fbpx

Wiadomości

[h6]Fot. fanpage MKONa[/h6] [h2]Triathlon to nie tylko 3 dyscypliny. Jest tego trochę więcej jak choćby trening żywieniowy, regeneracja, trening ogólnorozwojowy. To początek góry lodowej, bo gdy mamy rodzinę, to poziom trudności wzrasta wielokrotnie.[/h2] MKON jest bardzo charakterystyczną postacią polskiego triathlonu. Zawodniczo - cholernie mocny, życiowo - wariat z zacięciem filantropa. Prywatnie pewnie niewielu z nas go zna. Ja nie znam, więc myślałem że będę rozmawiał ze śmieszkiem i się zawiodłem. ;) Jednak z rozmowy jestem bardzo zadowolony... i Ty też będziesz jeśli odsłuchasz całego wywiadu. Więcej informacji we wstępie nagrania. Zapraszam do odsłuchu! [h3]W tym odcinku usłyszysz:[/h3] • Jak często Marcin bada krew? • Jakie parametry bada Marcin? • Czy kiedykolwiek badał poziom testosteronu? • Od jakiego sportu zaczynał MKON? • Jak wyglądały początki Marcina w triathlonie? • Czy da się osiągnąć balans pomiędzy treningami, a życiem rodzinnym? • Kto trenował Marcina? • Jaki jest największy sportowy sukces Marcina w dotychczasowej karierze sportowej? • Czy Marcin miewa "doły" i odpuszcza trening? • Czym zawodowo zajmuję się Marcin? • W jaki sposób dogadać balans życiowy z członkami rodziny? • Jak ważna jest komunikacja na lini zawodnik-trener-familia? • O roli rąk podczas biegania. • Ile tygodniowo trenuje Marcin? [h3]Ciekawostki wymieniane w odcinku:[/h3] • IRONMAN Oficjalna Strona • Blog Marcina • Strona Marcina na Facebooku • odkrywam na nowo albo słucham mądrzejszych 2 - o rękach w bieganiu • KnM #23 – Jak pływać szybko i ekonomicznie – opowiada Sebastian Karaś • KnM #26 – Buty do biegania dla amatorów i elity oraz obecność marek na rynku biegowym Podcast jest dostępny poprzez: • Bezpośredni link do ściągnięcia pliku mp3 • katalog w iTunes • serwis Stitcher • wyszukanie frazy "Kropka nad M" w Twojej aplikacji do podcastów na smartfonie
[h6]Fot. Janos Schmidt / International Triathlon Union[/h6] [h2]W najbliższy piątek i sobotę 3-4 marca 2017 odbędzie się pierwszy tegoroczny wyścig z serii Pucharu Świata ITU. Najlepsi triathloniści z całego świata zmierzą się w Abu Dhabi na dystansie olimpijskim.[/h2] W piątek, 3 marca, o godzinie 15:55 czasu miejscowego rozpocznie się wyścig kobiet. W Polsce będzie to godzina 12:55. W sobotę o tej samej porze zobaczymy rywalizację mężczyzn. Transmisję online będzie można oglądać na portalu Triathlonlive.tv. https://www.youtube.com/watch?v=A7vfjj9DOdw Wśród mężczyzn kandydatami do podium będą m.in. Henri Schoeman - brązowy medalista olimpijski z Rio de Janeiro, Richard Murray, Mario Mola, Vincent Luis czy Fernando Alarza. Ale to nie wszystko: zobaczymy w akcji także znakomitego Javiera Gomeza, który powraca do ścigania po przykrej kontuzji, która wykluczyła go z udziału w zeszłorocznych igrzyskach. Pełna lista startowa mężczyzn Wśród kobiet także pojawią się wielkie nazwiska: Flora Duffy, Andrea Hewitt, Sarah True, Renee Tomlin, Katie Zaferes, Summer Cook. Na linię startu stawi się także zeszłoroczna zwyciężczyni tych zawodów, Jodie Stimpson, również powracająca po długiej kontuzji. Pełna lista startowa kobiet Zawodnicy i zawodniczki będą mieli do pokonania trasę pływacką złożoną z dwóch pętli (pierwsza 900m, druga 600m), dziesięć okrążeń 4-kilometrowej pętli kolarskiej i cztery odcinki po 2.5 km biegu. Strona imprezy
[caption id="attachment_9076" align="alignnone" width="867"] Wilson Kipsang - zwycięzca London Maraton 2012. Fot. PAP[/caption] [h2]Pierwszy tegoroczny maraton z serii Majors zakończył się planowym zwycięstwem byłego rekordzisty świata, Wilsona Kipsanga (2:03:58) oraz kompletnie szokującym triumfem bliżej nieznanej Kenijki z rewelacyjnym wynikiem 2:19:47.[/h2] 35-letni Wilson Kipsang, który zaledwie kilka miesięcy temu, w Berlinie, pobiegł życiówkę 2:03:13, zapowiadał w Tokio atak na rekord świata. W tym roku Nike i Adidas ścigają się marketingowo, zapowiadając złamanie przez ich zawodników bariery 2:00 w maratonie. Kipsang biegł w specjalnie projektowanych butach Adidasa oraz korzystając z nowego, podobno rewolucyjnego izotoniku. W tym kontekście wynik lekko poniżej 2:04 jest porażką i pokazuje, jak daleko jest do 2:00, mimo bardzo dobrej pogody w Tokio. Z drugiej strony - nikt do tej pory nie biegał w Japonii tak szybko. Pierwsze 5 km zostało pokonane nie tylko w tempie na 2:02, ale i szybciej - 5 km w 14:14 to międzyczas na wynik 2:00:06, ale był to odcinek prowadzący w dół. Do połówki (61:21) rekord wydawał się realny, a na prowadzeniu utrzymywała się piątka zawodników: czterech Kenijczyków i Etiopczyk. Kilkanaście metrów z tyłu, także w rekordowym tempie, trzymało się jeszcze trzech Kenijczyków. Po 30 kilometrach, gdy z trasy zszedł ostatni "zając", na prowadzeniu pozostało dwóch biegaczy: Wilson Kipsang oraz dwukrotny zwycięzca Tokio, jego rodak Dickson Chumba, który wkrótce także odpadł. Tempo spadało coraz bardziej i na mecie padł wynik 2:03:58. Nadal znakomity, ale daleki od oczekiwań i zapowiedzi. Wilson Kipsang tworzy jednak historię - jako jedyny w historii pobiegł czterokrotnie poniżej bariery 2:04. Następni w kolejności, Emmanuel Mutai oraz aktualny rekordzista świata, Dennis Kimetto, mają na koncie tylko po dwa biegi na tym poziomie. 2:03:58 to także najlepszy w historii czas uzyskany w Japonii i w Azji w ogóle. Maraton w Tokio pokazał, jaką potęgą w maratonie są Afrykanie, w szczególności Kenijczycy. Japonia uchodzi za trzecią maratońską potęgę świata (po Kenii i Etiopii), a mimo to w swoim najważniejszym maratonie nie była w stanie uplasować żadnego biegacza w pierwszej siódemce. Pierwsze sześć miejsc zajęli Kenijczycy, Japończyk Hitoro Inoue (2:08:22) był dopiero ósmy, Hiroyuki Yamamoto (2:09:12) dziesiąty, Yuta Shitara (2:09:27) jedenasty, a Yuma Hattori (2:09:46) trzynasty. Warto jednak zwrócić uwagę na liczną czołówkę - czas 2:13:58 dał dopiero 26. miejsce. [h3]Wygrana budząca wątpliwości[/h3] Do szokującej niespodzianki doszło natomiast w biegu kobiet. Nieznana, 32-letnia Kenijka Sarah Chepchirchir pobiegła 2:19:47, pokonując wyżej notowane rywalki. Między 30 a 35 kilometrem zanotowała międzyczas 15:47, czyli z tempa na 2:21-2:22 przyspieszyła do tempa na 2:13 w maratonie (gdyby utrzymała je przez cały dystans). Pierwszą połowę pokonała w 1:10:31, drugą - w 1:09:16. Tymczasem do zeszłego roku tylko dwukrotnie pobiegła taki wynik chociażby w samym półmaratonie. W 2016 poprawiła życiówkę z 1:08:07 na 1:07:52, co nadal nie bardzo tłumaczy wynik 2:19 i przyspieszenie tego typu. Dla Kenijki był to trzeci maraton w karierze - w pierwszym osiągnęła wynik 2:30:08, w drugim 2:24:13, teraz 2:19:47. Do tej pory nie wygrała też żadnego znaczącego biegu na żadnym dystansie. Embed from Getty Images Uzyskać taki progres po 30-tce nie jest łatwo. Dodajmy do tego nieciekawe okoliczności dodatkowe - podobny skok w zaawansowanym wieku uzyskała kilka lat temu Rita Jeptoo, później przyłapana na stosowaniu EPO. Co łączy obie biegaczki? Grupa treningowa i osoba trenera - Federico Rosy, a także fakt, że z tej grupy złapano na dopingu już kilka zawodniczek. Jest możliwe, że Kenijka jest uczciwą biegaczką, ale jednak cuda w bieganiu zdarzają się względnie rzadko i historia jej grupy, a także niedawne dopingowe raporty na temat Kenii każą pozostać odrobinę sceptycznym wobec tego wyniku. Wszystkie miejsca na podium zajęły Afrykanki. Druga była Etiopka Birhane Dibaba (2:21:19), trzecia jej rodaczka Amane Gobena (2:23:09). Na czwartym miejscu reprezentantka gospodarzy, Japonka Ayaka Fujimoto - 2:27:08. Szóste miejsce zajęła Amerykanka Sara Hall, żona słynnego Ryana Halla, maratończyka, który już zakończył karierę. Sara uzyskała czas 2:28:26, który jest jej życiówką.
W wieku 84 lat zmarł Brytyjczyk Derek Ibbotsom, były rekordzista świata w biegu na milę (3:57,2) oraz brązowy medalista olimpijski w biegu na 5000 metrów z Melbourne z 1956 roku.
[caption id="attachment_48229" align="alignnone" width="793"] By Tom Page (Flickr: IMG_2939) [CC BY-SA 2.0 (http://creativecommons.org/licenses/by-sa/2.0)], via Wikimedia Commons[/caption][h2]35-letnia Kimberley Smith, najlepsza długodystansowa biegaczka w historii Nowej Zelandii i jedna z najmocniejszych na świecie, ogłosiła zakończenie kariery.[/h2] Ostatnie lata były dla Kim Smith frustrujące. Zmagała się z kolejnymi kontuzjami, przeszła operację stopy i biegała na poziomie wyraźnie niższym niż w początkowej fazie swojej kariery. Mniej znana w Europie, była gwiazdą w USA, gdzie studiowała i gdzie zamieszkała na stałe, poślubiając byłego wyczynowego biegacza z USA, Patricka Tarpy'ego. Kim Smith wydaje się przy tym książkowym przykładem biegaczki, która nie była stworzona do maratonu, a kolejne średnio udane maratońskie próby coraz bardziej ją pogrążały. Można się zastanawiać, jaki poziom wynikowy byłaby w stanie osiągnąć, gdyby nie roztrwoniła swojego potencjału w kolejnych nieudanych maratonach i kolejnych przygotowaniach. Pisanie o "średnich" maratonach w kontekście biegaczki z życiówką 2:25:21 może wydawać się dziwne, ale jest takie tylko do momentu zapoznania się z jej osiągnięciami na dystansach krótszych. Nowozelandka była zawsze frontrunnerem - nie potrzebowała do osiągnięcia wyniku "zająca". Sama wychodziła na czoło i nadawała tempo. W ten sposób osiągnęła swój najbardziej wartościowy wynik kariery - 1:07:11 w półmaratonie. Niewiele wolniejsza była na 10 000 i 5000 metrów, gdzie jej życiówki to 30:35 i 14:39 (z hali). Te fenomenalne czasy teoretycznie pozwalają myśleć o złamaniu w maratonie bariery 2:20. Kim Smith często biegała mocno sama, bez presji rywalek. Zajmowała przy tym wysokie miejsca w rywalizacji międzynarodowej, mimo że była biegaczką pozbawioną mocnego finiszu, do tego biegającą bardzo słabo technicznie. W 2009 była na "dyszkę" 5. w mistrzostwach świata w Osace, a w 2008 8. w Igrzyskach w Pekinie, gdzie w upale osiągnęła fantastyczny czas 30:51. Jest rekordzistką Nowej Zelandii na wszystkich dystansach od 3000 metrów wzwyż - i są to rekordy wyraźnie mocniejsze niż rekordy Polski. Jedynym wyjątkiem jest maraton, gdzie przewaga nad rekordem Polski jest niewielka, mniejsza niż na dychę. [h3]Proszę spojrzeć na relację życiówek Kim Smith do rekordów Polski:[/h3] 5000 metrów - 14:39 do 15:04 (26 sekund przewagi) 10 000 metrów - 30:35 do 31:43 (68 sekund przewagi) półmaraton - 1:07:11 do 1:10:06 (175 sekund przewagi) maraton - 2:25:21 do 2:26:08 (47 sekund przewagi) Swoją życiówkę maratońską Smith uzyskała w debiucie, w Londynie w 2010 roku. Obyło się bez wysokiego miejsca - była tam ósma, a po dyskwalifikacjach Rosjanek przesunęła się na miejsce szóste. W kolejnych startach było już tylko gorzej, chociaż zdarzały się wyższe miejsca - w tym 5. w Nowym Jorku w 2011. Im bardziej chciała być maratonką, tym bardziej słabły jej wyniki na krótszych dystansach i tym częściej zdarzały się kontuzje. W minionym roku Nowozelandka poszła po rozum do głowy i chciała wrócić na bieżnię, ale najlepszym wynik, jaki osiągnęła na 5000 metrów to tylko 15:32 - najsłabiej od od trzynastu lat! Wydaje się, że Kim Smith była stworzona do dystansów od 5 kilometrów do półmaratonu i wielka szkoda, że nie skupiła się na takich startach. Mimo wszystko karierę kończy jako jedna z najszybszych na świecie, a z pewnością jedna z najwybitniejszych w historii zawodniczek spoza Afryki. Gdybyśmy w Polsce dochowali się takiej Nowozelandki, okrzyknęlibyśmy ją fenomenem. Ponieważ startowała daleko od nas, pozostawała relatywnie nieznana, a niniejszym tekstem staram się ocalić ją od zupełnej anonimowości.
Kenijczyk Wilson Kipsang (2:03:58) i jego rodaczka Sarah Chepchirchir (2:19:47), zwyciężyli w pierwszym tegorocznym maratonie serii Majors, rozegranym w japońskim Tokio.
Etiopka Genzebe Dibaba podczas mityngu w Madrycie zbliżyła się do halowego rekordu świata na 1000 metrów, osiągając czas 2:33,06. Nie powiodła się próba pobicia najlepszego wyniku Marii Mutoli z 1999 roku - 2:30,94.
[caption id="attachment_21670" align="alignnone" width="746"] Kenijczyk Augustine Choge [/caption] [h2]Poznaj najbardziej wszechstronnego biegacza świata - Kenijczyka Augustina Choge, który rywalizował na najwyższym poziomie na dystansach od 800 metrów do - obecnie - półmaratonu, a wkrótce maratonu.[/h2] W dzisiejszym sporcie panuje ścisła specjalizacja. Zawodnicy i zawodniczki trzymają się zwykle jednego dystansu lub jednej grupy dystansów. Próba zmiany jest trudna. Nasz Marcin Lewandowski, specjalista od 800 metrów, od kilku lat flirtuje z dystansem 1500 metrów i na razie osiąga niewiele więcej niż drobne sukcesy. Cały czas pozostaje głównie 800-metrowcem. Z drugiej strony gwiazdy długich dystansów, takie jak rekordzista świata w maratonie, Dennis Kimetto, rzadko osiągają wartościowe wyniki w biegach krótszych. Kimetto poza maratonem i półmaratonem nigdy nie pobiegł żadnego godnego uwagi czasu. Tym większą sensacją są biegacze tacy jak Augustine Choge. Kenijczyk zadziwia wszechstronnością, długowiecznością oraz szerokością dystansów, na których osiąga sukcesy. Urodzony 21 stycznia 1987 roku, już w 2003, w wieku 16 lat, zdobył złote medale mistrzostw Afryki juniorów młodszych na dystansach 800, 1500 i 3000 metrów. W tym samym roku został mistrzem świata juniorów młodszych na 3000 metrów. Rok później zostaje mistrzem świata w wyższej grupie wiekowej - wśród juniorów i na dystansie 5000 metrów. Na 3000 metrów jest do dziś rekordzistą świata juniorów, z fenomenalnym wynikiem 7:30,67 (rekord Polski seniorów to 7:42,4 Bronisława Malinowskiego, co oznacza, że Choge wyprzedziłby go o jakieś 80 metrów). W 2006 Kenijczyk wygrywa mistrzostwa Igrzysk Wspólnoty Brytyjskiej na dystansie 5000 metrów, po czym na kilka lat rezygnuje z biegów dłuższych. Skupia się na 800 i 1500 metrów. W 2009 uzyskuje swój rekord życiowy na 800 metrów - znakomite 1:44,86 oraz na 1500 metrów - 3:29,47. To najlepszy czas na świecie tamtego sezonu. W tym samym roku jest 5. na mistrzostwach świata na 5000 metrów i razem z reprezentacją Kenii bije rekord świata w sztafecie 4x1500 metrów. Widząc, że na finiszu biegów średnich nie jest w stanie wygrać z najlepszymi, Choge wraca do biegów długich. W 2011 ustanawia rekord życiowy na 3000 metrów w hali - 7:28,00, co daje mu do dziś 4. miejsce w historii tego dystansu na świecie. W 2012 na "trójkę" zostaje wicemistrzem świata w hali. Biega coraz więcej długich biegów, startuje regularnie w Diamentowej Lidze, ale nie jest w stanie poprawić swoich życiówek z czasów juniorskich. Od czasu do czasu zdarzają się jakieś sukcesy - w 2016 ponownie jest medalistą, brązowym, halowych mistrzostw świata na 3000 metrów. Brakuje mu jednak zwycięstw, dlatego dokonuje kolejnego skoku - zaczyna biegać na ulicy. W 2016 fenomenalnie debiutuje w półmaratonie - w Delhi w Indiach osiąga czas 1:00:01. I wreszcie 10 lutego tego roku zajmuje trzecie miejsce w półmaratonie w Zjednoczonych Emiratach Arabskich z niesamowitym czasem - 59:26. Tym samym staje się jedynym biegaczem w historii, który pokonał kilka magicznych barier, będących przepustką do absolutnej czołówki: 1:45 na 800 metrów, 3:30 na 1500 metrów, 7:30 na 3000 metrów, 13:00 na 5000 metrów i 1:00:00 w półmaratonie. Dodajmy, że do tego w czasie rekordowego półmaratonu po drodze pokonał barierę 28 minut na dychę, notując międzyczas 27:52. Kolejnym krokiem Augustina Choge ma być maraton, być może już w tym roku. [h3]Do tej pory Kenijczyk osiągnął następujące wyniki, porównamy je z rekordami Polski:[/h3] 800 metrów - 1.44,86 (rekord Polski - Paweł Czapiewski 1:43,22) 1500 metrów - 3:29,47 (rekord Polski - Artur Ostrowski 3:34,45) 3000 metrów - 7:28,00 (rekord Polski - Bronisław Malinowski, 7:42,4) 5000 metrów - 12:53,66 (rekord Polski - Bronisław Malinowski 13:17,69) 10 km - 27:52, międzyczas z półmaratonu (rekord Polski na bieżni, lepszy od ulicznego - Jerzy Kowol 27,53,61) półmaraton - 59:26 (rekord Polski - Piotr Gładki 1:01:35) Jak widać, jeden dobry Kenijczyk jest w stanie poprawić niemal wszystkie rekordy naszego kraju, z wyjątkiem 800 metrów. To właśnie fenomen Augustina Choge. Co ciekawe, jest na świecie biegacz, który może się z nim mierzyć - Mo Farah. Brytyjczyk jest niemal równie wszechstronny i jeszcze szybszy - posiada rekord Europy na 1500 metrów (3:28,81), znakomite wyniki na dystansach pośrednich aż do fenomenalnego półmaratonu, który także jest rekordem Europy - 59:32. Farah jest szybszy od Choge na 1500, 5000 i 10 000 metrów. Przegrywa na 3000 metrów i w półmaratonie. Jest jednak między nimi istotna różnica. Brytyjczyk ma na swoim koncie niezły maraton, pokonany w czasie 2:08:21. Choge na tym dystansie jeszcze nie debiutował. Kenijczyk był jednak w światowej czołówce na 800 metrów, ze swoim czasem 1:44,86, podczas gdy rekord Faraha to tylko 1:48,69, jeszcze z czasów juniorskich. Praktyka pokazuje, że dużo łatwiej jest długodystansowcowi pobiec dobry maraton niż dobre 800 metrów. Z tego powodu wynik Choge na 800 metrów raczej przeważa na jego korzyść w rankingu wszechstronności. Być może wkrótce Kenijczyk zadebiutuje w maratonie i wymaże ostatecznie jakiekolwiek wątpliwości. Patrząc na półmaraton, jest realne, że pobiegnie wynik rzędu 2:06-2:04 i będzie najszybszym w historii maratończykiem, który przeszedł do tego dystansu z biegów średnich. W Polsce namiastką wszechstronności Augustina Choge jest Sławomir Kąpiński. To chyba jedyny polski biegacz, który by w stanie osiągnąć wysoki poziom na 800 metrów, osiągając życiówkę 1:48,56 w 1986 roku i poprzez niezłe 1500 metrów (3:43,11 w 1986), 5000 metrów (13:49 w 1993) i 10 000 metrów (28:30,15 w 1994) dojść do niezłego półmaratonu (1:04,27 w 1997) i maratonu (2:13:46 w 1996, zwycięstwa w Gdańsku i Toruniu). Biegaczowi, który jest szybki na 800 metrów, trudno zwykle osiągnąć potem sukces w maratonie, dlatego takie przypadki to rzadkość.
