Średniak, który nigdy nie przegrał – Herb Elliott kończy 80 lat!

Autor: Jakub Karasek • 25.02.2018

herb-elliott

Herb Elliott. Fot. Wikimedia Commons

Jeśli jakiemukolwiek biegaczowi należał się kiedyś w historii przydomek „niepokonany”, to chyba w największym stopniu zasłużył na niego Australijczyk Herb Elliott. Zawodnik ten przez 5 lat kariery w 44 biegach na dystansach 1500 m i 1 mili nie doznał ani jednej porażki. Dzisiaj kończy 80 lat.

Wysoki, szczupły lecz umięśniony, o twarzy wikinga z orlim nosem, z charakterystycznym lekkim krokiem biegowym i przy okazji zawodów niezwykle skupiony na głównym celu – zwycięstwie. Taki własnie w kilku słowach można scharakteryzować Herba Elliotta jako biegacza. Dzięki swojemu charakterowi, biegowemu talentowi i ciężkiej pracy osiągnął status wybitnego milera, o którym nawet dziś niektórzy mówią jako najlepszym w historii.

Kuc i Cerutty, czyli dlaczego Herb zaczął biegać

Już jako dziecko Herb zainteresował się bieganiem, początkowo jednak wcale nie z myślą o sięganiu po najwyższe laury, a jedynie dlatego, że tak do biegania, jak i wielu innych aktywności miał naturalny talent. Oprócz tego młody Elliott grał w futbol australijski, hokeja, wiosłował, uprawiał strzelectwo sportowe, grał na pianinie, a przy okazji był jednym z lepszych uczniów w szkole. O tym, że poświęcił się lekkoatletyce zadecydowały 2 zdarzenia, które wpłynęły na jego życie. Pierwszym i chyba najistotniejszym z nich było spotkanie ze słynnym (chociaż wtedy jeszcze nie aż tak bardzo) Percy Cerutty’m – trenerem, który jak chyba nikt inny potrafił motywować swoich zawodników, budząc jednocześnie całkowicie skrajne emocje w sportowym środowisku. Percy dostrzegł Elliotta podczas zawodów szkolnych, które młokos wygrał z czasem 4:22 na milę. Po tym biegu Cerutty spotkał się z jego rodziną na kolacji podczas której miał stwierdzić, że Herb w ciągu 2 lat będzie w stanie przebiec ten dystans poniżej 4 minut.

Drugie istotne wydarzenie to Igrzyska Olimpijskie w Melbourne w 1956 r. i spektakularne zwycięstwa Władimira Kuca na 5000 m i 10 000 m, które stały się bezpośrednim bodźcem dla siedzącego na trybunach Elliotta do wzięcia się na poważnie za trening. Kuc w obu biegach brutalnie rozprawił się z faworytem Elliotta – Gordonem Pirie, co zaimponowało młodemu Australijczykowi. To podczas biegu na 10 000 m Elliott miał usłyszeć od przyjaciela swoich rodziców zdanie „gdybym miał choć połowę twojego talentu, nie dopaliłbym nawet tego papierosa”.

Pod wpływem wyczynu Kuca Elliott postanowił odwiedzić obóz treningowy Cerutty’ego. Zaledwie tydzień po spotkaniu z wybitnym trenerem młody biegacz dołączył do grupy trenującej w Portsea, opuszczając dom rodzinny. Efekty tej decyzji było widać natychmiastowo. Już w swoim pierwszym starcie pod wodzą nowego trenera Elliott poprawił swój rekord życiowy na milę o 13 sekund, osiągając czas 4:06 w wieku zaledwie 19 lat i ustanawiając w ten sposób rekord świata juniorów. Niedługo potem poprawił ten wynik o 1,6 sekundy, a wkrótce zbliżył się do magicznej bariery 4 minut na milę z wynikiem 4:00,4, pokonując w bezpośrednim starciu starszego o 5 lat Merva Lincolna w mistrzostwach Australii. Zwycięstwo nad tym biegaczem było o tyle istotne, że Lincolna postrzegano jako następcę legendarnego Johna Landy’ego, a na dodatek jego trenera Franza Stampfla przeciwstawiano Cerruty’emu. Obaj panowie zresztą nie ukrywali, że nie darzyli się sympatią. Rywalizacja 2 najlepszych australijskich milerów miała zatem dodatkowy smaczek.

