fbpx

Wiadomości

Podwójny mistrz świata i olimpijski na 5000 i 10 000 metrów, Brytyjczyk Mo Farah, wystartuje w niedzielnym półmaratonie w Lizbonie. Prawdopodobny jest atak na rekord świata.
Mistrzyni świata na 400 metrów z 2011 roku, Amantle Montsho z Botswany, została skazana na 2 lata zawieszenia za stosowanie niedozwolonego stymulantu - metaheksaminy.
W niedzielę w Iławie odbędą się Mistrzostwa Polski seniorów i juniorów w biegach przełajowych. Największe polskie gwiazdy jednak nie wystąpią.
[h2]Gdybyśmy mieli zgadnąć, jaka konkurencja rozgrywa się na powyższym zdjęciu, na pewno ostatnim strzałem byłoby typowanie finału 100 metrów na igrzyskach olimpijskich. I to wcale nie tylko z powodu wątpliwej nawierzchni stadionu i odzieży, której w obecnych czasach nie zobaczymy już nawet na ulicach miasta.[/h2] W zeszłym roku na konferencji z serii TED wystąpił David Epstein, nowojorski dziennikarz zajmujący się pisaniem o sporcie, autor książki „The Sports Gene: Inside the science of extraordinary athletic performance”. Wygłosił on wykład zatytułowany „Are athletes really getting faster, better, stronger?” („Czy sportowcy naprawdę stają się coraz szybsi, lepsi, silniejsi?”), w którym podważył tezę, jakoby kolejni mistrzowie olimpijscy byli coraz lepiej wytrenowani i bardziej utalentowani od zwycięzców sprzed lat. Jednym z parametrów, które Epstein wskazał jako przyczynę poprawy wyników sportowych, jest specyfikacja zawodników i odpowiednie dobieranie ich pod kątem uprawianej dyscypliny. Gdyby postawić przed nami dwóch zawodników igrzysk olimpijskich z lat 20. ubiegłego wieku - nawet tak skrajnych dyscyplin jak pchnięcie kulą i skok wzwyż - dopasowanie człowieka do jego konkurencji zajęłoby nam nieco dłuższą chwilę. A dziś? Nie da się pomylić młociarza ze skoczkiem, pływaka z biegaczem czy nawet biegaczy specjalizujących się w skrajnych dystansach. David Epstein wskazuje, że w latach 20. parametry zawodników olimpijskich wahały się w granicach 55-95 kg wagi i 165-187 cm wzrostu. Teraz ta rozpiętość jest porażająco większa: od 60 do 140 kg i 168-205 cm wzrostu. Mam jednak wrażenie, że w zestawieniu tym nie uwzględniono zawodniczek gimnastyki artystycznej, które są wyraźnie drobniejsze. Wróćmy jednak do biegaczy. Poniższe wykresy przedstawiają zmiany parametrów złotych medalistów olimpijskich na dystansach 100 m, 800 m, 1500 m, 10 km i maratonu z lat 1912, 1952, 1980, 2000-2012: Poniżej przedstawiam także konkretne informacje na temat parametrów każdego ze zwycięzców na danych dystansach: Z przedstawionych wyżej materiałów wyłaniają się głównie dwa wnioski: Zgodnie z tym, co stwierdził David Epstein, różnice w budowie ciała biegaczy różnych dystansów z biegiem lat coraz mocniej się powiększają. Na igrzyskach olimpijskich z początku XX wieku biegacze wyglądali niemalże tak samo, podobne też były ich BMI. Gdy spoglądamy na wyniki igrzysk z kolejnych lat, rozpiętość ich parametrów drastycznie rośnie. Mimo to waga zwycięzców igrzysk oscyluje w granicach normy; wyjątków jest niewiele - Sebastian Coe, triumfator 1500 m z Moskwy był z nich wszystkich najszczuplejszy, a jego BMI było nieco poniżej normy (17,63). Z kolei złoci medaliści na 100 m z Moskwy i z Sydney na podstawie pomiaru stosunku waga/wzrost mogliby zostać nazwani "osobami z nadwagą". [h6]Zwycięzca konkurencji 100 m na igrzyskach w 1904 roku. Fot. games-encyclo.com[/h6] Nie bez powodu zawodnicy amerykańscy w zestawieniach medalowych wyprzedzają nas o lata świetlne. W USA od lat działa przemyślany system, za pomocą którego młodego zawodnika kieruje się do sekcji w dyscyplinie, do której wykazuje on najlepsze predyspozycje. Dlatego właśnie Michael Phelps od początku był kierowany na basen, a nie na bieżnię. O takich ludziach mówi się potem, że są urodzeni do swojej dyscypliny. Podobnie, choć bardziej skrajnie działa to w Chinach, gdzie istnieje jeszcze bardziej radykalna selekcja do sportu. Wydaje się, że w Polsce działa się mniej naukowo, a bardziej instynktownie, biorąc też pod uwagę preferencje samych zainteresowanych, to znaczy młodych ludzi i ich rodziców. Choć nie do końca trafne i słuszne jest porównywanie systemu treningowego zawodników do hodowli psów rasowych, kierunek takiego myślenia ma swoje logiczne uzasadnienie. Aby zbytnio się na ten temat nie rozwodzić, przedstawię kilku typowych przedstawicieli znanych ras psów - po lewej stronie ich postaci sprzed stu lat, po prawej stronie ich forma współczesna, zmodyfikowana dążeniami hodowców do jak najwierniejszego realizowania wzorca rasy (źródło: „Breeds of all nations”): [h6]Bullterier[/h6]   [h6]Owczarek niemiecki[/h6]   [h6]Bokser[/h6] Choć raczej trudno podejrzewać jakąkolwiek nację o świadome wpływanie na dobieranie przodków wybitnego zawodnika, ogólna tendencja jest bardzo podobna. "Powiększa się" dużych (np. młociarzy), "wydłuża" wysokich (pływacy), "zmniejsza się" małych (gimnastyczki). Skoro już teraz w budowie i parametrach ciała olimpijczyków widać tak ogromne zmiany, co będzie za kolejne sto lat? Czy "wyprodukuje się" perfekcyjne ciała, doskonale przystosowane do swojej dyscypliny - i tylko do tego...?
[h6]Fot. images.performgroup.com[/h6] [h2]Richie Porte to australijski kolarz szosowy, startujący w barwach Sky Procycling. Do jego największych osiągnięć zalicza się dwukrotne zwycięstwo w wieloetapowym tourze Paryż-Nicea. Co ciekawe ten 30-latek od 18. roku życia przez trzy lata uprawiał triathlon, a wcześniej trenował pływanie. [/h2] Sezon w 2014 roku rozpoczął się dla niego serią doskonałych startów, jednak dobra passa została przerwana przez zapalenie płuc. W 2015 roku, po długiej przerwie związanej z chorobą, znowu sięgnął po zwycięstwo w wyścigu Paryż-Nicea. W czym tkwi sekret jego dobrej formy? Jak twierdzi kolarz, przepisem na powrót na najwyższe stopnie podium jest... regularne chodzenie na basen. Nazywa to w ten sposób, choć w jego przypadku trudno mówić tylko o beztroskim uczęszczaniu na pływalnię. Nie pływałem jakoś bardzo dużo. Tak tylko, żeby się rozruszać. Przez około godzinę przepływam od trzech do pięciu kilometrów. Porte w listopadzie i grudniu pływał po 20-27 kilometrów tygodniowo i jest przekonany, że poprawiał tam wydolność co najmniej tak samo, jak podczas jazdy na rowerze. Trenerzy poszczególnych dyscyplin powoli odchodzą od traktowania swoich zawodników jak maszynki przystosowane tylko do uprawiania danego sportu. Czasy, w których biegacze nie mogli wsiadać na rower, a kolarze chodzić po schodach i pływać powoli odchodzą do lamusa. Na szczęście to się zmienia. Bywało tak, że nie pozwalano mi pływać ani robić ćwiczeń stabilizacyjnych. Ale to mój trener, Tim Kerrison, polecił mi to chodzenie na basen.
Perły Małopolski 2014 - Ojcowski Park Narodowy. Fot. archiwum organizatora Perły Małopolski to cykl 5 imprez terenowych odbywających się w parkach narodowych Małopolski - Ojcowskim, Pienińskim, Babiogórskim, Tatrzańskim i Gorczańskim. Początek w kwietniu, koniec w październiku. Do wyboru różne trasy. Uczestnicy cyklu Perły Małopolski będą mieli okazję wziąć udział w pięciu imprezach: w Skale, Szczawnicy, Zawoi, Kościelisku i Rabce-Zdrój. Podczas każdej edycji do wyboru będą dystanse: 21 km, 10 km oraz 3 km. Na dystansie średnim i krótkim mogą startować również zawodnicy nordic-walking. Osoby, które ukończą biegi na wybranym dystansie we wszystkich pięciu parkach narodowych, otrzymają jeden z certyfikatów Perły Małopolski. Terminy i miejsca 12 kwietnia 2015 r. - Skała - Ojcowski Park Narodowy 31 maja 2015 r. - Szczawnica - Pieniński Park Narodowy 23 sierpnia 2015 r. - Zawoja - Babiogórski Park Narodowy 20 września 2015 r. - Kościelisko - Tatrzański Park Narodowy 11 października 2015 r. - Rabka-Zdrój - Gorczański Park Narodowy Opłaty Opłaty różnią się w zależności od dystansu oraz terminu wpłaty. Przy wpłacie dokonanej z dużym wyprzedzeniem za długi dystans zapłacimy 60 zł, za średni 50 zł, a za krótki 45 zł. Przy każdym biegu obowiązują cztery terminy przelewów. Najdroższe opłaty to te w dniu biegu w biurze zawodów - odpowiednio 95 zł, 85 zł i 70 zł. Posiadaczy Certyfikatu Perły Małopolski, Karty Biegacza Festiwalu Biegowego, małżonków, osoby powyżej 60 lat i osoby poniżej 18 lat obowiązują rabaty opisane w regulaminach poszczególnych edycji. Pojedynek gigantów - Marcin Świerc i Bartosz Gorczyca ścigają się podczas biegu w Ojcowskim Parku Narodowym (2014 r.). Wygrał Gorczyca. Fot. archiwum organizatora Certyfikat Perły Małopolski Przyznawane są trzy rodzaje certyfikatów - w zależności od dystansów. Certyfikat złoty za 21 km, certyfikat srebrny za 10 km oraz certyfikat brązowy za 3 km. Dany certyfikat otrzymuje zawodnik, który w ciągu dwóch kolejnych lat zostanie sklasyfikowany na danym dystansie w cyklu „Perły Małopolski” we wszystkich pięciu parkach narodowych. Oznacza to, że w jednym roku można na przykład wziąć udział w trzech biegach na danym dystansie, a w kolejnych ukończyć zawody w dwóch pozostałych brakujących miejscach. Pozycja w klasyfikacji nie ma znaczenia - liczy się ukończenie zawodów. Wszystkie zasady dotyczące przyznawania certyfikatu opisane są TUTAJ. Informacje o biegu: www.perlymalopolski.pl oraz na Facebooku Perły Małopolski 2014 - Ojcowski Park Narodowy. Fot. archiwum organizatora
[h6]Rys. Krzysztof Dołęgowski[/h6] [h2]Jesteśmy zadowoleni z siebie. Bo mamy najmniejsze brzuchy w całej firmie, jesteśmy najszybsi w dzielnicy. Bo sąsiedzi patrzą z zazdrością. Ale porównanie wygląda dobrze, tylko gdy konfrontujemy się ze średnią krajową. A ta jest zła. Bardzo zła. Nasi sąsiedzi są inwalidami, koledzy z pracy idą w linii prostej do zawału, a rodzice mają nadwagę. A jeśli mamy się rozwijać - powinniśmy patrzeć gdzie indziej.[/h2] Bo biegacze amatorzy cieszą się jedynie iluzją sprawności. Zwykle dadzą radę, gdy bieg jest wolny i po asfalcie. Problem pojawia się, gdy trzeba przestać biec po prostej stałym tempem. Gdy na trasie znajdzie się górka. Albo gdy dystans nie będzie wynosił dziesięć, a tylko trzy kilometry. Wówczas dumny maratończyk zaczyna kwękać i mazgaić. – O nie! To nie mój dystans! I wyprzedzają go chłopaki w tenisówkach ze szkoły średniej. Maratończyk ucieka z miejsca, gdzie mógłby się najwięcej nauczyć. W świat komfortu dużych kilometrów, stałego tempa. Powie ci: - Tego przecież wymaga specyfika treningu, stary! Jak chcesz biegać długi dystans, musisz biegać na treningu długi dystans! Gdyby to była prawda, gdyby wynik wyścigu zależał tylko od pokonanych kilometrów, to na Tour de France oglądalibyśmy rowerowych kurierów (bo oni jeżdżą po 8 godzin dziennie!), a na rajdzie Dakaru rządziliby taksówkarze. Druga ogólna zasada treningu (którą widziałem m.in. w podręczniku podnoszenia ciężarów), mówi o tym, że aby osiągnąć adaptację, trzeba podać impuls, którego nasz organizm nie zna. To jest to, czego biegacze nie lubią. Do czego zmusić ich może tylko trener. – Waldek! A teraz dziesięć sprintów po dziesięć sekund! Tylko na maksa! Sam tego nie zrobisz. Co gorsza, jeśli biegasz nie od roku, a od pięciu czy dziesięciu lat. Jeśli masz ścianę pokrytą medalami – masz przerąbane. Bo trudniej znaleźć dla ciebie nieznany bodziec. Jeśli trenowałeś według podobnych planów – np. zawierających wiele interwałów, pewnie już do nich przywykłeś i teraz działają dużo słabiej. Powinieneś zmienić trenera, zmienić fizjoterapeutę, zmienić plany, zmienić na chwilę dyscyplinę. – Co?! Pójść na zajęcia do cyrkowca i nauczyć się chodzić na rękach. Zapisać się na ściankę wspinaczkową. Mówię całkiem serio, bo właśnie z akrobatą cyrkowym miałem ostatnio do czynienia (darmowe zajęcia łódzkim Skills Training Center). Pokazał, jak pracować nad ruchomością barków. Przy chodzeniu na rękach barki są ustawione dokładnie odwrotnie niż przy bieganiu. Jeśli masz „przyspawane” barki – nie pochodzisz na rękach. Ale biegasz też źle – ruszasz tułowiem na boki i tracisz energię. Ćwicząc dla zabawy chodzenie na rękach, gwiazdy itp. Masz nowe cele, ale realizujesz też cele biegowe. Zabierz się na trening szosowy z grupą kolarzy. Popatrz, jak oni pięknie pracują w grupie. Kolarz nigdy nie popędzi samotnie pod wiatr. Schowa się, przeczeka, pogra na zmianach. Ucz się tego i wykorzystaj, gdy na maratonie będzie wiało (np. w Krakowie na bulwarach wiślanych). Pójdź na siłownię i posłuchaj facetów, którzy znają na pamięć kaloryczność każdego produktu. Nie bój się. My patrzymy na nich jak na głąbów, co tylko żelazem umieją machać, oni na nas jak na anorektycznych idiotów, co tylko nogami ruszają. Doradzą ci, jak regenerować się po treningu. Jak pilnować tkanki tłuszczowej. Nie bój się być nowicjuszem. Zadawać podstawowych pytań. Być najdrobniejszym, najchudszym w grupie. Tam gdzie kończy się strefa komfortu – zaczyna się nauka. Chłopaki od sztuk walki pokażą ci, jak naprawdę wygląda rozgrzewka. Do czego przydaje się umiejętność zrobienia szpagatu. A ty, jeśli słuchasz fizjoterapeutów (jeśli jesteś maratończykiem – znaczy, że miewasz kontuzje. Jeśli miewasz – powinieneś bywać u fizjoterapeuty) będziesz umiał przełożyć to na elementy biegowe: szpagat = duża ruchomość bioder = możliwość wyprostowania miednicy = droga do lepszej techniki i wyprostowanej sylwetki = możliwość wyższego podniesienia kolana i przedłużenia kroku = wyższe prędkości. Poświęć jeden trening w tygodniu na rzeczy nieznane. Albo chociaż jeden na dwa tygodnie. Uciekaj od komfortu i uciekaj od sytuacji, gdy ty jesteś ekspertem. Daj się gnębić, a najwięcej skorzystasz. Krzysztof Dołęgowski, Bieganie styczeń-luty 2014.
[h2]Szykuje się nie lada wydarzenie dla fanów triathlonu i pływania. Już 21 marca podczas Pucharu Polski w pływaniu Masters może paść rekord świata w konkurencjach 4 x 100 m stylem dowolnym i 4 x 50 m stylem zmiennym w kategorii do 29 lat. A wszystko to za sprawą zawodników z AZS AWF Katowice.[/h2] Pływakami, którzy będą mierzyć się z rekordem świata, są bracia Robert i Krzysztof Wilk, Piotr Safrończyk, Mateusz Haas i Artur Pietrzak. Wszyscy zawodnicy mają na swoim koncie sukcesy krajowe i międzynarodowe, w tym wiele rekordów kraju (dla przykładu: Robert Wilk może poszczycić się rekordem życiowym 21.81 sekund na dystansie 50 m stylem dowolnym). Przedsięwzięcie ma być także próbą zwrócenia uwagi na działalność stowarzyszenia "Nie Widzę Przeszkód", które od stycznia prowadzi akcję "Pokażcie nas w Rio". 25 kwietnia na Akademii Górniczo-Hutniczej odbędzie się ogólnopolska konferencja, której celem będzie przekonanie przedstawicieli mediów do transmitowania zmagań niepełnosprawnych sportowców na igrzyskach paraolimpijskich w Rio de Janeiro. Krzysztof Wilk w wywiadzie dla megatiming.pl powiedział: Każdy z nas na pewno da z siebie wszystko co ma najlepsze. Będziemy poddani dużej presji, ale przez wiele lat pływackiej kariery musieliśmy się z nią zmagać. Dla nas wszystkich będzie to na pewno wspaniałe zakończenie przygody ze sportem i podsumowanie tych wszystkich lat, które spędziliśmy w wodzie. Wszyscy mocno wierzymy w to, że się uda i zachęcamy kibiców polskiego pływania do wsparcie nas dopingiem, ponieważ będzie on na pewno bardzo potrzebny. Trzymamy mocno kciuki za ustanowienie rekordu świata i wpisanie się na stałe do historii pływania.
Navigatoria Adventure Race 2014. Fot. Justyna Wasiniewska Tydzień po majówce – doskonały czas, żeby się złomotać na najróżniejsze sposoby. A będzie ku temu okazja podczas trekkingu, jazdy na rowerze, rolkach, w wodzie i na linach. Można też rywalizować rodzinnie na krótkim dystansie. [su_highlight background="#7ab76e" color="#ffffff"]Podstawowe informacje:[/su_highlight] Termin: 15-17 maja 2015 r. (piątek – niedziela) Miejsce: Sopot Formuła: rajd przygodowy Trasy: SPEED – ok. 100 km (różne dyscypliny, zespoły 2-osobowe); FAMILY ADVENTURE – ok. 5 km (rywalizacja rodzinna) Zapisy: do 1 maja przez formularz on-line (trasa SPEED); na adres ano@navigatoriaar.pl lub w dniu imprez (FAMILY ADVENTURE) Wpisowe: trasa SPEED: do 30 kwietnia - 250 zł za zespół, od 1 maja - 290 zł za zespół (każdy student w zespole to 10 zł zniżki!) Więcej informacji: www.navigatoriaar.pl oraz na Facebooku Rajdy Przygodowe (Adventure Racing) to dynamicznie rozwijająca się drużynowa dyscyplina sportu i – jak sama nazwa wskazuje – jej istotę stanowi przygoda. Uczestnicy rajdu muszą cechować się wszechstronnością. Oczekuje się od nich umiejętności w zakresie sportów takich jak kolarstwo górskie, biegi przełajowe, jazda na rolkach, a także zdolności do poruszania się z mapą i kompasem oraz wykazania się sprawnością i odwagą podczas zadań specjalnych. Tak organizatorzy Navigatoria Adventure Race zachęcają do wzięcia udziału w imprezie. Ekipa tworząca to wydarzenie to ludzie z porządnym rajdowym doświadczeniem – zadbają więc nie tylko o bezpieczeństwo uczestników, ale też o dobrą zabawę i przygodę godną pozazdroszczenia. Navigatoria Adventure Race 2014. Fot. Justyna Wasiniewska Sprinterskie 100 km W nomenklaturze Adventure Racing rajdy do 100 km są określane jako „sprinterskie”. Jest to nieco żartobliwe określenie, gdyż – jak wiadomo – wysiłek trwający kilka,  kilkanaście godzin to wysiłek wybitnie wytrzymałościowy. Trudno się nie zgodzić – 100 kilometrów nie brzmi jak popołudniowa przejażdżka na kucyku. Mimo wszystko jednak nie będzie to z pewnością morderczy, wycieńczający do granic wyścig. No, chociaż to zależy od ambicji uczestników! Zawodnicy na tej trasie – startujący w zespołach 2-osobowych - będą mieli do pokonania kilka etapów o łącznej długości ok. 100 km. Będzie miejsce na trekking, bieg na orientację, terenową jazdę na rowerze, a nawet rolki czy hulajnogi. Czekać będą też zadania specjalne - na linach i w wodzie. Wszystko to na orientację, czyli z mapami i kompasem. Formuła rajdu dostosowana jest zarówno do doświadczonych rajdowców, jak i do zawodników, którzy nigdy nie mieli z tą dyscypliną do czynienia. Navigatoria Adventure Race 2014. Fot. Ewa Wróbel Zabawa dla kibiców Family Adventure to ukłon w stronę rodzin i znajomych, którzy chcieliby pokibicować uczestnikom trasy SPEED. Dla nich organizatorzy przygotowali rywalizację zaledwie 5-kilometrową, czyli dostępną dla każdego – również dla dzieci pod opieką dorosłych. Uczestnicy tej rywalizacji będą pokonywać trasę biegiem lub marszem, po drodze poszukując punktów kontrolnych i wykonując zadanie specjalne. Konieczne będzie korzystanie z mapy i kompasu. Zgłaszać się można mailowo (ano@navigatoriaar.pl) lub nawet w dniu imprezy (9 maja, w sobotę, od godz. 11:00). Navigatoria Adventure Race 2014. Fot. Adam Soroka Harmonogram imprezy 15 maja 2015 (piątek) od 16:00 – przyjmowanie, zakwaterowanie i rejestracja uczestników w bazie 16 maja 2015 (sobota) od 06:00 – praca sekretariatu – ciąg dalszy rejestracji zawodników 08:00 – odprawa techniczna 09:30 – uroczyste otwarcie, sesja zdjęciowa 10:00 – START trasy SPEED 11:00 – rozpoczęcie zapisów na Family Adventure 12:00 – start Family Adventure 14:30 – zakończenie Family Adventure 18:30 – przewidywany czas przybycia pierwszych zespołów SPEED 21:00 – dekoracja zwycięzców 17 maja 2015 (niedziela) 02:00 – zamknięcie mety SPEED 10:00 – alternatywny termin dekoracji zwycięzców / zakończenie imprezy w bazie do 12:00 – wykwaterowanie uczestników z bazy
[h6]Cristian Soratos. Fot. Facebook.com/Cristian Arron Soratos[/h6] [h2]Na dalekiej amerykańskiej prowincji, w Fayeteville w Arkansas, odbyły się kilka dni temu halowe mistrzostwa studenckiej ligi NCAA. Od lat jest to wylęgarnia przyszłych talentów na skalę światową. Zaglądamy, kto wylągł się tym razem.[/h2] Amerykanie wraz z Jamajczykami od lat dominują w sprintach, nie jest więc zaskoczeniem, że mistrzowie NCAA zostają później mistrzami świata. To wręcz reguła. W czasie mistrzostw uzyskano najlepsze wyniki na świecie w sezonie halowym m.in. na dystansach 200 i 400 metrów kobiet oraz 200 i 60 metrów przez płotki mężczyzn. Znacznie ciekawiej wygląda sprawa w biegach średnich i długich. Amerykanie są w tej chwili jedną z nielicznych nacji, która jest w stanie rywalizować z Kenijczykami i Etiopczykami. Poziom NCAA jest nieprawdopodobnie wysoki i w tym roku osiągnął rekordy. Żeby w ogóle dostać się na mistrzostwa, należało osiągnąć wyniki rzędu 3:58 na milę, co jest odpowiednikiem czasu poniżej 3:40 na 1500 metrów czy 7:53 na 3000 metrów. Jednym z najbardziej zapowiadanych pojedynków było starcie młodego Kenijczyka Edwarda Chesereka z Amerykaninem Cristianem Soratosem na dystansie jednej mili. Cheserek to talent, który w ciągu kilku lat może zdominować światowe biegi na dystansie 1500-5000 metrów. Niektórzy porównują go talentem do rekordzisty świata na 5000 metrów, Etiopczyka Kenenisy Bekele. Co, ciekawe, Cheserek nie jest z budowy typowym Kenijskim biegaczem. Przypomina bardziej nieżyjącego mistrza olimpijskiego, Samuela Wanjiru - jest niski i muskularnie zbudowany. Soratos to kolejna potencjalna gwiazda światowych biegów średnich, pochodząca z USA. W ostatnich latach z systemu NCAA wyszli m.in. wicemistrz olimpijski na 1500 metrów - Leo Manzano i wicemistrz świata - Matt Centrowitz. Cristian Soratos w tym roku uzyskał czas 3:55,27 na milę, co odpowiada wynikowi rzędu 3:37 na 1500 metrów. Krótko przed mistrzostwami na popularnej amerykańskiej stronie internetowej flotrack.org ukazała się relacja z jednego z mocniejszych treningów Soratosa. Biegacz pokonywał trzy serie mieszanych odcinków: 200-200-800-300 metrów. W ostatniej pobiegł 800 metrów w czasie 1:52, bez większego wysiłku. Co warte uwagi, hala znajduje się w górach Montany na sporej wysokości. Na mistrzostwach w finale po bardzo spokojnych 600 metrach Soratos ruszył mocno, próbując zgubić Chesereka. Nie udało się i Kenijczyk, który stara się o obywatelstwo amerykańskie, zwyciężył. Po pomiarach okazało się, że ostatni kilometr pokonał w fenomenalnym czasie 2 minut i 19 sekund! Dla porównania, najlepszy tegoroczny wynik w Polsce na dystansie SAMYCH 1000 metrów, wynosi... 2:23:41 i został uzyskany przez uczestnika mistrzostw Europy, Mateusza Demczyszaka. Równie ciekawie było w biegu na 3000 i 5000 metrów. W obu zwyciężył kolega Chesereka z uniwersytetu w Oregonie, Eric Jenkins. Młody biegacz legitymuje się już stadionową życiówką 13:18:57 na 5000 metrów - czyli czasem w okolicach rekordu Polski seniorów. Kto wie, czy nie będzie kolejnym amerykańskim medalistą, takim jak Galen Rupp, wicemistrz olimpijski na 10 000 metrów. W mistrzostwach NCAA nie obyło się bez kontrowersji. Edward Cheserek startował na dystansie mili, 5000 metrów oraz w sztafecie DMR, również na dystansie mili. Na piątkę zwyciężył Jenkins, ale Cheserek w wywiadzie zasugerował, że pozwolił koledze z drużyny wygrać, co wywołało burzę medialną. Wśród kobiet ciekawą postacią jest Amerykanka Emily Sisson. Drobna, lekko pucołowata biegaczka nie wygląda na gwiazdę biegów długich. Tymczasem niedawno na hali uzyskała czas 15:12,22 na 5000 metrów, biegnąc samotnie od startu do mety, co jest trudnym wyczynem na najwyższym poziomie. Być może jest to kolejna amerykańska Kara Goucher czy Shalane Flanagan - obie panie zdobywały medale na imprezach międzynarodowych.
Advertisment ad adsense adlogger