[h6]Fot. Magdalena Grzelak[/h6] [h2]Bieganie w górach staje się niebywale popularne. Nieważne, czy ktoś jest przygotowany czy nie, biegają niemal wszyscy. Świetnie! Tyle, że należy pamiętać iż aktywność w górach wiąże się z realnym ryzykiem. Warto zatem wiedzieć, jak się zachowywać, by to ryzyko zminimalizować.[/h2] [h6]Fot. Magdalena Grzelak[/h6] Bieganie zimą po górach jest znacznie bardziej niebezpieczne od biegania po mieście. W związku z tym, osoby które planują zacząć zimową przygodę, powinny się do tego przygotować. My wybraliśmy się na Wintercamp który okazał się bardzo pomocny. Wintercamp większości może się kojarzyć tylko ze spaniem zimą w namiocie. Tak naprawdę podczas obozu, jest to tylko  jeden z wielu elementó. Na Wintercampie dostępny jest cykl szkoleń, o różnej tematyce: sprzęt zimowy, szkolenie lawinowe, pierwsza pomoc, wspinaczka lodowa, awaryjny biwak, skitoury. Jednak każdy uczestnik może wziąć udział tylko w trzech z nich. Dla biegaczy najbardziej przydatne, będzie szkolenie medyczne z pierwszej pomocy, sprzętowe oraz awaryjny biwak. Te trzy szkolenia zapoznają uczestników z podstawowymi umiejętnościami potrzebnymi do radzenia sobie w kryzysowych sytuacjach. [h6]Fot. Magdalena Grzelak[/h6] [h3]Medyczne[/h3] To moim zdaniem jedno z najciekawszych szkoleń, jakie są na całym obozie. Podzielono je na trzy etapy. Pierwsza część, to zapoznanie się z najpopularniejszymi kontuzjami (skręcenia, złamania, rany): tym jak je wstępnie zdiagnozować i jak z nimi postępować.  Ratownicy pokazali, jak wykorzystać przedmioty, które mamy przy sobie np. chusta na szyi zamiast bandaża, kijki trekingowe, czy patyk zamiast listwy usztywniającej, taśma klejąca do zatamowania krwotoku itp. Druga część, to nauka masażu serca i sztucznego oddychania. Ciekawą sprawą jest jednak obsługa defibrylatora. Niby bardzo zaawansowane urządzenie, jednak jego obsługa okazała się banalnie prosta. Ta umiejętność może za to uratować życie. Trzecia część, to ćwiczenia praktyczne. W mrozie i śniegu, okazywało się to znacznie trudniejsze, niż można przypuszczać. [h6]Fot. Magdalena Grzelak[/h6] [h3]Sprzętowe[/h3] Szkolenie nie jest stricte ze sprzętu biegowego, jednak warto je zaliczyć, jeśli chce się wyjeżdżać w góry choćby po to, by pochodzić po szlakach zimą. Rozpoczyna się od zaprezentowania różnych typów rakiet śnieżnych (w tym także rakiet do biegania). Później zaczyna się część praktyczna, czyli krótka nauka techniki poruszania się w nich. Druga część, to przedstawienie zasad dotyczących ubierania się i różnic w konstrukcjach ubrania. Pisałem już artykuły np. o budowie kurtki czyli kurtki dwuwarstwowe, trójwarstwowe, ale była to tylko teoria. Na szkoleniu można było wziąć kurtkę do ręki i zobaczyć, na czym w rzeczywistości polegają różnice. [h6]fot. Magdalena Grzelak[/h6] Przy okazji pokazany został prototyp lekkiej kurtki biegowej Jack Wolfskin oraz jedna z najlżejszych kurtek od deszczu firmy Berghaus. Co istotne, mimo że wszędzie wisiały logotypy znanych marek, szkolenie było neutralne i obalało marketingowe bajki, jak choćby ta o cudownej oddychalności membran. [h3]Biwakowe[/h3] Ratownicy GOPR zaprezentowali sposoby na przetrwanie nocy, gdy nie jesteśmy na to przygotowani, a warunki uniemożliwiają powrót. Sytuacja oczywiście bardzo rzadka, ale wiedza zdobyta na szkoleniu może pomóc przeżyć. Ratownicy pokazali jak wykopać jamę, która będzie noclegiem, czym ją wyłożyć, żeby odizolować się od zimna oraz w jaki sposób poruszać się w terenie. Udzielili instrukcji obsługi raków i czekana, między innymi hamowanie w czasie zjazdu po upadku. [h6]Fot. Magdalena Grzelak[/h6] Dla wielu największą atrakcją był nocleg w namiocie. Jeśli jednak ktoś w nocy by stwierdził, że jest mu za zimno, mógł przenieść się do schroniska.
[h2]72 km w wodzie, 1920 km na rowerze i 480 km biegu! Taki dystans łącznie pokonają zawodnicy najlepszej zimowej imprezy triathlonowej. Torus Triathlon In Da House odbędzie się 25 lutego br. już po raz trzeci. W jednym miejscu – biurowcu Alchemia w Gdańsku. W tym roku po raz pierwszy triathloniści rywalizować będą nie tylko indywidualnie, ale także w sztafetach. Impreza zawsze wspiera cel charytatywny - tym razem Fundację Synapsis i program BadaBada.[/h2] Pomysłodawczynią imprezy jest Iwona Guzowska, mistrzyni świata w boksie, a obecnie triathlonistka. Dzięki niej nowy trend „ruszył” w całą Polskę. Organizatorem w Gdańsku niezmiennie od trzech lat jest firma Torus, deweloper znanego kompleksu Alchemia. - To już trzecia edycja Torus Triathlon In Da House, a emocje i poziom zarówno na płaszczyźnie organizacyjnej jak i sportowej ciągle rosną – mówi Monika Brzozowska z firmy Torus, organizatora zawodów, dewelopera Alchemii. – Lista zapełniła się w tym roku w ciągu 22 minut, a na rezerwowej znalazło się blisko cztery razy więcej osób, niż może wystartować. Praca całego zespołu przełożyła się więc na ogromne zainteresowanie zawodami, które w wyjątkowy sposób wykorzystują potencjał Alchemii. [h3]Trzy, dwa, jeden start [/h3] Choć zima nie jest typową aurą do uprawiania triathlonu, nie ma wątpliwości, że ostatnia sobota lutego w Gdańsku należeć będzie właśnie do fanów tej dyscypliny. - W tym roku zawodnicy ścigać się będą na dystansie sprinterskim. Już teraz mogę zapewnić, że będzie ostra rywalizacja – mówi Iwona Guzowska, dyrektor zawodów TTIDH. Sprint to 750 metrów pływania, następnie trzeba przejechać 20 km na rowerze, by wreszcie przebiec 5 km na bieżniach mechanicznych. Część pływacka odbędzie się na 25-metrowym basenie Aquastacji, a w hali sportowej (Sportstacja) zlokalizowany będzie wyścig na rowerach wpiętych w trenażery oraz część biegowa. Niewątpliwie czymś wyjątkowym podczas triathlonu rozgrywanego w budynku jest bliskość kibiców, którzy dopingują zawodnika niemal na każdym metrze wyścigu. Triathloniści startują w odstępach półtoragodzinnych, po 12 osób. Pierwsza grupa zaczyna wyścig już o 7.30. Jednak najwięcej emocji budzi zwykle grupa kobiet i „zawodowców”, tzw. zawodników PRO. Panie zobaczymy o godz. 13.30, a start PROsów przewidziano na godz. 16.30. Tu zobaczymy m.in. Tomasza Spaleniaka (Endure Team), Daniela Formelę, Monikę Smaruj (Smaruj na trening) i Martę Łagownik (Smaruj na trening), Macieja Kosmalę (Complexsports), czy Pawła Miziarskiego (Torus triathlon Team). [h3]Rywalizacja na 6 rąk i 6 nóg[/h3] – Z jednej strony rywalizacja, z drugiej – cel charytatywny. W tym roku zbieramy równolegle fundusze na wsparcie programu wczesnego wykrywania autyzmu u dzieci – wyjaśnia Monika Brzozowska z firmy Torus, organizatora zawodów. – Zawody TTIDH stały się więc płaszczyzną integracji różnych środowisk, triathlonistów i sympatyków tej dyscypliny, instytucji, także biznesu i pracowników poszczególnych firm. Organizatorzy postanowili poszerzyć formułę zawodów. I tak pod koniec lutego entuzjaści sportu ścigać będą się nie tylko indywidualnie, ale także w sztafetach. Torus to firma deweloperska, dlatego do udziału w sztafecie TTIDH zaprosili pracowników firm zlokalizowanych w obiekcie Alchemii. Tak powstał projekt BusinessInDaHouse. Trzyosobowe sztafety startować będą pod szyldem swojej firmy. Warto dodać, że zgodnie z regulaminem każda sztafeta musi mieć w teamie przynajmniej jedną kobietę, a dochód z pakietu bezpośrednio zasilił cel charytatywny BadaBada. Wszyscy uczestnicy sztafet podkreślają, że liczą przede wszystkim na świetną, emocjonującą zabawę i czystą, sportową rywalizację. - Widziałam relację z poprzedniej edycji TTIDH i pomyślałam, że czeka nas świetna zabawa, rewelacyjna organizacja, a tegoroczny cel charytatywny jest zwyczajną wisienką na torcie - przyznaje Małgorzata, która w sztafecie będzie biec. Trzyosobowe drużyny rozpoczną rywalizację w samo południe. W sumie w zawodach TTIDH wystartuje 126 zawodników, większość indywidualnie i ok. 1/3 w sztafetach. [h3]Rady mistrzów i doping kibiców[/h3] Rywalizacja w budynku, choć może komfortowa w sensie warunków, nie należy do najłatwiejszych. Podczas pływania w basenie trzeba uważać, by mieścić się w wyznaczonych granicach – zawodnicy płyną po dwie osoby na torze. Jazda na rowerze wpiętym w trenażer technicznie jest nieco łatwiejsza, ale wysiłkowo trudniejsza (całą trasę trzeba pedałować, nie ma zjazdów, na których można odpocząć). Bieganie na bieżni elektrycznej przy dużej prędkości też może sprawić trudności, zwłaszcza na finiszu. - Aby uzyskać dobry wynik w triathlonie pod dachem trzeba przede wszystkim systematycznej i konsekwentnej pracy na treningach – mówi Paweł Miziarski, zwycięzca ubiegłorocznej edycji TTIDH w kat. PRO. – To zawody inne niż wszystkie. Trzeba uwzględnić specyficzne warunki ścigania się i wiele technicznych niuansów. Ale niespotykany jest też doping kibiców będących bardzo blisko zawodników, który wręcz niesie do mety. I na kibiców liczą zawodnicy, a organizatorzy dla najbardziej gorliwych przygotowali, jak zwykle ciekawe nagrody. Otuchy startującym dodawać będą także spikerzy, wśród nich znany dziennikarz sportowy – Tomasz Zimoch. [h3]Aktywnie i charytatywnie[/h3] Choć finał wsparcia programu BadaBada Fundacji Synapsis, który diagnozuje autyzm u małych dzieci, będzie dopiero po zakończeniu zawodów TTIDH, fundusze zbierane są przez cały okres poprzedzający wydarzenie przy okazji różnych akcji. Dotychczas zebrano prawie 7 tys. złotych. Za takie środki można zdiagnozować 75 dzieci, co jest podstawą do dalszych działań terapeutycznych. - Słowo „synapsis” w języku greckim oznacza m.in. połączenie. To słowo najlepiej oddaje charakter naszej organizacji. Codziennie przekonujemy się, że naszą największą siłą, która pozwala nam zmieniać na lepsze świat dla osób z autyzmem, są połączeni z nami ludzie. Tak też jest i przy tej akcji. Dziękujemy Przyjaciołom z REINO Partners za rekomendację, dzięki której nasi nowi Przyjaciele z firmy TORUS zaprosili nas do Torus Triathlon In Da House. Miło jest biec na pomoc w towarzystwie ludzi pełnych pasji i zaangażowania – mówi Łukasz Kościuczuk, koordynator kampanii społecznych Fundacji SYNAPSIS, prywatnie triathlonista. Realizowany obecnie przez Fundację program przewiduje działania nastawione na rozwój systemu opieki nad niemowlętami i małymi dziećmi w zakresie zarówno wiedzy, jak i organizacji pomocy. Dzięki temu zaburzenia ze spektrum autyzmu u dzieci w wielu przypadkach mogą być rozpoznawane dużo wcześniej niż dotychczas oraz stać się elementem systemowych rozwiązań. Wzorem ubiegłego roku podczas zawodów będzie można wybiegać swoje „Km na zdrowie” (więcej informacji na stronie www.torustriathlonteam.pl), wspierając jednocześnie charytatywny cel zawodów. Impreza nie jest biletowana (jedyne ograniczenie może wynikać z ilości w jednym momencie przebywających na obiekcie), a organizatorzy zapraszają kibiców do głośnego kibicowania! --- TORUS TRIATHTLON IN DA HOUSE: DATA: 25 lutego 2017 roku GODZINA: zawody rozpoczną się o godz. 7.30, start ostatniej grupy o godz. 18.00, a na ok. godz. 21.00 przewidziana jest dekoracja zwycięzców MIEJSCE: kompleks Alchemia (Sportstacja), Gdańsk, al. Grunwaldzka 411
Advertisment ad adsense adlogger