Chcesz zaszkodzić swojej formie? Przetestuj ją!

Autor: Jakub Karasek • 05.02.2018

kryzys bieżnia fot. istockphoto

Wbrew pozorom nie każdy trening musi nas przybliżać do sukcesu w zawodach. Fot. istockphoto.com

Wielu biegaczy do swoich treningów podchodzi na zasadzie „przetrwaj albo giń”, traktując je jako sprawdziany formy. Jeśli również zaliczasz się do grona osób ścigających się z zegarkiem podczas treningów, jest wielce prawdopodobne, że na zawodach… polegniesz.

W dobie panowania mediów społecznościowych, wszechobecnych motywujących cytatów, osobistych coachów, trenerów rozwoju mentalnego, blogerów i blogerek zapewniających na każdym kroku, że zawsze trzeba dawać z siebie wszystko, trudno oprzeć się chęci dołączenia do tego „wyścigu szczurów na charaktery”. Biorąc pod uwagę niemal nieograniczone możliwości dzielenia się ze światem swoimi dokonaniami, Internet pełen jest zdjęć, grafik i wpisów prezentujących #siłę, #moc! czy #200%normy. O ile nie ma nic złego w tym, żeby motywować się do aktywności i przezwyciężania swoich słabości, o tyle nie powinniśmy zapominać o tym, żeby robić to z głową. Zwłaszcza, jeśli jesteśmy biegaczami, którym zależy na poprawianiu swoich wyników. A to oznacza, że nie zawsze danie z siebie na treningu 110% przyniesie lepszy efekt niż np. 90%.

Trening biegowy jak budowanie mostu

W naturze ludzkiej leży niecierpliwość i chęć jak najszybszego osiągania swoich celów. Dlatego tak bardzo kuszące wydaje się poszukiwanie dróg na skróty, magicznych formuł i przepisów na błyskawiczny sukces. Jednak w przypadku treningu długodystansowego nie ma innej drogi, jak tylko mozolne budowanie formy krok po kroku. Konieczna jest cierpliwość i wiara w to, że trening przyniesie oczekiwane rezultaty. Efekty tego procesu uwidaczniają się po jakimś czasie – czasami może to być kilka tygodni, czasami kilka miesięcy, czasem nawet lata. Niestety, często nam brakuje potrzebnej cierpliwości, przez co wiele osób ulega pokusie częstego sprawdzania, czy trening działa. Przykładem takiego podejścia może być wykonywanie co tydzień czy 2 takiej samej mocnej jednostki, która ma dać odpowiedź na pytanie, czy udało nam się osiągnąć jakikolwiek progres? Wychodzimy więc na znaną nam trasę i sprawdzamy, czy pokonaliśmy ją szybciej niż tydzień, miesiąc czy dwa temu. Jeśli nie, wiele osób ulegnie pokusie, by od razu zacząć wprowadzać jakieś zmiany w treningu, co powoduje tylko jeszcze większy chaos w całym procesie.

Problem w tym, że opisane powyżej podejście przypomina trochę próbę testowego obciążania mostu zanim konstrukcja będzie w pełni gotowa. A to może prowadzić do uszkodzenia konstrukcji i przedłużenia prac nad ukończeniem budowy. Przecież najpierw wszystkie elementy powinny po kolei trafiać na swoje miejsce, a dopiero później nadchodzi czas na ostateczny test. W przypadku treningu biegowego tym testem powinny być pierwsze ważne zawody w danym sezonie.

Szkoda dla ciała, szkoda dla głowy

Najczęściej chęć sprawdzenia się podczas treningów wynika z 2 rodzajów przyczyn: zewnętrznych i wewnętrznych. Przyczyny zewnętrzne to np. pragnienie zaimponowania innym w mediach społecznościowych, pochwalenia się, że już na treningu biegamy tak szybko, że na zawodach inni powinni się nas bać, albo chęci zyskania uznania w oczach innych. Do przyczyn zewnętrznych można też zaliczyć obserwację innych biegaczy (zwłaszcza tych szybszych od nas) i próbę naśladowania ich jednostek. „Bo przecież skoro zawodnik X, który na 10 km ma życiówkę o 2 minuty lepszą ode mnie zrobił trening Y, to jeśli ja zrobię ten sam trening to na pewno też się poprawię.” Błąd w takim myśleniu tkwi w tym, że identyczna jednostka dla biegaczy na różnym poziomie może mieć na nich zupełnie inny wpływ.

