fbpx

Wiadomości

Fot. archiwum organizatora [h2]Już po raz drugi Stowarzyszenie Sportowe Warsaw Masters Team wraz ze Stołecznym WOPR-em organizują Otwarte Mistrzostwa Warszawy w Pływaniu Open Water.[/h2] W bogatym programie zawodów, które odbędą się 13 czerwca 2015 roku na Jeziorku Czerniakowskim, znajdzie się 8 indywidualnych konkurencji, do których dopuszczonych zostanie 200 zawodników. Wyścigi w ramach Grand Prix Polski na 5 i 7,5 km zarezerwowane będą wyłącznie dla zawodników wyczynowych z licencjami Polskiego Związku Pływackiego. Wyścig ten będzie jednocześnie eliminacją do Mistrzostw Europy Juniorów. Poza tym rozegranych zostanie 5 konkurencji dla amatorów w różnych kategoriach wiekowych od juniorów 14-letnich do seniorów i oldboyów. Odbędzie się także konkurencja dla dzieci poniżej 14. roku życia. Wszyscy uczestnicy nagrodzeni zostaną medalami i dyplomami. Najlepsi w swoich kategoriach wiekowych otrzymają statuetki oraz liczne nagrody. W ubiegłym roku impreza cieszyła się bardzo dużym zainteresowaniem. Na starcie stanęło kilku czołowych pływaków Open Water, w tym mistrz Polski, Jan Urbaniak. Wyścigi okazały się bardzo atrakcyjne nie tylko dla zawodników, lecz także dla licznie zgromadzonych kibiców i mieszkańców warszawskiego Mokotowa. Impreza została również wysoko oceniona przez władze miasta i dzielnicy oraz przez Polski Związek Pływacki. Wyścigi na wodach otwartych powoli zdobywają popularność wśród miłośników pływania w Polsce. Masowe wyścigi pływackie Open Water mogą być wydarzeniem bardzo oryginalnym i interesującym dla szerszej rzeszy kibiców sportowych. Serdecznie zapraszamy do udziału w zawodach i do kibicowania swoim znajomym. Formularz zgłoszeniowy będzie otwarty od 4 maja. Więcej szczegółów i aktualności na temat wydarzenia znajdziecie na Facebooku.
[h6]Fot. Istockphoto.com[/h6] [h2]Sezon grillowy właśnie się zaczął. Widać to i czuć w miejskich parkach, na leśnych polankach, nawet w ogródkach przed blokami. Jak pogodzić grillowanie z bieganiem? Nie polecę tu kiełbasy czy karkówki zagryzanej kajzerką, ale potrawy, które idealnie będą odżywiały zmęczony treningiem organizm.  Będą szaszłyki z indyka, dorsz i surówki, a na deser pieczone jabłka. Smacznego![/h2] Rodzaj treningu pozostawiam wam do wyboru, ale trasę zaplanujcie tak aby zakończyć go przy zapachu żarzących się węgli, a na ruszt wrzucić stek wołowy, szaszłyki z indyka, aromatycznego dorsza a do tego własnej roboty pieczywo, przyjemne w smaku surówki i na deser słodkie nadziewane podawane na ciepło jabłka. [su_highlight background="#ea0d66" color="#ffffff"]Stek wołowy[/su_highlight] • Porcja wołowiny np. polędwica, rostbef • Olej • Pieprz • Sól • Masło Ukroić porcję mięsa (w wielu sklepach można spotkać pakowane próżniowo mięso, porcje na 1 stek), posmarować olejem i oprószyć pieprzem. Pozostawić w temperaturze pokojowej na ok. 30 minut. Bardzo mocno rozgrzany grill lekko posmarować olejem i ułożyć steki. Grillować 2 razy po 4 minuty z każdej strony. Położyć na talerze i przykryć szczelnie folią aluminiową na ok. 7 minut. Posolić bezpośrednio przed spożyciem. [su_highlight background="#fbd049" color="#ffffff"]Szaszłyk z indyka[/su_highlight] • Pierś z indyka ok. 300 g • Ananas świeży ½ sztuki • Papryka czerwona • Przyprawy: sól, pieprz, kurkuma - 1 łyżeczka, tymianek - 2 łyżeczki • Olej Pierś z indyka pokroić w 3-centymetrową kostkę, wymieszać z przyprawami i odstawić na około pół godziny. Ananasa obrać, oczyścić, wykroić twardy środek i pokroić w kostkę rozmiarów kostki indyka. Paprykę oczyścić i również pokroić w kostki o zbliżonej wielkości. Patyczki do szaszłyków namoczyć w zimnej wodzie (mięso nie będzie wtedy przywierało) i nabijać na zmianę poszczególne składniki na koniec skropić olejem. Grillować krótko, aby nie wysuszyć za bardzo indyka. [su_highlight background="#49b5fb" color="#ffffff"]Dorsz sezamowy[/su_highlight] • Dorsz ok. 500 g • Sos sojowy - 3 łyżki • Sok z cytryny - 1,5 łyżki • Starty imbir - 1,5 łyżki • Sezam - 1 łyżka • Olej sezamowy - 1 łyżka • Miód - 1 łyżka • Sól Składniki marynaty wymieszać w szklanej lub ceramicznej misce. Oczyszczoną rybę umieścić w marynacie i dokładnie obtoczyć z każdej strony, odstawić w temperaturze pokojowej na około 30 minut. Grillować na bardzo rozgrzanym grillu, jeżeli temperatura nie jest bardzo wysoka lepiej zawinąć dodatkowo w folię aluminiową aby ryba się nie wysuszyła. [su_highlight background="#754d17" color="#ffffff"]Ciabatka orkiszowa[/su_highlight] • Mąka orkiszowa 400 g • Letnia woda 300 g • Suche drożdże - 2 łyżeczki • Sól - 1 łyżeczka • Cukier - 1 łyżeczka Mąkę wymieszać z drożdżami, solą i cukrem. Dodać całą wodę i wymieszać łyżką (nie wyrabiać tylko wymieszać). Odstawić pod przykryciem w ciepłym, osłoniętym od przeciągów miejscu na ok. 2 godziny. Formę np. keksową wyłożyć papierem do pieczenia i wyłożyć wyrośnięte ciasto na wysokość ok. 1-2 cm. Odstawić dalej do wyrośnięcia tym razem na około 30 minut. W tym czasie piekarnik nagrzać do temperatury 230 stopni. Piec ok. 20 minut. [su_highlight background="#52e856" color="#ffffff"]Surówka z awokado[/su_highlight] • Awokado - 1 sztuka • Ogórek - 3 sztuki • Sok z cytryny - 1 łyżka • Cebula cukrowa - 1 sztuka • Szpinak baby - 1 garść • Musztarda, jogurt grecki, olej, miód, ocet winny/jabłkowy - po 1 łyżce • Czosnek - 1 ząbek • Sól, pieprz` Ogórki umyć, obrać i pokroić w plasterki. Awokado umyć, obrać, wyjąć pestkę i pokroić w kostkę po czym skropić sokiem z cytryny. Cebulę bardzo drobno posiekać i wymieszać z ogórkiem, awokado oraz szpinakiem. Z pozostałych składników przygotować sos, zalać nim warzywa i poczekać chwilę żeby smaki się przeszły. [su_highlight background="#b12857" color="#ffffff"]Surówka z buraka[/su_highlight] • Buraki ugotowane (najlepiej na parze) - 2 sztuki • Roszponka ok. 4 garści • Kasza jaglana ugotowana - ½ szklanki • Ser kozi twardy - 50 g • Pestki słonecznika/dyni - 2 łyżki • Sos: olej - 2 łyżki, sok z cytryny/ocet jabłkowy - 2 łyżki, miód - 1 łyżka, sól, pieprz Buraki pokroić w pół plasterki lub grubszą kostkę, dodać roszponkę, kaszę, pokrojony w drobniejszą kostkę ser oraz pestki, delikatnie przemieszać i polać przygotowanym sosem. Odczekać przed podaniem dla przejścia się smaków.
KIERAT 2014. Fot. Iza Rakoczy Maraton pieszy KIERAT to zabawa dla fanatyków. 100 km może nie przeraża ultrasów, ale wszystko trzeba pokonać z mapą w ręku – nikt nie prowadzi do mety kolorowymi tasiemkami. Na pokonanie trasy jest 30 godzin. [su_highlight background="#7ab76e" color="#ffffff"]Podstawowe informacje:[/su_highlight] Termin: 22-24 maja 2015 r. (piątek – sobota); start w piątek o godz. 18:00 Miejsce: Beskid Wyspowy (baza zawodów: Limanowa) Dystans: 100 km (wariant optymalny!) Suma podejść: 3500 m Formuła: bieg/marsz na orientację Liczba punktów kontrolnych: 15 Limit czasu: 30 godzin Zapisy: do 18 maja przez formularz on-line Wpisowe: do 8 maja – 80 zł, po 8 maja – 110 zł Więcej informacji: www.maratonkierat.pl 100 km nieprzerwanego marszu po górach Beskidu Wyspowego i 3500 m podejść w ciągu 30 godzin to ekstremalnie trudne wyzwanie nawet dla zaprawionych piechurów i doświadczonych biegaczy. Ilu śmiałków tym razem postanowi mu sprostać? Komu uda się dojść do mety? Kto odniesie zwycięstwo w walce z przeciwnościami: niedostatkiem sił, ciemnością, zimnem, kontuzjami? Czujecie się zachęceni? Organizatorzy imprezy co roku bardzo się starają, aby maraton (ha! 100-kilometrowy!) dostarczył uczestnikom niezapomnianych wrażeń. Prawda jest jednak taka, że nie wszystko się pamięta – wyczerpanie i zamroczenie sprawiają, że prędzej czy później film się trochę urywa, a przynajmniej złośliwie przycina. Nie należy się też specjalnie przywiązywać do dystansu 100 km – najbardziej doświadczeni nawigatorzy dokładają sobie na tego typu imprezach od kilku do kilkunastu procent kilometrażu. Widoki na mecie – bezcenne. Oczywiście jeśli jest się tylko kibicem i obserwuje się uczestników imprezy finiszujących bez słynnej świeżości w kroku. Na KIERACIE niemożliwe jest uniknięcie nocy - impreza startuje wieczorem. Najwytrwalsi zaliczają dwie noce. Fot. Michał Bubel Trasa Mapa trasy - jak to w biegach na orientację - zostanie przedstawiona uczestnikom oczywiście dopiero tuż przed startem. 15 punktów kontrolnych będzie usytuowanych na terenie Beskidu Wyspowego, obejmując zasięgiem masywy górskie wokół Limanowej. Kolejność zaliczania punktów jest obowiązkowa, narzucona przez organizatora. Potwierdzenie obecności na punktach kontrolnych będzie dokonywane za pomocą systemu elektronicznego SPORTident oraz poprzez odnotowanie czasu w karcie sędziowskiej. Łączenie się na trasie maratonu w kilkuosobowe grupy jest dozwolone, a w przypadku osób mniej doświadczonych nawet wskazane. Co ciekawe, można korzystać z urządzeń GPS i własnych map, co w przypadku imprez na orientację nie jest powszechne. Nie wszystkim się spieszy! Kierat 2014. Fot. archiwum organizatora Poziom trudności Maraton przeznaczony jest dla miłośników marszobiegów oraz amatorów turystyki pieszej o bardzo dobrym przygotowaniu kondycyjnym, wysokiej odporności psychicznej i umiejętnościach orientacji w terenie. Tyle teorii od organizatora. W praktyce o zwycięstwo ścigają się doświadczeni ultrasi z dużym doświadczeniem nawigacyjnym. W zeszłym roku w imprezie zostało sklasyfikowanych 716 osób, ale tylko (czy aż?) 420 z nich (58%) przebyło pełny dystans i zaliczyło wszystkie punkty kontrolne. Wynik zwycięzcy Macieja Więcka - to 13 godz. i 34 min. Ostatnie osoby, które pokonały 100 km, wykorzystały cały limit czasu. Więcej wyników i statystyk zobaczysz TUTAJ. Puchar Polski w Pieszych Maratonach na Orientację Maraton KIERAT jest jedną z 38 imprez zaliczanych do Pucharu Polski w Pieszych Maratonach na Orientację. Wszyscy uczestnicy, którzy dotrą do mety w wyznaczonym limicie czasu, otrzymają punkty do klasyfikacji Pucharu. Pełny regulamin tegorocznego Pucharu znajdziesz TUTAJ. Więcej o długich biegach z mapą przeczytasz w artykule „Biegi ultra na orientację, czyli po co się gubić”. Zobacz film z KIERATU 2014 autorstwa Chrisactive: https://www.youtube.com/watch?v=AYHVmIWrC4E
Najszybsza polska maratonka ostatnich lat, Karolina Jarzyńska, urodziła we wtorek córeczkę. Ojcem jest trener i mąż zawodniczki, Zbigniew Nadolski.
[h6]Czterdziesty drugi kilometr, cud że moje ciało jeszcze się nie rozpadło. Fot. Krzysztof Dołęgowski[/h6] [h2]3:15 zdawało mi się być moim życiowym szczytem możliwości. Gdy biegłam maraton w Poznaniu kilka lat temu, moja redakcyjna koleżanka zrobiła właśnie taki wynik, a mnie zdumiewał jej talent i pozytywnie jej zazdrościłam. O jak bardzo chciałam choćby się do niego zbliżyć! Może kiedyś uda się i takiemu małemu czołgowi jak ja? Moment ten nadszedł w kwietniu tego roku, w DOZ Maratonie Łódzkim. Do 3:14:47 udało mi się dojść w 15 tygodni pracy z Olą, moją trenerką. To był bardzo dobry czas.[/h2] Wiele się o sobie nauczyłam dzięki tym 15 tygodniom, jak i samemu maratonowi w Łodzi. Z początku patrzyłam na plan od Oli* z dużą rezerwą. Dobrze, że jestem zakapiorem tylko po części. Lubię sobie pomarudzić i pokrzyczeć, ale moja dusza ma też grzeczną stronę. Nawet jeśli w coś nie wierzyłam (wiele rzeczy kłóciło się bowiem z moją wiedzą wyssaną z książek, czasopism i internetu), to jednak pracowałam pilnie robiąc jota w jotę to, co znajdowałam w tabelkach. Pracowałam sumiennie, bez kombinowania, przekładania treningów, bez rozczulania się nad sobą, ale i nie kombinując, że może by tu zrobić coś więcej... Ból, który początkowo kąsał moje łydki i groził kontuzją przeciążeniową, szybko dał za wygraną. Męczyłam podbiegi, przebieżki i biegi w tempie maratońskim. Robiłam ćwiczenia siłowe nudne jak twórczość Orzeszkowej. Przestałam się bać treningów jakościowych. Od dosyć dawna je robiłam, owszem. Ale mimo że znałam wartość wielu z nich, wybierałam chętniej te, które sprawiały mi więcej frajdy, albo nie postrzegałam ich jako bardzo niewdzięczne. Przyjemnie trenowało mi się wg planu McMillana, z radością wychodziłam na 25-sekundówki, minutówki, długie biegi z narastającą prędkością. Robiłam interwały po 4, 7 czy 10 minut. Wujek McMillan doprowadził mnie zresztą do poprzedniej życiówki z Krakowa sprzed 2 lat. 3:22. Ale poniekąd anonimowego wujaszka udawało mi się od czasu do czasu oszukiwać. Jak miałam "zakwasy" po crossficie to przekładałam trudny trening na inny dzień. "No bo przecież nie rozwinę takiej prędkości, nie ma sensu!". Albo nie wiedziałam kiedy odpuścić gdy pojawiało się jakieś przeciążenie. "Iść na trening czy nie? I czy jeśli nie pójdę to będzie to rozsądne czy tylko pieszczenie się ze sobą?". Dylematy. Masa dylematów, których nie miałam trenując z Olą. Mogłam wyłączyć myślenie, co okazało się dać mi wiele spokoju. Trzeba było tylko wykonywać zadania. A jakbym nie wykonała? O nie, to byłby wstyd przed Olą. Wujek McMillan mnie nie ochrzani, nie obdarzy wiele mówiącym spojrzeniem pełnym wyrzutów. No i wcale nie musiałam tego spojrzenia zobaczyć, wystarczy, że sobie je wyobraziłam. Zwolnienie z myślenia dotyczyło również samych wyników. Żadnego asekuracyjnego smęcenia. "Myślę, że powinnaś pobiec 1:32 w półmaratonie, szybciej to nie ma co, może się nie udać, bo miałaś ciężki tydzień treningowy, ale to 1:32 to na pewno". Rzeczywiście, za dużo luzu przed półmaratonem w Warszawie nie miałam. Do tego nie czułam się zbytnio sprężona na zawody i, gdyby to zależało ode mnie, pewnie zdecydowałabym się na wariant asekuracyjny - zacząć na 1:34 i zobaczyć co się da urwać. Poleciałam jednak na to 1:32. Ostatni kilometr pobiegłam w okolicach 4:00 min/km. I zrobiłam wynik 1:31:42, zaskakując samą siebie. No ale Ola kazała to trzeba było. Wiedziałam, że w Łodzi będzie wiało. To skutecznie potrafi rozprawić się z założonym tempem. Zdążyłam się zresztą z tym tempem poznać w czasie tych 15 tygodni. Takie treningi były dla mnie zawsze frustrującym doznaniem. Męczysz się przez kilka czy kilkanaście kilometrów nie mogąc sobie wyobrazić, że potem masz tak biec przez 42 km. I cholerne 195 metrów. Z paskudnym wiatrem walczyłam robiąc życiówkę w Krakowie. To tak po raz pierwszy nie udał mi się negative split. Druga połowa była w większości pod wiatr, a ja walczyłam już prawie muskając palcami ścianę. Teraz miało być podobnie. [h6]Fot. Krzysztof Dołęgowski[/h6] Diabelski zając z piekła rodem, któremu tak bardzo chciałam zaufać by poprowadził mnie na 3:15, okazał się mieć 19 kwietnia figlarny dzień. Zaczął za szybko, potem biegł za wolno, przez co przez długi czas byłam samotnym wojownikiem, walczącym z wiatrem. W końcu grupka, którą opuściłam wcześnie trzymając się tego, co mówił mi zegarek i międzyczasy, dopadła mnie w okolicach 18. kilometra, akurat gdy zaczynałam czuć się naprawdę źle. Podobno mężczyźni myślą o seksie co kilka minut. Ja co kilka minut myślałam o ścianie. Myślałam, że pewnie przyjdzie mi jej wreszcie doświadczyć w pełnej krasie. Bo jeśli już przed półmetkiem czujesz, że utrzymanie tempa jest bolesne, to jak masz niby pociągnąć jeszcze te dwadzieścia kilka kilometrów? W moim mózgu boleśnie ryły swoje tuneliki słowa z artykułu o cierpieniu, napisanym przez mojego męża dla Biegania. "Ból jest sygnałem subiektywnym, względnym. To, że wydaje Ci się, że zaraz zemdlejesz wcale nie oznacza, że za chwilę nogi złożą Ci się jak scyzoryk i wyrżniesz twarzą w asfalt. (...) Kojarzysz czterdziesty kilometr maratonu? Wtedy większość zawodników zwalnia i zdają się być u kresu sił. Nie są w stanie utrzymać tempa. Mimo wszystko na ostatnich dwustu metrach zrywają się do sprintu i z grymasem na twarzy przyspieszają. To co przed chwilą było niemożliwe – okazuje się wykonalne". Dobra, kurna Olek! Ale gdzie mi tam było do 40. kilometra! Mimo to, zegarek po każdym kilometrze pokazywał, że nadal trzymam tempo. Widziałam, że właśnie jestem na podbiegu, ale dzięki męczeniu okolicznych ursynowskich górek, podbiegi na trasie maratonu nie robiły na mnie większego wrażenia. Fizycznie - na pewno sprawiały mi trudność, ale nie demotywowały.  Pod koniec bolało mnie wszystko. O ile zawsze powtarzam sobie jak mantrę - "ostatnie 10 km maratonu to wyścig na dychę, będzie więc bolało tak samo jak dycha, a ostatnie 5 km jak piątka". Daję sobie przyzwolenie na to żeby pocierpieć. Ale przecież teraz ostatnie 20 km to był wyścig na dychę, a ostatnie 10 km to wyścig na piątkę. Nie wiem jak udało mi się nie zwolnić. Nie rozbić z plaskiem o ścianę jak wiosenna mucha na szybie auta. Może to dzięki mężowi, mojemu wiernemu kibicowi, który próbował zagrzewać mnie do boju na ostatnich kilometrach. Krzyczał, że nieźle się trzymam, gdy zdawałam się sobie być rozklekotanym Kamazem. "Złając" zniknął sprzed mych oczu jakby był wabikiem w wyścigu chartów. Ale zegarek trwał przy mnie mówiąc, że jest dobrze. Gdy wbiegałam na metę widziałam czas brutto 3:15:01, a po zającu ani śladu. Na szczęście zegarek pokazał mi 3:14:47 netto. Przebiłam głową swój własny sufit, który kiedyś sobie wyznaczyłam. I przesunęłam kolejną granicę. A właściwie wiele granic. Tamte 15 tygodni z wisienką na torcie w postaci nowej, spektakularnej życiówki w maratonie, poprawionej o 7 minut, nauczyło mnie wiele. Nauczyło mnie zdać się na kogoś, dać sobie pomóc, zaufać, odkładając swoje racje. Skupić się i konsekwentnie realizować plan, bez wyskoków. Wierzyć, że nie tylko mogę więcej, ale że mogę jeszcze więcej. Że nie muszę być pierdołą na dystansach krótszych niż ultra. To kwestia pracy, nawet gdy talentu ma się niewiele. I że z tym bólem to cholerna prawda. Da się go zaakceptować, choć nie da się tego nauczyć kogoś. Trzeba samemu spuścić sobie takie lanie i wytrzymać, choć wystarczyłoby szepnąć sobie tylko słówko i przerwać tę gehennę. Zabawnym spostrzeżeniem przez te 15 tygodni było to, że zmieniło mi się podejście do treningów. Biegać dla przyjemności oznaczało dla mnie - zrobić spokojne 8 czy 10 km. Na luzie. Teraz spokojne wybiegania były najnudniejszą częścią tego, co robiłam. Bieganiem dla przyjemności były treningi, podczas których miałam konkretne zadania do wykonania. Przyspieszenia, podbiegi, tempo maratońskie czy półmaratońskie. Nieprędko podejdę do kolejnej maratońskiej próby. Nie wiem również gdzie wyznaczę sobie następny sufit, albo może zainwestuję w taki podwieszany, którego wysokość można regulować. Teraz czas skupić się na biegach ultra. W czerwcu startuję z mężem w Biegu Rzeźnika, a w lipcu jedziemy walczyć do Rumunii na Marathon 7500. Dla Oli ułożenie planu pod ultra będzie wyzwaniem, ale jestem gotowa być królikiem doświadczalnym. Już czuję jak rosną mi uszy. *Ola to Olga Kowalska z Trinergy. Mają z Tomkiem pełne ręce roboty, ale do pracy podchodzą z pełnym zaangażowaniem. Więc jeśli szukasz dobrego trenera - wal jak w dym.
Japończyk Yuki Kawauchi zwyciężył w półmaratonie Sado Toki z czasem 1:06:14. To jego szesnasty start w tym roku.
Buty Inov-8 Bare x lite 150 - minimalistyczne buty do biegania [h2]Odkąd zapanowała moda na minimalizm i bieganie naturalne, przetoczyły się setki wojen o to, które buty lepsze, które gorsze, która technika sprzyja kontuzjom, a która je ogranicza. Powstało wiele mitów i powtarzanych błędnych interpretacji, które są powtarzane jak mantra.[/h2] Kiedyś wszystko było proste: były po prostu buty do biegania i każdy był zadowolony. Obecnie rodzajów butów biegowych są setki, a producenci przypisują im często magiczne wręcz moce, w które niestety wiele osób wierzy i co gorsza próbuje naciągać wyniki badań do własnych potrzeb. Oto kilka często nadużywanych interpretacji wyników badań: [su_highlight background="#1b6976" color="#ffffff"]Bieganie z pięty jest bardziej kontuzjogenne niż w butach tradycyjnych.[/su_highlight] Jak dotąd nikt nie potwierdził tej teorii. Badania skupiły się na pomiarze sił, jakie powstają w momencie uderzenia, i rzeczywiście pokazały one, że podczas lądowania na pięcie siła uderzenia jest większa. Dla większości zwolenników biegania naturalnego jest to dowodem na zwiększoną liczbę kontuzji. Niestety tak prostej zależności nie się nie dopatrzono, nie zostało udowodnione, że ta większa siła zwiększa ryzyko kontuzji. Co ciekawe niektórzy specjaliści tłumaczą nawet bieganiem z pięty odporność na kontuzje. [su_highlight background="#1b6976" color="#ffffff"]Bieganie w butach minimalistycznych jest zdrowsze od biegania w butach amortyzowanych.[/su_highlight] W tym przypadku występują kolejne nadinterpretacje. Zwolennicy minimalizmu zakładają, że bieganie z pięty zwiększa ryzyko kontuzji, co jest sprawą wielce dyskusyjną, ale kolejnym ich założeniem jest, że to buty wymuszają technikę. Niska amortyzacja i drop według nich z automatu sprawiają, że bieganie odbywa się ze śródstopia, podczas gdy amortyzacja sprawia, że ląduje się na pięcie, co jest oczywiście bzdurą. Zawodnicy nie zmieniają swojej techniki wraz ze zmianą butów, oczywiście buty mogą pomóc w przypadku osób starających się ją zmienić, ale nic nie wymuszają. Dziwne, że wyczynowi sportowcy biegają w różnych butach, w przeważającej większości treningi wykonują w klasycznych butach, a mimo to technika im się nie zmienia. W momencie przejścia np. na kolce lekkoatletyczne, które amortyzacji dużo nie mają, ich technika biegu też się nie zmienia. Czy to buty amortyzowane, czy kolce - biegają jedną wyuczoną techniką. Na grafice poniżej pokazane jest lądowanie mocnych zawodników na 10 km. Jak widać, buty mimo znikomej często amortyzacji i dropu nie wymuszają lądowania na śródstopiu, podobnie zresztą jak but z dropem ponad 1 cm i amortyzacją nie sprawia, że zawodnik ląduje na pięcie. Fot. runresearchjunkie.com (otwórz grafikę w nowej karci i powiększ - KLIK) Założenie, że buty wymuszają technikę, powoduje kolejne nadinterpretacje, czasem bardzo śmieszne. Zwolennicy teorii wyjaśniają większe ryzyko kontuzji podczas biegania w butach amortyzowanych badaniami nad siłami działającymi przy lądowaniu. Fakt, że w bieganiu z pięty te siły są większe, ale problem jest taki, że część z tych badani została wykonana w czasach, gdy nikt nie myślał o minimalizmie. Badania zostały przeprowadzone na klasycznych amortyzowanych butach, często na tej samej parze, co jest nieco komiczne, jeśli mają one potwierdzać działanie nowych butów. [su_highlight background="#1b6976" color="#ffffff"]Bieganie w butach minimalistycznych jest najbardziej ekonomiczne.[/su_highlight] Wiele można przeczytać o tym, jak to w butach minimalistycznych szybko się biega, ale badania - co dziwne - w tej kwestii są jednoznaczne. Eliminowanie amortyzacji pogarsza efektywność biegu. Co prawda zwolennicy minimalizmu twierdzą, że nasz układ ruchu jest najlepszym amortyzatorem, ale nie jest to do końca prawdą. Owszem duża ilość amortyzacji pogarsza ekonomikę biegania, ale zbyt mała jej ilość czy całkowita z niej rezygnacja również działa niekorzystnie i bieg staje się mniej efektywny. Zbyt mała amortyzacja w butach sprawia, że dużo energii jest zużywane na pochłonięcie uderzeń, im większa masa biegacza i gorsze przygotowanie, tym większy wpływ na efektywność. Oddzielną sprawą jest efektywność danej techniki biegu. Co prawda są badania pokazujące większą efektywność biegu ze śródstopia, tłumaczone jest to między innymi eliminacją fazy przetaczania stopy przez piętę, ale są również badania które pokazują, że to lądowanie na pięcie jest efektywniejsze, a tłumaczone jest to mniejszym zużyciem tlenu, gdyż organizm nie musi w całości pochłaniać uderzeń, bowiem część zostanie pochłonięta przez buty.
Fot. Ultramaraton RYKOWISKO / Andrzej Ziółek Tegoroczny maj szykuje piękną pogodę! Wybór imprez biegowych jest bardzo szeroki - od ekspresowych biegów na orientację, przez liczne biegi uliczne, po górskie ultramaratony. Przyjrzyj się naszemu zestawieniu - może wybierzesz coś dla siebie? [su_note note_color="#ed7a7a" text_color="#000000"]Imprez szukaj też w naszym kalendarzu biegów![/su_note] [su_highlight background="#a91e1b" color="#ffffff"]Dynafit RUN Adventure – Istebna, 1-3 maja[/su_highlight] Miejsce startu: Istebna (I i III etap), Rajcza (II etap) Dystans: bieg etapowy – 3 etapy; trasa krótka: łącznie ok. 80 km, trasa długa: łącznie ok. 110 km RUN Adventure to na razie jedyny liniowy bieg etapowy w Polsce. Formułą, która sprawdza się za granicą, musi jeszcze poczekać na swoich entuzjastów u nas w kraju. Poprzednia (pierwsza) edycja imprezy odbyła się w żarze i spiekocie lipca. Tym razem uczestnicy wystartują w biegu wiosennym. Zawodnicy przez trzy kolejne dni będą mieli do pokonania górskie dystanse. W zależności od wybranej trasy - krótkiej lub długiej - będą to odległości: 27,7 km / 26,5 km / 22,3 km lub 42,5 km / 38,3 km / 32,2 km. Startować można indywidualnie lub w zespole dwuosobowym (męskim, żeńskim lub mieszanym). Pierwszy etap trasy długiej będzie jednocześnie oddzielnym biegiem - Beskidy ULTRA Marathon, na który można się osobno zapisać. Zgłaszać się można przez formularz dostępny na stronie www.timetime.pl. Więcej informacji: www.runadventure.pl [su_highlight background="#17ad24" color="#ffffff"]Szybki Mózg – Warszawa, 20 maja (i później)[/su_highlight] Miejsce startu: Lasek na Kole Dystans: bieg na orientację; od 1 do 8 km (4 trasy) Szybki Mózg to cykl szybkich biegów na orientację w stolicy. Pierwszy etap odbył się 20 kwietnia, ale przed uczestnikami jeszcze 4 biegi: 20 maja, 17 czerwca, 16 września i 14 października. Każdy bieg odbywa się na innym terenie. Uczestnicy będą zwiedzać Lasek na Kole, Kampus Ochota, Las Lindego i Imielin. Każdy etap odbywa się w środę wieczorem. Zawodnicy startują o godzinie 19:00 w systemie interwałowym. Organizatorzy proponują 4 różne trasy: dla początkujących (1-2 km), dla odważnych (2-3 km), dla zuchwałych (3-6 km) oraz dla profesjonalistów (5-8 km). Wraz z długością trasy rośnie też jej trudność. Na bieg 20 maja można się zapisać tutaj najpóźniej do 17 maja. Opłata za jeden etap cyklu wynosi 20 zł (w dniu biegu - 25 zł). Osoby niepełnoletnie płacą odpowiednio 10 lub 15 zł. Opłata za wypożyczenie karty SPORTident (potrzebnej na punktach kontrolnych) to 5 zł. Więcej informacji: www.unts.waw.pl [su_highlight background="#2153a9" color="#ffffff"]Sky Tower Run – Wrocław, 23 maja[/su_highlight] Miejsce startu: Sky Tower, ul. Powstańców Śląskich 95 Dystans: 49 pięter, 1142 schody Sky Tower Run to jeden z niewielu w Polsce bieg po schodach. Zadaniem uczestników jest wbiegniecie na 49. piętro wieżowca. W zawodach może wziąć udział 1000 osób. W pierwszym etapie biegu - eliminacyjnym - wystartują wszyscy. Będzie w nim prowadzona klasyfikacja wiekowa. Prawo do startu w drugim etapie - open - ma 50 mężczyzn i 50 kobiet z najlepszymi czasami uzyskanymi w eliminacjach. W tym etapie prowadzona będzie klasyfikacja open kobiet i mężczyzn. O ostatecznym zwycięstwie decyduje suma czasów z dwóch startów (eliminacje i open). Zawodnicy będą ruszać na trasę w 20-sekundowych odstępach. Meta biegu znajduje się na Tarasie Widokowym Sky Tower, co na pewno osłodzi zmęczenie na szczycie! Zgłoszenia internetowe będą przyjmowane do 17 maja przez ten formularz. Jeśli zostaną wolne miejsca, będzie się można zapisać także na miejscu w dniu biegu. Opłata startowa wynosi 45 zł (w dniu biegu - 70 zł). Każdy uczestnik otrzyma pamiątkową koszulkę, pamiątkowe skarpetki, wodę, słodką bułkę, worek na odzież, a na mecie - pamiątkowy medal. Więcej informacji: www.galeria.skytower.pl/run.html Sky Tower Run 2014. Fot. archiwum organizatora [su_highlight background="#b128a6" color="#ffffff"]Katowicki Festiwal Biegowy – Katowice, 23 maja[/su_highlight] Miejsce startu: Katowicki Park Leśny Dystanse: maraton i półmaraton (+ imprezy towarzyszące) Katowicki Festiwal Biegowy nosi imię Jerzego Kukuczki, a organizatorem jest AWF Katowice. Oprócz maratonu i półmaratonu odbędą się I Mistrzostwa Katowic w Nordic Walking, Sztafeta Pokoleń oraz biegi indywidualne dla dzieci. Organizatorzy zachęcają do przybywania całe rodziny, obiecując liczne atrakcje dla starszych i młodszych. Maraton i półmaraton rozgrywane będą na atestowanej trasie w Katowickim Parku Leśnym, na pętli o długości 4180 m (plus odcinek od startu do pierwszego punktu pomiaru czasu). Limit czasu dla obu biegów to 6 godzin. Zgłoszenia elektroniczne przez formularz on-line przyjmowane są do 17 maja. Opłata wynosi 50 zł (lub 80 zł w dniu startu). Więcej informacji: www.awf.katowice.pl/uczelnia/katowicki-festiwal-biegowy [su_highlight background="#92561e" color="#ffffff"]Maraton Beskid Niski – 24 maja, Gorlice – Wysowa-Zdrój[/su_highlight] Miejsce startu: Gorlice, Rynek Dystans: maraton (+ biegi towarzyszące) Trasa maratonu nie będzie pętlą - poprowadzi z Rynku w Gorlicach do Wysowej-Zdrój. Do pokonania będą 42 km i 195 m, a przewyższenie będzie wynosiło 926 m w górę i 650 m w dół. Oprócz maratonu organizatorzy przygotowują trasę biegu 5- i 10-kilometrowego ze startem i metą w Wysowej-Zdrój. W tym samym miejscu odbędzie się też marsz nordic walking (5 km) oraz biegi dla dzieci i młodzieży - od 40 do 1000 m. Wszystkie biegi zostaną rozegrane w niedzielę 24 maja. Dzień wcześniej zostaną rozegrane konkurencje rolkarskie - półmaraton i maraton. Zgłaszać się można przez formularz on-line. Opłaty startowe są niskie: w tej chwili za maraton zapłacimy 30 zł, za bieg 5 i 10 km - 15 zł, za marsz nordic walking - 10 zł, a udział w biegach dla dzieci i młodzieży jest bezpłatny. Więcej informacji: www.maratonbeskidniski.pl Tak będzie wyglądał medal dla uczestników tegorocznego Maratonu Beskid Niski. Fot. archiwum organizatora [su_highlight background="#e21c16" color="#ffffff"]Bieg Instalatora – 24 maja, Bydgoszcz[/su_highlight] Miejsce startu: Leśny Park Kultury i Wypoczynku „Myślęcinek” Dystans: 10 km Dlaczego „Bieg Instalatora”?. Organizatorzy odpowiadają: „Bo takiego jeszcze nie było! W Polsce mamy biegi na pamiątkę, ku czci, z okazji, a także Bieg Dzika, Rzeźnika, po Rybę, Morsa, Przodownika, Icemana, Komandosa, a w Bydgoszczy – Bieg Instalatora!”. Dodatkowo bieg odbędzie się tuż przed największymi w Środkowej Europie Targami WOD-KAN. Udział wziąć może oczywiście każdy, ale będzie też prowadzona osobna klasyfikacja „instalator” – zarówno indywidualna, jak i drużynowa. Organizatorzy zapraszają instalatorów, inżynierów, projektantów, techników, handlowców oraz wszystkich związanych z szeroko pojętą branżą instalacyjną. Zapisy przez formularz rejestracyjny potrwają do 20 maja. W przypadku wolnych miejsc będą też możliwe zapisy na miejscu w biurze zawodów. Do końca kwietnia opłata wynosi 40 zł, od 1 do 23 maja za start trzeba będzie zapłacić 50 zł, a w dniu biegu - 80 zł. W pakiecie startowym każdy dostanie koszulkę techniczną, imienny numer startowy, workoplecak od HYDRO-VACUUM, kupon na posiłek, opaskę odblaskową od WORD Toruń, bidon od IGWP oraz kupony zniżkowe. Na mecie każdy finiszer dostanie pamiątkowy medal i posiłek regeneracyjny. Więcej informacji: www.bieginstalatora.pl [su_highlight background="#35be41" color="#ffffff"]Puszcza Run – 24 maja, Puszcza Dulowska[/su_highlight] Miejsce startu: Młoszowa (gmina Trzebinia) Dystans: 10 km Puszcza Dulowska to kompleks leśny o powierzchni około 2600 ha położony w Niecce Dulowskiej na dnie Rowu Krzeszowickiego pomiędzy linią kolejową Trzebinia – Bolęcin a Wzgórzem Zamkowym w Rudnie. Jest ona pozostałością prastarej puszczy, która w średniowieczu rozciągała się między Krakowem a Przemszą. Na terenie lasu wyznaczono cztery szlaki rowerowe. Trasa 10-kilometrowego Puszcza Run jest fragmentem ścieżki przyrodniczo-leśnej, usytuowanej w północno-zachodnim skraju Puszczy. Trasa nie będzie miała atestu PZLA, ale uczestnicy mogą liczyć na elektroniczny pomiar czasu i oznakowania co 1 km. Limit czasu na pokonanie dystansu to 90 min. Zgłoszenia elektroniczne będą przyjmowane przez formularz on-line do 22 maja. Opłata startowa wynosi 30 zł, a w dniu biegu - 35 zł. Z opłaty są zwolnione osoby, które ukończyły 70 lat. W ramach wpisowego każdy uczestnik dostanie koszulkę okolicznościową (pierwszych 200 zapisanych osób), wodę, numer startowy, a na mecie pamiątkowy medal i ciepły posiłek. Więcej informacji: www.puszczarun.pl [su_highlight background="#2298a8" color="#ffffff"]Ultramaraton RYKOWISKO – 30 maja, Łąck[/su_highlight] Miejsce startu: boisko w Łącku (12 km od Płocka) Dystans: ok. 85 km Organizatorzy zachęcają: „Pojezierze Gostynińskie usytuowane na południowym, lewym brzegu Wisły, między Gąbinem, Gostyninem a Włocławkiem to wyjątkowo atrakcyjny region. O jego walorach decyduje nie tylko eksponowana tożsamość kulturowa, liczne zabytki, ale przede wszystkim polodowcowe elementy rzeźby terenu (rynny polodowcowe zalane przez jeziora, kemy i ozy). Urok pojezierza podkreśla Gostynińsko-Włocławski Park Krajobrazowy z 12 rezerwatami przyrody”. Trasa biegu poprowadzona będzie po znakowanych szlakach turystycznych na terenie Gostynińsko-Włocławskiego Parku Krajobrazowego. Wyznaczoną trasę można zobaczyć TUTAJ. Limit czasu na pokonanie całego dystansu to 11 godzin. Przewidziane są też pośrednie limity czasowe w trzech punktach kontrolnych. Zapisy przyjmowane są przez formularz rejestracyjny do 15 maja (chyba że wcześniej zostanie osiągnięty limit miejsc – 85 osób). Opłata wynosi 35 zł. Uczestnicy będą mieli zapewnione napoje i przekąski na trzech punktach kontrolnych na trasie, a każdy, kto dobiegnie do mety, otrzyma ciepły posiłek, pamiątkowy medal oraz koszulkę. Więcej informacji: www.ultrarykowisko.blogspot.com [su_highlight background="#ea0dac" color="#ffffff"]Bieg Górski Na Hrobaczą Łąkę – 31 maja, Kozy[/su_highlight] Miejsce startu: Centrum Sportowo-Widowiskowe Kozy, pl. Ks. K. Kochaja 1 Dystans: ok. 6,5 km Hrobacza Łąka to 828-metrowy szczyt w Beskidzie Małym. Z miejscowości Kozy prowadz na nią żółty szlak. Na górze znajduje się oświetlony nocą stalowy krzyż oraz schronisko turystyczne. Ze szczytu rozpościera się panorama Beskidu Małego (Żar, Magurka Wilkowicka), Beskidu Żywieckiego (Pilsko, Rysianka). Przy dobrej przejrzystości powietrza widoczna jest Babia Góra oraz Tatry (głównie Tatry Zachodnie). 6,5-kilometrowa trasa biegu będzie wiodła przez 2,5 km drogą asfaltową, potem przez ok. 1 km żółtym szlakiem do nowej drogi nad kamieniołomem, dalej 2,5 km nową drogą do czerwonego szlaku i tym szlakiem ok. 500 m do mety przy krzyżu na Hrobaczej Łące. Łączne przewyższenie to ok. 400 m. W biegu może brać udział także młodzież od 15. roku życia. Zgłaszać się można telefonicznie lub bezpośrednio przed biegiem. Opłata startowa wynosi 10 zł dla młodzieży szkolnej do lat 19 i 35 zł dla dorosłych. Więcej informacji: www.csw.kozy.pl/bieg-gorski-na-hrobacza-lake
Fot. Marta Tittenbrun Na łamach naszego miesięcznika pojawiają się wywiady. Nie tylko z biegaczami z elity, ale też z ciekawymi postaciami, które z bieganiem są związane w sposób mniej lub bardziej pośredni. Te rozmowy to porządna dawka inspiracji - zachęcamy Was więc do lektury! [su_spacer size="30"] [su_highlight background="#e78177" color="#ffffff"]„KRYSTIAN ZALEJSKI – BIEGAM, ŻEBY JEŚĆ” [KLIK][/su_highlight] Krzysztof Zalejski to szef kuchni, który w wieku 33 lat zaczął biegać. Od tego momentu przez dwa lata schudł 30 kg, nie stosując żadnej diety, nie odmawiając sobie słodyczy ani napojów gazowanych. W rozmowie z Wojtkiem Staszewskim opowiada o dobrym „pasta party” przed biegiem, o dobrych węglowodanach, białkach i fast foodach. I o sobie. Bieganie to najprostsza forma sportu. Trzeba tę prostotę sobie przypominać, żeby nie zagubić się w gadżetach. Nie oszczędzam tylko na butach, ze względu na moją wagę. Ważyłem 117 kg, a teraz 88. Nie stosowałem żadnej diety, tylko świadome jedzenie. Przez pierwsze pół roku wyeliminowałem tylko gazowane napoje i słodycze. Ale potem je przywróciłem, a waga dalej spadała, bo kilometraż mi się zwiększył. Tygodniowo biegam 60-70 km. Cztery razy w tygodniu wstaję o 6.15, o 7 wychodzę na trening. A w weekend mam długie wybieganie 25-30 km. [su_spacer size="40"] [su_highlight background="#e78177" color="#ffffff"]„JACK DANIELS: DLA MNIE ZNACZENIE MA ILOŚĆ” [KLIK][/su_highlight] Do jego metod treningowych zajrzeli chyba wszyscy. To amerykański trener z ponad 50-letnim doświadczeniem. U niego biegało 30 indywidualnych mistrzów USA na różnych dystansach. „Jak to się stało, że dwukrotny medalista olimpijski w pięcioboju nowoczesnym został naukowcem i trenerem biegania?” - pyta go na początku wywiadu Marek Tronina. Rozmowa krąży trochę wokół samej postaci Jacka Danielsa (to część nieco historyczna), ale w dużej mierze skupia się na metodach słynnego trenera, wypracowanych na podstawie badań prowadzonych na dziesiątkach biegaczy. „Jaki był najprzyjemniejszy moment w pana karierze – sportowej i trenerskiej?” - pyta na koniec Marek Tronina. Jack Daniels odpowiada: To chyba tabele VDOT (śmiech). Poważnie – najważniejsi są ludzie, których poznajesz. W 1957 jako pierwszy cudzoziemiec w historii wygrałem międzynarodowe mistrzostwa Szwecji w pięcioboju. Wygrać te zawody to jakby wygrać złoty medal mistrzostw świata. Kwiaty na podium wręczała mi mała dziewczynka, mniej więcej 10-letnia. I tę chwilę pamiętam najbardziej ze wszystkich sportowych wydarzeń w moim życiu. Była ważniejsza niż dwa medale olimpijskie. [su_spacer size="40"] [su_highlight background="#e78177" color="#ffffff"]„PIOTR DYMUS – PAN FOTOGRAF OD BIEGACZY” [KLIK][/su_highlight] Komu nigdy na biegu Piotrek Dymus nie zrobił zdjęcia, ten ma pecha. „Żeby Ci w życiu do łba nie przyszło przestać robić zdjęcia!!!” – piszą mu na fanpage’u. „Twoje zdjęcia to bajka” – zachwycają się uczestnicy biegów. Facet, który zawsze się ruszał, interesował się fotografią, potem sporo osiągnął w rajdach przygodowych, żeby znów wrócić do fotografii, ostatecznie głównie sportowej. W wywiadzie opowiada o kulisach swojej pracy i o tym, jak przeszłość sportowa pomaga mu w łapaniu fantastycznych ujęć. Czasem w kadr wchodzą przypadkowi ludzie (nie zawodnicy) i musisz sobie zadać pytanie: czy traktujesz tych ludzi jako intruzów psujących kadr, czy czekasz, aż zadzieje się z nimi jakaś ciekawa interakcja. Możesz oczywiście zrobić zdjęcie, na którym to biegacz będzie ostry, na pierwszym planie. Ale możesz też ująć kadr, w którym biegacz, choć wyraźnie obecny, będzie tylko tłem. I to też jest ciekawe, a czasami nawet ciekawsze. (...) Najpierw staram się zaplanować kadr, wyobrazić go sobie z biegnącym zawodnikiem. Szukam tła dla osób, które niebawem mogą się znaleźć w danym miejscu. Oczywiście duża część zdjęć to po prostu zdjęcia ilustrujące zawodników, bo znaleźli się oni w tym miejscu i tyle. Jednak staram się, żeby te miejsca były wybrane z dbałością, przyglądam im się – czy zawodnikowi nie wyrośnie nagle latarnia z głowy albo czy po drugiej stronie nie stoi mało atrakcyjny śmietnik. [su_spacer size="40"] [su_highlight background="#e78177" color="#ffffff"]„AGATA MATEJCZUK W DRODZE NA MŚ W BIEGU 24-GODZINNYM” [KLIK][/su_highlight] Agata Matejczuk jest rekordzistką Biegu Rzeźnika, matką trojga dzieci i żoną. Do Mistrzostw Świata w biegu 24-godzinnym zakwalifikowała się, startując w mistrzostwach Polski zaledwie 5 miesięcy po porodzie. Gdyby nie gromadka dzieci, podejrzewano by ją, że jest nowym modelem Terminatora. W rozmowie z Magdą Ostrowską-Dołęgowską opowiada o swoich planach i łączeniu życiowych puzzli. Trzecie cesarskie cięcie mnie osłabiło i dlatego powrót był taki trudny. Zaczęłam po dwóch tygodniach od 6 km, pobiegłam do sklepu – 3 km w jedną stronę i nie mogłam ruszyć z powrotem. Bolało mnie wszystko. Jakoś wróciłam i po dwóch dniach spróbowałam znowu. Ale biegać jakiś sensowny dystans bez cierpienia zaczęłam dopiero tak po około 1,5 miesiąca po porodzie. Celem był start w Biegu 7 Szczytów (ok. 235 km) w Lądku Zdroju. Tak, tak, uprzedzę Twoje pytanie. Trzy miesiące po porodzie stanęłam na starcie tego wyścigu i po 130 kilometrach zeszłam z trasy. Nogi odmówiły mi posłuszeństwa. Nigdy wcześniej nie czułam takiego bólu w udach. Ale to nie ból fizyczny był dla mnie najbardziej dobijający, bo po kilku dniach doszłam do siebie. Najgorsze było to, co czułam po swoim pierwszym zejściu z trasy! Nie do zniesienia. Psychicznie byłam rozbita. [su_spacer size="40"] [su_highlight background="#e78177" color="#ffffff"]„JAN HURUK – ROZMOWA Z LEGENDĄ POLSKIEGO MARATONU” [KLIK][/su_highlight] Jan Huruk po maturze musiał wybrać: albo zacznie studia, albo pójdzie do wojska. Wiedział, że w wojsku ma szansę na dostanie się do klubu. Zdecydował się na służbę. Udało mu się zrobić I klasę sportową i na poważnie wziął się za bieganie. Zadebiutował w maratonie w 1988 roku, 4 lata później w Londynie ustanowił swój rekord życiowy - 2:10:07. Był 7. maratończykiem na Igrzyskach Olimpijskich w Barcelonie (1992 r.), 4. podczas Mistrzostw Świata w Tokio w 1991 r., zdobył trzy medale mistrzostw Polski w biegach. W wywiadzie dla BIEGANIA opowiada o treningu i swojej międzynarodowej karierze. Wspomina też pierwsze pieniądze zarobione na bieganiu: Było to tysiąc marek. Doszedł do tego również mały bonus. Jeden z kibiców po biegu podarował mi od siebie pięćdziesiąt marek. Jak twierdził, był pod wielkim wrażeniem mojego biegu, ponieważ zdublowałem zwycięzcę z poprzedniego roku o dwa okrążenia. Był to bieg godzinny na bieżni w Remsheid. [su_spacer size="40"] [su_highlight background="#e78177" color="#ffffff"]„WIESŁAW GENERALCZYK. WYDAWCA Z ZAWODU, BIEGACZ Z MIŁOŚCI” [KLIK][/su_highlight] Założyciel i wydawca „Poradnika Restauratora”. Pisze na łamach „Poradnika Handlowca”. Co ten facet robi w BIEGANIU?! Ano w tym „Poradniku Handlowca” pisze o swoich startach w największych światowych maratonach. W przerwach między pracą i bieganiem ucieka w Himalaje, gdzie oddaje się swojej drugiej życiowej pasji. To rozmowa ze zwykłym facetem, któremu praca nie przeszkadza w startowaniu w zagranicznych maratonach. Pokazuje prostotę biegania: Buty można mieć zawsze ze sobą, wrzucić do bagażnika samochodu, czy nawet w podróży służbowej można je spakować do torby do samolotu, nie zajmują dużo miejsca. Także spodenki czy koszulka, to przecież prawie nic nie waży i co najważniejsze – biegać można wszędzie. Zdarzało mi się bardzo często biegać po centrum Warszawy, gdy jeszcze nie mieliśmy tutaj biura i mieszkałem w hotelach. I nikt się wtedy nie śmiał, ale pamiętam też czasy, jak 30 lat temu, gdy mieszkałem przy Starym Rynku w Poznaniu, wybiegałem z ulicy Woźnej przez Chwaliszewo i dalej w stronę Malty, to spotykałem się niestety z pukaniem w czoło. Ludzie mówili, co to za wariat, który biega w krótkich spodenkach po ulicach w centrum miasta. Na szczęście, dzisiaj to jest już zupełnie inna historia. Nikt już się z tego nie śmieje. [su_spacer size="40"] [su_highlight background="#e78177" color="#ffffff"]„ANIOŁ, CENTURION I ELVIS W BIEGOWYCH BUTACH” [KLIK][/su_highlight] To Michał Leśniewski - zwykły facet, mąż i ojciec. W jednym momencie świat zawalił mu się na głowę, bo razem z żoną dowiedzieli się, że ich córka Ola do końca życia będzie niepełnosprawna umysłowo i fizycznie. Założyli własne centrum rehabilitacji „Olinek”, w którym pomagają dzieciom niepełnosprawnym. Mają klientów z zagranicy, którzy jadą taki kawał, bo mówią, że u Michała jest najlepsza atmosfera i najbardziej profesjonalna rehabilitacja”. Kiedy Ola miała 3 lata, Michał zaczął uciekać od problemów w bieganie. I stał się aniołem. A potem rzymskim centurionem. I Elvisem. Zainspirowało go zagraniczne bieganie charytatywne. To był akurat czas, że zaistniała potrzeba zrobienia operacji wszczepienia stymulatora nerwu błędnego, co miało zmniejszyć napady epilepsji. Koszt – 60 tysięcy złotych. Duża kasa. Przypomniało mi się, że widziałem w telewizji, jak jakiś człowiek pokonał trasę maratonu londyńskiego w stroju nurka głębinowego – takim ciężkim, stalowym. Zajęło mu to jakieś dwa tygodnie, ale przy okazji zbierał pieniądze na fundację charytatywną. Potem zobaczyłem film z Dickiem Hoytem, który ze swoim niepełnosprawnym synem kończy triathlon. (...) Pobiegłem ze skrzydłami i w koszulce z napisem „Fundacja Oli” – bo taką założyliśmy, żeby móc zbierać pieniądze. Ktoś mnie zobaczył, opisał na forum, no i z odpisów z jednego procenta zebraliśmy na całą operację [su_spacer size="40"] [su_highlight background="#e78177" color="#ffffff"]„JAK SIĘ ROBI WIELKI BIEG? WYWIAD Z ORGANIZATOREM BIEGU NIEPODLEGŁOŚCI” [KLIK][/su_highlight] Fot. Dorota Świderska / maratończyk.pl Marcin Kuriata, dyrektor warszawskiego Biegu Niepodległości, nie ma łatwego zadania. Jest (a właściwie nie on, tylko Stołeczne Centrum Sportu „Aktywna Warszawa”) organizatorem publicznym, musi się więc borykać ze skomplikowanymi procedurami. Do tego dochodzi fakt, że Bieg Niepodległości, choć to wielkie przedsięwzięcie, jest tylko jedną z imprez organizowanych przez „Aktywną Warszawę” w ciągu roku. Do tego dochodzi Bieg Konstytucji, Bieg Powstania Warszawskiego i inne, mniejsze imprezy. Organizatorzy pracują w trybie ciągłym, przez cały rok. Marcin Kuriata zdradza BIEGANIU kulisy organizacji imprezy na ponad 12 000 uczestników. Żeby wyłonić wykonawcę jakiejś usługi związanej z biegiem, musimy wykonać dużo więcej czynności niż firma komercyjna. Przede wszystkim usługodawca jest wyłaniany na drodze przetargu. Chodzi o takie usługi, których wartość przekracza limit 30 000 euro. Wydaje się, że to dość wysoki próg, ale trzeba pamiętać o tym, że nasza działalność trwa cały rok. Oprócz Biegu Niepodległości organizujemy też Bieg Konstytucji czy Bieg Powstania Warszawskiego, a także mniejsze wydarzenia i działamy w trybie ciągłym. Jeśli więc planujemy jakiś koszt, np. zrobienie koszulek z nadrukiem, to musimy od razu przemyśleć, ile koszulek będziemy potrzebować na wszystkie imprezy i akcje, które będziemy organizować w danym roku. Jeśli pogrupuje się w ten sposób wszystkie usługi, to koszty są naprawdę duże i próg 30 000 euro wcale nie jest taki trudny do przekroczenia. Musimy ogłosić przetarg na każdą usługę typu: pomiar czasu, medale, posiłek regeneracyjny, zabezpieczenie medyczne, ochrona, automatyczna obsługa płatności itd. [su_spacer size="40"]
[h6]Smażone karczochy. Fot. Istockphoto.com[/h6] [h2]Karczoch ma bardzo dobry wpływ na prawidłową glikemię, a stabilny poziom cukru we krwi to sprzymierzeniec każdego biegacza! Dodatkowo będzie chronił brzuch przed szkodliwymi substancjami oraz wspomagał żołądek wątrobę wrażliwszych zawodników. Przeczytajcie o właściwościach tego warzywa i zobaczcie jak je przyrządzić.[/h2] Karczoch czyli pięknie kwitnąca roślina z rodziny astrowatych na dniach pojawi się na straganach. Poza zastosowaniem czysto kulinarnym, ma również kilka innych - w medyczne, kosmetyczne, spełnia się również jako ozdoba przydomowych ogródków. Dlaczego warto zainteresować się tym warzywem, nie tak łatwym w obróbce kulinarnej? Wykorzystanie właściwości odżywczych karczocha nie jest łatwe ponieważ jego przygotowanie zajmuje sporo czasu ale efekty tej pracy są nie do przecenienia. Różnorodność substancji aktywnych w nim zawartych włącza go do grupy roślin leczniczych. [su_highlight background="#6acc17" color="#ffffff"]Cynaryna[/su_highlight] - podstawowa substancja czynna w karczochu. Ma działanie żółciopędne dzięki czemu ułatwia trawienie pokarmów z udziałem tłuszczu oraz reguluje profil lipidowy krwi. Wpływa dobroczynnie na gospodarkę hormonalną, zarządzającą wykorzystywaniem cukru przez nasz organizm. Zabezpiecza to przed wahaniami poziomu cukru we krwi, co z kolei zabezpiecza go przed odkładaniem się jego „nadwyżek” w postaci tkanki tłuszczowej. Stabilny poziom cukru we krwi to również stały dostęp do energii w trakcie treningu. [su_highlight background="#6acc17" color="#ffffff"]Sulimaryna[/su_highlight] - jest flawonoidem o bardzo silnym działaniu przeciwutleniającymi. Działanie to dotyczy głównie komórek wątrobowych, chroniąc ją przed działaniem wdychanych i spożywanych toksyn, zapobiega powstawaniu i rozwojowi stanów zapalnych. Zaleca się ją sportowcom, nie tylko wyczynowym, którzy spożywają większe ilości mięsa, suplementów oraz żywności przetworzonej. Pamiętajmy, że wątroba jest jednym z magazynów naszego glikogenu więc im sprawniejsza, tym większe pokłady tego paliwa możemy zgromadzić. [su_highlight background="#6acc17" color="#ffffff"]Inulina[/su_highlight] - rodzaj błonnika pokarmowego traktowanego jako prebiotyki ( – substancje wspomagające namnażanie prawidłowej mikroflory jelitowej). Od zdrowych jelit dużo zależy! Inulina pęcznieje w żołądku opóźniając pojawienie się uczucia głodu. Odpowiednio nawodniona będzie sprzymierzeńcem osób, które mają problemu z zaparciami, wzdęciami. Spowalnia wchłanianie cukrów z pożywienia, zabezpieczając przed wahaniami jego poziomu. Regularne spożywanie inuliny podniesie ilość przyswajanego wapnia oraz magnezu, czyli pierwiastków biegaczom niezbędnych. [su_highlight background="#6acc17" color="#ffffff"]Kwas chlorogenowy[/su_highlight] - kolejny składnik, który wpływa na poziom cukru we krwi poprzez spowolnione jego wchłanianie z jelit. Warto tu podkreślić, że w sytuacji powolnego wchłaniania cukru z pożywienia, organizm musi czerpać energię z innych źródeł i często posiłkuje się zapasową tkanką tłuszczową. Związek ten jest ostatnimi czasy popularny wśród badaczy, którzy zgodnie zauważyli, że jego regularna konsumpcja przyczynia się do normalizacji wagi ciała oraz skutecznie zabezpiecza przed rozwojem cukrzycy. Pojawiają się również badania sugerujące, że nadmierne spożycie tego związku może nasilać procesy zapalne w organizmie (do nadmiernej konsumpcji może dojść po włączeniu suplementów z udziałem kwasu chlorogenowego). [su_highlight background="#6acc17" color="#ffffff"]Garbniki[/su_highlight] - obecne w karczochu wiążą się z białkami tworząc powłokę chroniącą przed wnikaniem szkodliwych substancji, ułatwiają regenerację tkanek. Działają ochronnie na przewód pokarmowy, więc będą sprzymierzeńcem osób z wrażliwym żołądkiem i jelitami. Ograniczają rozwój stanów zapalnych poprzez obkurczanie naczyń krwionośnych. Teraz jakoś do tego dobra trzeba się dobrać. Podajemy kilka przepisów. Smacznego! [h6]Fot. Istockphoto.com[/h6] [su_highlight background="#cc1748" color="#ffffff"]Karczoch pieczony[/su_highlight] • Karczochy - 5 sztuk • Olej roślinny - 5 łyżek • Czosnek - 3 sztuki • Tymianek - 3 gałązki • Cytryna - 3 sztuki • Sól Oderwać twarde zewnętrzne liście, odciąć 1/3 górnej części karczocha oraz ciemne końcówki pozostałych liści i przekroić wzdłuż na pół. Miejsca ciecia natrzeć przepołowioną cytryną. Tak przygotowane karczochy włożyć do miski z wodą z dodatkiem soku z cytryny (1 litr wody, sok z 2 cytryn). Olej wymieszać z solą, skórką z 2 cytryn posiekanym czosnkiem i tymiankiem. Karczochy odcedzić, ułożyć w żaroodpornym naczyniu i dokładnie wysmarować mieszanką olejową. Piec 40 minut w 180 stopniach pod przykryciem z folii aluminiowej. [su_highlight background="#cc1748" color="#ffffff"]Makaron z karczochem[/su_highlight] • Makaron np. grube wstążki - ok. 300 g • Karczochy - 4 sztuki • Passata pomidorowa 500 g • Czosnek - 4 sztuki • Cebula - 1 sztuka • Olej roślinny - 4 łyżki • Sól, pieprz • Parmezan do posypania Karczoch oporządzamy jak w przepisie powyżej do etapu odcedzenia z wody cytrynowej. Cebulę drobno posiekać i zeszklić na łyżce oleju. Karczoch pokroić w drobną kostkę i dodać do cebuli, chwilę razem przesmażyć i zalać passatą pomidorową. Doprawić do smaku i dodać przekrojone na pół i zgniecione ząbki czosnku. Dusić pod przykryciem do miękkości karczochów. Podawać z ugotowanym makaronem i parmezanem.
Advertisment ad adsense adlogger