fbpx

Wiadomości

[h6]Diamentowa Liga 2017 wystartuje 5 maja w Dausze. Fot. Getty Images[/h6] [h2]Diamentowa Liga to seria najbardziej prestiżowych mityngów lekkoatletycznych na świecie rozgrywanych na bieżni. Znane są już terminy zawodów, które zostaną rozegrane w przyszłym sezonie.[/h2] Przyszłoroczny cykl Diamentowej Ligi będzie się składał, podobnie jak w tym roku, z czternastu mityngów. Jedenaście zostanie rozegranych przed mistrzostwami świata, które odbędą się na początku sierpnia w Londynie. Trzy, w tym dwa finały Diamentowej Ligi, po mistrzostwach. Seria rozpocznie się trochę nietypowo, bo w piątek, 5 maja w Dausze, w Katarze. Piątki to krajach muzułmańskich dni wolne od pracy. Tydzień później sportowców czeka długa podróż i zmiana kilku stref czasowych, w związku z czym wielu opuszcza te zawody - sobota, 13 maja, Szanghaj w Chinach. Po dwóch tygodniach start na drugim końcu świata, z bogatym programem biegów długodystansowych - 27 maja, Eugene na zachodnim wybrzeżu USA. 8 czerwca, w środku tygodnia, w Rzymie rozpoczyna się europejska część Diamentowej Ligi, zwykle najlepiej obsadzona. 15 czerwca, także w czwartek, zawody w norweskim Oslo, a już trzy dni później, w niedzielę 18 czerwca - w szwedzkim Sztokholmie. Potem dwa tygodnie przerwy, w trakcie której wiele krajów rozegra lokalne mistrzostwa w lekkiej atletyce, w tym Polska. A potem cała seria - 1 lipca w sobotę mityng w Paryżu, 6 lipca w czwartek w szwajcarskiej Lozannie, a w niedzielę 9 lipca w Londynie. Będzie to generalny sprawdzian przed mistrzostwami świata, które także odbędą się w tym mieście. 16 lipca najlepsi lekkoatleci wystartują w Rabacie w Maroku, a pięć dni później w najsłynniejszym z wszystkich zawodów, miejscu wielu rekordów świata - w Monaco. Potem mistrzostwa świata, a końcówka sezonu to 20 sierpnia w Birmingham, 24 - w czwartek - w szwajcarskim Zurychu, a na koniec, w piątek 1 września, w belgijskiej Brukseli. Oprócz Diamentowej Ligi na całym świecie rozgrywa się niezliczoną ilość mniejszych i większych mityngów. Wśród nich polski memoriał Kusocińskiego, zwykle mający miejsce na początku czerwca. Sezon na bieżni trwa od początku maja do końca września.
[h2]Mimo że sezon biegowy nadal trwa, wybrano już najlepszych maratończyków roku. W plebiscycie AIMS wśród mężczyzn zwyciężył Kenijczyk Eliud Kipchoge, a wśród kobiet jego rodaczka Jemima Sumgong.[/h2] AIMS to największe na świecie stowarzyszenie biegów ulicznych - Association of International Marathons and Distance Races, czyli Międzynarodowe Stowarzyszenie Maratonów i Biegów Długich. Zrzesza 410 największych i najbardziej prestiżowych biegów ulicznych ze 110 krajów. Wyboru najlepszych maratończyków dokonało grono eksperci nominowanych przez stowarzyszenie. Wśród mężczyzn właściwie nie było wątpliwości. 31-letni Eliud Kipchoge to od trzech sezonów najgorętsze nazwisko na biegowej giełdzie, a nominację AIMS otrzymał drugi rok z rzędu. Przed wielu laty mistrz świata na dystansie 5000 metrów na bieżni, doskonale odnalazł się w maratonie. W tym roku wygrał najmocniej obsadzony maraton świata - Londyn - w czasie 2:03:05, niemal bijąc rekord świata. W sierpniu nie dał szans rywalom podczas Igrzysk Olimpijskich, zdobywając tytuł mistrzowski w fantastycznym stylu, z czasem 2:08:44. Podobne osiągnięcia ma na koncie Jemima Sumgong, chociaż jej, w przeciwieństwie do Kipchoge, brakuje wyniku bliskiemu rekordowi świata - Kenijce brakuje do niego 7 minut. W kwietniu dokonała jednak rzadkiej sztuki - zwyciężyła bardzo mocno obsadzony maraton w Londynie, mimo upadku i uderzenia głową w asfalt. Sumgong podniosła się i wygrała w czasie 2:22:58. W Rio de Janeiro została mistrzynią olimpijską z wynikiem 2:24:04. Co ciekawe, jest pierwszą Kenijką w historii, która tego dokonała. Nagrody zostaną wręczone podczas uroczystej gali AIMS, 11 listopada w Atenach. Trzecie trofeum zostanie wręczone Etiopczykowi Haile Gebrselassie - za dokonania całej kariery.