Jeśli chodzi o przyczyny wewnętrzne to chęć sprawdzenia jest najczęściej objawem braku pewności siebie i wiary w zrealizowany trening. Pragniemy namacalnych dowodów, że jesteśmy w wysokiej formie, upewnienia się, że wszystko poszło po naszej myśli i jesteśmy fizycznie gotowi na osiągnięcie zakładanego celu. Niektórzy traktują treningowy test jako próbę poprawienia formy na ostatnią chwilę, tłumacząc sobie, że jednocześnie wykonali dobrą jednostkę treningową. Problem w tym, że w zdecydowanej większości przypadków taki sprawdzian będzie miał negatywny wpływ na nasz wynik na docelowych zawodach.

Jak to możliwe, że tak mocny trening nie wpłynie na lepszy rezultat na zawodach? Przyczyny tego stanu rzeczy są zarówno fizyczne, jak i mentalne. Po pierwsze, zbyt częste sprawdziany formy albo wykonanie zbyt intensywnej jednostki na kilka dni przed docelowym biegiem może spowodować, że nie zdążymy się zregenerować do dnia zawodów i staniemy na linii startu przemęczeni. Po drugie, jeśli wyjdziemy z założenia, że aby pobiec na zawodach wynik „X” musimy być w stanie wykonać trening „Y”, to jest wielce prawdopodobne, że swoje przygotowania skupimy nie na dążeniu do „X” tylko dążeniu do „Y”. I nawet, jeśli w końcu uda nam się wykonać ten wymarzony trening, nie jest to równoznaczne z osiągnięciem sukcesu. Może bowiem okazać się, że… stracimy potrzebną motywację. W rzeczywistości naszym celem wcale nie było osiągnięcie wyniku na zawodach, tylko udowodnienie sobie, że jesteśmy na tyle mocni, by wykonać określony trening. Gdy będziemy mieli to za sobą, podświadomie możemy uznać, że swój cel już zrealizowaliśmy i nie będziemy potrafili tak bardzo zmobilizować się na prawdziwy sprawdzian formy, czyli docelowe zawody.

Trening to droga, a nie cel sam w sobie

Jak uniknąć opisanych powyżej pułapek? Najważniejsze jest uświadomienie sobie, że wykonanie określonego treningu nie powinno być dla biegacza celem samym w sobie. Trening to długofalowy proces i jednocześnie po prostu środek do osiągnięcia nadrzędnego celu: poprawy wyniku na zawodach. Dlatego powinniśmy dobierać takie narzędzia, które w jak największym stopniu będą budowały naszą formę, a nie ją niszczyły. Jak mówi aktualny Mistrz Polski w półmaratonie, biegu na 10 000 m i biegach przełajowych, Arkadiusz Gardzielewski, czasami oznacza to konieczność zrezygnowania ze swoich ulubionych jednostek na rzecz takich, które w ostatecznym rozrachunku przyniosą większe korzyści.

Istnieje ogromna różnica pomiędzy bieganiem a trenowaniem. Trenowanie oznacza podporządkowanie się pod pewien reżim treningowy, który w skuteczny sposób oraz w krótkim czasie ma poprawić nasz poziom sportowy. Oznacza to jednak konieczność rezygnacji ze swobody wyboru bodźców czy prędkości treningowych, które sprawiają nam największą przyjemność. Trening w sportach wytrzymałościowych ma charakter akumulacyjny/ładujący. Sprawdzanie swojej formy na treningu, mimo że sprawia nam często wiele przyjemności, powoduje, że organizm się eksploatuje. Wynikiem tego jest najczęściej brak siły i energii na starcie docelowym. W młodym wieku często ulegałem tej pokusie. Wydawało mi się, że szybciej na treningu znaczy szybciej na zawodach. Straciłem wiele czasu na zrozumienie tego faktu.

fot. Tomasz Więcławski

Jak mówi Arkadiusz Gardzielewski, sprawdzanie formy na treningu, a nie zawodach, może nadmiernie eksploatować organizm. Fot. Tomasz Więcławski

Poprzez wykonanie określonego treningu dajemy swojemu organizmowi bodziec, który ma przynieść konkretną adaptację. I właśnie na tym prostym mechanizmie polega proces budowania formy. W planie treningowym oczywiście jest miejsce zarówno na spokojne, mocniejsze jak i bardzo wyczerpujące jednostki, ale wszystko powinno mieć swoje miejsce i być stosowane z właściwym umiarem. Dlatego warto zapamiętać, że o ile od czasu do czasu warto dać sobie w kość, o tyle zbyt częste testowanie swoich możliwości podczas treningu może prowadzić do osiągnięcia efektów odwrotnych od zamierzonych, czyli pogorszenia wyników na zawodach.

Czy zdarza Ci się sprawdzać formę podczas treningów?
Advertisment ad adsense adlogger