Arne Andersson i Gunder Hagg – rywalizacja biegowa w cieniu II wojny światowej

Autor: Jakub Karasek • 24.10.2017

gunder_hagg_and_arne_andersson

Typowy obrazek z rywalizacji pomiędzy Gunderem Haggiem (po lewej) i Arne Anderssonem. Fot. Wikimedia Commons.

W latach 40. XX w. dwaj Szwedzi Arne Andresson i Gunder Hagg zdominowali rywalizację wśród średniodystansowców. W czasie, kiedy Europa była pogrążona w wojnie, neutralna Szwecja stała się liderem pogoni za barierą 4 minut na milę.

W historii biegania nie brakuje wybitnych postaci, których pojedynki elektryzowały kibiców i obserwatorów lekkiej atletyki. Glenn Cunningham kontra Jack Lovelock, Roger Bannister kontra John Landy, Frank Shorter kontra Bill Rodgers, Haile Gebrselassie kontra Paul Tergat, itd. Takich par, których rywalizacja przyciągąła na stadiony tłumy kibiców można byłoby wyliczyć dziesiątki. Niewątpliwie do duetów rywali potrafiących stworzyć pasjonujące widowisko oraz wzajemnie napędzać swoje wyniki należeli dwaj Szwedzi, którzy w latach 40. XX w. zdominowali biegi średnie: Arne Andersson i Gunder Hagg.

Neutralni Szwedzi wchodzą na biegowe areny

W latach 40. XX wieku Europa pogrążona była w wielkiej wojnie, w związku z czym wydarzenia sportowe zeszły na dalszy plan. Nie oznacza to jednak, że nie rozgrywano zawodów ani że pogoń za coraz lepszymi wynikami została zatrzymana. Nawet w państwach aktywnie uczestniczących w zmaganiach wojennych odbywały się mityngi lekkoatletyczne. Oprócz tego sport wciąż rozwijał się w krajach, których udział w wojnie nie był znaczący. W biegach na klasycznym dystansie 1 mili oraz na 1500 m na pierwszy plan wyszło 2 zawodników z neutralnej Szwecji.

Pierwszym z nich był Arne Andersson. Jego nazwisko wzbudziło sporo emocji już w 1939 r., kiedy na dystansie 1500 m w ciągu 1 sezonu poprawił rekord życiowy o niemal 10 sekund, osiągając czas 3:48:8. Był to wynik zaledwie o sekundę gorszy od ówczesnego rekordu świata Johna Lovelocka. Drugi to młodszy o rok Gunder Hagg zawodnik, który na biegowe areny na dobre wkroczył w 1940 r. W tamtym sezonie swoją życiówkę na 1500 m poprawił o niemal 20 sekund, uzyskując czas… 3:48:8 – identyczny jak jego starszy kolega.

Już w 1940 r. obaj biegacze po raz pierwszy stanęli w szranki. Pierwszym ich spotkaniem był wyścig na dystansie 2000 m, z którego górą wyszedł Andersson. Niedługo potem Hagg wziął rewanż, dwukrotnie pokonując Anderssona na 1500 m. Mimo tego nic jeszcze wówczas nie zapowiadało, że ci dwaj zawodnicy niebawem zdominują światową rywalizację na średnich dystansach.

arne_andersson_1939

Arne Andersson na biegowe areny na dobre wkroczył w 1939 r. Fot. Wikimedia Commons

Przełomowy rok 1941

O ile w 1940 r. Hagg i Andersson przegrywali z innymi biegaczami ze swojego kraju, jak Ake Jansson czy Henry Jonsson-Kalarne, o tyle rok 1941 należał już głównie do nich. Z wysokiego „C” sezon rozpoczął Andersson, wygrywając mistrzostwa Szwecji w przełajach. Jednak to rywalizacja obu panów na stadionie miała być najbardziej elektryzująca. Już przed rozpoczęciem sezonu ich wyniki indywidualne pozwalały zaliczać obu biegaczy do światowej czołówki milerów. Na arenie międzynarodowej potwierdzili to reprezentując Szwecję w meczu lekkoatletycznym przeciwko reprezentacji Węgier. W biegu na 1500 m rozdawali karty i ścigali się między sobą. Górą wyszedł Hagg, pokonując kolegę z drużyny o 0,2 sekundy.

Około 3 tygodnie później w Mistrzostwach Szwecji rywalizacja dwóch Szwedów weszła na kolejny poziom. Chociaż obaj potrafili popisać się szybkością na ostatniej prostej, wydawało się, że w przypadku spokojnego tempa i biegu na końcówkę większe szanse ma szybko finiszujący Andersson. Dlatego (jak w niemal każdym pojedynku pomiędzy nimi) Hagg zastosował taktykę dyktowania mocnego tempa od samego początku, by zgubić i zmęczyć rywala. Mocny początek spowodował, że pomimo nadrabiania strat na ostatnim okrążeniu, Andersson nie był w stanie dogonić młodszego kolegi i wyraźnie przegrał. Jednak z nie byle kim i w nie byle jakim stylu. Mocny początek sprawił, że Hagg ustanowił wówczas nowy rekord świata na 1500 m z czasem 3:47:6! Andersson musiał zadowolić się nowym rekordem życiowym na poziomie 3:48:6.

Po raz kolejny obaj panowie zmierzyli się kilka dni później, tym razem na dystansie mili. Znów nie było mocnych na Hagga, choć tym razem różnica na mecie była minimalna (4:09:2 vs 4:09:6). Rekordzista świata na 1500 m zdecydowanie prowadził w bezpośredniej rywalizacji z Anderssonem, ale obaj udowodnili, że stać ich na osiąganie rezultatów na najwyższym światowym poziomie.

gunder_hagg_pb

Od 1940 r. Gunder Hagg należał do ścisłej światowej czołówki średniodystansowców. Fot. Wikimedia Commons.

Czas rekordów

Rok 1942 miał przynieść jeszcze więcej emocji. Świadomi swoich mocnych i słabych stron rywale stoczyli pierwszy pojedynek 1 lipca w Goteborgu na dystansie mili. Stawka była wysoka, bowiem bieg ten miał na celu atak na rekord świata należący wówczas do Sydney’a Woodersona. Mając na uwadze powyższe, biegacze od początku narzucili mocne tempo. Takie warunki wydawały się sprzyjać Haggowi, ale Anderson nie zamierzał tanio sprzedać skóry i tym razem podążał za rywalem jak cień. Wychodząc na ostatnią prostą zaatakował, licząc na swój mocny finisz. Młodszy z biegaczy znalazł w sobie siły, bo odeprzeć atak. Walka do końcowych metrów przyniosła oczekiwany efekt – Gunder Hagg został rekordzistą świata na dystansie 1 mili (4:06:2), zaś Arne Andersson wyrównał poprzedni rezultat Woodersona (4:06:4).

Hagg był już podwójnym rekordzistą świata, podczas gdy Andersson wciąż pozostawał w cieniu młodszego rywala. Dlatego jego głównym celem stało się uzyskanie miana numeru 1 w Szwecji, co wówczas przekładało się na bycie numerem 1 na świecie. Ledwie 9 dni później podjął próbę wymazania nazwiska kolegi ze szczytu listy najszybszych w historii na milę. Będąc prowadzonym przez pierwszą połowę dystansu w podobnym tempie, jak w Goteborgu, na kolejną część biegu Andersson pozostał sam. Chcąc osiągnąć upragniony czas musiał w pojedynkę forsować tempo przez pełne 2 okrążenia. Chociaż nie była to łatwa sztuka, walczył z zegarkiem do linii mety. Ostatecznie uzyskał wynik 4:06:2. Tym samym jego nazwisko, zamiast zastąpić Hagga, umieszczono w tabelach tuż obok. W tym momencie rekordzistów świata na milę było 2.

Z każdym kolejnym startem obaj zawodnicy dodatkowo napędzali swoja rywalizację. Już tydzień później stanęli razem na starcie w biegu na 1500 m w Sztokholmie. Pomimo rzęsistego deszczu i kałuż tak obfitych, że momentami zawodnicy musieli je obiegać po 3. torze, Hagg od początku biegł w zawrotnym tempie i nikt nie potrafił dotrzymać mu kroku. Po 3 okrążeniach jego czas wynosił 2:58:9 i miał ogromną przewagę nad resztą stawki. Chociaż w końcówce nieco zwolnił, Andersson nie był w stanie nawet zbliżyć się do rywala. Hagg przekroczył linię mety w czasie 3:45:8, poprawiając własny rekord świata o niemal 2 sekundy. Biorąc pod uwagę styl, warunki oraz fakt, że Andersson przybiegł niemal 4 sekundy później, było to jedno z najbardziej spektakularnych zwycięstw w rywalizacji obu biegaczy.

Następne spotkanie 2 najlepszych wówczas średniodystansowców świata również zakończyło się fantastycznym wynikiem. Szwedzi starli się tym razem na 2000 m i ich pojedynek zaowocował kolejnym znaczkiem „WR”. Niemal tradycyjnie to Hagg był autorem rekordowego rezultatu, chociaż tym razem Andersson przybiegł ledwie 0,5 sekundy za nim. To jednak był ostatni taki bieg w 1942 r. Obaj zawodnicy zaczęli odczuwać zmęczenie sezonem – Hagg doznał infekcji, która na kilka tygodni wyłączyła go ze ścigania, zaś Andersson kompletnie stracił formę i notował coraz słabsze wyniki. Wyglądało na to, że bycie numerem 2 nie służyło starszemu z biegaczy. Za to miano najlepszego na świecie dodawało skrzydeł Haggowi. Szybko wrócił do zdrowia i fenomenalnej dyspozycji. Dość powiedzieć, że w całym sezonie 1942 aż 10-krotnie poprawiał rekordy świata na różnych dystansach – od 1500 m przez 1 milę, 2000 m, 3000 m, 2 mile, 3 mile aż po 5000 m. Gunder Hagg dosłownie zdominował światowe biegi średnie. Andersson tylko razy wyrównał najlepsze osiągnięcie w historii, ale i tak przed końcem sezonu Hagg poprawił ten wynik i znów rządził niepodzielnie.

Andersson wychodzi z cienia

Kolejny sezon biegów w Szwecji zapowiadał się pasjonująco. Andersson nie zamierzał odpuścić swojemu wielkiemu rywalowi. Mocno przepracował zimę i z wielką nadzieją podchodził do zbliżających się startów. Jednak już na początku doznał rozczarowania – jak się okazało, Hagg zdecydował się przyjąć zaproszenie na wyjazd do USA i miał startować w mityngach za oceanem. Dlatego obaj zawodnicy przez cały rok ani razu nie starli się w bezpośrednim pojedynku.

Mimo tego rywalizacja toczyła się dalej, chociaż tym razem korespondencyjnie. Trudno powiedzieć, czy wynikało to z mocnego zimowego treningu czy komfortu psychicznego wynikającego z braku najgroźniejszego rywala, ale w końcu pierwszoplanową rolę zaczął odgrywać Andersson. W Mistrzostwach Szwecji na milę rozgrywanych w Goteborgu popisał się fantastyczną dyspozycją, chociaż końcowy wynik zaskoczył nawet jego samego. Po stosunkowo spokojnym początku (3 okrążenia w 3:03:5), Andersson odnalazł w sobie pokłady szybkości, jakich dotychczas brakowało mu, by wygrywać z Haggiem i bić rekordy. Ostatnie okrążenie w 59,1 sekundy przyniosło mu pierwszy samodzielny rekord świata – czas 4:02:6 był o całe 2 sekundy lepszy niż rezultat młodszego ze Szwedów z poprzedniego sezonu. Taki wynik na pewno rozbudził apetyty kibiców i samych zawodników na atak na barierę 4 minut na milę.

Miano rekordzisty świata dodało Anderssonowi skrzydeł. Nic dziwnego, że za kolejny cel obrał najlepszy w historii wynik na 1500 m. Właściwa okazja nadarzyła się niespełna miesiąc później ponownie w Goteborgu. Podobnie, jak w przypadku biegu na milę, początkowe tempo nie zapowiadało najlepszego rezultatu. Jednak znów z pomocą przyszedł szybki finisz. Ostatecznie Andersson przebiegł 1500 m w rekordowe 3:45:0 i w tym momencie już bez wątpliwości stał się najszybszym milerem w historii.

Hagg, który stracił 2 rekordy nie był w wystarczająco dobrej formie, by podczas swojego tournee po USA walczyć o ich odzyskanie. Wciąż prezentował wysoki poziom i wygrał wszystkie biegi, w których wziął udział na amerykańskiej ziemi, ale czasy, jakie notował były dalekie od osiągnięć Anderssona. Oprócz utraty rekordów powodem do zmartwienia była także szybkość, jaką Andersson dysponował w końcowych fragmentach swoich biegów. Rok 1943 przyniósł niespodziewaną zmianę w układzie sił – przed kolejnym sezonem to starszy ze Szwedów wydawał się być liderem, choć w bezpośredniej rywalizacji wygrał tylko dwukrotnie spośród kilkunastu wspólnych wyścigów.

1944 – znów naprzeciw siebie

Powrót Hagga do ojczyzny oznaczał powrót pasjonujących pojedynków na szwedzkich stadionach. Zarówno jeden jak i drugi biegacz zdawali się być w fenomenalnej dyspozycji. Andersson w pierwszych startach pokazał siłę, notując czasy bliskie swoim rekordowym osiągnięciom. Hagg natomiast rozpoczął sezon od poprawienia własnego rekordu świata na 2 mile. Nic dziwnego, że ich pierwsze starcie w sezonie 1944 wzbudzało ogromne zainteresowanie.

Obaj panowie spotkali się w Sztokholmie pod koniec czerwca 1944 r., by zmierzyć się na dystansie 1500 m. Trybuny były pełne kibiców, a atmosferę można porównywać z najważniejszymi wydarzeniami piłkarskimi z dzisiejszych czasów. Jednak głównymi bohaterami było 2 biegaczy. Hagg, będąc świadomym fenomenalnej dyspozycji swojego rywala, postanowił zastosować swoją zwyczajową taktykę próby zmęczenia Anderssona tempem. I chociaż po spokojnym początku Gunder wyraźnie przyspieszył na drugim okrążeniu, Arne kontrolował sytuację. Wiedział, że jeśli utrzyma się na plecach lidera będzie w stanie na końcówce wykorzystać swoją najsilniejszą broń – piorunujący finisz. Przez cały dystans nie odpuszczał i podążał za młodszym kolegą jak cień. Wychodząc na ostatnią prostą zaatakował i z łatwością minął rywala, wygrywając o ponad sekundę. Andersson wyszedł zwycięsko z bezpośredniego pojedynku z Haggiem po raz pierwszy od 1940 r. I chociaż ten moment musiał w końcu nadejść, tak przekonujące zwycięstwo było zaskoczeniem dla wszystkich, włącznie z samymi zawodnikami.

Przed następnym pojedynkiem dwóch najlepszych milerów świata, który miał odbyć się w Goteborgu, to Andersson był w roli zdecydowanego faworyta. Po kilku dniach od swojego pamiętnego zwycięstwa wciąż mógł odczuwać psychiczną przewagę. Tym razem jednak Hagg zdecydował się postawić wszystko na jedną kartę. Wiedząc, że nie ma szans walczyć z Anderssonem na finiszu, postanowił podyktować wręcz samobójcze tempo od początku biegu. Ta taktyka pozwoliła wynieść bieg na 1500 m na inny poziom. Międzyczas na 800 m poniżej 1:57 był wówczas czymś niemal niewyobrażalnym. Nic dziwnego, że przy takim obrocie spraw Arne został kilka metrów za młodszym kolegą. Próba utrzymania Hagga za wszelką cenę mogła skończyć się dla niego bardzo boleśnie. Zresztą Andersson miał świadomość, że rywal w końcu będzie musiał zwolnić i w tym upatrywał swojej szansy.

Rzeczywiście na trzecim okrążeniu tempo lidera nieco spadło i wychodząc na ostatnie kółko Hagg był w zasięgu Anderssona. Wydawać by się mogło, że przy takim rozwoju wypadków w zdecydowanie lepszej sytuacji jest dysponujący hipotetycznie większym zapasem sił starszy ze Szwedów. Jednak w obliczu porażki poniesionej kilka dni wcześniej i podrażnionej ambicji, Hagg znalazł w sobie rezerwy, które pozwoliły mu odeprzeć atak rywala. Wynik na mecie – 3:43:0 był aż o 2 sekundy lepszy niż rekord świata Anderssona z 1943 r. Zresztą, Andersson również poprawił swój poprzedni rezultat z czasem 3:44:0. Dwaj Szwedzi znów napędzali się wzajemnie, pisząc nowe rozdziały w historii biegów średnich.

Oczywiście oni sami i pasjonaci biegania wciąż chcieli więcej. Zaledwie tydzień później doszło do kolejnego pojedynku. Ze względu na gorsze warunki pogodowe i prawdopodobne zmęczenie po rekordowym biegu w Goteborgu, czasy nie były aż tak imponujące i po raz kolejny okazało się, że w bardziej taktycznym biegu to Andersson ma więcej do powiedzenia (wygrał z wynikiem 3:48:4 vs 3:49:2). Ale już 4 dni później obaj panowie powrócili na rekordowe ścieżki. Areną ich elektryzującego starcia był stadion w Malmo, gdzie mieli rywalizować na 1 milę.

Zainteresowanie tym biegiem było przeogromne. Nazwiska najszybszych milerów w historii przyciągały na trybuny tysiące kibiców i wzbudzały wielkie emocje w szwedzkiej prasie. Mając na uwadze poprzednie biegi, wskazanie faworyta było jak wróżenie z fusów. Andersson dzięki swojemu finiszowi po raz pierwszy regularnie wygrywał z Haggiem w bezpośrednich starciach, z drugiej strony Gunder pokazał, że w rywalizacji ze starszym kolegą potrafi wspiąć się na absolutne wyżyny swoich możliwości, co udowodnił odbierając mu rekord świata na 1500 m. Każdy scenariusz był zatem możliwy.

Hagg miał świadomość, że aby myśleć o pokonaniu Anderssona znów będzie musiał podyktować mocne tempo. Zresztą jako urodzony frontrunner nie mógł po prostu czekać na rozwój wypadków i od początku musiał przejąć inicjatywę. I rzeczywiście w Malmo, prowadzony przez młodego Lennarta Strandta, ruszył z zabójczą prędkością. Podobnie, jak w Goteborgu, międzyczas na 800 m wahał się w przedziale 1:56-1:57, a przecież tym razem rywalizacja toczyła się na dystansie o 109 m dłuższym. Na półmetku zawodnicy biegli nie tylko w tempie zdecydowanie lepszym niż na rekord świata, ale również w tempie na czas zdecydowanie poniżej 4 minut na milę! Szalony początek nie wystraszył jednak Anderssona, którym tym razem postanowił nie odpuszczać rywala na krok. Jeśli chciał mieć szansę wykorzystać swoją najsilniejszą broń, musiał mieć go w bezpośrednim zasięgu. Dlatego nawet, kiedy Hagg wyprzedził Strandta na 3. okrążeniu, Andersson podążył za nim jak cień. W tej konfiguracji obaj biegacze dotarli do ostatniej prostej, gdzie atak przypuścił starszy z nich. Hagg nie zamierzał się poddawać. Skontrował i przez kilkadziesiąt metrów dwaj wielcy zawodnicy biegli ramię w ramię. Dopiero tuż przed linią mety Andersson jeszcze raz mocniej zakręcił nogami, rzucając na szalę wszystkie siły. Dla Hagga to było zbyt dużo. Chociaż pobił rekord życiowy z czasem 4:02:0, to Andersson był zwycięzcą, który na dodatek poprawił własny rekord świata o całą sekundę (4:01:6). Jednak nie byłby w stanie osiągnąć takiego rezultatu, gdyby nie ambicja, siła i szaleńcze tempo młodszego rywala.

arneanderssongunderhagg1942

Rok 1942 – Gunder Hagg ustanawia rekord świata na milę, wyprzedzając o 0,2 sekundy Arne Anderssona. Fot. Wikimedia Commons

W kolejnych miesiącach obaj panowie spotkali się jeszcze 3-krotnie i za każdym razem górą był Andersson. O ile zwycięstwo w Mistrzostwach Szwecji na 1500 m nie powinno być szczególnym zaskoczeniem, o tyle pokonanie Hagga w biegu na 2000 m i 3000 m należy rozpatrywać w kategorii niespodzianki. Andersson rzadko startował na dystansach dłuższych niż mila, a jego rywal był autorem najlepszych wyników w historii na tych dystansach i ledwie kilka dni wcześniej poprawił własny rekord świata na 2 mile. To nie wystarczyło na będącego w fenomenalnej formie Anderssona, który w 1944 r. zdominował Hagga niemal tak samo, jak Hagg starszego kolegę dwa sezony wcześniej.

