fbpx

Wiadomości

W sobotę zawody Diamentowej Ligi w Eugene. Walczy m.in. Adam Kszczot na 800 metrów, a Etiopka Dibaba atakuje rekord świata na 5000 metrów.
Fot. istockphoto.com [h2]Na naszym redakcyjnym spotkaniu po raz kolejny usłyszałem historię o tym, jak to do triathlonu przechodzą sportowcy, którzy nie osiągnęli sukcesu w innych dyscyplinach. Czas naglił i kolega Jarek, który przypomniał mi tę prawdę, nie mógł posłuchać moich argumentów, więc postanowiłem odpowiedzieć mu tym felietonem.[/h2] Drogi Jarku, wszystko zależy, od której strony przyjrzymy się sprawie. Zacznijmy więc od podstaw. W triathlonie nie ma, a przynajmniej do niedawna nie było, programu szkolenia dzieci, a często nawet młodzieży. Rodzice swoje kilkuletnie pociechy przyprowadzają do szkółek tenisowych, baletowych, piłkarskich, pływackich czy lekkoatletycznych. Do szkółki triathlonowej nie przyprowadzą, bo poza pierwszymi jaskółkami w ostatnich latach, takich szkółek nie ma. Trudno jest więc wychować triathlonistę od małego. Można natomiast próbować namówić zdolnych biegaczy, pływaków czy kolarzy do spróbowania swoich sił w nowej dyscyplinie. Tych, którym się nie udało w swojej? To oczywiste, że nie namówimy mistrza. Nikt nie porzuci swojego zajęcia, będąc w nim na szczycie. To nielogiczne zarówno ze względu sportowego, jak i finansowego. Ten drugi argument jest tu bardzo ważny. We wszystkich dyscyplinach będących składowymi triathlonu utrzymać się z nich może ścisła czołówka. Myślicie, że piąty czy szósty pływak, albo biegacz w USA utrzymuje się ze startów? Moglibyście bardzo się zdziwić. Nawet jeżeli zarabia na życie sportem, to raczej szkoleniami i działaniami okołosportowymi. Właśnie to wykorzystuje się często w naborze zawodników do triathlonu. Nie masz zbyt różowej przyszłości u siebie, spróbuj u nas. Nie zapominajmy jednak, że są to osoby z okolic podium, gdzie w dzisiejszych czasach różnice wynoszą ułamki sekund. Mamy więc do czynienia z wybitnymi jednostkami. Jednostkami, które potrafią łączyć ze sobą różne dyscypliny, co wcale nie jest łatwe. Na tym właśnie polegają programy szkoleniowe typu amerykańskich „Gepardów i Rekinów”, gdzie trenerzy jeżdżą po kraju wyszukując najzdolniejszych kandydatów. Istnieją również przykłady zawodników wybitnych, którzy wybrali nasz sport. Lukas Verzbicas mógłby świetnie sobie radzić w świecie lekkiej atletyki jako „cudowne dziecko” oraz „nowa nadzieja białych”, dzięki pokonaniu kilku zmurszałych amerykańskich rekordów. Postanowił jednak podjąć wyzwanie, które podyktowane było głosem serca. Spójrzmy na problem z jeszcze innej perspektywy. Załóżmy, że rację mają ci, którzy twierdzą, że miarą inteligencji jest umiejętność szybkiej adaptacji do warunków, w których żyjemy. Czy w takiej sytuacji nie mają racji zawodnicy skazani na sportową prozę życia (bo kto pamięta nazwisko czwartego pływaka z amerykańskiej sztafety?), przenosząc się na dyscyplinę, w której mają szansę na tytuły mistrzowskie czy spełnienie olimpijskiego snu? Rasowy sportowiec to drapieżnik, potrzebuje ofiar w postaci najwyższych laurów. I kto tu będzie Spritem, a kto pragnieniem? Mistrz świata w triathlonie, czy wybitny biegacz bez tytułu? Na koniec pozostaje jeszcze jedna kwestia. Opinie, jak ta, która zainspirowała ten felieton, nie padają z ust wybitnych sportowców. Oni potrafią uszanować i docenić wysiłek kolegów z innych dyscyplin, niezależnie czy są to szachy, łucznictwo, czy piłka nożna. Nie dajmy sobie wmówić, że trenujemy dyscyplinę będącą schronieniem dla nieudanych karier. Trenujemy sport dla wybitnych pływaków, kolarzy i biegaczy skupionych w jednej osobie. Za dowód niech posłużą wymagania dla przyszłych pokoleń triathlonistów na dystansie olimpijskim. Mówi się, że w krajach o wysokim poziomie dyscypliny, w kadrze już niedługo nie będzie miejsca dla zawodników biegających powyżej 30 minut na 10 km. W triathlonie. Felieton pochodzi z magazynu Triathlon (listopad 2014) będącego częścią miesięcznika „Bieganie”.
Fot. istockphoto.com Czy zakończyłeś kiedyś bieg, nie przekraczając linii mety? Czy postanowiłeś zejść z trasy? Jak się z tym czułeś od razu po? A jak po upływie kilku dni, tygodni? Jaki miało to wpływ na przyszłe starty? O swoim „odpuszczaniu” opowiada Weronika Zielińska. [su_spacer] [su_note note_color="#d6d8d9" text_color="#000000"] Weronika Zielińska Trener II klasy i instruktor kulturystyki. Była lekkoatletka specjalizująca się w biegach na 400 m. Mistrzyni Polski seniorek w biegu na 400 m przez płotki z 2007 roku. Trener w klubie biegowo-triathlonowym 12tri.pl. Fot. Michał Puchalski / MEDIASPORT [/su_note] [su_spacer] Czym dla Ciebie jest odpuszczenie? – Dla mnie odpuszczenie to przerwanie wysiłku fizycznego, niepodejmowanie zaplanowanego wysiłku fizycznego, zmniejszenie kilometrażu lub tempa. Jeśli chodzi o biegaczy amatorów, to użyłabym stwierdzenia, że jest to „umiejętność” przerwania lub niepodejmowania wysiłku fizycznego albo celowe zmniejszenie objętości czy intensywności treningu. Powodem może być kontuzja, przemęczenie, choroba, przetrenowanie, złe odżywianie, zmęczenie psychiczne, ale może być to również efekt braku umiejętności radzenia sobie z kryzysem, który pojawia się podczas długotrwałego wysiłku lub realizacji planu treningowego. Cała zabawa polega na odróżnieniu przemęczenia, przetrenowania czy choroby od kryzysu lub strachu przed zmęczeniem. Biegacz musi nauczyć się rozróżniać sygnały, które wysyła mu organizm. Ja dość dobrze znam siebie, swój organizm i charakter, i staram się uważnie wsłuchiwać w sygnały, które dostaję. Jakie sytuacje wyzwalają myśl o odpuszczeniu? – Najczęściej jest to narastające zmęczenie podczas treningu lub zawodów, monotonia biegu, pojawiający się ból. Co wtedy dzieje się w głowie? – Większości osób trening kojarzy się z zadowoleniem, dumą z siebie, stąd niewykonanie treningu oznacza niezadowolenie z siebie, poczucie „nie jestem dość dobry”. Dodatkowo sporo osób boi się, że gdy odpuści trening, to ich forma sportowa znacznie się pogorszy, nie osiągną wymarzonego rezultatu, przytyją kilka kilogramów itp. Ten strach nie musi być oczywisty, najczęściej siedzi gdzieś schowany w podświadomości. Dlatego niektórym tak trudno odpuścić, nawet pomimo kontuzji czy przemęczenia. U mnie, ale myślę, że również u innych osób, toczy się wtedy mała walka w głowie, przepychanka na argumenty. Co zyskam? Albo: czy rzeczywiście coś stracę, jeśli odpuszczę? Jak sobie z tym radzisz? – Jeśli pojawia się myśl, by zrezygnować lub nie iść na trening, motywuję siebie, mówię sobie „dasz radę”, „co to dla ciebie”. Przypominam sobie, jaki cel chcę osiągnąć. W trakcie startu wyobrażam sobie swój wymarzony wynik. Jeśli dopada mnie kryzys, a dopada zawsze, to powtarzam sobie: „Im szybciej będziesz biegła, tym szybciej będziesz na mecie i będziesz odpoczywać”. Zazwyczaj delikatnie przyspieszam, po czym wracam do starego tempa. Zawsze działa! Nie lubię się męczyć, więc robię wszystko, aby być jak najszybciej na mecie. Jeśli jednak zdarzy mi się odpuścić trening, to na początku denerwuję się na siebie. „Ty cieniasie” – myślę sobie, „ale jesteś słaba” lub „jakie ty zamierzasz osiągnąć wyniki na zawodach?”. To najczęściej chodzi mi po głowie. Moja siła tkwi w tym, że nie trwa to długo. Zamiast oceniać siebie, próbuję znaleźć przyczynę. Może za mało spałam, źle zjadłam, postawiłam za wysoko poprzeczkę albo jestem psychicznie zmęczona. Nigdy nie oszukuję w rozmowie ze sobą. Potem notuję spostrzeżenia w dzienniczku i planując kolejne sesje, biorę to pod uwagę. [su_box title="NIEWYGODNE PYTANIA" style="soft" box_color="#b0141b"] Co takiego się dzieje, że postanawiamy zejść z trasy? Kiedy podejmujemy taką decyzję? W jaki sposób może ona wpływać na rozwój kariery? Jak wzmacniać siebie?[/su_box] Kiedy ostatecznie odpuszczasz? Co przesądza o tym, że kończysz? – Mocny ból albo przekonanie, że wysiłek jest ponad moje siły. Muszę mieć pewność, że to nie jest kryzys, czyli strach przed zmęczeniem. Pamiętam, że żaden plan nie jest nieomylny i czasem mniej znaczy lepiej. Znam wiele przykładów osób, które umiały odpuszczać i osiągały wspaniałe rezultaty. Wychodzę z założenia, że nawet skrajne zmęczenie podczas treningu ma mi przynosić przyjemność. Jeśli sprawia, że mój nastrój znacznie się pogarsza i nie czuję satysfakcji z pokonywania siebie i swoich słabości, to znaczy, że mam dość i trening należy zakończyć. Podam kilka przykładów. Mój znajomy zawsze trenował tylko z trenerem. Trener nie kontrolował przerw podczas treningów tempowych lub dystansu podczas wybiegania. Znajomy, jeśli czuł, że to konieczne, wydłużał odpoczynek lub skracał czas biegu. Osiągał wspaniałe rezultaty. Niestety raz pojechał na obóz z dziewczyną, która skutecznie uniemożliwiła mu oszukiwanie, a trener nie chciał słuchać, że on ma dość. Wrócił z wyjazdu przetrenowany, z kontuzją i cały sezon miał stracony. Inny przykład, tym razem mój. Miałam całkiem fajne dwa sezony. Jeden jako juniorka młodsza. Z powodu bólu kręgosłupa wykonywałam połowę tego, co moja grupa treningowa. Trening siłowy ze sztangą okrojony do bezpiecznego minimum, treningi biegowe znacznie lżejsze od rywalek. Mimo wszystko wywalczyłam srebro na mistrzostwach Polski. Ważniejsze jest jednak to, że trenowałam i poprawiałam się jeszcze przez kilka lat, podczas gdy spora część z moich koleżanek szybko się wykruszyła przez brak postępów, kontuzje lub przetrenowanie. Raz zeszłam z trasy biegu na 10 km. Był to kolejny start z rzędu. Miałam szanse na podium, więc byłam mocno zmotywowana do biegu. Po 3 km nogi, oddech i wszystko inne było w porządku, jednak byłam tak psychicznie zmęczona, że postanowiłam zejść z trasy. Zdałam sobie sprawę, że za często startowałam i miałam już dość takich wysokich obrotów. Na początku był żal, bo nagroda przeszła mi koło nosa, i poczucie porażki. Potem się ucieszyłam, bo miałam niezmęczone nogi, więc na wieczorną imprezę mogłam spokojnie założyć szpilki. Najważniejsze jest jednak to, że nigdy później nie zeszłam już z trasy biegu. Odróżniłam lenia od przemęczenia. Legionowska Dycha - triumf Weroniki Zielińskiej. Fot. Gregory Fotografik [su_spacer] Jakie są konsekwencje zejścia z trasy, te krótko- i  te długoterminowe? – Tu jest haczyk. Ja odróżniam chochlika, który siedzi w mojej głowie i podpowiada „nie męcz się”, „obejrzyj telewizję zamiast biegać” od przemęczenia. Dlatego wychodzi mi to na zdrowie. Mimo że biegam od 15 lat (12 zawodowo, 3 amatorsko), jestem w miarę zdrowa (w miarę, bo jak każdy miewam kontuzje, boli mnie kręgosłup itp.) i nadal cieszę się bieganiem. Wciąż się poprawiam, mam ochotę wyznaczać sobie nowe cele. Moja motywacja jest na wysokim poziomie. Wierzę też, że starczy mi sił, aby biegać do starości. Oczywiście zawsze się znajdzie ktoś, kto powie, że może mogłabym biegać szybciej, gdybym trenowała mocniej. To takie „gdybanie”, które dla mnie nie ma większego sensu. Amatorzy nie mają takiego zaplecza do regeneracji jak zawodowcy, pracują, sami muszą zrobić zakupy, gotować, nie mają czasu na drzemki w ciągu dnia, mają rodziny, dzieci – masę obowiązków. Nie ma szans, aby trenować jak zawodowiec. Znam swoje ograniczenia, nie robię nic na siłę i dzięki temu idę do przodu. Natomiast czym innym jest odpuszczanie, kiedy dopada nas kryzys lub strach przed zmęczeniem. Odpuszczanie jest wtedy niebezpieczne. Przykład? Moja koleżanka specjalizowała się w biegu na 800 m. Podczas wyścigu na 1500 m zeszła po 700 m. Nie wygrała z kryzysem, choć nie był to wysiłek ponad jej siły. To spowodowało, że podczas kolejnych startów na tym dystansie schodziła zawsze w tym samym miejscu. Musiała stoczyć ze sobą potężną walkę, aby później w ogóle ukończyć rywalizację. Gdybyś miała dać jedną radę naszym czytelnikom, byłoby to… – Dobry plan treningowy jest przede wszystkim elastyczny, jest w nim miejsce na zmiany, dostosowuje się do ciebie, a nie wymaga, aby dostosować się do niego. Dużo lepiej dla naszych wyników i zdrowia jest przebiec kilka kilometrów za mało niż jeden kilometr za dużo. Rozmawiał Remigiusz Kinas. Wywiad jest kontynuacją większego materiału pt. „Gdy trasa wygrywa” z numeru Biegania czerwiec 2015.
III Nocny Bieg Świetlików. Fot. marcinporc.com Czerwiec to czas najkrótszych nocy. Organizatorzy biegów postanowili wykorzystać długie dni i w ostatnim miesiącu przed wakacjami mamy wysyp wieczorno-nocnych imprez biegowych w całej Polsce, choć nawet późna godzina startu nie gwarantuje ciemnego nieba. [su_spacer] [su_highlight background="#1d5c93" color="#ffffff"]Szczecińska Dobranocka[/su_highlight] – 10 czerwca, Szczecin Szczecińska Dobranocka to cykl biegów na orientację rozgrywanych w parkach i na osiedlach Szczecina. Start każdego biegu zaplanowany jest na godzinę 19:00, co w przypadku edycji czerwcowej oznacza, że cały czas będzie jasno. Bieg 10 czerwca będzie ostatnim (czwartym) biegiem w tej edycji. Rywalizacja potrwa maksymalnie 60 minut. Opłata startowa to jedyne 7 zł od osoby przy zgłoszeniach w terminie (do 8 czerwca) lub 12 zł przy zgłoszeniach po terminie lub w dniu zawodów (o ile będą jeszcze wolne mapy). Opłata za wypożyczenie chipa SI koniecznego do potwierdzania punktów kontrolnych - 3 zł. Bieg będzie miał formułę pościgową - zawodnicy będą startować po sobie według kolejności ustalonej na podstawie klasyfikacji generalnej. „Zawodnik, który prowadzi w klasyfikacji, startuje jako pierwszy, a kolejni zawodnicy startują po nim ze stratą czasową, wynikającą z klasyfikacji generalnej. Im większa strata do lidera, tym później zawodnik startuje. Pierwsza osoba, która przybiegnie na metę, wygrywa”. Informacje: www.bno.szczecin.pl/szczecinska-dobranocka-5 [su_highlight background="#4492d7" color="#ffffff"]X Ekologiczny Nocny Bieg Godzinny[/su_highlight] – 12 czerwca, Siemianowice Śląskie Zasady są proste: wygra ten, kto w ciągu 60 minut pokona najdłuższy dystans. Bieg zostanie rozegrany na bieżni o nawierzchni szutrowej na stadionie MOSiR „Pszczelnik”. Uczestnicy zostaną podzieleni na dwie grupy: pierwsza wystartuje o godz. 21:40, druga ok. 22:55. Niestety zapisy na bieg zostały zakończone, ale jeśli ktoś mieszka w pobliżu – może przyjść pokibicować. Informacje: www.mosir.siemianowice.pl/?zapraszamy-na-x-ekologiczny-nocny-bieg-godzinny,90 [su_highlight background="#1d5c93" color="#ffffff"]Nocna Dycha Kopernikańska[/su_highlight] – 13 czerwca, Toruń Nocna Dycha w Toruniu wystartuje o godz. 22:00 z parkingu przed Centrum Handlowym Atrium Copernicus. Meta zlokalizowana będzie w Hali Sportowo-Widowiskowej przy ul. Bema 73-89. Będzie to typowy bieg uliczny z oznakowaniem co 1 km. Po drodze uczestnicy będą mijać m.in. Rynek Nowomiejski, Bulwar Filadelfijski, Ślimak Getyński, Park Bydgoski. Zgłaszać się można w dniach 12 i 13 czerwca w biurze zawodów. Do końca maja opłata wynosi 59 zł, po tym terminie - 69 zł, a w dniach 12-13 czerwca - 79 zł. W pakiecie startowym każdy dostanie latarkę czołówkę, pamiątkową koszulkę, numer startowy z agrafkami, batony lub żele. Na mecie na wszystkich będą czekać pamiątkowe medale ceramiczne oraz posiłek regeneracyjny i napój. Informacje: www.nocnadycha.com [su_highlight background="#4492d7" color="#ffffff"]Nocny Bieg Świętojański[/su_highlight] - 19 czerwca, Gdynia Bieg Świętojański w Gdyni to 10-kilometrowa trasa z atestem PZLA. Od innych ulicznych dyszek będzie się różnić nietypową godziną startu - uczestnicy ruszą w nocy z 19 na 20 czerwca (piątek/sobota) o godz. 23:59. Start będzie się znajdował na Skwerze Kościuszki na wysokości ORP „Błyskawica”, a zawodnicy będą podzieleni na strefy startowe. Meta będzie zlokalizowana w tym samym miejscu co start. Limit czasu na pokonanie trasy to 1 godzina i 45 minut. Zgłaszać się można do 8 czerwca. Opłata w tym terminie wynosi 30 zł, a w dniu biegu wrośnie do 100 zł. W klasyfikacjach generalnych kobiet i mężczyzn przewidziano nagrody finansowe dla 10 najszybszych zawodników i zawodniczek - będą to kwoty od 3000 zł do 300 zł. Nagrody finansowe otrzymają też zawodnicy i zawodniczki z trzech pierwszych miejsc w kategoriach wiekowych - odpowiednio 150, 100 i 50 zł. Informacje: www.gpx.gdyniasport.pl/nocny-bieg-swietojanski-2 Zobacz relację z poprzedniej edycji imprezy: https://www.youtube.com/watch?v=Z7Nq9PgHdRI [su_highlight background="#1d5c93" color="#ffffff"]3. PKO Nocny Wrocław Półmaraton[/su_highlight] - 20 czerwca, Wrocław Bieg we Wrocławiu będzie typową uliczną połówką z atestem PZLA. Impreza rozpocznie się o godz. 21:00. Trasa w 98% będzie asfaltowa, oznaczona co 1 km, a po drodze będą trzy punkty odżywiania (cukier w kostkach, miski z czystą wodą, izotonik, woda mineralna). Limit na pokonanie trasy to 3 godziny. Trasę biegu można zobaczyć TUTAJ. Oprócz klasyfikacji generalnej kobiet i mężczyzn będzie także prowadzona klasyfikacja w kategoriach wiekowych oraz klasyfikacja drużynowa. Organizatorzy są w stanie przyjąć 7000 uczestników. Wśród wszystkich finiszerów półmaratonu zostaną rozlosowane nagrody rzeczowe, w tym samochód osobowy. Loteria zacznie się 20 minut po północy. Każdy uczestnik w pakiecie startowym otrzyma m.in. bon na „After Party” (które będzie się odbywać od godz. 21:00 do 3:00 na Stadionie Olimpijskim) oraz koszulkę sportową, a na mecie pamiątkowy medal, napoje i posiłek regeneracyjny. Do 10 czerwca opłata startowa wynosi 70 zł, a w dniach 11-19 czerwca wzrośnie do 90 zł. Informacje: www.pol.wroclawmaraton.pl [su_highlight background="#4492d7" color="#ffffff"]Jubileuszowy Nocny Maraton Kanału Bydgoskiego[/su_highlight] – 20 czerwca, Bydgoszcz To już 10. edycja nocnego maratonu nad Kanałem Bydgoskim. Start przewidziany jest na godzinę 21:00, a zamknięcie mety na godzinę 3:00 (limit czasu na pokonanie trasy to 6 godzin). Trasa w całości pokrywa się z trasą Dwumaratonu Bydgoskiego i można ją określić jako „parkową”. Uczestnicy będą mieli do pokonania 10 okrążeń wokół Kanału Bydgoskiego. Można też pokonać dystans półmaratonu, czyli 5 okrążeń. Zgłaszać się można do końca maja. Opłatę w wysokości 100 zł należy uiścić w dniu zawodów. Jeśli organizator nie będzie już dysponował pakietami startowymi zawierającymi koszulkę, opłata wynosić będzie 30 zł. Informacje: www.facebook.com/NocnyMaratonKanaluBydgoskiego [su_highlight background="#1d5c93" color="#ffffff"]IV Nocny Bieg Świetlików[/su_highlight] – 20 czerwca, Dąbrowa Górnicza W najkrótszą noc roku w Dąbrowie Górniczej wystartuje IV edycja też niezbyt długiego biegu. Start zaplanowany jest na godzinę 21:30. Trasa o nawierzchni asfaltowej liczyć będzie 6 km i zostanie wyznaczona nad jeziorem Pogoria III (start i meta znajdować się będą w pobliżu Molo, ul. Malinowe Górki). Czas na pokonanie całej trasy to 60 minut. Wpisowe w wysokości 35 zł należy wpłacać do 13 czerwca. Od 13 czerwca rejestracja zawodników będzie możliwa w biurze zawodów, po wniesieniu opłaty w wysokości 50 zł. Przewidziana jest też rywalizacja nordic walking. Dodatkowo organizatorzy przygotują trasę dla najmłodszych – Bieg Małego Świetlika. Dzieci będą startowały w dwóch grupach wiekowych: 3-5 oraz 6-7 lat. Starty maluchów będą odbywały się około godziny 18:30 i 19:00. Informacje: www.aktywnadabrowa.pl/?portfolio=iv-nocny-bieg-swietlikow III Nocny Bieg Świetlików. Fot. marcinporc.com [su_highlight background="#4492d7" color="#ffffff"]I Nocny Bieg Świętojański[/su_highlight] - 20 czerwca, Poznań I Nocny Bieg Świętojański w Poznaniu to impreza dla dzieci, młodzieży i dorosłych. Bieg główny zostanie rozegrany na dystansach 4,3 km oraz 10 km, bieg młodzieżowy na dystansie 1500 m, a biegi dziecięce na dystansach 200, 600 i 800 m. Biegi dziecięce i młodzieżowe wystartują o godzinie 18:30, a bieg główny (na obu dystansach) o godzinie 20:30. Trasa przebiegać będzie ścieżkami wokół jeziora Strzeszyńskiego, będzie oznaczona co 1 km. Start i meta będą znajdować się przy plaży. Limit czasu na pokonanie obu dystansów biegu głównego to 1 godzina i 30 minut. Zgłoszenia będą przyjmowane do 14 czerwca. Opłata startowa w biegu głównym do końca maja wynosi 35 zł, później (od 1 do 14 czerwca) - 40 zł. Wpisowe na biegi dziecięce i młodzieżowe to 10 zł. Informacje: www.maratonczykpoznan.pl [su_highlight background="#1d5c93" color="#ffffff"]Piotrkowski Nocny Półmaraton Wielu Kultur[/su_highlight] – 26 czerwca, Piotrków Trybunalski Nocna impreza zadebiutuje też w Piotrkowie Trybunalskim. Na czterech pętlach zostanie poprowadzona trasa półmaratonu z atestem PZLA. Nawierzchnia to w 95% asfalt, 5% - kostka brukowa. Bieg wystartuje o godz. 21:00, a meta zostanie zamknięta o północy (limit na pokonanie 21,097 km to 3 godziny). Limit miejsc na bieg niestety został już wypełniony, więc zapisy zostały zamknięte. Pozostaje czekać na kolejną edycję! Informacje: www.polmaratonpiotrkowski.pl [su_highlight background="#4492d7" color="#ffffff"]Tur Night[/su_highlight] - 26 czerwca, Chojnice Tur Nihgt to impreza dla biegaczy, rolkarzy i miłośników nordic walkingu. Ci na kółkach będą mieli do pokonania dystans 21,097 km, a pozostali - 10 km. Nordic walkerzy ruszą o godzinie 21:15, biegacze 10 minut później, a rolkarze kolejne 10 minut po nich. Biegacze i rolkarze mają na pokonanie swojej trasy 1,5 godziny, a uczestnicy marszu - 2 godziny. Trasa Tur Night będzie płaska, w większości asfaltowa, oznakowana i zabezpieczona, prowadzić będzie ulicami miasta. Wpisowe do 12 czerwca wynosi 25 zł, po tym terminie - 50 zł. Zapisy internetowe zostaną zamknięte 23 czerwca. W ramach opłaty startowej każdy uczestnik otrzyma: numer startowy wraz z agrafkami, wodę mineralną na mecie biegu, medal okolicznościowy na mecie, worek na odzież (depozyt), talon na posiłek regeneracyjny, ciastko owsiane z Bagietki, jednoosobowe zaproszenie do parku wodnego (basen + sauna) bez limitu czasu (wstęp jednorazowy do wykorzystania do 20 lipca 2015 r.), masaż. Informacje: w regulaminie [su_highlight background="#1d5c93" color="#ffffff"]Bieg Nocny[/su_highlight] - 27 czerwca, Bydgoszcz Bieg Nocny w Bydgoszczy będzie trzecim z czterech biegów Kwartetu Biegowego organizowanego przez Kujawsko-Pomorski Związek Lekkiej Atletyki. Poprzednie imprezy to RUN Myślęcinek (10 km, 15 marca) oraz Bydgoszcz na start (10 km, 3 maja). Cykl zakończy Półmaraton Bydgoski, który odbędzie się 18 października 2015 r. Bieg Nocny na dystansie 10 km rozpocznie się o godz. 22:00 i poprowadzony będzie ulicami miasta. Limit czasu wynosi 1,5 godziny. Na trasie będzie jeden punkt odświeżania - na 5. kilometrze - zaopatrzony w wodę. Opłata przy zgłoszeniach do 9 czerwca wynosi 40 zł, do 26 czerwca - 60 zł, a w dniu startu - 100 zł. Informacje: www.bydgoszcznastart.pl/bieg-nocny-bydgoszcz-2015,1,25.html [su_highlight background="#4492d7" color="#ffffff"]II Bieg Nocny Marek[/su_highlight] - 27 czerwca, Marki k.Warszawy Nocny Marek w Markach to impreza dla biegaczy, nordic walkerów oraz dla dzieci i młodzieży. Dorośli będą mieli do pokonania biegiem dystans 10 km ulicami Marek (mapę trasy można zobaczyć tutaj), a trasa marszu nordic walking będzie miała 5 km. Ci pierwsi na pokonanie swojej trasy będą mieli 90 minut, ci drudzy - 70 minut. Bieg główny wystartuje o godzinie 21:00. Biegi dzieci będą rozgrywane na dystansach 200, 400, 800 i 1200 metrów. Udział w zawodach kosztuje: 20 zł za marsz nordic walking, 35 zł za bieg (przy zgłoszeniu do 16 czerwca, później - 50 zł). Udział w biegach dziecięcych i młodzieżowych jest bezpłatny. Informacje: www.nocnymarek.net Nocny Marek 2014. Fot. archiwum organizatora [su_highlight background="#1d5c93" color="#ffffff"]II Nocny Bieg z Latarkami[/su_highlight] – 27 czerwca, Giełczyn Bieg zostanie rozegrany na nieutwardzonych ścieżkach kompleksu leśnego Czerwony Bór. Impreza rozpocznie się o godzinie 22:00. Do wyboru trzy dystanse: 4 km, 10 km i 21 km. Na najkrótszej trasie może wystartować każdy, bez względu na wiek. Dystans średni za zgodą rodziców mogą wybrać szesnastolatkowie, a w półmaratonie mogą pobiec tylko dorośli. Po biegu, około godz. 1:30, zacznie się część piknikowa – zostanie rozpalone ognisko, będzie można piec kiełbaski i degustować regionalne wyroby. Zgłoszenia przyjmowane są do 21 czerwca. Opłaty wynoszą: 40 zł za bieg 4 km, 50 zł za 10 km, 60 zł za 21 km. Za dodatkową opłatą w wysokości 1 zł (!) można wziąć udział w Biegu Śniadaniowym nazajutrz (28 czerwca) o wschodzie słońca, czyli około godz. 5:08. Na zakończenie biegu odbędzie się wspólne śniadanie - świeże bułeczki, miód, ser żółty, twaróg oraz mleko lub kakao. Informacje: www.gielczynbiega.cba.pl
[h6]Marcin Lewandowski w Ostrawie. Fot. Aleksandra Szmigiel-Wiśniewska[/h6] [h2]Polscy zawodnicy doskonale rozpoczęli sezon startów na bieżni. Ostatnie dni to zwycięstwa Marcina Lewandowskiego i Adama Kszczota, poza tym dobre biegi Joanny Jóźwik oraz Angeliki Cichockiej.[/h2] Marcin Lewandowski zaczął sezon od dwóch efektownych zwycięstw. 24 maja w holenderskim Hengelo przebiegł 800 metrów w czasie 1:45,46, rozprawiając się z kilkoma mocnymi rywalami. Wśród nich był m.in. Andre Olivier z RPA oraz medalista mistrzostw Europy na stadionie i w hali, Irlandczyk Mark English. Zaledwie dwa dni później Marcin dołożył jeszcze cenniejsze zwycięstwo. W Ostrawie, w biegu rozgrywanym w wietrze i deszczu, pokonał na dystansie 1000 metrów samego Asbela Kipropa, mistrza świata i olimpijskiego na 1500 metrów. Kenijczyk ma też lepszy rekord życiowy od Polaka na 800 metrów, ale w Ostrawie został pokonany na finiszu. Lewandowski pobiegł 2:17,25, Kiprop - 2:17,38. W tym samym biegu 9. miejsce zajął Mateusz Demczyszak z czasem 2:22,10. Adam Kszczot w Ostrawie zmierzył się na 600 metrów z rekordzistą świata na 800 metrów, Kenijczykiem Davidem Rudishą. Wydawało sie, że zobaczymy atak na rekord świata, a zamiast tego Rudisha po 120 metrach zszedł z bieżni kontuzjowany. Kszczot był wyraźnie najszybszy i czasem 1:16,02 pobił rekord mityngu. Czwarte miejsce zajął prowadzący po 400 metrach Artur Kuciapski, wracający do ścigania po kontuzji. Jego wynik - 1:16,98. Niespodzianka zdarzyła się w Ostrawie w sprincie. Polak Karol Zalewski pokonał mistrza Europy, Czecha Pawła Maślaka, na nietypowym dystansie 300 metrów. 32,25 sekundy to najlepszy tegoroczny wynik na świecie. Trzecie miejsce zajął Rafał Omelko - 32,58. I wreszcie ostatni miły akcent w wynikach polskich zawodników - 18-letni Mateusz Borkowski podczas mityngu w Oordegem w Belgii przebiegł 800 metrów w czasie 1.47,73, co jest najlepszym wynikiem w Europie oraz trzecim na świecie w kategorii juniorów. Niewiele słabiej wypadają Polki. Joanna Jóźwik w Hengelo osiągnęła jeden z najlepszych wyników na świecie w ostatnich latach na dystansie 1000 metrów - 2:35,57. Szybsza była tylko liderka list światowych na 1500 metrów, Holenderka Sifan Hassan, która wygrała w czasie 2.34,68. W tym samym biegu czwarta była Angelika Cichocka - 2.36,50 to jej nowa życiówka. Cichocka pojechała też do Ostrawy i na 1500 metrów zajęła tu piąte miejsce z czasem 4:09,74. W tym samym wyścigu 9. miejsce z wynikiem 4:13,47 zajęła Katarzyna Broniatowska. Renata Pliś w Hengelo przebiegła 3000 metrów w bardzo dobrym czasie 8.45,93, co dało jej czwarte miejsce. Mimo że mamy dopiero początek sezonu, polscy zawodnicy i polskie zawodniczki już osiągnęli świetną formę. Co będzie dalej?
Maraton Lednicki 2014. Fot. archiwum organizatora W długi czerwcowy weekend, dokładnie w sobotę 6 czerwca, odbędzie się maraton z Poznania na Pola Lednickie, podczas którego uczestnicy będą poruszać się zwartą grupą. Wynik nie ma znaczenia – liczy się droga i drugi człowiek. [su_highlight background="#7ab76e" color="#ffffff"]Podstawowe informacje:[/su_highlight] Termin: 6 czerwca 2015 r. (sobota); start o godz. 12:30 Start: Poznań, plac im. Adama Mickiewicza pod Poznańskimi Krzyżami Meta: Lednica, Ryba na Polach Lednickich Dystans: 44,1 km Formuła: jest to bieg koleżeński, uczestnicy poruszają się zwartą grupą, tempo biegu to 8-10 km/h, przewidziane są ok. 10-minutowe postoje na dystansie: 9,2 km, 14,1 km, 19,1 km, 27,9 km, 34,4 km oraz 41 km Czas trwania biegu: ok. 7 godzin Limit miejsc: 200 osób Zapisy: przez formularz on-line Wpisowe: 80 zł do dnia startu lub 100 zł w dniu startu Więcej informacji: www.maratonlednicki.pl Stowarzyszenie Biegowe BRYLANT z Kórnika zaprasza nieodmiennie do udziału w maratonie wszystkich kochających bieganie, ale także... drugiego człowieka. Tego obcego, który w trakcie biegu nie jest rywalem, ale (nawet jeśli nie jest nim od początku) staje się BRATEM. Biegną wierzący w Boga i ci, którym boże sprawy są obojętne. Biegną wysportowane babki i kościelne myszy. Dobiegasz na Pola Lednickie zmęczony do granic. Po drodze śpiewasz, sapiesz, zajadasz chleb ze smalcem, łykasz pomarańczki, banany i wodę, rozmawiasz z ludźmi na postojach, czujesz się dumny, że powierzają Ci swoje intencje. Ci OBCY. Ci oklaskujący Cię zza płotu. „Pomódl się za mnie na Lednicy!” – proszą. I zaczynasz się modlić, choć dawno już nie odmawiałeś pacierza i nie bardzo wiesz, jak to robić. Na Lednicy morze głów. Czujesz, jak Bóg unosi się... ponad wodami lednickiego jeziora... ponad morzem głów... Kilkadziesiąt tysięcy młodych ludzi robi wrażenie. Kiedy wbiegasz, a oni biją Ci brawo, pękasz z dumy i płaczesz ze szczęścia. Maraton Lednicki 2014. Fot. archiwum organizatora To nie jest maraton na sprawdzenie formy, zrobienie życiówki czy mocny, długi trening. Tu nikt nie ma szansy na ściganie, bo założeniem biegu jest poruszanie się razem, zwartą grupą. Planowane tempo to ok. 6:15/km, a po drodze przewidzianych jest sześć ok. 10-minutowych postojów. Na punktach będzie zapewnione picie i przekąski. Ruch kołowy na trasie będzie tylko częściowo ograniczony. Biegacze mogą liczyć na zabezpieczenie medyczne – za grupą będzie jechać karetka pogotowia oraz autobus. Osoby, które będą chciały odpocząć, w trakcie biegu mogą wejść do autobusu i potem wrócić do biegu. Można też wsiąść do autobusu, jeśli nie jest się w stanie kontynuować biegu. Maraton Lednicki 2014. Fot. archiwum organizatora [su_spacer size="10"] Trasa Bieg rozpocznie się pod Poznańskimi Krzyżami na pl. A. Mickiewicza, a zakończy pod Rybą na Polach Lednickich. Trasa będzie przebiegać następująco: Poznań, pl. A. Mickiewicza --> Kicin, ul. Wrzosowa 5 (odcinek: 9,2 km, punkt regeneracyjny), Kicin, ul. Wrzosowa 5 --> Wierzenica, ul. Śliwkowa 2 (odcinek: 4,9 km, punkt regeneracyjny), Wierzenica, ul. Śliwkowa 2 --> Karłowice, ul. Topolowa 1 (odcinek: 5 km, punkt regeneracyjny), Karłowice, ul. Topolowa 1 --> Wronczyn 14 (odcinek: 8,8 km, punkt regeneracyjny), Wronczyn 14 --> Łagiewniki 6 (odcinek: 6,5 km, punkt regeneracyjny), Łagiewniki 6 --> Skrzetuszewo 3 (odcinek: 6,6 km, punkt regeneracyjny), Skrzetuszewo 3 --> Meta: Pola Lednickie (odcinek: 3,1 km). Maraton Lednicki – mapa trasy Grupa dobiegnie na miejsce około godz. 19:30 – bezpośrednio przed uroczystą Mszą Świętą. Biegacze zostaną przywitani przez tysiące młodych uczestników spotka z całego świata. Maratończycy przekażą płomień spod Poznańskich Krzyży Ojcu Janowi Górze. Maraton Lednicki 2014. Fot. archiwum organizatora [su_spacer size="10"] Świadczenia Organizatorzy zapewniają wyżywienie na trasie – przekąski i napoje na punktach postojowych (nie zapewniają żeli energetycznych, więc jeśli ktoś chce takowe spożywać na trasie, musi zabrać swoje). Na mecie każdy dostanie ciepły posiłek oraz pakiet regeneracyjny (napój, woda, baton, owoc). Za ukończenie biegu każdy otrzyma pamiątkowy medal i lednickie symbole. Nie trzeba się też martwić o powrót - organizator zapewnia transport z Lednicy do Poznania, odjazd autokarów zaplanowany jest na godz. 20:30 (trasa: Lednica - Koziegłowy - Poznań Śródka - Poznań Rataje - Dworzec Główny PKP w Poznaniu). Maraton Lednicki 2014. Fot. archiwum organizatora
Bieg odbędzie się z okazji 90. rocznicy wmurowania aktu erekcyjnego i rozpoczęcia budowy Instytutu Radowego w Warszawie. Nie brzmi porywająco, ale organizatorzy chcą uczcić biegiem działalność nowoczesnego (jak na tamte czasy) centrum naukowego i medycznego zajmującego się leczeniem raka. [su_highlight background="#004191" color="#ffffff"]Podstawowe informacje:[/su_highlight] Termin: 7 czerwca 2015 r. (niedziela); start o godz. 11:00 Miejsce: Warszawa, Pole Mokotowskie Dystans: 5 km Limit czasu: 60 minut Limit uczestników: 150 osób Zapisy: do 4 czerwca przez formularz on-line; później – w dniu biegu w biurze zawodów Wpisowe: 35 zł (40 zł w dniu biegu) Więcej informacji: www.przepedzicraka.pl Dokładnie 7 czerwca przypada 90. rocznica wmurowania aktu erekcyjnego i położenia pierwszych cegieł pod budowę Instytutu Radowego w Warszawie, przy ul. Wawelskiej. Instytut był drugim - po powstałym w 1914 roku w Paryżu - tak nowoczesnym centrum naukowym i medycznym w ówczesnej Europie zajmującym się leczeniem raka. Jego budowę zainicjowała Maria Skłodowska-Curie. Z czasem Instytut został wcielony w Centrum Onkologii - Instytut im. Marii Skłodowskiej-Curie, który zlokalizowany jest przy ul. Roentgena. Bieg Przegonić Raka jest częścią obchodów rocznicy. O szereg wydarzeń upamiętniających utworzenie Instytutu Radowego dba Towarzystwo Marii Skłodowskiej-Curie w Hołdzie, działające od 20 lat przy ul. Wawelskiej. Instytut Radowy w Warszawie. Fot. archiwum organizatora Trasa Trasa biegu liczy 5 km. Uczestnicy będą mieli do pokonania dwie pętle o długości 2 500 m. Start i meta zlokalizowane będą w pobliżu Pubu Lolek, a zawodnicy będą dobiegać prawie do al. Niepodległości. Mapa biegu Przepędzić Raka: Świadczenia W ramach opłaty startowej każdy uczestnik otrzyma numer startowy z agrafkami, pamiątkową koszulkę techniczną, napój izotoniczny, pamiątkowy medal na mecie oraz materiały reklamowe sponsorów. Zdobywcy pierwszych trzech miejsc w klasyfikacji generalnej kobiet i mężczyzn otrzymają puchary Burmistrza Ochoty oraz posrebrzane medale Towarzystwa Marii Skłodowskiej-Curie w Hołdzie.
[h6]Marcin Lewandowski na mityngu w Ostrawie po zwycięstwie na 1000 m. Fot. Aleksandra Szmigiel-Wiśniewska[/h6] [h2]Marcin Lewandowski na 1000 m, Adam Kszczot na 600 m i Karol Zalewski na 300 m odnieśli imponujące zwycięstwa podczas mityngu Golden Spike w Ostrawie.[/h2] Mityng „Złote kolce” w Ostrawie co roku przyciąga najsłynniejsze nazwiska lekkoatletyki. Dyrektorowi sportowemu i rekordziście świata w rzucie oszczepem Janowi Żeleznemu udało się sprowadzić tu ponownie samego Usaina Bolta oraz Davida Rudishę. Mimo że Ostrawa sprawia wrażenie nieco wyludnionego, nastawionego na przemysł, a nie rozrywkę miasta, 15 tysięcy biletów wyprzedało się niczym ciepłe bułeczki. [h3]Imponujący finisz Adama Kszczota[/h3] Bieg na nietypowym dystansie 600 m awizowany był jako występ jednego artysty, a mianowicie rekordzisty świata na 800 m Davida Rudishy. Kenijczyk, który w ten sezon wchodzi bez fajerwerków, miał się zgodzić na występ w Ostrawie tylko pod warunkiem zorganizowania dla niego krótszego biegu. Jednak wyścig zakończył już po pierwszym wirażu, kiedy złapał się za udo i potrącany przez rywali opuścił bieżnię. W tej sytuacji na czele stawki, dość nieoczekiwanie, znalazł się nasz wicemistrz Europy z Zurychu Artur Kuciapski, który utrzymał pozycję aż do ostatniej prostej. Wtedy do decydującego ataku przystąpił Irlandczyk Mark English, a potem, lekko spóźniony, Adam Kszczot. Na ostatnich metrach, jak gdyby na zwolnionych obrotach, obydwaj poświęcili piękno biegu na rzecz walki siłowej. Rundą honorową i niezłym jak na ostrawską aurę wynikiem 1.16.02 cieszył się jednak nasz reprezentant. Dla Kszczota był to pierwszy indywidualny start w tym sezonie i jak widać aktualny mistrz Europy nie zapomniał, jak wygrywać w Ostrawie, w której niegdyś zdobył złoto na "młodzieżówce". [h6]Bieg na 600 metrów. David Rudisha schodzi z powodu kontuzji. Fot. Aleksandra Szmigiel-Wiśniewska[/h6] [h3]Mistrz taktyki – Marcin Lewandowski[/h3] To nie była pierwsza ani ostatnia runda honorowa w wykonaniu polskiego reprezentanta. Zwycięstwo na 1000 m, z najlepszym tegorocznym wynikiem na świecie, odniósł bowiem nasz inny znakomity 800-metrowiec Marcin Lewandowski. I nie był to bieg statystów, bowiem w polu pozostali tacy znakomici średniodystansowcy, jak mistrz olimpijski na 1500 m Asbel Kiprop, inny medalista z IO w Londynie Timothy Kitum oraz Francuz Pierre-Ambroise Bose (życiówka poniżej 1.43). "Lewy" biegł pierwsze okrążenie spokojnie, pozwalając rozciągnąć się stawce i wyszaleć pacemakerom. Na 300 metrów do mety dołączył do czołowej grupy, a na ostatniej prostej bez większych problemów zostawił rywali za plecami. Halowy mistrz Europy, zaledwie dwa dni po zdecydowanym zwycięstwie w Hengelo udowodnił, że własna ścieżka szkoleniowa wiodąca z Etiopii, przez Kenię, amerykańskie Flagstaff aż do Zakopanego to dobry sposób na imponujące otwarcie sezonu. [h6]Bieg na 1000 m. Marcin Lewandowski zwycięża. Fot. Aleksandra Szmigiel-Wiśniewska[/h6] [h3]Zalewski pokonał ulubieńca czeskiej publiczności[/h3] Ostatnim mocnym polskim akordem na stadionie miejskim na ostrawskich dzielnicach, był występ Karola Zalewskiego. Zwycięstwa Kszczota i Lewandowskiego spotkały się z ciepłym przyjęciem, ale wygrana podopiecznego Zbigniewa Ludwichowskiego na nietypowym dystansie 300 metrów uciszyła 15-tysięczną widownię. 32,25 sekundy to najlepszy tegoroczny wynik na świecie. Zalewski po wyjściu z wirażu ewidentnie ukradł show pupilkowi gospodarzy Pavlowi Maslakowi - sprinterowi, który ma w dorobku złoto halowych mistrzostwa świata i Europy. W tym biegu wytrzymałość szybkościowa była też silną bronią drugiego z Polaków. Rafał Omelko wywalczył trzecie miejsce i może pochwalić się pokonaniem w bezpośredniej walce multimedalisty mistrzostw Europy Belga Kevina Borlee. [h6]Karol Zalewski i Rafał Omelko po biegu na 300 metrów. Fot. Aleksandra Szmigiel-Wiśniewska[/h6] [h3]Rekord sezonu Joanny Linkiewicz[/h3] Nasi pozostali reprezentanci startujący w konkurencjach biegowych zaprezentowali się nieźle, choć bez fajerwerków. Najlepiej z nich wyglądała Joanna Linkiewicz, która, startując z pierwszego toru na 400 m przez płotki, nie tylko walczyła z siłą odśrodkową, ale również z kałużami, tworzącymi się po wewnętrznej stronie bieżni. Nasza reprezentantka wpadła na metę ponad sekundę za zwyciężczynią Czeszką Zuzanną Hejnową, za to przed ubiegłoroczną mistrzynią kontynentu Brytyjką Eilidh Child. [h6]Joanna Linkiewicz cieszy się na mecie biegu na 400 m ppł. Fot. Aleksandra Szmigiel-Wiśniewska[/h6] [h3]Angelika Cichocka jeszcze bez minimum na MŚ[/h3] W wolno rozgrywanym biegu na 1500 metrów piąte miejsce zajęła nasza wicemistrzyni świata i Europy z hali Angelika Cichocka, a dziewiąta była Katarzyna Broniatowska. Mateusz Demczyszak, który startował na iście dla siebie sprinterskim dystansie 1000 metrów, zajął 9. lokatę z nowym rekordem życiowym 2.22. [h6]Bieg na 1500 m. Angelika Cichocka zajęła 4. miejsce. Fot. Aleksandra Szmigiel-Wiśniewska[/h6] Rywalizacja na 5000 metrów, rozgrywana jako memoriał Emila Zatopka, przypominała trochę zabawę w ściganie na ostatnim kółku i wcześniejszą rozgrzewkę. W stawce, w której kilku zawodników legitymowało się rekordami życiowymi poniżej 13.10, żaden nie zamierzał trzymać tempa pacemakerów. W efekcie na 4000 metrów zawodnicy mieli słaby międzyczas (10:51.98) i wiadomo było, że do rekordu mityngu Stephena Cherono (12:48.81) zbliżą się tylko pod warunkiem zdecydowanego pobicia rekordu świata na 1000 m. Ostatecznie wygrał Etiopczyk Dejen Gebremeskel przed Haylem Ibrahimovem. [h6]Bieg na 5000 metrów, memoriał Emila Zatopka. Zwycięża Dejen Gebremeskel. Fot. Aleksandra Szmigiel-Wiśniewska[/h6] [h3]Bolt zrobił show[/h3] Wreszcie 200 metrów i wielkie show Usaina Bolta. Jamajski rekordzista jeszcze długo po swoim biegu przybijał zmarzniętymi dłońmi piątki kibicom i rozdawał autografy. W deszczowych warunkach pobiegł 20.13, ale nie wyglądał, jakby miał w zanadrzu jakąś tajną broń na sezon mistrzostw świata. [h6]Usain Bolt robi show. Fot. Aleksandra Szmigiel-Wiśniewska[/h6] Na uwagę organizatorów zasłużyli jednak inni sprinterzy, nagrodzeni za najbardziej wartościowe wyniki Zlatej Tetry 2015. W rywalizacji mężczyzn zwyciężył dopingowy syn marnotrawny Asafa Powell (10.04), a wyśmienite 12.56 na 100 m przez płotki wykręciła Amerykanka Sharika Nevils. [h6]Kibice na mityngu w Ostrawie. Fot. Aleksandra Szmigiel-Wiśniewska[/h6] Pełne wyniki znajdziesz po kliknięciu w link. 
[h6]Rys. Michał Romański[/h6] [h2]Biegacz amator na dopingu - to brzmi zabawnie. Wielce wątpliwe, że w grupie biegaczy, którzy biegną w maratonie, żeby złamać 4 godziny, ktoś „się szprycuje”. Uśmiech politowania budzi myśl, że wąsaty pan Edek przed startem raczył swój organizm EPO, czy też stojący obok nas triathlonista amator poprawiający przed startem okularki, do suplementacji w tym sezonie włączył hormon wzrostu. Jednak sport amatorski nie jest wolny od nielegalnego wspomagania.[/h2] Im wyższy poziom rywalizacji amatorów, im bliższa magiczna dwójka z przodu, zwycięstwo w kategorii wiekowej na imprezie o randze mistrzostw kraju, czy kwalifikacja na mistrzostwa kontynentu, tym bardziej doping staje się prawdopodobny. Nie chodzi tutaj o szukanie taniej sensacji i rzucanie cienia na osiągnięcia wielu biegaczy i triathlonistów amatorów, których tytaniczna praca może być tylko przykładem dla innych. Jeśli jednak w kulturystyce czy kolarstwie amatorskim doping jest zjawiskiem powszechnym, to dlaczego miałby nie istnieć w naszym środowisku? [h3]Stosunek amatora do dopingu[/h3] W latach 2010 i 2012 uczestników dwóch największych maratonów w Polsce – Poznań Maratonu i Maratonu Warszawskiego przebadano za pomocą anonimowych ankiet. Pytania w obu ankietach były takie same i dotyczyły wiedzy na temat dopingu i stosunku do niego. Badanie przeprowadzili pracownicy Katedry Medycyny i Fizykoterapii AWF w Poznaniu i Komisji do Zwalczania Dopingu w Sporcie. Pięć lat temu tylko 2 procent respondentów z grupy 1354 biegaczy stwierdziło, że zaryzykowałoby zdrowie i zastosowało doping dla osiągnięcia wyniku sportowego, sławy, pieniędzy, zwycięstwa. Minęły dwa lata i takich osób było już 4 procent, a liczba przebadanych biegaczy wzrosła do 1419. Co więcej, wzrosła liczba badanych, którzy mieli styczność z substancjami zabronionymi na zawodach sportowych. W 2010 roku było ich 3 procent, a w 2012 - 13! W ciągu tych dwóch lat spadło też zaufanie do współzawodników. Jeśli w 2010 roku odpowiedź na pytanie „Czy twoim zdaniem inni zawodnicy mogli skorzystać z dopingu?” rozkładały się mniej więcej po połowie, to w 2012 roku innych biegaczy o wspomaganie podejrzewało już 70 procent badanych. Czy to znaczy, że wraz z rozwojem dyscypliny na poziomie amatorskim rośnie też problem dopingu? Wspinamy się po krzywej Gaussa i w tej materii moment kumulacji mamy jeszcze przed sobą? –Trudno powiedzieć, żeby taka tendencja była zauważalna. Badania prowadzone były tylko dwukrotnie, od ostatniego minęły 3 lata. Brakuje danych, żeby wysnuć taką hipotezę – mówi Michał Rynkowski z Komisji do Zwalczania Dopingu w Sporcie, który jest jednym z autorów cytowanego raportu. Rzeczywiście, aby wyciągać daleko idące wnioski na temat obecnej sytuacji w Polsce, posługiwanie się danymi sprzed trzech lat to trochę za mało. Jednak opublikowane w zeszłym roku badania zespołu niemieckich naukowców pod przewodnictwem profesora Peryklesa Simona z Uniwersytetu w Mainz dają do myślenia. [h3]13 vs. 2 procent[/h3] Reprezentatywnej grupie 3 tysięcy triathlonistów amatorów podczas zawodów we Frankfurcie o randze mistrzostwa Europy na dystansie Ironman, mistrzostw Europy na dystansie 70.3 w Wiesbaden i triathlonie w Regensburgu (zawody bez żadnej rangi na dystansie 1/2 Ironmana) w biurze zawodów, przy odbiorze pakietów startowych, wręczono anonimowe ankiety zawierające dwa pytania główne i pytania metryczkowe. W badaniu nie wzięli udziału zawodnicy elity. Pierwsze pytanie brzmiało: „Czy w ostatnich 12 miesiącach przyjmowałeś substancje, które mogą być przepisane tylko przez lekarza, są dostępne w aptece lub na czarnym rynku (anaboliki, EPO, hormon wzrostu, stymulanty), aby polepszyć swoją wydolność fizyczną?”. Drugie skonstruowane było tak samo, tylko dotyczyło dopingu kognitywnego, czyli stymulowania mózgu w celu polepszenia koncentracji. Na liście wymienionych środków znalazły się tabletki kofeinowe, ale także kokaina, metylofenidat, beta-blokery czy modafinil używany głównie w leczeniu narkolepsji. Okazało się, że 13 procent przebadanych zażywało doping fizyczny. Przyznali się do stosowania EPO, sterydów anabolicznych i innych zakazanych substancji. Jeszcze więcej, bo 15 procent zażywało leki mające na celu poprawę koncentracji. To wszystko w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Natomiast aż 20 procent ankietowanych potwierdziło, że w całej swojej karierze brało wspomniane wyżej substancje. To dużo. Według danych WADA, próbki z wynikiem potwierdzającym stosowanie dopingu przez profesjonalnych sportowców wynoszą 2-3 procent ogółu, a to i tak zaniżona wartość. Przecież niektórym sportowcom udawało i pewnie udaje się oszukiwać system całymi latami. [h3]Droga na skróty[/h3] Patrząc na wyniki niemieckich badań, trudno uwierzyć, że 1/5 badanych przyszedł do głowy ten sam głupi pomysł na żart. Startujący w wymienionych zawodach to wyselekcjonowana grupa. Na imprezy o randze mistrzostw trzeba się zakwalifikować. Poza tym średnia wieku dopingowiczów z badania to 38-39 lat. Jeśli spojrzymy też na strukturę zawodową grupy, jaką stanowią triathloniści, znajdziemy tam nadreprezentację menadżerów dużych firm, a nie skłonnych do psikusów lekkoduchów. – Nie jestem zdziwiony tym wynikiem. Sam znam przypadki stosowania hormonu wzrostu w polskim środowisku – mówi najmocniejszy w Polsce amator, Marcin Konieczny. Dodaje jednak, że to raczej margines, chociaż jak podkreśla brakuje na to twardych danych. W Polsce nikt nie prowadził takich badań. Może rzeczywiście na poziomie, na którym obecnie triathlon i bieganie masowe w Polsce się znajdują, jest to proceder raczej marginalny. Widełki czasowe, w których mieści się znaczna większość kończących zawody, różnią się od tych zachodnich na naszą niekorzyść. Doping po prostu się nie opłaca. To nawet nie skórka za wyprawkę. Jednak kiedy podnosimy wyżej poprzeczkę, jesteśmy coraz lepsi, możemy wpaść w pułapkę swojego ego. „Jeszcze mogę” i „już mogę” złapią nas w żelazny uścisk. Żeby udowodnić coś sobie lub innym, będziemy bardziej skłonni do wybierania dróg na skróty. W sportach wytrzymałościowych liczy się przede wszystkim ciężka praca. Nie wszystkim się chce, czasem lepiej przeskoczyć kilka stopni rozwoju od razu. Skoro w życiu codziennym ludzie nie mają oporów, żeby podkładać komuś świnię, bo cel uświęca środki, to dlaczego inaczej miałoby być w środowisku sportowym, które przecież jest społeczeństwem w soczewce? A środki dopingowe są powszechnie dostępne w internecie. Hormon wzrostu? Proszę bardzo, kuracja trzymiesięczna tylko 89,99. Jeśli nie jesteś zadowolony z wyników, dostaniesz zwrot pieniędzy. EPO? Dziesięć ampułek wyprodukowanych przez chiński koncern farmaceutyczny kosztuje 420 dolarów, czyli około 1200 złotych. Taka jest cena za oryginał. Jeśli jednak kupić podróbkę, lek kosztuje już 300 złotych, czyli mniej niż para porządnych butów do biegania. Jak zażywać? Porady z łatwością można znaleźć w internecie. Ja trafiłem na polskim forum na faceta, który brał EPO, żeby wystartować w Biegu Katorżnika i to wcale nie po to, żeby osiągnąć super wynik! [h3]Kontrola dla amatora?[/h3] – Każdy przypadek dopingu trzeba piętnować. Uważam, że prędzej czy później na zawodach pojawi się kontrola amatorów – twierdzi Marcin Konieczny. Sam jest zawodnikiem, który do sportu podchodzi najuczciwiej, jak to możliwe i bardziej niż wynik interesuje go proces dochodzenia do niego. W zeszłym roku po Herbalife Triathlon Gdynia nie miał oporów, żeby zawodników, którzy dla urwania kilku sekund tworzyli długie jak pendolino, aerodynamiczne, rowerowe pociągi, nazwać „parówkami drafterkami”. Za jego sprawą ruszyła akcja „Say no to drafting”. – Oszukiwać dla niewiele lepszego wyniku to głupota – mówi. Powszechne i losowe kontrole to jednak bardzo duże koszty. Analizy próbki moczu to około 1000 złotych. – Specjalistyczne analizy mogą kosztować nawet 1600 złotych, pełen pakiet z badaniem krwi to 2000 złotych – wylicza Michał Rynkowski. Komisja Do Zwalczania Dopingu w Sporcie ma ograniczony budżet i kontroluje dyscypliny olimpijskie, zawody o randze mistrzostw kraju. Na imprezach komercyjnych chęć kontroli zgłasza organizator i to on pokrywa koszty. W zeszłym roku takie kontrole zarządzili organizatorzy największych biegów w Polsce. Reszta, z różnych powodów, o wizytę kontrolerów nie poprosiła. Jedną z przyczyn mogły być finanse. Zwykle na biegu bada się w sumie pięciu najlepszych zawodników. Łatwo policzyć, że to koszt 10 tysięcy złotych. To już dużo. Gdyby do tego dodać losową kontrolę pięciu amatorów, to koszta wzrosłyby dwukrotnie. Dlatego amatorom, choć formalnie podlegają takim samym zasadom współzawodnictwa i kontroli jak profesjonaliści, w kwestii dopingu ręce wiąże faktycznie tylko własne sumienie.
[h6]Fot. Jarosław Sekuła[/h6] Od debiutu styropianowego boosta minęło już trochę czasu, ale wydaje się, że but w dalszym ciągu jest nowością. W modelu ultra oprócz nowatorskiej pianki zastosowano cholewkę przypominającą skarpetę, co dało but, który komfortem przebija wszystko. Ultra bBoost to model, który nie ma bardzo wyrazistego przeznaczenia. Patrząc na niego z boku, wydaje się, że to typowa treningówka do klepania kilometrów, ale już przy trzymaniu go w ręku robi się bardziej startowy. Z kolei zakładając go na stopę, zapominamy, że mamy buty. Fot. Jarosław Sekuła Cholewka Jak dotąd najlepszą cholewką, z jaką miałem styczność, była słynna tkana produkcji Nike. Adidas jednak w końcu dorównał protoplaście. Czy przerósł mistrza - trudno powiedzieć, ale teraz mogą pod tym względem walczyć jak równy z równym. Cholewka boostów wydaje się tkana podobnie jak w przypadku produktów Nike, jednak dodatkowo jest elastyczna. Efekt? Idealne dopasowanie do stopy i niesamowita wręcz wentylacja, czyli to, co najlepsze. Praktycznie cała jest przewiewna i to bardzo mocno. Wiatr hula na wszystkie strony, a każda nawet najmniejsza kropla deszczu momentalnie wdziera się do środka. Zimą czy jesienią nie jest to przyjemne, ale w czasie słonecznej aury jest rewelacyjnie, pod względem komfortu większość konkurencji jest daleko w tyle. Materiał tak dobrze leży na stopie, jest tak delikatny i miękki, że właściwie od razu można zapomnieć, że cokolwiek jest na nodze, mimo że testowa para ważyła 340 g, a więc nie tak mało. Oprócz zapiętka jedynie w okolicach palców jest bardzo delikatne usztywnienie, które tak naprawdę jest ledwie wyczuwalne. Forma skarpety zapewnia niesamowitą wygodę , ale z powodu braku klasycznego sznurowania i języka zakładanie butów jest nieco utrudnione. Nogę należy wsunąć przez lekko rozciągliwą dziurę, co nie jest takie łatwe i wygodne, a następnie buta zawiązać zewnętrznym systemem wiązania, na który składają się trzy plastikowe paski. Elastyczny materiał sprawia, że w bucie można się poczuć jak w kapciach, co budziło pewne obawy przed dynamicznym biegiem. Czy tak wygodny i rozciągliwy but da radę utrzymać stopę? Okazało się, że nie było z tym problemów. Nie biegam może szybko, ale przy dyszce pokonanej lekko poniżej 38 minut nie występowały żadne problemy z trzymaniem stopy. Miejsca na palce jest sporo, choć pozornie wydaje się, że jest inaczej. Dzieje się tak za sprawą rozciągliwego materiału, który mocno przylega do palców. Wydaje się więc, że miejsca nie ma dużo, ale w rzeczywistości bez problemu można ruszać palcami, bo materiał mocno się odkształca. W Energy Boostach występowało podobne uczucie, ale tam rzeczywiście było ciasno, tutaj sytuacja jest jednak inna. But tak dobrze leży na stopie, że nie ma mowy o jakichkolwiek otarciach czy ucisku, jest wręcz idealnie. Cholewka jest jednak delikatna, więc las, gałęzie i inne patyki należy omijać szerokim łukiem, inaczej może gdzieś pójść oczko. Fot. Jarosław Sekuła Podeszwa Niby Ultra Boosty to treningówki, zdziwią się jednak miłośnicy klasycznych żelazek, bowiem nowe Adidasy nie mają z nimi wiele wspólnego. Fakt, drop wynosi 10 mm, co nie jest małą wartością, ale też nie przeszkadza on nawet w najmniejszym stopniu. Gdyby nie dane liczbowe podawane przez producenta, stawiałbym, że spadek pięta-palce jest jednak mniejszy. Podeszwa niby jest całkiem mięsista, ale także bardzo elastyczna. Ochoczo się wygina i dopasowuje do stopy, która cały czas musi pracować. Nie jest to but, który daje odpocząć stopom, te cały czas muszą się wykazywać. Amortyzacja? Na najwyższym poziomie, jest bardzo przyjemnie i komfortowo. Dość miękko, ale stopa nie grzęźnie i nie zapada się w czeluściach styropianu. W tej kwestii wydaje się, że technologia boost się sprawdza (podobnie zresztą jak nowa pianka Pumy). Daje uczucie miękkości i dobrą amortyzację przy mniejszym spadku sprężystości, można powiedzieć, że amortyzacja jest bardzo dobra, ale nie nachalna. Ultra Boosty są rewelacyjne na długie wybiegania, kilometry zlatują w bardzo przyjemnych warunkach, wygodnie i miękko. Fot. Jarosław Sekuła Nie da się jednak ukryć, że buty nie mają wybitnie sportowego charakteru, daleko im pod tym względem do Adios Boost. Można biegać w nich szybko, są elastyczne i nawet sprężyste z przyzwoitą dawką dynamiki, ale cały czas ma się wrażenie, że są to wygodne bambosze, a nie model do startów. Brak mocnego trzymania stopy sprawia, że nie jest ona tak zwarta jak w butach startowych, co najbardziej można odczuć przy biegach na 5 czy 10 km. Spora ilość amortyzacji także nie sprzyja biciu rekordów. Niemniej Ultra Boosty mogą być znakomitymi startówkami na dłuższych dystansach typu półmaraton czy maraton. Umożliwiają dynamiczny bieg, ale też dają niesamowitą wygodę, co może ułatwić poradzenie sobie z narastającym zmęczeniem i bólem. Podeszwa jest elastyczna i zapewnia naprawdę dobre czucie podłoża. Biegnąc po kostce czy dziurawej nawierzchni, raczej nie ma co liczyć, że buty ją w magiczny sposób wygładzą, to nie ten typ. Sztywność to nie ich domena, co sprawia, że nierówności - a tych na naszych drogach nie brakuje - będziemy odczuwać na stopach. Fot. Jarosław Sekuła Podsumowanie Ultra Boosty są butami, które po prostu uwielbiam. Komfort jest tak wysoki, że mogę im wybaczyć naprawdę wiele. Nie mają może olbrzymiej dynamiki, wkładanie mogłoby być wygodniejsze, ale ta wygoda rekompensuje wszystko. Ultra boostów po prostu nie chce się ściągać z nóg, są jak kapcie w których można bardzo przyjemnie biegać. Mają sporo amortyzacji, ale są przy tym elastyczne co jest dla mniej znakomitym połączeniem. Cena zwala z nóg, jest po prostu astronomiczna i może się od niej zakręcić w głowie (ponad 700 zł), ale buty są rewelacyjne. Zdecydowanie bardziej wolę biegi terenowe, więc mało jest butów szosowych, które mnie urzekły, ale Ultra Boostom się ta sztuka udała. Informacje producenta znajdziesz TUTAJ. [su_spacer size="20"] https://www.youtube.com/watch?v=oqpTJP36okk [su_spacer size="20"]
Advertisment ad adsense adlogger