Li-Ning SuperLight XIV – pierwszy test butów nowej marki na polskim rynku!

Autor: Jakub Karasek • 13.07.2018

arbm019-3-g

Li-Ning Superlight XIV. Fot. https://li-ning.pl

Li-Ning Superlight to najlżejszy z modeli oferowanych przez markę Li-Ning. Zgodnie z opisem, jest przeznaczony do szybkich treningów i startów na dystansach ulicznych od kilkuset metrów do półmaratonu. Przez ostatni miesiąc poznałem te buty w zasadzie z każdej strony. Zapraszam do przeczytania recenzji.

Niedawno informowaliśmy, że na polskim rynku pojawiła się nowa marka butów biegowych – LiNing. Jako pierwsi w Polsce mieliśmy okazję przetestować je w warunkach „bojowych”. Przekonajcie się, jak w praktyce sprawdził się model Li-Ning SuperLight XIV.

Li-Ning SuperLight to moja pierwsza styczność z obuwiem tego producenta. O ile wcześniej wiedziałem o istnieniu marki, o tyle nie miałem z nią bezpośredniej styczności. A ponieważ lubię nowości, z niecierpliwością czekałem na możliwość ich wypróbowania. Zwłaszcza, że SuperLight to model startowy, czyli mój ulubiony rodzaj butów biegowych.

Pierwsze wrażenia

Na wstępie uwaga, którą otrzymałem od przedstawiciela marki w Polsce – model SuperLight ma lekko zaniżoną rozmiarówkę. O ile na co dzień w większości butów biegowych wybieram rozmiar 45 (Asics, Brooks, Hoka, Kalenji, Mizuno, New Balance, Nike) czy 45 1/3 (Adidas), o tyle w tym konkretnym modelu idealne dopasowanie dał rozmiar 44 1/3. Nie jest to typowe dla całej rozmiarówki Li-Ning, gdyż w innych parach, które miałem okazję przymierzyć (Cloud oraz jeden z butów z kategorii lifestyle), pasującym rozmiarem był 45. W przypadku modelu SuperLight lepiej jednak wybierać parę o numer mniejszą niż zazwyczaj.

Już pierwsze spojrzenie na nowe buty po otwarciu pudełka spowodowało uniesienie brwi. Intensywne, żywe kolory i ciekawy design przyciągają wzrok. Wizualnie prezentują się bardzo atrakcyjnie, a detale, takie jak odblaskowe elementy wokół sznurowadeł czy odblask na pięcie dodatkowo dodają im swoistego szyku. Naprawdę buty mogą się podobać. Jednak w moim przypadku wygląd butów biegowych jest jednym z najmniej istotnych czynników – zdecydowanie bardziej wolę wygodne, lekkie i przewiewne obuwie, które będzie wyglądało przeciętnie, niż najpiękniejsze nawet buty, w których przeciętnie będzie się biegało. Dlatego SuperLight natychmiast opuścił wnętrze pudełka, by przejść sprawdzian w naturalnym środowisku biegacza.

Pierwsze wrażenie przy opróżnianiu pudełka jest takie, że nazwa SuperLight ma pełne uzasadnienie. Buty są rzeczywiście bardzo lekkie. Może nie najlżejsze, w jakich kiedykolwiek biegałem (tutaj prym wiodą Asics Hyperspeed oraz Nike Zoom Streak LT), ale już od pierwszego kontaktu wiemy, że mamy do czynienia z modelem startowym. Od razu zwróciłem uwagę również na bardzo „podziurawioną” przewiewną cholewkę Monoyarn Design, przypominającą nieco tę stosowaną w Nike Flyknit Racer. W pierwszej chwili pomyślałem, że po kilku treningach dziury mogą się niebezpiecznie powiększyć, ale o tym… w dalszej części testu.

arbm019-5-a

Li-Ning Superlight jest dostępny również w kolorze czarnym z pomarańczowymi i białymi elementami. Prześwity w cholewce to nie przypadek, wentylacja jest na najwyższym poziomie.Fot. https://li-ning.pl

Po założeniu na nogi czuje się, że we wnętrzu hula wiatr. But jest naprawdę przewiewny, co przy takiej konstrukcji nie powinno dziwić. Wszak brak materiału zawsze będzie zapewniał większą oddychalność niż jakikolwiek materiał. Na sezon wiosenno-letnio-jesienny są jak znalazł. Kolejna rzecz przy pierwszej przymiarce, na którą zwróciłem uwagę, to przyjemny poziom miękkości całego buta. Materiałową cholewkę możemy wyginać na wszystkie strony, zaś podeszwa stawia lekki opór. Nie jest sztywna jak wspomniany wcześniej Nike Flyknit Racer, ale też nie zrobimy z niej „naleśnika”. Pod tym względem but przypomina trochę model Adidas Adizero Adios Boost, choć od niemieckiego konkurenta jest lżejszy i sprawia wrażenie bardziej miękkiego.

Do biegu, gotowi…

Czas sprawdzić, jak Li-Ning SuperLight sprawdza się w praktyce. Pierwszy trening, z racji nadchodzących zawodów kolejnego dnia, to tylko 8 km spokojnego biegu i 6 przebieżek. Pierwsze kroki, jak zawsze w nowych butach, to lekka niepewność czy wszystko będzie grało i czy nie pojawi się żaden dyskomfort, ale szybko się zgraliśmy. W każdej nowej parze, z jaką mam do czynienia, najważniejszą rzeczą podczas pierwszego treningu jest to, żeby but nie przeszkadzał (nie ocierał, nie ugniatał, nie powodował uczucia niestabilności, itp.). Pod tym względem egzamin został zaliczony celująco.

Prawdziwy sprawdzian dla buta startowego przyszedł jednak już drugiego dnia naszej wspólnej drogi, podczas zawodów. Bieg na 1 milę podczas Amatorskich Mistrzostw Polski oznaczał, że próba odbędzie się dość nietypowo, jak dla amatora, czyli na tartanie. Nie jest to jednak nawierzchnia, której należy się obawiać. Nawet, gdy nie założymy kolców, buty startowe powinny poradzić sobie z pomarańczową gumą. I tak też było w przypadku butów Li-Ning. Lekkość i dynamika to cechy, które można poczuć biegając w modelu SuperLight. Podczas wyścigu ani przez chwilę nie myślałem o tym, że brakuje mi kolców i że na ten start chciałbym założyć inne buty. Nie brakowało przyczepności, pewności kroku ani poczucia dynamiki.

Wszystkie te cechy odczuwałem również w kolejnych dniach testu, kiedy SuperLight pełnił rolę mojego podstawowego buta na wszystkie rodzaje treningów. Co dość przyjemnie mnie zaskoczyło, to fakt, że chociaż mamy do czynienia ze startówką, nie brakuje też amortyzacji. Dłuższe wybiegania nie stanowiły dla niego żadnego problemu i nie powodowały żadnych odczuć bólowych w stopach. Z jednej strony, ze względu na niską wagę możemy wręcz zapomnieć, że mamy na nogach buty, z drugiej wyraźnie czuć, że od ziemi oddziela nas sprężysta podeszwa. W porównaniu do wcześniej przywoływanego Adidasa Adios, Li-Ning SuperLight daje wrażenie, że amortyzacji jest nieco więcej, dzięki czemu powinien bardzo dobrze sprawdzać się także w przypadku dłuższych biegów. Podsumowując cały wywód jednym zdaniem – SuperLight spełnił wszystkie wymogi buta startowego, oferując jednocześnie coś więcej w postaci użytecznej, ale nie uciążliwej, amortyzacji.

arbm019-3-b

Lekkość, przewiewność, amortyzacja i komfort – czy da się wszystkie te cechy połączyć w jednym bucie? Li-Ning SuperLight pokazuje, że jest to możliwe.Fot. https://li-ning.pl

Trwałość i werdykt końcowy

Podczas ponad miesiąca testów w modelu SuperLight przebiegłem łącznie ok. 400 km. Był to mój podstawowy but na treningi zarówno na asfalcie, tartanie, naturalnych ścieżkach jak i bieżni elektrycznej. Wykonywałem w nim zarówno długie biegi (ponad 20 km) jak i bardzo szybkie intensywne przebieżki czy podbiegi. Biegałem w deszczu, po deszczu, w słońcu, wietrze (zabrakło w zasadzie tylko śniegu, ale test przypadł na czerwiec i lipiec) i but okazał się… zaskakująco uniwersalny. Bardzo przypasowała mi jego charakterystyka, łącząca lekkość i dynamikę przy jednoczesnym utrzymaniu na tyle dużego poziomu izolacji stopy od podłoża, że nadepnięcie na byle kamyk nie wywołuje grymasu bólu na twarzy. But okazał się na tyle przyjemny w użytkowaniu i komfortowy, że w najbliższym czasie nie zamierzam odstawiać go do szafy.

Jedynie w przypadku biegania w deszczu, którego szczerze nie znoszę, pomyślałbym nad założeniem czegoś innego, gdyż materiałowa, przewiewna cholewka nie zapewnia izolacji przed dostawaniem się wody do wnętrza buta. Cóż, nie można mieć wszystkiego. Z drugiej strony, w ciepłe dni oferuje wentylację, jaką trudno odnaleźć w innych modelach. Spośród butów, z którymi miałem do czynienia tylko Nike Flyknit Racer może się pod tym względem również z modelem Li-Ning SuperLight XIV.

Jak wygląda kwestia zużycia po miesiącu bardzo intensywnego użytkowania butów i mniej więcej 400 km przebiegu? W segmencie butów startowych często ocenia się na przedział zalecanego przebiegu dla butów na poziomie 300-600 km. Jestem przekonany jednak, że SuperLight wytrzyma u mnie zdecydowanie dłużej. Jak widać na poniższych zdjęciach z testu, zrobionych, kiedy buty miały już na liczniku właśnie ok. 400 km, pod kątem wytrzymałości jest naprawdę nieźle i nie widać zbyt wielu śladów zużycia mimo bardzo intensywnego użytkowania. Subiektywnie patrząc, amortyzacji nie ubyło, podeszwa wygląda niemal jak nowa, nie pojawiły się żadne rozklejenia, a na siatce, o którą bałem się po otwarciu pudełka, nie widać żadnych śladów przetarć. Oczywiście taki przebieg nie pozwala wyrokować, czy but jest super trwały, ale żadnych wpadek jakościowych nie wykazał.

superlight-li-ning

Pomimo początkowych obaw cholewka okazała się wytrzymała i nie pojawiły się żadne przetarcia. Intensywne użytkowanie nie odbiło się na kondycji buta.

li-ning-superlight-podeszwa

W opisie butów pojawia się informacja o zastosowaniu gumy, przedłużającej żywotność podeszwy. Jak widać na zdjęciu, doskonale spełnia swoje zadanie, gdyż bieżnik wciąż jest bardzo wyraźnie widoczny.

li-ning-superlight

Jeśli chodzi o trwałość, nie mam wątpliwości, że moje SuperLighty wytrzymają jeszcze bardzo długo. Pomimo ok. 400 km na liczniku wciąż wyglądają i zachowują się niemal jak nowe.

Li-Ning SuperLight zaliczył test praktyczny z bardzo wysoką oceną. Jest to model, który sprawdzi się zarówno na zawodach, jak i w codziennym użytkowaniu, zwłaszcza dla osób, które nie lubią biegać w ciężkich i topornych butach. Zapewnia wystarczającą dawkę amortyzacji, by dać mu szansę na dystansie maratonu, jednocześnie niska waga i duża dynamika sprawiają, że będzie doskonale czuł się w warunkach wyścigu na 5 czy 10 km, a nawet, co sprawdziłem na własnej skórze, na amatorskich zawodach na stadionie. Przy cenie 249 zł jest to bardzo interesująca propozycja w kategorii butów startowych.

Buty dostępne są w oficjalnym sklepie Li-Ning na Allegro oraz w sklepie na polskiej stronie marki Li-Ning: www.li-ning.pl.

4 przemyślenia nt. „Li-Ning SuperLight XIV – pierwszy test butów nowej marki na polskim rynku!

  1. Na zdjęciach prezentują się interesująco. A jaki jest język? Nie obciera? Biegam od jakiegoś czasu w butach Kalenji, ale trochę przeszkadza mi za gruby i przez to niewygodny język…

    1. Język jest bardzo miękki (jak cały but) i w moim przekonaniu wygodny. Nie ma elementów sztywnych, które mogłoby powodować jakiś dyskomfort. Da się go łatwo ułożyć i dopasować, nie zawija się – naprawdę nie ma powodu, żeby się go bać 🙂

    1. Rzeczywiście, nie wspomniałem o tym w artykule. Drop to 8 mm, ale jeśli mam być szczery, to porównując do innych startówek, które testowałem, osobiście mam wrażenie, że w odczuciu bliżej jest im do Asics Hyperspeed, który ma drop 4 mm, niż np. Nike Flykint Racer, który ma drop 10 mm.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisment ad adsense adlogger