fbpx

Wiadomości

Fot. Klub Sympatyków Migawki Kuryło to człowiek z żelaza. Obiegł ziemię, na zawody odległe o setki lub tysiące kilometrów lubi się wybrać pieszo. Jak gdzieś startuje, to po to, żeby wygrać. Tym razem chce dobiec jako pierwszy na metę Badwater – ultramaratonu w Dolinie Śmierci. W zeszłym roku Badwater wzbudzało u nas wiele emocji, bo walkę z Doliną Śmierci podjął – po raz drugi – Darek Strychalski. Dwa lata wcześniej wrócił na tarczy, więc musiał wyrównać rachunki. Crowdfundingowy projekt na portalu PolakPotrafi.pl pozwolił mu uzbierać kilkadziesiąt tysięcy złotych na przygotowania, aklimatyzację na miejscu i sam start. Udało się – Darek dobiegł do mety, a setki biegaczy odetchnęły z ulgą i puściły zsiniałe od zaciskania kciuki. Więcej o akcji Darek Strychalski vs. Dolina Śmierci przeczytasz w artykułach: „Darek Strychalski wraca do Doliny Śmierci. Opowiada o treningu i trudnościach wyścigu”, „Darek Strychalski leci na Badwater. Już teraz!” oraz „Darek Strychalski pokonał Badwater! Relacja i podsumowanie”. Piotr Kuryło to trochę inna bajka, chociaż obaj panowie są z krążących blisko siebie planet. Darek jest niepełnosprawny, więc jego możliwości już na starcie są mniejsze. Piotr to lokomotywa, która pędzi po swoje bez oglądania się. Obaj pobiegli z Polski do Aten. Obaj potrafią cisnąć treningowo po kilkadziesiąt kilometrów dziennie, bo… mogą. Żądza wygranej Kuryło wyraźnie zaistniał na Spartathlonie (246-kilometrowy upalny wyścig z Aten do Sparty) w 2007 r., kiedy zajął drugie miejsce. Ówczesny zwycięzca – amerykański ultramaratończyk Scott Jurek – był pod wrażeniem Polaka. Mówił, że bał się Kuryły depczącego mu po piętach. Nasz krajan pokonał kilka światowych ultra maratońskich sław. W zeszłym roku Kuryło nie pojechał na Spartathlon. On na niego pobiegł – z Polski. tym razem był pewny zwycięstwa. Chciał wyrównać rachunki.  Niestety „coś nie poszło” i skończył dopiero na 8. miejscu. Inny nasz rodak – Andrzej Radzikowski – zajął w wyścigu świetne trzecie miejsce. W 2007 r. podczas Spartathlonu Kuryło wyprzedził na trasie m.in. Brazylijczyka Valmira Nunesa, do którego należy obecny rekord trasy Badwater. Piotr pisze otwarcie: Lecę do Badwater, żeby zdobyć najwyższy stopień podium! Stworzył projekt w serwisie PolakPotrafi.pl. Dzięki finansowaniu społecznościowemu, czyli wsparciu wielu osób, chce uzbierać 14 000 zł, żeby móc pojechać do Doliny Śmierci i roznieść wszystkich w pył. Wystartowanie w Badwater to nie tylko spełnienie marzeń, to również sprawdzenie własnych możliwości. Pokazanie, że jeśli czegoś bardzo pragniesz to możesz to osiągnąć dzięki ciężkiej pracy, determinacji i wyrzeczeniom. Taka wizja do złudzenia przypomina zeszłoroczne nastawienie przed Spartathlonem. Miesiące przygotowań, mordercze treningi, tysiące wybieganych kilometrów, budowanie mocnej psychy. Wszystko po to, żeby wygrać. A mimo to się nie udało. Jednak dobrze wiemy, jak to jest w bieganiu. Fot. Klub Sympatyków Migawki Na co potrzebna jest kasa? Kuryło potrzebuje 14 000 zł, żeby wystartować w Badwater. Ponad 4 tysiące złotych to opłata startowa. Część zebranych pieniędzy przeznaczy na lot samolotem najpierw do