Karolina Czyż chce przebiec North Pole Marathon. „Boję się, że zabraknie mi życia na wszystko, co chciałabym zrobić [WYWIAD]

Autor: Iwona Ludwinek • 29.12.2016

Karolina Czyż

Trasa North Pole Marathon wiedzie po zamarzniętym Oceanie Arktycznym. To najzimniejszy bieg na świecie: odczuwalna temperatura sięga tam mocno poniżej – 40 stopni C. W kwietniu 2017 roku na starcie biegu zamierza się stawić Karolina Czyż – najmłodsza Polka w historii tego maratonu.

Iwona Ludwinek: Zanim przejdziemy do głównego tematu, opowiedz, jak w ogóle zaczęła się Twoja przygoda z bieganiem?

Karolina Czyż: Moja przygoda z bieganiem rozpoczęła się dokładnie trzy lata temu, w grudniu 2013 roku. Zaczęłam biegać za namową mojego ówczesnego chłopaka i jego przyjaciela. I to oni mnie głównie w tym wspierali. W związku z tym, że ja mieszkałam wtedy w Krakowie, a oni stacjonowali w górach, to swoje treningi wzajemnie sobie podsyłaliśmy i tak się dopingowaliśmy.

Nie było łatwo na początku, bo ja biegać nie lubiłam, dużo razy się zniechęcałam, bo po prostu mi nie szło tak jak bym chciała. Później mi to weszło w nawyk i szybko wtedy schudłam, co było oczywiście plusem i motywatorem.

A dziś biegasz, bo… ?

Nie odkryję Ameryki, jeżeli powiem, że dzięki bieganiu zdecydowanie lepiej się czuję nie tylko fizycznie, co głównie psychicznie. Gdy zaczynałam biegać, miałam trochę gorszy okres w życiu i bieganie w dużej mierze mi pomogło. Byłam tylko ja, moja muzyka i długie wybieganie.

To jest taki czas, że jestem sama z sobą. Mogę nabrać równowagi, pomyśleć i mózg przestawić na odpowiednie tory. Poza tym, ja często wracam późno do domu, biegam głównie wieczorem. I gdybym się nie zmotywowała do wyjścia i do pobiegania, to pewnie bym wróciła do domu i nic już nie robiła. A tak wychodzę na trening i wracam nabuzowana endorfinami. To działa na mnie lepiej niż kawa.

Skąd pomysł, by pobiec na biegunie północnym?

To był trochę przypadek. Podczas kończenia korony Półmaratonów Polski w listopadzie 2015 dowiedziałam się o czymś takim jak Korona Maratonów Świata. Pomyślałam, że fajnie byłoby to „kiedyś” zrobić. Kiedyś – miałam na myśli do 40-stki. Koszty są tak ogromne, że mnie na to obecnie nie stać. Poza tym nie byłam na to gotowa fizycznie. W styczniu tego roku założyłam sobie, że spróbuje swoich sił w maratonie, chciałam przebiec jeden. Jednak moje cele często się same weryfikują. Otóż nie zrobiłam jednego maratonu, a prawie cała koronę maratonów Polski. Mówię prawie, bo został mi jeszcze jeden bieg, który będzie odbywał się w kwietniu 2017, tuż przed samym biegunem.

Zaangażowałam w to przyjaciela Piotrka, który na początku nie chciał się zgodzić, bo uważał, że to szalony pomysł. W końcu uległ. Piotrek ma zawsze wszystkoopięte na ostatni guzik i wiele obowiązków organizacyjnych przejął po prostu na siebie.

No, ale dlaczego ten biegun? Korona Maratonów Świata to jedno – a biegun to drugie. Jedynym Polakiem, który zrobił maratony na wszystkich kontynentach i zarazem na biegunie jest Jarek Rajtar. Pomyślałam, że też bym tak chciała, że to byłoby coś. To się działo w listopadzie, gdy kończyłam koronę połówek, a w styczniu wrzuciłam tak z głupia żartobliwy post na swoim prywatnym profilu facebookowym. Wtedy przypadkiem odezwał się do mnie Jarek Rajtar. Jeszcze nie wiedziałam, że on – to on. Opowiadał mi o tych wszystkich biegach i powiedział, coś czego mnie się nie mówi – że maratonu na biegunie nie pobiegła jeszcze żadna kobieta z Polski. Więc jak to usłyszałam, postanowiłam, że ja będę tą która pobiegnie tam jako pierwsza. I zdecydowałam, że koronę świata łącznie z biegunami, zacznę robić od najtrudniejszego i najdroższego biegu.

Nie lepiej było zacząć od czegoś, co stanowiłoby mniejsze wyzwanie?

Przyjaciel powiedział mi ostatnio podsumowując mnie, że ja nie mogę jak każdy normalny człowiek zacząć od prostych rzeczy. Coś w tym jest. Wspinaczki nie zaczynałam od ścianki, tylko od wspinania i to nawet nie w skałach, tylko w Tatrach Wysokich. Trekkingu nie zaczynałam od dolin, tylko od razu poszłam na Rysy. Jak nie mam punku odniesienia i nie wiem do końca, jak coś smakuje, to ja to po prostu zrobię. Poza tym mam już wtedy w głowie, że jak zrobiłam coś najtrudniejszego, wszystko inne już będzie proste. Wtedy pracuję już tylko nad techniką.

Wracając do biegu North Pole… Nie będziesz pierwszą Polką…

Tak, życie znowu mi zmodyfikowało plan. W kwietniu tego roku okazało się, że biegnie tam Polak – Piotrek Suchenia i Polka – Pani Ania Maria Szeleta. Przez pęknięcie kry na lodowcu, bieg został pierwotnie odwołany, później jednak się odbył, ale długo po planowanym terminie. Pani Ania wtedy go przebiegła, wiec nie będę niestety pierwszą Polką. Nie zmieniło to jednak moich planów.

Tego typu maratony pokonuje się dłużej niż klasyczne, po asfalcie. Biegałaś wcześniej np. w górach lub ultramaratony?

Mam za sobą biegi górskie, 17 grudnia ukończyłam Regatta Winter Ultra Trail Małopolska na dystansie 48 km. Długie ultra dopiero przede mną: w styczniu, wstępnie dwa biegi w lutym, z czego jeden to Everest Run, gdzie chcę się sprawdzić.

Jestem fanatyczką wszystkich sportów wytrzymałościowych, nie jestem na pewno sprinterem, tylko długodystansowcem. I w tym mam doświadczenie. Poza tym przykładem, że nie trzeba mieć doświadczenia jest Joanna Mędraś, która teraz wygrała maraton na Antarktydzie, mając za sobą tylko dwa maratony.

Zapewniam Cię, że przy całym tym przedsięwzięciu i organizowaniu funduszy, przebiegniecie tego będzie już dla mnie formalnością. Poza tym, ja się już wyleczyłam z porównywania biegów do siebie. Uważam, że każdy bieg jest inny. Maraton na biegunie można porównać tylko z maratonem na biegunie. Ludzie porównują biegi ultra z biegami ulicznymi, a to są zupełnie dwa różne biegi. Mam świetnego kolegę ultramaratończyka, który biega po 200 km, a na maratonie asfaltowym nie dał rady. Nie powinno się również porównywać ludzi i mierzyć ich swoją miarą, czy miarą innych.

Ile będzie Cię kosztowała cała organizacja wyjazdu na biegun?

Pakiet startowy to koszt 13800 euro, przelot do i z Spitspergenu skąd odbywa się wyprawa, to koszt około 3 do 4 tys złotych (z możliwością przebukowania w każdej chwili lotu).

Organizator mając na uwadze przygody z tego roku zastrzegł, że data biegu może ulec w każdej chwili zmianie i każdy ma się do tego dostosować. Nocleg na Spitspergenie jest bardzo drogi. Doba hotelowa kosztuje około 1200 PLN, z czego wszystkie hotele czyli AŻ dwa (jeżeli się nie mylę) są już zarezerwowane po brzegi na kwiecień. Trzeba się liczyć z tym, że spędzimy tam minimum 10 dni. Z Piotrkiem mamy wynegocjowany i zagwarantowany dużo tańszy nocleg w prywatnej kwaterze. Więc zamiast 12 tys. pewnie zmieścimy się w 5-7 tys.

Sprzęt i ciuchy są drogie, ale jest to też kwestia indywidualna. Możesz wydać na nie kilkanaście tysięcy złotych, lub możesz kupić używaną kurtkę na Allegro za 200zł. Ale podsumowując: najdroższy jest pakiet – około 60 tys zł. Doliczając do tego koszty ubezpieczenia, wszelkiego rodzaju prowizje, biorąc pod uwagę kurs euro i inne rzeczy, które mogą się wydarzyć, łączny koszt wyprawy to około 82 tys złotych.

To jest bardzo drogie przedsięwzięcie, ale już na 2018 opłata za bieg wzrosła do 16 tys euro. Jakbym chciała we własnym zakresie organizować sobie wyprawę na biegun, musiałabym liczyć się z kosztami rzędu powyżej 150 tys złotych. Więc mimo, że jest to drogie wierz mi, że ja liczę naprawdę po najniższej linii oporu.

Pamiętasz tę chwilę, gdy się dowiedziałaś, że zakwalifikowałaś się do biegu?

Tak, to było pod koniec października, tuż po maratonie w Poznaniu, gdy dostałam maila zwrotnego od Richarda Donovana, że mnie dopisze do listy startowej. Najpierw się ucieszyłam, a później zaczęłam panikować, bo do 9 grudnia wyznaczono mi datę na wpłatę pakietu startowego. Nie do końca wiedziałam jak wyjść z całej sytuacji, bo miałam plany długoterminowe na zarobienie na bieg, natomiast wyznaczono mi ponad miesiąc na wpłatę.
Doradzono mi, bym poszukała sponsorów. Usłyszałam też od kilku osób, że projekt nie ma szans na powodzenie, przez zbyt krótki termin realizacji. Mimo wszystko postanowiłam nie rezygnować z tego i zaryzykować.

Co na to Twoi bliscy?

Taaak… uprzedziłam moich najbliższych, bo stwierdziłam, że o ile wiele rzeczy udało mi się zrobić po kryjomu i dowiadywali się po fakcie, to w tym przypadku się to raczej nie uda. (śmiech)

I tata tego w ogóle nie pochwala. Powiedział, że do tego ręki nie przyłoży i nie da mi nawet złotówki, bo się o mnie boi. Chociaż i tak przyłożył rękę, bo pomógł mi w pisaniu maili do organizatorów. Powiedział mi jednak też, że nie będzie mi również w tym przeszkadzał, jeżeli bardzo o tym marzę. Więc wiem, że mam jego wsparcie i błogosławieństwo.

Moi przyjaciele mnie bardzo wspierają i kibicują, a nawet niektórzy ekscytują się bardziej niż ja.

Obawiałam się również, reakcji moich czytelników. Teraz wiem, że niepotrzebnie, bo hejtów było bardzo mało, natomiast masa podziękowań i samo to, że kogoś gdzieś tam zmotywowałam i zainspirowałam jest dla mnie dodatkowym plusem.
W moim rodzinnym miasteczku były różne reakcje i pozytywne i te negatywne również, negatywne leciały jedynie do moich najbliższych, brata, taty czy mój dziadziuś dostawał telefony typu „co jego wnuczka wyprawia”.

Natomiast do mnie samej nikt osobiście nie powiedział, ani nie napisał nieprzychylnej rzeczy. Poza tym jestem negowana za to, że mi odbija, bo wymarzyłam sobie coś, co naprawdę dużo kosztuje. Uważam jednak, że marzenia są kwestią indywidualną i nie podlegają ocenie. Jestem negatywnie odbierana za to, że chce wydać na bieg 82 tys. złotych, ale nikt nie neguje już ludzi, którzy dajmy na to organizują wesela po 100 tys. złotych i też wydają te pieniądze na „jeden dzień”. I z całym szacunkiem, jak wierzę w miłość między ludźmi, większe prawdopodobieństwo jest, że powtórnie można stanąć na ślubnym kobiercu, niż dwa razy stanąć na biegunie.

Plusem było również to, że wsparły mnie internetowo osoby, które sama podziwiam, nie tylko w bieganiu, ale we wspinaczce, np. Pan Marcin Tomaszewski – który powiedział, że jak na mnie patrzy to jakby widział siebie kilkanaście lat temu. To mi dało dodatkowo takiego kopa motywacyjnego i milion do mojej mocy.
To jest fantastyczne, że gdy zaczęłam w końcu mówić to co robię, zaczęli się pojawiać ludzie, którzy nie doszukują się problemów, a szukają rozwiązań. I naprawdę wiele rzeczy, które ja bym chciała zrobić nie da się zrobić samemu, a robiąc razem robi się zdecydowanie łatwiej. I nagranie wideo jeszcze nie wysłało mnie ciałem na biegun, ale głową jestem już dawno w kosmosie.

Karolina Czyż

Jak się przygotowujesz do biegu?

Mam rozpisany plan treningowy indywidualny pode mnie na dwa tygodnie z góry przez Piotrka Suchenie. Poza tym, ile tylko mogę, uciekam w góry, w śnieg, w zimę i przerzucam się na biegi ultra. Chce już pomału odejść od biegów ulicznych. Z czasem planuję również na co dzień trenować na bieżni w chłodni, tak przy – 30 st. C. Na początku ten pomysł wydawał się szalony, ale jak powiedziałam to Sucheni, to mnie uświadomił, że zeszłoroczny zwycięzca biegu właśnie na chłodni trenował. Więc jak widać, pomysły mam jednak odpowiednie.

Czego się najbardziej boisz?

To dobre pytanie, ponieważ do niedawna bałam się wielu rzeczy. Głównie takich, które dotyczą mojego życia prywatnego i takich, na które nie mam wpływu. Natomiast jeżeli chodzi o sam bieg to np. nie chciałam jechać tam sama. Że gdzieś tam zginę, zagubię się.

A tak naprawdę mało rzeczy się boję. Obecnie nie mam barier w głowie, że czegoś nie da się zrobić. To tylko kwestia czasu. Obecnie też nie mam czasu na siedzenie i na analizowanie, co może się wydarzyć. Nie przypominam sobie nawet kiedy ja się ostatnio bałam? Hmm… A wiem! Jak się wspinałam w Tatrach. Chciało mi się nawet płakać, bo myślałam, że umrę. Tak, wtedy się bardzo bałam. Ale każda taka rzecz mnie wzmacnia psychicznie. Każda.

Może jednej rzeczy naprawdę się boję. Że braknie mi życia na wszystko, co chciałabym zrobić. Po prostu.

Z tego co wiem, masz już doświadczenie w spełnianiu swoich marzeń.

Mam. To, co sobie wymarzę, zamieniam w cele, bo uważam, że marzenia zawsze gdzieś tam zostają tylko marzeniami, jeżeli nic z tym nie robimy. Poza tym one też się zmieniają z wiekiem. Najpierw chyba chcemy mieć i posiadać a później zdobywać i osiągać, przynajmniej tak jest w moim przypadku.

Ja na tym etapie życia, którym jestem, nie czuję do końca potrzeby posiadania. Uważam, że małymi krokami można bardzo wiele osiągnąć. Mnie wiele osób postrzega – zwłaszcza teraz – jako „ta, której się udaje.” Udaje – nie lubię tego słowa. Niech będzie „ta, która to zrobi”, ale oprócz rzeczy, które zrobiłam, czy które mi, niech będzie „udały się”, jest całe zaplecze porażek, i to takich spektakularnych, o których po prostu nie lubię mówić, bo nie ma czym się chwalić.

Bieganie mnie nauczyło bardzo, bardzo dużo, przede wszystkim samodyscypliny, determinacji i cierpliwości. Poza tym ja zdecydowanie lepiej funkcjonuje w życiu codziennym jak, się realizuje na płaszczyźnie sportowej i osiągam swoje cele. U mnie decyzje zapadają w sercu a głowę zabieram ze sobą, rzadko na odwrót, to tak nie działa, że rozsądkowo kieruje się głową i serce ze sobą zabieram, ja tak nie czuje. Poza tym jakbym kierowała się głową, to jednak umówmy się, ale nie rozmawiałybyśmy teraz o Biegunie Północnym.

Maraton na biegunie północnym to dopiero początek. Przed Tobą Extremalna Korona Maratonów Świata.

Najpierw muszę zacząć od napadu na bank (śmiech) A tak serio… Tak, chcę zrobić. I zrobię. Na razie skupiam się na biegunie i moim priorytetem jest dopięcie budżetu. Później będę myślała o pozostałych kontynentach. Wstępny plan mam, ale musisz mi wybaczyć, nie chce o tym mówić z jednego względu. Jak wiesz nie będę pierwszą kobietą – Polką, która przebiegnie maraton na biegunie. I jest coś, czego nie zrobił ani Polak, ani Polka. I nie ukrywam, że to mi również siedzi w głowie.

Nie chcę o tym mówić przede wszystkim dlatego, że po moim video znalazły się osoby, chętne zdobywać Biegun. Nieoficjalnie wiem, że ktoś tam jeszcze na moje miejsce koczuje, pakiet wpłacił i biegnie. Dlatego nie chciałabym, by ktoś bogatszy mnie ubiegł. Obiecuje Ci, że będziesz jedną z pierwszych, której to opowiem jak już dokonam.

Projekt Karoliny możesz wesprzeć poprzez stronę zrzutka.pl/karolinaczyz.

683

 

Komentarze