Percy Cerutty. Fot. Getty Images

Mistrz i uczeń – Percy Cerutty i Herb Elliott. Fot. Getty Images

Pierwsze starty jako senior

Kolejny sezon – początek roku 1958 – przyniósł jeszcze jeden fenomenalny wyczyn Elliotta – pokonanie bariery 4 minut na milę. Czas 3:59,9 uczynił go najmłodszym wówczas „czwórkołamaczem” w historii. W kolejnych biegach Herb budował swoją fenomenalną historię odnosząc 2 zwycięstwa nad Lincolnem. Ponieważ jedno z nich przyniosło mu drugi z rzędu tytuł Mistrza Australii, znalazł się w kadrze na Igrzyska Imperium Brytyjskiego i Wspólnoty Brytyjskiej rozgrywane w 1958 r. w walijskim Cardiff.

Przed tym startem odbył jednak jeszcze podróż do Fidżi, Stanów Zjednoczonych i Londynu. Elliott udał się tam w towarzystwie swojego trenera i obaj panowie dali się poznać jako dość rozrywkowi ludzie, poświęcając sporo czasu na zwiedzanie, zabawę i nie stroniąc od wizyt w klubach nocnych czy alkoholu. Mimo tego początkowo Australijczyk imponował formą. W USA wygrał 4 biegi na milę, 3 z nich w czasie poniżej 4 minut, a rezultat z Los Angeles – 3:57,8 był zaledwie o 0,6 sekundy gorszy niż ówczesny rekord świata Dereka Ibbotsona. Dopiero w stolicy Wielkiej Brytanii nadszedł czas na zmianę podejścia, gdy dość intensywny tryb życia spowodował lekki spadek formy i jedną z nielicznych porażek Elliotta w karierze. Jego pogromcami na dystansie 880 jardów byli Brian Hewson i Mike Rawson. Australijczyk odrodził się błyskawicznie – już 10 dni później w finale Igrzysk Imperium Brytyjskiego i Wspólnoty Brytyjskiej na tym dystansie zdobył pierwszy złoty medal. Wyczyn powtórzył także w rywalizacji na milę, pokonując swoich rodaków – Merva Lincolna i Albie’go Thomas’a. Trzeba przyznać, że dwa złote krążki z dużej imprezy międzynarodowej to niezły wynik, jak na debiutanta.

Po zawodach w Cardiff Elliott pozostał w Europie i wystartował jeszcze w 8 innych biegach. Najbardziej spektakularny z nich rozegrano w Dublinie, gdzie oprócz Australijczyka na starcie stanął m.in. ówczesny Mistrz Olimpijski w biegu na 1500 m Ron Delany, zwycięzca biegu na 3 mile podczas Igrzysk Imperium Brytyjskiego i Wspólnoty Brytyjskiej Murray Halberg czy wspominany wcześniej Merv Lincoln. Bieg wzbudzał ogromne zainteresowanie kibiców, ze względu na niesamowitą obsadę oraz fakt, że faworyt gospodarzy – Ron Delany – w trakcie tamtego sezonu przegrał tylko 1 bieg na 1500 m/milę, a jego pogromcą był właśnie Elliott. Irlandczycy liczyli, że na własnym podwórku Delany odegra się za tę porażkę.

Na stadionie, który oficjalnie mógł pomieścić 17 500 widzów zgromadziło się ponad 22 tysiące kibiców, czekając w napięciu na bohaterów dnia. Organizatorzy zdecydowali się otworzyć bramy stadionu także dla tych, którzy nie zmieścili się w przewidzianym limicie, chcąc uniknąć zamieszek.