Patrycja Włodarczyk zdobyła w australijskim Perth srebrny medal Mistrzostw Świata Weteranów w kategorii K-35 na dystansie 5000 metrów. Polka uzyskała czas 18:36.64.
[h6]Jedną z propozycji biegowych imprez z okazji Halloween są II Siemianowickie Nocne Marki. Fot. Łykasz Dyguś[/h6] [h2]Chociaż najpopularniejszymi okazjami do organizowania biegów jesienią w Polsce jest Święto Niepodległości oraz popularne Mikołajki, biegacze korzystają również z innych pretekstów do organizacji zawodów. Jedną z nich jest Halloween. Zapraszamy na nasz przegląd biegów z nutką strachu.[/h2] [su_highlight background="#075b00" color="#ffffff"]II Amatorski Rybnicki Bieg Leśny - Halloween 2016[/su_highlight] Miejsce: Rybnik - Paruszowiec Start: 29 października, godz.: 12:00 Dystans 5 lub 10 kilometrów po leśnych, żwirowych, trawiastych i naturalnych ścieżkach będą mieli do pokonania uczestnicy II Amatorskiego Rybnickiego Biegu Leśnego - Halloween 2016. Zawody odbędą się na terenie Nadleśnictwa Rybnik w dzielnicy Paruszowiec. Impreza ma bardzo kameralny charakter - w zawodach udział weźmie ok. 70 osób. Dodatkową atrakcją dla uczestników, która podkreśli rodzinną atmosferę wydarzenia będzie ognisko i wspólne pieczenie kiełbasek po zakończeniu biegu i wręczeniu medali. Więcej informacji: facebook.com [su_highlight background="#07005b" color="#ffffff"]II Siemianowickie Nocne Marki[/su_highlight] Miejsce: Siemianowice Śląskie Start: 29 października, godz.: 17:00 II Siemianowickie Nocne Marki to impreza biegowa, która skierowana jest nie tylko do miłośników aktywnego spędzania czasu, ale także do tych, którzy lubią dobrze się bawić, a zamiast w sportowych, biegać w wymyślnych strojach. Nocne Marki to bowiem bieg przebierańców. W tym roku odbędzie się już druga edycja imprezy. W poprzedniej w zabawie wzięło udział blisko 500 osób (bieg główny) oraz 150 dzieci. W tym roku organizatorzy zwiększyli limit w biegu głównym do 600, ale i tak go wyczerpali. Siemianowice Śląskie odwiedzi łącznie 800 biegaczy, małych i dużych. Wszyscy chętni do udziału będą mogli wybrać bieg na dwóch dystansach – 5 km lub 9 km. Dla tych, którzy wolą marsze z kijami, organizatorzy przewidzieli konkurencję Nordic Walking na dystansie 5 km.  Teren, po którym będą biegać uczestnicy ucieszy wszystkich, którym znudziło się bieganie po asfalcie. Trasa, przebiega bowiem przez siemianowicką bażantarnię, wzdłuż pola golfowego. Nie zabraknie też halloweenowych akcentów, okolice 3 km wiodą tuż obok cmentarza, a każdy pełny kilometr podświetlany będzie zniczami. Gościem specjalnym imprezy będzie Agnieszka Dygacz – siemianowiczanka, chodziarka sportowa, tegoroczna olimpijka z Rio. Więcej informacji: facebook.com [su_highlight background="#000000" color="#ffffff"]Horror Run[/su_highlight] Miejsce: Bielsko-Biała Start: 29 października, godz.: 18:00 Horror Run - to przyprawiająca o dreszczyk nazwa biegu, który z okazji Halloween odbędzie się w Bielsku-Białej. Dlaczego Horror? Po pierwsze, bieg rozgrywany będzie po zapadnięciu zmroku, dlatego obowiązkowym elementem wyposażenia dla uczestników jest latarka lub czołówka. Po drugie, zawodnicy na trasie będą... straszeni przez przebrane osoby oraz efekty świetlne i dźwiękowe. Jednocześnie uczestnicy sami mogą się przebrać, a najciekawsze kreacje będą wyróżnione przez organizatorów. Dystans biegu to 4,2 km. Start nastąpi spod Hotelu Błonia, a meta zlokalizowana będzie w schronisku na Koziej Górze. Trasa prowadzić będzie przez Cygański Las. Impreza nie ma charakteru rywalizacji, więc nie będzie pomiaru czasu ani klasyfikacji. Liczy się dobra zabawa i... strach. O tym, że atmosfera podczas Horror Run jest niepowtarzalna, możecie przekonać się, oglądając poniższe wideo: [su_youtube url="https://www.youtube.com/watch?v=p8xSTkqkPVU" width="800" height="600"] Więcej informacji: facebook.com [su_highlight background="#bc0106" color="#ffffff"]3. Ogólnopolski Bieg o Gorącą Dynię[/su_highlight] Miejsce: Zwoleń Start: 29 października, godz.: 18:00 Symbolem Halloween jest dynia i właśnie o symboliczną gorącą dynię będą ścigać się uczestnicy 3. Ogólnopolskiego Biegu o Gorącą Dynię. Impreza odbywa się w Zwoleniu i to ulicami tego miasta prowadzić będzie 2,5-kilometrowa pętla, którą uczestnicy pokonają dwukrotnie. Zawody odbywają się w nocnej atmosferze - biegacze wystartuję o godzinie 18:00. Na mecie będzie czekała na nich oczywiście gorąca zupa-krem z dyni. Wśród wszystkich uczestników po ukończeniu biegu rozlosowanych zostanie aż 66 nagród. O tym, czego można spodziewać się po biegu w Zwoleniu możecie przekonać się, oglądając poniższy film z ubiegłorocznej edycji imprezy: [su_youtube url="https://www.youtube.com/watch?v=HoT8P-BYWtU" width="800" height="600"] Więcej informacji: facebook.com [su_highlight background="#79067c" color="#ffffff"]Halloween Run[/su_highlight] Miejsce: Częstochowa/Odrzykoń Start: 30 października, godz.: 12:00 Aż trzy dystanse będą mieli do wyboru uczestnicy biegu Halloween Run 2016 rozgrywanego w Częstochowie. Biegacze będą mogli pokonać 5, 10 lub 15 kilometrów (1, 2 lub 3 pętle . W biegach na 10 i 15 km prowadzone będą klasyfikacje open i wiekowe, a na najkrótszym z tych 3 dystansów wyłącznie klasyfikacje open. Dodatkowo przewidziano 10-kilometrową trasę nordic walking oraz biegi dla dzieci na dystansie 500 metrów. Przy tak szerokiej ofercie każdy, bez względu na wiek czy kondycję będzie mógł znaleźć odpowiednią dla siebie konkurencję. Trasy będą miały charakter leśno-przełajowy o nawierzchni gruntowo-piaszczystej. Więcej informacji: halloweenrun.pl [su_highlight background="#be500f" color="#ffffff"]1. Charytatywny Bieg o Złotą Dynię[/su_highlight] Miejsce: Częstochowa/Odrzykoń Start: 30 października, godz.: 12:00 Był bieg o Gorącą Dynię, dlaczego nie miałoby być biegu o Złotą Dynię? Sklep Biegacza Lublin oraz Fundacja Rozwoju Sportu w Lublinie czyli organizatorzy 1. Charytatywnego Biegu o Złotą Dynię, udowadniają, że impreza halloween'owa nie musi być tylko przyjemna, ale także pożyteczna. Dlatego cały dochód z imprezy zostanie przekazany na pomoc 3-letniej Weronice, która cierpi na mózgowe porażenie dziecięce z elementami atotycznymi. Dziewczynka potrzebuje ortez i sprzętu rehabilitacyjnego oraz opieki rehabilitanta, logopedy i psychologa. Właśnie dla niej uczestnicy zawodów pokonają 5-kilometrową trasę na terenie Wąwozu Rury. Więcej informacji: facebook.com [h4]Wszystkim uczestnikom niedzielnych biegów przypominamy o zmianie czasu w nocy z soboty na niedzielę![/h4]
[h2]Okres jesienno-zimowy nie będzie dla nas stracony, zwłaszcza jeśli w tym czasie zajmiemy się rzeczami, na które bliżej sezonu zwyczajnie brakuje czasu. Jednym z takich elementów jest szlifowanie techniki kolarskiej - a do tego rewelacyjnie nadaje się rower przełajowy.[/h2] Jazda rowerem przełajowym po lesie wywołuje nieco inne odczucia niż jazda na rowerze górskim. Osoby które biorą udział w amatorskich wyścigach rowerowych wiedzą także, że zawody mtb to zupełnie coś innego niż cyclocross. Jeśli chcemy, aby intensywność i specyfika zawodów rowerowych przypominała nam nieco jazdę w grupie w triathlonie, koniecznie spróbujmy jazdy na przełajówce. Znany i lubiany kanał Global Cycling Network przygotował dla swoich widzów całą serię filmów instruktażowych na temat techniki jazdy na tego typu rowerze. Z nagrań dowiemy się - między innymi - jak pokonywać przeszkody na trasie, jak poradzić sobie na piaszczystym i błotnistym podłożu, w jaki sposób prawidłowo zakręcać w trudniejszych warunkach. Oczywiście nie wszystkie umiejętności cyclocrossowe przydadzą nam się bezpośrednio w triathlonie, ale lepsza technika jazdy na pewno przełoży się na to, co zaprezentujemy w przyszłym sezonie multisportowym. https://www.youtube.com/watch?v=jVEhrGjjGIw&list=PLUdAMlZtaV10FtlnU28cFVVTEq98S4Rnq  
[h2]Lżejszy znaczy lepszy? Nie zawsze. Fot. Adidas[/h2] [h2]Ponoć zasada im lżej tym lepiej, w bieganiu sprawdza się w 100%. Teoretycznie mniejsza masa sprzętu to lepszy wynik. Ale czy tak rzeczywiście jest? Pytanie, jak bardzo waga butów wpływa na bieg i czy zawsze jak jest mała to pomaga?[/h2] Mogłoby się wydawać, że im lżejszy but, tym szybciej się będzie biegać, zwiększy się efektywność i generalnie będą same korzyści. Jak pokazują badania, faktycznie występuje zależność, że im but lżejszy, tym zapotrzebowanie na tlen będzie mniejsze. Problem w tym, że to jest sytuacja idealna, możliwa do osiągnięcia w laboratorium, gdzie można sterować wagą buta, dodając lub odejmując od niego ciężarki. W praktyce lżejszy but traci niektóre swoje właściwości. Jack Daniels już w latach 80. przeprowadził badanie, które sprawdzało jaki wpływ ma waga na efektywność biegu. Porównał zapotrzebowanie na tlen w jednej parze butów i w drugiej o 100 g cięższej. Wyniki były jednoznaczne, dodatkowe 100 g spowodowało wzrost zapotrzebowania na tlen o 1%, czyli jeden gram zwiększa zapotrzebowanie na tlen o 0,01%. Przy tempie około 3:30 min na km, w ciągu minuty człowiek zużywa około 55.55 ml O2 na kilogram masy ciała. To oznacza, że owo 100 g może zmienić zapotrzebowanie na tlen o około 0,5 ml. Czy to dużo czy mało to zależy od punktu widzenia, ale ma to bezpośredni wpływ na czas. Co prawda dr Daniels używał innych jednostek, ale według jego przełożenia zapotrzebowania na tlen na osiągane tempo, jedna uncja (około 28 g) mniej masy spowodowała wzrost tempa z 5:40 min/milę do 5:39,17 min/milę czyli tempo szybsze o około 1 s/km w przeliczeniu na nasze jednostki. Wszystko by było piękne, gdyby te badania miały przełożenie na rzeczywistość. Były to jednak próby laboratoryjne, z wykorzystaniem 2 identycznych par butów, z tym że jedna z nich została po prostu dociążona obciążnikami. W odniesieniu do rzeczywistości badanie pokazało tylko, jak masa buta wpływa na efektywność biegu. Kolejne badania, tyle że już przeprowadzane w warunkach rzeczywistych, czyli przy użyciu butów z ich naturalnym ciężarem, przyniosły odmienne rezultaty. W prawdziwym świecie cięższy but nie jest cięższy, bo ktoś dodał do niego ciężarek, tylko zazwyczaj dlatego, że inna jest konstrukcja, która zazwyczaj powiązana jest z amortyzacją. [h6]Im bardziej miękka nawierzchnia, tym lepsza amortyzacja, tym samym można używać butów o mniejszej masie.[/h6] Okazało się że buty najlżejsze wcale nie są najbardziej efektywne. Wraz ze spadkiem masy buta, maleje zazwyczaj amortyzacja, a przecież organizm musi w jakiś sposób przetrwać uderzenia, czyli przejmuje amortyzację na siebie. W związku z tym, mięśnie przejmują rolę amortyzacji, którą spełniał but, a skoro mięśnie wykonują pracę, to zużywają tlen, więc zapotrzebowanie jest większe. Jak widać, nie ma prostego przełożenia masa/osiągi, bo konstrukcja buta zmienia wiele, podobnie jak choćby podłoże. Aby perfekcyjnie dobrać obuwie, trzeba zrobić badania poszczególnych par na konkretnej nawierzchni i w konkretnych warunkach atmosferycznych. Jeśli takie same będą podczas startu, wtedy mielibyśmy buty dobrane idealnie pod trasę.
[caption id="attachment_46371" align="alignnone" width="1200"] Przygotowania do sezonu 2017 Men Expert Survival Race są już w toku. Na uczestników biegów w 2017 roku czekają nowe atrakcje. Fot.: Dawid Żak[/caption] [h2]Ruszyła sprzedaż biletów na kolejny sezon biegów z przeszkodami Men Expert Survival Race. Jak zapowiadają organizatorzy, nowa edycja przyniesie jeszcze więcej wyzwań i atrakcji. W planach są m.in. rozszerzone, dwudniowe wydarzenia z większą liczbą fal, nowe przeszkody oraz rozbudowa miasteczka festiwalowego.[/h2] Dla Men Expert Survival Race sezon 2016 okazał się przełomowy. Do 3 biegów cyklu, rozegranych we Wrocławiu, Warszawie i w Poznaniu, zarejestrowało się łącznie prawie 14 tysięcy osób. Dodatkowych kilkadziesiąt tysięcy odwiedziło miasteczka festiwalowe - według szacunków organizatorów było to ok. 35 tys. osób. Licząc na utrzymanie wzrostowej tendencji, organizatorzy rozpoczęli już przygotowania do przyszłorocznej edycji cyklu. W odsłonie Men Expert Survival Race 2017 na amatorów mocnych wrażeń czeka sporo niespodzianek. Pierwsza zmiana dotyczy formuły rozgrywania zawodów. Od przyszłego sezonu imprezy będą dwudniowe. Dla zawodników oznacza to większą liczbę fal, sprawniejszą organizację i większą swobodę w pokonywaniu trasy. Jednocześnie zarówno biegacze jak i kibice będą mieli jeszcze więcej czasu na atrakcje w miasteczku festiwalowym, gdzie odbywać się będą m.in. targi branżowe dla zajawkowiczów. Zmiany obejmą również przeszkody na trasie - zdaniem organizatorów seria nowych, bardziej emocjonujących przeszkód oznacza nie tylko ciekawsze wyzwania, ale także podniesienie poprzeczki pod względem trudności. Jak mówi Dawid Lewandowski, organizator biegów Men Expert Survival Race, zmiany powinny pozytywnie wpłynąć na atrakcyjność zawodów. Pracujemy nad koncepcją nowych przeszkód, które sprawią uczestnikom dużo frajdy, ale i będą dla nich stanowić spore wyzwanie. Liczymy na to, że premierowe przeszkody skutecznie urozmaicą wszystkie trasy biegu i okażą się takimi hitami, jak Quarter Pipe czy Slip and Slide. [h6]W kolejnej edycji Men Expert Survival Race uczestnicy mogą spodziewać się nowych przeszkód. Fot. Dawid Żak[/h6] Podobnie, jak w ubiegłym roku, nadchodzący cykl Men Expert Survival Race rozgrywany będzie w 3 lokalizacjach. Inauguracja sezonu odbędzie się w Poznaniu w weekend 13-14 maja. Pierwszego dnia zawodnicy wystartują na dystansach 3 i 12 km, a w niedzielę przyjdzie czas na tych, którzy wybiorą dystans 6 km. Analogiczny plan wydarzenia czeka na uczestników biegu we Wrocławiu, który odbędzie się w dniach 10-11 czerwca. Wielki finał edycji 2017 rozegrany zostanie w dniach 16 i 17 września w Warszawie. Podobnie jak w ubiegłych latach, biegi odbędą się na trzech dystansach. Jak przekonują organizatorzy, taka formuła pozwala wziąć udział w zawodach wszystkim - od początkujących przeszkodowców po największych zapaleńców, poszukujących nowych wyzwań. Na osoby rozpoczynające swoją przygodę z ekstremalnymi zawodami czekać będzie STARTER, czyli 3 km i przynajmniej 15 przeszkód. Dla bardziej walecznych przygotowana będzie trasa WARRIOR licząca minimum 30 przeszkód na dystansie 6 km. Najwięksi twardziele muszą przygotować się na piekło formuły MACHINE zgotowane przez 50 przeszkód na trasie o długości 12 km. Ponadto, organizatorzy szykują nową formułę trasy KIDS (dla najmłodszych Survivalowców) oraz ANIMAL (dla przekraczających granice hardcore’owców, którzy podejmą się podwójnego pokonania trasy MACHINE). W biegach Men Expert Survival Race można wystąpić solo bądź w drużynie. Im więcej osób, tym weselej i… taniej. Na cenę wpływ ma również termin, w którym decydujemy się na udział w zawodach - im szybciej zakupimy bilet, tym taniej zapłacimy - ceny będą rosnąć z każdym, kolejnym miesiącem przed startem. Więcej informacji: survivalrace.pl
W Australijskim Perth rozpoczęły się dziś Mistrzostwa Świata Weteranów w Lekkiej Atletyce. Pierwszego dnia Polacy Michał Bernardelli oraz Robert Celiński zdobyli medale w biegu przełajowym.
[h6]Peres Jepchirchir okazała się najszybszą kobietą półmaratonu w Walencji. Fot. valenciaciudaddelrunning.com[/h6] [h2]W niedzielnym półmaratonie w hiszpańskiej Walencji uzyskano serię znakomitych wyników. Wśród panów zwyciężył Kenijczyk Stephen Kosgei Kibet w czasie 59:27, a wśród pań jego rodaczka Peres Jepchirchir z wynikiem 1:07:09.[/h2] Mimo kończącego się powoli sezonu Kenijczycy nie zwalniają tempa. Warunki pogodowe we wschodniej Europie staja się coraz trudniejsze, ale niemal idealne panują na Półwyspie Iberyjskim. W weekend w Walencji biegacze ścigali się przy 20 stopniach Celcjusza. Pozwoliło to na uzyskanie znakomitych wyników i to nie tylko przez zwycięzców. W biegu panów aż pierwszych pięciu na mecie złamało barierę jednej godziny. Siłę kenijskich biegów widać w tym, że wyniki padły mimo słabszego występu dwóch faworytów: zwycięzcy sprzed roku, Abrahama Cherobena oraz rekordzisty świata na 15 kilometrów, Leonarda Komona. W pierwszej dziesiątce było sześciu Kenijczyków, ale zaskoczeniem było drugie miejsce. Zajął je 31-letni Marokańczyk Mustapha El Aziz, poprawiając życiówkę o ponad 1,5 minuty. Słabsi są ostatnio Etiopczycy, którzy prawdopodobnie szykują się do obleganego przez nich styczniowego maratonu w Dubaju. W Walencji w pierwszej dziesiątce był tylko jeden biegacz z tego kraju, Belay Tilahun Bezabeh na miejscu 8. z czasem 1:01:51. [h6]Tegoroczną edycję biegu ukończyło niemal 12 tysięcy biegaczy. Fot. valenciaciudaddelrunning.com[/h6] Szybkie bieganie odbyło się także u pań. Kenijka Violah Jepchumba zapowiadała atak na rekord świata i zaczęła niesamowicie szybko. Prowadzona przez swojego męża, zostawiła w tyle "zająca" prowadzącego w równym tempie na rekord. Pierwsze 5 kilometrów pokonała w czasie 15:20, a 10 km w 30:57 - szybciej niż tempo na rekord świata. Po 12 kilometrach zaczęła jednak drastycznie zwalniać i kolejne 5 km wyszło tylko w 16:24. Biegaczka przegrała pierwsze miejsce i z trudem wybroniła drugie, osiągając czas ponad 3 minuty gorszy niż rekord świata. Zwyciężyła ostatecznie inna Kenijka, Peres Jepchirchir, z czasem 1:07:09. Jepchumba była druga z wynikiem 1:08:23. Wyniki półmaratonu w Walencji: Mężczyźni: 1. Stephen Kosgei Kibet (Kenia) - 59:27 2. Mustapha El Aziz (Maroko) - 59:30 3. Edwin Kipsang Rotich (Kenia) - 59:33 4. Mourad Marofit (Maroko) - 59:34 5. Geoffrey Yegon (Kenia) - 59:46 6. Solomon Kirwa Yego (Kenia) - 1:01:11 7. Kenneth Keter (Kenia) - 1:01:42 8. Belay Tilahun Bezabeh (Etiopia) - 1:01:51 9. Abraham Cheroben (Bahrain) - 1:01:56 10. Michael Mugo Githae (Kenia) - 1:02:29 Kobiety: 1. Peres Jepchirchir (Kenia)  - 1:07:09 2. Violah Jepchumba (Kenia) - 1:08:23 3. Rose Chelimo (Bahrain) - 1:09:36 4. Gladys Jepkemoi Yator (Kenia) - 1:11:02 5. Mao Kiyota (Japonia) - 1:11:08 6. Margarita Hernández (Meksyk) - 1:13:27 7. Beata Naigambo (Namibia) - 1:13:46 8. Marta Esteban (Hiszpania) - 1:15:02 9. Marisa Casanueva (Hiszpania) - 1:15:16 10. Esmeralda Rebollo (Meksyk) 1:15:26
[h2]Oferta rynkowa akcesoriów pływackich wprowadza, szczególnie wśród amatorów, szereg wątpliwości związanych z zakupem. Zimowe miesiące poświęcimy więc na przybliżenie naszym czytelnikom tej tematyki, zaczynając od płetw.[/h2] Amatorzy często starają się brać przykład z zawodników sportu wyczynowego, lecz w tym przypadku nie dostaną konkretnej wskazówki. U pływaków to trener decyduje o wykorzystaniu akcesoriów na treningu, a tu panują dwie szkoły. Jedna głosi, że możemy uczyć się pływać bez przyborów, a wręcz nawet powinniśmy ich unikać, ponieważ docelowy start nie odbywa się w sprzęcie. Triathlon przecież nie polega na szybkim pływaniu z bojką, w łapkach czy w płetwach. Jest też inna szkoła, zdaniem której te pomoce mogą nam ułatwić doskonalenie umiejętności technicznych, ponieważ często w ten sposób będzie nam łatwiej wykonać dane ćwiczenie. Kiedy już je opanujemy w mniej wymagających warunkach, odkładamy pomoce na bok i przechodzimy na kolejny etap zaawansowania. Wybierając własną drogę powinniśmy się zastanowić, która opcja bardziej do nas przemawia i wykorzystywać pomoce tam, gdzie rzeczywiście mogą mieć sens. [h3]Na nudę[/h3] Bez wątpienia można stosować łapki, płetwy, rurki, koszulki czy majtki oporowe w celu urozmaicenia treningu pływackiego, który nie dla każdego musi być ciekawy. Mogą one przełamać odczuwalną monotonię czasu spędzonego na pływalni. W takim przypadku, nawet jeżeli sprzęt niewiele pomoże w doskonaleniu umiejętności, to przynajmniej uczyni trening przyjemniejszym. [h3]Prowadząc trening[/h3] W swojej praktyce nie proponuję naszym pływakom zbyt częstego przynoszenia sprzętu. Szczególnie w sytuacjach kiedy trenujemy dwa razy w tygodniu, a zajęcia nie są dłuższe niż godzina. Uważam, że efektywniej wykorzystamy czas na doskonalenie umiejętności pływackich nie stosując dodatkowych akcesoriów. [h3]Co, gdzie, kiedy?[/h3] Na początkowym etapie pływania najbardziej przydatne będą właśnie omawiane dziś płetwy. Przede wszystkim rozciągają i rozluźniają staw skokowy. Nawet jeżeli jako osoby dorosłe nie możemy oczekiwać spektakularnych sukcesów w zwiększeniu zakresu ruchu stawów, to już samo jego rozluźnienie bardzo nam pomoże, gdyż początkujący często są niezwykle usztywnieni w wodzie. Płetwy mogą wpłynąć na wydłużenie kroku pływackiego z racji tego, że ich pióra powodują pewien opór, a miękkie pióro dodatkowo może się zawijać. My pokonując ten opór pracujemy nogami wolniej. Ten wydłużony cykl powoduje, że nie bardzo wiemy co robić z rękami. Najczęściej wtedy automatycznie staramy się zwiększyć zakres ich pracy wyciągając się, aby „znaleźć im zajęcie” przez dłuższy czas niż zwykle. Często przy braku umiejętności technicznych i kłopotach związanych z wypornością oraz prawidłową pozycją w wodzie płetwy powodują, że pływamy z mniejszą intensywnością. Taki sam efekt u tych osób uzyskujemy przy zastosowaniu wypornej bojki czy deseczki między nogami. Jest to przykład na korzyści pośrednie, gdzie nie chodzi o konkretne „funkcje” danego sprzętu, lecz raczej stworzenie większego komfortu i spokoju w wodzie, niezbędnego do pracy nad podstawami techniki. Im mniej jesteśmy zaawansowani, tym dłuższej płetwy powinniśmy szukać w sklepie. Im jesteśmy bardziej zaawansowani, tym płetwa może być sztywniejsza i krótsza, aczkolwiek nie jestem zwolennikiem krótkich płetw sprinterskich. Długa płetwa z miękkim piórem uczy zawodnika początkującego, co to jest „strzał stopą z bacika”. Noga powinna pracować jak bat, a stopa jak jego końcówka. Jeżeli założymy długą płetwę, będzie ona działać właśnie jak taka końcówka, co pomoże nam poczuć szybciej ten efekt. W krótkiej płetwie będzie to niezwykle trudne do uzyskania. Dłuższa spowoduje szybsze rozluźnienie stawu, ponieważ stawiając większy opór zmusza nas do przyjęcia najbardziej efektywnej pozycji. W krótkiej wciąż będziemy wykonywać ruch, który nazywam „kopaniem palcami w dno”. [h3]Na własnym przykładzie[/h3] Nawet ja, mimo że jestem pływackim sprinterem, w swoim treningu wolę płetwę długą. Być może będzie dla mnie za miękka, szukam wtedy sztywniejszego modelu, ale nie spotkałem płetwy krótkiej, w której praca nóg byłaby podobna do tego, co robię bez niej. A jaki jest sens ćwiczenia niewykorzystywanej w praktyce techniki? Co prawda mam w swoim ekwipunku płetwy krótkie, ale są to modele szerokie, z miękkim piórem i mimo wszystko dłuższe niż „sprinterskie”. Ze swojego doświadczenia mogę powiedzieć, że nie zauważyłem bezpośredniej korelacji wyników na zawodach z tym czy w cyklu przygotowań używałem sprzętu, czy nie. A zdarzały mi się obydwa warianty. Płetw używam w treningu szybkościowym, aby móc osiągać w jego trakcie prędkości równe lub wyższe od startowej. W ten sposób uczymy się pokonywać opór wody na tych prędkościach, ale jednocześnie nie musimy wprowadzać się w maksymalną intensywność, co byłoby często nawet niemożliwe na treningu. [h3]Stojąc na brzegu[/h3] Podstawowym błędem jaki widzę u trenujących amatorów to niewłaściwe wykorzystanie płetw. W zasadzie można wręcz mówić o ich nieużywaniu. Triathloniści, Mastersi bez przeszłości zawodniczej bardzo często nie angażują nóg w pływaniu, założenie płetw w niczym nam wtedy nie pomaga, ponieważ nie generują one napędu. Zauważyłem pewną prawidłowość w treningach grup pływackich dzieci. Jeżeli założymy im płetwy, zaczynają one ze sobą rywalizować mając do dyspozycji treningowy gadżet. Szybko zauważają, że używanie nóg powoduje znacznie szybsze pływanie. To w sposób podświadomy wprowadza u nich nawyk, który pozostaje po zdjęciu płetw. Ma to całkiem dobre przełożenie na początkujących amatorów. Oni też są na tym etapie rozwoju bardziej podatni na kształtowanie wzorców, a także (co bywa męczące dla trenera) mają nieodpartą potrzebę rywalizacji nawet na treningu. [h3]Bajery[/h3] Nie powinniśmy spodziewać się rewolucji po wyszukanych technologicznie modelach, które poprowadzą nam nogi w wodzie czy dokonają innych ulepszeń technicznych. Wystarczy przyjrzeć się zawodnikom - oni używają bardzo prostego sprzętu. Choć większość z tych nowinek nam nie przeszkodzi, czasem nawet nieco pomoże, to zdecydowana przewaga bodźców treningowych pochodzi z naszego ciała. To ono jest twórcą i tworzywem, a najbardziej nawet przydatny czy zaawansowany sprzęt pozostanie jedynie dodatkiem. Artykuł pochodzi z magazynu "Triathlon" będącego częścią miesięcznika "Bieganie", grudzień 2015 
Advertisment ad adsense adlogger