Historia bieżni mechanicznej – to naprawdę było narzędzie tortur!

Autor: Jakub Karasek • 16.11.2017

Bieżnia mechaniczna. Fot. istockphoto.com

Bieganie na bieżni mechanicznej niektórym może wydawać się jedną z najgorszych możliwych form treningu. Dłużący się czas, przebieranie nogami w miejscu, ciągle to samo otoczenie przynoszą na myśl najgorsze tortury. Jak się okazuje, nie jest to przypadek. Historia bieżni mechanicznej ma wiele wspólnego z torturami.

Dla wielu biegaczy bieżnia mechaniczna to prawdziwa katorga. Czas spędzony na tym urządzeniu wydaje się płynąć kilkukrotnie wolniej niż normalnie, wysiłek potrafi wydawać się nieproporcjonalnie większy niż podobny wykonany na zewnątrz, a sam trening dostarcza mniej przyjemności. Oczywiście nie każdy w ten sam sposób postrzega bieżnię mechaniczną, ale chyba każdy zna biegacza, który na samą myśl o tym urządzeniu potrafi zignorować nawet najgorszą pogodę, byle tylko nie musieć kręcić nogami w miejscu. Co ciekawe, z perspektywy historii, mamy pełne prawo do tego, by bieżni mechanicznej po prostu nie lubić.

Więzienne korzenie

Jednym z urządzeń, które można uznać za „praprzodka” bieżni elektrycznych jest popularny niegdyś na naszych ziemiach kierat, powszechnie stosowany w rolnictwie. Jednak, jak wiemy, w kieracie pracę wykonywały zwierzęta. Pierwsza maszyna, zastępująca kierat, w której wykorzystywano ludzkie mięśnie została wykorzystana w… więziennictwie. Angielski inżynier Sir William Cubitt, zainteresowany tematem, który dzisiaj określilibyśmy mianem „resocjalizacji”, postanowił skonstruować urządzenie wykorzystujące siłę ludzkich mięśni do prac rolniczych. Był to ogromny walec obrotowy z 24 schodkami. Kiedy grupa osób równocześnie wchodziła na kolejne stopnie, walec obracał się i poprzez wykorzystanie pasów transmisyjnych mógł przenosić energię, by napędzać inne urządzenia. Najczęściej wykorzystywano to rozwiązanie w młynach, stąd też angielska nazwa bieżni mechanicznej „treadmill” (tread – stąpać, mill – młyn).

Jako „woły robocze” do pracy wykorzystano więźniów osadzonych w angielskich celach. Chociaż z dzisiejszej perspektywy wynalazek ten przypomina raczej steper, właśnie w ten sposób powstał pierwszy prototyp współczesnej bieżni mechanicznej. Wówczas jednak maszynę skonstruowaną przez Cubitta można uznać za prawdziwe narzędzie tortur. Podczas jednego dnia pracy więźniowie spędzali w niej bez przerw nawet ponad 6 godzin. Co ciekawe, największym problemem nie był sam fakt wykonywania przez tak długi czas wymagającej pracy fizycznej, ale jej jednostajność. Ta monotonia musiała dawać się we znaki więźniom co najmniej tak samo wyraźnie jak aktywność fizyczna. Czasami urządzenia Sir Williama Cubitta nie były wykorzystywane do prac rolniczych, a po prostu jako kara dla osadzonych. O tym, jak straszne mogło wydawać się spędzanie tyle czasu na tych urządzeniach powinien świadczyć fakt, że pojawiają się one w angielskiej literaturze z XIX w. Jednym z tych, który stosunkowo często wspominał o wynalazku Cubitta był słynny Charles Dickens. Natomiast tym, który na własnej skórze przekonał się o jego funkcjonowaniu był Oscar Wilde, osadzony na 2 lata w więzieniu.

Z więziennictwa do medycyny

Forma „resocjalizacji” przy wykorzystaniu urządzenia będącego przodkiem dzisiejszych bieżni mechanicznych nawet w XIX w. wydawała się być zbyt brutalna. Dlatego w 1898 r. brytyjski parlament wydawał prawo zakazujące wykorzystywania tych maszyn w celu karania więźniów. Urządzenia nie odeszły jednak w niepamięć. W pierwszej połowie XX w. w zdecydowanie bardziej kompaktowej formie można było je znaleźć w domach wielu bogaczy. Służyły one albo jako narzędzie dla zwierząt domowych albo (w dostosowanych wersjach) jako przyrządy do spaceru wykorzystywane przez ludzi. Jednak ze względu na wysoką cenę oraz ograniczone możliwości zastosowania nie rozpowszechniły się one zbyt szeroko.

Nowy rozdział w historii bieżni mechanicznych został otwarty już po II wojnie światowej za sprawą kardiologa dra Roberta Bruce’a oraz Wayne’a Quintona z Uniwersytetu w Waszyngtonia. W 1952 r. skonstruowali oni urządzenie, za pomocą którego mogli przeprowadzać badania na pacjentach cierpiących na dolegliwości płucne i sercowe. Do dzisiaj jedną z najczęściej wykorzystywanych metod badania podczas tzw. prób wysiłkowych jest protokół Bruce’a. Wynalazek okazał się na tyle trafiony, że dość szybko upowszechnił się w diagnostyce dolegliwości kardiologicznych.

A może by na tym po prostu pobiegać?

Tym, który dostrzegł inną możliwość zastosowania urządzenia skonstruowanego przez pracowników Uniwersytetu w Waszyngtonie był William Staub. Jeśli kiedyś podczas treningu będziecie w myślach przeklinać wynalazcę bieżni mechanicznej, to w największym stopniu swoje groźby należy adresować właśnie w kierunku tego pana. Staub, po przeczytaniu książki dr. Kennetha Cooper’a na temat korzyści płynących z regularnej aktywności fizycznej, postanowił skonstruować maszynę biegową do użytku domowego. W ten sposób w 1968 r. powstało urządzenie zwane jako PaceMaster 600 – pierwsza bieżnia mechaniczna skonstruowana z myślą o tym, by wykonywać na niej trening biegowy w domowych warunkach.

Wynalazek Staub’a szybko zyskał dużą popularność wśród użytkowników prywatnych, a także w centrach fitnessu. We współczesnych siłowniach nikogo nie dziwią całe rzędy bieżni, na których biegacze w pocie czoła wykuwają formę. Dzisiejsze urządzenia różnią się od swoich poprzedników przede wszystkim gabarytami (na ogół są szersze), wytrzymałością, a przede wszystkim liczbą dodatkowych funkcji. Dostosowanie prędkości biegu do 0,1 km, precyzyjna regulacja kąta nachylenia czy możliwość pomiaru pulsu to w zasadzie obowiązkowe funkcje. Współczesne urządzenia oferują też możliwość słuchania muzyki, oglądania filmów, a niektóre nawet pozwalają biegać w zupełnie innych warunkach niż na standardowych maszynach (np. bieżnie antygrawitacyjne). Jednak nawet te udogodnienia nie potrafią niektórym biegaczom przysłonić podskórnego przeczucia, że trening na bieżni oznacza po prostu torturę. Mając świadomość, jak wygląda historia tego wynalazku, można te odczucia usprawiedliwić.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *