Archiwa tagu: maraton

10. PZU Półmaraton Warszawski, 29.03.2015

Ile tygodni treningu potrzeba, by przygotować się do maratonu?

10. PZU Półmaraton Warszawski, 29.03.2015

Fot. Sportografia.pl

Chyba każdy biegacz zgodzi się ze stwierdzeniem, że maraton wymaga odpowiedniego przygotowania. Tylko co kryje się pod tym sformułowaniem? Jak długo trzeba trenować, by móc myśleć o starcie na królewskim dystansie?

Maraton niewątpliwie należy do tych dystansów, które dla biegaczy są jednym z najatrakcyjniejszych celów. Pokonanie na własnych nogach 42,195 km stanowi powód do dumy i jest przeżyciem, które zapamiętuje się na długie lata. Nic zatem dziwnego, że wiele osób rozpoczynających swoją przygodę z bieganiem od razu kieruje swój wzrok właśnie na ten dystans. I chociaż doświadczeni biegacze, trenerzy, biegowi eksperci, portale branżowe (w tym także my), często apelują o cierpliwość i odłożenie startu w maratonie na późniejszy czas sportowej przygody, wciąż nie brakuje takich, którzy od biegu na 42,195 km tak naprawdę zaczynają łapać biegowego bakcyla. Dlatego postanowiliśmy wziąć po lupę pytanie: Ile tygodni potrzeba, by przygotować się do maratonu?

Odpowiedź na tak postawione pytanie brzmi: „to zależy”. A zależy od szeregu czynników, m.in. takich jak nasz biegowy staż, wiek, waga, dotychczasowy poziom aktywności fizycznej, cel na maraton, itd. Dla przykładu, zawodowiec, który jest w regularnym treningu decyzję o starcie w maratonie może podjąć nawet niemal z dnia na dzień i dać sobie jedynie 6-8 tygodni na przygotowanie pod konkretny wyścig. Oczywiście nie jest to regułą i biegacze elity planują swój sezon z dużo większym wyprzedzeniem, ale ich doświadczenie i ogólny poziom wytrzymałości pozwala na podjęcie nawet tak, zdawałoby się szalonej decyzji, jak start w maratonie za niespełna 2 miesiące.

Ponieważ nie sposób w tym artykule wymienić wszystkie czynniki, jakie należałoby wziąć pod uwagę, ani rozpisać każdego przypadku według doświadczenia czy aktualnego poziomu biegowego, rozpatrzymy hipotetyczną sytuację osoby, która ma za sobą pierwsze biegowe kroki i jest w stanie biec bez przerw przez minimum 1 godzinę. Należy zatem założyć, że trenuje już od co najmniej kilku tygodni albo nawet miesięcy i systematycznie biega 3-4 razy w tygodniu. Celem dla naszego hipotetycznego biegacza jest po prostu ukończenie maratonu. Nie określamy żadnych celów wynikowych.

37 PZU Maraton Warszawski AMCieszewscy_2015_09_27_0150

Ukończenie maratonu to powód do dumy i marzenie wielu biegaczy. Fot AMCieszewcy

Dlaczego na warsztat bierzemy akurat kogoś, kto jest w stanie biec przez co najmniej godzinę? Cóż, jeśli ktoś nie jest w potrafi nieustannie biec przez taki okres czasu, powinien najpierw skupić się na budowaniu fundamentów i wejściu chociaż na podstawowy poziom ogólnej wytrzymałości pozwalającej myśleć o ukończeniu maratonu. W przypadku początkujących amatorów czas, jaki będą potrzebować do pokonania 42,195 km nierzadko sięga 4,5 czy 5 godzin, a nawet dłużej, dlatego do tak długo trwającego wysiłku należy podejść z respektem. Kiedy minimum godzina biegu nie stanowi dla nas wyzwania, jest to znak, że możemy (choć wcale nie musimy) nieśmiało kierować swój wzrok na królewski dystans.

Wracając do naszego hipotetycznego biegacza, jeśli od dłuższego czasu (kilkanaście tygodni) regularnie utrzymuje aktywność fizyczną i biega 3-4 razy w tygodniu, przygotowanie do startu na królewskim dystansie może zająć mu od 12 do 18 tygodni. Oczywiście może zająć też znacznie więcej, ale mówimy o sytuacji, w której dany biegacz po prostu chce zaliczyć bieg na 42,195 km. Skąd taka rozpiętość? Z konieczności ustalenia jeszcze 1 rzeczy – nie tylko, ile razy, ale również jak biegał nasz bohater. Jeśli w jego treningu regularnie pojawiały się dłuższe biegi (np. bieg trwający 60-90 minut co 2 tygodnie), zaś pozostałe biegi w tygodniu mieściły się w przedziale 30-60 minut, wtedy nawet 12 tygodni przygotowań powinno pozwolić na ukończenie królewskiego dystansu. Jeżeli natomiast dotychczas biegałby po prostu 3-4 razy w tygodniu po 30-40 minut, należy w przygotowaniach uwzględnić dodatkowe 6 tygodni po to, by stopniowo zwiększyć ogólną objętość treningową i wydłużyć najdłuższy tygodniowy bieg do około 90 minut.

Mając tak określoną perspektywę, możemy zaplanować również całe przygotowania. Ostatnie 2 tygodnie przed startem warto przeznaczyć na zmniejszenie kilometrażu, złapanie świeżości i odpoczynek. To ważny element, by bezpośrednio przed maratonem nabrać sił i nie eksploatować nadmiernie organizmu, gdyż bieg na dystansie 42,195 km jest naprawdę dużym wyzwaniem i obciążeniem dla naszego ciała.

Poprzednie 6 tygodni należałoby poświęcić na pracę przygotowującą nas do specyficznych wymagań maratonu. Chodzi tutaj o tempo, z jakim planujemy pokonać maraton (powinno być w pełni komfortowe w przypadku biegu na krótszych odcinkach) oraz o czas trwania wysiłku. W związku z tym warto na tym etapie uwzględnić 1-2 najdłuższe w całych przygotowaniach biegi (mogą trwać od 2 do 3 godzin, choć najczęściej zaleca się przedział 2-2,5 godziny), a także sporo biegów w docelowym tempie maratońskim, chociaż dla wielu amatorów jest to identyczne tempo, jak to z jakim biegają na co dzień. Nie zapominajmy również o tym, by treningi wykonywać w podobnych warunkach, jakich możemy oczekiwać w dniu startu (np. wykonywanie długich biegów po asfalcie zamiast naturalnych ścieżkach).

Pozostały czas, jaki nam zostaje do startu w maratonie (4-10 tygodni, w zależności od aktualnego poziomu, o czym była mowa wcześniej) to okres, w którym powinniśmy skupić się na zbudowaniu podstaw, czyli zwiększeniu ogólnej objętości treningowej, wydłużaniu najdłuższego biegu w tygodniu oraz pracy na tempach szybszych niż maratońskie, by to ostatnie było dla nas w pełni komfortowe. Na tym etapie celem jest po prostu stopniowe przygotowanie naszego organizmu do znoszenia coraz większych obciążeń treningowych i pracy, jaką przyjdzie nam wykonać w kolejnych tygodniach przed startem.

Więcej na temat specyfiki treningu do maratonu przeczytacie niebawem na łamach naszego serwisu dzięki Akcji treningowej organizowanej wspólnie z Fundacją Maraton Warszawski z okazji jubileuszowego 40. PZU Maratonu Warszawskiego. Jeśli chcesz wystartować w tym wyjątkowym biegu, a wciąż jeszcze nie ma Cię na liście startowej, koniecznie zarejestruj się pod tym linkiem!

2013 ING New York City Marathon. Yuki Kawauchi. Fot. Getty Images

Najsłynniejszy amator świata przechodzi na profesjonalizm!

2013 ING New York City Marathon. Yuki Kawauchi. Fot. Getty Images

2013 ING New York City Marathon. Yuki Kawauchi. Fot. Getty Images

Najsłynniejszy amator świata, Japończyk Yuki Kawauchi, który godzi pracę z bieganiem maratonów na światowym poziomie, zapowiedział, że od przyszłego sezonu rzuca etat i przechodzi na profesjonalizm.

Yuki Kawauchi do tej pory był ucieleśnieniem marzeń o prawdziwym amatorstwie. Pracując 40 godzin tygodniowo na rządowej posadzie inspektora szkolnego, równocześnie biegał nawet kilkanaście maratonów rocznie na obłędnym poziomie. Jego życiówka to 2:08:14. Oznacza to, że w całej historii polskiego maratonu jedynie Henryk Szost, będący stuprocentowym profesjonalistą, raz w życiu pobiegł szybciej. Kawauchi zaskakiwał i liczbą startów, i ich poziomem, i podejściem do biegów. Nie uznawał żadnego wyścigu za mało ważny, zawsze walczył do końca – nawet gdy startował ze skręconą kostką. Podejście to przyczyniło się do największego triumfu jego życia – zwycięstwie w słynnym maratonie w Bostonie w połowie kwietnia tego roku. Poza tym Japończyk ma na koncie inne sukcesy, m.in. trzykrotny start w mistrzostwach świata, z najlepszym dziewiątym miejscem zajętym w zeszłym roku w Londynie oraz trzecie miejsce w mistrzostwach Azji. Osiągnął to, mimo że Japonia jest krajem najmocniejszych maratończyków świata, tuż za Kenią i Etiopią. Skromny amator mimo to potrafił przebić się do reprezentacji, mimo że od sześciu lat wieszczono mu rychły koniec kariery.

Amatorskie podejście miało swoją cenę. Kawauchi trenował raz dziennie, a w rytmie utrzymywał się częstymi startami na różnych dystansach. Zatrudniony na rządowej posadzie, nie mógł przyjmować ofert sponsorskich oraz tzw startowego – czyli honorarium za udział w biegach. Dla większości profesjonalnych zawodników jest to główne źródło dochodu, a u największych gwiazd startowe potrafi sięgnąć miliona dolarów. Wszystko zmieniło się po zwycięstwie w Bostonie, za które Kawauchi otrzymał 150 tysięcy dolarów. Uznał, że te pieniądze są na tyle dobrym zabezpieczeniem przyszłości, że może zaryzykować i rzucić pracę. Tym bardziej, że prawdopodobnie oznacza to lukratywną ofertę sponsorską od jednej z wielkich, rodzimych firm. Pod tym względem rynek japoński jest najbardziej przyjazny na świecie, miejscowy biegacz może liczyć na ogromne wsparcie. Płaci za to jednak ograniczeniem wolności i startami w miejscach, na których zależy sponsorom. Był to jeden z powodów, dlaczego Kawauchi do tej pory unikał komercyjnego rynku biegowego.

Nadeszła jednak pora na zmiany.

Od pięciu lat nie poprawiłem życiówki” – mówi Kawauchi – Chciałbym zmienić otoczenie, potrenować w innym miejscu i sprawdzić, na co mnie naprawdę stać.

Dla kibiców 31-letniego Japończyka będzie to na pewno ogromne zaskoczenie. Kto wie, czy w tle nie majaczy start na igrzyskach olimpijskich w Tokio w roku 2020. Co prawda Kawauchi, który bardzo źle znosi upał, zapowiedział, że tam nie wystartuje, ale kto wie, czy nie zmieni zdania. Nadal liczy także na przebiegnięcie stu maratonów w czasie poniżej 2:20.

Interesujące będzie sprawdzenie, czy w systemie profesjonalnym Kawauchi zacznie biegać szybciej. Do tej pory był zawodnikiem unikatowym, nikt tak jak on nie potrafił się regenerować i startować równie często. Czy jako zawodowiec zdziała więcej? Zobaczymy. Do końca tego roku Japończyk biega według strego systemu, a zmiana ma nastąpić w 2019.

TO MOŻE CIĘ RÓWNIEŻ ZAINTERESOWAĆ:

DOMINIKA STELMACH I PIOTR ŁOBODZIŃSKI – POLACY DOMINUJĄ OGÓLNOŚWIATOWĄ RYWALIZACJĘ

37. PZU Maraton Warszawski 27.09.2015 Warszawa

Pierwszy trening do maratonu – od czego zacząć przygotowania do królewskiego dystansu?

37. PZU Maraton Warszawski 27.09.2015 Warszawa

Start w maratonie to przedsięwzięcie, do którego należy się odpowiednio przygotować. Fot. sportografia.pl, pzumaratonwarszawski.com

Masz na koncie kilka startów w imprezach biegowych i marzysz o maratonie? Zadajesz sobie pytanie, jak się do niego przygotować? Zastanawiasz się, czy dasz radę i czy się zapisywać? Przestań się zastanawiać i po prostu to zrób!

W wyobrażeniach wielu biegaczy dystans maratonu budzi respekt, niepewność, a wręcz strach. I bardzo dobrze, gdyż tak długi bieg nie wybacza błędów ani braku odpowiedniego przygotowania, a wszelkie szarże ponad siły kończą się spektakularną ścianą. Jednocześnie królewski dystans rozbudza pragnienia, wzbudza ogromne emocje, powoduje przyspieszone bicie serca i dla wielu biegających jest wielkim marzeniem. Jednak wbrew pozorom nie jest to marzenie z grona nieosiągalnych dla zdrowego, aktywnego człowieka.

Bez względu na nasz biegowy staż, podejmując decyzję o starcie na 42,195 km, pierwsze kroki warto skierować do… gabinetów medycznych. Chociaż aktywność fizyczna ma pozytywny wpływ na nasze zdrowie, to nie należy wychodzić z założenia, że jeśli regularnie się ruszamy, to na pewno wszystko jest w porządku i jesteśmy okazem zdrowia. Jak powszechnie wiadomo, lepiej zapobiegać niż leczyć, więc na samym początku należy wykonać choćby podstawowe badania, jak np. morfologia, badanie ogólne moczu, pomiar glukozy czy EKG. Dodatkowo warto również zrobić echo serca, badanie holtera, EKG wysiłkowe i skonsultować się z fizjoterapeutą, specjalistami kardiologii, chorób wewnętrznych, okulistyki czy stomatologii. Chociaż niektóre kierunki na pierwszy rzut oka nie są oczywiste, to nie warto ich bagatelizować – np. problemy z zębami i stany zapalne w jamie ustnej mogą mieć silny negatywny wpływ na naszą zdolność regeneracji.

Powyższa lista badań może wydawać się długa, ale przecież sporą część z nich należy wykonywać nawet, jeśli nie planujemy uczestniczyć w jakiekolwiek zorganizowanej imprezie biegowej. Oczywiście to, ile osób wie, że należy się regularnie badać, a ile osób faktycznie poddaje się tym badaniom, to dwie zupełnie różne kwestie. Tym bardziej jednak decyzja o starcie w maratonie może być doskonałym pretekstem do tego, by wreszcie zrobić pełny przegląd stanu naszego zdrowia. Wszak mamy je tylko jedno i trzeba o nie dbać.

Badania krwi

Rozpoczynając przygotowania do jakiejkolwiek imprezy biegowej warto zacząć od sprawdzenia stanu zdrowia. Fot. istockphoto.com

Mając za sobą wszystkie potrzebne badania i zielone światło od lekarzy, możemy zacząć myśleć o treningu maratońskim. Przechodząc do głównego pytania – jak powinien wyglądać pierwszy trening do maratonu? Chociaż może wydawać się to dziwne, odpowiedź brzmi: to nie ma znaczenia. Tak naprawdę każdy pojedynczy bieg przybliża nas do tego, by móc zmierzyć się z królewskim dystansem. Ważne, by przestać jedynie myśleć o starcie na 42,195 km, a po prostu wyjść i pobiegać. Wykonanie tego pierwszego kroku jest najważniejszym etapem maratońskich przygotowań.

W dniu startu liczyć się będą wszystkie pojedyncze treningi i kilometry, które pokonamy podczas tygodni i miesięcy przed wielkim sprawdzianem. Dlatego, jeśli myślisz o starcie w maratonie i zastanawiasz się, od czego zacząć przygotowania, po prostu wyjdź i pobiegaj. Nie ma znaczenia czy będzie to 15 minut czy 30, czy godzina (w zależności od Twojego stażu, doświadczenia i aktualnej dyspozycji). Nie jest istotne również tempo. Chodzi o to, by po prostu zacząć biegać regularnie. Kiedy systematyczne treningi wejdą nam w krew, możemy w końcu myśleć o tym, jaki plan przygotowań obrać.

Decydując się na start na królewskim dystansie pamiętajmy, że trening maratoński wymaga wielu poświęceń, wytrwałości, a przede wszystkim czasu, dlatego najważniejsze jest to, by nie zwlekać z rozpoczęciem przygotowań i od samego początku postawić na systematyczność i cierpliwość. Kiedy pierwsze treningi mamy za sobą, warto zacząć zgłębiać tematykę przygotowań maratońskich i zapoznać się z możliwymi drogami do celu. I tutaj zaczynają się schody, gdyż wybór planów mających pomóc przygotować się do królewskiego dystansu jest ogromny. Nawet na naszej stronie znajdziecie co najmniej kilka różnych propozycji i… żadna z nich nie jest idealną, uniwersalną receptą na sukces. Z każdą warto się zapoznać, ale należy traktować je raczej jako wskazówki niż sztywne, nie podlegające dyskusji wytyczne. Idealny trening do maratonu po prostu nie istnieje i trzeba ten fakt zaakceptować.

Jeśli masz już za sobą pierwsze regularne treningi i szukasz bardziej konkretnych informacji, więcej o przygotowaniach do startu w maratonie przeczytasz w następujących artykułach:

PLAN TRENINGOWY DO JESIENNEGO MARATONU
JAK TRENOWAĆ DO MARATONU
MARATON ŻYCIA TRENING DO MARATONU NA JESIENI

(c) Wszelkie prawa zastrzeżone,
fot: www.sportografia.pl
www.aktywer.pl

Kto jest najlepszym polskim maratończykiem? [PODSUMOWANIE]

(c) Wszelkie prawa zastrzeżone, fot: www.sportografia.pl www.aktywer.pl

(c) Wszelkie prawa zastrzeżone,fot: www.sportografia.pl www.aktywer.pl

Miniony sezon maratoński zakończył się w Polsce silnym uderzeniem – spektakularnym zwycięstwem Błażeja Brzezińskiego w maratonie w Warszawie oraz najlepszym wynikiem sezonu Henryka Szosta we Frankfurcie. 35-letni Szost po raz siódmy z rzędu został najszybszym Polakiem w maratonie, a pięć lat młodszy Brzeziński po zmianie trenera wydaje się być tym, który może zająć jego miejsce. Kto jest jednak lepszy obecnie?

W historii polskiego maratonu nie było i prawdopodobnie nie będzie zawodnika, który tak zdominowałby krajowy rynek jak Henryk Szost. Jest nie tylko rekordzistą Polski, ale i od 2010 roku nie było w Polsce biegacza, który skończyłby rok z lepszym wynikiem. Dodatkowo wcześniej, w 2008 roku Szost także był na szczycie tabel, co doskonale widać w statystykach prezentowanych na dole tekstu. Długowieczność Henryka będzie tym bardziej godna podziwu, gdy spojrzymy, z jakimi biegaczami rywalizował w swoim pierwszym sezonie jako lider polskich tabel. Z pierwszej dziesiątki sezonu 2008 nie biega wyczynowo już ośmiu biegaczy. Nazwiska wielu z nich nie mówią obecnie niczego współczesnym kibicom. Szost przetrwał i cały czas pozostaje w czołówce. Rok 2008 był jednak o tyle łaskawy, że wtedy Henryk Szost był najmłodszym biegaczem polskiej maratońskiej czołówki. Wiele tu się jednak zmieniło – obecnie jest trzecim najstarszym. A patrząc na to, że najmłodszy w ścisłej czołówce Arkadiusz Gardzielewski skończy w tym roku 32 lata, przyszłość polskiego maratonu rysuje się słabo.

Błażej Brzeziński to biegacz, który ma za sobą burzliwe skoki formy. Na bieżni nigdy nie wybił się ponad przeciętność, prawdziwą formę uzyskał dopiero w długich biegach na ulicy. W debiucie w maratonie w 2010 osiągnął bardzo obiecujący wynik 2:16:34 i to w wieku zaledwie 23 lat. Poprawiał go potem przez kolejne trzy sezony, aż do bardzo dobrego 2:12:17 w 2013. Wtedy przyszedł jednak kryzys. Każdy kolejny z czterech sezonów był gorszy, a dno formy przyszło wiosną 2017 wraz z wynikiem 2:21:18. Błażej nie poddał się jednak, zmienił trenera i jesienią niespodziewanie odbił się do zwycięstwa w maratonie w polskiej stolicy i do bardzo dobrej życiówki – 2:11:27. Zaprezentował się przy tym bardzo pozytywnie od strony taktycznej, a biorąc pod uwagę, że Warszawa (jak i inne duże polskie biegi) nie ma łatwej trasy, można przypuszczać, że w płaskim wyścigu typu Berlin teoretycznie można tu jeszcze urwać minutę lub dwie. Z tego względu wynik Błażeja, mimo że nominalnie słabszy od 2:10:09 Szosta, wcale nie stoi na straconej pozycji, jeśli chodzi o jego siłę. Tym bardziej, że zwycięstwo jest zawsze cenne, a Szost we Frankfurcie zajął dopiero 7. miejsce.

W tle rywalizacji dwóch najlepszych maratończyków mamy spadek poziomu polskich biegów. Jest to widoczne na stadionie, w maratonie nieco mniej – ale główna w tym zasługa właśnie Szosta. Jeśli skreślimy z tabel jego wyniki, zobaczymy obraz upadku, z pojedynczymi wyskokami pojedynczych biegaczy. W 2007, w roku debiutu Szosta w maratonie, do 10. miejsca w Polsce potrzebny był wynik 2:19:53. W tym sezonie – zaledwie 2:23:20 lub 2:23:35 – zależnie od tego, jak spojrzymy na wynik 2:17:10 Marcina Błazińskiego. Jest to zawodnik, który w swojej karierze reprezentował już Polskę i Niemcy, dodatkowo zaliczając też dyskwalifikację za unikanie kontroli antydopingowych. Nie jest jasne, w barwach jakiego kraju biega obecnie.

Biorąc powyższe pod uwagę, tylko sześciu lub siedmiu biegaczy złamało w tym roku barierę 2:20 i wszyscy (z wyjątkiem Błazińskiego) mają powyżej 30 lat. Najstarszy w czołówce Maciej Miereczko (2:24:55) – już 38. Najszybsza w tym roku kobieta na świecie (2:17:01, Kenijka Mary Keitany), w polskich tabelach wśród mężczyzn byłaby notowana na szóstym miejscu. Patrząc jeszcze szerzej – bardzo przecież dobry wynik Szosta z Franfurtu – 2:10:09, daje dopiero 160. miejsce w tabelach światowych. 2:11:27 Błażeja Brzezińskiego – dopiero 243. miejsce.

Grupę polskich zawodników z czołówki możemy podzielić na zawodowców i amatorów. Zawodowców mamy zaledwie kilku – Szost, Brzeziński, Gardzielewski, Giżyński to żołnierze, w przeciwieństwie do Yareda Shegumo i Artura Kozłowskiego. Wbrew pozorom podział ten jest głębszy niż tylko to, czy ktoś zarabia na życie bieganiem czy w innej profesji. Od tego sezonu Polski Związek Lekkiej Atletyki w swoich statystykach nie będzie uwzględniał biegaczy, którzy nie posiadają licencji PZLA i nie są zrzeszeni w klubie. To bardzo kontrowersyjna decyzja, bo oznacza, że PZLA uda, że duża część maratońskiej czołówki po prostu nie istnieje. Te wyniki nie będą się liczyły do oficjalnych zestawień, nie staną podstawą powołania do kadry narodowej ani nie posłużą jako minimum na wysłanie na imprezę międzynarodową. Podział na wyczynowców i zawodowców jeszcze się pogłębi, idąc po linii podziału – zawodnicy klubowi kontra zawodnicy niezrzeszeni. Już dzisiaj zresztą maratońskie statystyki PZLA są pełne dziur, a broniąc swojego monopolu, związek lekkoatletyczny sięga do coraz bardziej kontrowersyjnych metod. Prowadzi to do ciekawego rozdwojenia jaźni. Wynik 2:23:20 Jakuba Szymankiewicza z Berlina będzie uwzględniony w statystykach Europejskiego Związku Lekkiej Atletyki (EAA) oraz Światowego Zrzeszenia Federacji Lekkoatletycznych (IAAF), a nie będzie istniał w polskich statystykach. Na świecie zawodnik w typie Jakuba będzie rozpoznawany jako Polak, a w Polsce ignorowany.

Trudno w takiej sytuacji nie bać się o przyszłość polskiego maratonu. Mamy coraz starszych biegaczy, żadnych młodych na horyzoncie, a dodatkowo PZLA wyrzuca poza nawias biegaczy amatorskich. Sytuacja nie wygląda optymistycznie i kto wie, czy czy sukcesy Szosta i Brzezińskiego nie są ostatnimi pozytywnymi wieściami maratońskimi, jakie czekają nas w nadchodzących latach.

A na koniec garść danych

Statystyki Henryka od debiutu maratońskiego (wynik i pozycja w krajowych tabelach) oraz progres Błażeja Brzezińskiego:

szost, brzeziński

Najszybsi polscy maratończycy sezonu 2017:

1. Henryk Szost – 2:10:09 (Frankfurt)

2. Błażej Brzeziński – 2:11:27 (Warszawa)

3. Yared Shegumo – 2:12:33 (Franfurt)

4. Artur Kozłowski – 2:12:38 (Warszawa)

5. Arkadiusz Gardzielewski – 2:13:43 (Ottawa)

6. Mariusz Giżyński – 2:15:16 (Ottawa)

7. Marcin Błaziński – 2:17:10 (Duesseldorf)

8. Kamil Jastrzębski – 2:21:36 (Wrocław)

9. Emil Dobrowolski – 2:22:48 (Poznań)

10. Damian Pieterczyk – 2:23:20 (Wrocław)

Link do rankingu polskich maratończyków na biegajznami.pl, znacznie dokładniejszy niż ten oficjalny na stronie PZLA

breaking2_group_lelisa_zersenay_eliud_original

Już jutro (sobota) próba łamania bariery 2 godzin w maratonie! Co to oznacza?

breaking2_group_lelisa_zersenay_eliud_original

Podczas gdy Lelisa Desisa, Zersenay Tadese oraz Eliud Kipchoge są o krok od podjęcia próby przebiegnięcia maratonu w czasie 1:59:59, kilku najlepszych na świecie biegaczy ocenia, co tak naprawdę oznacza złamanie bariery dwóch godzin i co wyjątkowego kryje się w tym rekordzie.

DWIE MINUTY I 58 SEKUND TO BARDZO DUŻO

Przez 16 lat rekord biegu maratońskiego został zredukowany z 2:06:05 do 2:02:57 – rekordu ustanowionego w 2014 roku. Patrząc z perspektywy historii, nadal daleko nam do pobicia bariery dwóch godzin. Ponadto, uzyskanie takiego wyniku wiąże się z pokonaniem wyjątkowego mentalnego wyzwania, które rzuca kolejny cień wątpliwości. ‒ Podczas dwugodzinnego biegu może się zdarzyć dużo więcej niż w dziesięciosekundowym sprincie ‒ twierdzi Carl Lewis, jeden z pierwszych sprinterów, którzy złamali barierę 10 sekund.

W 1991 roku Carl Lewis sięgnął po rekord w biegu na 100 m z czasem 9.86 sekund, utrzymując ustanowiony wynik przez blisko trzy lata.

Nawet najlepsi biegacze w historii maratonu rozumieją powagę bariery, która ma zostać pokonana
i wiedzą, czego potrzeba do osiągnięcia tego celu. ‒ Bieganie tak szybko przez długi czas nie jest naturalne ‒ mówi Galen Rupp, który zdobył brąz w maratonie w Rio (Rupp musiałby uzyskać czas
o dziewięć minut i 59 sekund lepszy niż jego rekord życiowy, aby złamać barierę dwóch godzin). Jednak mimo wszystko, patrzy na to wyzwanie z optymizmem ‒ Nie chodzi o to, czy uda się złamać tę barierę. Pytanie brzmi: kiedy? ‒ mówi biegacz. Dlatego właśnie Nike nie zamierza czekać na specjalne pozwolenie od historii, aby zrealizować marzenie.

Przeczytaj: Jak złamać 3 godziny w maratonie?

TO OSTATNIA Z BARDZO ISTOTNYCH DO POKONANIA BARIER

‒ Najbardziej zabójczym dystansem jest maraton ‒ zapewnia Bernard Lagat, pięciokrotny złoty medalista olimpijski i jeden z pacer’ów, którzy będą dyktować tempo Kipchoge, Tadese i Desisie podczas próby zejścia poniżej dwóch godzin na maratonie. Sama długość dystansu sprawia, że jest on dużo bardziej ekscytujący do oglądania ‒ Nieczęsto zdarza się szansa na pobicie tak ciekawego rekordu ‒ mówi Rupp. Wielu biegaczy zgadza się, że ostatnie wydarzenie kiedy padł rekord podobnej wagi, miało miejsce 63 lata temu. Wówczas Roger Bannister przebiegł milę w czasie poniżej czterech minut.

Pierwszą osobą, która pokonała milę w niecałe cztery minuty był Roger Bannister w 1954 roku,
z czasem 3 minuty i 59.4 sekund. Utrzymywał rekord przez około 46 dni. Od tego czasu 25 innych biegaczy przebiegło również milę w czasie poniżej 4 minut.

Pokonanie tej bariery ma znaczenie, ponieważ to krok milowy dla biegania, z którym wiele osób może się utożsamić ‒ To wyjątkowo unikalna bariera, ponieważ maraton jest dyscypliną, w której może uczestniczyć każda osoba na całym świecie ‒ mówi Lewis. Joan Benoit-Samuelson, pierwsza mistrzyni olimpijska, zgadza się z Lewisem, nazywając bieganie wspólnym językiem dla całego świata.

MARATONY POTRAFIĄ ZASKOCZYĆ NAWET NAJLEPSZYCH

Kipchoge, Tadese oraz Desisa podjęli wyzwanie uczestnictwa w projekcie Breaking2, ponieważ według Nike są najlepsi w tym, co robią. Ale nie znaczy to, że są to sportowcy niezniszczalni. ‒ To od biegaczy będzie zależeć czy danego dnia wszystko będzie im wychodzić ‒ mówi Benoit-Samuelson.

Joan Benoit-Samuelson, pierwsza na świecie zdobywczyni medalu olimpijskiego w maratonie kobiet, pokonała rekord maratonu wśród pań w 1983 roku stawiając się na metę maratonu w Bostonie
z czasem 2:22:43. Złamanie tego rekordu zajęło kolejne 11 lat.

WYZWANIE, KTÓRE MOTYWUJE DO STAWIANIA OSOBISTYCH CELÓW

Przyglądanie się, jak trójka śmiałków podejmuje się tak wielkiego wyzwania w świetle reflektorów jest inspirujące na wiele sposobów ‒ Projekt Breaking2 sprawia, że zaczynam myśleć o własnych ograniczeniach jak o czymś, co nieświadomie sam sobie nakładam i o tym jak mogę je pokonać ‒ mówi Rupp. Lagat, który trenuje tak, aby być w stanie nadawać biegaczom tempo przez pewien odcinek trasy projektu Breaking2, wykorzystuje to doświadczenie jako inspirację do realizacji własnego marzenia ‒ Czuję przypływ nowych chęci pobicia rekordu Ameryki na dystansie 10000 m.
W 201 6 roku, w wieku 41 lat, Lagat przebiegł po raz pierwszy dystans 10000 m w czasie 27:49, bijąc rekord w kategorii masters o 41 sekund.

Dla innych, Breaking2 stanowi źródło szerszej inspiracji. Benoit-Samuelson zaczęła biegać, kiedy kobietom mówiło się, że nie mogą biegać dalej niż 1500 m, bo nie będą mogły mieć dzieci.

‒ Po pokonaniu 150 tysięcy mil i urodzeniu dwójki dzieci, nadal staram się wyznaczać nowe linie mety ‒ mówi Samuelson. Według biegaczki o to właśnie chodzi w Breaking2 ‒ Przekraczanie pozornie nieprzekraczalnych barier daje mi, i jak sądzę każdemu, kto z pasją podchodzi do tego, co robi, motywację do osiągania każdego celu.

ZWYCIĘSTWO, KTÓRE MOŻE ODMIENIĆ BIEGANIE

Paula Radcliffe, najszybsza biegaczka maratońska wszechczasów, mówi, że to wyzwanie jest istotne dla każdego biegacza na świecie ‒ Jeśli któremuś z maratończyków uda się pokonać barierę dwóch godzin, to otworzą się nowe możliwości dla biegania maratońskiego tak, jak stało się to, kiedy Roger pokonał dystans mili w czasie poniżej czterech minut ‒ mówi mistrzyni. To, co było kiedyś niemożliwe, stało się powszechne ‒ Większość ludzi sądziła, że zejście poniżej czterech minut na milę nie będzie nigdy możliwe, ale teraz biegają tak nawet chłopcy ze szkoły średniej ‒ wspomina Rupp. ‒ Zawsze potrzeba tego jednego wydarzenia, by świat uwierzył, że można czegoś dokonać.
Galen Rupp stawał na podium każdego maratonu, który przebiegł: wygrał bieg w Rio z czasem 2:11:13, zdobył brąz w Rio kończąc bieg z wynikiem 2:10:05 oraz zajął w tym roku drugie miejsce
w maratonie bostońskim osiągając rekord życiowy 2:09:58.

DZIEŃ BIEGU ZJEDNOCZY WIELU LUDZI

Kibicowanie sportowcom, którzy będą przekraczać bariery ludzkich możliwości będzie niewątpliwie czymś, co zjednoczy wielu ludzi w różnym wieku, różnej płci i różnego koloru skóry ‒ Breaking2
to okazja, by pokazać, że jeśli ciężko pracujesz, masz motywację i determinację oraz wiesz, że wiele osób Cię wspiera w Twojej misji przekraczania jakiejś wielkiej bariery, to wszystko staje się możliwe ‒ mówi Radcliffe. Być może najbardziej ekscytujący jest fakt, że może to dotyczyć wszystkiego, o czym pomyślisz.

Paula Radcliffe jest wciąż posiadaczem rekordu biegu maratońskiego wśród kobiet od 2003 z czasem 2:15:25.

Zmagania maratończyków w Monzie będzie można śledzić na żywo podczas wspólnego kibicowania w Sklepie Biegacza Warszawa Powiśle już jutro, czyli 6 maja o godz. 5.30 rano. Podczas transmisji będzie można posilić się energetycznym śniadaniem oraz pod okiem Pacerów i Coachów NRC wziąć udział w sesjach Speed Run „Proove Your Fast”, podczas których sprawdzimy, czy jesteśmy w stanie dotrzymać kroku biegaczom na Monza – dla najszybszych przygotowaliśmy niespodzianki.

Zapraszamy do rejestracji na wydarzenie za pomocą tego linka.

ZOBACZ TEŻ:

Cel – życiówka w półmaratonie [PLAN TRENINGOWY]

Mój własny plan. Czy potrzebujemy trenera?

Plan treningowy na 10 km. Przyspieszamy!

Czy uważasz, że uda się złamać barierę 2 godzin w maratonie?
STRASSE DES 17 JUNI, BERLIN, GERMANY - 2015/09/27: Eliud Kipchoge celebrates his victory during 42nd Berlin Marathon. (Photo by Simone Kuhlmey/Pacific Press/LightRocket via Getty Images)

Czy w maju padnie bariera 2 godzin w maratonie?

STRASSE DES 17 JUNI, BERLIN, GERMANY - 2015/09/27: Eliud Kipchoge celebrates his victory during 42nd Berlin Marathon. (Photo by Simone Kuhlmey/Pacific Press/LightRocket via Getty Images)

Eliud Kipchoge będzie próbował w maju złamać magiczną barierę 2 godzin w maratonie.

Na początku maja trzech doskonałych biegaczy spróbuje na torze wyścigowym Monza dokonać niemożliwego: pokonać barierę dwóch godzin w maratonie.

Próba odbywa się pod skrzydłami firmy Nike, która wybrała do tego trzech sponsorowanych przez siebie biegaczy. To nie byle kto: Kenijczyk Eliud Kipchoge to aktualny mistrz olimpijski w maratonie, z życiówką 2:03:05, tylko o kilka sekund gorszą od rekordu świata, Erytrejczyk Zersenay Tadese to rekordzista świata w półmaratonie, a Etiopczyk Lelisa Desisa jest byłym wicemistrzem świata w maratonie. Bieg zaplanowano we Włoszech, na torze w Monza, w prowincji Lombardia, niedaleko granicy ze Szwajcarią i w pobliżu Mediolanu.

Wybór toru wyścigowego w Monza ma głębszy sens. Co ciekawe, nie wybrano jednego dnia, kiedy odbędzie się bieg, tylko okienko czasowe. Zależnie od panującej pogody, ma się odbyć 6, 7. lub 8. maja. Biegacze pokonają 17 pętli w miejscu, gdzie według analiz jest 90% szans, że w ciągu trzech dni na początku maja trafi się idealna pogoda. Tor jest niemal zupełnie płaski, położony na wysokości 200 metrów nad poziomem morza, otoczony drzewami, które zapewniają świeże powietrze i zatrzymują wiatr. Oczekiwana idealna temperatura to 10-12 stopni. Bieg ma mieć zapewnione wszystkie pomiary i certyfikaty, ale, co ciekawe, ewentualnie uzyskany rekord ma nie być oficjalnie uznany. Nie wiadomo na razie, dlaczego, bo jest to informacja nieoficjalna. Jest kilka możliwości: brak testów antydopingowych, nielegalne obuwie, wspomagające odbicie lub po prostu okaże się, że biegacze są prowadzeni przez samochód, który osłania ich przed wiatrem i nadaje tempo.

Bieg odbędzie się bez udziału publiczności, ale będzie na żywo nadawany w internecie. Na razie nie podano informacji, jak i gdzie konkretnie będzie można śledzić transmisję.

Na ile realna jest to próba? Niestety, złamanie bariery dwóch godzin wydaje się mało prawdopodobne. Całość wygląda raczej na pomysł działu marketingu na to, jak najlepiej sprzedać nowe buty. Nike przy okazji próby wypuszcza na rynek nowe, jak zwykle rewolucyjne, obuwie. Podobnie zresztą działa Adidas, który ma przeprowadzić własną próbę. Ewentualna porażka nie ma znaczenia, jeśli uda się odpowiednio nagłośnić wydarzenie. Tym bardziej, że chociaż zawodnicy na papierze wyglądają imponująco, realnie liczy się tylko Eliud Kipchoge. Zersenay Tadese i Lelisa Desisa najlepsze lata mają już za sobą i żaden z nich nigdy nawet nie zbliżył się do poprzedniego rekordu świata. Ba, Tadese, mimo że jest rekordzistą świata w półmaratonie, na całym dystansie nie był w stanie złamać nawet 2:10.

Jest możliwe, że dwaj słabsi biegacze zostaną użyci jako „zające” dla Kipchoge. Nawet wtedy będzie jednak bardzo trudno, tym bardziej, że czynnikiem niekorzystnym jest brak sportowej rywalizacji i związanej z tym dodatkowej motywacji. Dla porównania, w maratonie w Londynie często padają doskonałe wyniki nie dlatego, że trasa jest szczególnie szybka, ale w związku ze zgromadzeniem w jednym miejscu najlepszych biegaczy świata i prestiżową rywalizacją. Zupełnie płaski bieg w Dubaju ma rekord trasy o minutę słabszy niż Londyn, bo nigdy nie był w stanie zgromadzić odpowiedniej, zróżnicowanej stawki. Londyn dobiera nie tylko mocnych biegaczy, ale i różnicuje ich tak, żeby motywować do zwycięstwa, grając np na antagonizmie Etiopczyków i Kenijczyków albo zapraszając dwóch biegaczy, o których spekuluje się, że jeden czy drugi są najlepsi na świecie. Sportowa złość każe im walczyć ze sobą do upadłego. Czy Eliud Kipchoge, nawet jeśli fizycznie byłby w stanie złamać dwie godziny (co wydaje się wątpliwe), zmobilizuje się wystarczająco, rywalizując ze znacznie słabszymi przeciwnikami?

Osobną kwestią jest atrakcyjność biegu. Rywalizacja tylko trzech zawodników, z czego dwóch może odpaść dość wcześnie, nie wydaje się szczególnie interesująca. Nike może tu wygrać tylko odpowiednim otoczeniem – ciągłym pokazywaniem międzyczasów, ile brakuje do rekordu, może wręcz komputerowym naniesieniem postaci dotychczasowego rekordzisty?

Wszystkie te wątpliwości sprawiają, że odnosi się wrażenie, że wcale nie chodzi tu o złamanie dwóch godzin, a raczej zrobienie marketingowego szumu. Czy się uda? Zobaczymy już na początku maja.

Czy uważasz, że uda się złamać barierę 2 godzin w maratonie?
LOS ANGELES, CA - NOVEMBER 18: Track and field athlete Galen Rupp poses for a portrait at the USOC Rio Olympics Shoot at Quixote Studios on November 18, 2015 in Los Angeles, California. (Photo by Harry How/Getty Images)

Galen Rupp pobiegnie maraton w Bostonie

LOS ANGELES, CA - NOVEMBER 18: Track and field athlete Galen Rupp poses for a portrait at the USOC Rio Olympics Shoot at Quixote Studios on November 18, 2015 in Los Angeles, California. (Photo by Harry How/Getty Images)

Największym maratońskim newsem ostatnich dni jest informacja, że Amerykanin Galen Rupp, brązowy medalista Igrzysk Olimpijskich w maratonie, wystartuje wiosną w maratonie w Bostonie.

Galen Rupp ma w USA tylu samo fanów, co i wrogów. Przeciwnicy wypominają wycofywanie się z biegów, gdy nie pasuje mu pogoda, używanie medykamentów na astmę oraz przewagę technologiczną nad rywalami. Ponieważ Rupp jest złotym dzieckiem formy Nike, ma dostęp do każdego gadżetu, o jakim inni biegacze mogą marzyć. Bieżnie antygrawitacyjne, poddźwiękowe sauny, buty produkowane tylko dla niego, lekarze, cały sztab trenerski – to wszystko jest w zasięgu Ruppa. Jednocześnie jednak amerykański biegacz zdaje egzamin ze skuteczności. Jako pierwszy od wielu lat zawodnik spoza Afryki nawiązał realną walkę z Kenijczykami i Etiopczykami na długich dystansach. Zdobył srebrny medal Igrzysk Olimpijskich w Londynie na 10 000 metrów, a w 2016 brązowy medal Igrzysk w Rio w maratonie.

Maratońska przygoda Galena Ruppa jest krótka, ale zaskakująco dobra. Mało kto spodziewał się, że tak szybki biegacz, całkiem dobrze radzący sobie na dystansie 1500 metrów (jest na nim szybszy niż rekord Polski na tym dystansie), również w maratonie okaże się skuteczny. Tym bardziej, że jego do niedawna partner treningowy i podopieczny tego samego trenera, Mo Farah, w maratonie pobiegł słabo i wrócił do startów na bieżni. Tymczasem Rupp w debiucie bez problemów zwyciężył w amerykańskich eliminacjach olimpijskich, a na samych Igrzyskach pokonał wielu doświadczonych maratończyków z Afryki, w tym mistrza świata, Ghirmaya Gebrselassie.

Trener Amerykanina, Alberto Salazar, pierwotnie twierdził, że w kolejnym roku jego podopieczny skupi się głównie na bieżni. Wygląda jednak na to, że Ruppowi zasmakował maraton, a także związane z nim profity. Jako Amerykanin biegnący w jedynym wielkim amerykańskim maratonie na wiosnę, Bostonie, może liczyć na kilkaset dolarów premii za start, plus oczywiście wszystkie nagrody i bonusy, gdyby udało się zwyciężyć. No i gdyby wygrał, marketingowo byłby to dla Nike strzał w dziesiątkę. Amerykanie z niecierpliwością wypatrują kolejnego wielkiego maratończyka w swojej historii. Pokładanych w nim nadziei nie spełnił w ostatnich dziesięciu latach Ryan Hall, a chociaż w 2014 w Bostonie zwyciężył Meb Keflezighi, nie był to triumf do końca satysfakcjonujący. Chociaż mieszka w USA od wielu lat i posiada obywatelstwo, Meb jest w gruncie rzeczy uchodźcą z Erytrei. Galen Rupp to natomiast chłopiec z plakatu – biały, pobożny, wykształcony, bez żadnych plam w biografii, żonaty, mający dwójkę dzieci. Do tego blondyn. Z punktu widzenia marketingowca – ideał.

Decyzja o jego starcie w Bostonie jest o tyle zaskakująca, że jest to trudna trasa, pełna podbiegów. Do tego nieregulaminowa, prowadzi od punktu do punktu i jest spadkowa. Jeśli wiatr zawieje w plecy, padają tam fenomenalne wyniki, ale gdy powieje w twarz, jest to najwolniejszy z wielkich maratonów. Triumfami rządzi trochę przypadek – nie każdy szybki maratończyk sprawdza się na tej trasie. Część kibiców od razu doszukała się teorii spiskowej. Ponieważ odbywający się także wiosną Londyn przyciąga największe gwiazdy, a do tego w przyszłym roku kilku najmocniejszych biegaczy wiosną nie wystartuje ze względu na udział w projekcie mającym na celu połamanie bariery 2 godzin w maratonie, uznano, że bieg jest „ustawiony”. To znaczy, że zaprasza się tylko słabych biegaczy, żeby Amerykanin mógł zwyciężyć bez problemu i będzie można odtrąbić wielki sukces.

Jak będzie? Zobaczymy. Na pewno jednak udział Ruppa powoduje, że rywalizacja robi się niezmiernie ciekawa. W świecie zdominowanym przez biegaczy z Kenii i Etiopii rzadko zdarza się, żeby faworytem w którymś z wielkich maratonów był zawodnik urodzony poza Afryką.

breaking2_group_lelisa_zersenay_eliud_original

Bariera dwóch godzin w maratonie ma paść w 2017

breaking2_group_lelisa_zersenay_eliud_original

Już w przyszłym roku Nike chce zorganizować atak trzech znakomitych biegaczy na barierę 2 godzin w maratonie. Wymaga to tempa 2:50/km, co oznacza pokonanie po drodze m.in. każdych 10 km w 28:20.

O sprawie napisał amerykański Runner’s World. Pokonanie bariery dwóch godzin wydawało się do tej pory odległą sprawą. Aktualny rekord świata to 2:02:57 Kenijczyka Dennisa Kimetto. Nike chce jednak przyspieszyć sprawę i zorganizować próbę ataku na dwie godziny już w przyszłym roku. Na razie nie wiadomo jednak, ani gdzie, ani kiedy. Prawdopodobnie chodzi tu o mocno kontrolowaną próbę, odbywająca się jesienią: płaska, zamknięta trasa z minimalną ilością zakretów, wybranie dnia idealnego pod względem pogody, chmara pacemakerów. Nie wiadomo nawet czy chodzi o atak na regulaminowej trasie, być może będzie to maraton biegany z górki, z wiatrem w plecy.

Do próby wyselekcjonowano trzech biegaczy, których nazwiska mogą być zaskoczeniem. Mają oni opuścić start w wiosennym maratonie i przygotowywać się tylko do jesieni. 32-letni Kenijczyk Eliud Kipchoge nikogo nie zdziwi. Jest aktualnym mistrzem olimpijskim oraz zwycięzcą z Londynu, z życiówką niewiele gorszą niż rekord świata – 2:03:05. 26-letni Etiopczyk Lelisa Desisa to już pewien zgrzyt. Ma niezłą życiówkę, 2:04:45, ale uzyskaną trzy lata temu. Desisa regularnie startuje w wielkich maratonach i jest dobry, ale nie wybitny. No i największe zaskoczenie – 34-letni rekordzista świata w półmaratonie, rodem z Erytrei, Zersenay Tadese. On wydaje się mieć już za sobą lata świetności, a co gorsza, do tej pory w maratonie spisywał się straszliwie słabo. Jego życiówka to zaledwie 2:10:41.

Nike wyselekcjonowało kandydatów na podstawie życiówek oraz testów – m.in. wykonywano sprawdzian na dwie mile oraz bieg z maksymalną szybkością na dystansie 400 metrów. Należy jednak wspomnieć o poważnym ograniczeniu. Pula obejmowała tylko biegaczy sponsorowanych przez amerykańską firmę. Tymczasem czterech ostatnich rekordzistów świata, czyli Kenijczycy Dennis Kimetto, Wilson Kipsang, Partrick Makau oraz Etiopczyk Haile Gebrselassie, biega dla Adidasa. Podobnie jak aktualny rekordzista świata na 5000 i 10 000 metrów, który zwyciężył w tegorocznym Berlinie z fenomenalnym czasem, drugim w historii – 2:03:03. Nike prawdopodobnie cały czas miało duży problem z tym, że to Adidas Adios jest butem, w których bije się rekordy, a nie ich Nike Streak. Czy nowy projekt to zmieni? Zobaczymy. Na razie nie wiadomo nawet, czy ewentualny rekord byłby uznany za oficjalny.

New York Marathon. Fot: flickr.com/mtaphotos  CC BY 2.0

W niedzielę oglądamy maraton w Nowym Jorku!

New York Marathon. Fot: flickr.com/mtaphotos  CC BY 2.0

New York Marathon. Fot: flickr.com/mtaphotos CC BY 2.0

W niedzielę w porze obiadowej w TV będzie do obejrzenia jeden z najciekawszych maratonów świata – Nowy Jork. Początek transmisji o 15:30 w stacji Eurosport.

Nowy Jork po raz kolejny przyciągnął bardzo interesującą stawkę biegaczy, mimo że w tym roku było to utrudnione ze względu na odbywające się w sierpniu Igrzyska Olimpijskie. Najlepsi biegacza świata startują zwykle tylko w dwóch maratonach rocznie, stąd większość z nich po Igrzyskach nie biega już nigdzie jesienią. W Nowym Jorku tradycyjnie biega się bez nadających tempo „zająców”, dlatego rywalizacja i sposób rozegrania biegu bywają zaskakujące. Bieg należy do serii World Marathon Majors – sześciu najbardziej prestiżowych maratonów świata.

Faworytem jest 30-letni Kenijczyk Stanley Biwott, zwycięzca z zeszłego roku, który w tym sezonie był drugi w maratonie w Londynie. Ma doskonałą życiówkę i to świeżą – z kwietnia z Londynu – 2:03:51. Na jego niekorzyść – a może i korzyść? – przemawia tylko fakt, że podczas Igrzysk Olimpijskich nie ukończył biegu. Słabo startuje w upale, ale tego nikt się w Nowym Jorku nie spodziewa. Dzięki zejściu z trasy olimpijskiego maratonu nie jest za to nadmiernie wyeksploatowany. W zeszłym roku doskonale sprawdził się w taktycznym biegu, w którym początek był wolny, a koniec niesamowicie mocny. Ostatnie 10 kilometrów pokonał w czasie 28:35, m.in. biegnąc pod górkę na ostatnich kilometrach. Trudno powiedzieć, na ile mocnym rywalem będzie dla niego Ghirmay Ghebreslassie z Erytrei, aktualny mistrz świata. Zaledwie 20-latek, w tym roku ma za sobą już dwa maratony – był czwarty w Londynie i czwarty poczas Igrzysk Olimpijskich. Jego życiówka jest dużo słabsza niż Biwotta – tylko 2:07:46, ale ten młody zawodnik ma na koncie bardzo szybki półmaraton, pokonany w 1:00:01. Co więcej, jest szansa, że bieg będzie taktyczny i wolny na początku, a właśnie przy takim rozegraniu Ghirmay rok temu zwyciężył w mistrzostwach świata.

Trzecim bardzo mocnym biegaczem jest 26-letni Lelisa Desisa z Etiopii. Dwukrotny zwycięzca z Bostonu był już w Nowym Jorku drugi i trzeci, a jego życiówka to 2:04:45. Dwa lata temu wdał się w słynny pojedynek z Kenijczykiem Wilsonem Kipsangiem. Zawodnicy uderzali się łokciami i wdali w słowne przepychanki, po których Kipsang ruszył mocno i oderwał się od Etiopczyka.

Do walki o czołowe lokaty może się jeszcze włączyć Kenijczyk Lucas Rotich (2:07:17) i być może Amerykanin Dathan Ritzenhein (2:07:47), na którego bardzo liczą gospodarze. Wśród kobiet wielką faworytką jest Kenijka Mary Keitany, która celuje w trzecie zwycięstwo z rzędu. Ma fantastyczną życiówkę – 2:18:37, co czyni ją drugą najszybszą maratonką w historii tego dystansu, za Paulą Radcliffe. Rywalki są jednak bardzo mocne. Przede wszystkim Etiopka Aselefech Mergia, druga w Nowym Jorku rok temu, posiadająca życiówkę 2:19:31 oraz jej rodaczka Buzunesh Deba (2:19:59), w przeszłości dwukrotnie druga w tym biegu. Na liście mamy także dwie bardzo ciekawe debiutantki – Amerykankę Molly Huddle, rekordzistkę USA na 10 000 metrów, z fantastycznym czasem 30:13, bardzo mocną także w półmaratonie (1:07:41) oraz Kenijkę Sally Kipyego, wicemistrzynię olimpijską na 10 000 metrów z 2012 roku. Dodatkową ciekawostką jest występ triathlonowej mistrzyni olimpijskiej z Rio de Janeiro – Amerykanki Gwen Jorgensen, która także zadebiutuje w maratonie.

Prognoza pogody jest niekorzystna – zapowiada się silny, czołowy wiatr.

Mo Farah na zawodach Diamentowej Ligi w Birmingham. Fot. Getty Images 538258950

Mo Farah zapowiada koniec kariery na bieżni

Mo Farah na zawodach Diamentowej Ligi w Birmingham. Fot. Getty Images 538258950

Mo Farah zapowiedział, że od 2018 r. karierę biegową będzie kontynuował na ulicy. Fot. Getty Images

Brytyjski długodystansowiec Mo Farah zapowiedział, że przyszły sezon będzie jego ostatnim na bieżni. To na tej nawierzchni osiągnął największe sukcesy, ale w kolejnych latach chce się skupić na bieganiu dłuższych dystansów na ulicy.

Jeszcze niedawno zastanawialiśmy się, czy Mo Farah jest największym długodystansowcem w historii? Na pewno niewiele brakuje mu pod względem skuteczności – na bieżni zdobył m.in. cztery tytuły olimpijskie oraz pięć tytułów mistrza świata, na 5000 i 10 000 metrów. Słabiej wypadał w crossie i na ulicy. Na tych nawierzchniach jest także zawodnikiem z absolutnej czołówki, ale na bieżni był praktycznie niepokonany. Na ulicy jest inaczej. Chociaż jest rekordzistą Europy w półmaratonie, w tym roku podczas mistrzostw świata na tym dystansie był dopiero trzeci. W maratonie było jeszcze gorzej. Podczas jedynego swojego występu na tym dystansie, w 2014 w Londynie, Mo osiągnął bardzo go rozczarowujący czas 2:08:21. Nie udało się pobić nawet rekordu Wielkiej Brytanii, lepszego o ponad minutę i należącego do biegacza jeszcze z amatorskich czasów, Steve’a Jonesa. A warto przypomnieć, że przed tym biegiem pojawiały się głosy, że Brytyjczyk myśli nawet o pokonaniu bariery 2 godzin!

W biegach ulicznych pieniądze są zdecydowanie większe niż na bieżni i z pewnością jest to jedna z motywacji Brytyjczyka. Z drugiej strony, w przyszłym roku skończy 34 lata i z pewnością zdaje sobie sprawę, że obrona tytułów olimpijskich w 2020 na bieżni w Tokio wydaje się mało prawdopodobna. W maratonie Farah ma potencjał do poprawy, prawdopodobnie także w półmaratonie jest jeszcze w stanie wyśrubować życiówkę.

Na razie jednak pozostaje jeszcze bardzo interesujący sezon 2017. Mistrzostwa świata odbędą się w Londynie, a Farah jest największą lekkoatletyczną gwiazdą tego kraju. Ze względu na jego występ i próbę trzeciego z rzędu dubla na dystansach 5000 i 10 000 metrów, już wyprzedano bilety na te imprezę. W całej swojej karierze Farah nigdy nie przegrał biegu w Londynie, m.in. zdobywając tam dwa tytuły olimpijskie. W przyszłym roku zapowiada skupienie się na próbie poprawy życiówek na bieżni, a potem obronie tytułów mistrzowskich. Jego ostatnimi biegami na bieżni mają być zawody właśnie w Wielkiej Brytanii: najpierw Diamentowa Liga w Londynie, a potem mistrzostwa świata w tym samym mieście.

Koniec kariery Mo Faraha na bieżni, a wkrótce także prawdopodobnie odejście najlepszego sprintera wszechczasów, Usaina Bolta, będzie dużym ciosem w popularność dyscypliny. Warto też zauważyć, że jakiś czas temu Farah ogłosił, że jego współpraca trenerska ze słynnym Alberto Salzarem uległa rozluźnieniu. Kluczowe treningi nadal planuje Salazar, ale poza tym Farah trenuje na własną rękę i rzadko widzi się ze szkoleniowcem. Być może decyzja o kontynuowaniu kariery tylko na ulicy będzie ostatecznym zakończeniem współpracy obu panów.