Z cyklu przychodzi kontuzja do biegacza. #4 Strzał w kolano czyli czynniki wzrostu

“Współczuję! To strasznie boli” – powiedziała dziewczyna przechadzająca się o kulach po korytarzu w Ortopedice, gdzie właśnie czekałam na podanie czynników wzrostu. Z jej kolana wystawała rurka prowadząca do woreczka z krwią. Zrobiło mi się słabo.

USG kolana

USG kolana. Niewiele da się na nim zobaczyć nie znając się na interpretacji tej „niedostrojonej anteny TV”, ale dr Sroczyński nagrał również film, na którym pęknięcie łąkotki było widać bardzo klarownie.

Łąkotka goi się sześć tygodni. Dobrze jest zapewnić jej w tym czasie spokój. Nie robić przysiadów, nie zginać nogi w pełnym zakresie ruchu, nie podrażniać, nie skręcać kości udowej względem piszczelowej. A jeśli trzeba ostentacyjnie odwrócić się na pięcie i odejść, lepiej wybrać drugą piętę. Jak się o tym nie pamięta i raz na jakiś czas zafunduje sobie ten jeden fałszywy ruch… cóż, masz wrażenie, że zaczynasz od początku. Niezaliczenie ani jednej takiej wtopy okazało się być dla mnie mission impossible. Nie żebym miała szczególne ADHD. Tylko weź i spróbuj żyć normalnie, gdy masz w kolanie konstrukcję wątłą jak skrzydło motyla, a rzeczywistość wokół usiana jest słoniami w składzie porcelany. Gdy na ten przykład zachce ci się w nocy siku, a nikt nie wie jak to się stało, ale właśnie leżysz od ściany. Masz przed sobą nie lada challenge. Musisz zrobić slalom pomiędzy kończynami psa, który w łóżku przeobraża się co najmniej w bydlę wielkości bernardyna, a dwoma kotami, z których jeden wybitnie upodobał sobie twoje chore kolano by ułożyć na nim bite 6 kilo swojej masy. I jest jeszcze mąż, najmniej w tym towarzystwie komplikujący sprawy. Próbujesz wyleźć od strony “głowy “ łóżka i w tych akrobacjach w 1 na 10 przypadków musi pójść coś nie tak. Albo, gdy idziesz sobie ze swoim ukochanym zwierzęciem przez pasy tuż za rondem, gdy naraz kierowca wiozący chyba rodzącą kobietę wyskakuje z tegoż ronda jak z procy. A twoja najdroższa psina na środku pasów postanawia przystanąć i wąchnąć coś arcyciekawego w obecnej w tym miejscu plwocinie. Powodowany instynktem zwijasz psa ze stanowiska obwąchiwawczego i odwracasz się na losowo wybranej pięcie… (bingo! trafiony zatopiony!). Codzienne życie nie sprzyja leczeniu łąkotki! Taka jest prawda. Od momentu gdy 26 czerwca zdiagnozowano, że jest pęknięta, do 26 sierpnia, kiedy trafiłam za namową Ewy Witek-Piotrowskiej do doktora Mikołaja Wróbla do Ortopediki – takich wtop zaliczyłam krocie.

Spodziewałam się, że obóz pole dance, na który pojechałam w sierpniu tylko pogorszy sprawę, ale zaskakująco – czułam się po nim znacznie lepiej. Na sali unikałam figur, które mogłyby być inwazyjne dla kolana, a poza tym – ledwie wyściubiałam nos poza ośrodek. Poszłam może na 2 spacery po 50 minut. Codziennie spędzałam ćwicząc po 3, czasem 4 godziny. Kolano odpoczęło, stan zapalny się uspokoił. Ale weryfikacja przyszła podczas pierwszego dłuższego spaceru.

Szczęki 3

Jadąc do lekarza czułam się trochę jak symulant. Doktor Wróbel pomachał moją nogą w te i wewte, popatrzył sceptycznie (No tak jak to się na symulantkę patrzy). Zrobił mi krótki wykład o urazach łąkotek. – Całkiem prawdopodobne, że nie ma tam pęknięcia, tylko był mocny obrzęk i to on powodował dolegliwości. A w CM Gamma, gdzie robiła pani rezonans mają bardzo czuły sprzęt i to pęknięcie to mogą być zakłócenia. Zrobimy USG, bo ja pani nie podam czynników wzrostu jeśli tam nie ma pęknięcia. To tylko pani zaszkodzi – tłumaczył. A ja tak bardzo chciałam żeby miał rację. Analizowałam sobie, że jednak pewnie jestem mazgaj, pieszczący się ze sobą. Jak zawsze! A inni na pewno by na takim kolanie biegali. Chwilę później leżałam w gabinecie USG, a doktor Sroczyński nagrywał filmik z wnętrza mojego kolana. Jeśli ktokolwiek miał wątpliwość, że łąkotka jest pęknięta, to teraz miał to czarno na białym. Scena przypominała fragment filmu “Szczęki 3” na telewizorze typu Rubin z kiepsko wyregulowaną anteną. W moim kolanie siedział żarłacz. Rozwierał paszczę przy każdym ruchu kolanem. “No dobrze. To podajemy czynniki wzrostu” – padła decyzja.

Gój się!

Skutkowało to tym, że karta płatnicza wyszczuplała o 750 zł, a mój układ naczyniowy pozbył się solidnych kilku fiolek krwi. Czynniki wzrostu są bowiem białkami, wyseparowanymi z własnej krwi pacjenta, których zadaniem jest stymulacja procesów naprawczych i regeneracyjnych tkanek po uszkodzeniu. Czynniki są uwalniane w odpowiedzi na uszkodzenie tkanek w procesie krzepnięcia krwi. Napędzają przemieszczanie się komórek do miejsca uszkodzenia, ich namnażanie i różnicowanie. Słowem – używa się ich do zintensyfikowania procesu gojenia tkanek – mięśni, ścięgien, więzadeł, kości, chrząstek. Podaje się je czasem przy operacjach, by wspomóc leczenie, stosuje się je też w leczeniu zmian zwyrodnieniowych i przeciążeniowych.

Szczęśliwi (w nieszczęściu) ci, którzy przychodzą z rozwalonym ścięgnem Achillesa, chorobami rozmaitych przyczepów ścięgien do kości, z kolanem skoczka, łokciem tenisisty, golfisty, uszkodzonym rozcięgnem podeszwowym. W takich przypadkach skuteczność jest spora. Pacjent ma ok. 80% szans, że wszystko się uda i obejdzie się bez operacji. “W przypadku łąkotek szanse są mniejsze. 50-60%.” – objaśnił mi doktor Wróbel, zanim zaprosił mnie na salę USG, gdzie miał się odbyć zabieg. “Ale warto spróbować” – dodał.

Do wykonywania ćwiczeń podchodziłam jak do jeża.

Do ćwiczeń na stabilizację podchodziłam jak do jeża. Wykonywałam je ale bez wiary w powodzenie. Łajka próbowała pomagać…

Strzał w kolano

Do pozyskania osocza bogatopłytkowego trzeba pobrać ok. 40 ml krwi żylnej, którą odwirowuje się przez kilka minut. Później zgarnia się pipetą odpowiednią frakcję, o wysokiej koncentracji płytek krwi z czynnikami wzrostu. Pozyskuje się w ten sposób ok. 2 ml koncentratu. Pacjent trafia na leżankę przy USG i zaczyna się stresować tym, że inny pacjent z krwią w kolanie nastraszył go, że będzie bolało. Doktor Wróbel również nie owijał w bawełnę. Opowiedział mi o swoim przypadku z nadgarstkiem i że jadąc w dużej mierze na przeciwbólowcach i chłodząc to miejsce praktycznie przez cały czas przez dwie doby – dało się wytrzymać. Co więcej, większość leków przeciwbólowych może zahamować działanie czynników wzrostu. Można stosować tylko te, które nie działają również przeciwzapalnie. A czy te akurat będą dobrze działać na danego pacjenta… ? “Co mnie nie zabije to wzmocni” myślałam sobie leżąc napięta jak basowa struna i próbując żartować z panami doktorami tak, by się nie zorientowali w jakim jestem stresie. “Obym tylko nie zemdlała. Zwłaszcza na leżąco. To będzie niezła kicha” – na tym skupiłam swoje myśli. Okazało się jednak, że podanie czynnika wzrostu w łąkotkę nie boli jakoś szczególnie. Wszystko odbywa się pod czujnym “okiem” USG. Lekarz wkłuwa się igłą do wnętrza, najpierw podaje jednak jakieś drobne znieczulenie, więc samo wkłucie się nie jest niczym dramatycznym. Później czuć “myszkowanie igły” wewnątrz, nakłuwanie to tu, to tam. Jest też nieprzyjemne rozpieranie. Ale nastawiony na pomniejszą katastrofę pacjent może się poczuć zawiedziony. Łąkotka jest jednak wyjątkową strukturą – jest ukrwiona tak jak kot napłakał. Co powoduje, że – fajnie, bo nie boli, ale i słabo, bo pacjent zaczyna się stresować, że skoro nie bolało, to pewnie nie zadziała.

„Takie lepsze ci kupiłem, z odblaskami!”

Terapia czynnikami wzrostu nie wiąże się z ryzykiem transmisji chorób wirusowych czy reakcji uczuleniowej, bo mamy do czynienia tylko z własną krwią. Czasem stosuje się unieruchomienie kończyny w ortezie, żeby warunki do gojenia były lepsze. Zalecono mi żebym pozyskała kule łokciowe i przez całe trzy tygodnie nie obciążała nogi i uważała na nią. Ortezy mi nie zalecono. Wyszłam z Ortopediki jeszcze o własnych siłach (po schodach, bo jakoś nie mogłam znaleźć windy). Po tych trzech tygodniach miałam się zgłosić na rehabilitację do Ewy. I zacząć powoli obciążać nogę. Koniec instruktażu. Widzimy się za 8 tygodni. I wtedy zrobimy kolejne USG, będziemy myśleć dalej. Doktor Wróbel pocieszył mnie jeszcze tym, że wiąże spore nadzieje z moim kolanem, bo piszą właśnie pracę na temat leczenia łąkotek czynnikami wzrostu i bardzo chciałby żeby moje kolano było udanym przypadkiem w tej pracy.

Na razie musiałam pozyskać kule. Bo bez nich nawet trudno doturlać się do łazienki. Przez chwilę kombinowałam od kogo by tu pożyczyć kule. Bo przecież zakup kul to trochę zgoda na to, że będą potrzebne dłużej, a może kolano się dowie i nie zechce wyleczyć tak łatwo? Okazało się jednak, że to nie taka prosta sprawa. Jak ktoś ma to używa właśnie, albo nie ma bo pożyczał. Po 1,5 dnia bujania się i suwania dupska po podłodze to tu, to tam, miałam wreszcie w rękach nowiuśki sprzęt. “Kupiłem ci takie droższe. Z gumowanymi rączkami i odblaskami!” – pochwalił się dumnie mój mąż.

Spacer z psem

Brak spacerów z Łajką był tym, co przeżyłam najciężej.

3 tygodnie w więzieniu niepełnosprawności

Dla mnie zaczynał się okres, gdy miałam się przekonać jak trudno jest aktywnemu od lat człowiekowi nagle zostać uziemionym. Jak trudno jest nie móc sobie samemu przetransportować herbatę, suwając kubek po podłodze do pokoju. Prosić o każdą głupotę albo spędzać nad jej wykonaniem mnóstwo czasu. Jedynym dużym plusem było to, że przez trzy tygodnie popracuję solidnie nad łapami i plecami. “To się przyda do pole dance” – myślałam sobie z cwanym uśmieszkiem. Nikt mi nie powiedział jak o tych kulach chodzić, więc kicałam z jedną nogą przygiętą non-stop. Mogłam się tak poruszać całkiem szybko, jak na kulawca. Tylko na początku bardzo szybko się męczyłam. Liczyłam sobie kroki i cieszyłam się z postępów. Gdy mogłam wreszcie zrobić 50 kroków bez zatrzymania, radowałam się jak wtedy, gdy przebiegłam swoje pierwsze 10 km. A wyprawa po czekoladę do oddalonego o kilometr od domu sklepu i z powrotem, była dla mnie jak pierwszy maraton. Cierpiałam jednak jak diabli, że nie mogę wyjść na spacer ze swoim psem. Albo inaczej – wyjść mogłam. Ale byłam dla Łajki jak pokraczne drzewo, element krajobrazu. A tak marzyłam żeby się z nią pobawić, rzucił piłkę, zobaczyć obłęd w jej oczach, gdy dziko skacze do góry żebym rzuciła jej patyk. To był dramat. Czułam, że ona woli spędzać czas z moim mężem, bo z nim teraz znacznie więcej się działo. Ja byłam najwyżej ręką, która karmi i głaszcze.

Tykająca bomba w kolanie

Trudno było się też motywować do prostych ćwiczeń, które miałam robić. Nawet do końca nie wiedziałam jak się do nich przymierzyć. Noga była podkurczona bo spędzała tak większość dnia. A próba wyprostowania jej powodowała ból. Duży ból. Nie wiedziałam, że ćwiczenia powinnam robić 2-3 razy dziennie. Nie dostałam zastrzyków przeciwzakrzepowych, co trochę mnie stresowało. W dodatku czułam jednak, że brak unieruchomienia z jednoczesnym brakiem usztywnienia samego elementu uszkodzonego, czyli łąkotki, powoduje, że cała ta akcja jest trochę grubymi nićmi szyta. Albo inaczej – właśnie nie szyta, tylko sklejona klejem do papieru o konsystencji przezroczystego płynu aplikowanego gąbeczką. To nawet nie był taki biały klej w sztyfcie! Jakbym nakleiła takim bombki na papierową choinkę w przedszkolu, to posiedziałabym z pięć minut trzymając palcami każdą z bombek żeby mieć pewność, że ten klej zadziała. Teraz, z łąkotką miałam wrażenie, że ten klej bombek nie utrzyma.

Odczuwałam swoją sytuację jako beznadziejną. Czekałam nie wiadomo na co. Nic namacalnego nie zbliżało mnie do sukcesu. Stresujące było przewrócenie się w łóżku w nocy, z jednoczesnym zrzuceniem 6-kilowego kota. Stresujące było to, że może mi się zachce siku. Jakikolwiek przypadkowy, dziwny ruch nogą powodował, że w mojej głowie rodziła się myśl – “I **** bombki strzelił”.

Mówiłam sobie, że w ogóle się na tym nie znam, więc nie ma co zdawać się na swoje wrażenia. Trzeba się było zdać na tych, którzy wiedzą jak to działa. Zaufać i czekać.

P.S. Wizyta u doktora Wróbla w Ortopedice to koszt 200 zł. USG to kolejne 200 zł. Podanie czynników wzrostu zaczyna się w cenniku od 750 zł, najdroższa opcja (z kwasem hialuronowym to 1250 zł). Wizyty u fizjoterapeuty w Ortorehu to koszt 110-150 zł. Ja mam kartę zniżkową i lubię chodzić do Ewy. Terapia czynnikami wzrostu w przypadku łąkotki nie boli tak, jak zapowiadają. Ale działa również tak jak zapowiadają, czyli – albo się uda albo nie. W moim przypadku – się nie. Kosztuje też sporo nerwów przy rozmyślaniach, że może się jednak uda, albo – czy ja tym ruchem właśnie zaprzepaściłam szansę na wydobrzenie?

P.S. 2. Doktorowi Wróblowi dobrze z oczu patrzyło. Był zabawny, szczery, miał mnóstwo dobrych chęci. Pewnie zdecydowałabym się kroić kolano u niego, gdyby cena ok. 12 000 zł za szycie łąkotki nie zwaliła mnie z nóg (obu, chorej i zdrowej). A coś takiego jak NFZ nie figuruje w słowniczku tej kliniki.

Komentarze