Błoto, lód, druty kolczaste. Dla kogo (i po co) są biegi ekstremalne typu Runmageddon?

Autor: Iwona Ludwinek • 11.03.2018
fot: Igor Kohutnicki, mat. prasowe

fot: Igor Kohutnicki, mat. prasowe

Chociaż dziś może się to wydawać niepojęte, jeszcze nie tak dawno na mapie Polski próżno było szukać biegów ekstremalnych. Szlaki przecierał Runmageddon, który 13 kwietnia obchodzi 4. urodziny. Wraz z upływającym czasem jego popularność nie tyle nie słabnie, ale wręcz rośnie. Jak to możliwe?

W 2018 r. odbędzie się aż 9 imprez z cyklu Runmageddon, w tym bardziej biegowy Reebok Powerun by Runmageddon oraz zagraniczna edycja w Maroko. Chętnych do udziału w przygodzie nie brakuje. Dlaczego?

– Ludzie ciągle szukają nowych bodźców. Najpierw niesamowicie szybko rozwijały się biegi uliczne. Startujesz na 5 kilometrów, potem wydłużasz dystans aż ukończysz półmaraton czy maraton. Jeden raz, drugi, no fajnie ale co dalej? Przestało to ludziom wystarczać, więc poszli w stronę biegów górskich lub triathlonu, który teraz ma największą dynamikę wzrostu w całej swojej historii. Szukając nowych wyzwań i przygód trafili na Runmageddon, który oferuje przeżycia jakich nie doświadczysz ani na biegu ulicznym, ani nawet podczas biegu górskiego. – mówił Jarek Bieniecki, ojciec Rumageddonu, w wywiadzie dla magazynbieganie.pl.

fot: Igor Kohutnicki, mat. prasowe

fot: Igor Kohutnicki, mat. prasowe

Kto biega w tego typu imprezach? – Profil uczestników Runmageddonu jest bardzo zróżnicowany. Wszystkich jednak przyciąga chęć przeżycia przygody, zmierzenia się ze swoimi słabościami i pokazanie samemu sobie, że mogą przekraczać granice, o których myśleli, że są nie do pokonania. Dostaliśmy wiele sygnałów od uczestników, którym pokonanie Runmageddonu ułatwiło później pokonanie problemów w realnym życiu. No bo skoro dałem radę pokonać tyle przeszkód na trasie i ukończyć to ekstremalne wyzwanie, to teraz z każdym problemem jestem w stanie dać sobie radę! – mówił Jarek Bieniecki, ojciec Rumageddonu.

Zapytaliśmy jednak samych uczestników, jak wspominają swoje starty:

Ewa: Spróbowałam z ciekawości, a potem to już apetyt rósł w miarę jedzenia. Poczucie wszechmocy na mecie -bezcenne. I odzyskiwana wiara w ludzkość z każdą przeszkodą, na której ktoś mi pomagał lub gdzie ja miałam szansę być podporą dla kogoś. Wciągnęłam się, teraz ganiam na wolontariaty i robię Runmageddony kiedy tylko mogę.

Marcin: Na pierwsze zawody namówił mnie kolega z pracy. Po ukończeniu nie byłem przekonany, czy to jest to, co chciałbym robić i czy kiedykolwiek się jeszcze zapiszę. Poziom trudności poszczególnych przeszkód jest naprawdę różny. Niektóre są stanowią przeszkodę fizyczną, inne mentalną (lęk wysokości itp.) Na kolejne zawody zapisałem się z bez przygotowania fizycznego. Bez chęci. Ale jak zobaczyłem tych wszystkich ludzi, wiedziałem, że chcę biec. To co mnie tam ciągnie, to chyba integracja z ludźmi. Nie trzeba być fanem siłowni czy członkiem Husaria Race Team, żeby to ukończyć. Tam nawet idąc kompletnie samemu od razu po starcie kogoś się poznaje. Chyba to mnie tam ciągnie.

AleksandraZ koleżankami robiłyśmy Rekruta. Myślałam że nie będzie tak źle, ale to co się tam wydarzyło, przerosło moje oczekiwania. To był jakiś odlot dosłownie. Byliśmy bliskie hipotermii, ale wzajemne wsparcie (również ludzi z trasy) pomogło i dobiegłyśmy. Oczywiście na mecie były łzy szczęścia i słowa „nigdy więcej „, ale już na drugi dzień chciałam jeszcze. Czy warto? OCZYWIŚCIE, że TAK! Uczucie kiedy kończysz taki bieg bezcenne – bo wiesz, że możesz wszystko, że nie ma rzeczy niemożliwych, że skoro na trasie umarłaś z 10 razy, to teraz jesteś SUPER HERO! 


Jednak trzeba się pogodzić z tym (i nie ma w tym nic złego), że biegi ekstremalne nie każdemu przypadną do gustu:

Joanna: Wystartowałam w Runmageddonie, bo chciałam wyjątkowo spędzić urodziny. Na trasie pomagał mi mój chłopak. Pokonywanie przeszkód w parze miało dużo większy sens, zwłaszcza, że zależało mi przede wszystkim na zabawie. Drugi raz bym w nim nie wzięła jednak udziału, bo mam lęk wysokości i dostałam ataku paniki, gdy trzeba było na linie skoczyć do wody ze sporej wysokości. Lina była śliska od błota, więc momentalnie spadało się w dół. Adrenalina nie dodała odwagi. Ogólnie bieg wspominam bardzo dobrze i cieszę się, że go zaliczyłam, ale już wystarczy. 

Trening do biegów ekstremalnych

Runmageddon, szczególnie jego krótszą wersję, da się na pewno ukończyć bez większego przygotowania fizycznego. Jeśli jednak chcemy nieco powalczyć, warto przyłożyć większą wagę do specyficznego treningu. Na co zwrócić uwagę? Na to pytanie odpowiedział nam Piotr Tartanus – trener przygotowania motorycznego i biegów przeszkodowych. Współtwórca i lider jednej z największych drużyn OCR w Polsce – Power Training. Czynny zawodnik, uczestnik mistrzostw Europy i Świata.

„Przygotowanie do biegów z przeszkodami powinno być jak najbardziej wszechstronne i kompleksowe. Warto, aby składało się z kilku ważnych elementów: –  treningu biegowego, adekwatnego do dystansu, na jakim zamierzamy startować, przygotowania siłowego, a także treningu specyficznego, czyli techniki pokonywania przeszkód.
Treningi biegowe należy jak najczęściej odbywać w zróżnicowanym terenie (lasy, górki, nierówne podłoże), treningi siłowe powinny zawierać dźwiganie ciężarów (w tym noszenie obciążenia, jak np.   spacer farmera), a przygotowanie specjalistyczne nie może obejść się bez treningu chwytu, czyli wszelkiego rodzaju ćwiczeń na drążku, ale też wizyt na ściance wspinaczkowej. Powstaje coraz więcej miejsc treningowych do biegów z przeszkodami oraz przybywa wykwalifikowanych instruktorów, którzy dobrze nas przygotują do tego rodzaju wyzwania . Warto skorzystać z ich wiedzy.”

Wideo z zimowej edycji Runmageddon 2018:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisment ad adsense adlogger