Pekin 2015. Angelika Cichocka: Na odludziu przygotowywaliśmy się do startu

800-metrów-kobiet-sopot-2014-Angelika-Cichocka

Fot. Kamil Nagórek

Z Angeliką Cichocką, polską biegaczką średniodystansową, o szansach na MŚ w LA w Pekinie i maskotkach przywożonych z różnych zakątków globu, rozmawia Tomasz Więcławski.

Obóz aklimatyzacyjny w Japonii był dobrym pomysłem?

Świetnym. Mogliśmy przystosować się do klimatu i przede wszystkim zmiany strefy czasowej. Przecież nasz start wypadnie o godzinie 5.00 czasu polskiego. W Japonii jest +7. godzin w stosunku do Polski, a w Chinach +6. To robi sporą różnicę. Mieszkaliśmy na wysokości 1000 metrów n.p.m. Był czas, żeby się wyciszyć, uspokoić i skoncentrować. Od Yamagaty, najbliższego miasteczka, dzieliło nas 25 km. Można więc powiedzieć, że trenowaliśmy na kompletnym odludziu. Japończycy przyjęli nas świetnie, nie mogliśmy na nic narzekać. To był idealny czas, by skupiać się na zadaniu, które przed nami.

Karol Zalewski zdradził nam, że pogoda była bardzo zmienna i nie zawsze sprzyjająca.

Sporo padało. Mankamentem było to, że nie byliśmy przygotowani na taką pogodę. Nie wzięliśmy cieplejszego zestawu. W końcu w Pekinie jest upał i parno. Ja na szczęście, trochę zapobiegliwie, wzięłam za sobą do walizki jeden długi dres. W Polsce sobie powtarzałam, że o jeden za dużo. Na miejscu wyszło na moje (śmiech). Przezorny zawsze ubezpieczony.

Jak spędzisz ostatnie godziny przed startem?

Będę regenerować siły. Co miało zostać wytrenowane, to już zostało. Cudów na ostatnią chwilę się przecież nie zdziała. Pracowaliśmy bardzo ciężko na kilku obozach. Przygotowuję się w profesjonalnym teamie razem z Marcinem Lewandowskim. Wiem, że stać nas na osiągnięcie dobrych rezultatów.

Zdobyłaś minimum na 800 i 1500 m. Wystartujesz w obu konkurencjach?

Tym razem tak! Często na dużych imprezach było tak, że biegi na 800 i 1500 metrów się przeplatały i nie było możliwości pogodzenia startów na tych dystansach. Teraz półtora kilometra jest pierwsze, a sądzę, że w tej konkurencji mam większe szanse. Nie składam jednak broni na 800 metrów. To zawsze widowiskowy dystans, na którym rywalizacja przynosi ogrom emocji. Poza tym zostanę kilka dni dłużej w Pekinie i nie odbieram sobie szans na awans do finału także i w tym wyścigu.

Masz jakiś cel turystyczny w Chinach? Będzie czas na zwiedzanie?

W Pekinie jestem drugi raz, ale poprzednim razem była to króciutka wizyta. Zaliczyłam wtedy start na stadionie olimpijskim. To było wielkie przeżycie. Na pewno chciałabym zobaczyć mur chiński. Szkoda byłoby startować w Chinach i nie zobaczyć tego, znanego na całym świecie miejsca. Ale priorytetem jest sport. Przyjechałam tutaj walczyć z całych sił o jak najlepsze miejsca.

Przywozisz gadżety z imprez na całym świecie?

Obowiązkowo maskotki. Nie jestem „gadżerciarą”. Figurek nie zbieram, bo potem tylko kurz zbierają. Ale coś, do czego można się przytulić zawsze chętnie wezmę ze sobą do torby w drogę powrotną.

 

Wyciszasz się przed startem czy próbujesz pobudzić?

Staram się maksymalnie skoncentrować. Ale już ostatnie godziny przed samym startem to czas, żeby dołożyć do pieca. Często słucham radiowych hitów albo mocnej muzyki. Muszę wyzwalać w sobie siłę, która potem napędza mnie na bieżni.

Komentarze