Jim Peters – człowiek, który wprowadził maraton na zupełnie inny poziom

Autor: Jakub Karasek • 09.01.2017

jim-peters

Jim Peters po ustanowieniu najlepszego maratońskiego wyniku w historii w 1954 r. Fot. youtube.com/user/britishpathe

Jim Peters to jedna z najważniejszych postaci w historii maratonu. Zawodnik ten aż 4-krotnie ustanawiał najlepszy w historii wynik na królewskim dystansie, poprawiając go w trakcie swojej kariery o 8 minut! Jego styl biegania przyniósł mu wielką sławę, ale również o mały włos nie doprowadził do śmierci.

Początki kariery i pierwsze Igrzyska

Początki kariery biegowej Jima Petersa przypadają na lata tuż po II wojnie światowej. Peters urodził się w 1918 r. w Londynie i od młodości lubił aktywność fizyczną, grając w piłkę nożną i krykieta. Z czasem odkrył w sobie duże możliwości biegowe i rozpoczął treningi, jednak wybuch II wojny światowej przerwał jego karierę (podczas wojny służył w wojsku jako medyk). Po 1945 r. postanowił wrócić do biegania i błyskawicznie stał się jednym z najlepszych brytyjskich długodystansowców, zdobywając tytuły mistrza kraju na dystansie 6 mil (w 1946 r.) i 10 mil (w 1947 r.).

Jako Mistrz Wielkiej Brytanii, Peters był naturalnym kandydatem do reprezentacji olimpijskiej na Igrzyska w Londynie w 1948 r. Został zgłoszony do rywalizacji na dystansie 10 000 m. W deszczowej pogodzie Peters nie poradził sobie najlepiej – zajął 8. miejsce, będąc zdublowanym przez zwycięzcę – Emila Zatopka, który ustanowił w tym biegu rekord olimpijski. Czas Brytyjczyka był o minutę i 16 sekund słabszy od rezultatu Czecha. Rozczarowany swoją postawą Peters postanowił zakończyć karierę biegową. Od tego pomysłu odwiódł go jednak trener Jimmy Johnston, przekonując, że wciąż może jeszcze wiele osiągnąć. Jak pokazały kolejne lata, trener nie mylił się.

Zwycięstwo z legendą

Po nieudanym występie na Igrzyskach Jim Peters zniknął ze światowej biegowej sceny na prawie 3 lata. Podążając za radami swojego trenera za cel obrał sobie dystans maratoński. Pracując jako optyk, trenował dzień w dzień, bardzo stopniowo przygotowując swój organizm do dłuższych dystansów. Ponieważ, ze względu na obowiązki zawodowe i rodzinne, nie mógł poświęcać na treningi zbyt dużo czasu, kluczem było wykonywanie treningów codziennie. Przez pierwszy rok Peters biegał niemal wyłącznie biegi na dystansie od ok. 7 do 10 kilometrów, co zajmowało mu kilkadziesiąt minut. W kolejnym roku treningi wydłużył do ok. 10-15 kilometrów. Tempo w jakim biegał mieściło się zazwyczaj w granicach 3:40-4:00/km.

Po ponad 2 latach treningów i jedynie okazjonalnych startów w mniejszych biegach w 1951 r. Peters i jego trener uznali, że nadszedł czas na próbę na królewskim dystansie. Wcześniej 33-letni biegacz zaliczył kilka mniej ważnych startów na 15 czy 20 mil. Większość z tych biegów wygrał, jedynie w Finchley 20 musiał uznać wyższość słynnego Jacka Holdena – ówczesnego Mistrza Europy w maratonie i weterana biegowych tras, który pomimo 43 lat na karku wciąż imponował formą. Chociaż w tym biegu Peters przegrał wyraźnie, zmusił rywala do poważnego wysiłku. Holden pobił swój własne rekord trasy o niemal 3 minuty. Jim przybiegł na 2. miejscu z 2-minutową stratą do rywala, również osiągając czas lepszy od dotychczasowego rekordu trasy.

Już kilka tygodni później obaj zawodnicy mieli ponownie zmierzyć się w bezpośrednim pojedynku w ramach Mistrzostw AAA (amatorskich Mistrzostw Wielkiej Brytanii) w maratonie, rozgrywanych na trasie Maratonu Politechniki. Faworytem był bardziej doświadczony Holden, ale po raz pierwszy od wielu lat miał w Wielkiej Brytanii godnego siebie rywala. Było to o tyle istotne, że Holden postanowił kontynuować karierę do momentu, kiedy w bezpośrednim pojedynku pokona go rodak. Jim Peters mógł tego dokonać już w swoim maratońskim debiucie.

Młodszy z Anglików postanowił zaskoczyć rywala mocnym tempem od samego początku. Jak wiadomo, w maratonie taka taktyka może być zgubna, ale Peters przez całą karierę słynął z tego, że był urodzonym frontrunnerem. Przez kilka pierwszych kilometrów uzyskał wyraźne prowadzenie, ale jeszcze przed znacznikiem wskazującym 10 mil obaj zawodnicy biegli ramię w ramię. W połowie dystansu zaatakował Holden, dość szybko oddalając się przeciwnikowi. Peters miał dość. Jak wspominał później, przeżywał solidny kryzys.

Zacząłem myśleć, że porwanie się na maraton było po prostu głupim pomysłem. Miałem ochotę poddać się i położyć na asfalcie.

Kiedy wydawało się, że losy biegu są już rozstrzygnięte, a weteran miał ponad 200 metrów przewagi, dystans pomiędzy zawodnikami przestał rosnąć. Peters przełamał kryzys i złapał drugi oddech. W okolicach 30. kilometra zrównał się z rywalem i rozpoczął samotną pogoń do mety. Pomimo wyczerpania nie tylko odniósł wspaniałe zwycięstwo i zakończył karierę Jacka Holdena, ale również ustanowił nowy rekord Wielkiej Brytanii w maratonie z czasem 2 godziny 29 minut i 24 sekundy.

Najlepszy wynik w historii i kolejne Igrzyska

Już 5 tygodni po maratońskim debiucie Peters ponownie wystartował na królewskim dystansie. Na wymagającej i pełnej podbiegów trasie w Birmingham osiągnął czas 2:31:42, co na ówczesne standardy było bardzo dobrym rezultatem. Jednak największe osiągnięcia były wciąż przed nim. W 1952 r. ponownie stanął na starcie Maratonu Politechniki i zadziwił świat pokonując trasę w 2 godziny, 20 minut i 42 sekundy. Czas ten był lepszy od dotychczasowego najlepszego wyniku maratońskiego w historii o 5 minut!

Po takim wyczynie Peters stał się głównym faworytem do złotego medalu podczas maratonu na Igrzyskach Olimpijskich w Helsinkach. Plany Brytyjczyka pokrzyżował jednak maratoński debiutant i koszmar sprzed 4 lat – Emil Zatopek, który w stolicy Finlandii wygrał wcześniej rywalizacje na 5000 m i 10 000 m. Bieg maratoński był ostatnią z długodystansowych konkurencji na tych Igrzyskach i Czech postanowił spróbować swoich sił także na najdłuższym dystansie. Decyzja Zatopka na pewno nie ucieszyła Petersa. Chociaż Czech był maratońskim debiutantem, nie można zapominać, że Brytyjczyk miał w nogach rekordowy maraton pokonany ledwie kilka tygodni wcześniej – to mogło mieć duże znaczenie na trasie.

Pomimo ostrzeżeń trenera, Peters postanowił rozegrać bieg w swoim stylu i od początku narzucił bardzo mocne tempo. Pierwsze 5 kilometrów pokonał w tempie na wynik poniżej 2:10 i miał ponad 40 sekund przewagi nad kolejnym zawodnikiem. Później jednak nieco zwolnił i rywale dogonili go w okolicy 15. kilometra. Podczas tego biegu miało dojść do słynnej wymiany zdań, kiedy na pytanie Zatopka, czy tempo jest wystarczająco szybkie, Peters miał odpowiedzieć „Jest za wolne”. Jednak Brytyjczyk wyraźnie cierpiał i miał dość. Czech postanowił wykorzystać ten moment i odskoczył rywalowi. Ostatecznie Peters nie ukończył biegu, wycofując się po pokonaniu ok. 37 kilometrów. Na jego postawę, oprócz krótkiego czasu odpoczynku pomiędzy dwoma maratonami, niewątpliwie wpływ miał również opóźniony lot – samolot, którym leciał utknął na 9 godzin na lotnisku z powodu burzy. Natomiast Zatopek przeszedł po tym biegu do historii, zdobywając jako jedyny biegacz na jednych Igrzyskach złote medale na 5000 m, 10 000 m i w maratonie.

1953: Maratoński dominator

Druga porażka z Zatopkiem na Igrzyskach Olimpijskich tym razem nie podcięła Petersowi skrzydeł. Wręcz przeciwnie, zdeterminowany Brytyjczyk postanowił trenować jeszcze więcej i zaczął biegać 2 razy dziennie. Pierwszy trening wykonywał w przerwie od pracy, biegając ok. 10 kilometrów, a wieczorem po powrocie do domu dorzucał kolejnych kilkanaście kilometrów. W porównaniu z treningami w poprzednich latach, zwiększył również prędkość – zaczął biegać w tempie ok. 3:08-3:17/km. Peters i jego trener Johnston byli pod tym względem jednymi z treningowych prekursorów, uznając, że tempo treningu maratończyka jest równie istotnym czynnikiem jak dystans.

Intensyfikacja treningu przyniosła spektakularne rezultaty już w sezonie 1953. W czerwcu Peters po raz 3. stanął na starcie Maratonu Politechniki, na trasie którego czuł się jak ryba w wodzie. Właśnie tam dokonał historycznego osiągnięcia, pokonując trasę spod Zamku Windsor do stadionu Politechniki w Chiswick w czasie 2:18:40, bijąc swój rekord o 2 minuty i stając się pierwszym człowiekiem na świecie, który przebiegł 42 km 195 m poniżej 2 godzin i 20 minut. Wówczas osiągnięcie to można było porównać w pokonaniem bariery 4 minut na milę.

Sezon 1953 był bardzo intensywny dla Petersa. W ciągu kolejnych kilku miesięcy zaliczył jeszcze 3 starty w maratonach, za każdym razem osiągając spektakularne wyniki. Najpierw obronił tytuł Mistrza AAA w Cardiff (czas: 2:22), następnie w Enschede po raz kolejny złamał barierę 2:20 z wynikiem 2:19:22. Był to pierwszy w historii wynik poniżej 2:20 na trasie, która spełnia współczesne standardy uznawania rekordów (odległość w linii prostej pomiędzy startem i metą nie przekracza 50% długości trasy). W październiku natomiast pojechał do Finlandii, gdzie na dość wymagającej trasie w Turku osiągnął czas 2:18:34 – kolejny najlepszy wynik w historii. Peters tak wspominał te zawody:

Rozpocząłem ostrożnie, po pokonaniu mili wyszedłem na prowadzenie, ale stopniowo oddalałem się od Veikko Karvonena. On chciał pobić własny rekord trasy wynoszący 2:25 z hakiem i nie rozumiem, dlaczego nie zabrał się ze mną. Pokonałem 25 mil zupełnie sam i wyglądało na to, że jestem u szczytu formy. Biegło mi się bezproblemowo, do momentu dotarcia na stadion, gdzie trzeba było pokonać 10 okrążeń zamiast standardowego 1. Nawierzchnia była grząska ze względu na opady deszczu, a w nogach odczuwałem już trudy biegu. Dotarłem jednak do mety i szybko doszedłem do siebie. Byłem bardzo zadowolony, w szczególności, kiedy Roy Moore z News Chronicle zadzwonił do mnie, by powiedzieć, że moja rodzina i przyjaciele wiedzą już, jak mi poszło.

Ostatni akord

Fantastyczny sezon 1953 nie zahamował apetytu Petersa. Na horyzoncie miał jeszcze 2 duże cele – Igrzyska Imperium Brytyjskiego i Wspólnoty Brytyjskiej w Vancouver w 1954 r. i Igrzyska Olimpijskie w Melbourne w 1956 r. Według planów zawodnika i jego trenera, przed tymi drugimi zawodami, Peters miał wdrożyć plan 3 treningów w ciągu dnia, co na ówczesne czasy byłoby ewenementem.

W 1954 r. na swój pierwszy maraton w sezonie Peters wybrał Boston. W słynnym biegu zajął 2. miejsce, przegrywając z Veikko Karvonenem. Chociaż zwycięska passa Brytyjczyka została przerwana, w kolejnych miesiącach Jim pokazał, że wciąż jest najlepszy na świecie. Tradycyjnie stanął na starcie Maratonu Politechniki. W swoim 4. biegu w tej imprezie po raz 4. ustanowił najlepszy wynik w historii – 2:17:39. Był to wyraźny sygnał przed rozgrywanymi miesiąc później Igrzyskami Imperium Brytyjskiego i Wspólnoty Brytyjskiej, że 35-letni zawodnik jest w życiowej formie.

W Vancouver Peters wystartował najpierw na dystansie 6 mil. Biegnąć w swoim stylu prowadził przez większą część dystansu. Jednak tuż przed rozpoczęciem ostatniego okrążenia wyprzedziło go dwóch innych Anglików. Jim dobiegł do mety na 3. miejscu, zdobywając brązowy medal. Przetarcie przed startem na królewskim dystansie mógł uznać za udane.

Maratoński występ Petersa w Vancouver przeszedł do historii. Bieg był rozgrywany w potwornym upale, w samo południe, kiedy słońce nie dawało wytchnienia sportowcom. Do tego pełna podbiegów wymagająca trasa również musiała mocno dawać się we znaki zawodnikom. Po starcie szybko uformowała się trzyosobowa grupa liderów, w której oprócz Petersa był jego dobry znajomy z biegowych tras Stan Cox oraz Szkot John McGhee. Po 9 milach McGhee zaczął odstawać a już kilkaset metrów później Peters zaczął gubić również Coxa. Na półmetku miał już nad nim ok. 300 metrów przewagi.

Nieprzyjazne warunki zaczęły dawać się we znaki w drugiej części dystansu. Na 2 punktach odświeżania z rzędu gąbki, które złapał lider były niemal suche. Mimo tego jego przewaga nad resztą stawki wciąż rosła. W pewnym momencie Cox tracił już ponad milę, a później wycofał się z rywalizacji, nie będąc w stanie biec dalej. Peters nie wiedział jednak o tym, cały czas mając wrażenie, że rywal ma go w zasięgu. Nikt nie poinformował go o tym, co dzieje się za jego plecami, ponieważ część oficjeli opuściła swoje stanowiska na trasie maratonu, by obejrzeć pojedynek legendarnych milerów – Rogera Bannistera i Johna Landy.

Peters dotarł na stadion w czasie 2 godzin i 20 minut. Kolejny zawodnik John McGhee tracił do niego wtedy aż 17 minut i siedział na poboczu trasy, nie będąc pewnym czy jest w stanie kontynuować bieg. Chociaż Brytyjczyk miał już tylko kilkaset metrów do mety, dotychczasowy wysiłek coraz bardziej dawał mu się we znaki, a ciało zaczęło odmawiać posłuszeństwa. Walka Petersa z samym sobą na ostatnich metrach maratonu w Vancouver jest jednym z najbardziej dramatycznych rozdziałów w historii królewskiego dystansu. Brytyjczyk nie był w stanie biec, ani nawet iść w linii prostej. Wielokrotnie upadał i z trudem powstawał, walcząc o pokonanie choć kilku metrów. 35 tysięcy ludzi zgromadzonych na stadionie zamarło.

W końcu po 10 minutach męczarni, członek Brytyjskiego sztabu medycznego Mick Mayes dobiegł do Petersa, przerywając jego koszmar. Skrajnie wyczerpany i odwodniony zawodnik został odwieziony do szpitala, gdzie spędził 7 dni. Zwycięzcą biegu został Szkot McGhee z czasem 2:39:36. O tym, jak trudny był to bieg, świadczy również fakt, że z 16 startujących biegaczy do mety dotarło tylko 6.

Koniec kariery

Po traumatycznym przeżyciu w Vancouver Peters już nigdy nie wrócił do biegania. W rzeczywistości jednak powinien był zostać zwycięzcą tego biegu, bo jak się później okazało, trasa została źle zmierzona i w momencie, kiedy Anglik został zabrany przez Micka Mayesa, miał już w nogach pełny dystans maratonu. Co więcej, gdyby ktokolwiek udzielił mu informacji o tym, jak dużą przewagę wypracował, na ostatnim punkcie odświeżania mógłby spokojnie przystanąć, schłodzić się i nabrać trochę sił. Jednocześnie, całej sytuacji można było uniknąć również, ustalając godzinę startu na wczesne godziny poranne lub wieczorem. Ostatecznie jednak warunki panujące na trasie maratonu w Vancouver pokonały Petersa na dobre.

Dramatyczna walka podczas maratonu w Vancouver jest jednym z głównych wydarzeń z kariery Jima Petersa, które zostało zapamiętane na lata. Niestety, przyćmiło to nieco jego inne osiągnięcia. Chociaż nigdy nie wygrał żadnej dużej imprezy, odegrał ogromną rolę w historii maratonu. Na przestrzeni swojej kariery poprawił najlepszy wynik w historii na tym dystansie o ponad 8 minut. Nigdy później nikt nie przesunął rekordowej granicy tak znacznie.

Po zakończeniu kariery biegowej poświęcił się pracy i rodzinie. Pozostał aktywnym człowiekiem, chociaż nie wrócił nigdy do biegania. Jim Peters zmarł w 1999 r. w wieku 80 lat, po walce z nowotworem.

Komentarze