Biegające kobiety – czy mają gorzej niż mężczyźni?

Maraton w Yokohamie - jedna z niewielu elitarnych imprez bez udziału mężczyzn. Fot. Photorun.net Archer Nicky

Maraton w Yokohamie – jedna z niewielu elitarnych imprez bez udziału mężczyzn. Fot. Photorun.net Archer Nicky

„Czy kobiety mają gorzej?” – to częste pytanie związane z tym, że kobiety musiały sobie wywalczyć prawa – do głosu, do równego traktowania w społeczeństwie (chociaż walka ta jeszcze się nie skończyła, bowiem najczęściej kobiety nadal np. zarabiają mniej od mężczyzn na tych samych stanowiskach). Ale… może pod niektórymi względami mają lepiej? Brzmi dziwnie?

Dominika Stawczyk-Stelmach to bardzo szybka biegaczka z Warszawy, która od lat pojawia się na szczytach wyników w biegach na 10 km, a w 33. Maratonie Warszawskim ze świetnym czasem 2:48 była 6. wśród kobiet i 29. w klasyfikacji generalnej. Po urodzeniu pierwszego dziecka jej forma jeszcze się poprawiła. Jej mąż biega rekreacyjnie – ich życie jest bardziej podporządkowane pod aktywności Dominiki. – Maciek robi to dla zdrowia, moje bieganie ma wyższy priorytet. Maciek często biega z joggerem, a ja wtedy mogę zrobić swój trening. Mówi mi, że jak do niego zadzwonię z mety i powiem, że wygrałam, to on przyspiesza – śmieje się Dominika. Jest z niej dumny i chwali się przed kolegami jej osiągnięciami. W domu stara się ją odciążyć, pomagać.

Kobietom łatwiej wygrać… niższą nagrodę

Pytam o to, czy kobietom jest łatwiej zająć wysokie miejsce. – Tak. Zdarza się, że na pudle w niższej rangi biegach stają kompletne amatorki, dziewczyny o średnich wynikach, bo nie mają zbyt dużej konkurencji. Wśród mężczyzn to właściwie niemożliwe. Mówi również, że niższe nagrody dla kobiet są faktem – zwłaszcza na mniejszych biegach. – To niesprawiedliwe, w szczególności na poziomie zawodowym. Ja nie próbuję zarabiać na bieganiu, ale dla zawodniczki te niższe nagrody są krzywdzące. Zgodzę się z tym, że niekoniecznie powinno się premiować nagrodą tyle samo miejsc u kobiet i mężczyzn, bo pań jest mniej. Ale pierwsze miejsca powinny być nagradzane tak samo, bo wysiłek kobiet jest taki sam – dodaje. Pytam Dominikę o jeden z najczęstszych powodów, dla których kobiety nie biegają – czy zdarzało jej się bać wyjść na trening późno – W Warszawie nie. Ale w mojej rodzinnej Łodzi – owszem. Rozumiem, że kobiety mogą odczuwać dyskomfort biegając późno, po zmroku.

Ciąża to „super moce” czy słabość?

Dominika w ciąży biegała do 6. miesiąca. Jest wąska w biodrach, przez co szybko brzuch zaczął jej utrudniać treningi. „Super moce” w pierwszym trymestrze się nie objawiły. Wręcz przeciwnie. – Dla mnie to był najgorszy czas. Prawie wcale nie biegałam, byłam osłabiona, miałam huśtawkę nastrojów. Najlepiej czułam się w drugim trymestrze, ale ciężko było wówczas rozwijać prędkości. Na pierwszy trening wybrała się w 7 dni po porodzie. Nosiło ją. Przez pierwsze 9 miesięcy karmiła piersią i nie zgadza się z opinią niektórych kobiet, że w tym czasie ciało jest osłabione, bo zużywa zbyt dużo energii na produkcję pokarmu. – Zrobiłam wtedy życiówkę na 10 km i w półmaratonie. Jedyny problem jest taki, że mleko się zbiera – jest to jakieś utrudnienie. Dlatego ja wychodziłam na treningi wieczorem, kiedy byłam już „odessana” – śmieje się.

Dominika Stawczyk - Stelmach. Fot. Puma

Dominika Stawczyk – Stelmach. Fot. www.sztukakadru.pl

Dla kobiet sprzętu mało, ale… specjalny

Interesuję się też kwestią sprzętu. Trudno się dziwić, że sprzedawcy w sklepach dla biegaczy mają uboższą ofertę dla pań – cóż, prawa rynku. Skoro biegających kobiet jest mniej, to popyt na sprzęt dla nich jest mniejszy – właścicielom sklepów może się nie opłacać mieć oferty tak szerokiej jak dla panów. To tak jak z rozmiarami – jeśli masz stopę 49 albo 35 – nie dziw się, że sprzedawca nie wyciągnie spod lady pięciu modeli w różnych kolorach. Gdy pytam o opinię w sklepie Run Expert w Szczecinie (dawny RBF Sport – wygrał w rankingu sklepów przeprowadzonym przez BIEGANIE w maju 2012 roku), dowiaduję się, że kobiety to obiecujący rynek. Do sklepu w Szczecinie przychodzi sporo dziewczyn. – Skłamałbym, gdybym powiedział, że mamy taką samą ofertę dla pań, jak i panów, ale np. na 8 modeli męskich przypada 5 damskich. Jeśli zamawiamy po 4 rozmiary z danego modelu dla mężczyzn, to 2 dla kobiet. Staramy się, żeby miały u nas dobry wybór – mówi właściciel sklepu. Pytam, czy to opłacalne. – Gdyby nam się nie opłacało, to byśmy nie mieli tak szerokiej oferty – śmieje się. Kobiety to coraz lepszy „target”. – Na razie Polki są mało odważne. Gdy jeździmy po biegach zagranicznych, widzimy, że dziewczyny ubierają się bardziej kolorowo – u nas wolą na czarno. Nasze klientki są też bardziej oszczędne – gdy kupują ubrania, chcą, żeby były uniwersalne. To raczej mężczyźni stwierdzają: podoba mi się, to sobie kupię.

Faktem jest natomiast, że to dla kobiet produkuje się specjalny sprzęt. O ile w ubraniach męskich (lub unisex) ograniczeniem dla kobiety może być jedynie kwestia rozmiaru lub dopasowania (żeby wyglądały ładnie), to mężczyzna w damskie, kolorowe i ukwiecone ciuchy się nie ubierze. Punkt dla kobiet. Specjalnie produkowane są również spódniczki dla dziewczyn.

ASICS Ayami - kolekcja dla kobiet. Fot. ASICS

ASICS Ayami – kolekcja dla kobiet. Fot. ASICS

Panom wstęp wzbroniony!

Gdzie jeszcze kobiety mają lepiej? Na świecie organizowane są biegi tylko dla nich – np. odbywający się w październiku w San Francisco Nike Women’s Marathon czy Bieg w Bikini zorganizowany przez Pumę. A słyszeliście o biegach, na które kobiety nie mają wstępu? Nie uznajemy tego za dyskryminację i z racji historycznych (że kiedyś większość rzeczy, aktywności, miejsc była „gentlemen only”) godzimy się, żeby istniały np. fitness kluby tylko dla kobiet. Czy gdyby ktoś zorganizował bieg i powiedział, że kobiety nie mają na niego wstępu, to nie odbiłoby się to echem i niekorzystnymi komentarzami?

Dziewczynki za darmo

Szukam dalej kobiecych przywilejów w biegowym świecie. Jeden podsuwa mi Magda Bartoszewicz – biegaczka z Poznania, która w debiucie zrobiła czas 3:29 w 2006 roku. – Pierwszy maraton pobiegłam z moim chłopakiem – miało być kilka kilometrów dla frajdy. Zapisałam się, bo wtedy kobiety startowały za darmo. Pytam Dominikę Stawczyk, czy zdarzało jej się nie zapłacić wpisowego za bieg dlatego, że jest kobietą. – Chyba raz. Więc zdarza się, ale nie jest to regułą.

Większa chwała

Mój mąż podsuwa mi kolejny „przywilej” kobiet. – Robiąca dobre wyniki dziewczyna jest dużo bardziej zauważalna niż mężczyzna na jej poziomie. Jeśli zrobi np. 2:50 w maratonie, to rozejdzie się to szeroko po środowisku biegaczy, a facet, który zrobi 2:40 czy nawet 2:30 – pozostanie jednak anonimowy. – Taka kobieta może zatem liczyć na większą glorię, chwałę i splendor. A dla bardzo mocnego amatora ma to przecież spore znaczenie.

Żeby nie było tak różowo, siadam nad kartką, z telefonem i zastanawiam się nad argumentami – dlaczego kobiety mają gorzej?

Same jesteśmy sobie winne

Jako pierwsze przychodzą mi go głowy ograniczenia, które same sobie stawiamy. Albo nasze otoczenie próbuje je wprowadzić, a my nie walczymy.

Po pierwsze – nie umiemy się bawić! Od dziecka bawimy się w dom, odpowiedzialność, opiekę, rozwijamy w sobie poważne cechy na przyszłe dorosłe życie. A gdy wchodzimy w dorosłość – jeszcze bardziej staramy się być poważne i odpowiedzialne. Wiele kobiet nie ma hobby, bo „nie w głowie im takie bzdury”. Nie mają czasu na „głupoty”, bo przecież trzeba zająć się domem, dziećmi, mężem, realizować się w pracy. Jeśli nasz partner ma hobby, np. bieganie, to albo próbując być „dobrą żoną” kibicujemy mu i staramy się ułatwić życie, albo złościmy się, że wszystkie poważne rzeczy spoczywają na nas, a on „sobie lata”, w dodatku wydaje na to pieniądze, marnuje czas. To, że kobiety myślą w ten sposób, najczęściej wynika z powszechnie uznanej roli społecznej albo wzorca w rodzinie – czy to wyniesionego z domu, czy nabytego od partnera (jeśli kobieta wie, że jej narzeczony lub mąż ceni bardzo wysoko takie rzeczy – chce być dla niego idealna). Dla mężczyzny hobby to rozwój, inwestycja w siebie, a nie „bzdury”. I dlatego uważam, że kobiety mają gorzej – przez tę narzuconą rolę społeczną. Nawet jeśli już przełamiemy stereotyp idealnej gospodyni, żony, matki, która jest poważna i odpowiedzialna i nie ma czasu na „dyrdymały”… nadal istnieje kilka ograniczeń, które sobie stwarzamy.

Dobra żona i matka czy dobra kobieta?

– Czasami „rola społeczna” to wymówka dla kobiet, którym się nie chce. „Nie mogę, bo nie mam czasu, bo tyle na mnie spoczywa. Mam na głowie dom, rodzinę, pracę. Nikt mi z tym nie pomoże.” – mówi Joanna Dryjańska. Dwa razy przebiegła półmaraton, kilka razy wzięła udział w Run Warsaw. Bieganie to hobby jej męża – Tomka. A dla niej okazało się metodą dowartościowania się. Zapytana o to, dlaczego to głównie Tomek biega, mówi: – On jest dużo bardziej zdeterminowany. Ja szukam sobie czasami wymówek. Bieganie jest dla mnie fajną formą spędzania czasu z nim i samej mnie nie ciągnie. Jak mamy możliwość wyjścia razem na trening (dzieci zostają z teściową albo moją mamą), to sprawia mi to przyjemność. Jak mam iść sama – niekoniecznie. – A więc nie jest tak, że Tomek „terroryzuje” Wasz dom swoim hobby i wszystko jest dostosowane do niego? – pytam. Aśka zaprzecza. Mówi, że czas by się znalazł i wie, że może liczyć na Tomka, że zająłby się domem i dziećmi. Pytam o poczucie bezpieczeństwa. – Jak muszę wrócić do domu od autobusu po nocy – to idę, bo nie mam wyboru. Ale wychodzenie na trening po zmroku, samej, to już jest dyskomfort. Wracamy do roli społecznej. Aśka prowadzi dom, opiekuje się dziećmi, teściową. Jest dobrą gospodynią. Sport jest gdzieś przy okazji. Za to dobrze się czuje w roli kibica. – Samo bieganie nawet mnie tak bardzo nie kręci, jak jego dodatkowe aspekty. Na Biegnij Warszawo w 2011 roku byliśmy całą rodziną tylko po to, żeby postać przy trasie i porobić hałas. Staram się uczyć tego moje dzieci – że to jest fajne, że daje dużo radości i satysfakcji, że pomaga to ludziom. Bo nie ma się co oglądać, że w Polsce nie ma kibiców na trasie – trzeba ich sobie wychować! – dodaje. Pytam ją jeszcze o jeden bardzo kobiecy aspekt biegania – biust. W tej dziedzinie jest ekspertem. Ma się czym pochwalić. – Oj tak. Kobiety, które mają duży biust, mają gorzej. Co z tego, że są wymyślne staniki podtrzymujące piersi, skoro często są niewygodne, czuję się w nich jak w zbroi. Jak byłam kibicować na Biegnij Warszawo, to widziałam, że w ogonie ciągnęło się sporo takich ociężałych – biuściastych – śmieje się. To fakt, w zależności od fazy cyklu miesięcznego piersi potrafią w dodatku boleć. Dobry stanik trzyma je w ryzach, ale z takim obolałym biustem trudno jest zrobić dobry, mocny trening.

Natura to 1:0 dla facetów

Zastanówmy się nad fizjologią. – Nasze ciała są gorzej przystosowane do uprawiania sportu. Serca są średnio o 30 gramów lżejsze, wyrzucają podczas każdego skurczu o ponad 16,5% mniej krwi do aorty. Krew kobiet jest też uboższa w czerwone krwinki niż krew męska. Mniejsza powierzchnia całkowita pęcherzyków płucnych i niemal dwukrotnie niższy procent masy mięśniowej w stosunku do wagi ciała – to fakty, które sprawiają, że cyferki na zegarach kobiet są o około 10% gorsze niż u mężczyzn – opowiada Agata Kołacińska, biegaczka i psycholog sportu. Ale jak na całą tę litanię niekorzystnych cech – kobiety radzą sobie zaskakująco dobrze. To nie sprawia, że są gorsze od mężczyzn, nie od ogółu. Piotr Rostkowski podkreśla, że kobiety są bardzo dobre w dyscyplinach wytrzymałościowych. Rywalizują zacieklej niż mężczyźni, a w dodatku trudniej jest je przetrenować – bardzo dobrze znoszą duże obciążenia i trudne treningi. Agata Kołacińska wskazuje jeszcze na cechy charakteru uznawane za typowo „kobiece”, które tworzą dobrego sportowca. Sumienność, wytrwałość, konsekwencja, mniejsza impulsywność, cierpliwość. – Kobiety mają dobre podejście do sportu i treningu. Z większą rozwagą podchodzą do biegów długich – to mężczyznom częściej zdarza się zbyt szybki początek i cierpienie pod koniec maratonu – mówi.

Bieg w Bath w Wielkiej Brytanii 2011. Fot. Getty Images/Flash Press Media

Bieg w Bath w Wielkiej Brytanii 2011. Fot. Getty Images/Flash Press Media

Sprawy tylko kobiece

Na naszą niekorzyść gra również okres. U niektórych kobiet też zespół napięcia przedmiesiączkowego. – Jak zbliża mi się okres, robię się nieprzyjemna i wszystko mnie denerwuje. Nic mi wtedy nie wychodzi i nie umiem z tym walczyć, bo czuję, że to czysta fizjologia! Później wszystko mija jak ręką odjął. – opowiada biegaczka-amatorka Dorota Nowak.

Ból czasem ogranicza tylko do leżenia w łóżku i jęczenia. Jeśli cykl jest rozregulowany, trudno przewidzieć, czy fizjologia nie spłata figla na ważnych zawodach. Ewa Witek-Piotrowska – biegaczka-amatorka i fizjoterapeuta z kliniki Ortoreh – powiedziała, że niektóre kobiety są w tym czasie silniejsze i to dobrze wpływa na ich rywalizację. Magda Łączak startująca w rajdach przygodowych mówi: – Ja chyba na każdym ważnym rajdzie miałam okres! A zatem – słabość w tym czasie nie jest regułą. Powszechna opinia, że dziewczynki nie powinny w tym czasie ćwiczyć na lekcjach WF i się przemęczać – jest w większości przypadków tylko wymówką. Ale miesiączka może pokrzyżować plany w ważnych zawodach, może modyfikować trening. Zbigniew Nadolski, trener biegów długich, mówi: – W niektórych przypadkach rzeczywiście jest to jakaś niedyspozycja, wtedy zmienia się nawet na pewien czas trening, robi się dzień czy dwa wolne, albo zmniejsza się dystans.

Interesującym aspektem są pigułki antykoncepcyjne. Niektóre kobiety mogą się źle po nich czuć (nudności, osłabienie, zawroty głowy), co niekorzystnie wpływa na trening czy zawody. Dr Tomasz Mikulski zajmujący się elitą długodystansowców, podczas badania wydolnościowego odkrył, że mam wysoką krzepliwość krwi. Zapytał, czy biorę pigułki, bo one jeszcze bardziej zagęszczają krew. Dodajmy odwodnienie w trakcie zawodów – i nałożą się trzy niekorzystne czynniki. Powiększa się ryzyko powikłań naczyniowych – zawału serca, udaru mózgu, zatorowości płucnej, zakrzepicy żył głębokich, a także arytmii serca, problemów z pęcherzykiem żółciowym i nerkami.

Jest jeszcze jeden negatywny i bardzo wstydliwy aspekt kobiecego biegania. Podobno dotyczy aż 24% kobiet w wieku od 18 do 48 lat i aż 37% w wieku między 35 a 54 rokiem życia. Pojawia się m. in. jako „efekt uboczny” porodu. Wysiłkowe nietrzymanie moczu. To dzieje się mimowolnie podczas wysiłku, czasem nawet podczas kichania czy kaszlu (!). Panowie – wyobrażacie sobie, że wpadacie na metę biegu na 10 km ze spodniami mokrymi do kostek? Trudno się dziwić kobietom dotkniętym WNM, że nie kwapią się do biegania…

Trochę herezji?

Ostatni problem jest subtelny i złożony. Z jednej strony – wysportowana kobieta jest atrakcyjna, ciekawa i dobrze postrzegana – jak każdy biegacz, jako osoba konsekwentna i poukładana. Ale… Jeśli staje się mocną biegaczką, może być odbierana przez niektórych źle – budzić zazdrość koleżanek (zwłaszcza jeśli jest podziwiana przez mężczyzn). Może też mieć problemy w pracy lub małżeństwie. Herezja? Nie. Skoro problemem mogą być wyższe zarobki żony niż męża, tak samo może być, jeśli kobieta biega lepiej. Męskie ego ma prawo cierpieć, chociaż wydaje się to niedorzeczne. A jeśli dziewczyna obiega swojego szefa? Podobnie. Niektóre kobiety osiągające bardzo dobre wyniki mają problem ze znalezieniem sobie partnera – bo mężczyźni się ich „boją”. Ale dziewczyny! Nie dajmy się zwariować! Po prostu otaczajmy się mądrymi mężczyznami.

Magdalena Ostrowska-Dołęgowska, fragment tematu numeru „Walka o rekord kobiet”, Bieganie, listopad 2011.

Komentarze