Mając tak wyśmienitych zawodników na starcie od początku zakładano, że oprócz bezpośredniej walki, ważny będzie również końcowy czas, dlatego do nadawania tempa wyznaczony został Albie Thomas. Miał prowadzić biegaczy na wynik lepszy niż rekord świata Ibbotsona. Ruszył wręcz zbyt mocno, pokonując pierwsze okrążenie w 56 sekund. Drugie 400 m było nieco wolniejsze (62 sekundy), ale na półmetku zawodnicy mieli rekord świata w zasięgu. W trakcie kolejnego kółka Thomas zaczął odczuwać trudy nadawania tempa, a na czoło wysunął się Elliott. Za nim podążył Lincoln, naciskając swojego wielkiego rywala, a na chwilę nawet obejmując prowadzenie. Jednak kiedy do końca zostało 400 m Herb przypuścił atak i stopniowo powiększał swoją przewagę. Lincoln próbował utrzymać dystans, licząc na osłabnięcie lidera, ale nic takiego nie nastąpiło. Młodszy z Australijczyków do samego końca utrzymał doskonałe tempo i poprawił rekord świata o 2,7 sekundy! Czas 3:54,5 był dla biegu na milę nie 1, a 2 krokami w przód dla tej konkurencji. Jednak w wywiadzie po biegu udzielonym Maxowi Robertsonowi, zwycięzca stwierdził, że wierzy iż jest w stanie biegać jeszcze szybciej.

Uważam, że lepiej jest nie wyznaczać sobie konkretnych granic czasowych, limitów ani stawiać barier. (…) Moją ambicją jest poznać granice moich możliwości. Gdybym postawił sobie za cel pokonanie granicy 3:55 na milę, to w momencie kiedy osiągnąłem czas 3:54,5, stwierdziłbym, że skoro już to osiągnąłem, to najwyższy czas pakować manatki. A wciąż uważam, że można ten wynik poprawić.

Po biegu w Dublinie Elliott poszedł za ciosem i równie wyraźnie przesunął granicę rekordu świata na 1500 m, osiągając czas 3:36,0 w Goteborgu. Oprócz tego podczas swojego pobytu w Europie przyczynił się do pobicia rekordu świata na 2 mile, kiedy był pacemakerem dla Albie’go Thomasa. Wybitny biegacz był na ustach wszystkich, nic dziwnego, że wzbudził także zainteresowanie promotorów biegania profesjonalnego, którzy byli gotowi wyłożyć ogromne pieniądze za to, by Elliott zmienił swój status amatora. Proponowano mu za to ćwierć miliona dolarów, ale ze względu na brak wiarygodności przedstawionej oferty, a także perspektywę startu w Igrzyskach Olimpijskich, Australijczyk zdecydował się ją odrzucić.

„Cichy rok” i Igrzyska

Rok 1959 w biografiach Elliotta jest niejako przemilczany, a wszystko za sprawą tego, że nie odnotował w nim żadnych spektakularnych osiągnięć. Był to rok, w którym skupił się na życiu prywatnym, poślubiając swoją wieloletnią miłość i przygotowując się do rozpoczęcia studiów w Cambridge (otrzymał stypendium naukowe od koncernu Shella, w którym pracował i które pozwalało mu na podjęcie studiów od października 1960 r.). W trakcie całego sezonu nie startował zbyt często, ale i tak w biegu na milę osiągnął czas poniżej 4 minut: 3:58,9, co sugerowało, że na pewno nie jest zupełnie bez formy.

Jednak najważniejsze wydarzenie było dopiero przed nim. Igrzyska Olimpijskie w 1960 r. w Rzymie miały okazać się dla Elliotta kulminacyjnym punktem w karierze. Sam zawodnik podszedł do nich na tyle poważnie, że pod koniec grudnia 1959 r. przestał… palić! Przygotowania trwały kilka miesięcy i przez ten czas nie tylko trenował, ale również regularnie startował, odnosząc kolejne zwycięstwa, które z jednej strony budowały jego pewność siebie, z drugiej tworzyły presję jako na murowanym faworycie do złotego medalu. Jednak właściwy sprawdzian formy miał nadejść dopiero w stolicy Włoch.

Po eliminacjach, w których Elliott nie tylko wygrał swój bieg, ale także osiągnął najlepszy czas (3:41,50) Australijczyk mógł skupić się na głównym celu, czyli walce o złoto. Jednak wśród rywali nie brakowało zawodników, którzy mogli mu zagrozić. Wschodząca gwiazda francuskich biegów Michel Jazy czy były rekordzista świata na 1500 m István Rózsavölgyi mogli pokusić się o pokrzyżowanie planów Elliotta. Taktyka Australijczyka uzgodniona z Cerutty’m polegała na tym, by utrzymać się na 4.-5. pozycji przez pierwszą połowę dystansu, a na niecałe 2 okrążenia przed końcem zaatakować i zgubić rywali. Rozwój wypadków na bieżni zmusił jednak faworyta do zmiany planów.

Bieg finałowy na 1500 m w Rzymie rozpoczął się w bardzo szybkim tempie – od początku na czoło wysunął się Michel Bernard pokonując pierwsze okrążenie w czasie na rekord świata. Francuz utrzymał mocne tempo także na 2. kółku, co odebrało faworytowi chęć do przyspieszania zgodnie z wcześniejszym planem. Komentując po latach ten bieg Elliott przyznał, że wcale nie miał świadomości w jakim tempie biegnie.

Przebiegliśmy 2 okrążenia i spiker podawał międzyczasy, ale mówił po włosku, więc nie miałem pojęcia, czy biegniemy szybko czy wolno. Wiedziałem jedynie, że czułem się w tym momencie kompletnie… wyczerpany.

W innym wywiadzie wspominał, że podczas tego biegu w jego głowie kołatały się czarne myśli.

Różnica pomiędzy tym, jak się czułem, a jak byłem postrzegany przez świat była ogromna. (…) Spodziewałem się, że w momencie, kiedy planowałem przypuścić atak w swojej głowie usłyszę coś w stylu „To jest ten moment, ten, na który czekałeś, do którego trenowałeś, moment, w którym odciśniesz swoje piętno na tym wyścigu i udowodnisz, że jesteś najlepszy”. W rzeczywistości w mojej głowie pojawił się głos, który powiedział: „Herb, jesteś wykończony”. To był ten mały, negatywny głos, który atakuje nas każdego dnia, gdy chcemy się poprawić i opuścić strefę komfortu. Jednak częścią treningu sportowca jest nauka tego, jak odeprzeć ten głos, jak go pokonać, zignorować (…). Więc go zignorowałem, choć było blisko. Zawsze jest blisko, bo ten głos jest tak silny.

To pokazuje, że również (a może przede wszystkim) biegacze na najwyższym poziomie muszą zmagać się ze swoimi słabościami i czasami też mają ochotę po prostu odpuścić. Jednak największych mistrzów wyróżnia właśnie umiejętność nie poddania się negatywnym emocjom i przezwyciężenia bólu fizycznego. Tak było w przypadku Elliotta. Pomimo zmęczenia Australijczyk zaczął przesuwać się do przodu i w trakcie 3. okrążenia wyszedł na czoło stawki. Nie wszystko szkło jednak zgodnie z planem – rywale zdołali utrzymać się na jego plecach. Dopiero, gdy rozległ się dzwonek oznaczający początek ostatniego kółka Elliott jeszcze podkręcił tempo i ten ruch okazał się decydujący. Na łuku zaczął budować przewagę, która z każdym kolejnym krokiem nieznacznie rosła. Losy rywalizacji były właśnie w rozstrzygającej fazie.

Biegnąc po przeciwległej prostej ostatniego okrążenia Elliott dostał sygnał od swojego trenera. Przed biegiem Cerutty powiedział swojemu podopiecznemu, że jeśli ten będzie miał szanse na pobicie rekordu świata lub jeśli ktoś z rywali będzie się do niego zbliżał, Percy pomacha ręcznikiem. Co ciekawe, żeby móc przekazać ów sygnał, krzepki 65-latek przeskoczył ogrodzenie dzielące trybuny od stadionu i znalazł się na krawędzi bieżni, skąd chwilę później został zabrany przez służby porządkowe. Jak jednak wspominał Elliott po latach, problem polegał na tym, że kiedy Cerutty informował go o swoich planach, zawodnik był już na tyle skoncentrowany na swoim biegu, że nie do końca pamiętał, co ten sygnał oznacza. Wiedział tylko, że musi przyspieszyć. I widząc swojego trenera machającego ręcznikiem, Herb przyspieszył. Na ostatnich 200 metrach, nie oglądając się za siebie, jeszcze bardziej powiększył dystans nad rywalami, wygrywając z ogromną przewagą. Wysiłek do samego końca został okraszony nie tylko olimpijskim złotem, ale także nowym rekordem świata na 1500 m (3:35,6).

