie zacięta walka o medale. Ale na ostatniej prostej już widziałem, że jest „duża dziura” i czułem, że tę drugą pozycję na pewno wywalczę. Mijałem ich jak furmanki, jednak nie wiedziałem, co z pierwszym miejscem. Czy zdążę czy nie. Nie udało się. Może gdybym zaatakował kilka metrów wcześniej, byłoby inaczej. Dziś tego nie wiemy i już się nie dowiemy.

– Jesteś zaskoczony zwycięstwem Bossa?

– Nie spodziewałem się, że po półfinale jeszcze coś pokaże. Nie doceniłem go. Myślałem, że wszystkich „pościna” w tych przepychankach, a jego gdzieś nie dojrzałem.

– Czułeś doping polskiej publiczności? Wielu Polaków pojawiło się na finale udziałem Adama Kszczota i Piotra Liska.

– Bardzo pomógł. Dziękuję wszystkim którzy trzymali kciuki na stadionie i przed telewizorami. Najbardziej dziękuję moim bliskim. Medal chciałbym zadedykować swojej żonie i jeszcze nienarodzonemu synowi Ignacemu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *