fbpx

Wiadomości

[h6]Mo Farah. Fot. Getty Images[/h6] [h2]Na wysokim poziomie biegowym stały kolejne zawody Diamentowej Ligi - w amerykańskim Eugene. Rozegrano m.in. bieg na rzadko spotykanym dystansie 10 000 metrów.[/h2] Bieg na 10 000 metrów na bieżni jest coraz rzadziej spotykany. Na europejskich mityngach praktycznie zanikł, ze względu na długi czas trwania. Wciąż jest regularnie rozgrywany w Japonii oraz od czasu do czasu w USA. Przy okazji dwudniowego mityngu Diamentowej Ligi w Eugene w piątek wieczorem przeprowadzono dyszkę ze względu na obecność lokalnego faworyta - mieszkającego tu i trenującego brytyjskiego mistrza olimpijskiego i mistrza świata Mo Faraha. Farah okazał się ostatecznie zwycięzcą, ale po zaciętej walce, a dycha w Eugene ma duże szanse, żeby w podsumowaniu roku być najszybszym biegiem na tym dystansie. Brytyjczyk osiągnął czas 26:53,71, ale na ostatniej prostej musiał wywalczyć wygraną po ciężkiej w walce z mało znanym do tej pory Kenijczykiem Wiliamem Sitonikiem - 26:54,66. Aż pięciu pierwszych biegaczy na mecie osiągnęło czas poniżej 27 minut, szósty z wynikiem 27:00,66, był były wicemistrz olimpijski i rekordzista świata w półmaratonie, Erytrejczyk Zersenay Tadese. 34-letni Tadese wrócił na bieżnię po wielu latach biegania tylko ulicy i kto wie, czy nie pokaże się z dobrej strony w czasie Igrzysk Olimpijskich. Dla polskich kibiców najciekawszym biegiem było męskie 800 metrów, gdzie po raz pierwszy w tym sezonie wystartował Adam Kszczot. Polak miał debiutować w tegorocznej Diamentowej Lidze już tydzień temu w Rabacie, ale... zapomniał paszportu i musiał z lotniska wrócić do domu. Tym razem dotarł, ale w rywalizacji wypadł dość przeciętnie - zajął czwarte miejsce z czasem 1:44,99. Zwyciężył nieco niespodziewanie Amerykanin Boris Berian, tegoroczny mistrz świata z hali - 1:44,20. Trzeba jednak mieć na uwadze specyfikę zawodów w Eugene - dla całego świata poza USA jest to daleka podróż i zmiana kilku stref czasowych. Z tego względu Amerykanie u siebie są zawsze bardzo mocni, ale w imprezach docelowych bywa już różnie. W tym roku Igrzyska są równie daleko, ale przed nimi zawodnicy zwykle aklimatyzują się, spędzając na miejscu tydzień czy dwa. Wyjazd do Eugene to szybki lot, a potem równie szybki powrót. Bardzo blisko sensacyjnego rozstrzygnięcia było w biegu kobiet na dystansie 3000 metrów z przeszkodami. Biegnąca bardzo odważnie, chociaż słabo technicznie Kenijka w barwach Bahrajnu, Ruth Jebet, niemal pobiła rekord świata, wygrywając w czasie 8:59,97. Jest dopiero drugą w historii zawodniczką, która rozprawiła się z barierą 9 minut. Pierwszą była rekordzistka świata, Rosjanka Gulnara Samitowa, której najlepszy czas to 8:58,81. W świetle masowych wpadek rosyjskich sportowców na dopingu na ten wynik trzeba jednak spojrzeć z dużą dozą sceptycyzmu. Wynik Jebet mimo niezwykle wysokiego poziomu ledwie wystarczył do zwycięstwa. Tuż za nią dobiegła bowiem mocno finiszująca Kenijka Hywin Kiyeng - 9:00,01. Tylko dwie setne części sekundy dzieliły ją od złamania bariery 9 minut, została trzecią najszybszą w historii na tym dystansie. Kolejna na mecie, Amerykanka Emma Coburn, pobiła rekord kraju czasem 9:10,76. Najlepszy wynik na świecie uzyskano także na męskie 5000 metrów. Po raz drugi z rzędu w Diamentowej Lidze wygrał Etiopczyk Muktar Edris, tym razem z czasem 12:59,43. Na drugim miejscu Kenijczyk Geoffrey Kamworor, tegoroczny mistrz świata w półmaratonie - 12:59,98. Na trzecim miejscu z rekordem Kanady Mo Ahmed - 13:01,74. Słabo wypadł ubiegłoroczny wicemistrz świata, a wcześniej halowy mistrz świata na 3000 metrów, Kenijczyk Caleb Ndiku - dziesiąty z czasem 13:12,25. Rekord Kenii, już po raz drugi w tym sezonie, pobiła na 1500 metrów Faith Kipyegon. Wynikiem 3:56,41 zdecydowanie rozprawiła się z wszystkimi rywalkami. Druga na mecie Etiopka Gudaf Tsegay straciła ponad 1,5 sekundy, dobiegając z czasem 3:58,10. Poziom kobiecych 1500 metrów znacznie podniósł się w ostatnich latach i jeśli wielkie trio - rekordzista świata Genzebe Dibaba, wicemistrzyni świata Holenderka Sifan Hassan oraz Kipyegon będą w formie, w Rio de Janeiro czeka na niezwykle emocjonujący pojedynek. Gwoździem programu jest w Eugene zawsze męski bieg na dystansie 1 mili. Tym razem wyniki nieco rozczarowały, ale zwycięzcą okazał się zgodnie z przewidywaniami najlepszy miler ostatnich lat - Kenijczyk Asbel Kiprop - 3:51,54. Pełne wyniki mityngu dostępne po kliknięciu w link.
[h6]Tenisistka Maria Szarapowa jest jedną z rosyjskich sportsmenek przyłapanych na przyjmowaniu niedozwolonych substancji. Fot. Getty Images[/h6] [h2]17 czerwca IAAF ogłosi, czy pozwoli rosyjskim lekkoatletom wystartować w Igrzyskach Olimpijskich. Tymczasem Rosją wstrząsają kolejne skandale dopingowe.[/h2] Jakby mało było złych wieści związanych z dopingiem, pojawiają się kolejne rewelacje w sprawie rosyjskich sportowców. Nie wystarczyło kilkudziesięciu sportowców z tego kraju złapanych na koksie w ostatnich latach. Nie wystarczyła afera z przekupywaniem miejscowych urzędników antydopingowych i fałszowaniem badań. Nawet wpadka z meldonium - lekiem, który w styczniu wpisano na listę zakazanych i od razu złapano na nim kolejnych ponad 40 sportowców z Rosji, nie okazała się ostatnią. Kilka dni temu wypłynęły kolejne rewelacje. Pierwsza dotyczy Igrzysk Olimpijskich w Sochi i brzmi jak scenariusz kina akcji. Grigorij Rodczenkow, szef moskiewskiego laboratorium antydopingowego, uciekł do USA i tam zeznał, że osobiście opracował mieszankę sterydów, którą przed Sochi podawano rosyjskim zawodnikom i zawodniczkom. Aby uniknąć wpadki, nocą przez dziurę w ścianie podmieniano w laboratorium próbki moczu sportowców, zanim poddano je badaniom. W operacji brały udział służby specjalne, które opracowały metodę otwierania i zamykania plombowanych pojemników. Rosja zaprzeczyła oskarżeniom Rodczenkowa, ale warto dodać, że niedawno dwóch jego kolegów z komisji antydopingowych zginęło w niewyjaśnionych okolicznościach. Rodczenkow twierdzi, że sam uciekł w ostatniej chwili. To jednak nie koniec nowin. Powtórnie przebadano niektóre zamrożone rosyjskie próbki z Igrzysk w Pekinie w 2008 roku. Dotyczyło to tylko tych zawodników, którzy nadal startują i mają szansę na występ w tegorocznych Igrzyskach w Rio de Janeiro. Kilkunastu lekkoatletów nie przeszło tej powtórnej weryfikacji, bo nowe metody pozwoliły odnaleźć ślady sterydów. Dotyczy to m.in. mistrzyni olimpijskiej w skoku wzwyż, Anny Cziczerowej oraz brązowej medalistki w biegu na 3000 metrów z przeszkodami, Jekateriny Wołkowej. Dyskwalifikacje grożą też rosyjskim sztafetom. Potencjalne dyskwalifikacje kompletnie zmienią kolejność medalową w wielu konkurencjach. Co więcej, trwa też sprawdzanie próbek z Igrzysk Olimpijskich w Londynie w 2012. W świetle tych faktów wydawałoby się, że dyskwalifikacja Rosji jest oczywistością. Nagłośnione afery sprawiły jednak, że kto wie, czy obecnie Rosjanie nie są najlepiej przebadanymi sportowcami na świecie. W kraju pracuje zagraniczna komisja antydopingowa, kompletnie niezależna, a wszyscy kandydaci do reprezentacji są wielokrotnie badani. Użycie dopingu ma się stać przestępstwem ściganym karnie, a minister sportu zapowiedział, że zawodnik czy zawodniczka, którzy kiedykolwiek mieli problemy z dopingiem, będą wykluczeni z reprezentacji olimpijskiej, nawet jeśli kara minęła. Gdyby te zapowiedzi okazały się prawdą, mogłoby się okazać, że paradoksalnie Rosja, jeśli zostanie dopuszczona do startu w Rio de Janeiro, będzie posiadała najczystszą reprezentację ze wszystkich krajów uczestniczących w Igrzyskach.
[h6]Michał Sawicz (z lewej) i Michał Mońka, czyli "Gdańskie Michały" na trasie XIII Biegu Rzeźnika.[/h6] [h2]Tegoroczna edycja Biegu Rzeźnika wzbudzała wiele emocji już na kilka dni przed startem, głównie za sprawą zawirowań wokół ostatecznej wersji trasy. Impreza jednak doszła do skutku i niemal 1,5 tysiąca osób pokonało pełen dystans. Wśród nich był m.in. Michał Sawicz, biegowy bloger znany jako "Biegacz z Północy". Zapraszamy do przeczytania relacji z debiutu Biegacza z Północy w biegu górskim.[/h2] [h3]Mieszane uczucia[/h3] Jeżeli chodzi o Bieg Rzeźnika 2016 to nie będę ukrywał, że mam mieszane odczucia. Za żaden inny bieg nie zapłaciłem tyle, co za Bieg Rzeźnika i na żadnym innym biegu nie spotkałem się z takim zamieszaniem z trasą jak tutaj. Nie chcę wnikać, kto tutaj ponosi za to odpowiedzialność. Ja po prostu czułem się oszukany. Do reszty nie mam zastrzeżeń. Słyszałem głosy o dość ubogich punktach odżywczych. Ciężko mi się do tego odnieść, bo w trakcie biegu wolę sam zadbać o jedzenie i picie. Podobał mi się natomiast pakiet startowy. Super pomysł z dedykowanym Buffem! Piwo i medal na mecie – pierwsza klasa. Również oznakowanie trasy było takie, że trzeba było się mocno namęczyć, aby się zgubić. [h3]Niezapomniana atmosfera[/h3] Jednak to, co jest największą zaletą Biegu Rzeźnika to atmosfera panująca w tym okresie w Cisnej, a mówiąc bardziej precyzyjnie – ludzie, którzy tworzą tę atmosferę. Gdzie się nie ruszyłem trafiałem na znajome twarze. Na ulicy – swoi, w knajpach – swoi, w sklepach – swoi. Słyszałeś gdzieś wesołe głosy, czułeś zapach kiełbasy z grilla – w ciemno mogłeś iść i mieć pewność, że spędzisz czas w dobrym, biegowym towarzystwie. I to właśnie głównie dzięki temu zaliczam wyjazd w Bieszczady do udanych. Co do samej imprezy to być może miałem pecha, że przyszło mi debiutować w tej pechowej, trzynastej edycji, z którą było tyle zamieszania. Nie przekreślam tej imprezy, ale uważam, że za takie pieniądze można wymagać nieco więcej. [h3]O swoim starcie[/h3] Bieg Rzeźnika był moim debiutem w biegach górskich. Biegałem już dystanse dłuższe niż maraton. Latałem też więcej niż 80 kilometrów. Nigdy za to nie startowałem w biegu górskim. Przygotowałem się z Michałem (chodzi o Michała Mońkę – partnera z drużyny „Gdańskie Michały" – przyp. red.) na naprawdę ciężki bieg. Na przepakach mieliśmy buty na zmianę, masę jedzenia, picia. Zabraliśmy ze sobą kurtki, pół apteczki leków i plastrów, jedzenia tyle, że moglibyśmy obdzielić małą wioskę. Ostatecznie z kurtek i jednego plecaka zrezygnowaliśmy już w Cisnej – pogoda naprawdę dopisała. Obyło się też bez zmieniania butów. Również jedzenie okazało się w większości zbędne. Zjadłem kilka żeli i batonów Agisko oraz żelki Haribo. Wszystkie kabanosy, bułki, krakersy, orzechy czy suszone owoce trzeba było zabrać po biegu do domu. Jak na to później spojrzałem, to zastanawiałem się czy ja czasem nie zamierzałem spędzić na trasie kilku dni. Co mnie zaskoczyło? Stan moich nóg. Miałem spore problemy w ostatnim czasie. Zamiast trenować głownie latałem po fizjoterapeutach. Tymczasem okazało się, że bieganie po górach to zupełnie inna bajka niż walenie po płaskim asfalcie. Po maratonie potrafiłem umierać nawet tydzień. Tym razem jest inaczej – dzisiaj mijają 3 dni od biegu, a ja już normalnie chodzę po schodach i zastanawiam się, gdzie wyskoczyć na lekki trening? Bieganie po górach daje szanse wykazać się większej ilości włókien mięśniowych i ewidentnie jest to odczuwalne. [h3]Pierwsza meta Biegu Rzeźnika[/h3] Co czułem na mecie? W pierwszej chwili na pewno nie to, czego można było się spodziewać, bo nie była to radość. Ta przyszła nieco później. W pierwszej chwili czułem złość. Całe ostatnie 3-4 kilometry byłem przeraźliwie rozdrażniony. Po kilkunastu godzinach na trasie łatwo jest dać się wyprowadzić z równowagi, szczególnie jak nikt nie wie gdzie tak naprawdę jest meta. Co chwilę kogoś mijaliśmy i najpierw usłyszeliśmy że do mety mamy 2 km, po chwili, że 2,5 km, a jeszcze dalej 3 kilometry! To był obłęd. Aż się we mnie gotowało. [h6]Obowiązkowy punkt programu na mecie Biegu Rzeźnika, czyli kultowe piwo rzeźnickie.[/h6] Teraz śmieję się, że zrobiłem Rzeźnika w wersji HARD, jeszcze nie Hardcore, ale i tak więcej niż standardowe 77,7 km. Kiedy jednak biegłem, nie było mi do śmiechu. Za to, gdy już emocje opadły, pojawiła się radość. Mimo wszystkich problemów, szczególnie w trakcie przygotowań, udało się ukończyć jeden z trudniejszych biegów w Polsce! I kto wie czy to nie była jedyna okazja pobiec trasą Komańcza – Cisna – Żubracze? Niemniej na pewno pobiegnę w przyszłym sezonie w górach. Czy będzie to Rzeźnik? Czas pokaże, w każdym razie jest w czym wybierać. Michał Sawicz "Biegacz z Północy"
40-letni Kim Collins z Wysp St. Kitts i Nevis przebiegł na mityngu w niemieckim Bottrop 100 metrów w czasie 9,93. To rekord świata weteranów, pierwszy w historii bieg 40 latka poniżej 10 sekund oraz rekord życiowy zawodnika.
[h6]Przez ostatni tydzień Bieszczady były stolicą polskich biegów górskich.Fot. Piotr Dymus[/h6] [h2]Ogromne emocje sportowe, ok. 1600 osób na starcie, zmodyfikowana trasa i piękne okoliczności przyrody - tak w skrócie można podsumować XIII edycję Biegu Rzeźnika. Edycję, która okazała się szczególnie szczęśliwa dla Piotra Hercoga i Miłosza Szcześniewskiego.[/h2] Miłośnikom biegów górskich czy ultra nie trzeba przedstawiać Biegu Rzeźnika. Każdego roku chętnych do startu jest więcej niż pakietów startowych. Impreza jest znana również wielu biegaczom, którzy nawet nie myślą o tym, żeby kiedykolwiek rywalizować na górskich trasach. [h3]XIII Bieg Rzeźnika, InterRisk dla Aktywnych[/h3] W ostatni weekend odbyła się już 13. edycja kultowego Biegu Rzeźnika. Na starcie zameldowało się niemal 800 par, które miały zmierzyć się z dystansem ok. 82 km. Na pokonanie trasy uczestnicy według regulaminu mieli 16 godzin. Część z nich planowała dalszy bieg aż do Cisnej w ramach Rzeźnika Hardcore (ok. 98 km), jednak aby mogli wziąć udział w tej rywalizacji, musieli uporać się z podstawową trasą w nie dłużej niż 12,5 godziny. [h6]Pomimo zmienionej trasy, uczestnicy Biegu Rzeźnika wciąż mieli okazję podziwiać piękne bieszczadzkie widoki. Fot. Piotr Dymus[/h6] Trasa tegorocznego Biegu Rzeźnika, InterRisk dla Aktywnych została nieco zmodyfikowana względem poprzednich edycji i w tym roku omijała teren Bieszczadzkiego Parku Narodowego. W związku z tym okazała się nieco dłuższa, a także bardziej wymagająca. Biegacze ruszyli przez Przełęcz Żebrak do Cisnej, stamtąd przez Jasło, Fereczatą czerwonym szlakiem do Drogi Mirka. Tu zaczynały się zmiany: kolejne punkty to Paportna, Rabia Skała, szlak graniczny do Okrąglika i Przełęcza nad Roztokami, gdzie był zlokalizowany punkt kontrolny na 66. kilometrze. Napełniwszy bukłaki wyruszyli na ostatni etap pasmem granicznym przez Czeremin. Meta nie była zlokalizowana przy wbiegu do Ustrzyków Górnych, a w Żubraczem, w związku z czym na końcowym fragmencie uczestnicy musieli zmagać się z dodatkowymi podbiegami i zbiegami. Rywalizacja przebiegała pod dyktando pary Piotr Hercog/Miłosz Szcześniewski, tworzący drużynę Konstruktor - Salomon Suunto Team. Już na pierwszym punkcie kontrolnym zawodnicy ci mieli niemal 3 minuty przewagi nad kolejnymi ekipami, a na kolejnych fragmentach trasy stopniowo ją powiększali. Ostatecznie do mety dotarli po 8 godzinach, 45 minutach i 24 sekundach z 16-minutową przewagą nad kolejną drużyną. Walka o pozostałe miejsca na podium była bardziej zacięta. Jeszcze na ostatnim punkcie kontrolnym 2. i 3. zespół dzieliło ledwie kilkadziesiąt sekund. Ostatecznie jako drudzy linię mety minęli Kamil Grudzień i Ilya Markov (Banda Grudnia i Markova - czas 9:01:18), a za nimi uplasowali się Piotr Biernawski i Piotr Huzior (Attiq Fake Runners - czas 9:04:07). Najszybszym zespołem w kategorii mieszanej okazali się Daniel Stroinski i Agnieszka Łęcka (Crossfit&Pasterka Running Team - czas 9:45:45), a wśród par żeńskich tryumfowały Anna Kącka i Ewelina Matuła (Salco Sport Team - czas 10:21:57). Rywalizację w XIII Biegu Rzeźnika ukończyło 688 par, a 91 osób pokonało dodatkowe 16 kilometrów drogi do Cisnej, zaliczając Rzeźnika Hardcore. [h6]Bieg Rzeźnika był zwieńczeniem Rzeźnickiego Festiwalu Biegowego. Fot. Piotr Dymus[/h6] [h3]Rzeźniczek[/h3] XIII Bieg Rzeźnika nie był jedynym, jaki odbył się w ramach Rzeźnickiego Festiwalu Biegowego. W sobotę wystartował również "młodszy brat" czyli Rzeźniczek - bieg górski na dystansie ok. 28 km. W Rzeźniczku zawodnicy startują indywidualnie i w pojedynkę zmagają się z trudnościami trasy. W rywalizacji najlepszy okazał się Bartosz Gorczyca, który pojawił się na mecie po 2 godzinach 13 minutach i 19 sekundach od startu. Wyprzedził Ignacego Domiszewskiego (2:18:40) i Roberta Farona (2:20:48). Wśród kobiet najlepsza okazała się znana polska ultramaratonka Ewa Majer z wynikiem 2:47:30. Na podium znalazły się również Katarzyna Winiarska (2:54:02) i Monika Mosiołek (2:55:45). Bieg ukończyło 977 osób. O swoich wrażeniach z Rzeźniczka opowiedział Daniel Karolkiewicz, który w tym biegu zajął 4. miejsce. Organizacyjnie wszytko zagrało, chociaż można było przyczepić się do kilku rzeczy, ale nie wpłynęły one zasadniczo na bieg. Bardzo dobrze funkcjonowało biuro zawodów i wolontariat. Bardzo dobre pakiety – koszulka techniczna, buff i gadżety. Komuś to może i potrzebne, dla mnie wystarczy tylko numer startowy. Na plus – biuro, depozyty, expo, kontakt z organizatorami – to bardzo ważne. Na minus – przesunięto godzinę startu i wydłużono trasę Rzeźniczka, o czym poinformowano tylko na odprawie, nie znalazłem stosownej informacji na stronie. Bardzo zazdrościłem biegaczom na Rzeźniku ale ja nie miałem szczęścia w losowaniu wiec pozostało mi powalczyć w Rzeźniczku. Po przygodach w tamtym roku (zgubienie na trasie), teraz musiałem dobrze nawigować i dobrze przebierać nogami. Ku zdziwieniu wszystkich na starcie pojawiło się kilku górali z czołówki kraju w tym Bartosz Gorczyca, który ostatnio „kosi” wszystkich. Pozostało mi po prostu dobrze pobiec zgodnie z założeniami. Zakładałem bieg na wynik poniżej 2:20 ale ze względu na wydłużenie trasy o 2km przesunąłem swój target na 2:30. Bieg wyszedł mi zgodnie z planem, na początku biegłem w grupce pościgowej na miejscach 4-10 ale po kilku kilometrach zostało nas dwóch i powstała walka o 4. miejsce, którą rozstrzygnąłem na swoją korzyść na ostatnim fragmencie trasy. Na metę wbiegłem z czasem 2:25:06, szczęśliwy nie tylko z rezultatu ale również z tego 4. miejsca, które w takim towarzystwie było jak wygrana. Cieszę się również z aktualnej dyspozycji i coraz poważniej chyba zacznę myśleć o biegach górskich. A po biegu, na mecie już tradycyjnie czekało na nas kultowe piwo rzeźnickie. Sporo biegaczy racząc się nim zostało do późnych godzin, atmosfera była niepowtarzalna. Bieszczady maja tę moc, szkoda było wyjeżdżać. [h3]Pozostałe biegi[/h3] W sobotę odbyły się także biegi dla dzieci - Rzeźniczątko, w których udział wzięło ponad 400 dzieci. W tym roku jednak Rzeźnicki Festiwal Biegowy trwał cały tydzień, a rozpoczął się już 21 maja o godz. 22. Wtedy na trasę ruszyli uczestnicy Biegu Rzeźnika Ultra. Zawodnicy mieli do pokonania odpowiednio 100 i 140 kilometrów po częściowo zmienionej, podobnie jednak trudnej trasie. Z biegnących na dłuższy dystans 282 osób ostatecznie na mecie zameldowało się 47 zawodników. Najszybszym okazał się Tomek Komisarz z czasem 18:16:15. Większość zawodników zdecydowała się na finisz na setnym kilometrze. Tu jako pierwszy nieoczekiwanie finiszował biegnący na 140 kilometrów Sebastian Białobrzeski z czasem 13:01:53. Sebastian, zgłoszony na dłuższy dystans, skorzystał z zapisu regulaminowego o możliwości wcześniejszego zakończenia biegu na mecie setki. W poniedziałek 23 maja o godzinie 5:00 startem w Komańczy rozpoczął się cykl Rzeźnik na Raty - bieg etapowy, podczas którego przez kolejne trzy dni zawodnicy pokonywali trasę klasycznego Biegu Rzeźnika. Spośród 100 zawodników najszybszymi byli Artur Kaliński oraz Agnieszka Fogiel-Pawłowska. Był to jedyny bieg festiwalu przebiegający po tradycyjnej trasie przez Połoniny. [h6]W sumie we wszystkich biegach Rzeźnickiego Festiwalu Biegowego wystartowało prawie 3500 osób. Fot. Piotr Dymus[/h6] Na koniec jeszcze informacja dla wszystkich zainteresowanych startem w przyszłorocznej edycji Biegu Rzeźnika - organizatorzy zapowiadają, że chcą w kolejnych edycjach powrócić do poprzedniej wersji trasy, uwzględniającej odcinek na terenie Bieszczadzkiego Parku Narodowego. [h4]Więcej informacji: biegrzeznika.pl Linki do wyników: XIII Bieg Rzeźnika Rzeźniczek Rzeźnik Ultra 100 km Rzeźnik Ultra 140 km Rzeźnik na Raty[/h4]
[h6]Mikołaj Luft na mecie. Fot. fanpage organizatora[/h6] [h2]W miniony weekend Sieraków gościł kilka tysięcy zawodników, z których wielu walczyło o tytuł mistrza Polski w triathlonie na dystansie średnim. Pierwsza impreza mistrzowska w tym sezonie okazała się najszczęśliwsza dla Mikołaja Lufta i Ewy Bugdoł.[/h2] Triathlonowe święto w Sierakowie rozpoczęło się już w piątek, 27 maja, startem najmłodszych zawodników w specjalnie przygotowanym dla nich duathlonie. W tym czasie dorośli zawodnicy mogli przygotować się do swojego startu biorąc udział w treningu pływackim lub w oficjalnym objeździe trasy, a także odwiedzić targi sprzętu sportowego (expo). W sobotę o godzinie 9:00 do walki ruszyli zawodnicy ścigający się na dystansie 1/4 Ironmana (950m/45 km/10.5 km). Na mecie pojawiło się 1099 osób, a najszybszym z nich okazał się Tomasz Brembor, który wyprzedził Krzysztofa Hadasa i Sylwestra Swata. Wśród kobiet zwyciężyła Małgorzata Szczerbińska przed Joanną Sołtysiak i Katarzyną Czerwińską. Najwięcej emocji wzbudziła rywalizacja odbywająca się w niedzielę - Mistrzostwa Polski na dystansie średnim sygnowane przez Polski Związek Triathlonu. Na tytuł mistrza Polski szykowało się wielu mocnych zawodników, między innymi Kacper Adam, Maciej Grembski, Mikołaj Luft, Łukasz Kalaszczyński, Robert Karaś, Sebastian Najmowicz, Krzysztof Augustyniak czy Jacek Tyczyński. Spośród nich w pierwszej dziesiątce nie znalazł się tylko Kalaszczyński, który wycofał się z wyścigu z powodu problemów ze skurczami po wyjściu z wody. Jako pierwszy linię mety przekroczył Mikołaj Luft - utytułowany zawodnik dystansu średniego i długiego, który wcześniej nie zdobył jeszcze tak cennego dla siebie trofeum. Jak sam stwierdził niedługo przed zawodami w wywiadzie dla Kropki nad M, ze względu na rosnący poziom dystansu długiego w Polsce wywalczenie tytułu mistrza Polski będzie coraz trudniejsze i coraz cenniejsze, ale nie powiedział jeszcze ostatniego słowa i będzie o ten tytuł walczyć. Wczoraj przekroczył metę cztery minuty przed drugim zawodnikiem, Kacprem Adamem; trzeci był Maciej Grembski. Wśród kobiet z dużą przewagą zwyciężyła Ewa Bugdoł przed Pauliną Kotficą i debiutującą w kategorii PRO Olgą Kowalską. Pełne wyniki zawodów - dystans 1/4 Ironmana, dystans 1/2 Ironmana Organizator JBL Triathlonu Sieraków pierwszorzędnie zadbał nie tylko o zawodników, lecz także o kibiców, którzy pozostali w domach. Można było na żywo oglądać wyniki rywalizacji, a nawet obejrzeć relacje video, umieszczane na bieżąco na Facebooku. Triathlon w Sierakowie wchodzi w skład cyklu Enea Tri Tour. Kolejna impreza serii odbędzie się już w dniach 11-12 czerwca w Charzykowach. Więcej informacji na stronie cyklu. Strona organizatora [h6]Fot. materiały organizatora[/h6]
Iwona Lewandowska wygrała w Bielsku-Białej mistrzostwa Polski na 10 km na ulicy z czasem 33:45. Drugie miejsce zajęła Izabela Trzaskalska (34:05), a trzecie Anna Celińska (35:46). Mistrzostwa odbyły się w ramach 24. Biegu Fiata.
[h6]Fot. materiały organizatora[/h6] [h2]W mijający weekend w portugalskiej Lizbonie odbyły się Mistrzostwa Europy w triathlonie. Na starcie zobaczyliśmy kilkoro zawodników z Polski, także w rywalizacji juniorów.[/h2] W licznie obsadzonej kategorii mężczyzn nie było niestety żadnego Polaka. Jako pierwszy linię mety przekroczył niezwyciężony Javier Gomez, powracający do rywalizacji po krótkiej nieobecności na listach startowych. To jego czwarty z kolei tytuł mistrza Europy. Pozostałe miejsca na podium zajęli Dmitry Polyanskiy i Andrea Salvisberg. Wśród kobiet z trzeciego miejsca na liście startowej wyruszyła na trasę Agnieszka Jerzyk, jedyna reprezentantka Polski na igrzyska olimpijskie w Rio de Janeiro. Ukończyła wyścig na dziewiątym miejscu. Na swoim fanpage'u napisała: Plan wykonany :) bo moim celem była pierwsza 10. Po pierwszej części sezonu, która była dość zwariowana ze względu na masę startów na całym świecie, związanymi z tym przelotami i krótkimi przerwami pomiędzy zawodami nie mogłam marzyć o czymś więcej. Top dziesięć bez specjalnego przygotowania, bez treningu to było wszystko na co było mnie stać. Na pływaniu przy pierwszej boi dałam konkretnie podtopić i straciłam grupę. Nawet na chwile straciłam chęć do dalszej walki. Ale widząc z kim wychodzę z wody wróciła wola walki. Wiedziałam, że w mojej grupie mam dobre kolarki i można odrobić starty. Niestety nie wszystkie dziewczyny, w których pokładałem nadzieje garnęły się do współpracy. Przed nami było około 15 zawodniczek więc warto było gonić. Dzięki współpracy z Haug, Bohlin i Razarenową na 6 rundzie dojechałyśmy do pierwszej grupy. Wiedziałam, że miejsce w 10 jest w zasięgu. Mój bieg nie był dziś szybki, ale z takiego treningu jak ostatnio wykonuję czyli tak naprawdę żadnego pobiegałam nawet bardzo dobry bieg . Zwłaszcza po tej pracy jaka włożyłam w ciągniecie grupy mogę być jeszcze bardziej z siebie zadowolona :) To były dobre Mistrzostwa :) Druga z reprezentantek Polski, Maria Cześnik, ukończyła rywalizację na 23. lokacie. Mistrzynią Europy została India Lee z Wielkiej Brytanii, srebrny medal przypadł Yuliyi Yelistratovej, a brązowy Zsofii Kovacs. To nie jedyne polskie akcenty w tegorocznych Mistrzostwach Europy. W kategorii juniorów debiutowało dwoje młodych reprezentantów naszego kraju: Michał Oliwa i Klaudia Petters. Rewelacyjnie pływający Oliwa miał okazję sprawdzić się w międzynarodowym gronie i z części pływackiej nie może być niezadowolony: wyszedł z wody jako pierwszy, z 15-sekundową przewagą nad kolejnym zawodnikiem. Ostatecznie zawody ukończył na 22. miejscu. Młodzieżowym mistrzem Europy został Hiszpan Javier Lluch Perez, wyprzedzając drugiego zawodnika, Samuela Dickinsona z Wielkiej Brytanii, zaledwie o sekundę. Drugie wicemistrzostwo przypadło Duńczykowi, Emilowi Deuleranowi Hansenowi.  Wśród kobiet startowała Klaudia Petters z klubu Akwedukt Kielce. Niestety na liście wyników przy jej nazwisku widnieje dyskwalifikacja. Zawodniczka relacjonuje swój start: Jestem bardzo zadowolona z tego, że w ogóle dostałam się na tę imprezę, ponieważ byłam jedną z najmłodszych zawodniczek, a już na pewno z najmniejszym stażem, gdyż startuję w triathlonie dopiero rok. Jeżeli chodzi o same zawody,  było to niesamowite przeżycie. Niestety miałam okazję tylko raz startować z pomostu, a więc nie jestem do tego zbytnio przyzwyczajona i wpłynęłam prosto w "pralkę". Dalsza część zawodów była lepsza, ponieważ udało nam się stworzyć małą grupę na rowerze, dzięki czemu mogłyśmy trzymać dobre tempo. Zawdzięczamy to też dobremu dopingowi na trasie! Potem to już "tylko" biegiem do mety. Niestety dopiero po telefonie od trenera dowiedziałam się, że jestem zdyskwalifikowana za nie zatrzymanie się na dziesięć sekund za karę, którą dostałam przez nie wrzucenie czepka do skrzynki. Smuci to tym bardziej, że te sekundy nie zmieniłyby mojej pozycji na mecie - lecz niestety, człowiek uczy się na błędach, a następnym razem na pewno będę tego pilnować. Jeżeli chodzi o sam wynik to jestem świadoma, że nie był to start na jaki mnie stać, ale jak to powiedział mój trener: "Starty nie zawsze idą tak jak byśmy chcieli, ale to nie powód, żeby się załamywać; trzeba zbierać doświadczenie i wyciągać wnioski". Mam więc nadzieję, że będę miała szansę się zrehabilitować. Po swoim starcie miałam okazję poprzyglądać się jak startuje elita Europy, m.in. srebrny medalista igrzysk olimpijskich w Londynie, Javier Gómez, co zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Jednego jestem pewna - nigdy nie zapomnę tego debiutu i nauki z nim związanej. Teraz czas wrócić do treningów, bo czeka mnie ciężki miesiąc przygotowań do Mistrzostw Polski Elity w Suszu. [h6]Klaudia Petters. Fot. Triathlo Portugal[/h6] Strona organizatora
Paulina Kaczyńska wygrała bieg na 5000 metrów w brytyjskim Watford z czasem 15:39,04. 7. miejsce zajęła Dominika Nowakowska - 16:21,13, a w biegu męskim 17. był Damian Kabat - 14:11,73.
Matylda Kowal zajęła trzecie miejsce na dystansie 3000 m  przeszkodami w belgijskim Oordegem i z czasem 9:40,39 wypełniła minimum na Igrzyska Olimpijskie w Rio de Janeiro.
Advertisment ad adsense adlogger