Odchudzanie w triathlonie. Co z tą redukcją?

Autor: Mateusz Ficzera • 23.03.2016

pixabay

Fot. pixabay.com

Pomimo litrów potu przelanego na treningach zrzucanie wagi nie przyniosło tak spektakularnych rezultatów, jak sobie wyobrażaliśmy na początku przygotowań? O co chodzi?

Palenie tłuszczu podczas treningu i zawodów jest najbardziej optymalnym sposobem na pozyskiwanie energii w sporcie wytrzymałościowym. Jest to również najlepsza metoda na rozsądne zrzucanie wagi i kształtowanie efektywnych proporcji naszego składu ciała. Nie musimy bowiem hodować solidnej oponki, aby zabezpieczyć sobie bezpieczny zapas na objętościowe zadania w trakcie sezonu. Nawet najbardziej wycieniowani zawodnicy mają wystarczającą ilość tłuszczu, aby oprzeć na nim swoje energetyczne potrzeby, również podczas wielogodzinnych zawodów. Problemem może być jednak przyzwyczajenie organizmu do wykorzystywania właśnie tego bogatego w kalorie źródła. Spalanie tłuszczu może być zakłócone przez wiele czynników, z czego na czoło wysuwa się słabo wykształcona zdolność trenowania w zakresach tlenowych, gdzie zużycie tłuszczu występuje w największym stopniu. To właśnie jest jeden z powodów, dla których amatorzy powinni w swoich pierwszych treningowych krokach pracować przede wszystkim nad spokojnym budowaniem tlenowej bazy, odkładając ambitne zadania na czas, kiedy będą do nich lepiej przygotowani.

Daj tłuszczom szansę się wykazać

Wykorzystując w treningu wiele elementów szybkościowych oraz tempowych korzystamy w większym stopniu z węglowodanów, co w dłuższej perspektywie opóźnia zrzucanie wagi. Wysokoenergetyczny posiłek przed treningiem, oparty na przetworzonych, łatwo wchłanialnych węglowodanach również zakłóca proces wykorzystywania tłuszczu jako dominującego paliwa w treningu o intensywności tlenowej. Zajadanie się żelami i batonami co 20 minut (co często jest zalecane na opakowaniach) także nie pozwoli pożegnać się z sadełkiem. „Tłuszcz pali się w ogniu węglowodanów”. To prawda, ale bez przesady! Łatwiej nam trenować dzięki stałym dostawom szybkiej energii, ale nie tworzymy w ten sposób najbardziej efektywnego systemu. Uważa się, że na długich dystansach przewagę mają zawodnicy, którzy w większym stopniu będą potrafili korzystać z energii zgromadzonej w zapasach organizmu. Ekonomia i efektywność to dominujące obecnie nurty szkoleniowe. Pamiętajmy również, że to co sprawdza się na dwugodzinnym treningu może zupełnie zawieść podczas znacznie dłuższych zawodów. W przeszłości dobierając ilość żeli na start wielokrotnie szukałem kompromisu między poczuciem „zemdlenia chemią” a głodem. Dziś potrafię uzyskać znacznie lepszy czas przy użyciu mniejszego bufetu na ramie i w kieszeniach.

Pilnuj diety

Zastanawiając się nad powodami swoich wytopowych niepowodzeń trzeba również zwrócić uwagę na dietę. Nie wprowadzajmy organizmu w stan „kulinarnej karuzeli”. Potrzebujemy lekkiego deficytu kalorycznego, nie drastycznych rozwiązań, głodówek, peruwiańskich jagód i innych wynalazków. Zbilansowane menu pozwoli uniknąć huśtawki hormonalnej i ataków głodu odpowiedzialnych za efekt jojo.
Jeżeli więc nie udało Ci się osiągnąć założonego celu, nie przejmuj się tym wcale. Jutro też jest dzień, który może być początkiem nowej, udanej próby. Dobra wiadomość jest taka, że tym razem będzie to zwykłe, spokojne i nudne pozbywanie się kolejnych gramów. Już bez spektakularnych akcji, głodowego ślinotoku i oczu wbitych w witryny cukierni.
Potrzebna będzie tylko cierpliwość!

Artykuł pochodzi z magazynu „Triathlon”, będącego częścią miesięcznika „Bieganie”, maj 2015

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *