Ultramaraton Barkley 100 – najtrudniejsza ucieczka z więzienia

Barkley 100
Materiały Barkley Marathons

Jaki jest najtrudniejszy bieg ultra świata? Nieliczni mówią, że Barkley 100. Nieliczni, bo po świecie chodzi tylko garstka ludzi, którzy ukończyli bieg z przewyższeniami dwukrotnie większymi niż na UTMB. Jeśli gdzieś leje się krew, łzy, a w gęstych krzaczorach słychać wycie wariatów, to właśnie tam.

 Wykorzystane zdjęcia są klatkami z filmów o Barkley 100. 
Umysły osób, które organizują biegi ultra są mocno pokręcone. Trzeba mieć specyficzne predyspozycje, by chodzić dniami i nocami po górach i sprawdzać, którędy w ogóle da się wbiec, gdzie będzie bardziej bolało i do jakiego stopnia ograniczyć uczestnikom dostęp do strefy komfortu. Karl Henn i Gary Cantrell w światku ultrasów mają opinię kompletnych świrów. Zainspirowała ich historia pewnego zbiega – Jamesa Earla Raya. Dla polskiego czytelnika to postać nieznana. W USA jest niestety bardziej popularny. To on zamordował Martina Luthera Kinga. Przyznał się do tego 10 marca 1969 roku. Dostał za to 99 lata więzienia. Sędzia wybierając dla niego miejsce odsiadki zdecydował się na naprawdę paskudną okolicę – Brushy Mountain State Prison. Nie tylko dlatego, że Ray był złym człowiekiem. Sędzia docenił też jego inny talent – do uciekania. Przed dokonaniem morderstwa na pastorze Kingu James Earl zwiał z więzienia stanowego Missouri.

Śladami morderczej legendy

Brushy Mountain było wtedy uznawane za miejsce, z którego nie da się uciec, a przynajmniej niezbyt daleko. Wewnątrz warunki były spartańskie. Na zewnątrz było jeszcze gorzej. Więzienie ulokowano w kotlinie. Otoczone jest górskimi szczytami pokrytymi lasem i gęstymi krzakami. Niezbyt przyjemna jest też pogoda. Gdy pada, to tak, jakby natura mściła się na okolicy krojąc ją strugami deszczu. Temperatura potrafi zmienić się momentalnie – zlepiając zbocza mokrą breją wymieszaną z gnijącymi liśćmi. Ray spróbował zmierzyć się ze strażnikami. Pokonał ich i płot. Z otaczającą naturą przegrał. Jego ucieczka w 1971 roku zakończyła się fiaskiem. Przeszła jednak do legendy, bo specjalista od ucieczek przez 54 godziny przebył zaledwie 13 kilometrów. Pechunio.
barkley
Karl Henn i Gary Cantrell lubili biegać. Postanowili ruszyć szlakami Raya. Strażnicy parku , bo więzienie stoi we Frozen Head State Park, odradzali im wyprawę. Chłopaki wrócili jednak dzień później brudni, przemoczeni, zziębnięci i szczęśliwi, że mogą ogłosić swój pomysł. Obiecali strażnikom, że sprowadzą tu swoich biegających kolegów i zrobią im… bieg. Domyślacie się zapewne, że parkowi rangersi w pierwszej kolejności sprawdzili, gdzie jest najbliższy szpital psychiatryczny, a gdy okazało się, że nie ma takiego w okolicy, puścili ich wolno. Tyle, że Karl i Gary rozpuścili wici wśród ultrasów i idei biegu nie dało się już zatrzymać.
Barkley 100

Wyrywanie kartek z książki

W 1985 r. narysowali na mapie 32-kilometrową pętlę, wzięli po 1,6$. wpisowego (chyba po to, żeby odsiać bezdomnych), powiesili na drzewach książki i puścili 13 wariatów na trasę. Aha – kazali im biec 100 mil. Oczywiście po drodze nie było wielu wolontariuszy, a jedynym dowodem na to, że człowiek poruszał się po trasie były strony wyrywane z napotkanych książek. W 1985 roku nikt jednak nie wyrwał wystarczającej liczby kartek w czasie 60 godzin (bo taki jest limit). Rok później też nikt nie ukończył. Dwa lata później… dla odmiany też nikt nie ukończył. Trzeci wyścig zakończył się opatrzeniem wielu pozdzieranych do krwi (przez okoliczne ciernie) łydek, ale wciąż brakowało jakiegoś miłego akcentu na mecie w postaci zwycięzcy wyścigu na 100 mil.
Plan był taki, że opiszę wszystkie te lata, które zakończyły się bez „finishera”, ale redakcja, by mi tekstu nie przyjęła, więc uspokoję was. Znalazł się wreszcie jeden. W 1995 roku. Z resztą całkiem nieoczekiwanie dla samych organizatorów, którzy stracili już nadzieję i nie mieli nawet koszulki z nadrukiem „Ukończyłem Barkley 100”. Z relacji zwycięzcy, Brytyjczyka Marka Williamsa, można domyślić się dlaczego tak mało osób kończyło bieg. Pierwsza selekcja odbywała się na starcie. Organizatorzy potrafili odwalić na nim połowę stawki za start z niewłaściwego miejsca… Williams pokonał trasę w 59 godz. 28 minut.
 barkley

Legendy na trasie

Na kolejnych ludzi, którzy ukończyli bieg w limicie trzeba było czekać kolejnych 6 lat. Organizatorzy i tak im nie zaliczyli czasu 58:21 bo zboczyli niecałe 200 metrów z trasy.
O skali trudności tego biegu świadczy nie tylko dziwne usposobienie organizatorów, ale i przewyższenia. 18,2 tys. metrów w górę, tyle samo w dół to dawka niewyobrażalna dla zwykłego człowieka. Suma przewyższeń jest dwukrotnie większa niż na UTMB! Choć na mecie nie leży worek pieniędzy, to kolejnych chętnych do udziału w wyścigu nie brakowało. Rekord należy obecnie do legendarnego Briana Robinsona. W 2008 roku wygrał w czasie 55:42. Robinson był już wtedy postacią kultową. To gość, który w ciągu jednego roku kalendarzowego (2001) pokonał trzy najdłuższe szlaki wędrowne w USA:  Pacific Crest Trail, Appalachian Trail i Continental Divide Trail. W sumie przebiegł i przeszedł 11265 kilometrów!
To w sumie dobrze podsumowuje czym jest Barkley 100. Do tej pory ukończyło go 14 śmiałków. Większość z nich to ludzie, którzy mają za sobą startu w innych (najtrudniejszych, najdłuższych, najpaskudniejszych biegach świata). Chętni muszą świetnie nawigować (nie można używać GPS), znosić naprawdę kiepską pogodę, mieć stalowe nogi i płuca. Nie ma co liczyć na punkty medyczne, odżywczy jest jeden i kilka z wodą. Większość z Was pewnie pierwszy raz przeczytała o Barkley, co oznacza, że liczenie na sławę też jest wątpliwe. Niewątpliwie można jednak dowiedzieć się co jest po drugiej stronie wrażenia, że więcej „nie dam rady”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *