Katarzyna Gorlo: „Nie wyobrażam sobie życia bez pasji”

Kasia Gorlo

Biegaczka, autorka popularnego bloga, a od niedawna także triathlonistka. W rozmowie z Jarkiem Więcławskim Katarzyna Gorlo opowiedziała o łączeniu dyscyplin, powrocie do aktywności fizycznej po kontuzji oraz dzieleniu pasji z życiowym partnerem.

Jak piszesz na blogu, twój plan na październik jest bardzo ambitny. Jak wygląda jego realizacja?

Plan ambitny, ale w cudzysłowie. Mało biegam w tym roku i staram się sukcesywnie to wydłużać, ale też bez przesady. Chcę pokazać, że jakość zawsze będzie górą nad ilością. W tym sezonie pobiegłam 10 km w 39 minut biegając 30-40 km tygodniowo i uważam to za mój wielki sukces. Na kimś, kto biega dużo regularnie od lat, ten wynik i liczba kilometrów nie będą robiły wrażenia. W moim przypadku to kolejny krok do przodu. Póki co jestem na dobrej drodze.

Pora roku dla biegacza ma znaczenie? Jesienią biega się łatwiej czy trudniej?

Biegać można cały rok. Szczególnie, jeśli nie jest to czyjś pierwszy sezon i jest do tego przyzwyczajony, bo ma wtedy zahartowany organizm, nie przeziębia się tak łatwo. Niektórzy boją się, że bieganie jesienią czy zimą od razu spowoduje u nich chorobę. Przygotowanie wiosną, latem i wczesną jesienią poprawia naszą odporność. To kiedy jest łatwiej, to już upodobania danej osoby. Ja wolę biegać jak jest ciepło, niekoniecznie bardzo gorąco, choć gdybym miała wybierać między upałem, a zimnem, to wolę upały. Większość biegaczy woli jednak, gdy jest zimno. W przypadku jesieni i zimy problemem jest brak słońca. Przez to spada motywacja do biegania. Warunki pogodowe są lepsze, ale przez ten brak motywacji część osób robi sobie przerwę i ten okres odpuszcza.

Bieganie to nie wszystko czym się zajmujesz, bo nowym celem od pewnego czasu jest triathlon. Skąd ten pomysł?

Triathlon wyszedł dość naturalnie, a może trochę los o niego się upomniał? Kiedyś o nim myślałam, ale nie chciałam się brać za kolejną dyscyplinę póki nie będę biegać wystarczająco mocno. Trzy godziny w maratonie postawiłam sobie za cel, a zarazem granicę, za którą dozwolona jest myśl o triathlonie. Gdy udało się pokonać tę barierę, niestety trochę się zapomniałam i zaczęłam płynąć z kolejnymi biegowymi celami. Dopiero po kontuzji, w okresie powrotu do zdrowia i formy, wróciła na nowo myśl o triathlonie.

Nie wyobrażam sobie życia bez sportu, a pierwszą aktywnością, na którą mogłam sobie pozwolić było pływanie. Nauczyłam się więc pływać. Rower był uzupełnieniem mojej rehabilitacji. Wykonywałam to regularnie, byłam w coraz lepszej formie i coraz bardziej mi się podobało. Zaczęłam myśleć o tym, że skoro już „umiem” pływać, na rowerze też sobie radzę, to a nuż jak wrócę do biegania, będę mogła spróbować swoich sił w triathlonie. Sam triathlon nie jest najłatwiejszą dyscypliną, ale zmienność i trening nastawiony na rozwój całego ciała sprawia, że w efekcie końcowym takie 2-3 godziny triathlonowe są mniej obciążające niż trwający tyle samo czasu bieg. Szczęście w nieszczęściu, ale dzięki zmianom, które były konieczne po operacji, bardzo rozwinęłam się w tym roku, dużo zmieniłam w swoim życiu na plus, a do tego zostałam triathlonistką.

W czym czujesz się mocniejsza: w pływaniu czy w jeździe na rowerze?

W pływaniu, zdecydowanie lepiej mi idzie. Bardzo, bardzo powoli przekonuję się do jazdy na rowerze. To dość monotonna czynność, a ja w dodatku jestem mało odważną osobą. W sumie z bieganiem wiele osób też tak ma. Nie jest tak, że miłość do biegania przychodzi po pierwszym treningu. Trzeba się przełamać, niektóre treningi są nużące, nie zawsze się chce. Gdy zaczynamy zajmować się jakąś dyscypliną, nie jesteśmy w niej od razu mistrzami i to może nas zniechęcać, frustrować. Niecierpliwimy się, chcemy wszystko na już i na teraz. Takie mamy czasy, wszystko fast i asap, a bieganie czy triathlon mogą być piękną odskocznią od tego pędu i nauką, że nie ma w życiu nic za darmo i na szybko. Jeżeli chcesz coś osiągnąć w danej dyscyplinie, musisz wytrwale i cierpliwie pracować na sukces. Solidna praca na pewno w końcu odda, trzeba w to wierzyć i wytrwale robić swoje, ale najważniejsze kochać to, bo na siłę nie zbudujemy nic stabilnego.

Moja miłość do roweru rozwija się powoli, ale póki się rozwija, nie rezygnuję. Choć były momenty, że zaczynałam wątpić, że będę dobrym kolarzem i myślałam by zrezygnować. Wtedy przyszedł czas na obóz w Szwajcarii i moje podejście do roweru zmieniło się. Przestałam naciskać i oczekiwać cudów od swoich nóg, a cieszyć się samą jazdą, do Polski wróciłam odmieniona. Treningi na rowerze zaczęły mnie szczerze cieszyć i już nie mogę doczekać się kolejnego sezonu.

Triathlon i związane z nim treningi na rowerze oraz pływanie, to pewna odskocznia, uzupełnienie biegania, a może myślisz o tym, by w przyszłości całkowicie się w niego zaangażować?

Na razie to była odskocznia. Do końca nie byłam w stanie zdecydować, na co chciałabym postawić, nie wiedziałam też na ile mogę sobie pozwolić. Pierwsze dwa lata po złamaniu, lepiej nie kusić losu. Z jednej strony chciałabym mocno poprawić się w bieganiu, a z drugiej wiem, że bawiąc się w triathlon wykorzystuję cenne rezerwy sił. Moje niezdecydowanie na co postawić sprawia, że nie wykorzystuję swoich możliwości optymalnie, ale dobrze mi z tym. Jestem przede wszystkim amatorem i uważam, że powinnam robić to, co sprawia mi przyjemność. Jeżeli cieszy mnie nowa życiówka w maratonie, biegnę po nią, a jeżeli mam ochotę zwolnić i bieganie wyrzucić na boczny tor, robię to, bo nie ma nic gorszego niż robienie czegoś na siłę. W życiu tyle rzeczy musimy robić wbrew sobie, jeżeli i nasza pasja/hobby będzie związana z przymusem – oszalejemy! Dlatego daleka jestem od wmawiania ludziom, że mój model życia to jedyny słuszny model. To mój model i dobrze mi w nim. Dla kogoś może być przykładem, ale absolutnie nie musi.

Nie wszystko da się idealnie połączyć, szczególnie w pierwszym sezonie, gdy zapoznajesz się z każdą dyscypliną, budujesz bazę, uczysz się tego specyficznego wysiłku. Aby poprawić rower, musiałam zmniejszyć obciążenia biegowe. Było trochę dylematów i rozmyślania nad tym, czy warto. Dopiero pod koniec tego sezonu można powiedzieć, że „zajarałam się” triathlonem. Teraz nie zamierzam odpuszczać. Pamiętam, że po pierwszym występie miałam zamiar to zrobić. To dość specyficzny wysiłek, tak kompletnie inny od biegania, nawet tego długiego. Podziwiam triathlonistów za ich zorganizowanie. Bardzo wiele czasu trzeba poświęcić na trening i logistyczną organizację. W bieganiu, gdy biegasz 7 czy nawet 10 razy w tygodniu, musisz założyć buty i jesteś gotowy. Możesz biegać praktycznie w każdym miejscu na świecie i o każdej porze. W triathlonie dochodzi sporo pracy logistycznej. Zaplanowanie wyjścia na basen, jazdy na rowerze. Gdy mieszkasz w dużym mieście, jak ja w Warszawie, to nie tak łatwo jest z treningiem na szosie. Trzeba skorzystać z trenażera lub wyjechać kawałek za miasto. Gdy mieszkasz w mniejszym, wcale nie tak łatwo z dostępem do basenu. Do tego musisz zgrać ze sobą treningi tak, aby negatywnie na siebie nie wpływały. Jak do tego wszystkiego pracujesz i masz rodzinę, musisz być mistrzem planowania. Ja dopiero tego się uczę, ale podziwiam i obserwuję lepszych ode mnie.

Nie tylko biegasz, ale też uczysz biegania. Która z ról jest trudniejsza?

Trudno powiedzieć, bo to dwie różne sprawy. Gdy biega się samemu, czasem trudno spojrzeć na siebie obiektywnie z boku jak na zawodnika. Zawsze chcemy za dużo lub za mało. Wkradają się nasze subiektywne odczucia i ambicje. Spojrzenie na chłodno, z boku, współpraca z trenerem jest z tego punktu widzenia łatwiejsza. Natomiast jeśli chodzi o trenowanie innych ludzi – to wyzwanie i właściwie jest to wyzwanie przy każdej osobie. Każda z nich jest inna. Może się wydawać, że biegacza definiuje jego wynik. Jeśli dziesięciu biegaczy biega 10 km w 50 minut, to znaczy, że będą podobni. Tak wcale nie jest. Każdy ma inne mocne i słabe strony. Nad jednymi rzeczami trzeba mocniej popracować, nad innymi mniej. Ważne jest, aby u każdego to odkryć i umieć z nim pracować, aby miał on z tego benefity pod względem wyników i zdrowia. Istotny jest dobór obciążenia. Niektórzy gorzej będą znosili trening siłowy, a ktoś może nie radzić sobie z szybkimi, dynamicznymi ćwiczeniami. Nie da się zastosować konkretnego schematu pasującego do wszystkich.

Sama zaznaczasz na blogu, że nie jesteś profesjonalnym biegaczem, a blog to nie instruktaż, ale twoje wpisy też są pewnym rodzajem nauki. Przekazujesz innym biegaczom wiele wiedzy opartej na własnych doświadczeniach.

Większość rzeczy oparta jest na moim doświadczeniu albo na wiedzy teoretycznej, którą nabyłam z książek czy na szkoleniach. Jestem też trenerem lekkoatletyki. Staram się to przekazywać, ale zaznaczam, że nie jestem nieomylna i nie ma jednej drogi do celu. Są różne szkoły treningowe, więc nie jest też tak, że w jednym podejściu jest 100% racji.

Kasia Gorlo

Wierzysz, że każdy, nawet osoba, która do tej pory nie próbowała biegać, ma szansę spróbować i zacząć robić to regularnie?

Na pewno nie można nastawiać się, że już po pierwszym treningu będzie tak wspaniale, od razu nam się spodoba i non-stop będziemy chodzić biegać. Owszem są osoby, które zakochają się od początku, będą chciały coraz więcej i więcej, ale u niektórych działa to wolniej, a moment przełamania przychodzi później.

Nie uważam, że bieganie musi być sportem, który musi uprawiać każdy. Wręcz przeciwnie, jeśli komuś się nie podoba, nie ma po co się zmuszać. Znam takie osoby, które próbowały i wiedzą, że bieganie nie jest dla nich, nudzi ich, a w pokonaniu 10 km czy maratonu na ulicy nie widzą nic ciekawego. Rozumiem to i szanuję, nikogo nie staram się zmuszać na siłę. Jeśli odczuwa przyjemność z innych aktywności, to niech pozostanie przy koszykówce czy jeździe na rowerze. Gdy bieganie komuś nie odpowiada, to warto szukać swojej pasji dalej i w niej się rozwijać.

Na pewno motywujesz wiele osób, które czytają bloga. A są rzeczy, które u twoich czytelników cię irytują?

Zawsze znajdą się takie rzeczy. Nie tylko w czytelnikach, ale to też znak naszych czasów, że coraz mniej ludzi czyta ze zrozumieniem. Jesteśmy przyzwyczajeni, że informacje muszą być przekazywane w jak najprostszej formie. Najlepiej jak najszybciej, a już w ogóle byłoby najlepiej, gdyby nie było trzeba czytać. Stąd też coraz większa popularność kanałów youtube, youtuberów czy materiałów w formie video na Facebooku lub blogu. Im dłuższy artykuł, tym mniej osób go przeczyta, a jeszcze mniej zrozumie. To dotyczy też treści, które wydają się mało skomplikowane.

A co Ciebie motywuje w trudnych sportowych momentach, jak kontuzja czy słabszy występ?

W przypadku kontuzji motywacją do tego, aby się nie poddawać są historie wielkich sportowców, którzy wyszli z ciężkich kontuzji lub mają za sobą inne trudne doświadczenia, ale byli w stanie je przezwyciężyć i iść dalej. Biografie i historie sportowców, których szanuję, opisy ich poświęcenia i drogi do celu, to dla mnie ogromna dawka motywacji. Gdy borykam się z trudnym okresem, lubię wspierać się opowieściami moich idoli.

Jeżeli chodzi o starty i okres przygotowawczy, gdy coś nie wyjdzie lub nie chcę iść na trening, bo pada deszcz, to staram się pamiętać swoje cele sportowe. Jeśli planujesz przebiegnięcie maratonu w konkretnym czasie i terminie, trzeba zdawać sobie sprawę, że droga do celu nie zawsze będzie usłana endorfinami. Dziesięć treningów może cieszyć, a jedenasty może nie wyjść i co? Poddać się? Ja szybko zostawiam go za sobą. Wychodzę na kolejny, wiedząc, jaki mam cel do osiągnięcia i zdając sobie sprawę z tego, że jeśli nie będę na niego pracowała, to mogę mieć pretensje tylko do siebie. Czasem trzeba twardą ręką zarządzać samym sobą. Na mecie, gdy wynik nie jest taki jak trzeba, pretensje możemy mieć tylko do siebie, w przeważającej liczbie przypadków.

Nazwa bloga, „Run the world”, też dużo o Tobie mówi. Postawiłaś sobie za cel przebiegnięcie dystansu równego obwodowi Ziemi. Daleko jeszcze do jego osiągnięcia?

Mam na koncie około 14 tysięcy kilometrów, a muszę przebiec 40. Obliczam, że do czterdziestki „na luzie” jestem w stanie osiągnąć ten wynik, ale nie wywieram na sobie presji. Zadanie ma charakter bardziej symboliczny niż techniczny.

Potrzebujesz motywacji w postaci takich celów? Jakie jeszcze są wyzwania, które stawiasz sobie w najbliższym czasie?

W obieganiu świata nie chodzi mi o sam cel, a drogę która do niego prowadzi. Pokazanie idei i zachęcenie czytelników do ruszenia w swoją drogę, za swoimi celami. Czy to będzie bieganie, surfing czy aranżacja wnętrz – nieważne. Ważne, aby była to droga, która nada twemu życiu koloru i poczucia spełnienia.

Łatwiej się biega i trenuje, gdy jest wyznaczony konkretny cel, który trzeba osiągnąć w ustalonym terminie. Bieganie dla samego biegania jest fajne, gdy wychodzi się 1-2 razy w tygodniu i nie trzeba utrzymywać koncentracji. Biega się kiedy chce i jak chce. Z tego jednak rzadko kiedy wynikają jakieś wyniki. Bez celu nasza motywacja będzie falowa, raz większa, a raz mniejsza.

Przebiegnięcie takiego dystansu to również możliwość dotarcia w różne części świata. Są biegi i miejsca, które wyjątkowo wspominasz?

Staram się coraz więcej biegać i podróżować. Planując starty, chcę, aby jak najwięcej z nich było w miejscach, których jeszcze nie znam. Trochę takich biegów było. Bardzo ciekawy jest maraton i półmaraton na Islandii. Jest trochę zimno i sama trasa nie jest urokliwa, bo biega się po Reykjaviku, ale wyspa to wynagradza. To świetne połączenie biegania i zwiedzania. Bardzo lubię biegać w Sankt Moritz w Szwajcarii. To na pewno najpiękniejsze miejsce, w którym do tej pory trenowałam. Chętnie też wróciłabym na Jamajkę, by w pełnym zdrowiu przebiec jeszcze raz tam maraton. Włochy, Hiszpania… w moim przypadku nie musi być daleko i egzotycznie, najważniejsze by ciepło i słonecznie. Rok 2018 zapowiada się bardzo ciekawie, bo już w lutym ruszę w swoją wielką, tym razem triathlonową podróż, ale na szczegóły przyjdzie czas.

Swoją pasją zarażasz innych, ale łączysz ją też ze swoim partnerem. Jak wygląda codzienne życie z innym biegaczem?

Na co dzień pracujemy, więc nie widzimy się zbyt często w ciągu dnia. Do tego trzeba dodać czas na trening, a my jeszcze prowadzimy blogi – oboje! Doba ma tylko 24 godziny, więc skąd brać miejsce na wspólny czas? Na szczęście, gdy łączy pasja, jest dużo łatwiej i o wspólne chwile i o zrozumienie drugiej osoby. Nie sprowadzamy jednak naszego życia tylko do treningu i blogowania. Stawiamy duży nacisk na wspólne chwile poza tym wszystkim. Musimy po prostu lepiej zarządzać czasem, aby był też ten, który spędzamy wspólnie. Nie pozwalamy sobie za dużo na trwonienie go bez sensu, a jak trwonimy, to najczęściej razem. Oboje bardzo lubimy podróżować i poznawać nowe miejsca. Dzięki temu, że biegamy oboje, podróże łączymy ze startami czy obozami sportowymi. Z jednej strony czasu mamy mniej, ale z drugiej jesteśmy w stanie świetnie go sobie zorganizować. Nikt nie ma do siebie pretensji o trening. Lepiej się rozumiemy, gdy przychodzą niepowodzenia i gorsze chwile.

Dajecie sobie wskazówki dotyczące treningów lub konkretnych startów?

Różnie z tym bywa, bo oboje mamy silne osobowości. Bartek trenuje sam i prawdę mówiąc nie daje nikomu wiele powiedzieć o swoim treningu. Jeżeli chodzi o mnie, obecnie trenuję sama, ale chętniej korzystam z jego wskazówek. Razem planujemy kalendarz startowy. Rozmawiamy o tym, czy czegoś nie ma za dużo lub za mało, co warto po czym pobiec. Nawzajem hamujemy swoje zapędy, a czasem popychamy się do przodu i dodajemy sobie odwagi. Nie ustalamy sobie nawzajem planu treningowego. Akceptujemy to, co każdy z nas postanowi, rozmawiamy o tym, ale rzadko to korygujemy.

Wyobrażasz sobie, że nagle mogłabyś zrezygnować z biegania?

Kiedyś sobie nie wyobrażałam. Dwa lata mija jednak od mojej kontuzji. To był moment, w którym wisiała nade mną groźba, że nie będą mogła biegać. Początkowy szok zmienił się w akceptację. Byłam krok od zakończenia biegania, więc moja głowa przetworzyła tę informację. Wydaje się, że pływanie i rower zaczęło wypełniać puste miejsce. Na szczęście bieganie wróciło, ale nie jest tak, że nie wyobrażam sobie życia bez biegania. Nie wyobrażam sobie życia bez pasji. Bez aktywności fizycznej po godzinach pracy. To pochłonęło mnie na tyle, że praktycznie cały czas kręci się wokół biegania. Gdyby biegania zabrakło, to wierzę, że jakaś inna aktywność mogłaby wypełnić to miejsce. Nie żyję w czarno-białym świecie, nie powiem, że nie wiem, co robiłabym bez biegania, bo nigdy nie wiem, co się może wydarzyć. Może za kilkanaście lat zastąpi je np. surfing. Póki co biegam i nie zamierzam przestać.

Jedno przemyślenie nt. „Katarzyna Gorlo: „Nie wyobrażam sobie życia bez pasji”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *