Z górskich szlaków do czołówki biegów ekstremalnych. Przemysław Senderski: „Stawiam na siłę spokoju” [WYWIAD]

Przemysław Senderski

Dołączył do grupy Husaria Race Team i na stałe zamienił biegi górskie na biegi z przeszkodami. Szybko znalazł się w  krajowej czołówce. Przemysław Senderski w rozmowie z Jarkiem Więcławskim opowiedział m.in. o tegorocznych planach startowych, łączeniu treningu z pracą oraz roli psychiki podczas startu.

Zbliża się bardzo ważna impreza w tegorocznym kalendarzu startów – mistrzostwa Europy w biegach z przeszkodami w Holandii. To dla Ciebie najważniejsze zawody w tym sezonie?

Tak, myślę, że można nazwać to najważniejszym startem w sezonie. Długo się do nich przygotowywałem. Właściwie od marca naszym głównym celem były zawody w Holandii. Na imprezie będzie bardzo trudno, ale dam z siebie wszystko.

Jest jakiś cel, który sobie stawiasz przed tymi zawodami? W ogóle przed kolejnymi startami zakładasz, jaki wynik chciałbyś osiągnąć?

Zwykle robię tak przed startami, ale mistrzostwa to impreza innego typu. Gdy startuję w Polsce, choćby w Runmageddonie, to znam rywali, wiem na co ich stać, w jakiej są aktualnie formie, podglądamy się nawzajem. Na zawodach rangi mistrzowskiej trudniej to ocenić. Nie wiadomo, jak zaprezentują się zawodnicy z innych krajów.

Jeszcze niedawno zajmowałeś się biegami górskimi, teraz w pełni oddałeś się biegom z przeszkodami. Skąd ta zmiana?

Trudne pytanie. Jeszcze w 2015 roku skupiałem się na biegach górskich i z nimi wiązałem przyszłość. Później dołączyłem do zespołu Husaria Race Team. Pobiegłem raz, drugi i w końcu wkręciłem się w biegi OCR. Tak już zostało, choć nie do końca zrezygnowałem z biegów górskich, bo teraz też część tras ma profil górski.

Co było najtrudniejsze, gdy zaczynałeś starty w Runmageddonie?

Nigdy nie byłem osobą stricte siłową, więc bałem się, że niektóre przeszkody siłowe mnie zmiażdżą. Tak się jednak nie stało, choć na początku zdarzały się komplikacje.

Pierwsze próby traktowałeś w charakterze jednorazowego występu, a może już wtedy zakładałeś, że może Cię to bardziej zainteresować?

W 2015 roku już co nie co wiedziałem o samych biegach OCR, wystartowałem w dwóch zawodach. Wiedziałem o szybkim rozwoju Runmageddonu w Polsce, planowałem występ w Myślenicach w 2016 roku. Poznałem Wojtka Brzoskwinię, rozmawiałem z nim na ten temat. On zaproponował mi wyjazd do Warszawy na Zimowego Hardcora. Zgodziłem się, bo lubię wyzwania. Nie powiedziałbym jednak, że to miała być jednorazowa przygoda, bo od razu się tym zajawiłem.

Przemysław Sanderski

Błoto, brud, wyczerpanie fizyczne – to pewnie pierwsze skojarzenia, jakie przeciętna osoba miałaby na temat biegów OCR. A Tobie z czym się kojarzy?

Na pewno z walką z samym sobą, przekraczaniem własnych granic. Po to trenujemy, żeby stawać się coraz lepszymi i osiągać lepsze wyniki. To walka o najwyższe cele i możliwość sprawdzenia się na przeszkodach – mi to sprawia największą frajdę. Chodzi o to, aby bawić się tym sportem, cieszyć się podczas pokonywania kolejnych przeszkód.

Runmageddon z roku na rok zyskuje na popularności. Z czego to wynika? Ludzie lubią walczyć ze swoimi słabościami, sprawdzać organizm w ekstremalnych warunkach?

Myślę, że dokładnie z tych powodów. Ludzie chcą sprawdzać własną wytrzymałość, przesuwać granice i spróbować czegoś ciekawszego niż zwykłe bieganie. Poniekąd wynika to też z mody. Sam Runmageddon, tak słyszałem, ma jakieś 80% rynku biegów OCR w Polsce i dobrze się promuje.

Co do zwyczajnego biegania, na pierwszy rzut oka różni się ono od biegania z przeszkodami. A jak różni się trening?

Przede wszystkim musiałem dołożyć treningi siłowe. W biegach OCR oprócz szybkości musimy być zwinni i silni. Sam trening do biegania niewiele się zmienił. Zarówno teraz, jak i przy biegach górskich, istotny jest trening crossowy.

Przemysław Senderski

A czy zamiana biegania z przeszkodami na biegi zwykłe wiąże się z trudnościami? Osoby stale biegające Runmageddon nie miałyby problemu z przejściem na zwykłe bieganie na dobrym poziomie?

Nie widzę w tym problemu. Wielu kolegów startuje w biegach górskich czy ulicznych, z sukcesami, zajmują miejsca w czołówce.

Starty w zawodach łączysz ze stałą pracę. Kiedy znajdujesz czas na trening?

Trenuję sześć razy w tygodniu. Staram się robić to przed pracą, a do niej chodzę na godzinę 10. Poświęcam na trening około 2 godzin dziennie z rana.

Jak ważną rolę w startach odgrywa psychika?

Psychika w każdym sporcie odgrywa dużą rolę. Sam miałem z nią kiedyś pewien problem. Podczas startów nie wytrzymywałem presji. Było to widać na ubiegłorocznym finale. Postawili mnie wtedy w gronie faworytów, za bardzo wziąłem to do głowy i też za bardzo się spiąłem, co wpłynęło na wynik. Od tego czasu dużo nad tym pracowałem i jest o wiele lepiej. Teraz na starcie stawiam na siłę spokoju. Jest jeden cel: dotarcie do mety.

Biegi z przeszkodami to twoja pasja. Nie masz jednak czasem na trasie dość? Podczas startu, na kolejnych przeszkodach, gdzieś w błocie, nie zastanawiasz się nad tym, dlaczego akurat taki rodzaj biegu i po co Ci to?

Czasami się takie myśli zdarzają. Gdy w trakcie biegu robi się ciężko, zastanawiam się, po co mi to było. To są jednak krótkie myśli, które szybko staram się oddalić od siebie i skupić na tym, co w danym momencie wykonuje. Nigdy jednak nie jest to nic w stylu „nigdy więcej”.

Masz swoje ulubione przeszkody? Ulubione to te, które są najtrudniejsze czy najłatwiejsze?

Zdecydowanie najwięcej radości sprawiają te najtrudniejsze. Uwielbiam Multi Ring i Pole Dance. Jestem zawiedziony, gdy organizator w jakiś sposób stara się to ułatwiać. Tak było np. w Warszawie, gdzie na Pole Dance, przed samą metą, organizator postawił siatkę. Im trudniej, tym lepiej.

W poprzednim roku przebiegłeś ponad 30 biegów. Taka liczba to twoim zdaniem dużo, a może tym razem celujesz w więcej startów? Ile masz już za sobą w tym roku?

W tym roku mam za sobą 10 startów. Nie zamierzam się ścigać z ubiegłorocznym wynikiem, bo to było szaleństwo. Jak widać byłem w stanie to zrobić, ale od połowy kwietnia do połowy czerwca startowałem przynajmniej raz w ciągu każdego weekendu, a zdarzały się często takie, podczas których biegałem dwukrotnie. To była przesada, za co mocno odpokutowałem w lipcu. Organizm był wyczerpany i musiałem zrobić sobie reset. W tym roku startów będzie mniej, lepiej to sobie poukładałem. Nie idę na ilość, ale na jakość. Wiem, że muszę odpoczywać pomiędzy startami, nabrać tchu, by potem znów walczyć o najwyższe cele. Nie ma momentu zjazdu.

Jest jakiś konkretny okres, którego potrzebujesz na regenerację pomiędzy startami?

Z tym bywa różnie. Czasem bywa, że wstaję następnego dnia po starcie i jestem gotowy do więcej. Innym razem dobiegam do mety i mógłbym biec dalej, tak było ostatnio na hałdach.

Na którym dystansie czujesz się najlepiej?

Zdecydowanie classic. To widać też w tym sezonie. Trzy razy startowałem na tym dystansie i trzy razy wygrałem.

Biegi z przeszkodami to rywalizacja, ale w tej dyscyplinie ważną rolę odgrywa chyba też przyjaźń, co widać też po twojej identyfikacji z Husarią.

Tak, oczywiście, to nie tylko rywalizacja. Również spotykamy się ze sobą po zawodach i mamy czas na coś poza sportem. Taki kontakt mam nie tylko w ramach Husarii, ale także z zawodnikami z innych zespołów. Środowisko jest dosyć spójne. Jesteśmy profesjonalistami, rywalizujemy ze sobą, ale po startach jest bardzo przyjazna atmosfera.

Są jakieś cechy wspólne wyróżniające osoby, które na stałe zajmują się takimi biegami? Dałoby się taką grupę jakoś scharakteryzować, a może to bardzo różne charaktery?

Raczej ta druga opcja. Każdy z nas jest inny, ma różny charakter, mentalność. Mimo różnic między nami mamy jeden czynnik wspólny, jakim są biegi z przeszkodami – to nas spaja, łączy i pomaga zaciskać więzy.

Czy brałeś/aś udział w biegu ekstremalnym?

Komentarze