Po minięciu linii mety Australijczyk nie wpadł w euforię ani nawet nie uniósł rąk w geście zwycięstwa. Jak sam przyznał, przede wszystkim odczuł ulgę, że udźwignął ogromną presję bycia stawianym w roli murowanego faworyta do zwycięstwa. Wieczorem po tym biegu również podczas kolacji nie odbyła się żadna wielka feta ani nie strzelały szampany. Dla Elliotta zdobycie olimpijskiego złota kojarzyło się po prostu z uczuciem ulgi.

Zakończenie kariery

Po Igrzyskach Australijczyk rzucił się w wir startów zaliczając 11 biegów w 19 dni na dystansach 880 jardów, 1000 metrów oraz 1500 m i mili. W tym czasie 4-krotnie złamał barierę 4 minut na milę. Wiele osób mogłoby spodziewać się, że ten biegacz przez długie lata będzie dominował w biegach średnich. Elliott miał jednak inne plany. Po zakończeniu sezonu 1960 praktycznie zrezygnował z kontynuowania sportowej kariery. Ścigał się jeszcze przez 2 lata, głównie na uniwersytecie i również wtedy utrzymał swoją passę bez porażek na dystansie 1500 m/1 mili. Ostatecznie w 1962 r. oficjalnie potwierdził, że nie zakończył swoją biegową karierę i nie wystąpi w rodzinnym Perth podczas Igrzysk Impreium Brytyjskiego i Wspólnoty Brytyjskiej.

Z dzisiejszej perspektywy zakończenie kariery sportowej w wieku zaledwie 22 lat może wydawać się czymś niezrozumiałym. Nie wolno jednak zapominać o tym, jak wyglądała lekkoatletyczna scena w latach 50. czy 60. XX w. Zawodnicy za swój wysiłek, poświęcony czas na treningach ani nawet za pobicie rekordu świata nie otrzymywali żadnych nagród pieniężnych, gdyż przyjęcie ich oznaczałoby dyskwalifikację. Takie były realia amatorskiego sportu, na dodatek w Australii przestrzegane szczególnie restrykcyjnie. Mając na utrzymaniu rodzinę i w perspektywie podjęcie studiów, Elliott zdecydował, że osiągnął swój sportowy szczyt i ściganie to dla niego rozdział zamknięty.

 AA404685 cucina 398 420 300 4706 4961 RGB

Herb Elliott z żoną i synem. Fot. Wikimedia Commons

Wiele osób twierdzi, że gdyby Australijczyk pozostał w bieganiu, mógłby jeszcze bardziej wyśrubować najlepsze wyniki w historii. Trzeba jednak pamiętać, że do tego potrzebowałby ogromnej dawki motywacji, a jak sam przyznał po latach, wątpi, że po Igrzyskach w Rzymie potrafiłby mentalnie zmusić się do kontynuowania wymagającego reżimu treningowego oraz rywalizowania na najwyższym poziomie. Być może jego następca na liście rekordzistów świata na milę Peter Snell mógłby być dla Elliotta motorem napędowym i obaj panowie poprzez rywalizację wprowadziliby biegi średnie na jeszcze wyższy poziom, ale tego nigdy się nie dowiemy.

W późniejszym życiu Elliott został spełnionym biznesmenem, był m.in. szefem Pumy na rynek Ameryki Pólnocnej i przez lata pracował w Australijskim Komitecie Olimpijskim, w którym wciąż jest istotną postacią. Dzisiaj, 25 lutego 2018 r. kończy 80 lat.

Herb Elliott to przykład zawodnika, który podczas zawodów potrafił wspiąć się na prawdziwe wyżyny swoich możliwości, nawet, kiedy z treningów wynikało, że nie był w optymalnej formie. Co prawda zdobył „tylko” 1 złoty medal olimpijski, ale w ciągu swojej stosunkowo krótkiej kariery zapracował na to, by określać go mianem jednego z najlepszych, a może i najlepszego milera wszech czasów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisment ad adsense adlogger