Małgorzata Krawczyk: „Sport to moje lekarstwo na wszystkie smutki”

fot: Bartosz Czajkowski

fot: Bartosz Czajkowski

Dwa lata temu grupa znajomych postanowiła założyć w Zielonej Górze nieformalną grupę AM#15 Triathlon Team. Chodziło o to, aby nawzajem mobilizować się do treningu i wspólnie startować w zawodach. W grudniu 2016 roku dołączyła do niej pierwsza dziewczyna – Małgorzata Krawczyk. Już w pierwszym sezonie startów, bez wcześniejszych występów w triathlonie, błysnęła bardzo dobrymi wynikami. Przeszkodą w osiągnięciu sukcesu nie był fakt, że od urodzenia nie słyszy.

Na pytanie skąd triathlon, zawodniczka odpowiada, że o startach zadecydował przypadek. W tej historii miał on imię i nazwisko – Bartosz Czajkowski. – Gosia jest kuzynką mojego kuzyna – odpowiada sprawca zamieszania. – Znaliśmy się jedynie z imprez rodzinnych. Dzięki kontaktowi w mediach społecznościowych wiedziałem, że dużo biega i jeździ na rowerze. Gdy z naszą grupą zaczęliśmy uprawiać triathlon, w pewnym momencie uznaliśmy, że fajnie gdyby była z nami dziewczyna.

– Znałem Gosię tylko z opowiadań – wspomina Artur Babicz, jeden z współtwórców grupy. –Bartek opowiadał nam o tym, że ma koleżankę, która lubi dużo biegać, często jeździ na rowerze i lubi aktywność fizyczną. Potrafi też pływać, a to największy problem wśród osób, które chcą zacząć triathlon – strach przed pływaniem. Wspólnie trenowaliśmy na basenie, tam też zaprosiliśmy Gosię, gdzie pierwszy raz ją spotkałem Okazało się, że jest lepsza niż Bartek opowiadał i pływa praktycznie za nim. Była nas szóstka, a ona była jedną z lepszych, wyprzedzała większość chłopaków.Wyniki osiągnięte w pierwszym sezonie robią wrażenie. Krawczyk zanim dołączyła do grupy startowała w biegach masowych, memoriałach czy imprezach charytatywnych. Pokonywała trasę 5 i 10-kilometrową. Już w kwietniu wystartowała w pierwszym duathlonie w Drzonkowie na dystansie 45 km. Niespełna miesiąc później zajęła 23. miejsce w triathlonie (1/8 IM) w kategorii OPEN kobiet i 8. w AG w Sierakowie. W czerwcu na tym samym dystansie była 9. (4. w AG) na zawodach w Poznaniu. Osiągnęła tam czas 1:26:43, dwie minuty lepszy od debiutu.

Pierwsze treningi na basenie pokazały potencjał zawodniczki, ale nie obyło się bez trudności. Kłopotem była komunikacja. Grupa profesjonalny trening prowadziła na basenie pod okiem Dawida Krystka, trenera pływania. Dwie osoby z teamu poznały go w I LO w Zielonej Górze, gdzie uczył wychowania fizycznego, a gdy zakładały zespół, zgłosiły się do niego z prośbą o pomoc. – Pierwszy trening z Gosią był zaskoczeniem – wspomina trener. – Po raz pierwszy spotkałem zawodniczkę niesłyszącą. Na początku dużo czytała z ruchu moich ust. Wykonywała zadania treningowe poprzez obserwację tego, co robi reszta. Doszliśmy później do porozumienia, że będę jej graficznie przedstawiał trening – dodaje. – Musieliśmy wyrobić sobie pewne schematy – uzupełnia historię Babicz. – Zdarzało się, że wysyłaliśmy jej dzień wcześniej nasze ustalenia treningowe na Facebooku, ona to przepisywała i z kartką przychodziła na trening. Na dogranie się potrzebowaliśmy około 2 tygodni.

Małgorzata Krawczyk

Każdy kolejny start był lepszy. W lipcu w Szczecinie Krawczyk i Czajkowski zwyciężyli w AG. Miesiąc później w Ośnie Lubuskim zajęli odpowiednio trzecie i drugie miejsce. Zawodniczka znów poprawiła swój czas. Tydzień później w Przechlewie była jeszcze szybsza. W ostatnim starcie w sezonie w triathlonie w swojej kategorii była 2. Nowa życiówka, którą ustanowiła była o sześć minut lepsza od wyniku z debiutu. – Gosia dużo pracy włożyła w to, aby poprawić się w pływaniu – mówi trener Krystek. – Była bardzo zdeterminowana, na treningach miała 100% frekwencji. Ona bardzo, bardzo chciała – to moim zdaniem klucz do jej sukcesu.

Choć start w triathlonie nazywa przypadkiem, to pasja do sportu towarzyszyła jej od dawna. – Już w szkole podstawowej zajęcia wychowania fizycznego były moim ulubionym przedmiotem. Zawsze lubiłam wszelkiego rodzaju ruch, każdej dyscypliny chciałam spróbować, grałam w szkole nawet w piłkę nożną – wspomina Krawczyk. – Przełom w pływaniu nastąpił w studium pomaturalnym. Jako jedyna osoba z grupy chodziłam na zajęcia na basenie i właśnie te lekcje mogę już nazywać treningami. Pan Marian Filipiuk, znana postać w polskim sporcie, lekkoatleta, biegacz, prowadził te zajęcia. To właśnie pod jego okiem szkoliłam się, umiał mnie zmotywować do ciężkiej pracy. Bardzo dużo nauczyłam się podczas tych indywidualnych zajęć. Zobaczyłam, jakie pozytywne efekty przynosi systematyczny trening. Pływanie stało się częścią mojego życia.

– Jazdę na rowerze zawsze traktowałam bardziej rekreacyjnie lub jako wygodny, niezależny sposób przemieszczania się – kontynuuje opowieść na temat pozostałych dyscyplin. – Dojazdy do szkoły, sklepu, wakacyjne wycieczki po lasach i górkach. Po prostu kolejny sposób na aktywne spędzanie wolnego czasu. Nigdy nie trenowałam kolarstwa. Natomiast przygoda z bieganiem rozpoczęła się kilka lat temu od startów w amatorskich biegach ulicznych – tłumaczy. Z jeszcze większą pasją tłumaczy, jaką rolę w jej życiu odgrywa sport. – To dla mnie radość. Zadowolenie, a czasem euforia, jaka się pojawia po treningu czy ukończonych zawodach – to właśnie mnie napędza. Sport to moje lekarstwo na wszelkie smutki. Teraz, gdy zaczęłam trenować więcej i biorę udział w zawodach pojawiło się też wyzwanie. Wyzwanie, żeby więcej trenować, wyzwanie dla organizmu i wyzwanie rywalizacji z innymi. Ale to radość, jaką daję mi sport jest podstawą mojego działania.

Wyniki, jakie osiągnęła były dużym zaskoczeniem dla grupy. Każdy z nich spodziewał się dobrych rezultatów już po treningach, ale kolejne sukcesy przerosły ich oczekiwania. Zielonogórzanie dostrzegają plusy współpracy, jakie płyną dla obu stron. – Dzięki temu, że jesteśmy lepsi od Gosi, ona może podciągać swój poziom do góry – twierdzi Czajkowski. – Lepiej być słabszym wśród najlepszych niż najlepszym wśród słabszych. My również zyskujemy, bo dzięki jej sukcesom nasza grupa jest bardziej rozpoznawalna na zawodach. Im więcej osób, tym lepsza atmosfera. Jego opinię podziela Babicz. – Na początku nie liczyliśmy na nic. Chcieliśmy mieć kolejną osobę do teamu, bo wiadomo, że treningi w grupie są o wiele lepsze. Po pierwszych miesiącach na basenie i wspólnej jeździe na rowerze, spodziewaliśmy się, że będzie ok. Tak też było w Sierakowie. Była tam na 8. miejscu. Myśleliśmy, że to max, który mogła mieć. To był jednak jej pierwszy start. Po pierwsze, nie dała z siebie wszystkiego. Po drugie, jak dostała od kogoś „kopniaka” w wodzie, to się przestraszyła. Nie wykorzystała swojej mocnej strony. Później z zawodów na zawody biła swoje „życiówki”.

Gdy sezon w triathlonie dobiegł końca, zawodniczka postanowiła sprawdzić swoje siły po raz kolejny w duathlonie. Efekt znów był zaskakujący. W Rumi w swojej kategorii wiekowej zawodniczka wywalczyła Mistrzostwo Polski amatorów. Niespełna dwa tygodnie później wystartowała w Żarnowie, gdzie była najlepsza wśród kobiet. We wszystkich starach z 2017 roku w triathlonie i duathlonie była jedyną niesłyszącą uczestniczką. – Dużo osób niesłyszących w Polsce uprawia sport i uzyskują dobre wyniki. Takie osoby jednak rzadko można zobaczyć w imprezach ogólnodostępnych. Spotkałam się z osobami niesłyszącymi na amatorskich zawodach kolarskich oraz imprezach biegowych, ale w zawodach triathlonowych nie – opowiada. Podobnie jak w pierwszym kontakcie w grupie, w startach utrudnienie stanowiła komunikacja. Krawczyk mówi, ale jak sama twierdzi nie są to skomplikowane rozmowy. – Trudno rozmawia mi się z osobami, których nie znam. Muszę się do nowej osoby przyzwyczaić, wsłuchać się w ton głosu, barwę, muszę widzieć też usta podczas rozmowy. Językiem migowym posługuję się tylko z osobami niesłyszącymi.

Małgorzata Krawczyk

Inni uczestnicy, gdy dowiadują się o tym, że nie słyszy, reagują z zaciekawieniem i zdziwieniem, chętnie zadają pytania. Zawsze na trasie spotykają ją pozytywne reakcje. – To że nie słyszę nie było jakąś większą przeszkodą, ale na pewno utrudnia mi starty – opowiada o technicznej stronie udziału w imprezach Krawczyk. – Biura zawodów nie są przygotowane na osoby niesłyszące, ale nigdy nie spotkałam się z żadnymi nieprzyjemnościami. Staram się dobrze przygotować, dokładnie czytać regulamin, żeby wiedzieć jak się zachować, ponieważ w trakcie zawodów nie słyszę tego, co mówi komentator. Muszę bardzo uważnie obserwować zawodników, aby uniknąć ewentualnych zagrożeń czy zorientować się, że nastąpiły jakieś zmiany lub opóźnienia.

Pierwszy sezon rozbudził nadzieję w całej grupie, która wierzy, że Krawczyk stać na jeszcze lepsze wyniki. – Ja nie wierzę, ja wiem, że tak będzie – bez wahania odpowiada Babicz. – Do tej pory pracowaliśmy jako grupa amatorska, która ma profesjonalnego trenera od pływania. Resztę robiliśmy trochę bez głowy. Nikt nam nie rozpisywał treningów biegowych i kolarskich. Tu są największe rezerwy. Gdyby treningi Gosi były spersonalizowane, a dodatkowo miała lepszy rower, to wyniki mogą być naprawdę bardzo dobre. Jej obecny sprzęt nie jest raczej dostosowany do takiego ścigania. Trzeba też wziąć pod uwagę, że Gosia jest bardzo młodą zawodniczką jak na triathlon. Szczytową formę triathloniści osiągają po 30 roku życia. Najlepszym przykładem jest Łukasz Kalaszczyński, który zaczynał w wieku 25 lat, czyli tak jak Gosia, a niedawno odbierał nagrodę dla najlepszego triathlonisty i osiąga sukcesy na arenie międzynarodowej.

Krawczyk ma już za sobą zagraniczne wyjazdy, a nawet osiągała tam sukcesy, ale nie w sporcie. W 2013 roku spróbowała swoich sił w innych zawodach. – Do startu w wyborach namówili mnie niesłyszący koledzy. Nie bardzo wierzyłam w sukces. Potraktowałam to jako przygodę. Wynik bardzo mnie zaskoczył, bo zdobyłam tytuł Miss Polski Niesłyszących i tytuł Miss Publiczności – opowiada. – Potem były wyjazdy na Miss World Deaf, World Fashion Show w Czechach oraz na International Deaf Fashion Week w Niemczech, gdzie zajęłam pierwsze miejsce. Ten etap w życiu dodał mi pewności siebie, poznałam wielu nowych znajomych z całego świata, nauczyłam się międzynarodowego języka migowego. Poczułam, że otworzył się dla mnie świat, że nie ma rzeczy niemożliwych. Pomaga mi to w sporcie, ponieważ nie boję się nowych wyzwań, rywalizacji i samodzielnego podróżowania po świecie.

Prócz pozytywnych aspektów sportu Krawczyk dostrzega też negatywną stronę. Na trasie musi pokonywać własne słabości, zmagać się z wysiłkiem, bólem i cierpieniem. Na mecie jednak wie, że było warto. Gdyby mogła przekazać coś innym niesłyszącym osobom, które chciałaby wystartować w triathlonie, to powiedziałaby, że nie ma się czego bać. – Wiem, że najtrudniej zrobić pierwszy krok w tym kierunku, ale gwarantuję, że satysfakcja po zakończonych zawodach jest nie do opisania – zachęca. – Sama bardzo chętnie pomogę osobom zaczynającym przygodę z tym sportem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisment ad adsense adlogger