Schyłek wielkiej epoki

Sezon 1945 nie obfitował już w tak wiele bezpośrednich starć pomiędzy wielkimi rywalami. Obaj panowie spotkali się na bieżni tylko dwukrotnie, z czego w historii zapisał się jedynie pierwszy pojedynek. Ale cóż to był za bieg! Ponownie areną zmagań stał się stadion w Malmo, a konkurencją bieg na 1 milę. Zawody rozegrano 17 lipca 1945 r. i w roli zdecydowanego faworyta występował Andersson, który wcześniej w sezonie kilkukrotnie złamał barierę 3:50 na 1500 m. Hagg natomiast ani razu się z nią nie uporał i po swoim drugim pobycie w USA (na początku 1945 r.) zupełnie nie przypominał siebie z poprzednich lat. Jednak każdy wyścig z Anderssonem wyzwalał z nim zupełnie inne pokłady energii. Nie inaczej było i tym razem.

Na stadionie w Malmo ponownie zebrał się komplet kibiców, by podziwiać dwóch najlepszych średniodystansowców ostatnich lat. Oprócz Anderssona i Hagga w biegu uczestniczyli również Rune Persson, Lennart Strandt oraz Ake Pettersson. To własnie ostatni z nich poprowadził pierwsze koło w nieco ponad 56 sekund – tempie, które nawet z dzisiejszej perspektywy jest bardzo szybkie na dystansie 1 mili. Później zawodnicy nieco zwolnili i w połowie dystansu lider odnotował czas 1:58:5. Zaniepokojony takim obrotem spraw prowadzenie objął Hagg, pokonując kolejne 400 m w ok. 61 sekund. Andersson jednak nie dał się zgubić i pilnował swojego odwiecznego rywala, czekając na dogodny moment do ataku.

Kiedy zawodnicy wybiegli na ostatnią prostą, wypadki przybrały nieoczekiwany obrót. Andersson nie tylko nie wyprzedził rywala, ale tak naprawdę nie był w stanie realnie mu zagrozić. Młodszy ze Szwedów nie musiał odpierać ataku, po prostu biegł jak natchniony aż do samej mety. Ostatecznie zegarek wskazał czas 4:01:4 – rezultat o 0,2 lepszy niż dotychczasowy rekord świata Anderssona. Hagg odzyskał upragniony rekord i to pomimo tego, że przez cały sezon 1945 nie błyszczał. Jednak kolejny raz potwierdził, że umiejętność zmobilizowania się na pojedynki ze swoim największym rywalem przynosiła fenomenalne osiągnięcia.

To był ostatni etap wspaniałej rywalizacji dwóch Szwedów. Rok 1945 dla obu biegaczy okazał się ostatnim w karierze. Obaj zawodnicy zostali dożywotnio zdyskwalifikowani za naruszenie przepisów o bieganiu amatorskim, ponieważ organizatorzy biegów płacili im za starty, a przyjmowanie pieniędzy było wówczas zabronione. Wiele jednak wskazywało na to, że bez względu na decyzję oficjeli, również pod względem sportowym byłby to ostatni sezon dominacji obu Szwedów na świecie. Chociaż przez lata dostarczali kibicom wielu emocji i niemal na nowo zapisali księgi rekordów w biegach na średnich dystansach, sezon 1945 pokazał, że ich czas zaczął przemijać.

Wkład Arne Anderssona i Gundera Hagga w rozwój biegów średnich w czasie, kiedy świat był pogrążony w wojnie jest nieoceniony. Z dzisiejszej perspektywy częściej pamięta się o młodszym z nich, jako tym, który na przestrzeni kariery ustanowił kilkanaście rekordów świata. Wątpliwe jest jednak, by był w stanie aż tak bardzo przesunąć rekordowe granice, gdyby nie miał rywala wyzwalającego z nim ogromne pokłady energii i mobilizacji. Dlatego w historii biegów średnich zdecydowanie jest miejsce dla obu zawodników. Warto również dodać, że zarówno w czasach, kiedy rywalizowali na bieżni, jak i w późniejszych latach Arne Andersson i Gunder Hagg byli serdecznymi przyjaciółmi. Obaj zresztą dożyli sędziwego wieku – Hagg zmarł w 2004 r. mając niespełna 86 lat, zaś Andersson w 2009 r. w wieku 91 lat.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *