Kadencja na rowerze – jeździmy na twardo!

Autor: Jakub Bielecki • 05.01.2017

triathlon-1561009_1280

Kadencja podczas jazdy na rowerze to temat który wraca jak bumerang. Na przełomie wieków ideałem miała być kadencja 90 obrotów na minutę, bo mniej więcej tak jeździł ówczesny bóg kolarstwa – Lance Armstrong. Przez długi czas nie mogłem zdecydować się, na jakiej kadencji powinni jeździć moi zawodnicy – uważałem że sami powinni wybierać jak chcą jeździć. Dopiero mniej więcej rok temu postawiłem na swoim: jeździmy na twardo.

Dlaczego nie jeździmy „na miękko” jak kolarze?

Pomimo tego, że Armstrong wygrywał na swoim „młynku”, nie oznacza to, że przed nim nie było kolarzy, którzy wygrywali w spektakularny sposób jeżdżąc „na twardo”. Jan Urlich jest tego przykładem. Jazda z wysoką kadencją nie jest zawsze działającą receptą na sukces. Dodatkowo zawodowi kolarze mają wysiedziane na siodełku więcej niż każdy amator. Czucie roweru i umiejętność pedałowania to część ich pracy. Amatorzy nie mają takiego dobrego czucia pedałów jak zawodowcy, przez co nie są tak efektywni jak zawodowi kolarze. Pedałując powoli możemy lepiej nacisnąć na pedał i marnujemy mniej energii. Ostatnim argumentem, że nie powinniśmy jeździć jak kolarze jest fakt, że oni po przekroczeniu mety nie muszą biec, więc niezależnie od naszych poglądów na temat „wysokości” kadencji trzeba zdawać sobie sprawę, że kolarze wykonują inny rodzaj pracy.

Armstrong inspiruje do pedałowania na twardo

Jak już wiemy, Teksańczyk podczas swoich zwycięstw (i nie tylko) był naładowany sterydami jak szynka z promocji w supermarkecie. Michele Ferrari sam zauważył problem Lance’a – brak siły! Chemioterapia zabiła znaczną część jego muskulatury, co zatem trzeba było zrobić, żeby Lance mógł podjeżdżać szybko? Zwiększyć kadencję. Co za tym idzie, mocniej pracowało jego serce, a przez to doping krwi, który stosował zawodnik, był szalenie efektywny.

Z analizy wyścigów moich zawodników

Przeglądając pliki z testów i wyścigów moich zawodników doszedłem do konkluzji potwierdzającej mój sposób trenowania kadencji. W najpopularniejszym teście stosowanym przeze mnie – 5 minut z maksymalną intensywnością, a po nich, po przerwie z niższą intensywnością, kolejne 20 minut – prawie zawsze podczas 20-minutowego odcinka zawodnicy mają niższą kadencję. Tłumaczę to faktem, że trudno jest utrzymać bardzo dużą intensywność z bardzo obciążonym sercem – mięśniowo jest trochę łatwiej. Ponadto z analizy startów moich zawodników wynika, że pod koniec etapu rowerowego kadencja jest mniejsza niż na początku. Można powiedzieć: staraj się jeździć na wyżej kadencji, a można wyciągnąć wniosek, że serce jest już zmęczone i mięśnie przejmują większą rolę w utrzymaniu intensywności.

Co i jak robić?

Ponieważ kadencja spada, moim zdaniem należy trenować jazdę na niskiej kadencji. Niska kadencja wcale nie musi „ubijać” nóg. Oczywiście, jeśli nie trenujemy na niskiej kadencji i podczas wyścigu będziemy jechać „na twardo” lub z racji zmęczenia kadencja spadnie z zakresu, w którym zwykle kręcimy, trudno oczekiwać świeżości w nogach. Natomiast jeśli przygotujemy się do jazdy na niskiej kadencji, nie będzie to stanowiło dla nas problemu.

Oto przykładowe treningi:
kubatreningi

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *