Gofry, kurczaki i dwie whiskey – historia kilku wielkich biegowych marek

Bill Bowerman. Fot. Archiwum Nike

Bill Bowerman. Fot. Archiwum Nike

Z rodzinnej awantury narodziły się Adidas i Puma. Nike fortunę zgarnia dzięki gofrom i taniemu grafikowi. New Balance wzorował się na kurze. Gdy spojrzysz na buty, w których biegniesz pomyśl, że to nie tylko kosmiczna technologia, ale i kosmicznie ciekawe historie, kryjące się za ich powstaniem. Ludzkie dramaty, wpadki i przypadki stoją za największymi dziś markami obuwniczymi.

Giganci. Tak teraz myślimy o Adidasie, Nike, Pumie, New Balance i kilku innych markach. Ci giganci zaczynali jednak jak krasnoludki w krainie skóry i w oparach kleju, który nie zawsze dobrze robił głowom producentów. Choć czasem w tych oparach powstawały fascynujące historie. Część z nich to legendy, które obrosły anegdotami. Nie wszystko da się dziś zweryfikować, część z nich jest skrzętnie zamiatana pod dywan historii przez marki operujące na całym świecie.

 Nike. Oszczędne chłopaki 

Dziś najcenniejsza marką odzieżową na świecie według raportu Millward Brown jest Nike. Jej wartość wyceniono na 29,717 miliarda dolarów! To 28. marka co do wartości na świecie (prym wiedzie Apple, którego nadgryzione jabłuszko jest warte 246,992 mld). Nike łatwo rozpoznać dzięki charakterystycznemu logotypowi. „Swoosh” powstało w głowie Carolyn Davidson. W 1971 była studentką na Portland State University. Tak się składa, że w tym właśnie miejscu legendarnym trenerem był Bill Bowerman, a Phil Knight wykładowcą zarządzania. Ci dwaj panowie wpadli na pomysł, by dla swojej drużyny lekkoatletycznej skombinować jakieś stroje. Postanowili je sprowadzać z Japonii od Onitsuka Tiger. Firmę nazwali Blue Ribbon Sports. Chcielibyście biegać w „niebieskiej wstążeczce”? No właśnie. Chłopaki też to zrozumieli przy gofrach. Bowerman robił je kiedyś z żoną i lekko odleciał. Wyobraził sobie chyba gościa pomykającego w gofrach na stopach po bieżni. Takie gofry w głowie Billa musiały nieźle trzymać się nawierzchni, bo postanowił wcielić plan w życie. Zmienił jednak skład ciasta na bardziej wytrzymałe, a w końcu nawet to opatentował pod nazwą “Nike Waffle Trainer”. Ha! Nike!

Nike Waffle Racer 1973 Nike Waffle Trainer 1974

Nike Waffle Racer (1973) i Nike Waffle Trainer (1974). Pierwsza podeszwa powstała w gofrownicy pani Bowerman. Fot. Materiały archiwalne Nike

Bill i Phil wpadli na pomysł, żeby zacząć robić własne buty i dać im jakąś nazwę. Phil w tej historii będzie tym dziwniejszym członkiem ekipy. Chciał nazwać firmę „Dimension 6”. Na szczęście jego pomysł nie przeszedł i padło na Nike od greckiej bogini zwycięstwa. I tu znów pojawia się Carolyn Davidson. W 1971 roku spotkał ją Phill i złożył propozycję z gatunku tych nie do odrzucenia. Jeśli myślicie, że pomysł na zamawianie tanich logotypów u freelancerów to wymysł polskich Januszy biznesu to posłuchajcie tego: Knight zaproponował Carolyn by zrobiła dla niego logo. Zaoferował jej całe 2 dolary za godzinę pracy! A ona się zgodziła. Naciągnęła go na 17,5 roboczogodzin. 35 dolarów piechotą nie chodzą, choć Knight przyznał, że nigdy nie pomyślał, że to może jej zająć aż 17,5 godziny.

 Finlandia i dwie whiskey 

Dobra. Już wiemy, że Nike na logotyp fortuny nie wydali, za to teraz ich znak jest wart miliardy. To może Adidas podszedł do sprawy z większym budżetem? Jasne. 1600 dzisiejszych euro i dwie butelki whiskey. Za tyle znaku pozbyła się fińska firma Kahru Sport w 1951 roku. Podobno kaca mają do dziś. Trzeba im jednak oddać sprawiedliwość. Finowie znali się na robocie, choć nie potrafili tego sprzedać. Część historyków zajmujących się ewolucją obuwia sportowego twierdzi, że to Kahru jako pierwsze wpadło na pomysł słynnych, dzięki innym markom, amortyzujących poduszek powietrznych w podeszwach. W 2005 roku podczas Global Sports Style Awards w Monachium zdobyli nawet tytuł „Sneaker of the Year 2005”. Ich Kahru Fulcrum Strong w 2009 roku zostało wysoko ocenione przez magazyn Runner’s World.

Adidas narodził się jednak w bólach znacznie wcześniej niż interes z Finami. Podobnie jak Nike, też niedaleko gofrownicy, w kuchni i pralni pani Dassler w 1924 r. w Herzogenaurach. Adolf „Adi” Dassler wrócił wtedy zmęczony tułaczką na frontach I Wojny Światowej. Pod okiem mamy zaczął kombinować jakby to zarobić na butach. W owych czasach Bawaria była zagłębiem bucianym. W ich miasteczku na 3500 mieszkańców 112 szyło buty. Miał pomysł i brata Rudolfa. Razem rozkręcili rodzinny interes. Rozkręcili dosłownie, bo czasem do napędzania maszyny musieli używać roweru generującego energię dla fabryczki.

Adi dassler

Buty futbolowe. Fot. Materiały archiwalne Adidas

adi dassler14-640x751

adidas_archive_12453.jpg__686x0_q85_crop-smart_subject_location-180,259

Fot. Materiały archiwalne Adidas

Adidas

Fabryczka Adolfa Dasslera. Fot. Materiały archiwalne Adidas

 Adolf, Hitler i bazooka 

Bracia rozkręcili firmę i postanowili zaopatrywać sportowców. Sukces odnieśli już na igrzyskach w 1932 roku, gdy brązowy medal na 100 m zdobył Arthur Jonath w kolcach braci Dassler. I tu zaczyna się ta mroczniejsza historia. Bracia, tak jak w oparach kleju wyczuli pieniądze na stopach sportowców, tak samo wyczuli, że warto zapisać się do hailujących nazistów wiedzionych do najpotworniejszych zbrodni przez Adolfa Hitlera. W 1933 partia zdobyła ponad 43 procent głosów w wyborach i nowych członków: Rudiego i Adiego. Firma rosła. Prawdziwy boom nastąpił w 1936 roku, gdy złoty medal olimpijski w sprincie w ich butach wywalczył Jessie Owens. 8 lat później w fabryce, w której powstały buty sprintera montowano niemieckie bazooki „Panzerschreck”, które siały terror w szeregach alianckich pancerniaków.
fwx-partner-need-supply-co-adidas-race

Jesse Owens w butach Adidasa podczas Igrzysk. Fot. Materiały archiwalne Adidas

a-history-of-adidas-adi-dasslers-first-track-and-field-shoes-designboom07-640x325

Pierwsze kolce lekkoatletyczne Adidas. Fot. Materiały archiwalne Adidas

Wojna nieodwołalnie zmieniła braci. Po jej zakończeniu rodzinny interes rozpadł się. Rudolf oskarżał podobno Adolfa o zdradę i wydanie go aliantom. Firma rozpadła się i w ten sposób powstał Adidas Adolfa Dasslera i Puma Rudolfa Dasslera. Podobno ta niechęć braci przeniosła się też na miasteczko, z którego pochodzili, a mieszkańcy opowiadali się za którymś z braci zakładając na nogi Adidasy lub Pumy.

 Boso ale w butach 

Pamiętacie jeszcze japońską firmę Onitsuka Tiger, której buty sprzedawali założyciele Nike? No więc samurajom też się poszczęściło. Dziś Onitsuka to ASICS (skrót od łacińskiego Anima Sana In Corpore Sano – w zdrowym ciele, zdrowy duch). Ta firma powstała z kolei z myślą o… koszykarzach. Kihachiro Onitsuka zaprojektował dla nich nawet podeszwy, które miały symulować przyssawki ramion ośmiornicy. Ciekawe, że ASICS do historii biegów zapisał się dzięki… bosonogiemu. Abebe Bikila zdobył w 1960 roku w Rzymie złoty medal olimpijski w maratonie biegnąc boso. 4 lata później w Tokio miał już uzbrojone stopy właśnie w buty Tiger (choć w Internecie do dziś trwa dyskusja czy były to buty Onitsuka czy Puma, bo obie firmy przyznają się do swojego udziału w tym sukcesie).

 Ortopedyki, kurcze pióro! 

Wszyscy producenci do tej pory mieli jakieś drapieżne nazwy. Nike, Puma, Tiger. W tym zestawieniu najzabawniej wypada New Balance, który wzorował się na kurze! Wszyscy przecież wiedzą, że taka kura pomyka po podwórku na cienkich nóżkach uzbrojonych w 3 jeszcze cieńsze palce. Założyciel New Balance, William Riley, doszedł do wniosku, że jest z kogo brać przykład i opracował specjalną podeszwę podtrzymującą łuk stopy. Pierwsze buty kosztowały w 1927 roku 5 dolarów i były popularne wśród strażaków i policjantów. Firma przetrwała Wielki Kryzys i w 1938 roku wypuściła pierwsze buty sportowe. Nie będę zanudzał Was ich ewolucją, ale jedno warto sobie uzmysłowić. New Balance wyglądały jak buty ortopedyczne, czyli nie wyglądały dobrze. Na domiar złego firma nie chciała sponsorować biegaczy, a sprzedawcom trudno było w latach 60. tłumaczyć skomplikowaną strategię butów ortopedycznych do chodzenia na co dzień. Na szczęście za firmę wzięli się specjaliści od wizerunku i pewnie gdyby nie kampania z praszczurami hipsterów (dwójką starszych ludzi ubranych tak, jak dziś część bywalców modnych kawiarni), firma pozostałaby w niszy.

endclothing-new-balance-1

originalNBstore-e1313345475362

New Balance starzy hipsterzy

New Balance starzy hipsterzy2

Fot. Materiały archiwalne New Balance

Jest jeszcze kilka innych marek, które mogą mieć zabawną lub wstrząsająca przeszłość (wyobrażam sobie, że taki Inov-8 wymyślony w brytyjskich kałużach musiał mieć śliskie początki, a w 1914 r., gdy powstawał Brooks, sport kojarzył się z facetami biegającymi w bieliźnie), ale nie wpadłem na żaden zabójczy trop. Jeśli coś wiecie, dajcie znać!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *