Archiwa tagu: maraton w Londynie

londyn_women

Virgin Money London Marathon 2018: czy w niedzielę odbędzie się najmocniejszy maraton w historii?

londyn_women

Już w tę niedzielę czeka nas wiele emocji związanych z Virgin Money London Marathon 2018. Fot.: virginmoneylondonmarathon.com/en-gb/news-media/gallery

Eliud Kipchoge, Kenenisa Bekele, Mohammed Farah, Daniel Wanjiru, Guye Adola, Mary Keitany, Tirunesh Dibaba, Rose Chelimo, Vivian Cheruiyot, Mare Dibaba, Tigist Tufa – to tylko kilka nazwisk biegaczy i biegaczek, którzy w niedziele wezmą udział w jednym biegu. Virgin Money London Marathon 2018 będzie niewątpliwie jednym z najmocniej obsadzonych w historii biegów na królewskim dystansie.

Plejada gwiazd, jaka w tym roku stanie na starcie londyńskiego maratonu może przyprawić o prawdziwy zawrót głowy. Niewątpliwie największe emocje budzi start Eliuda Kipchoge, uważanego przez wielu za najlepszego maratończyka wszechczasów. W jego biegowym CV brakuje w tym momencie tylko rekordu świata. Przy okazji każdego startu Kenijczyka kibice zastanawiają się, czy pobiegnie szybciej niż 2:02:57. Aktualny rekordzista londyńskiej imprezy zapowiada jednak, że w niedzielę interesuje go przede wszystkim zwycięstwo, a czas jest sprawą drugorzędną. Być może w ten sposób chce zdjąć z siebie presję na bicie rekordu świata. Paradoksalnie, może okazać się, że aby spełnić tę zapowiedź będzie musiał pobiec najszybciej w karierze, gdyż wśród rywali nie brakuje wielkich nazwisk. Przykładem może być Etiopczyk Kenenisa Bekele, który otwarcie zapowiada, że planuje atak na rekord świata. W czołówce prawdopodobnie od początku ruszy ubiegłoroczny zwycięzca maratonu w Londynie Daniel Wanjiru. Całkowicie nieprzewidywalny jest również Guye Adola, czyli zawodnik, który dostarczył wielu emocji kibicom podczas ostatniego maratonu w Berlinie, próbując uciekać Eliudowi Kipchoge. W stawce jest również słynny Brytyjczyk Mohammed Farah, który bardziej niż o zwycięstwo, powinien walczyć o poprawę rekordu Wielkiej Brytanii, należącego od ponad 30 lat do Steve’a Jonesa.

london_men

W rywalizacji mężczyzn po raz 4. w bezpośrednim maratońskim starciu zmierzą się Kenenisa Bekele i Eliud Kipchoge. Jak dotąd 3 razy górą był ten drugi. Fot.: virginmoneylondonmarathon.com/en-gb/news-media/gallery

Pasjonująco zapowiada się także rywalizacja kobiet. Na liście startowej mamy m.in. 2. i 3. najszybszą maratonkę w historii: Mary Keitany oraz Tirunesh Dibabę. Chociaż życiówki obu zawodniczek są dość dalekie od rekordu świata (2:15:25 vs 2:17:01 i 2:17:56), to trzeba pamiętać, że Keitany i Dibaba swoje wyniki osiągały biegnąc wyłącznie z kobietami, zaś Paula Radcliffe, ustanawiając najlepszy czas w historii własnie w Londynie, korzystała z męskich pacemakerów. Tym razem Kenijka i Etiopka również będą miały do dyspozycji mężczyzn nadających tempo, co oznacza, że mogą pokusić się o jeden z najlepszych, a być może nawet i najlepszy rezultat w maratonie w historii. Jest to o tyle niespotykana sytuacja, że w ostatnich latach wydawało się, że kobiecy rekord jest i jeszcze długo pozostanie poza zasięgiem jakiejkolwiek biegaczki. Chociaż szanse na jego poprawę nie są duże, to sam fakt, że dopuszcza się taką możliwość stanowi nową jakość w kobiecym maratonie.

Pozostałe zawodniczki raczej nie liczą się w kontekście walki o rekord świata. Nie oznacza to jednak, że Mistrzyni Świata Rose Chelimo, była Mistrzyni Świata Mare Dibaba, zwyciężczyni maratonu w Berlinie Gladys Cherono, Mistrzyni Olimpijska na 5000 m i Mistrzyni Świata na 10 000 m Vivian Cheruiyot czy zwyciężczyni maratonu w Londynie z 2015 r. Tigist Tufa nie będą liczyły się w walce o najwyższe pozycje. Jeśli 2 najmocniejsze na papierze rywalki zaczną zbyt mocno i nie wytrzymają tempa, sprawa zwycięstwa pozostaje otwarta.

Czynnikiem, który może nieco popsuć plany zawodniczek i zawodników myślących o rekordowych wynikach może okazać się pogoda. Na niedzielę zapowiadane są w Londynie nawet 23 stopnie Celsjusza, co na pewno nie stworzy idealnych warunków do szybkiego biegania. Jednak, mając na uwadze ostatnie emocje związane z pogodą i niespodziewanymi rozstrzygnięciami maratonu w Bostonie, wysoka temperatura paradoksalnie może okazać się czynnikiem zwiększającym poziom emocji i niespodzianek. Bez względu na to, czy w niedzielę padną rekordowe osiągnięcia, Virgin Money London Marathon 2018 zapowiada się niezwykle interesująco. Transmisja z biegu będzie do obejrzenia od godz. 9:00 w niedzielę 22 kwietnia w kanale Eurosport 1.

fot: Getty Images

Rekordowy maraton kobiet w Londynie [PODSUMOWANIE]

fot: Getty Images

fot: Getty Images

Niedzielny maraton w Londynie okazał się przełomowy, jeśli chodzi o biegi kobiece. Wynik 2:17:01 to rekord świata w rywalizacji samych kobiet. Zwyciężczynią została Kenijka Mary Keitany.

Do tej pory wydawało się, że dwa rekordy świata Pauli Radcliffe – 2:15:25 z udziałem mężczyzn i 2:17:42 w biegu samych kobiet – są kompletnie nie do ruszenia. Od lat kibice i analitycy zastanawiają się, dlaczego tak jest. Padały oskarżenia o doping, ale po niedzielnym maratonie w Londynie wydaje się, że chodzi o coś innego. Ścisła czołówka kobiet jest dużo węższa niż mężczyzn, ze względu na problemy kulturowe w Afryce. W efekcie kobiety do tej pory po prostu nie musiały biegać bardzo szybko, żeby wygrywać największe biegi. O ile mężczyźni wciąż poruszają się w okolicach rekordu świata, tak u kobiet do bycia w ścisłej czołówce światowej wystarczał wynik o 4-5 minut wolniejszy niż aktualny rekord. Z czasem narastał też efekt psychologiczny – wynik Pauli Radcliffe jest niepokonany tak długo, że kolejne pokolenia biegaczek mogły wierzyć, że nie da się tego zrobić.

Po niedzieli wiele może się zmienić, bo z pewnością pękła bariera psychologiczna. Kenijka Mary Keitny wygrała maraton w Londynie z nowym rekordem świata w biegu samych kobiet – 2:17:01. Na drugim miejscu słynna Etiopka Tirunesh Dibaba, która pokazuje, co mogą zdziałać na ulicy szybcy ścigacze z bieżni. W pierwszym maratonie uzyskała wynik 2:20:34, w drugim – 2:17:56, i to z przerwą techniczną. Zaskoczeniem były jednak nie tylko wyniki, ale i styl ich uzyskania. Keitany ruszyła w tempie, które wydawało się absolutnie samobójcze. Zresztą do pewnego stopnia było – towarzyszące jej biegaczki zostały zniszczone tempem i skończyły daleko z tyłu – np Florence Kiplagat była 9. z czasem 2:26:25. Pierwsze 5 kilometrów, lekko z górki, Kenijka pokonała w czasie 15:31, co oznaczało tempo na 2:12 w maratonie! Dodajmy, że są to okolice corocznego minimum na mistrzostwa świata na 5000 metrów…

Dalej nie było wcale wolniej – 10 kilometrów w czasie 31:17 – rekord Polski jest ponad 20 sekund słabszy, oczywiście na samą dychę… To wciąż oznaczało tempo 3:08/km, bieg na wynik równo 2:12:00. A dodajmy jako kontekst, że od 2:17:42 Pauli Radcliffe, uzyskanego w 2005 roku, najszybszym wynikiem kobiecym uzyskanym kiedykolwiek na świecie było 2:18:37, właśnie Mary Keitany, z 2012 roku, także w Londynie. Paula Radcliffe w biegu na 2:15:25 zrobiła negative splits, czyli pobiegła drugą połowę szybciej od pierwszej. Oznacza to, że Mary Keitany biegła w niedzielę tak szybko, jak żadna kobieta przed nią. W połowie miała wciąż międzyczas na absolutny rekord świata – 1:06:54 (Paula Radcliffe dla porównania – 1:08:02, rekord Polski w półmaratonie kobiet jest ponad 3 minuty słabszy niz międzyczas Kenijki). Każda kolejna piątka była jednak wolniejsza, co pokazywało, że jest duże ryzyko zderzenia z maratońską ścianą. Tymczasem z tyłu cztery kolejne biegaczki pokonały półmaraton w czasie szybszym niż Radcliffe w swoim rekordzie świata. Takiego ataku w kobiecym maratonie nie mieliśmy nigdy.

Nadszedł moment, kiedy wydawało się, że Keitany mocno zapłaci za swoją próbę. Co ciekawe, towarzysząca jej jako „zając” rodaczka pobiegła po drodze życiówki na 10 km i w półmaratonie. Po 25 kilometrach Mary była już sama i chociaż 30 kilometrów pokonała w czasie nowego rekordu świata na tym dystansie, zwalniała coraz bardziej. Z tyłu tymczasem do ataku ruszyła Tirunesh Dibaba, najbardziej utytułowana biegaczka długodystansowa w historii, m.in. 3-krotna złota medalistka olimpijska i 5-krotna mistrzyni świata na dystansach 5000 i 10 000 metrów. Etiopka biega pięknym, długim krokiem i coraz bardziej zbliżała się do Kenijki. Towarzyszące jej wcześniej biegaczki zaczęły mocno zostawać. Nastąpił jednak dramat – Dibaba zaczęła mieć problemy z żołądkiem. Kilkukrotnie wymiotowała w biegu, a w pewnym momencie zupełnie się zatrzymała, skuliła i także zwymiotowała. To jednak nie do wiary – po tym wszystkim Etiopka wstała, rozpędziła się i dobiegła do mety nadal pięknym krokiem, uzyskując wynik 2:17:56. Na dogonienie Keitany nie było już jednak szans. Kenijka dotrwała do końca i na finiszu znowu przyspieszała. Na mecie fantastyczne 1:17:01, dzięki któremu umocniła się na drugim miejscu jako najszybsza kobieta w historii maratonu.

Vivian Cheruiyot podczas Mistrzostw Świata w 2015 r. Fot: By Erik van Leeuwen, attribution: Erik van Leeuwen (bron: Wikipedia). - erki.nl, GFDL, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=42620510

Vivian Cheruiyot podczas Mistrzostw Świata w 2015 r. Fot: By Erik van Leeuwen, attribution: Erik van Leeuwen (bron: Wikipedia). – erki.nl, GFDL, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=42620510

Przy lepszym rozłożeniu tempa w zasięgu był nawet absolutny rekord świata i po raz pierwszy od dawna Paula Radcliffe nie może spać spokojnie. Tym bardziej, że Londyn nie jest najłatwiejszą trasą – ma sporo podbiegów i zakrętów, mówi się, że w płaskim Dubaju można urwać z tych wyników 2-3 minuty. To oznacza absolutnie fantastyczny scenariusz, że Keitany w odpowiednich warunkach mogłaby uzyskać w maratonie czas rzędu 2:12. Biegaczka z Kenii ma 35 lat i jest matką dwójki dzieci, co odróżnia ją od kontrowersyjnych, trans-genderowych zawodniczek takich jak Caster Semenya w biegu na 800 metrów. W przypadki zawodniczki z RPA można jej zarzucać, że ma za wysoki poziom testosteronu. Keitany jest w stu procentach zwykłą kobietą i pokazuje, jak szybko można biegać mimo tego.

ZOBACZ TEŻ: LONDON MARATHON. BEKELE PRZEGRYWA [PODSUMOWANIE BIEGU MĘŻCZYZN]

Za plecami dwóch bohaterek w Londynie toczył się „zwykły” bieg, taki jak na każdym innym dużym maratonie. Trzecie miejsce zajęła doświadczona Etiopka Aselefech Mergia z już dużo słabszym wynikiem – 2:23:08. Kenijka Vivian Cheruyiot była czwarta z 2:23:50. A 5. i 6. miejsce zajęły biegaczki, które postawiły na równe tempo – Australijka Lisa Weightmann (2:25:15) i Amerykanka Laura Thweatt (2:25:38). Biegu nie ukończyła 43-letnia Brytyjka Jo Pavey, która jest zdecydowanie mocniejsza na bieżni niż na ulicy.

Bieg w Lonydnie jest pełen ciekawostek, np Tirunesh Dibaba została najszybszą w historii biegaczką, która nie wygrała biegu. Z czasem 1:27:56 zająć drugie miejsce, to już lekki pech. Padł rekord świata na 30 kilometrów i oczywiście najszybsze w historii maratońskie międzyczasy na 5 i 10 km oraz w półmaratonie.

Wyniki maratonu w Londynie w rywalizacji kobiet

Ile maratonów ukończyłaś/eś?
CC BY-SA 2.0 Flickr.com/Katie Chan

Maraton w Londynie: Bekele przegrywa! [PODSUMOWANIE]

CC BY-SA 2.0 Flickr.com/Katie Chan

CC BY-SA 2.0 Flickr.com/Katie Chan

Męski maraton w Londynie zakończył się sporą niespodzianką – porażki doznał słynny Etiopczyk Kenenisa Bekele, a czas zwycięzcy był wyjątkowo słaby jak na Londyn – 2:05:48.

Bieg w Londynie zaczął się mocnym uderzeniem – pierwszą piątką pokonaną w 14:11, czyli w tempie na 1:59. Biorąc pod uwagę przedstartowe zapowiedzi Etiopczyka Kenenisy Bekele, który mówił o możliwym rekordzie świata, zapowiadał się fantastyczny bieg. Ostatecznie jednak zbyt mocny początek pogrzebał niemal wszystkich faworytów i w końcowej fazie zwyciężył ten, który osłabł najmniej – Kenijczyk Daniel Wanjiru. Wcześniej doszło jednak do fascynującego pojedynku z Kenenisą Bekele.

Zwarta grupa biegaczy schowana za trzema „zającami” pokonała 10 kilometrów w czasie 28:51, czyli tylko o kilka sekund wolniej niż zwycięzca mocnego biegu na dychę, rozgrywanego tego samego dnia w Warszawie obok Orlen Maratonu. Tempo powoli spadało, ale po połowie było nadal mocne, biegacze zameldowali się 1:01:41 po starcie. Nadal istniała szansa na rekord świata. Wtedy doszło jednak do szarpnięcia tempa, które pogrzebało niemal wszystkich. Kenenisa Bekele nie ruszył z atakującą piątką zawodników, tylko dalej biegł swoim tempem. Czołówka pięć kilometrów od 20 do 25 pokonała w 14 minut i 40 sekund. Wcześniejsza piątka została pokonana w 14:51. Po 30 kilometrach zaczęło się jednak wiele dziać. Niemal wszyscy biegacze ze ścisłej czołówki zaczęli odczuwać trudy biegu, szczególnie szalonego początku. Po kolei zwalniali, a Kenenisa Bekele mijał jednego za drugim i wkrótce awansował na pozycję wicelidera. Analiza międzyczasów pokazuje, że on także zwolnił, ale nieco mniej niż inni. Kolejne piątki od 25. kilometra pokonał w 15:22, 15:19 i 15:22. Porównajmy to z wicemistrzem olimpijskim, Etiopczykiem Feyisą Lilesą, który długo biegł na czele: 15:11, 16:28, 19:40! Straszliwa ściana dopadła biegacza tak mocno, że ostatnie 2,2 kilometra pokonał w średnim tempie 4:27/km i zakończył rywalizację na 12. miejscu z czasem 2:14:12. Dla porównania, pierwsze 5 kilometrów przebiegł w tempie 2:51/km.

Słabo było też z mistrzem świata, Ghirmayem Ghebreslassie, który ostatnie 2 kilometry biegł ze średnią 3:49/km. Ofiar było więcej – Etiopczyk Tilahun Regassa, który trzymał się czołówki przez pierwsze szybkie 5 kilometrów, biegnąc na złamanie 2 godzin, skończył na 26. miejscu z wynikiem 2:18:53, przez ostatnie 7 kilometrów utrzymując średnie tempo powyżej 4:00/km, w tym ostatnie 2 km na 4:22/km. Jego rodak Tesfaye Abera, z życiówką 2:04:24, pobiegł w Londynie 2:16:09, mimo pokonania po drodze półmaratonu w 1:02:45. Królem „positive splitu” był jednak Regassa, którego połówki są imponujące – 1:01:42 i 1:17:11. Proszę sobie wyobrazić ból tego odważnego biegacza…

Tymczasem na czele biegu doszło do fascynującego pojedynku. Kenenisa Bekele zbliżał się coraz bardziej do prowadzącego Daniela Wanjiru. W pewnym momencie przewaga wyniosła tylko trzy sekundy, a oglądający się wciąż Kenijczyk wyglądał nie za dobrze. Bekele wykonywał za to dziwne ruchy ręką, nie wiadomo, czy machał do kibica, czy tylko usiłował pozbyć się kolki albo rozciągnąć barki. Zmęczenie Kenijczyka było jednak pozorne. Wanjiru wyczekał jak lis na odpowiedni moment. Kiedy zmęczony pościgiem Bekele był już bardzo blisko, Kenijczyk mocno ruszył ostatnie dwa kilometry. Bekele nie miał odpowiedzi, chociaż wydawało się, że na ostatnich 600 metrach odpali jeszcze swój legendarny finisz. Początek biegu był jednak zbyt szybki, ostatnie 12 kilometrów biegu Kenenisa pokonał powyżej tempa 3:00/km. To nie był Berlin, gdzie na finiszu przyspieszył do poniżej 2:50/km. Na mecie stracił do zwycięzcy 9 sekund i był wyraźnie wściekły. W wywiadzie powiedział, że problemem w biegu były nowe buty Nike, które przyczyniły się do powstania odcisków, przez co nie biegł odpowiednio rozluźniony.

Daniel Wanjiru, który wygrał w czasie 2:05:48, nie jest spokrewniony z nieżyjącym mistrzem olimpijskim w maratonie. Dla Kenijczyka to największy sukces w życiu po wcześniejszym zwycięstwie w Amsterdamie oraz półmaratonie w Pradze. Jest on typowym przykładem współczesnego ulicznego łowcy nagród z Kenii – nigdy w życiu nie startował na bieżni. Rekordy na krótkich dystansach ma jednak imponujące – 27:43 na 10 kilometrów i 59:20 w półmaratonie. Do życiówki maratońskiej – 2:05:21, zabrakło w Londynie niecałe 30 sekund.

Trzecie miejsce zajął fenomenalny debiutant, Kenijczyk Bedan Karoki, wicemistrz świata w półmaratonie. Jego pierwszy maraton trzeba uznać za udany. Mimo szaleńczego początku ukończył go na wysokim miejscu z niezłym czasem – 2:07:41. Do ogromnej niespodzianki doszło dalej w stawce, w mistrzostwach Wielkiej Brytanii. Startujący z amatorami Josh Griffiths, lokalny zawodnik, osiągnął czas 2:14:49 i uzyskał minimum na mistrzostwa świata. Dla porównania, polskie minimum to 2:11:15, kompletnie zniechęcające najlepszych polskich maratończyków nawet do próbowania. Warto zwrócić uwagę, że klubowe bieganie w Wielkiej Brytanii stoi na bardzo wysokim poziomie. Kolejni biegacze osiągali czasy 2:16, 2:17, 2:17, 2:17, 2:17, 2:19 i są to zwykle typowi amatorzy, trenujący po pracy lub łaczący bieganie ze studiami. Zawstydzili swoich słynnych kolegów z reprezentacji, odnoszących do niedawna duże sukcesy – Andrew Lemoncello, który po połówce w 1:06:21 zakończył rywalizację z wynikiem 2:24:11 i Chrisa Thompsona (1:06:42 i 2:24:11).

Wyniki maratonu w Londynie.

W poniższym wideo obejrzysz finisz Wanijru i Bekele:

Eliud Kipchoge i Stanley Biwott świętują na mecie Maratonu Londyńskiego 2016. Fot. PAP

Niezwykłe emocje w maratonie w Londynie

Eliud Kipchoge i Stanley Biwott świętują na mecie Maratonu Londyńskiego 2016. Fot. PAP

Eliud Kipchoge i Stanley Biwott świętują na mecie Maratonu Londyńskiego 2016. Fot. PAP

Maratoński pojedynek gigantów w Londynie nie rozczarował. Niewiele zabrakło do rekordu świata, a sam bieg obfitował w dramatyczne wydarzenia i zaskakujące zwroty akcji.

Jak pisaliśmy w zapowiedzi, tegoroczny maraton w Londynie zapowiadał się na bieg wszech czasów. I tak rzeczywiście było. W maratonach zdarza się, że zbyt duża liczba mocnych biegaczy obniża jakość wyścigu. Faworyci są ostrożni i czekają na to, co zrobią rywale. Tym razem sytuacja rozwinęła się inaczej. Od startu najlepsi maratończycy świata: Eliud Kipchoge, Wilson Kipsang, Dennis Kimetto, Stanley Biwott i Kenenisa Bekele rzucili się do wściekłego ataku. Pierwsze 5 kilometrów, lekko spadkowe, pokonali w tempie na 2 godziny w maratonie – w 14 minut i 16 sekund. Tempo było tak mocne, że rady nie dawali wynajęci „zające” – Eliud Kipchoge musiał ich kilkukrotnie poganiać, żeby wyszli na prowadzenie. Grupa biegaczy mimo niezwykłego tempa nie była mała. W czołówce pozostawał jeszcze mistrz świata, Erytrejczyk Ghirmay Ghebreslassie oraz Etiopczycy: Sisay Lemma, Tilahun Rgassa oraz Abera Kuma.

Po dziesięciu kilometrach tempo niewiele spadło – 28:37, wciąż był to bieg na rekord świata. Jedenastoosoboowa czołówka pozostawała bez zmian. Wydarzył się jednak pierwszy upadek – na ziemi znalazł się były rekordzista świata Wilson Kipsang. Jego kolano po biegu wyglądało jak tatar.

Kolano Kipsangawww.wilson-kipsang.com

Do półmetka dotarło jeszcze ośmiu biegaczy i jeden „zając”. Międzyczas 1:01:24 jest najszybszy w historii maratonu i wciąż zapowiadał rekord świata. Wilson Kipsang mimo upadku pozostawał w czołówce, ale problemy zaczął mieć aktualny rekordzista świata, Dennis Kimetto. Aktywny był Eliud Kipchoge, znakomicie wyglądał też rekordzista świata na 5000 i 10 000 metrów, Etiopczyk Kenenisa Bekele.

Jak się okazało po biegu, Bekele biegł szaleńczo mimo bardzo ograniczonych przygotowań. W 2015 odpuścił zupełnie bieganie i zrobił 11 miesięcy przerwy, żeby wyleczyć kontuzję ścięgna Achillesa. Dopiero w styczniu zaczął się ruszać, a prawdziwy trening zaczął 7 tygodni przed biegiem! Gdy trener powiedział mu, że może ruszyć w Londynie ze słabszą grupą, Etiopczyk odpowiedział, że nie jest psychicznie gotowy, żeby biec ze słabymi zawodnikami. Wystartował więc w rekordowym tempie i zapowiadało się, że może nawet wygrać. Po 25 kilometrach wydarzył się jednak drobny wypadek, który pokrzyżował mu plany. Kenenisa cały czas miał problemy z łapaniem napojów – opuścił pięć punktów żywieniowych. Na 25. kilometrze koniecznie chciał się napić, musiał więc mocno zwolnić, niemal się zatrzymać. Czołówka od razu mocno odskoczyła. Co zrobił mistrz bieżni? Mimo tempa na rekord świata jeszcze bardziej przyspieszył i dogonił pierwszych zawodników. Ten zryw kosztował go jednak zbyt wiele i kilka kilometrów dalej Bekele zaczął odstawać. Ostatecznie dobiegł do mety na trzecim miejscu z czasem 2:06:36, który i tak można uznać za bardzo dobry.

Na tym etapie wyścigu liczyło się już głównie dwóch biegaczy. Eliud Kipchoge i Stanley Biwott. Ten pierwszy w maratonie przegrał tylko raz w życiu i do pokonania go potrzebne było ustanowienie rekordu świata. Drugi to zeszłoroczny zwycięzca z Nowego Jorku. W okolicach 35. kilometra zaprzepaszczono szanse na rekord świata. Biegacze zaczęli się nieco czaić, przyglądać sobie, oceniać szanse zwycięstwa. Kipchoge zachęcał Biwotta do prowadzenia, ten wolał zostać z tyłu. Dopiero na kilku ostatnich kilometrach Eliud Kipchoge mocno ruszył. Biegł dynamicznym, szybkim krokiem, doskonałym technicznie, odbijając się ze śródstopia, jak na bieżni. Nic dziwnego, jest to przecież były mistrz świata na 5000 metrów. Biwott został z tyłu, a Kipchoge ku swojemu zaskoczeniu dopiero na ostatniej prostej zobaczył, jak blisko jest rekordu świata. Na zryw było już za późno, chociaż finisz był sprinterski. Ostatecznie na mecie czas 2:03:05, drugi w historii na regulaminowej trasie, tylko 8 sekund wolniej od rekordu świata. Ale styl w jakim Kipchoge osiągnął wynik, pokazuje, że rekord jest zdecydowanie w zasięgu, a kto wie, czy i nie złamanie 2:02. Na drugim miejscu Stanley Biwott, na trzecim Kenenisa Bekele. Mistrz świata, Ghirmay Ghebrslassie, dobiegł czwarty, a były rekordzista świata, Wilson Kipsang – piąty.

Londyn okazał się pechowy dla polskiego pretendenta do wyjazdu na Igrzyska, Marcina Chabowskiego. Do 30. kilometra Polak biegł w grupie na wynik 2:10-2:11. Wtedy nastąpiło jednak dramatyczne załamanie tempa – z 3:07 na 3:21/km. Polak zszedł z trasy i był to kolejny bieg, w którym spotkał się ze straszliwą ścianą, po pamiętnych mistrzostwach Europy w Zurychu, gdzie prowadził do 34. kilometra.

W biegu kobiet zabrakło aż takiego wyniku jak u panów, a zwyciężczyni była pewnym zaskoczeniem. Po bardzo mocnym początku czołówka odpuściła „zająców”. Krótko przed osiągnięciem dwóch godzin biegu miał miejsce wypadek, który rozstrzygnął rywalizację. Etiopka Aselefech Mergia przypadkowo podcięła Kenijkę Jemimę Sumgong i obie upadły, pociągając za sobą jeszcze faworytkę, Mary Keitany. Kenijka Keitany nie otrząsnęła się już z wypadku i ostatecznie zeszła z trasy. Najgorzej wyglądała Sumgong, która mocno uderzyła głową o asfalt. Pokazała jednak niezwykły hart ducha. Wstała i ruszyła mocno, przez pewien czas łapiąc się tylko za czoło. Na mecie była pierwsza w czasie 2:22:58! Afrykanie pokazują nie tylko talent, ale i niezwykłą moc ducha. Podobnie przecież upadł Wilson Kipsang, a podczas niedawnych mistrzostw świata w półmaratonie także późniejszy mistrz, Geoffrey Kamworor. Również Aselefech Mergia dobiegła do mety, na piątym miejscu.

Upadek w czasie biegu:

Drugie miejsce zajęła ubiegłoroczna zwyciężczyni, Etiopka Tigist Tufa, a trzecie rekordzista świata w półmaratonie, Kenijka Florence Kiplagat. Na uwagę zasługuje znakomite, czwarte miejsce Białorusinki Wolhy Mazuronak w czasie 2:23:54. Pamiętajmy jednak, że ostatnia Białorusinka, która wskoczyła na podobny poziom, Aleksanda Duliba, została wkrótce złapana na dopingu. Szefem lekkoatletycznego związku Białorusi został niedawno Maksym Dewiatowski, dwukrotnie łapany na dopingu. Dlatego trudno się ekscytować wynikiem Mazuronak.

Jedenasta w Londynie była Katarzyna Kowalska. Polka niedawno poprawiła rekord kraju w półmaratonie, a tutaj przez pewien czas biegła na rekordowy wynik na dystansie dwukrotnie dłuższym. Pod koniec jednak osłabła i ostatecznie do rekordu było daleko, zabrakło też 6 sekund do wyrównania najlepszego czasu Kasi – osiągnęła 2:29:47 przy rekordzie życiowym 2:29:41. Zawodniczkę będziemy jednak mogli oglądać podczas Igrzysk w Rio De Janeiro, bo już dwukrotnie pobiegła szybciej od wymaganego minimum.

Wyniki maratonu w Londynie po kliknięciu w link.

STRASSE DES 17 JUNI, BERLIN, GERMANY - 2015/09/27: Eliud Kipchoge celebrates his victory during 42nd Berlin Marathon. (Photo by Simone Kuhlmey/Pacific Press/LightRocket via Getty Images)

Poznaj najlepszego maratończyka świata

STRASSE DES 17 JUNI, BERLIN, GERMANY - 2015/09/27: Eliud Kipchoge celebrates his victory during 42nd Berlin Marathon. (Photo by Simone Kuhlmey/Pacific Press/LightRocket via Getty Images)

Eliud Kipchoge cieszy się ze zwycięstwa w maratonie w Berlinie w 2015 roku. Fot. Getty Images

W świecie fantastycznych wyników i ciągle padających rekordów świata jest maratończyk, którego powszechnie uznaje się za numer jeden na świecie. To Kenijczyk Eliud Kipchoge.

Eliud Kipchoge to fenomen długowieczności w świecie szybko pojawiających się i znikających biegaczy kenijskich. W 2003, 13 lat temu, został mistrzem i rekordzistą świata juniorów na 5000 metrów. Od tego czasu nie schodzi ze szczytu. W zeszłym roku zwyciężył w klasyfikacji World Marathon Majors na najlepszego maratończyka świata i w wieku 32 lat zapowiada atak na rekord świata.

Pierwsze sukcesy wśród dorosłych biegaczy odnosił na dystansie 5000 metrów. W 2003, jeszcze jako junior, niespodziewanie zdobył złoty medal mistrzostw świata w Paryżu, wygrywając m.in. z samym Kenenisą Bekele. Rok później na tym dystansie był trzeci w igrzyskach Olimpijskich w Atenach i doprowadził rekord życiowy do fenomenalnego czasu 12:46,53. W kolejnych latach stopniowo zaczął się przedłużać, koncentrując się na bieżni, ale od czasu do czasu pokazując pazur w biegach ulicznych. W 2006 podczas biegu na 10 km na ulicy w Hiszpanii, na lekko spadkowej, nieregulaminowej trasie uzyskał wynik lepszy od oficjalnego rekordu świata – 26:54. Na bieżni dochodzi do wyniku 26:49,02. Cały czas osiągał też sukcesy na koronnym dystansie 5000 metrów. W 2007 był wicemistrzem świata, w 2008 wicemistrzem olimpijskim, za dwoma fenomenami – najpierw Bernardem Lagatem, potem Kenenisą Bekele.

W 2012, kiedy zaczęło brakować mu finiszowej prędkości, aby rywalizować z młodymi, szybkimi rodakami, na serio poszedł w stronę biegów ulicznych. Debiut w półmaratonie pokazał skalę talentu – Kipchoge osiągnął w Lille czas 59:25, jeden z najlepszych w historii. I wreszcie w 2013, trzy lata temu, zadebiutował w maratonie. Poszło gładko – zwycięstwo w Hamburgu z czasem 2:05:30. Jesienią w Berlinie doznał jedynej porażki w życiu na dystansie maratońskim. W biegu, w którym Wilson Kipsang poprawił rekord świata, Kipchoge był drugi z czasem 2:04:05. Od tego czasu wygrywa wszystko: Rotterdam, Chicago, Londyn, Berlin. Największe, najszybsze i najmocniej obsadzone maratony świata. Zapowiada atak na rekord świata, ale jesienią zeszłego roku miał pecha w Berlinie. Projektowane specjalnie dla niego buty Nike miały źle przymocowane wkładki, które w czasie biegu wyślizgnęły się i wisiały przez cały bieg z tyłu, przeszkadzając i rozpraszając. Kipchoge wygrał w czasie 2:04:00, z rekordem życiowym, biegnąc bez wkładek

Skąd jego sukcesy? Składa się na to nie tylko niezwykły talent, ale też mordercza praca i profesjonalizm. To nie przypadek, że Kipchoge jest najdłużej utrzymującym się na topie kenijskim biegaczem. Podczas gdy jego rodacy po zarobieniu pierwszych dużych pieniędzy oddają się rozrywkom życia, Eliud wciąż przez większą część roku porzuca wygodny dom i mieszka w spartańskiej izbie z kilkoma kolegami, aby dwoma treningami dziennie budować formę. Nigdy nie został zamieszany w żaden skandal, chroni życie prywatne, jest wzorem sportowca.

Rok temu Eliud Kipchoge wygrał najtrudniejszy maraton świata, rozgrywany zawsze w rekordowej obsadzie – Londyn. Pokonał m.in. dwóch rekordzistów świata. Aktualnego – Denisa Kimetto oraz poprzedniego, Wilsona Kipchanga. A już w tę niedzielę, 24 kwietnia, Londyn zostanie rozegrany ponownie. Znowu w rekordowej obsadzie i kto wie, czy nie w rekordowym czasie. Maraton będzie transmitowany w stacji Eurosport.

Zobacz też:

Najlepsi maratończycy świata, Europy i Polski w 2015

Profil Eliuda Kipchoge w bazie IAAF

Otwarcie Iwona Lewandowska Fot Getty Images 471214710

Maraton londyński 2015: zacięta walka i rozczarowujące wyniki

Virgin Money London Marathon. Fot. Getty Images

Iwona Lewandowska w Virgin Money London Marathon. Zajęła 12. miejsce z czasem 2:27:47. Fot. Getty Images

Tegoroczny maraton w Londynie odbył się w atmosferze niesamowitej rywalizacji w czołówce, ale czasy na mecie niestety nieco rozczarowały. Dla polskich kibiców perełką był bardzo dobry wynik, jaki osiągnęła Iwona Lewandowska.

Polka zaczęła w tempie na rekord kraju, notując na półmetku czas 1:12:00 – przy oficjalnym rekordzie życiowym w półmaratonie – 1:12:41! Po 25 kilometrach zaczęła jednak zwalniać, a na mecie zanotowała ostatecznie czas 2:27:47. Oznacza to poprawę jej życiówki o 45 sekund.

Bieg kobiet był rozczarowujący pod względem osiągniętych czasów. O ile początek był bardzo szybki, tak później tempo mocno spadło. Na finiszu doszło do szaleńczej walki Kenijek i Etiopek. Wolne tempo okazało się zabójcze dla faworytek – żadnej z czterech najwyżej notowanych Kenijek nie udało się wygrać. Dokonała tego relatywnie najmniej znana i najsłabsza w czołówce Etiopka Tigist Tufa. Na metę wpadła z czasem 2:23:22.

Nieco inaczej było w biegu panów. Tutaj także doszło do emocjonującej walki na finiszu, ale rozegrała się ona między gigantami maratonu, od początku uznawanymi za faworytów. Najlepszy okazał się Kenijczyk Eliud Kipchoge, były mistrz świata na dystansie 5000 metrów, który pobiegł 2:04:42. Na trzecim miejscu aktualny mistrz świataDennis Kimetto – 2:05:50. A na drugim – poprzedni rekordzista, Wilson Kipsang – 2:04:47.

Kipsang i Kipchoge walczyli do ostatnich 400 metrów, wymieniając cios za cios. Aby wygrać, Kipchoge musiał na finiszu pobiec 400 metrów w czasie 63 sekund, co oznacza tempo 2:37 na kilometr. Przydało się tu doświadczenie biegacza z bieżni, którego nie mają jego dwaj rywale.

Pełne wyniki maratonu w Londynie dostępne po kliknięciu w link.

Olympic Games 2012 Athletics, Track and Field

Maraton londyński – Iwona Lewandowska w elicie kobiet

Olympic Games 2012 Athletics, Track and Field

Edna Kiplagat, Mary Keitany, Priscah Jeptoo razem na trasie maratonu w Londynie, choć nie londyńskiego, a olimpijskiego w 2012 roku. Fot. Kerim Okten/PAP

Niedzielny maraton w Londynie po stronie kobiet jest mocny, ale nie aż tak spektakularny jak bieg mężczyzn. Polskich kibiców czeka za to dodatkowa atrakcja – start Iwony Lewandowskiej. Przedstawiamy elitę biegu kobiecego.

Świat kobiecych biegów nie jest w aż tak mocnym rozkwicie jak bieganie męskie. Ścisła czołówka jest przede wszystkim płytsza. Mamy kilka bardzo mocnych biegaczek na poziomie światowym, ale ponieważ w państwach afrykańskich rola kobiety postrzegana jest mocno tradycyjnie, nie ma tam prawdziwej masowości treningu wśród obu płci. Jest o wiele mniej biegających kobiet w stosunku do biegających mężczyzn. W związku z tym, o ile mężczyzna biegający 5 minut wolniej niż najlepszy czas na świecie praktycznie nie liczy się w większych maratonach, tak kobieta z tego poziomu nadal uważana jest za ścisłą czołówkę. Jeśli porównać to do rekordu świata, wypada jeszcze gorzej. Mamy tłumy mężczyzn biegających minutę czy dwie wolniej, podczas gdy nawet pojedyncze, najlepsze kobiety z trudem dochodzą do poziomu o 3-4 minuty słabszego od aktualnego rekordu świata.

Dlaczego o tym piszemy? Otóż w Londynie jednym z ciekawych akcentów będzie pożegnanie aktualnej rekordzistki świata, Pauli Radcliffe. Żadna kobieta nie zbliżyła się do wyniku uzyskanego przez Brytyjkę – 2:15:25. Jedną z przyczyn może być mniejsza liczba biegających kobiet, mniejsza liczba zawodniczek do selekcji, a także ich mniejszy profesjonalizm. Jest bardzo niewiele kobiet, które podchodzą do biegania tak poważnie jak ich męscy koledzy, a wśród nich jest niewiele tak utalentowanych jak Radcliffe. Brytyjka miała wszystko: profesjonalną opiekę medyczną, wsparcie męża, krajowej federacji, doskonałe miejsca do treningów, brak presji społecznej. Nie wiadomo, jak długo przyjdzie czekać na kolejny rekord.

W Londynie Paula pobiegnie nie z elitą, ale w biegu masowym. Pierwotne plany były inne, ale w trakcie przygotowań znowu odezwała się jej operowana stopa. Nie będzie więc ścigania po wynik, jedynie bieg dla przyjemności – przynajmniej tak dzisiaj twierdzi Radcliffe. Brytyjka otrzyma także specjalną nagrodę za całokształt osiągnięć.

W gronie profesjonalistek zobaczymy naszą Iwonę Lewandowską, chociaż na razie nie jest wymieniana na oficjalnej stronie wśród biegaczek zaproszonych. Życiówka Polki to 2:28:32 i wiele wskazuje na to, że może ją poprawić. Czy zdoła zaatakować rekord Polski, wynoszący 2:26:08?

Walka o zwycięstwo prawdopodobnie rozegra się między Kenijkami. Cztery z nich są wyjątkowo mocne. Mary Keitany jest najszybsza w historii, jeśli wyłączyć Paulę Radcliffe, a swój najlepszy wynik, 2:18:37, osiągnęła również w Londynie, w 2012 roku. Rok później miała przerwę na urodzenie dziecka, a po powrocie nie miała jeszcze okazji do tak szybkiego biegu. Wygrała jednak w Nowym Jorku jesienią zeszłego roku, osiągając na trudnej trasie czas 2:25:07. W tym roku pobiegła też fantastyczny czas w półmaratonie w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, wykręcając 1:06:02. Keitany jest więc w formie, a to, co najbardziej może jej przeszkodzić to własna niecierpliwość. Kenijce zdarzało się ruszać w maratonie w szaleńczym tempie, a potem dramatycznie słabnąć. Mimo to uchodzi za faworytkę – już dwukrotnie wygrywała w Londynie.

W składzie elity jest jednak biegaczka, która ma w półmaratonie wynik jeszcze lepszy niż Keitany. To jej koleżanka z reprezentacji Kenii, Florence Kiplagat. Jest aktualną rekordzistką świata w półmaratonie. Wynik 1:05:09 osiągnęła w tym roku, w lutym, jest więc także w wyśmienitej formie. Rekord życiowy w maratonie to 2:19:44, osiągnięty w zwycięskim debiucie w Berlinie w 2011. Wygrała tam ponownie w 2013, ale jej jedyna jak na razie przygoda z Londynem zakończyła się słabo – szóstym miejscem i czasem 2:27:05.

Trzecia mocna Kenijka to Edna Kiplagat, niespokrewniona z Florence. Dwukrotna mistrzyni świata wygrała w stolicy Wielkiej Brytanii w zeszłym roku. Jej życiówka – 2:19:50. Kolejne zwycięstwo nie będzie wielką niespodzianką. Jedyne, co zdaje się działać na niekorzyść Edny, to jej wiek – ma już 35 lat.

Czwarta zawodniczka ze składu elity, która złamała barierę 2:20, pochodzi z Etiopii. To Aselefech Mergia. Jej najlepsze czasy pochodzą z szybkiej trasy w Dubaju, gdzie wygrywała trzykrotnie. Udowodniła jednak, że jest w stanie rywalizować w Londynie. W 2010 była tu trzecia, ale dwie pierwsze biegaczki na mecie: Rosjanki Lilia Szobukowa oraz Inga Abitowa – zostały zdyskwalifikowane za doping. Mergia ma więc na swoim koncie zwycięstwo w Londynie, podobnie jak Keitany i Kiplagat.

Zwyciężczyń Londynu będzie jednak w stolicy Brytyjczyków więcej. Ostatnią z nich jest biegaczka znana z charakterystycznego, brzydkiego stylu biegu – Kenijka Priscah Jeptoo. Szturmem zdobyła maratońską scenę, wygrywając w 2013 roku zarówno w Londynie, jak i w Nowym Jorku. Jej latające na wszystkie strony nogi budziły jednak pytanie, czy jest to właściwa i bezpieczna technika biegu. Okazało się, że chyba nie. Cały poprzedni rok Jeptoo nie startowała, lecząc kolejne kontuzje. W Londynie będzie chciała ożywić nadzieje w sercach wszystkich biegaczy o nietypowej technice. Jej najlepszy wynik to 2:20:14.

Wydaje się, że pozostałe biegaczki nie powinny liczyć się w walce o zwycięstwo. Kto jednak wie? Maraton jest w końcu mocno nieprzewidywalnym dystansem. Etiopka Tirfi Tsegaye ma życiówkę 2:20:14 i w zeszłym roku wygrała w Berlinie. Jemima Sumgong – oskarżona o doping, potem oczyszczona – w 2013 wygrała Rotterdam, osiągając czas 2:20:48. Etiopka Tigist Tufa to z kolei zwyciężczyni z Szanghaju. Jej życiówka – 2:21:52.

Jeśli chodzi o Europejki, to formalnie najmocniejszą jest trzykrotna zwyciężczyni maratonu w Osace, Ukrainka Tatiana Gamera. Wcześniej używająca podwójnego nazwiska Gamera-Szmyrko, wygrała tam również w tym roku, z czasem 2:22:09, który jest jej rekordem życiowym oraz rekordem Ukrainy.

Transmisja biegu w niedzielę o 10 w stacji Eurosport.

Virgin Money London Marathon

Elita maratonu londyńkiego – wyjątkowe starcie już 26 kwietnia

Virgin Money London Marathon

Virgin Money London Marathon. Fot. Getty Images

W niedzielę w telewizji transmisja najmocniejszego maratonu świata – Londynu. Na trasie spotkają się m.in. dwaj ostatni rekordziści świata. Przedstawiamy elitę mężczyzn. Jutro – elita kobiet.

Londyn to bieg, który ustanawia standardy, jeśli chodzi o moc obsady elity. Rok do roku gromadzi na starcie wybitne jednostki. Jest prawdopodobne, że są to złote lata tego biegu, niemożliwe do powtórzenia w przyszłości. Jesteśmy teraz w takim momencie historii, gdy maraton jest mocny jak nigdy, rekordziści świata zmieniają się co roku i wszyscy pozostają w dobrym wieku startowym oraz znakomitej formie.

Tegoroczna edycja maratonu londyńskiego po raz kolejny dokonuje niemożliwego: znowu mamy na starcie najmocniejszych zawodników, jakich kiedykolwiek udało się zgromadzić razem. Stawce przewodzi Dennis Kimetto, aktualny rekordzista świata. Jego życiówka to 2:02:57, ustanowiona pół roku temu w Berlinie. Kenijczyk jest jedynym w historii biegaczem, który na jakiejkolwiek trasie pobiegł szybciej niż 2:03. Co jednak ciekawe, w Londynie wcale nie jest zdecydowanym faworytem. Mimo rekordu świata oraz zwycięstw w maratonach serii Majors: w Tokio, Chicago oraz Berlinie.

Kimetto ma przebłyski, ale ma i słabsze biegi. Dwa lata temu nie ukończył maratonu w Londynie, podobnie jak zeszłorocznego Bostonu. Jeśli wszystko zagra, jest piekielnie szybki. Ale jeśli coś idzie nie tak, Kenijczyk schodzi z trasy.

W Londynie przyjdzie mu się zmierzyć z najwybitniejszym biegaczem w historii i poprzednim rekordzistą świata – Wilsonem Kipsangiem. Jego życiówka – 2:03:23. Na koncie ma zwycięstwa w maratonach serii Majors: dwa razy w Londynie, po razie w Berlinie i Nowym Jorku. Do tego trzecie miejsce w Igrzyskach Olimpijskich oraz dwa zwycięstwa we Frankfurcie i jedno w japońskim Lake Biwa. Do wyobraźni przemawiają przede wszystkim dwa zwycięstwa w Londynie, w najmocniejszych stawkach, jakie mogą istnieć. Kipsang jest też rekordzistą trasy w stolicy Wielkiej Brytanii, z czasem 2:04:29.

To jednak nie koniec. Nie będzie wielką niespodzianką, jeśli biegu nie wygra ani Kimetto, ani Kipsang. W obsadzie jest też Eliud Kipchoge. To wielka postać biegów, która w ostatnich latach stała się jednym z kilku najgorętszych nazwisk na giełdzie maratońskiej. Przed laty mistrz świata na 5000 metrów. Jeden z najszybszych w historii na bieżni na 3000, 5000 i 10 000 metrów. W przeciwieństwie do wielu rodaków, zawsze uznawany za wzór profesjonalizmu w przygotowaniach. W 2013 zadebiutował w maratonie, od razu ze znakomitym czasem – 2:05:30. Wygrywał w Rotterdamie i Chicago. Jedyną porażkę maratońską poniósł w Berlinie, w biegu, w którym Kipsang ustanowił rekord świata. Stamtąd pochodzi jego życiówka – 2:04:05.

Czy jednak niespodzianką byłoby, gdyby w Londynie wygrał biegacz, którego najlepszy wynik to 2:03:02? Oczywiście, że nie. Tyle zaś wynosi najlepszy czas kolejnego Kenijczyka z listy elity – Geoffreya Mutai’a. Osiągnął to w 2013 roku, w Bostonie, na nieregulaminowej trasie, z wiatrem wiejącym w plecy. Od tego czasu nie biega już tak dobrze, zmaga się z kontuzjami, ale potrafi jeszcze ukąsić. We wrześniu zeszłego roku przebiegł dychę na ulicy w czasie 27:32.

Bogactwo Kenii nie kończy się na powyższych. Mutai, który może się poszczycić wynikiem 2:03 na nieregulaminowej trasie, ma swój odpowiednik z całkiem regulaminowym wynikiem tej klasy. Emmanuel Mutai, bo o nim mowa, jest jednym z największych pechowców świata. Nigdy nie wygrał żadnego biegu, chociaż jego życiówka to 2:03:13. Tyle osiągnął pół roku temu w Berlinie, w biegu, w którym Kimetto pobił rekord świata. Nie wiadomo, czy udałoby się to bez Emmanuela. To on szarpnął tempo po trzydziestu kilometrach, gdy z trasy zeszli „zające”. Kimetto wykorzystał szansę i uciekł rodakowi na finiszu. Być może tym razem Mutai zemści się? Na razie ma na koncie niewiarygodne osiągnięcie – mimo tak mocnego rekordu życiowego nigdy nie był na mecie pierwszy, za to aż sześć razy dobiegał drugi w maratonach z serii Majors.

Żeby nie zanudzić, szybko dwóch kolejnych Kenijczyków z listy elity, a potem… przechodzimy do Etiopczyków. Sammy Kitwara to jeden z najlepszych na świecie na dystansie półmaratonu. Z początku miał problemy z przestawieniem się na maraton, ale w końcu się udało. Jesienią zeszłego roku osiągnął 2:04:28 w Chicago i jest w najwyższej formie w życiu. Jego rodak Stanley Biwott do zeszłego roku był mocno w cieniu kolegów z reprezentacji. Wtedy jednak w Londynie, w piekielnie mocnej obsadzie, zajął drugie miejsce z czasem 2:04:55. Każdy, kto jest zdolny do takiego osiągnięcia, może liczyć się w walce o zwycięstwo.

Honoru Etiopii w Londynie broni przede wszystkim Tsegaye Mekonnen. Jego największym osiągnięciem jest wygranie zeszłorocznego maratonu w Dubaju z czasem 2:04:32. Dokonał tego… w debiucie. Z kolei Tilahun Regassa wygrywał na razie w Rotterdamie i Eindhoven. Jego życiówka wygląda skromnie w porównaniu do przeciwników – 2:05:27. Kto jednak wie, jak spisze się w rywalizacji w najmocniejszym maratonie serii Majors.

W tym gronie skromnym wydaje się nawet wicemistrzostwo świata w półmaratonie, a takim osiągnięciem może się pochwalić biegacz z Erytrei – Samuel Tsegay którego życiówka to na razie 2:07:28.

Gdzieś w tle rywalizacji najlepszych Kenijczyków będą walczyć Europejczycy. Miał być wśród nich nasz Marcin Chabowski, ale kontuzja po raz kolejny wykluczyła go z ważnego startu. Najlepszym z Europejczyków będzie więc weteran, już 39-letni Ukrainiec Sergiej Lebid, który w zeszłym roku osiągnął czas 2:08:32.

Kto wygra rywalizację w Londynie? Wydaje się, że największym przeciwnikiem elity będzie ich własna ambicja. Dwie poprzednie edycje były rozgrywane w tempie na fantastyczny rekord świata, a osiągnięcie go w Londynie nie jest łatwe. Trasa jest bardzo kręta, a pierwsze kilometry prowadzą lekko w dół, co sprzyja przeszacowaniu własnych możliwości. W poprzednich latach mocne tempo przyniosło sporo ofiar, m.in. Wilson Kipsang dwa lata temu osłabł w końcówce tak bardzo, że dobiegł do mety dopiero na piątym miejscu – jego najsłabszym w historii.

Transmisję z biegu przeprowadzi Eurosport o godzinie 10 rano w niedzielę.

Explosions At 117th Boston Marathon

Kalendarium kwietnia – biegowe wydarzenia minionych dekad

Paula Radcliffe of Great Britain

Kwiecień 2003 roku – Paula Radcliffe ustanawia rekord w maratonie w Londynie, który pozostaje najlepszym czasem w historii kobiecego maratonu do dziś. Fot. Getty Images

W kwietniu 1896 roku odbyły się pierwsze nowożytne igrzyska olimpijskie. Zwyciężył w nich Spiridon Luis pokrzepiając się na 30. kilometrze szklaneczką wina. W kwietniu urodziła się Stanisława Walasiewicz, Dwain Chambers, zmarła Danuta Piecyk. W 2013 roku na trasie maratonu w Bostonie nastąpiły dwie eksplozje, w wyniku których zginęły 3 osoby, a ponad 140 zostało rannych. Paula Radcliffe ustanowiła w Londynie rekord świata w maratonie. Co jeszcze działo się w kwietniu na przestrzeni dekad?

2 kwietnia 1960 roku w Saint Adrew urodził się Linford Christie – jamajski sprinter startujący w barwach Wielkiej Brytanii. Jest aktualnym rekordzistą Wielkiej Brytanii w biegu na 100 m (9,87 s), do 2004 roku wynik ten był rekordem Europy. Uznaje się go za pierwszego Europejczyka, który złamał barierę 10 sekund na 100 m. 24 medale imprez rangi mistrzowskiej czynią go najbardziej utytułowanym spośród Brytyjczyków. W Barcelonie w 1992 roku zdobył złoty medal olimpijski na 100 m, w Seulu w 1988 – srebro na 100 m i w sztafecie 4 x 100. Jego wynik 20,25 s w biegu na 200 m jest aktualnym rekordem Europy. Był pierwszym człowiekiem w historii, i do dziś – jedynym, który zdobył złoty medal na 100 m na wszystkich czterech najważniejszych dla Brytyjczyków imprezach rangi mistrzowskiej – Igrzyskach Olimpijskich, Mistrzostwach Świata, Mistrzostwach Europy i Igrzyskach Wspólnoty Narodów.
Jego kariera dobiegła końca po tym jak w 1999 roku zawieszono go na 2 lata za doping wykryty u niego podczas badań na mityngu w Niemczech. W jego moczu stwierdzono metabolity Nandrolonu – środka z grupy sterydów anabolicznych. Tłumaczył się między innymi jedzeniem… awokado. Choć Christie zaprzeczał by dopuścił się jakichkolwiek nieczystych zagrań, już wcześniej, w 1988 roku, podczas Igrzysk Olimpijskich w Seulu wykryto u niego pseudoefedrynę, uniknął jednak wówczas kary.

3 kwietnia 1911 roku w Wierzchowni urodziła się Stanisława Walasiewicz, znana również jako Stella Walsh. Jej rodzina wyemigrowała do USA, gdy mała Stefania (bo tak ją oficjalnie ochrzczono) miała 3 miesiące. Jako nastolatka przyjechała do Polski by tu trenować. Przed igrzyskami w 1932 roku amerykańska federacja lekkoatletyczna zaproponowała jej obywatelstwo amerykańskie, licząc na pewny medal. Ale Stefania w ostatniej chwili zdecydowała, że chce reprezentować Polskę. Amerykanie się nie mylili co do medalu. Z czasem 11,9 s na 100 m wywalczyła złoto. Zanim na sportową scenę weszła Irena Szewińska, Walasiewicz była niekwestionowaną królową lekkiej atletyki. W latach 1929-1950 była 24-krotną mistrzynią Polski, 51-krotną rekordzistką Polski, wielokrotną reprezentantką Polski w meczach międzypaństwowych (w 33 konkurencjach). Była też 8-krotną rekordzistką Europy, 40-krotną mistrzynią Stanów Zjednoczonych i 18-krotną rekordzistką świata. Czterokrotnie zwyciężała w Pebiscycie Przeglądu Sportowego ma Sportowca Roku. Obywatelstwo amerykańskie też w końcu zdobyła. Wychodząc za boksera Harry’ego Neila Olsona. Zginęła 4 grudnia 1980 roku w czasie napadu na sklep. Zgodnie z amerykańskim prawem dotyczącym zgonów nienaturalnych, ciało zostało poddane sekcji zwłok. Okazało się wówczas, że biegaczka posiadała żeńskie i męskie narządy płciowe (jednak nie w pełni rozwinięte). Badania genetyczne wykazały, że miała też chromosom Y. Rozgorzała wówczas dyskusja, czy nie należałoby odebrać Walasiewicz jej rekordów i medali. Jednak taka decyzja nigdy nie została podjęta.

Stanislawa-Walasiewicz

Stanisława Walasiewicz z Kazimierzem Kucharskim. Fot. Archiwum Piotra Walasiewicza

Więcej o Stanisławie Walasiewicz przeczytasz w artykule: Kontrowersyjna mistrzyni sprzed ery Szewińskiej.

5 kwietnia 1978 roku w Londynie urodził się Dwain Chambers – specjalista w biegu na 60 m i 100 m. Zdobył srebrny i brązowy medal mistrzostw świata w sztafecie 4 x 100 m, w 2006 roku wywalczył ze sztafetą złoto w Goeteborgu. W latach 2003-2005 został zawieszony po tym jak przyłapano go na dopingu. Brytyjski Komitet Olimpijski skazał zawodnika na dożywotnią banicję, która dotyczyć miała startów Chambersa we wszystkich zawodach rangi olimpijskiej. W 2012 roku Światowa Agencja Antydopingowa (WADA), cofnęła jednak ten wyrok zezwalając na start Brytyjczyka w igrzyskach w Londynie. Spór na linii WADA – BOA (British Olympic Association) rozstrzygnięty został przez Trybunał Arbitrażowy, który przyznał rację instytucji międzynarodowej. Spotkało się to z licznymi negatywnymi komentarzami. Chambers wystartował w biegu na 100 m. Dotarł do półfinału, gdzie był czwarty w drugim wyścigu z czasem 10,05 s. Przed nim na metę wbiegli Usain Bolt, Ryan Bailey i Richard Thompson.
W czasie zawieszenia Chambers udzielał się w futbolu amerykańskim w lidze NFL Europa, w zespole Hamburg Sea Devils.

6 kwietnia 1896 roku w Atenach rozpoczęły się pierwsze nowożytne Igrzyska Olimpijskie.

9 kwietnia 1995 roku w Warszawie zmarł Kazimierz Kucharski – polski średniodystansowiec, jeden z najwybitniejszych w latach 30. w Europie. 11 razy zdobywał mistrzostwo Polski – w biegach na 400, 800 i 1500 m. Dziesięciokrotnie bił rekordy Polski. Na Igrzyskach Olimpijskich w Berlinie zajął 4. miejsce w biegu na 800 m. Po wojnie założył pierwszą w Warszawie sekcję lekkoatletyczną przy Biurze Odbudowy Stolicy. Startował w jej barwach zdobywając m. in. tytuł mistrza Polski w sztafecie 4 x 400 m. Z wykształcenia był geodetą, po zakończeniu kariery został trenerem Polonii, Ogniwa (Syreny) i Gwardii. Zmarł w wieku 86 lat.

9 kwietnia 2004 roku w Eldoret zmarł Julius Sang, kenijski sprinter. W 1972 na igrzyskach w Monachium wywalczył brąz indywidualnie na 400 metrów. Wyprzedzili go jedynie dwaj Amerykanie Vincent Matthews i Wayne Collett. Podczas dekoracji Amerykanie nie wysłuchali z należytą powagą hymnu, co zostało odebrane jako manifest polityczny (podobny do wsparcia Czarnych Panter przez lekkoatletów amerykańskich podczas igrzysk w Meksyku). Matthews i Collett dostali zakaz startów na igrzyskach wydany przez Międzynarodowy Komitet Olimpijski, co wykluczyło występ amerykańskiej sztafety 4 x 400 m. Pod nieobecność Amerykanów w walce sztafet Julius Sang wraz z Robertem Ouko, Charlesem Asatim i Munyoro Nyamau zdobyli złoty medal olimpijski. Sangowi zmierzono na ostatniej zmianie nieoficjalny czas 43,5 s. Żoną Sanga była jedna z pierwszych Kenijskich olimpijek – Tekla Chemabwai. Julius zmarł nagle podczas zabiegu związanego z chorobą żołądka.

10 kwietnia 1896 roku Grek Spiridon Luis wygrał bieg maratoński podczas I Igrzysk Olimpijskich w Atenach. Wieść głosi, że gdy Luisa dopadła słynna maratońska ściana po 30. kilometrze, postanowił wstąpić do przydrożnej tawerny i pokrzepić się szklaneczką wina. Grek pochodził z ubogiej rodziny, jedni mówią, że jego ojciec sprzedawał wodę mineralną w Atenach, a Spiridon zajmował się jej rozwożeniem. Inni, że był pasterzem lub listonoszem. Ponieważ chłopak wykazywał się w wojsku tężyzną fizyczną, dał się poznać jako dobry i wytrzymały biegacz. Podobno do biegu zachęcił go major Papadiamantopoulos, pod którego rozkazami pozostawał, po tym jak Luis przebiegł pewnego razu 20 km w niespełna 2 godziny, bo zapomniał szpady niezbędnej do uroczystości paradnych. Obok Luisa na starcie maratonu stanęło 24 innych zawodników. „Spiros” dobiegł do mety jako pierwszy, zakurzony, spalony słońcem, po 2 godzinach 58 minutach i 50 sekundach. Zwycięstwo Spiridona wywołało szaleństwo wśród Greków. Ostatnią prostą do mety pokonali z nim synowie królewscy – Konstantyn i Jerzy, a jeden z najbogatszych ludzi w Atenach oferował biegaczowi rękę swojej córki. Luis nie skorzystał z oferty, był już bowiem szczęśliwie zaręczony. Odmówił wszelkich dożywotnich usług, które oferowano mu w uniesieniu na mecie, takich jak golenie, dostarczanie wina i ubrań. Poprosił tylko o wóz i konia.

"1896 Athen. The pictures of the first Olympiad", Brandenburgisches Verlagshaus, 1996

Spiridon Luis. „1896 Athen. The pictures of the first Olympiad”, Brandenburgisches Verlagshaus, 1996/Wikimedia Commons

Z pierwszymi nowożytnymi Igrzyskami Olimpijskimi wiąże się jeszcze jedna, ciekawa historia. Do startu mogli w owym czasie być dopuszczani wyłącznie mężczyźni. Znalazła się jednak Greczynka, która w akcie buntu, w proteście wobec dyskryminacji kobiet – przebiegła niemal całą trasę w około 5,5 godziny, dzień po oficjalnym biegu mężczyzn. Stamata Rewiti z Rodos nie została jednak wpuszczona na stadion, gdy finiszowała. Według historyków Rewiti miała wysłać pismo do Greckiego Komitetu Olimpijskiego z podpisami świadków, by uznano jej bieg za oficjalny. Nie przetrwał jednak żaden dokument potwierdzający jej udział w maratonie, nieznane są także jej losy po zakończeniu olimpiady.

11 kwietnia 1871 roku w Budapeszcie urodził się Gyula Kellner – węgierski maratończyk, który w dosyć nietypowy sposób zdobył brązowy medal olimpijski w Atenach 1896 roku. Na metę wbiegł bowiem jako czwarty, za Grekiem Spiridonem Belokasem, jak się jednak okazało – ten część trasy przejechał pojazdem i został zdyskwalifikowany. Medal trafił w ręce Kellnera.

12 kwietnia 1943 roku w Whangarei w wypadku drogowym podczas treningu zginął Henry Murray, australazyjski i nowozelandzki płotkarz. Po zakończeniu kariery sportowej został architektem, zaprojektował m.in. kościół w Ashburton oraz pływalnię w Christchurch. Był również inżynierem Australian Imperial Force podczas I wojny światowej.

13 kwietnia 2011 roku zmarła Danuta Piecyk, sprinterka i płotkarka, rekordzistka świata w biegu na 400 m przez płotki z 1973 roku. Rezultat 56.7 uzyskała 11 sierpnia w Warszawie (aktualny rekord świata wynosi 52,34 s i należy do Rosjanki Julii Pieczonkiny). Piecyk była 18-krotną rekordzistką Polski w biegach na 400 m, 400 m ppł i w sztafetach 4 x 100 i 4 x 400 m. Po zakończeniu kariery sportowej została policjantką. Zmarła w wieku 60 lat.

13 kwietnia 2003 roku Paula Radcliffe ustanowiła niepobity do dziś rekord świata w maratonie – 2:15:25. Wiele lat później postanowiono, że rezultaty kobiet uzyskane w biegach, w których panie startują razem z panami, nie powinny być uznawane za oficjalne. Janusz Rozum, w owym czasie wiceprezes PZLA, tłumaczył to w ten sposób w wywiadzie dla PAP: – Chodzi o to, aby rywalizacja była bardziej zdrowa. Zdarza się, przeważnie w maratonach, że kandydatka na rekordzistkę jest „ciągnięta” przez paru zawodników, co może sprzyjać uzyskaniu lepszego czasu. Paula tytuł rekordzistki jednak zachowała. Najlepszy wynik w historii figuruje na listach z oznaczeniem, że start kobiet był w tym samym czasie co mężczyzn. Oficjalnym rekordem świata jest jednak wynik 2:17:42, uzyskany 17 kwietnia 2005 roku w Londynie, gdy kobiety wyruszyły na trasę przed mężczyznami.

15 kwietnia 1971 roku w Bethal urodził się Josia Thugwane – południowoafrykański maratończyk, mistrz olimpijski z Atlanty z 1996 roku o bardzo nietypowej historii. Na pięć miesięcy przed igrzyskami Josia został postrzelony w podbródek podczas napadu rabunkowego, w którym skradziono mu samochód. Wyskakując z jadącego wozu uszkodził sobie również plecy. Nie przeszkodziło mu to jednak w starcie. Na 35. kilometrze maratonu zdołał oderwać się od prowadzącej grupy wraz z Lee Bong-ju z Korei Południowej i Erickiem Wainaina z Kenii. Do stadionu dobiegli razem, ale Thugwane stać było na zryw i zwycięstwo o 3 sekundy nad Koreańczykiem i o 8 sekund nad Kenijczykiem. Jest pierwszym czarnoskórym reprezentantem RPA, który został mistrzem olimpijskim.

15 kwietnia 2013 roku na trasie maratonu w Bostonie nastąpiły dwie eksplozje, w wyniku których zginęły 3 osoby, a ponad 140 zostało rannych.

Explosions At 117th Boston Marathon

Boston Marathon 2013. Fot. Getty Images

18 kwietnia 2011 roku Geoffrey Mutai wygrał maraton w Bostonie z czasem 2:03:02, lepszym od ówczesnego rekordu świata Etiopczyka Haile Gebrselassie (2:03:59. Aktualny rekord Dennisa Kimetto został ustanowiony 28 września 2014 w Berlinie). Wynik Kenijczyka nie mógł jednak zostać uznany za rekord, ze względu na to, że trasa w Bostonie nie spełnia kryteriów. Ma zbyt duże nachylenie w dół – 139 metrów, a także odległość od startu do mety jest większa niż regulaminowa (Przeczytaj artykuł: Dlaczego najlepszy wynik nie zawsze jest rekordem). Na koniec sezonu zwyciężył w maratonie nowojorskim, ustanawiając rekord trasy – 2:05:06.

19 kwietnia 1897 roku po raz pierwszy zorganizowano Maraton Bostoński (ang. Boston Marathon), najstarszą imprezę organizowaną co rocznie na dystansie 42,2 km. Uważa się go za najbardziej prestiżowy maraton w USA, a żeby zakwalifikować się do startu trzeba wypełnić minimum. Tak, mówimy o minimum dla amatorów. Mężczyzna w wieku do 34 lat musi legitymować się wynikiem 3:05, kobieta – 3:35. Minima są ustalone w przedziałach wiekowych, a swój wynik trzeba udokumentować certyfikatem, wydanym przez narodowy związek lekkoatletyczny. Inspiracją do stworzenia tej imprezy był pierwszy nowożytny bieg maratoński rozegrany podczas Letnich Igrzysk Olimpijskich w Grecji, zaledwie rok wcześniej. Pierwsza edycja odbyła się w Patriot’s Day (obchodzone w trzeci poniedziałek kwietnia), co przeszło do tradycji.

Przeczytaj więcej o historii maratonu w Bostonie.

19 kwietnia 1966 roku Roberta Gibb została pierwszą w historii maratonką. Pokonała trasę maratonu w Bostonie, nieoficjalnie, bez numeru startowego, nie bez problemów. Do mety dotarła w czasie 3:21:40, nie została sklasyfikowana. W rok później, w 1967 roku za przykładem Roberty podążyłą Katherine Switzer. Zapisała się na listę startową jako K.V. Switzer nic nie wpisując w rubryce „płeć” bo… takiej rubryki po prostu nie było. Odbyła się wówczas bardzo słynna szarpanina, gdy dyrektor biegu Jock Semple próbował na siłę ściągnąć kobietę z trasy. Z pomocą kolegów Katherine  udało się jednak odeprzeć atak i wywalczyć drogę dla kobiet do najbardziej klasycznego długiego dystansu.

1966 Boston Marathon

Roberta Gibb – pierwsza kobieta na mecie biegu maratońskiego. 1966 rok. Fot. Getty Images

22 kwietnia 1990 roku Wanda Panfil zwyciężyła w maratonie w Londynie z czasem 2:26:31. Jej kariera była krótka i bardzo intensywna. Nazywano ją królową lekkiej atletyki. Jej najważniejszym trofeum było złoto na mistrzostwach świata w 1991 roku w Tokio (czas: 2:29:53). W historii lekkoatletyki to jedyna Polka ze złotem MŚ w biegach długich. Trzy razy biła rekord Polski. Jednak jej życiówka jest dużo lepsza – 2:24:18 w Bostonie w 1991 r., nie uznano jej za rekord Polski ze względu na nieregulaminową trasę bostońskiego biegu.
Nie wychodziły jej tylko igrzyska olimpijskie. I Seul (1988 r.), i Barcelonę (1992 r.) zakończyła na 22. miejscu. W Korei przeszkodziły jej za małe buty (to był PRL – trzeba było biec w takich butach, jakie dali), w Hiszpanii – rwa kulszowa. Jan Huruk w Wandzie Panfil: – Miała talent nieprzeciętny do długich biegów, niesamowitą wytrzymałość, bez względu na pogodę robiła zawsze 100% treningu. Gdyby ktoś ją dobrze poprowadził, miałaby tyle co Paula Radcliffe!

Przeczytaj również: Historia: Wanda Panfil, Renata Kokowska i inne polskie maratonki z lat 80.

Wanda Panfil

Wanda Panfil podczas maratonu w Londynie w 1990 roku. Fot. Getty Images

25 kwietnia 1982 roku w Dębnie Anna Bełtowska-Król ustanowiła rekord Polski kobiet w maratonie, wynikiem 2:44:28. To był burzliwy czas w kobiecym maratonie, rekord poprawiano co roku, zaciekle walczyły Król, Walendziak, Kokowska, Górzyńska i Panfil. 6 kwietnia 1986 roku Renata Pentlinowska-Walendziak, również w Dębnie zrobiła spory przeskok do 2:32:30. Dziś rekord Polski w maratonie wynosi 2:26:08 i został ustanowiony przez Małgorzatę Sobańską w 2001 roku w Chicago.

Virgin Money London Marathon

Kwiecień miesiącem maratonów – Londyn, Boston, Rotterdam i inne

Virgin Money London Marathon

Maraton w Londynie 2014. Fot. Getty Images

Kwiecień to miesiąc, kiedy całoroczna maratońska karuzela nabiera największych obrotów. Najbliższe tygodnie będą rajem dla kibica biegów ulicznych. Już 12 kwietnia przystawka do dania głównego: odbędą się maratony w Wiedniu, Paryżu, Mediolanie i Rotterdamie. W Wiedniu rekord trasy należy do Etiopczyka Getu Feleke, został ustanowiony w zeszłym roku i wynosi 2:05:41. Trasa jest szybka, a ze względu na na bliskość, jest popularnym celem wypraw polskich biegaczy.

Mediolan jest nieco mniej znanym i dość małym biegiem – startuje w nim ok. 7000 biegaczy. W Wiedniu liczba przekracza 10 tysięcy. Natomiast trzeci z tej listy, Rotterdam, to zupełnie inna liga. I nie chodzi wcale o liczbę uczestników, która podobnie jak w Mediolanie wynosi 7-8 tysięcy. Nie chodzi także o odbywające się tam mistrzostwa Holandii. Rotterdam jest po prostu jedną z kilku najszybszych tras na świecie. Jeśli ktoś szuka rekordu życiowego, w Europie nie ma lepszego miejsca – z tą trasą może się równać ewentualnie Berlin. Inne wielkie maratony, szczycące się znakomitymi wynikami zawdzięczają je głównie nieprawdopodobnie mocnej stawce uczestników. W Rotterdamie szybko biega się dlatego, że trasa jest płaska jak stół, a pogoda najczęściej perfekcyjna. Na liście najlepszych wyników w historii osiągniętych w Europie na przemian pojawiają się Berlin, Londyn i Rotterdam. Rekord trasy w Rotterdamie to 2:04:27.

Szybki w ostatnich latach był także maraton w Paryżu. W zeszłym roku debiutował tu Kenenisa Bekele z rekordem trasy 2:05:03. Trasa biegu jest zmienna i nie jest zupełnie płaska, ale pogoda w Paryżu w kwietniu jest często idealna na bicie rekordów.

W Polsce  12 kwietnia  zostanie rozegrany mały, ale tradycyjny maraton w Dębnie. Jego ranga systematycznie spada, ale bieg ma swoją wierną grupę uczestników. Jest alternatywą dla ścigania się w mieście – trasa prowadzi głównie lasem.

Weekend  18-19 kwietnia  da nam odsapnąć od wielkich emocji. Biegów będzie sporo, ale głównie te mniejsze: Belgrad, Hanower, Zurych, Enschede i Nagano. Za to w Polsce bardzo gorąco. Odbędzie się najszybszy w zeszłym roku maraton w kraju – Łódź, w którym będzie można zobaczyć srebrnego medalistę mistrzostw Europy, Yareda Shegumo. Tego samego dnia ma miejsce maraton w Krakowie, jeden z największych w kraju.

Emocje nie ograniczą się jednak do weekendu. Już dzień później, w poniedziałek  20 kwietnia , odbędzie się najstarszy i jeden z najsłynniejszych maratonów świata – Boston. Tradycyjna trasa prowadzi od punktu do punktu i nie pozwala na bicie rekordów. Po trzydziestym kilometrze zaczyna się seria wzgórz, z których najsłynniejsze jest Wzgórze Złamanych Serc. Mimo to w Bostonie zdarzają się nieprawdopodobnie szybkie biegi – zależy, z której strony wieje wiatr. Jak co roku mocna jest amerykańska czołówka. Ale co najważniejsze – Boston to emocje czysto sportowe. Nie ma tam „zająców”, zawodnicy nie mają nikogo, kto pomógłby im w walce z własnymi słabościami. Dzięki temu w biegu masowo przegrywają faworyci, a zwyciężają najlepsi taktycy.

Na koniec miesiąca nadchodzi niedziela  26 kwietnia . Każdy kibic musi zaznaczyć tę datę na czerwono w kalendarzu. Nie ma nas dla rodziny, przyjaciół ani znajomych. To dzień, kiedy siedzi się przed telewizorem i ogląda najmocniejszy maraton świata – Londyn. Obsada jak co roku jest nieprawdopodobna. Mistrzostwa świata i Igrzyska Olimpijskie mogą zazdrościć Londynowi mocy na liście startowej. I jak każdego roku można spodziewać się obłędnego tempa oraz ataków na rekord świata – mimo dość niesprzyjającej, krętej trasy.

Poza Londynem odbywa się tego dnia kilka innych europejskich biegów: Dusseldorf, Antwerpia i Madryt. Jest to także dzień, kiedy w Polsce można zobaczyć rekordzistę kraju, Henryka Szosta, ścigającego się w warszawskim Orlen Maratonie. Walczyć ze sobą będą więc dwie transmisje. Czy lepiej oglądać atak na rekord świata w Londynie czy ten na rekord Polski w Warszawie? A może oba?

Jedno jest pewne: kwiecień to miesiąc niezwykłych maratońskich emocji.