fbpx

“Chcę zacząć biegać, ale…” 10 klasycznych wymówek [felieton]

Autor: Marcin Lenski • 15.04.2014

Biegowe wymówki. Pies. Fot. istockphoto.com

Fot. istockphoto.com

Bieganie szkodzi i jest nudne! Nie mam czasu i motywacji, nie mam gdzie biegać… I w ogóle! Powodów do tego by nie biegać można znaleźć ze sto albo i więcej. W kontrze stoi tylko jedna odpowiedź – “Biegam, bo chcę!” Oto wymówki, którymi ludzie posługują się najczęściej.

Bieganie szkodzi ścięgnom i stawom!

Wręcz odwrotnie, wiele dowodów wskazuje  na to, że bieganie i związane z nim obciążenie wzmacniają nie tylko stawy ale i kości. Pierwszym dowodem, na to, że bieganie pomaga, byli nasi praprzodkowie, bo albo kogoś gonili, albo przed kimś uciekali. Podówczas bardziej szkodliwym dla ludzkiego zdrowia i życia był tygrys, lew czy inne zwierzę. Pomijając jednak aspekt humorystyczny – na podstawie badań przeprowadzonych kilka lat temu w Australii wykazano, iż biegające kobiety miały lepiej zachowaną strukturę mineralną kości a biegacze mieli silniejsze kości od kolarzy. Myślę, że również mieli mniej problemów z prostatą, ale o tym badania milczą.

Po bieganiu bolą mnie nogi

Bolące nogi, po pierwsze są nie tylko domeną biegaczy. Kłopoty z tą przypadłością mają również aptekarki, fryzjerki i inne kobiety cierpiące na „udział w reklamie”. Według której zalecany jest specyfik w maści, który ma zapewnić przywrócenie krążenia. Na ich miejscu poszedłbym raczej pobiegać, bo to ruch właśnie zmusza nasz organizm do zwiększonego przetaczania krwi. Inną sprawą jest to, że kiedy zaczynamy biegać, to fakt, nasz organizm (a odczuwamy to głównie w nogach) musi się przystosować do zwiększonych obciążeń. Bądź do obciążeń w ogóle! Można jednak zminimalizować problem przez zmniejszenie długości biegu, czy liczby treningów albo przez zakup nowego lepiej dopasowanego do naszych potrzeb obuwia.

Nie znam nudniejszej czynności niż bieganie

Cóż, bieganie jest sportem dla ciekawych ludzi, bo prawdą jest, że przez długi czas jedynym partnerem do rozmowy jesteśmy my we własnej osobie. Poza tym, nie, kto inny, tylko my sami powodujemy, że dopada nas nuda, powtarzając codziennie te same czynności a więc choćby biegając po starych i dobrze już nam znanych trasach. Podobnie jako czynniki „nudotwórcze”, należy potraktować: bieganie wciąż tym samym tempem bądź w samotności, nie przyłączając się do innych biegaczy. Ileż w końcu można się włóczyć i to w dodatku samemu?! Proponuję zejść z wydeptanej ścieżki, zwolnić lub przyspieszyć i znaleźć osobę, z którą można będzie pogadać w czasie biegu. Dodatkowym stymulantem  będzie na pewno start w zawodach! Poza tym, znam nudniejsze czynności – wędkarstwo, szachy i relacje z posiedzeń sejmu na żywo. Kto to wytrzyma?

Nie wiem jak zacząć…

Tak po prostu. To potrafi każdy. Nikt nie musi nas tego uczyć, bo w całym życiu na pewno było kilka takich momentów, gdy biegaliśmy. Choćby w dzieciństwie. Gdyby, zaś przeprowadzić ankietę, w jaki sposób rozpoczynali swoje bieganie ci, którzy mają za sobą pierwsze kroki, prawdopodobnie okazałoby się, że ilu ludzi, tyle odpowiedzi. Wielość programów treningowych byłaby nas na pewno zadziwiła. Co oznacza, że nie ma jednej jedynej i właściwej drogi jaką należy wybrać, żeby stać się biegaczem. Jest ich wiele. Choć rzeczywiście mają jedną wspólną cechę – zaczynają się od pierwszego kroku.

Biegowe wymówki. Pies. Fot. istockphoto.com

Fot. istockphoto.com

Starty w zawodach mnie nie interesują

Nie muszą! Nie ma takiej konieczności. Bieganie oferuje tak wielki wachlarz możliwości. Od krótkich przebieżek po alejkach w pobliskim parku, przez bieganie po wiejskich drogach, przełaje, biegi w lesie, po polach, z górki, pod górkę… Bieganie uzależnione jest tylko od naszej wyobraźni! Znany jest przypadek, iż biegacz nie mogąc wyjść z domu, przebiegł wokół stołu w pokoju ponad 10 km.

Brak mi motywacji

No tak, to rzeczywiście okropne. W większości przypadków podejmujemy działania (jakiekolwiek) dlatego, że coś lub ktoś nas do tego zmotywował. Było już o tym powyżej, co prawda w innym kontekście, że ilu ludzi tyle powodów aby wyjść z domu, można co prawda wyodrębnić kilka „uniwersalnych” przyczyn, dla jakich biegamy. Na przykład: bo wyglądamy jak pierwowzór reklamy opon Michelin a szybkie wskoczenie do basenu powoduje iż obsługa musi go ponownie napełniać. Bo w końcu dotarło do nas, że palenie papierosów szkodzi, pozbyliśmy się więc nałogu i na gwałt szukamy innego rzuciliśmy palenie i musimy coś zrobić z wolnym czasem. Ewentualnie, mamy już dość kłopotów ze zdrowiem, sercem, oddechem, ogólnym samopoczuciem, i postanawiamy to zmienić. Znane są przypadki potężnego kaca, który został „zabiegany”, naprawdę bieganie jest świetnym sposobem na szybsze pozbycie się kaca niż siedzenie w domu i narzekanie na ból głowy. Dowiedziono również – na wielu przypadkach, że aktywne życie, a więc i bieganie, poprawia jakość życia seksualnego.

Brak mi czasu…

Wszyscy żyjemy w dwudziestym pierwszym wieku, wiemy, że nasze życie przyspieszyło pod koniec XX i za cholerę nie chce zwolnić. Prawdopodobnie wciąż przyspiesza. Większość z nas nie ma czasu, żeby pomyśleć o sobie. Bieganie daje możliwość wyrwania się z kieratu codzienności. To prawda, czasami trzeba wyrwać ze swojego normalnego dnia kilkadziesiąt minut, ale z drugiej strony konieczność zaplanowania dnia tak, aby znalazło się w nim miejsce na trening pozwala na uporządkowanie planu zajęć. Problemem nie jest czas, w znaczeniu godzin do treningu, biegać można o każdej porze dnia i nocy.

Dostanę zawału serca

Istnieje niewielkie ryzyko zawału serca spowodowanego bieganiem. Można stwierdzić, że jest odwrotnie. Aktywność fizyczna zmniejsza bowiem ryzyko zachorowania na choroby serca, wobec czego zmniejsza je również bieganie. W dużym uproszczeniu – bieganie powoduje zmniejszenie się i uregulowanie ciśnienia tętniczego oraz poprzez zwiększenie i wytrenowanie mięśnia sercowego powoduje zmniejszenie tętna spoczynkowego (częstotliwość skurczów serca w trakcie spoczynku, np. zaraz po śnie), zwiększa wyrzucaną w jednym skurczu serca ilość krwi.

Ja nie jestem stworzony do biegania, nie wytrzymam takich odległości

Nie wiem jak na to odpowiedzieć, kiedyś po prostu też mi się tak wydawało, a teraz wiem już, że kiedy:
– najdłuższym moim dystansem było 5 km, 10 km było niemożliwością,
– gdy przebiegłem pierwszą dychę, uważałem półmaraton za wyzwanie ponad moje siły,
– gdy przebiegłem 21 km, maraton wydawał się być poza zasięgiem moich możliwości,
– gdy minąłem metę maratonu, 100 km wyglądało na dystans niemożliwy do pokonania,
– a gdy przebiegłem 100 km, półmaraton wydaje się być spokojnym, delikatnym i krótkim treningiem.

Nie mam gdzie biegać…

W to nie uwierzę, choć słyszałem to już wiele razy. Mam kolegę, który powiedział dokładnie to samo. Chciał biegać, lecz cierpiał nieopisane katusze, bo nie miał gdzie. Nie mógł biegać po szutrowych alejkach na swoim osiedlu, nie mógł biegać po wyasfaltowanych drogach ani po pobliskim lesie. On, naprawdę nie widział miejsca do biegania. Mam chyba wadę wzroku, bo wiele razy przybiegałem do niego tymi samymi trasami, które dla niego się nie nadawały. Bo tak naprawdę, biegać można wszędzie. Na wsi, w mieście, na polu, w parku, po górach, po plaży… Tylko nasza wyobraźnia stanowi o tym, gdzie pobiegniemy.

Marcin Lenski, “10 mitów na temat biegania”, Bieganie czerwiec-lipiec 2006

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisment ad adsense adlogger