Chicago, a potem do Phoenix, gdzie zamierza trenować miesiąc przed startem i aklimatyzować się do upałów panujących w Dolinie śmierci. Kolejne wydatki to suplementy diety, które zamierza stosować. Potrzebuje też "paru złotych" na sfinansowanie nagród dla osób wspierających projekt. Jeśli Kuryło uzbiera więcej - 18 000 zł - poleci do Stanów 3 tygodnie wcześniej. Jeszcze większą kwotę - 21 000 zł - przeznaczy na zorganizowanie obozu treningowego w Szklarskiej Porębie w drugiej połowie kwietnia. Zbiórka pieniędzy w serwisie PolakPotrafi.pl potrwa do 6 kwietnia 2015 r. Wspierasz – wygrywasz Jak w każdym serwisie crowdfundingowym, każda osoba wspierająca może liczyć na różne nagrody, które są uzależnione od wpłacanej kwoty. Co oczywiste – im wyższa wpłata, tym bardziej atrakcyjna nagroda. Za wsparcie w wysokości 10 zł Kuryło wyśle mailowe podziękowanie, za 20 zł można "kupić sobie" jeden z 217 kilometrów ultramaratonu Badwater, który Kuryło zadedykuje właśnie tobie. Za 40 zł otrzymamy rozpisany 3-tygodniowy podstawowy trening biegowy wraz z dietą. Za wyższe kwoty można dostać: kartkę pocztową wysłaną z USA (z podziękowaniem i autografem), zestaw 5 zdjęć z Badwater wysłanych po powrocie, konsultację telefoniczną w sprawie treningu, książkę "Ostatni maraton" autorstwa Kuryły, udział w grupowym treningu w Dolinie Rospudy lub w Puszczy Augustowskiej (oczywiście z Piotrem). Są też oferty dla sponsorów. Do przekazywania wpłat niech zachęci was sam Kuryło: Nie mogę zagwarantować w 100%, że wygram, ale możecie mieć pewność, że już od dawna poświęcam mnóstwo czasu na morderczy trening, który już teraz daje mi mocne poczucie pewności siebie w tym biegu. Znacie też moje wcześniejsze dokonania i wiecie, że bieganie to moje życie, pasja, której poświęciłem się bez reszty, dzięki czemu udało mi się już tyle w tej dyscyplinie osiągnąć. Teraz również Wy możecie być współodpowiedzialni za historyczny sukces w najtrudniejszym utramaratonie na świecie. Ultramaraton Badwater 135 (nazwa pochodzi od dystansu – 135 mil) odbędzie się w dniach 28-30 lipca 2015 r. Fot. Klub Sympatyków Migawki [su_highlight background="#0d706e" color="#ffffff"]Więcej informacji:[/su_highlight] Dolina Śmierci – projekt w serwisie PolakPotrafi.pl fanpage Piotra Kuryły na Facebooku02 strona internetowa ultramaratonu Badwater https://vimeo.com/113557803
[h6]Rys. Krzysztof Dołęgowski[/h6] [h2]Dla zawodników wytrzymałość specjalna to podstawowy środek treningowy w okresie przedstartowym i startowym. Dla ambitnych amatorów - ciekawe, ale ryzykowne rozwiązanie. Warto spróbować! Podobnie jak wielu zakazanych rzeczy - by życie było z pieprzykiem. A że czasami szczypie...[/h2] Wytrzymałość tempowa to tzw. key word w treningu zaawansowanego biegacza. To jeden z najskuteczniejszych środków treningowych stosowanych przez zawodników. Bo w sumie bieganie dystansowe na średnich i długich odcinkach to umiejętność doprowadzenia swojego organizmu do tolerancji maksymalnych obciążeń i umiejętność utrzymywania tej intensywności przez relatywnie długi czas. Cała sztuka polega na tym, by „wycisnąć maksa" z silnika, pojemności i rocznika, tzn. by osiągnąć najlepszy wynik, na jaki stać nasz organizm w danym momencie. [h3]Teoria[/h3] By zrozumieć zasadę wytrzymałości specjalnej, a taką jest WT (wytrzymałość tempowa), trzeba niestety poznać trochę teorii, psychologii i fizjologii wysiłków długotrwałych. Zasady te w większości dotyczą biegów średnich i długich rozgrywanych na bieżni na dystansach olimpijskich (a więc do 10 000 m). Wytrzymałość tempowa należy do grupy środków zmiennych, gdzie odcinki tempowe przeplatane są relatywnie krótkimi okresami odpoczynku. Niestety jest to trening dla zaawansowanych zawodników. WT można stosować na bazie OWB, czyli ogólnej wytrzymałości biegowej. W zależności od stażu zawodniczego, poziomu sportowego zawodnika oraz okresu treningowego intensywność i długość odcinków tempowych się zmienia. [h3]Złoty środek[/h3] Praca nad wytrzymałością tempową jest trudna do zaplanowania. Odcinki biegane mało intensywnie nie ujawnią pełni możliwości i nie są wystarczająco trenujące, a biegane ze zbyt dużą intensywnością czynią trening bezowocnym i często prowadzą do przetrenowania. I tu przypomina się tzw. doświadczony trener. Dozowanie treningu wytrzymałości tempowej to tak jak dozowanie antybiotyku. Jeden za mało nie zaleczy, a jeden za dużo może zaszkodzić! To właśnie w tym tkwi cały sekret „szkoły trenerskiej-szkoły aptekarskiej". Według mnie nic nie zastąpi oka doświadczonego trenera! Sport testery i laktometry mogą wspomóc tyko ten proces. Czasami trafna decyzja trenera to: ściągnąć zawodnika z bieżni już po trzecim odcinku, a czasami „kopnąć go w tyłek", by wykonał jeszcze jeden - chociaż zawodnikowi wydaje się subiektywnie, że już nie może... [highlight highlightColor="highlight-orange" ]W teorii szybkość odcinków tempowych planuje się na podstawie:[/highlight] - najlepszego wyniku na danym dystansie; - planowanego najlepszego wyniku dla danego zawodnika; - uzyskanego wyniku w pierwszych zawodach sezonu. [h3]Kiedy tempo?[/h3] Z reguły trening tempowy zaczyna się w okresie przedstartowym (marzec - kwiecień) - po uprzednim, rzetelnym przepracowaniu okresu przygotowawczego. Interwałowa praca nad tempem polega na wielokrotnym pokonywaniu odcinka z dystansu bieganego na zawodach. Dla biegów średnich suma odcinków pokonywanych na treningu tempowym waha się od 1,5-do 2,5-krotnej długości dystansu. Czym dłuższy bieg, tym proporcje te maleją. A w biegu maratońskim dochodzą tylko do ok. 35-50 % długości odcinka docelowego! [h3]Jakie odcinki?[/h3] Cała sztuka w treningu WT polega na dobraniu długości odcinków, szybkości, z jaką mamy przebiec daną tempówkę, oraz długości przerwy wypoczynkowej. [highlight highlightColor="highlight-orange" ]Ogólne zasady dla większości to:[/highlight] - czym dłuższy dystans, do którego się szykujemy - tym mniejsza sumaryczna wielokrotność pokonywanych odcinków; - szybkość wynika ze średniej obliczonej na podstawie docelowego czasu do osiągnięcia lub aktualnej formy; - przerwa nie powinna być dłuższa niż 3-6 minut - po tym czasie organizm wraca do równowagi w ok. 94-96% wartości spoczynkowej. Do 100% wróci ok. po czterech godzinach! Oczywiście przerwa może być krótsza. Wyższa szkoła jazdy w treningu tempowym to tzw. czasy ochronne lub narzuty czasowe, ale który zawodnik, a często trener, jest w stanie to zrozumieć? [h3]Praktyka[/h3] To teoria, zresztą bardzo okrojona. Praktyka zaś mniej więcej jest taka: na treningu nigdy nie jesteśmy w stanie przebiec docelowego dystansu tak jak na zawodach. Trzeba dystans dzielić na mniejsze odcinki - przerywane relatywnie krótkimi przerwami wypoczynkowymi. W zasadzie trenowanie wytrzymałości tempowej polega na bieganiu odcinków z taką szybkością, jaką się rozwija na dystansie w czasie zawodów. Wytrzymałość tempową powinno ćwiczyć się w możliwie najlepszych warunkach. Dotyczy to zarówno warunków atmosferycznych, jak i podłoża. Z reguły powinna być to bieżnia lub dokładnie wymierzone odcinki na pętli w lesie lub na drodze. Powinniśmy je pokonywać w stroju startowym, kolcach lub butach startowych. Istnieje bardzo dużo wariantów trenowania wytrzymałości tempowej w zależności od wybranej metody treningowej: - powtórzeniowa - np. 3 x 600 m, 6 x 400 m, 3 x 800 m przerwa 4 min; - interwałowa - 25 x 400 m , 30 x 200 m - przerwa 1 min; - interwałowo-powtórzeniowa - 3 x 600 m, przerwa 3 min + 6 x 300 m, przerwa 1 min; - powtórzeniowa na długich odcinkach - 2 x 4 km, 2 x 5 km, 3 x 4 km - przerwa 5 min; - ciągła - np. odcinek 6 km biegany z tempem na 10 km. [h5]Przykład A:[/h5] Zawodnik szykuje się do wyniku 15:00 min na 5 km. A więc średnie tempo, w jakim musi pokonać 1 km to 3:00 min. Zatem na treningu musi pokonać serię kilometrówek w czasie około trzech minut. Właściwe zatem treningi to np.: 6 x 1 km po 2:58, lub 3 x 2 km po 6:00 lub 10 x 800 po 2:24" - czyli po 72 s na tzw. koło. Przerwy: Najprostsza zasada to przerwa taka sama jak długość wysiłku - dla wysiłków do 5 min, a powyżej 5 min przerwę skracamy do maksymalnie 5-6 min: - biegniesz kilometrówkę w 3:30 min - odpocznij w wolnym truchcie 4:00 min; - biegniesz 400 w 1:20 - odpocznij 1:30 w marszu czy truchcie; - biegniesz 3 km w czasie 12:00 min - przerwa 5 min w wolnym truchcie. [h4]Przykład B:[/h4] Zawodnik szykuje się do wyniku 40:00 min na 10 km. A więc średnie tempo, w jakim musi pokonać 1 km to 4:00 min. Zatem na treningu musi pokonać serię kilometrówek w czasie około 4 min. Właściwe zatem treningi to np.: 12 x 1 km po 3:55 min, lub 3 x 3 km po 12:00 min lub 20 x 400 po 1:35. Przerwy: - biegniesz kilometrówkę w 3:55 - odpocznij w wolnym truchcie 3 min; - biegniesz 3 km w 12:00 - odpocznij w truchcie 5 min; - biegniesz 400 w 1:35 min. - odpocznij 1:20 w marszu czy truchcie. [h4]Przykład C:[/h4] Zawodnik szykuje się do wyniku 3:30 w maratonie. A więc średnie tempo, z jakim musi pokonać 1 km to 5:00 min. Zatem na treningu musi pokonać serię kilometrówek w czasie około 5 min. Właściwe zatem treningi to np.: 15 x 1 km po 4:50, lub 4 x 5 km po 25:00 lub 25 x 400 po 1:55. Przerwy: - biegniesz kilometrówkę w 4:55 min. -odpocznij w wolnym truchcie 3 min; - biegniesz 5 km w 25:00 - odpocznij w marszu, truchcie 5 min; - biegniesz 400 m w 1:55 - odpocznij 1:30 w marszu - truchcie. W maratonie wytrzymałość tempowa ma trochę inny charakter - wynika z tzw. niskiej intensywności przebieganych odcinków. Tu raczej wytrzymałość tempowa powinna być realizowana łącznie z długim wybieganiem. Idealne byłyby treningi typu: wybieganie 1,5 lub nawet 2 godziny wolnego truchtu i na koniec na pętli np. 2 x 5 km ze średnią prędkością maratońską, czyli dla zawodnika na 3:30 to 2 x 5 km po ok. 25 minut. [h3]Poszukaj trenera[/h3] Niestety nie da się rozpisać treningu tempowego dla wszystkich. To bardzo indywidualna sprawa - gdzie właściwie dobrana długość, ilość i szybkość przebieganych odcinków ma kluczową rolę. Dla zaawansowanych zawodników amatorów chcących potrenować wytrzymałość specjalną mamy radę. Potrzebny wam trener! To nie takie łatwe aplikować sobie tak intensywne środki treningowe, jakimi są odcinki tempowe! Trzeba mieć dużą wiedzę, doświadczenie, wyczucie. Sam zawodnik nie jest w stanie tego ocenić. Prosty przykład - najlepsi zawodnicy, mający duże osiągnięcia i wiedzę, zawsze mają trenera! To, że ktoś z doświadczeniem spojrzy z boku i obiektywnie oceni wartość wykonywanej pracy treningowej, ma kluczowe znaczenie przy osiąganiu wyników! Z drugiej strony, jeśli chcecie się rozwijać, poprawiać wyniki, to po pewnym czasie wytrzymałość tempowa jest jedynym środkiem do znaczącej poprawy. Środkiem skutecznym, efektywnym, ale wymagającym dużej, bardzo dużej wiedzy i praktyki... Poziom polskich biegów długich - w sumie dość marny - to wynik m.in. błędnej interpretacji treningów tempowych. Oczywiście przyczyn jest o wiele, wiele więcej - subiektywnych i obiektywnych - ale jedną z kluczowych spraw jest wg mnie błędne podejście do treningów tempowych. Zrozumiałem to na podstawie obserwacji systemów treningowych w innych krajach. Prostsze - opierające się na dużej pracy tempowej i intensywnych środkach treningowych. W bodajże w 1995 lub 1996 r., na obozie sportowym w Font Romeu, jak zwykle po treningu siedzieliśmy na kawie w ośrodku i dyskutowaliśmy w międzynarodowym gronie. Niejaki Bob Kennedy tłumaczył nam, jak to biały człowiek może biegać 5 km poniżej 13 minut. ON: Guys... Zamiast filozofować weźcie kalkulator! 13 minut na piątkę to każde koło w 62,5 sekundy. Zatem na treningu macie biegać 15 kół po 60-61 sekund na przerwie 45 sekund! No bo jak chcecie przebiec bez przerwy te 12 i pół kółka w takim tempie na zawodach? Jeśli z przerwami nie jesteście w stanie tego zrobić na treningu, to na zawodach - nigdy... No chance! A wy się katujecie po 65 czy 66 sekund. For what? MY: No ale nie wytrzymamy! Zajedziemy się, przetrenujemy, złapiemy kontuzję! (Skąd my znamy tę śpiewkę?). ON: No to zróbcie na początek cztery razy, za miesiąc zrobicie może z sześć razy, a za dwa lata może uda się wam (tak jak mnie się udało) przebiec tak 12 okrążeń. Wtedy macie sukces! A tak to trenujecie na 13,30, a opowiadacie, że chcecie robić wyniki! To niby inwestowanie w przyszłość nie ma sensu. Albo macie „goal" (cel) i do niego trenujecie, albo bawicie się w te wasze progresywne filozofie treningowe. Nawet 13,20 wam nic nie daje i nie ma żadnego sensu trenować do tego wyniku! Bez takiej prostej matematycznej filozofii treningowej tylko możecie sobie porozmawiać o światowych wynikach... No i my od lat rozmawiamy, filozofujemy, wracamy jak to się w latach 80. trenowało... A świat biega. Macie kalkulator?
[h6]Reebok Pump. Fot. Materiały Reeboka[/h6] [h2]Niektóre nowe technologie stosowane w butach biegowych okazały się być użyteczne, wiele z nich prowadziło donikąd, a tylko część stanowiła prawdziwy przełom. W cyklu artykułów przyglądamy się zarówno kamieniom milowym, jak i ślepym uliczkom wynalazków. Ten odcinek poświęcamy systemom dopasowania wnętrza buta.[/h2] Od kilku dni odczuwam ból w stopach po ostatnim długim treningu. Cały czas nurtuje mnie pytanie, co było przyczyną przeciążeń. Niedopasowane skarpety, obszerne wnętrze butów, a może za duży rozmiar? Tego typu dylematy od zawsze mieli biegacze borykający się z kontuzjami powodowanymi przez źle dopasowane obuwie. Ten problem nie powinien jednak dziwić. Praktycznie nikt z nas nie ma dwóch dokładnie identycznych stóp pod względem budowy, rozmiaru i biomechaniki. Głośne utyskiwania biegaczy długo pozostawały bez odpowiedzi. Trudno było bowiem wprowadzić w życie prosty i skuteczny system rozpoznający kształt naszych stóp. Wreszcie na przełomie lat 80. i 90. ubiegłego stulecia wymyślił go jako pierwszy Reebok – ówczesny lider wśród innowatorów biegowych. Wprowadził na rynek system Pump polegający na ręcznym, zgodnym z indywidualnymi potrzebami wypełnieniu wolnej przestrzeni wewnątrz buta za pomocą specjalnych poduszek powietrznych. Pompowało się oczywiście ze stopą umieszczoną już w bucie. Pierwsza wersja tego systemu ujrzała światło dzienne w 1989 roku w modelu butów stworzonych do gry w koszykówkę i szybko stała się kultową wręcz częścią obuwia. System Pump miał odmianę pełną, obejmującą śródstopie i rejon ścięgna Achillesa oraz wersję otulającą jedynie tył stopy. Wciąż mam w pamięci pierwszy, ekskluzywny model biegowy o nazwie Reebok Pump. Jako młody chłopak regularnie jeździłem z Gdańska do pewnego sklepu w Gdyni tylko po to, by zza szyby cieszyć się jego widokiem. O zakupie tego buta mogłem tylko pomarzyć! System Pump był jasną gwiazdą Reeboka przez parę lat, po czym nagle zgasł. Powodów było kilka: otarcia stóp z powodu poduszek powietrznych, ich uszkodzenia mechaniczne, duże koszty produkcji tej technologii. Ciekawostką jest fakt, że po prawie 30 latach nieobecności tego patentu na rynku, Reebok go wskrzesił. Kolejną próbę dopasowania wnętrza butów podjęła niemiecka Puma. W 1991 roku wprowadziła kosmiczny system Disc. Wnętrze buta wyposażono w panele z linkami. Te ostatnie nawijało się na szpulkę przypominającą z wyglądu dysk. Przekręcanie dysku powodowało zaciskanie paneli wokół stopy zamkniętej w bucie. Otulenie stopy było dzięki temu szczelne i pełne, dlatego zrezygnowano z tradycyjnego sznurowania. Puma z systemem Disc wyglądała tak niesamowicie, że posiadanie tych butów stanowiło wówczas punkt honoru dla każdego kibica piłkarskiego. Butów Disc nie widziałem natomiast na nogach biegaczy. Zwiększona waga, sztywność konstrukcji i nierównomiernie rozłożone uciskanie stopy skutecznie zweryfikowały kosmiczną ideę Pumy. Niemiecki producent wkrótce wycofał Disc z rynku, ale dał początek prądom aktualnym do dzisiaj – lepszemu dopasowaniu wnętrza poprzez mechaniczne otulenie śródstopia.   [h6]System Disc. Fot. Archiwum[/h6] System podobny do Disc, ale w lepszej, rozwiniętej wersji przedstawił parę lat temu amerykański producent The North Face. Inni producenci, jak New Balance i Saucony, od lat rozwijają systemy wykorzystujące elastyczne panele zainstalowane w rejonie śródstopia, zintegrowane z systemem sznurowania. Zaciśnięcie sznurowadeł powoduje szczelne, mocne opięcie środkowej części stopy. Te proste, funkcjonale systemy sprawdzają się w praktyce, ale czy są ostateczną odpowiedzią na niedopasowanie obuwia? Czas pokaże. * Przypominamy cykl "Kamienie milowe, z 2010 roku. Gdy autor pisał te słowa nie było wówczas jeszcze pianki Lunarlon w Nike i Boost w Adidasach, od tamtej pory technologia również się zmieniła. "Kamienie milowe" to ciekawy powrót do przeszłości, dzięki któremu można poznać ewolucję butów biegowych. Radek Wieliczko, "Kamienie milowe: Dopasowanie wnętrza buta", Bieganie lipiec-sierpień 2010
Advertisment ad adsense adlogger