fbpx
Magda Krzysiek i Kamil w Chamonix UTMB 2014

Blogi > Blogi > Magda Ostrowska-Dołęgowska

Rok 2014 w cieniu opadowym?

Magda Krzysiek i Kamil w Chamonix UTMB 2014

Bieg Rzeźnika w 10 godzin, Bob Graham Round, zwycięstwo w BUT i życiówki na wszystkich dystansach od piątki po maraton. 2013 był dla mnie rokiem szczególnym. Pozostawił głód, dał nadzieję na to, że może to dopiero początek? Podłoże, od którego można się odbić z dużą siłą. Co mógł przynieść 2014?

Nadeszła jesień, jestem świeżo po miesięcznym roztrenowaniu, w sumie krótko po porażce, która miała być najważniejszym startem tego sezonu – UTMB. Podsumowań dokonało się już w mojej głowie wiele, przyniosły refleksje. Rankiem po tym jak wycofałam się z Ultra-Trail du Mont-Blanc, mającym być dla mnie wejściem na wyższy level, obudziłam się zła. Przewracałam się trochę z boku na bok, w końcu przerwałam tę nierówną walkę i poszłam na spacer. Nie chciało mi się płakać, nie byłam bezsilna ani zrozpaczona tylko zwyczajnie zła na siebie. Że nie wykorzystałam swojego rajdowego doświadczenia i nie przyjęłam strategii oblężniczej. Ok, pokonał mnie żołądek. Ale Krupickę też! Leciał na piątym miejscu, skończył gdzieś za czterdziestym zawodnikiem, dużo poniżej oczekiwań. A ja? Mogłam niby kulać się, pić i wymiotować aż mi przejdzie lub nie. Podjąć decyzję parę godzin później, a nie “kawałek za połową”. Przecież ja chciałam przede wszystkim skończyć te zawody! Mieć za sobą 168 km. Zobaczyć jak to jest. Później, gdy już wychodziłam z siebie część złości i porozmawiałam z moim głosem rozsądku – mężem, który obserwował z zewnątrz moje staczanie się na dno, ledwie 24 godziny wcześniej – doszłam do wniosku, że dobrze zrobiłam. Bo nic sensownego mnie tam nie czekało. Szczerze mówiąc – chyba nie chciałabym doczłapać do mety w 40 godzin. Czy po tylu wspaniałych rzeczach, których już w życiu doświadczyłam, byłoby to spełnieniem samym w sobie. Chyba nie. Zresztą – nie ma co drapać tego tematu, bo co było a nie jest nie pisze się w rejestr. Nie wrócę w tamten czas i miejsce żeby podjąć inną decyzję.

Nawet pogodziwszy się już z porażką, która zabolała tylko raz i przez chwilę – podczas tamtego poranka, miałam poczucie, że ten sezon był kiepski. Start główny się nie udał. Na dychę nie byłam się w stanie zbliżyć do swojej życiówki sprzed roku, pozostawałam w tyle o 2 minuty! Maratonu czy półmaratonu w ogóle nie pobiegłam. Mizeria!

Pod koniec ubiegłego roku, zachęcona postępami jakie uczyniłam, postanowiłam sięgnąć po więcej. Rozpisałam sobie plan na podstawie McMillana. Miał doprowadzić mnie do 40 minut na dychę, a jeśli to osiągnę to poprawię się na każdym innym dystansie. Już to przerabiałam z 42 minutami i wierzę, że tak to działa. Zaczęłam pracować pilnie nad formą. Nigdy tak dobrze mi się nie trenowało jak w listopadzie! Dychę w 44 minuty przebiegłam w ramach długiego 20-kilometrowego wybiegania.

A potem – skręciłam kostkę.

Zrobiłam sobie rzecz jasna odpoczynek, skręcona kostka to poważna sprawa. Minęły dwa dni i zapomniałam o rozsądku, odpoczynku i takich tam sprawach. Znowu trenowałam porządnie, bo jak biegałam po płaskim to kostka nie bolała. W ramach rozwoju, szukania możliwości poprawy wyników i stawania się po prostu lepszym biegaczem po całości – wymyśliłam projekt “Być jak Bekele”. Kostka nie wytrzymała tych wszystkich wspięć na palce i innych “kicajców”. Bolała i wymuszała przerwy. Na domiar złego – urażała się w prostych, codziennych sytuacjach. Nie mogłam przez to pracować odpowiednio nad zmianą stylu, a jedynym co osiągnęłam to wyprowadzenie się ze stanu równowagi. I wypracowanie czegoś pokracznego i dalece bardziej męczącego niż mój naturalny niskopodłogowy sposób poruszania.

Fot. Piotr Dymus. Lekcja techniki biegu

Nie udało się więc zacząć biegać ładnie, nie udało się poprawić życiówki na dychę, nie udało się UTMB. Sezon porażek. Ale zaraz, chwileczkę! Może po prostu oczekiwania miałam za wysokie? Może znalazłam się w cieniu opadowym 2013 roku? Może zamiast tatuować sobie zwierzaki na ramieniu powinnam wydziarać sobie na dłoni słowa rapera Łony?

Z dnia na dzień żeby wzrok im przywykł 
Uczę moje dni zmiany perspektywy
Bo wciąż wąsko widzą mimo tylu przynęt
A tak trudno zwiększyć im horyzont choćby o centymetr
Z dnia na dzień, żeby wzrok im przywykł
Uczę moje dni zmiany perspektywy
I każdemu z nich, co tak pilnie oka strzeże
Mówię: patrz trochę szerzej, patrz trochę szerzej…

Bo mimo tego wszystkiego, pewnie dzięki crossfitowi, który pomógł mi jakoś przetrwać dni gdy odpuszczałam bieganie, pewnie też dzięki dobrym treningom w górach – zrobiłam niespodziewanie dobry wynik w Transgrancanarii. 7. miejsce! Godzinę i 50 minut za mym mężem-mocarzem. Jasna choroba, dobrze było!

Bieg Rzeźnika pobiegłam w tym roku z Justyną Fraczek – moją rajdową muzą, dziewczyną wykonaną z jednego kawałka bardzo twardego metalu. I pobiegłyśmy o 10 minut gorzej niż w ubiegłym roku z Sabiną Giełzak tylko dlatego, że Justyna była świeżo po chorobie i fatalnie się czuła. Dotarłam na metę w zaskakująco dobrym stanie, mimo że Justynę holowałam. A przecież przed Rzeźnikiem biegałam jak mucha w smole, męczyło mnie zwykłe 5 km po dzielnicowych uliczkach. Ten start dał mi wiele przyjemności, biegłam z luzem i nie potykałam się o swój własny język.

A do tego wszystkiego – fantastyczny start w Rumunii, z trzecim miejscem w generalce. Rywalizacja, do której dobrze się przygotowaliśmy, poznaliśmy każdy fragment trasy, a do tego ogromna choć być może trochę masochistyczna przyjemność powrotu do rajdowej przeszłości.

Bieganie w Bucegach w Rumunii. Fot. Krzysztof Dołęgowski

Jak mogłam choć przez chwilę się tym nie cieszyć? Jak mogłam być zła o życiówkę na dychę? Oczywiście – taki sezon jak ten w 2013 roku nie zdarza się i nie może zdarzać co roku. Bo wtedy byłoby nudno. Tak jak nie można jeść codziennie na śniadanie nawet najpyszniejszego omleta z owocami, bo powszednieje. Może właśnie taki sezon jak ten 2014 jest cenniejszy? Gdy mimo kiepskiego samopoczucia i treningów, które nie chcą się układać oraz formy, która jest kapryśna jak angielska pogoda – a różne rzeczy udają się przypadkiem i cieszą bardziej niż te, do których pięło się po stabilnej drabinie?

Myślę sobie, że ten 2014 rok był jednak dobry. Stanął pod znakiem nowych doznań. Nieoczekiwanie wspaniałych startów. Spędziłam też mnóstwo czasu w górach. Więcej niż kiedykolwiek. Biegając i pijąc piwo z przyjaciółmi, starymi i nowymi. Z wyjazdu na UTMB też przecież miałam mnóstwo radości. Spędziliśmy fajne dni w Alpach, nakręcaliśmy się wspólnie na start. Nawet gdy było mi bardzo niedobrze i właściwie podjęłam już decyzję o wycofie – spacerowaliśmy jeszcze z Krzyśkiem w słoneczny dzień do schroniska Bonatti i w dół do Arnuvy gapiąc się na cudne włoskie lodowce. Wzruszałam się jak Kamil dzwonił do nas powiedzieć jak mu źle. Cieszyliśmy się widząc go na mecie, tak samo jak Gediminasa Griniusa, który stał się nam bliski podczas wspólnych wyjazdów w polskie góry. I tak samo cieszyliśmy się widząc na mecie Michała, który mieszkał przez 2 tygodnie w namiocie z Kamilem. Wychodząc z Arnuvy wyglądał jak kurz spod szafy. Ale dotrwał do końca.

Tak, to był dobry rok.

Magda w Chamonix UTMB 2014

mm
Magda Ostrowska-Dołęgowska

Podoba ci się ten artykuł?

0 / 5. 0

Przeczytaj też

W stolicy zakończył się weekend maratoński. Metę 42. PZU ORLEN Maratonu Warszawskiego pokonało 1000 osób. W tym roku, z racji na obostrzenia wynikające z trwającej pandemii, 42. PZU ORLEN Maraton Warszawski został podzielony na 4 […]

42. PZU ORLEN Maraton Warszawski – bieg faworytów [RELACJA LIVE]

Od ponad 40 lat ostatni weekend września przemienia się w stolicy w prawdziwe święto biegania. Nie inaczej jest i w tym roku, choć reżim sanitarny wymusił na organizatorach duże zmiany w formule oraz trasie imprezy. […]

Właśnie wystartował 42. PZU ORLEN Maraton Warszawski!

Japoński producent sprzętu sportowego, ASICS przedstawia nową linię butów do biegania, wykorzystującą materiały pochodzące z recyklingu plastikowych butelek. Kolekcja Edo Era Tribute Pack to wyraz uznania dla miasta Edo (współczesnego Tokio) i jego prężnych działań […]

Ekologia idzie w parze z modą. ASICS sięga do korzeni Tokio i prezentuje nową kolekcję z materiałów wielokrotnego użytku

Zakończyła się tegoroczna, wyjątkowa edycja 1MILI. Przez całe wakacje trwała Wirtualna 1MILA, inicjatywa łącząca bieganie z pomaganiem. A następnie, w kolejne trzy niedziele września, odbyły się symboliczne finały tych wirtualnych zmagań, czyli kameralne imprezy na […]

Wirtualna, realna i dobroczynna. 1MILA 2020 za nami!

W ostatni weekend września Warszawa zamieni się w stolicę biegania. 1000 zawodników zmierzy się na legendarnym dystansie 42km 195m. PZU ORLEN Maraton Warszawski startuje nieprzerwanie od 1979 roku i jest symbolem niezłomności, odbywał się bowiem […]

Weekend pod znakiem 42. PZU ORLEN Maratonu Warszawskiego

Gdy nadchodzi czas jesieni, wiele osób zastanawia się, jak zadbać o odporność organizmu. Tak naprawdę budujemy ją na co dzień – poprzez to, co jemy i jaki styl życia prowadzimy. Natomiast każdy moment jest dobry […]

6 produktów żywnościowych wspomagających odporność

Fizjologii nie da się oszukać – jesteśmy w dużym procencie zbudowani z wody i potrzebujemy jej do przeprowadzania procesów życiowych. Czy jednak na przestrzeni zmieniających się pór roku, a tym samym warunków pogodowych, powinniśmy zmieniać […]

Czym i jak nawadniać się biegając przez cały rok?

Chcesz rozpocząć swoją przygodę z bieganiem? To fantastyczny pomysł. Jednak wiele rzeczy może pójść nie po Twojej myśli. Jeśli będziesz je stosować, zamiast stać się biegaczem, będziesz ciągle stawać. A to różnica. Wielu osobom wydaje […]

Jak nie stawać się biegaczem? [FELIETON]