Dodatki do żywności sportowców – co kryją w sobie E951, E422 i wiele innych?

group of seven flasks containing different kinds of brightly colored liquid

Fot. Istockphoto.com

Zmieniają właściwości żywności po ich dodaniu, dzięki nim polepszone zostają parametry związane z obróbką wstępną, transportem czy przechowywaniem produktu. Czym są dodatki do żywności na sklepowych półkach? Co zaszyfrowano pod numerami i czy wszystkie E są złe?

Na etykietach towarów dostępnych na półkach sklepowych szukamy zazwyczaj chemicznych dodatków do żywności. Należą do nich barwniki, emulgatory, konserwanty, przeciwutleniacze, regulatory kwasowości czy substancje słodzące. Słowo „chemiczny” w odniesieniu do aktualnych trendów żywieniowych brzmi złowieszczo, jednak okazuje się, że nie każdy dodatek musi zostać napiętnowany.

Normy i regulacje prawne

W Polsce kwestie dodatków do żywności (i nie tylko), regulowane są m.in. przez ustawę o bezpieczeństwie żywności i żywienia. Duże znaczenie mają również przepisy prawa unijnego. Niektórzy pewnie zauważyli już zmiany etykiet wielu produktów. Wszystko za sprawą rozporządzenia stosowanego od dnia 13 grudnia 2014 roku, które od 13 grudnia 2016 staje się obowiązkiem informowania o wartości odżywczej produktu.

Można stosować wyłącznie dodatki dopuszczone do żywności, a więc te, które są wyszczególnione w obowiązujących normach prawnych oraz spełniają konkretne wymogi. Z punktu widzenia zdrowotnego najważniejszy jest punkt mówiący o tym, iż:

Nie stanowią zagrożenia dla zdrowia konsumenta przy proponowanym poziomie ich stosowania, w zakresie, w jakim można to stwierdzić na podstawie dostępnych dowodów naukowych.

Po co?

Pytanie wydaje się głupie, chociaż coraz częściej czytając obszerny skład produktu, może przyjść na myśl. Dodatki przede wszystkim wydłużają okres trwałości produktów lub ich stabilność. Hamują również rozwój lub niszczą drobnoustroje chorobotwórcze. Zapobiegają zmianom organoleptycznym, ochraniają składniki odżywcze, podnoszą atrakcyjność i dyspozycyjność produktów dla konsumentów. Pozwalają również uzyskać tak chętnie spożywane produkty o obniżonej zawartości cukru, białka, glutenu czy innych składników.

Żywność specjalnego przeznaczenia

Nie potrzeba długich chwil głębokiego zastanowienia, by stwierdzić, że żywność dedykowana osobom aktywnym fizycznie najczęściej nie należy do wyrobów o niskim stopniu przetworzenia. Tu liczy się przede wszystkim funkcjonalność. Nie oznacza to jednak absolutnie tego, że trzeba zaprzyjaźniać się z całą tablicą Mendelejewa. Producenci wychodzą konsumentom naprzeciw i coraz częściej rezygnują z wielu dodatków – szumnie zresztą ogłaszając to na etykiecie. Dodatkowo w ofercie wielu sklepów pojawiają się naturalne batony energetyczne. Dla osób stroniących od żywności przetworzonej i mających awersję do długiej listy dodatków stanowią one prawdziwe wybawienie. Wracając jednak do sedna – trudno przeanalizować cały rynek żeli, batonów czy izotoników pod kątem stosowanych dodatków. Zestawienie to zawiera więc te najczęściej stosowane wśród popularnych marek.

Żele energetyczne – co w nich siedzi?

Skład żeli energetycznych oparty jest przede wszystkim na różnych źródłach cukru. Stanowi on łatwo przyswajalne źródło węglowodanów, przez co łatwo dostarcza energii podczas wysiłku fizycznego.

Aby wydłużyć ich przydatność do spożycia i zachować cechy organoleptyczne stosowane są dodatki takie jak:

 Sorbinian potasu (E202) 

 – bezpieczny w stosowaniu i nietoksyczny. Jak praktycznie w przypadku wszystkich konserwantów mogą występować reakcje podobne do alergicznych. Wysypka, przy dużym spożyciu nudności i biegunka. Są to jednak nieczęste sytuacje.

 Cytrynian sodu (E331) 

– reguluje kwasowość, emulguje. Uważany za nieszkodliwy. Może jednak zmniejszać/potęgować działanie niektórych leków, zmieniając ich wydalanie z moczem. Powinny uważać na niego osoby wrażliwe na glutaminian sodu.

 Kwas askorbinowy (E300) 

– ten przykład doskonale pokazuje, że nie taki diabeł straszny jak go malują – w końcu to syntetyczna witamina C. W rozsądnych dawkach nieszkodliwa.

 Cytrynian potasu (E332) 

– przeciwutleniacz. U osób uczulonych na glutaminian sodu może powodować wysypki, czerwone plamy. Badania wykazują, że cytryniany mogą zafałszować wyniki krwi. W medycynie stosowany w leczeniu kamicy dróg moczowych.

 Dwutlenek siarki (E220) 

– konserwant, określany jako niekorzystny. U cierpiących na astmę może powodować problemy w oddychaniu. W wątrobie rozkładany jest do nieszkodliwych siarczanów i wydalany wraz z moczem. E220 często spotykamy też w suszonych owocach, a proces siarkowania wykorzystywany jest również do win.

 Glicerol (E422) 

– bezpieczny emulgator, może jednak obniżać koncentrację.

Napoje izotoniczne:

Aby wprowadzić na rynek produkt, który mianowany ma być nazwą izotonika, spełnione muszą zostać wytyczne Europejskiej Komisji ds. Zdrowia i Ochrony Konsumentów. Biorąc pod lupę niektóre napoje, okazuje się, że nie do końca te wymogi spełniają. Wymienione poniżej dodatki, znajdują się zatem w produktach popularnie zwanych izotonikami.

 Aspartam (E951) 

– popularny słodzik, najczęściej zastępuje cukier w artykułach typu light. Działa drażniąco na przewód pokarmowy, dlatego często bywa powodem uporczywych dolegliwości, włącznie z biegunkami. European Food Safety Authority uznaje aspartam za środek, który nie jest genotoksyczny. Prace z 2010 roku ukazane w The American Journal of Clinical Nutrition ukazały jednak związek między konsumpcją napojów na bazie słodzików a ryzykiem przedwczesnego porodu. Jest to środek kontrowersyjny, głównie ze względu na dużą rozbieżność wyników badań. Zalecana jest ostrożność stosowania, zwłaszcza gdy spożywamy je regularnie. Profilaktycznie lepiej się go wystrzegać.

 Błękit brylantowy FCF (E133) 

– barwnik, nadaje niebiesko-zielonkawy kolor. Może powodować reakcje alergiczne. Wykazuje niejednoznaczne działanie rakotwórcze. Stosowniej będzie więc unikać napojów o niebieskim kolorze. W niektórych krajach jego stosowanie jest zabronione.

 Węglan magnezu (E504) 

– bezpieczny. W dużej ilości staje się przyczyną bólów brzucha oraz nudności. Stosowany jako lek zobojętniający kwas żołądkowy w chorobach przebiegających ze zgagą.

 Tartrazyna (E102) 

– barwi na żółto. Nasila objawy nietolerancji salicylanów, astmatycy powinni na nią uważać ze względu na wzmaganie objawów choroby. Podobnie jak w przypadku E133, jego stosowanie jest zabronione w kilku krajach. Badanie z 2007 r. (tzw. „badania z Southampton”) z udziałem 6 barwników dopuszczonych do spożycia, w tym również tartrazyny, miało za zadanie zaobserwować ich wpływ na zachowanie dzieci. Napój zawierający mieszaninę barwników powodował wzrost nadaktywności. Zaobserwowano gadatliwość, impulsywność, niepokój i problemy z koncentracją.

 Karoteny (E160a) 

– barwią na czerwono-pomarańczowo. Bezpieczne, przy przedawkowaniu skóra nabiera żółtawego zabarwienia. Karoteny mają właściwości antyoksydacyjne.

Batony energetyczne:

Trend na naturalne batony energetyczne zdecydowanie zmniejsza częstość spożywania chemicznych dodatków właśnie w tego typu produktach. Na rynku jednak wciąż dostępne są batony, przy produkcji których zostały one wykorzystane. Oto przykłady:

 Czerwień koszenilowa A (E124) 

– barwi na czerwono. Może powodować reakcje alergiczne, nadpobudliwość. Podobnie jak tartrazyna, została wykorzystana w badaniu dotyczącym wpływu barwników na zachowanie dzieci. Uwaga! Nie mylić z koszeliną, barwnikiem pochodzenia zwierzęcego o numerze E120. Obecna w UE ponowna ocena bezpieczeństwa środków dopuszczonych do żywności (program, który zakończyć ma się w 2020 r.) już powoduje zmiany, których efektem jest ograniczenie stosowania tego barwnika.

 Mleczan wapnia (E327) 

– uznawany za nieszkodliwy w spożywczym zastosowaniu. Z dolegliwościami takimi jak zaburzenia pracy serca czy przewodu pokarmowego mogą borykać się osoby wrażliwe.

 Sukraloza (E955) 

– kolejna substancja słodząca, która w badaniach naukowych wypada niejednoznacznie. Te na zwierzętach wystawionych na duże dawki sukralozy wykazały m.in. zahamowanie wzrostu noworodków oraz osobników dorosłych. Na rynku dystrybuowana pod nazwą handlową Splenda.

Lista stosowanych dodatków do żywności niejednego konsumenta przyprawić może o zawał serca. Nim jednak trafimy na SOR, dobrze jest rozeznać się, czy aby na pewno wszystkie „E” trzeba wrzucać do tego samego worka. Czytanie etykiet to nawyk, który powinniśmy w sobie wyrabiać. Wybieranie produktów z krótką listą składników to dobra praktyka. Należy mieć jednak na uwadze to, że ciężko jest żywić się wyłącznie naturalnym, nieprzetworzonym jedzeniem. Na chemiczne dodatki zaś wystarczy czasem spojrzeć łaskawszym okiem, zwłaszcza wtedy, gdy żel o długim terminie spożycia, okazuje się być świetnym źródłem energii w czasie wyścigu. Rozsądek, tylko tyle i aż tyle.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisment ad adsense adlogger