Dzienniczek treningowy biegacza – motywacja, pilnowanie, analiza i twórcze wnioski

Dzienniczek treningowy. Fot. istockphoto.com

 Fot. Istockphoto.com

Jedni nie wyobrażają sobie bez niego życia, inni uważają go za zbędny gadżet ograniczający biegową wolność. Nie sposób jednak przejść obojętnie wobec faktu, że właściwie prowadzony dzienniczek treningowy biegacza to kapitalne źródło wiedzy nie tylko na temat realizowanego treningu, ale także o nas samych.

Z psychologicznego punktu widzenia, dzienniczek treningowy jest jednym z najważniejszych elementów podtrzymujących wysoki poziom motywacji. Skrupulatne zapisy poszczególnych jednostek treningowych, pozwalają biegaczowi sukcesywnie realizować założony plan i krok po kroku zbliżać się do postawionego celu. W środowisku profesjonalnych zawodników, dzienniczki treningowe są integralną częścią procesu przygotowań, a ci, którzy współpracują z psychologami sportowymi, często prowadzą dodatkowe dzienniczki treningu mentalnego, które stanowią źródło informacji o poziomie opanowania podstawowych umiejętności psychologicznych, jakie są niezbędne zawodnikowi do efektywnego funkcjonowania w sytuacjach startowych.

Dzienniczek prawdę ci powie

W amatorskim świecie, dzienniczek treningowy jest równie ważny. To przede wszystkim kopalnia wiedzy na temat naszego biegowego życia, dzięki czemu możemy na bieżąco śledzić postępy swojej ciężkiej pracy. Na początku biegaliśmy w tempie 6:30 min na kilometr, a po pół roku już o minutę szybciej. 3 miesiące temu ważyliśmy o 4 kg więcej, niż obecnie, a średnia wartość tętna obniżyła się o 20 jednostek. Warto zapisywać każdą sesję treningową, by uzyskać wartościową bazę danych, która ma nie tylko walor informacyjny, ale też sama w sobie jest niesłychanie motywująca. Bo czyż nie biega się jeszcze przyjemniej, gdy widzi się czarno na białym swój spektakularny biegowy progres?

Uwagi na wagę złota

W dobrym dzienniczku oprócz podstawowych informacji na temat danego treningu – jego formy, kilometrażu, tempa, całkowitego czasu, parametrów dotyczących tętna, itp., powinny znaleźć się także dane odnośnie naszego samopoczucia, nastroju, czy jakości snu. Niezależnie od formy dzienniczka jego najważniejszą rubryką jest zawsze ta, w której możemy zapisać swoje uwagi i spostrzeżenia na temat biegu i naszej dyspozycji danego dnia. Dzienniczek w którym każdy trening jest przypieczętowany hasłem „było OK” staje się w zasadzie bezwartościowy. Ma on być bowiem dla nas informacją zwrotną o naszym aktualnym stanie wytrenowania, rodzajem monitoringu, który pozwala nam budować optymalną formę i stawać się coraz lepszymi biegaczami. Niedocenianie wagi własnych spostrzeżeń na temat treningu jest jednym z podstawowych błędów, jaki popełniają osoby prowadzące dzienniczki – zwłaszcza na początku swojej biegowej drogi.

Skrupulatny zapis sesji treningowych, a przede wszystkim towarzyszącego im samopoczucia pomaga wyłapać wszelkie błędy i na bieżąco rejestrować, czy plan przygotowań jest dobrze realizowany, czy dobór obciążeń jest właściwy i czy przynosi oczekiwane rezultaty. Jeśli przez kilka kolejnych treningów czujemy się podmęczeni, a nogi mniej nas niosą, wystarczy otworzyć dzienniczek i przeanalizować ostatnie jednostki treningowe. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że znajdziemy tam odpowiedź na pytanie, dlaczego tak się dzieje. Być może brakowało nam snu, kilometraż był zbyt duży, nie przesunęliśmy godziny treningu mimo upałów za oknem, albo podbiegi robione w poniedziałek okazały się zbyt silnym bodźcem. Dzienniczek pozwala nam dodatkowo pilnować właściwej teorii treningu, zgodnie z którą 3 tygodnie narastających obciążeń powinny pociągać za sobą czwarty tydzień wypoczynkowy. Dzięki dokładnym zapisom wiemy jaki był przyrost kilometrów, jak zwiększała się intensywność poszczególnych akcentów, a co za tym idzie jak należy zaplanować dalszy trening, by uniknąć przeciążeń i kontuzji.

Cenne dane czy zbędna pisanina?

Przeciwnicy dzienniczków treningowych uważają, ze prowadzenie takiej skrupulatnej dokumentacji, to ograniczenie, a nawet rodzaj smyczy, na którą biegacz sam siebie skazuje. W ich ocenie bieganie to swoboda, wolność, dobra zabawa, a nie cyferki, tabelki, stopniowanie samopoczucia i żmudna pisanina. Poza tym wiele osób twierdzi, że łatwo stać się niewolnikiem dzienniczka i popaść w pułapkę, kiedy to z trudem przychodzi wpisanie zera w rubryce „liczba przebiegniętych kilometrów”. To fakt, że z reguły bardziej cieszą dzienniczki gęsto zapisane, niż te, w których znajdują się wolne pola. Ale jeśli przyjrzeć się sprawie nieco głębiej, nie jest to wina samego dzienniczka, a jedynie naszego sposobu myślenia. Powinniśmy zmienić podejście, zrozumieć, ze dzień wolny, a co za tym idzie niezapisane miejsce – jest także jednostką treningową, że odpoczynek jest równie ważny co solidny trening. Z drugiej strony, to co dla jednych jest wadą, dla innych może stanowić zaletę, bo nic tak nie dopinguje do wyjścia na trening kiedy za oknem szaleje zawierucha, jak wizja pustej kartki w dzienniczku.

Od zeszytu po elektroniczne cuda

Obecnie mamy do wyboru najróżniejsze rodzaje dzienniczków treningowych. Forma papierowa powoli odchodzi do lamusa, na rzecz dzienniczków elektronicznych, skomplikowanych programów i coraz to nowszych aplikacji. Wybór jest ogromny, dzięki czemu każdy może znaleźć coś dla siebie, co nie tylko odpowiada jego potrzebom, ale jednocześnie jest łatwe i przyjazne w codziennym użytkowaniu.

Mimo, że od lat korzystam z programu Sport Tracks, który współpracuje z moim Garminem, z wielkim sentymentem wspominam czasy, kiedy za dzienniczek treningowy służył mi 32-kartkowy zeszyt w kratkę. Nieco później został on wyparty przez zbindowane tabele odpowiadające tygodniowemu mikrocyklowi treningowemu. To był wówczas szczyt profesjonalizmu, podobnie jak posiadanie zegarka Ironman, z setką lapów. I choć nie mam na myśli zamierzchłej przeszłości, to jednak wiele się zmieniło na przestrzeni ostatniej półtorej dekady. Postęp jest niesamowity, dlatego warto korzystać z wszelkich dobrodziejstw i nowinek technicznych jakie oferują nam obecne czasy. Dobry dzienniczek treningowy na pewno takim dobrodziejstwem jest. Można w nim czytać jak w książce, dowiadywać się niezwykle cennych rzeczy o sobie, uczyć się własnej fizjologii, reakcji organizmu na poszczególne akcenty treningowe. Dzienniczek pozwala korygować popełniane błędy i wyciągać twórcze wnioski na przyszłość. A to gwarantuje nam nie tylko biegowy rozwój, ale i nieustającą radość z treningu.

Komentarze