Piotr Hercog: „Nawet najwyższe góry w Polsce są nadal zbyt niskie” [WYWIAD]

Autor: Jakub Karasek • 20.02.2017

fot-piotr-dymus

Piotr Hecrog. Fot. Piotr Dymus

Już w tym tygodniu startuje Transgrancanaria Marathon. Jednym z uczestników tej słynnej imprezy będzie Piotr Hercog – biegacz, trener i organizator imprez biegowych. Jak sam przyznaje, najbliższe zawody traktuje… treningowo, a tegoroczny docelowy start, czyli Everest Marathon, będzie dużo poważniejszym wyzwaniem.

Dla wielu biegaczy okres zimowy jest najgorszym czasem w roku, natomiast można powiedzieć, że za sprawą niektórych startów dla Ciebie zima trwa niemal przez prawie cały rok, a przynajmniej kilka miesięcy dłużej. Odpowiada Ci taki klimat?

Pokusiłbym się o stwierdzenie, że zima jest wręcz bardzo dobrym okresem dla biegaczy. To właśnie wtedy jest najlepszy czas na budowanie formy oraz realne zatęsknienie za startami. Jest to konieczna przerwa dla głowy, jednak nie dla ciała. I o ile treningi w aurze zimowej, technicznie rzecz ujmując, na pewno są cięższe, o tyle psychicznie można naprawdę odpocząć. Na mojej zeszłorocznej mapie startów faktycznie dominowała zima, choć nie to stanowiło o wyjątkowości projektu Hercog Mountain Challenge. Zimno i śnieg są niejako wpisane w góry wysokie. A to właśnie one były numerem jeden w zeszłym roku. Osobiście – czy zimno, czy ciepło – mnie różnicy to nie robi. I do jednych i do drugich warunków można się przygotować czy odpowiednio ubrać.

A w jaki sposób można przygotować organizm do znoszenia tak ekstremalnych warunków i wysiłków? Jak długi jest to proces?

Każdy start jest inny i na swój sposób specyficzny. By przygotować się do sezonu trzeba spojrzeć na niego całościowo i określić priorytety, mając na uwadze realia oraz nasze predyspozycje. W przypadku startów w górach wysokich, jak miało to miejsce podczas ubiegłorocznego International Elbrus Race, Red Fox Elbrus Race czy Lenin Sky Race niezwykle ważne jest wcześniejsze przygotowanie organizmu do wysokości. Mam tu na myśli nie tylko samą aklimatyzację, ale pójście krok dalej – czyli przygotowanie organizmu do wzmożonego wysiłku na znacznych wysokościach (szczyt Elbrusa znajduje się na wysokości 5642 m n.p.m.). By odpowiednio się do tego przygotować oczywiście potrzebny jest czas. Nawet najwyższe góry w Polsce nadal są zbyt niskie. Na treningi zatem trzeba wybrać się w Alpy. Z pomocą przychodzą również treningi w komorze hipoksyjnej, która znajduje się m.in w Krakowie. Jeśli natomiast mówimy o temperaturach – to trzeba przeżyć. Uprzednio przygotować się psychicznie, zabrać dobry sprzęt. Podczas Baikal Ice Marathon odczuwalna temperatura wynosiła około – 40 stopni. Stały wiatr wiejący z godziny 11. odmrażał niemalże twarz – ale byłem przygotowany na takie warunki.

trening-pod-lodowcem-lenina-fot-piotr-dymus

Trening pod lodowcem Lenina. Fot. Piotr Dymus

Ostatni rok pokazał, że jesteś niesłychanie mocny. Zwycięstwa w Baikal Ice Marathon, Lenin Sky Race, Pitz Alpine Glacier Trail, Elbrus Race to imponujące osiągnięcia. Które z nich wspominasz najlepiej?

Właściwie każde było wyjątkowe i nie mam swojego faworyta. Każde z nich było na swój sposób pozytywne – piękna podróż koleją transsyberyjską z kilkunastoma znajomymi połączona ze zwiedzaniem oraz poznawaniem obyczajów odległej Syberii podczas Baikal Ice Marathon. Rodzinny wyjazd, niezapomniany doping i energia przekazywana przez żonę i dzieci na trasie Pitz Alpine Glacier Trail czy Ultra Trail Orobie, w końcu smak wysokogórskiej wyprawy na Piku Lenina, również w gronie przyjaciół. I dziś kiedy wspominam te starty, to wspominam również tą wspaniałą atmosferę, która mi wtedy towarzyszyła.

A jak wyglądają obecne treningi i przygotowania do startów w 2017 r.? Tu również masz ambitne cele i kilka naprawdę ciekawych imprez w planach, jak np. Transgrancanaria Marathon czy Everest Marathon.

Transgrancanarię traktuję właściwie jako obóz kondycyjny i oderwanie od naszej zimowej aury. W Hiszpanii zamierzam sporo potrenować skupiając się głównie na wydolności i prędkości, a start w Transgrancanarii traktuję jedynie jako dłuższe wybieganie. Nie nastawiam się absolutnie na wynik a na przygotowanie pod czekający mnie docelowy w tym roku start – Everest Marathon. W połowie marca czeka mnie kluczowy wyjazd do Chile, gdzie 5 kwietnia startuję na dystansie 100 mil podczas Ultra Fiord w Patagonii. To tutaj przez pierwszą część pobytu będę przygotowywać się kondycyjnie w wysokich Andach na północy kraju na granicy z Argentyną, osiągając wysokość 4000 i 5000 m n.p.m. Po powrocie czeka mnie praca nad szybkością w kraju, a następnie wyjazd już na Everest Marathon. Tutaj prócz budowanej przez kilka miesięcy formy kluczową rolę ponownie będzie odgrywać odpowiednia aklimatyzacja, bowiem wysokość znów będzie chciała zrobić swoje. Cały proces przygotowań jest zatem podporządkowany pod start 29 maja. Oczywiście zawody te budzą we mnie wiele emocji i nadal nie do końca wiem, jak mój organizm podda się takim przygotowaniom. To nadal balans na znacznych wysokościach i niemożliwe do przewidzenia, w odróżnieniu do np. startu w UTMB, reakcje organizmu spowodowane choćby ograniczoną ilością tlenu w powietrzu.

Można powiedzieć, że poważną karierę biegową rozpocząłeś dość późno. Skąd wzięła się w Tobie pasja właśnie do biegów górskich?

Paradoksalnie pierwszym biegiem górskim, w którym wystartowałem w ramach treningu przed innymi zawodami, o których za chwilę opowiem, był Bieg Rzeźnika w 2009 roku. Wraz z Arturem Kurkiem ustaliliśmy rekord trasy, a był to jak wcześniej wspomniałem zaledwie trening przed czekającymi mnie za kilka dni zawodami Adventure Racing w Szwecji Explore Sweden Monster – trasa licząca 1126 km, którą pokonaliśmy w 110 godzin zajmując 3. miejsce! Cyfry są niewyobrażalne! Dodając do tego potworne zmęczenie, ciężkie zadania specjalne i tylko 4,5 godzin snu przez ponad 4 dni! Brzmi, jakby każde kolejne zawody miały być już tylko łatwiejsze! Już wtedy stały za mną długie lata naprawdę ciężkich treningów i liczne starty. Bywało, iż w tygodniu na siedem dni miałem kilkanaście treningów. Adventure Racing kosztował wiele czasu, poświęcenia ale również pieniędzy – najlepszy sprzęt w postaci rowerów, rolek, kajaków czy sprzętu wspinaczkowego. I tak po 10 latach startów w AR przerzuciłem się na biegi górskie, do których gorąco namawiał mnie również nasz ówczesny i obecny sponsor Salomon.

W kategoriach wiekowych jesteś już pełnokrwistym weteranem. Czy wciąż widzisz w sobie rezerwy, jakieś pokłady niewykorzystanych cech, żeby dalej się poprawiać?

Zgadza się. Od dwóch lat noszę dumne miano weterena, choć na dobrą sprawę nie zmieniło się nic prócz metryczki. Osobiście jednak uważam, iż jeśli człowiek się zaweźmie, skupi na treningach oraz ma podstawy tężyzny fizycznej sumiennie budowane przez lata to nadal można robić dobre wyniki sportowe nawet do 45. roku życia, a pewnie i dłużej. Jestem przekonany, że jeszcze lepiej mógłbym robić niektóre formy treningowe i być lepiej przygotowanym. Z roku na rok jednak w niektórych aspektach widzę progres i to mnie przede wszystkim motywuje.

red-fox-elbrus-race-fot-piotr-dymus

Piotr Hercog podczas Red Fox Elbrus Race. Fot. Piotr Dymus

Czy w ramach swoich podróży na poszczególne imprezy masz czas, żeby zwiedzić coś poza terenami górskimi? Jak cenne są Twoje wyjazdy i starty z perspektywy podróżnika?

Wyjazdy są dla mnie niemniej ważne jak wynik sportowy. To jest kolejny rok, gdzie staram się dobrać zawody tak by połączyć je z podróżą, fajną przygodą oraz spędzeniem czasu z przyjaciółmi. Jak wspomniałem wcześniej takie chwile pozostają na zawsze w pamięci i tworzą nasz osobisty bagaż wspomnień i doświadczeń. Emocje związane z poznawaniem nowych miejsc, czy startem w zawodach przeżywane wraz z przyjaciółmi potęgują to odczucie. W zwiedzanie z resztą zawsze można wkomponować trening. To się nie wyklucza, a wręcz uzupełnia. Skutkuje również dobrym samopoczuciem oraz rozładowaniem niepotrzebnego stresu i napięcia.

Biegi górskie w ostatnich latach bardzo rozwinęły się w Polsce i zyskały na popularności. Czy osobiście też odczuwasz w jakiś sposób ten trend?

Tak, oczywiście. Widać to po ilościach zawodów biegowych oraz samych trenujących w górach. To zauważalny trend, tak w Górach Stołowych jak i każdym innym masywie. Sporo osób również mnie pozdrawia i zamienia choć zdanie, co świadczy również o tym, że zawodnicy biegów górskich są coraz bardziej rozpoznawalnymi sportowcami. Taki trend oczywiście cieszy.

Oprócz tego, że biegasz, jesteś również trenerem oraz organizatorem imprez. W jakie projekty się angażujesz?

Jestem organizatorem Zimowego Półmaratonu Gór Stołowych, Supermaratonu Gór Stołowych oraz Dolnośląskiego Festiwalu Biegów Górskich. Ten ostatni to prawdziwy festiwal biegów – od dystansów 100, 200 i 400 metrów dla najmłodszych zawodników po obecnie najdłuższy w Polsce Bieg 7 Szczytów liczący 240 km! Pośrednie dystanse 130 km, 110 km, 65 km, 42 km, 21 km oraz charytatywne 10 km sprawiają, iż jest to prawdziwy ogrom logistyczny, w organizację którego zaangażowana jest rzesza zgranych ludzi, z którymi współpracuję od lat. Oprócz tego jestem trenerem personalnym. Prowadzę kilkunastoosobową grupę sportowców, którzy niezależnie zgłosili się do mnie z prośbą rozpisania i zaplanowania indywidualnie treningów biegowych. Współorganizuję również z Magdaleną Łączak oraz Pawłem Dybkiem, czyli członkami Salomon Suunto Team obozy biegowe. Dodatkowo dochodzą zobowiązania wobec sponsorów oraz teamu i tak 120% czasu zostaje wyrobione.

Wielu osobom biegi górskie kojarzą się wyłącznie z dystansami powyżej maratonu. W ramach tegorocznego Supermaratonu Gór Stołowych proponujecie dystans 21 km – czy to ma być wabik na tych, którzy spoglądają z ciekawością na biegi górskie, ale tradycyjne dystanse były dla nich zbyt wymagające?

Wyszliśmy naprzeciw dotychczasowym oczekiwaniom biegaczy. Góry Stołowe są niezwykle urokliwym i urozmaiconym terenem, który wymaga od startującego dużo uwagi, skupienia oraz odpowiedniego przygotowania technicznego. Kilka lat z rzędu bieg utrudniały na dodatek mordercze upały i wiele osób było zmuszonych do zejścia z 50 km trasy. Z roku na rok ze względu również na atmosferę, imprezy towarzyszące oraz urok jaki roztaczają okolice Szczelinca na nasze imprezy przyjeżdżają całe rodziny. Dystans półmaratonu odbywający się dzień po głównym biegu, tj. 2 lipca jest również ukłonem w stronę par biegających. W sobotę jedno z rodziców startuje w Supermaratonie Gór Stołowych na dystansie 50 km, podczas gdy drugie opiekuje się dzieckiem, w niedzielę natomiast role się zmieniają. Ponadto dystans 21 km jest również doskonałą przygodą dla tych, którzy chcą rozpocząć swoją przygodę z biegami górskimi lub tymi co skupiają się na trochę krótszych dystansach.

Czy trasa tego biegu będzie w dużym stopniu różniła się od Zimowego Półmaratonu Gór Stołowych?

Trasa jest identyczna, także uczestnicy Zimowego Półmaratonu Gór Stołowych będą wiedzieć co czeka ich na trasie. Choć w moim odczuciu jest to całkiem inny bieg technicznie, bo zimą mamy całkiem inne warunki.

trening-w-pamirze-fot-piotr-dymus

Trening w Pamirze. Fot. Piotr Dymus

Które biegi górskie w Polsce są według Ciebie najlepiej zorganizowane i mogłyby konkurować z najlepszymi imprezami na świecie?

Tych biegów jest coraz więcej. Można spokojnie by wymienić około 20 doskonale przygotowanych imprez, które mogłyby konkurować z biegami zorganizowanymi na zachodzie. Myślę, że Polacy nie mają się absolutnie czego wstydzić. To nie jest tylko moje zdanie, ale również gościa zeszłorocznego Dolnośląskiego Festiwalu Biegów Górskich Tofola Castanyera, doskonałego biegacza, zapraszanego na wiele imprez biegowych na całym świecie. Był pozytywnie zaskoczony atmosferą festiwalu, pozytywnym przyjęciem, poziomem organizacji oraz aurą roztaczaną zarówno przez biegaczy jak i kibiców.

A czy w Polsce doczekamy się kiedyś biegu na miarę Ultra Trail du Mont Blanc?

Będzie to bardzo ciężkie. Pomijam fakt wsparcia sponsorów, samorządów czy lokalnych grup. Problemem jest zebranie odpowiednich funduszy. Ale… przede wszystkim, paradoksalnie, ogranicza nas teren. By impreza miała porażający efekt wow, jak ma to miejsce w przypadku UTMB bieg ten musiałby odbyć się w jedynych w Polsce górach o charakterze alpejskim. A teraz wyobraźmy sobie wpuszczenie na teren parku narodowego kilku tysięcy biegaczy. Formalnie – nie do przejścia. A to właśnie w UTMB stanowi o jego uroku – malownicza, techniczna trasa. Szczerze mówiąc – nie wyobrażam sobie imprezy na miarę UTMB w Polsce.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *