Sukcesy Polaków na bieżni!

Autor: Marcin Nagórek • 12.06.2017

Toruń, 03.02.2015. Polka Justyna Święty w biegu na 400 m podczas 1. międzynarodowego halowego mityngu lekkoatletycznego Copernicus Cup w Toruniu, 3 bm. (gj) PAP/Tytus Żmijewski

Kolejna seria mityngów stadionowych przyniosła zwycięstwa oraz znakomite wyniki polskich biegaczy i biegaczek. W Diamentowej Lidze w Rzymie wygrywa Adam Kszczot, w Polsce rozegrano memoriał Kusocińskiego.

Sezon biegów na stadionie pozostaje w pełnym rozkwicie i zawody w czerwcu rozgrywane są co kilka dni, niekoniecznie w weekendy. Przykładem niech będzie kalendarz startowy Adama Kszczota, który w ciągu sześciu dni czerwca wystartował trzykrotnie: W Radomiu, Rzymie i Szczecinie. Adam jest przy tym autorem największego na razie sukcesu polskiego biegacza tego lata: zwycięstwa w prestiżowym mityngu Diamentowej Ligi. Taki wynik należy docenić, bo to ranga porównywalna z piłkarską Ligą Mistrzów.

8 czerwca w Rzymie Polak starł się z niemal całą światową czołówką, w tym mocnymi Kenijczykami – Kipyegonem Bettem i Elijahem Manangoi. Po raz kolejny okazało się, że w momencie, gdy bieg nie jest prowadzony przez „zająca” (W Rzymie prowadzący bieg zawodnik ruszył za mocno i uciekł od razu całej stawce), Adam pokazuje dojrzałość taktyczną, umiejętność odnalezienia się w tłumie oraz piorunujący finisz. W biegach na imprezach mistrzowskich to cechy konieczne do zdobywania medali. Wynik nie był porywający – 1.45,96, ale właśnie w takich wyścigach Polak jest najskuteczniejszy. Jego słabszą stroną w ostatnich latach była skuteczność w mocniejszych biegach, gdy na mecie zwycięzca osiąga 1:43 lub 1:44. Właśnie w takich okolicznościach Adam nie awansował do finału olimpijskiego w Rio de Janeiro – stając się najszybszym w historii biegaczem, który nie wyszedł z półfinału. Pozostaje mieć nadzieję, że w tym sezonie nasz biegacz będzie równie skuteczny w szybkich biegach albo że rywale podczas mistrzostw świata zdecydują się rozegrać rywalizację w spokojniejszym, szarpanym tempie, które odpowiada Kszczotowi. W takich okolicznościach Polak jest jednym z najskuteczniejszych średniodystansowców świata.

Już dwa dni później Adam biegał w Szczecinie podczas memoriału Janusza Kusocińskiego. Odezwało się prawdopodobnie zmęczenie, bo tutaj lepszy okazał się Marcin Lewandowski. Pojedynki dwóch znakomitych polskich 800-metrowców były w ostatnich latach fascynujące, ale zdecydowaną przewagę miał ostatnio Adam. Tym razem Marcin odgryzł się, wygrywając 1:47,06 do 1:47,55. Co jednak ciekawe, Marcin Lewandowski, mimo już czterech startów na koronnym dystansie 800 metrów, nadal nie ma minimum na mistrzostwa świata. To dla niego niecodzienna sytuacja i można się zastanawiać, czy to obniżka formy czy może przygotowanie do bardziej serio ścigania się na 1500 metrów, skutkujące lekkim spadkiem formy na dystansie krótszym? A może po prostu brak okazji? Wszystkie biegi, w których startował Marcin, były dość słabo rozprowadzone, z relatywnie wolnymi pierwszymi okrążeniami. Podczas biegu w Bostonie Polak przegrał jednak z rywalem, który do tej pory był znacznie poniżej jego klasy – Kanadyjczykiem Brandonem McBridem. Może to być pewnym sygnałem alarmowym, chociaż z drugiej strony Marcin Lewandowski był zawsze najlepszy nie w szybkich biegach na początku sezonu, ale w przygotowaniu do docelowego startu.

Nieco w cieniu Adama Kszczota w Diamentowej Lidze w Rzymie pokazała się Angelika Cichocka. Polka, będąca przecież wicemistrzynią Europy w hali na 1500 metrów i mająca już za sobą zwycięstwo w Diamentowej Lidze w zeszłym roku, długo zmagała się z kontuzją kolana. Wydawało się, że zima była stracona, tymczasem praca nad ogólną siłą i odpoczynek od ścigania zaowocowały znakomitym wynikiem w Rzymie – życiówką 4:01,84. Dało to dopiero 6. miejsce w mityngu, ale jest wypełnieniem minimum na mistrzostwa świata oraz efektownym zwycięstwem nad drugą Polką, Sofią Ennaoui. Sofia w ostatnich miesiącach wyrastała na zdecydowaną liderkę polskiego 1500 metrów, tymczasem w Rzymie była prawie 4 sekundy za Angeliką. W biegach średnich to przepaść. Wygląda więc na to, że na każdym dystansie średnim mamy w Polsce dość mocną obsadę i rywalizację. Na 800 metrów mężczyzn – Adam Kszczot i Marcin Lewandowski, na 800 metrów kobiet – Joanna Jóźwik, Sofia Ennaoui i Angelika Cichocka, na 1500 metrów kobiet – Ennaoui i Cichocka.

Ciekawa jest sytuacja na 1500 metrów mężczyzn. Ten tradycyjnie słaby w ostatnich latach dystans w wykonaniu Polaków doczekał się nowej nadziei – Michała Rozmysa. 5 czerwca w Pradze Rozmys ustanowił młodzieżowy (zawodnicy poniżej 23. roku życia) rekord Polski na tym dystansie – 3:36,37. Co więcej, tylko pięciu Polaków w historii biegało szybciej. Michał jest więc nową polską nadzieją biegów średnich. Ma zdecydowanie najlepsze warunki fizyczne ze wszystkich naszych średniodystansowców: jest wysoki, mocny, dobrze zbudowany, co daje nadzieje na odporność na kontuzje. W Memoriale Kusocińskiego, który odbył się w niedzielę, to właśnie Michał Rozmys zajął 3. miejsce na 800 metrów, tuż za Adamem Kszczotem. Nieco słabszy sezon zalicza za to kolejna wielka nadzieja, czyli Mateusz Borkowski – w Memoriale Kusocińskiego dopiero ósmy.

A propos Memoriału – ten wielki kiedyś mityng biegowy przeżywa obecnie swój upadek. Janusz Kusociński, jeden z największych polskich długodystansowców, patronował przez lata najszybszym biegom długim rozgrywanym na polskiej ziemi. Tradycyjnie odbywał się w Warszawie, a bieg memoriałowy na 3000 lub 5000 metrów był ozdobą rywalizacji. Niestety, obecnie mityng zmienił się głównie w rywalizację rzutową, a na bieżni poza biegiem na 800 metrów niewiele się działo. Nadal jest formalnie rozgrywany bieg memoriałowy, na 3000 metrów, ale jego poziom był bardzo niski. Sam mityng został zesłany do Szczecina, bo w Warszawie zabrakło chętnych na jego organizację. Doszło do tego, że lokalne mityngi w Radomiu czy Łomży mają obecnie wyższą rangę i są rozgrywane w lepszej obsadzie niż była duma polskiej lekkoatletyki.

Ostatnia dobra wiadomość nadeszła z holenderskiego Hengelo. Justyna Święty wygrała tu bieg na 400 metrów, uzyskując bardzo dobry wynik – 51 sekund i 15 setnych. Tak szybko żadna Polka nie biegała od 30 lat i jest to trzeci wynik w historii lekkiej atletyki, jednocześnie także drugi w tym roku czas w Europie. Odnosząc go do tabel światowych – potęgami są tu USA i Jamajka, ale urwanie jeszcze pół sekundy i powtarzanie tego wyniku regularnie daje realne szanse nawet na medal mistrzostw świata! Tym samym Justyna Święty wspina się do czołówki światowych 400 metrów – 51,15 daje obecnie 15. miejsce na tegorocznej liście najszybszych. Polka ma szansę zostać pierwszą polską gwiazdą sprintu od kilkudziesięciu lat – nie licząc biegów płotkowych, gdzie jedną z najlepszych na świecie (i medalistką mistrzostw świata) była Anna Jesień. Byłoby to wielkie osiągnięcie, bo o ile Polki od czasu do czasu liczyły się w Europie, potrafią też powalczyć w sztafecie, tak indywidualnych sukcesów nie mieliśmy w sprintach od lat 80. XX wieku. Podobnie stare są rekordy Polski. Ba, rekord Polski na 400 metrów pochodzi jeszcze z 1976 roku i należy do Ireny Szewińskiej. I swoją drogą, dawałby medal praktycznie każdych mistrzostw świata i Igrzysk Olimpijskich w ostatnich 20-30 latach. Miejmy nadzieję, że Justyna Święty będzie gwiazdą podobnego formatu.

Komentarze