Huragan od kompresów

compressport-hurricane

Compressport to marka kojarzona głównie ze skarpetami i opaskami kompresyjnymi. Od kilku sezonów producent coraz śmielej wchodzi w inne segmenty biegowego wyposażenia, również w odzież. I tak jakiś czas temu pojawiły się spodenki oraz koszulki (oczywiście z kompresją), aż przyszedł czas na pierwszą kurtkę w stajni Szwajcarów: Hurricane Wind Storm Protect.

Trawersując slogan pierwszego masowego producenta samochodów, Henry’ego Forda, kurtka dostępna jest w każdym możliwym kolorze pod warunkiem, że będzie to czarny lub biały. Do mnie trafiła wersja teoretycznie mniej praktyczna, czyli biała. A czekały ją testy w wymagającym terenie, ale o tym poniżej.

compressport hurricane fot. Łukasz Belowski

Fot. Łukasz Belowski

Pierwsze wrażenie, czyli jak to wygląda na sucho

Ładnie złożona w fabrycznej folii wygląda bardzo ekskluzywnie i delikatnie. Deklarowana przez producenta waga 110 g tylko potęguje to odczucie. Jest to jednak wrażenie mylne, bo kurtka jest bardzo solidna. Testy siłowe (szarpanie, rozciąganie) pokazały, że zarówno sam materiał, wykończenia, jak i szwy to porządna robota i najwyższa szwajcarska jakość (pomimo produkcji w Portugalii). Zapomnijcie o jakichś niedociągnięciach, nierównym szyciu albo odstających nitkach. Ok, jedna krzywa rzecz mnie zaskoczyła, ale o tym też poniżej.

15271566_10208102264621495_145561118_o

Fot. Ola Belowska

Potencjalnie słabym punktem jest panel materiału na plecach, który wykonano z innego materiału niż cała kurtka. Jest bardzo rozciągliwy i najeżony setkami mikrootworów, ma pełnić dwie funkcje: zapewniać doskonałą wentylację tam, gdzie jest to najbardziej potrzebne, oraz umożliwiać założenie kurtki bezpośrednio na plecak poprzez rozciągnięcie się nawet do 200% pierwotnego rozmiaru.

dsc09256-001

Fot. Łukasz Belowski

Mam 184 cm wzrostu, ale dość szczupłą budowę ciała, co powoduje, że w zależności od wybranego rozmiaru (S albo M) ubrania albo są za krótkie na długość i w rękawach, albo wyglądam jak w worku pokutnym. Świadomy tych dylematów zaryzykowałem, poprosiłem o kurtkę w rozmiarze S i mimo wszystko okazało się to dobrym wyborem, bo długość była w sam raz. Huragan jest dopasowany, ale nie jest skrajnie slimowaty, co jest dobrą wiadomością dla biegaczy z większym bicepsem. Producent zgrabnie określił krój jako bodyfit.

Subiektywnie kurtka bardzo ładna. Co rzadko się zdarza, sam sobie się w niej podobam. Dodaje mi takiego sznytu charakterystycznego dla zawodników elity. Obiektywnie (opinia żony) też podobno wyglądam dobrze. Oceńcie sami (kurtkę, nie mnie). Klasycznie biała (lub opcjonalnie czarna) wzbogacona jest w czerwone elementy: logo na lewej piersi (z odblaskiem), napis na prawym rękawie (odblaskowy), zamek, linki ściągaczy oraz logo z tyłu kaptura. Ale wygląd to nie wszystko, a
Hurricane ma w sobie kilka innych fajnych patentów (mniej lub bardziej przydatnych), na które warto zwrócić uwagę.

dsc09254-001

Fot. Łukasz Belowski

Pierwsze co mnie zaskoczyło, to asymetryczne poprowadzenie zamka (przez chwilę myślałem, że jednak ktoś zawalił z robotą podczas szycia). Zamek zaczyna się nad prawym biodrem trochę na prawo od osi ciała, a kończy po lewej stronie brody. Takie rozwiązanie daje większą swobodę ruchu, nie przesuwa kurtki w żadną ze stron, a co najważniejsze ma zapobiegać podrażnieniom brody spowodowanym przez zamek. Chyba działa, bo ja takowych nie odczułem. Sam zamek, pomimo pozornej delikatności, jest bardzo mocny, na sucho łatwo się zasuwa, a system autoblock zapobiega jego samoistnemu rozsuwaniu. Od spodu, na całej długości, znajdziemy izolującą od ciała listwę, która w górnej części przechodzi na zewnątrz i dodatkowo chroni szyję przed kontaktem ze sprzączką. To, co mi się nie spodobało, to wręcz mikroskopijny uchwyt zamka.
Kaptur jest bardzo ergonomiczny, łatwo się zakłada i reguluje dwoma elastycznymi linkami ściąganymi na wysokości policzków. Razem z bardzo subtelną gumką z tyłu sprawia, że nic się nie przesuwa i nie irytuje. Kaptur ma dodatkowo miękki, składany i niewielki daszek, który ma chronić przed deszczem, wiatrem czy słońcem.
Na dole kurtki, po lewej stronie znajdziemy ściągacz do linki, za której pomocą szybko wyregulujemy przyleganie na biodrach. Rękawy oraz otwór na kciuk obszyte są elastyczną taśmą, zapewniającą dobre przyleganie niezależnie od grubości nadgarstka i palców oraz tego, czy biegamy z gołymi dłońmi czy w rękawiczkach.
Na plecach poniżej panelu wentylacyjnego znajdziemy jedyną kieszeń, jaką posiada kurtka. Ma tylko wielkość klasycznej portmonetki, ale jest wykonana z rozciągliwej siateczki i pomieści kilka żeli/batonów, a nawet telefon. Kieszeń stanowi jednocześnie pokrowiec dla kurtki po jej skompresowaniu, a wbudowana wewnątrz elastyczna gumka dodatkowo zmniejsza rozmiar i tak małej paczuszki oraz ułatwia mocowanie np. na ramieniu.

Próby terenowe, czyli polska „złota” jesień

Na pierwsze próby nie musiałem długo czekać, bo zmienna październikowa pogoda wymusiła włożenie na siebie czegoś więcej niż tylko longsleeve. Pierwsze rozbiegania potwierdziły wrażenie lekkości, a samej kurtki się nie czuje. Nic nie przeszkadza, nic nie ciągnie, nic nie uwiera. Sama kurtka nie łopocze przy silniejszym wietrze. Założony i wyregulowany kaptur również nie lata na wietrze, a co najważniejsze nie łapie powietrza jak żagiel. Złożony nie jest odczuwalny. Materiał bardzo dobrze chroni przed wiatrem i silnymi podmuchami, szczególnie odczuwanymi w niższych temperaturach i przy silnie spoconym i rozgrzanym ciele. System wentylacji na plecach działa i odprowadza nadmiar ciepła, ani razu nie poczułem, że jest mi za gorąco nawet przy bardziej wymagających i rozgrzewających ciało treningach. Co warto podkreślić, Hurricane nie jest kurtką przeciwdeszczową, nie ma żadnej membrany ani nawet jakiegoś lepszego systemu odpychania wody (repellent). Daje radę przy mżawce, ale przepuszcza wodę już po chwili drobnego deszczu. Natomiast nawet po całkowitym przemoczeniu zachowuje swoje właściwości ochronne przed wiatrem i, w odróżnieniu od modeli przeciwdeszczowych, zapewnia doskonałą oddychalność i regulację termiczną. To na pewno nie jest kurtka, która ma chronić przed deszczem. Na pewno też nie przejdziecie z nią odprawy obowiązkowego sprzętu na UTMB. Ale jej przeznaczenie jest inne.

dsc09225-001

Fot. Ola Belowska

Głównym testem dla „huraganu” miała być tegoroczna (2016) Łemkowyna Ultra Trail na dystansie 70 km. Pogoda (oczywiście do testów) dopisała. Kto był, ten wie. Padający kilka dni deszcz zamienił część szlaków Beskidu Niskiego w błotne spa. Dzień startu też nie rozpieszczał i od samego początku mniejszy lub większy deszcz oraz porywy wiatru towarzyszyły nam do mety w Komańczy.
Warunki (niska temperatura i siąpiący deszcz) sprawiły, że kurtkę od samego początku miałem na sobie. Patent z zakładaniem jej na plecak musiałem sprawdzić dzień wcześniej. Próby wypadły więcej niż pomyślnie. Rozciągliwy panel działał tak jak powinien. Rozciągał się tam gdzie trzeba, czyli na wybrzuszeniu, które tworzy plecak, jednocześnie ściśle przylegał do niego. Nie powodował też żadnych nieprzyjemnych odczuć ciągnięcia czy przesuwania kurtki z powodu dodatkowego garbu. Tak jak podczas miejskich testów, kurtka przemakała już po kilku minutach mocniejszego deszczu. Mnie to nie przeszkadzało. Przy tempie, jakim pokonywałem trasę, najważniejsze dla mnie było, żeby pomimo deszczu i przemoczenia czuć się komfortowo pod względem termicznym. I tutaj kurtka spisała się doskonale. Ani razu nie poczułem, że było mi za zimno i ani razu nie czułem się przegrzany. Priorytetem dla mnie był komfort cieplny a nie ochrona przed deszczem. Kurtka z membraną pewnie przez jakiś czas ochroniłaby mnie przed deszczem, ale na pewno nie byłaby taka nieodczuwalna i w zależności od rodzaju membrany albo w końcu puściłaby deszcz do środka, albo spowodowała, że i tak popłynąłbym z nadmiaru ciepła od środka.

dsc09233-001

Fot. Ola Belowska

Ogólnie Hurricane spisał się bardzo dobrze w trakcie błotnej przeprawy, ale pojawiło się jednak kilka irytujących niedociągnięć, które trudno było wychwycić podczas nawet dłuższych treningów po mieście. Ponieważ plecak miałem pod kurtką, za każdym razem, gdy sięgałem do bidonu lub po żel/baton, musiałem rozpinać i zapinać zamek. Po jakimś czasie odnotowałem problem z chwytaniem mokrego „malutkiego” zamka tak samo mokrymi rękawiczkami. Stawało się to bardziej irytujące w miarę pokonywania kolejnych kilometrów (łatwe do zlikwidowania przez doczepienie jakiejś tasiemki). Zauważyłem też, że system antyblock lubi się jednak blokować za bardzo, szczególnie wtedy, gdy zamek i kurtka są już przemoczone. Linki regulujące kaptur razem z miniaturowym plastikowym uchwytem (wcale nieułatwiającym chwytania w rękawiczkach) latały i stały się bardzo irytujące, szczególnie po nasiąknięciu wodą.

dsc09259-001

Fot. Łukasz Belowski

Compressport Hurricaane Wind Storm Protect to jak do tej pory najlepsza wiatrówka, w jakiej biegałem. Odnalazłem w niej prawie wszystkie rozwiązania i cechy, których wymagam od kurtki podczas startów w zmiennych warunkach do 15 stopni C. Oczywiście doskonale spisuje się też podczas codziennych treningów (polecam te szybsze), ale ze względu na cenę nie będzie to kurtka pierwszego wyboru dla większości biegaczy. Sam nie będę jej zbytnio eksploatował na co dzień, oszczędzając na najważniejsze starty. No i naprawdę w tej kurtce wygląda się PRO.

Dlaczego warto, a co jest nie teges?

+ jest niesamowicie lekka (110 g) i ergonomiczna (bodyfit)
+ jest nieodczuwalna, nie trzepocze na wietrze
+ przy dobrze dobranym rozmiarze w żaden sposób nie przeszkadza w trakcie biegania
+ doskonale chroni przed wiatrem i oddycha
+ najwyższa jakość wykonania
+ dopasowany kaptur
+ kompresja do tylnej kieszeni do wielkości wypchanej portmonetki
+ panel regulacyjny na plecach umożliwiający jednocześnie założenie plecaka
+/- nie jest przeciwdeszczowa, ani nawet odpychająca wodę
+/- brak informacji o wytrzymałości materiału i elementów podczas wielomiesięcznego użytkowania
– cena (odpowiadająca dobrej parze butów biegowych) poza zasięgiem przeciętnego biegacza ‒ 559 zł
– zbyt mały uchwyt zamka utrudniający operowanie w rękawiczkach lub podczas dużego zmęczenia
– blokowanie się zamka po nasiąknięciu wodą
– irytujące linki ściągniętego kaptura latające w okolicach policzków i brody
– słaby punkt w postaci delikatnego panelu na plecach, którego otwory są najsłabszym elementem kurtki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *