fbpx

Wiadomości

[h2]Ponad 7,5 tys zawodników na mecie. Prawie pół miliona złotych zebranych na cele charytatywne. Niezliczona ilość wspomnień, wylanych ze wzruszenia łez oraz ogrom wysiłku, włożonego zarówno przez organizatorów, jak i uczestników. Taki właśnie był 40. PZU Maraton Warszawski.[/h2] 30 września 2018 o godz. 9:00 ruszył jubileuszowy, 40. PZU Maraton Warszawski. Na trasie znalazło się ponad 7,5. Zwycięzcą okazał się Kenijczyk David Metto (2:12:44), na drugim miejscu był Francus Florian Carvalho (2:15:12), na trzecim Polak, maratoński debiutant, Adam Nowicki - 2:17:42. Polski mocny akcent był także w czołówce pań. Druga na mecie była bowiem Anna Łapińska (2:38:40). Zwyciężyła Kenijka - Beatrice Cherop (2:35:21). Wśród startujących byli również zawodnicy, którzy pokonali wszystkie dotychczasowe edycje Maratonu Warszawskiego. Cała dwunastka szczęśliwie dobiegła do mety. O godz. 15:55 wolontariusze towarzyszyli ostatniemu zawodnikowi, tym samym kończąc 40. PZU Maraton Warszawski. Jedno jest pewne: tej edycji nie zapomnimy! Szczegółowa relacja z biegu poniżej. Godz. 15:00 Na niektórych biegaczy na mecie czekali z medalami zwycięzcy niemal wszystkich, 39 edycji Maratonu Warszawskiego. Godz. 14:30 A wśród kibiców Iwona Bernardelli, olimpijka z życiówką w maratonie 2:27. Wyświetl ten post na Instagramie. My od samego rana kibicowaliśmy na @maratonwarszawski ?✊✊✊?? #BernardelliTeam #nieśpimykibicujemy #piona #support #pzumaratonwarszawski #gomarathonrunners #runnerslife #sportaddiction #autumnvibes #sundaymood #myxlander #XRun #xlanderadventure #newadventureahead #kazdadrogatoprzygoda Post udostępniony przez Iwcia (@iwona.bernardelli.pl) Wrz 30, 2018 o 5:34 PDT Godz. 13:38 Maraton Warszawski, to również #BiegamDobrze. Uczestnicy tegorocznej edycji uzbierali na cele charytatywne. Na trasie grupa Spartan, reprezentująca Fundację Spartanie Dzieciom. Godz. 13:30 Na mecie Krzysztof Kicek! Pan Krzysztof ma za sobą (uwaga!) 40 Maratonów Warszawskich! Wielki podziw! Godz. 12:30 Za metą już ponad 1000 zawodników, a na trasie o wiele, wiele więcej. Pogoda dopisuje jednak... głównie kibicom. Słońce zaczyna naprawdę mocno przypiekać. A tymczasem do biura zawodów zawitał sam Adam Nowicki z nagrodą! Godz. 11:48 A tak wyglądają wyniki pierwszej dziesiątki kobiet i mężczyzn. MĘŻCZYŹNI: METTO David 02:12:44 CARVALHO Florian 02:15:12 NOWICKI Adam  02:17:42 TSIGE Ayele Woldesemayat 02:17:43 BAKARI Khamis 02:20:56 OCHAL Paweł POL 02:21:33 KIPYEGO Barnabas  02:24:04 KOPEĆ Wojciech 02:26:11 NOŻYŃSKI Dariusz 02:29:29 GALUŠKA Jevgenijus 02:31:04 KOBIETY: CHEROP Beatrice 02:35:21 ŁAPIŃSKA Anna 02:38:40 DOLININ Elena 02:38:45 SMOVJENCO Olesea 02:39:14 WOLDEMICHAEL Aynalem Woldewariya 02:40:17 MACH Angelika 02:41:38 HYNES Alexandra 02:48:56 FILIPIOVÁ Eva 02:51:17 MIERZLIKIN Natalia 02:56:39 ZAJĄCZKOWSKA Anna 02:57:58 Na zdjęciu Paweł Ochal i Olga Kalendarova-Ochal Godz. 11:40 Trudno zachować emocje. Anna Łapińska druga! Godz: 11:20 Stało się! Adam Nowicki dosłownie wyrwał trzecie miejsce, wyprzedzając raptem o 1 sekundę Etiopczyka SIGE Ayele Woldesemayat. Co to była za walka! Godz. 10:52 Beatrice Cherop obecnie niezagrożona. Biegnie z przewagą ponad 3 minut na 30 km. Angelika Mach na miejscu czwartym, Łapińska 15 sekund za nią. Godz. 10:49 Czołówka ma za sobą 30 km i tu maraton dopiero się zaczyna. Wciąż prowadzi go David Metto (prognozowany czas 2:12), Adam Nowicki zdaje się nieco zwalniać. Prognozowany wynik: 2:1501. Przed zawodnikiem podbieg. Godz 10:36 Angelika Mach już za 25 km (1:32:27) na czwartym miejscu, ze stratą 30 sekund do trzeciej zawodniczki. Na piątym - Anna Łapińska. Godz: 10:31 David Metto samotnie biegnie do mety. Nowicki ma go jednak w zasięgu wzroku. Trzymaj się Adam! Godz: 10:15 Połówka za naszymi zawodnikami. Co się dzieje na trasie? MĘŻCZYŹNI: METTO David 01:06:48  TSIGE Ayele Woldesemayat  01:06:48  KIPYEGO Barnabas0 1:07:08 NOWICKI Adam 01:07:08 CARVALHO Florian 01:07:08 BAKARI Khamis 01:07:43 OCHAL Paweł 01:08:34 FRERE Mehdi  01:08:36 KOBIETY: CHEROP Beatrice 01:14:31 WOLDEMICHAEL Aynalem Woldewariya 01:15:17 SMOVJENCO Olesea 01:17:31 MACH Angelika 01:17:54 ŁAPIŃSKA Anna 01:18:52 DOLININ Elena  01:18:52 Godz:9:59 Angelika Mach jako czwarta 15 km minęła w czasie 55:17 i Anna Łapińska trenowane przez Marka Jakubowskiego. "Oczekuję, że nie będą szaleć na trasie, ale mam nadzieję, że pobiegną blisko swoich rekordów życiowych." - powiedział jeszcze dziś rano trener. Przypomnijmy, rekord Angeliki w maratonie - 2:42:15, Anna Łapińskiej - 2:48:00. Godz. 9:54 Na mecie T-Mobile Biegi na Piątkę coraz więcej radosnych biegaczy. Zwyciężył Krzysztof Wasiewicz (14:39), wśród kobiet pierwsza była Izabela Trzaskalska (15:57) Godz: 9:40 Pierwsze 10 km mają za sobą już pierwsze panie. Wśród nich na miejscu czwartym Angelika Mach, zaraz za nią Anna Łapińska! Godz: 9:36 Adam Nowicki - świetnie! Pierwsze 10 km pokonane z czasem 31:54. Strata do lidera, Kenijczyka Davida Metto, 23 sekundy. Godz. 9:16 Pierwsze 5 km za elitą. W pierwszej dziesiątce czterech Polaków: Adam Nowicki, tuż za nim Paweł Ochal, Damian Drożdż, Wojciech Kopeć. Godz. 9:00 Ruszyli!!!! 8:59 W głośnikach rozbrzmiał "Sen o Warszawie" Czesława Niemena. Jest magia! Ponadto pacemakerzy w gotowości i z uśmiechem na ustach. Kogo zobaczymy na trasie? W czołówce pobiegnie m.in, Adam Nowicki - jeden z najbardziej obiecujących polskich zawodników, kandydat do zastąpienia obecnych gwiazd. 28-letni biegacz ma na swoim koncie m.in. tytuł mistrza kraju w półmaratonie, a także trzy srebrne medale mistrzostw Polski na 10 000 metrów. Ponadto nie zabraknie biegaczy z Afryki. David Metto z Kenii jest znany z częstych występów w Polsce i pobiegł już maraton w 2:12:33. Marokańczyk Khamis Bakari jest jeszcze mocniejszy – 2:11:54. Na liście znajduje się także aż dziewięciu mało znanych biegaczy z Etiopii. Każdy z nich ma potencjał do tego, żeby zaskoczyć. Dereje Woldegiorgis przed laty pobiegł maraton w 2:09:50. Wśród kobiet najmocniejszą Polką jest Angelika Mach, trzykrotna medalistka mistrzostw Polski na 10 000 metrów, z maratońską życiówką 2:37:13. Powalczy ona m.in. z Kenijką, Beatrice Jelagat Cherop, która w zeszłym roku była w Warszawie druga. Jej najlepszy czas w maratonie to 2:31:07. Wśród ponad 8 tys biegaczy zobaczymy także 12 wspaniałych, czyli panów, którzy przebiegli wszystkie, dotychczasowe edycje Maratonu Warszawskiego.
[caption id="attachment_56188" align="aligncenter" width="750"] fot: Paweł Skraba[/caption] [h2]Do Berlina jechała jako jedna z faworytek, a wróciła z dwoma złotymi medalami na 400 metrów i rekordem życiowym. Justyna Święty-Ersetic w rozmowie z Jarkiem Więcławskim opowiedziała m.in. o przerwie pomiędzy finałowymi biegami, współpracy z psychologiem i kolejnych celach sztafety.[/h2] Minął już ponad miesiąc od sukcesu na ME. Dotarło już do Pani, co osiągnęła w Berlinie? Minęło tyle czasu, że zdążyło to do mnie dotrzeć. Zdaję sobie też sprawę z tego, że to już było, trzeba powoli wyznaczać sobie nowe cele i osiągać jeszcze większe laury. Jak wyglądała przerwa pomiędzy finałowym biegiem na 400 metrów indywidualnie a sztafetą? Niewiele w tej przerwie zrobiłam. Tylko leżałam i trzymałam ciepło. Miałam tysiące myśli w głowie. Na początku zastanawiałam się czy biegać czy odpuścić. Nie wiedziałam czy mój organizm da sobie radę. Pierwsze myśli były takie, że mam już jeden medal i niech dziewczyny pobiegną, bo ja już nie mam siły. Później uświadomiłam sobie, że fajnie byłoby wrócić z dwoma medalami i ta myśl zwyciężyła. Z perspektywy czasu bardzo się z tego cieszę. W biegu indywidualnym osiągnęła Pani rekord życiowy. Było to spore osiągnięcie, wyzwanie dla organizmu, a samo złoto musiało się wiązać z ogromną euforią. Jakie uczucia przeważyły przed startem sztafety? Bezpośrednio po biegu byłam strasznie zmęczona. Trochę to trwało zanim doszłam do siebie. Nawet powiedziałam trenerowi, że nie chcę biegać, nie dam rady, bo bieg indywidualny mnie wiele kosztował. Nie wyobrażałam sobie, że mogę wrócić za 90 minut i przebiec jeszcze raz 400 metrów. Na szczęście byli ze mną psycholog i trener, którzy mnie uspokajali. Powiedzieli, że mam dać sobie jeszcze trochę czasu. Po 30-40 minutach dało się ze mną normalnie rozmawiać. Wróciłam do siebie. Myśli bywały różne, a tak naprawdę do samego końca nie czułam się pewnie. Nie wiedziałam czy dam radę, bo po raz pierwszy w życiu musiałam tak pobiec. Zdarzało mi się biegać dwie 400 w jeden dzień, ale było to rano i wieczór. Przerwa była większa, a nawet wtedy miałam obawy czy wytrzymam. To ogromny wysiłek dla organizmu. Dużo osób powtarzało mi się, że jestem w stanie to zrobić, zresztą razem z Igą. Z fizjologicznego punktu widzenia była taka możliwość. Głównie trzeba było sobie na nowo wszystko poukładać w głowie. Jeszcze raz się skoncentrować i skupić. Przeglądałem Pani wypowiedzi sprzed ME. Chyba nigdy jeszcze przed startem nie była Pani tak pewna siebie i swojej formy. Pojawiła się wypowiedź o walce o rekord życiowy. Czuła Pani, że jest tak dobrze przygotowana, że te mistrzostwa mogą skończyć się dwoma medalami, a nawet dwoma złotymi medalami? Brałam pod uwagę taką możliwość, ale na pewno nie przypuszczałam, że aż o tyle uda mi się poprawić rekord życiowy. Stawialiśmy z trenerem na granicę około 50,80. Te mistrzostwa były dla mnie jedną wielką niespodzianką. Od początku sezonu, od maja poprawiałam rekord życiowy. Zanosiło się na to, że ten sezon powinien być dobry. Jak biegałam zmęczona, to też udało mi się ustabilizować formę, aby biegać w graniach 51,50. Wiedziałam, że jak trochę odpocznę, nabiorę luzu, świeżości, głodu startów, to powinno być dobrze. Im bliżej było docelowej imprezy, tym stoper w ręku u trenera pokazywał coraz lepsze rezultaty. Wiedziałam, że jeśli nie zrobię czegoś z mojej winy, to na pewno będzie dobrze. Złoto, ale też bardzo dobry wynik otwierają też chyba drzwi do ścisłej światowej czołówki. Po takim występie nie będzie mogło Pani zabraknąć na żadnej z najważniejszych imprezach. Zgadza się. Ten wynik daję mi przepustkę do biegania z najlepszymi dziewczynami na świecie. Trzeba to jednak potwierdzić i ustabilizować formę na tym poziomie, a to nie będzie takie proste. Pojawiły się otwarte drzwi. Mój wynik w ostatnich latach zapewniał finały Mistrzostw Świata i Igrzysk Olimpijskich, co świadczy o tym, jak jest wartościowy. Mam nadzieję, że w przyszłości uda mi się coś jeszcze z niego urwać i sprawić kibicom miłą niespodziankę. W czerwcu miała Pani drobny uraz. Rok temu po świetnym starcie sezonu, kontuzja wywróciła przygotowania do MŚ, wpłynęła na wynik indywidualny i prawie uniemożliwiała start w sztafecie. Jaka była Pani pierwsza myśl, gdy teraz przydarzył się uraz. Były obawy, że ubiegłoroczny scenariusz może się powtórzyć? Na początku na twarzy znów pojawiły się łzy. Pierwszą myślą było, że znowu jest powtórka z rozrywki. Jednak tym razem uraz okazał się nie być tak poważny jak rok temu i udało się w miarę szybko z niego wydostać. Śmieję się, że w przyszłym roku muszę koniecznie w czerwcu pojechać na wakacje, bo nie jest dla mnie ostatnio zbyt szczęśliwy. Najwidoczniej organizm domagał się troszeczkę przerwy. Widocznie tak musiało być, ale ważne jak to się wszystko skończyło. Jak bardzo kontuzja z poprzedniego roku została w Pani głowie? Udało się wywalczyć brąz na ubiegłorocznych MŚ, ale pewnie po sezonie był jednak pewien niedosyt. Raczej nie podchodzę do tego już w ten sposób. Niestety, stało się tak, a nie inaczej. Nie mogę cofnąć czasu. Bardzo cieszyłam się z brązowego medalu w sztafecie, to mi wiele zrekompensowało. Nie wracam już do tamtego sezonu i do tej kontuzji. Staram się o tym zapomnieć i koncentrować na tym, co jest teraz. Ile dała Pani w tym sezonie współpraca z psychologiem? Bardzo wiele. Raczej wcześniej nie podejmowałam się aż takiej współpracy. Uważałam, że nie potrzebuję psychologa, że to nie jest coś dla mnie. Od początku roku zaczęłam chodzić na spotkanie. Widzę poprawę. Pracujemy nad moim słabszym punktem. To przeniosło się na wynik w Berlinie. Miałam okres, kwiecień-maj, kiedy nie chciało mi się trenować. Psycholog starał się na nowo zaszczepić we mnie radość i chęć do biegania. Nie jest to Pani pierwszy sukces, ale wydaje mi się, że wyczyn z Berlina, może też dzięki organizatorom, którzy zapewnili odpowiednią oprawę tych biegów, odbił się najszerszym echem. Zauważyła już Pani wzrost popularności? Zdecydowanie tak. Na każdym kroku powtarzam też, że na pewno rozkład tego dnia miał duże znaczenie. Nie było jeszcze takiej osoby, która w tak krótkim czasie wywalczyła dwa złote medale. Mnie ta popularność cieszy. Generalnie cała lekkoatletyka jest teraz na topie. Mam nadzieję, że to nie jest chwilowy boom i tak pozostanie. Cieszę się, że jestem coraz bardziej rozpoznawalna. Ludzie czasem mnie zaczepiają. Jest to bardzo miłe i w niczym mi nie przeszkadza. Została Pani mistrzynią Europy indywidualnie, ma zdecydowanie najlepszy czas spośród naszych biegaczek, ale w tym roku złoto na mistrzostwach Polski na 400 metrów wywalczyła Małgorzata Hołub-Kowalik. Poziom naszych biegaczek na tym dystansie jest bardzo wysoki i wyrównany. Tak, jak najbardziej. Na MP wracałam dopiero po kontuzji. Wbrew temu, co pisali niektórzy dziennikarze czy ludzie mówili dookoła, nie byłam załamana po biegu. Cieszyłam się z tego srebra. Przegrać z taką zawodniczką jak Gosia to dla mnie żadna ujma. Od paru lat damskie 400 metrów w Polsce stoi na bardzo wysokim poziomie. To też przekłada się na sztafetę, widać to po tym, jakie trener robi zamiany. Nie musimy już biegać tym samym składem eliminacji. Gdyby miała Pani wybrać, jedną-dwie cechy, które są najmocniejszą stroną naszej sztafety, to na co by Pani wskazała? Jesteśmy zżyte, jedna za drugą skoczyłaby w ogień. Po drugie – wszystkie jesteśmy uparte i razem dążymy do celu, co mam nadzieję, że za dwa lata przełoży się na medal igrzysk olimpijskich. Jak ważną rolę w sztafecie odgrywa trener Aleksander Matusiński? Współpraca z jednym trenerem na co dzień i w reprezentacji to duży atut? Wydaje mi się, że tak. Trener ma podgląd na to, co robię cały rok, a nie tak jak u dziewczyn, gdy jest tylko z doskoku jeden czy drugi trener. Pracuje już z nami od 2010 roku. Po raz pierwszy pojechaliśmy wtedy z nim na zgrupowanie. Miał parę lat, on i my, aby nauczyć się współpracy między sobą. Czasami bywało wybuchowo, ale trener po tylu latach wie, jak ma z nami trenować, jak powinien do nas podchodzić. Wie, gdy któraś z nas ma gorszy humor, kiedy się wycofać, odpuścić, bo zdaje sobie sprawę, że następnego dnia, na kolejnym treningu, będzie znów dobrze. To, że stworzyliśmy zgraną ekipę, na pewno przełożyły się na wyniki na bieżni. Na co jeszcze stać naszą sztafetę? Kolejne cele przed nami to MŚ, IO w Tokio, a może walka o rekord Polski? Rekord Polski od paru lat krąży nam po głowie, właściwie od 2014 roku, gdy znacznie się do niego zbliżyłyśmy. Wydawało nam się, że poprawimy go za rok. Tak się jednak nie stało, to wcale nie jest taka prosta sprawa. Mam nadzieję, że przy ułożeniu dobrego biegu uda nam się ten rekord poprawić. Indywidualnie biegamy szybciej niż dziewczyny, które biły ten rekord. On jest w naszym zasięgu, ale na to musi złożyć się wiele czynników. Musimy być też wypoczęte, a nie tak jak w Berlinie. Celem pośrednim będą MŚ, na których chciałybyśmy wywalczyć kolejny medal. Zobaczymy czy się uda. Głównie skupiamy się na IO w Tokio. Mam nadzieję, że każda z nas będzie tam w optymalnej formie, powalczymy o awans do finału, a później nawiążemy walkę o medal. Pani mąż również jest sportowcem, zapaśnikiem. O ile fakt, że oboje zajmujecie się sportem, ułatwia zrozumienie porażek czy trudniejszych chwil? Bardzo. Nie wyobrażam sobie, żebym była z osobą, która nie jest kompletnie związana ze sportem i musiałabym tłumaczyć co z czym i jak się je. Mój mąż trenuje na co dzień, ma wiele zgrupowań i wyjazdów. Wszystko rozumie. Zawsze mówię, że teraz mamy siebie bardzo mało, a po zakończeniu kariery sportowej to się jeszcze pozabijamy w domu. Oboje mamy swoje marzenia, które chcemy zrealizować. Mam nadzieję, że za dwa lata spotkamy się razem na IO w Tokio. Jak często nawzajem wspieracie się w trakcie obozów lub zawodów? Chyba mój mąż częściej przyjeżdża do mnie na zgrupowania, jak kończy swoje. Czasami zdarza się, że pojedzie na parę dni ze mną. Mąż jeździ na moje zawody, ja tyle ile mogę na jego. Na ile to jest możliwe, wspieramy siebie jak najbardziej. Teraz przed Panią czas na odpoczynek. Jak spędza Pani czas po sezonie? W jaki sposób najlepiej zrelaksować się przed startem kolejnych przygotowań? Na razie jeszcze tego odpoczynku nie odczułam. Nie trenuję już, ale staram się udzielać w mediach i jeździć na spotkania z dzieciakami w szkołach. Staram się zaszczepić w nich swoją pasję. Mam nadzieję, że choć część z nich będzie kiedyś podążała tą samą drogą co ja. Teraz wyjeżdżam już na swoje prywatne wakacje. Liczę, że przez dwa tygodnie naładuje akumulatory w ciepełku i wrócę ze zdwojoną siłą i nowymi chęciami na przygotowania do kolejnego sezonu.
[h2]W sobotę, dzień przed 40. PZU Maratonem Warszawskim Marcin Nagórek w naszym studio rozmawiał ze zwycięzcami minionych edycji biegu. Posłuchajcie, za kogo Błażej Brzeziński trzyma kciuki i jaka jest recepta na sukces w maratonie[/h2] A już jutro na portalu będą dostępne kolejne wywiady ze zwycięzcami minionych edycji Maratonu Warszawskiego. Zaglądajcie do nas!  
[caption id="attachment_56818" align="alignnone" width="1024"] (c) Wszelkie prawa zastrzeżone,fot: www.sportografia.pl www.pzumaratonwarszawski.com[/caption] [h2]Dotychczasowe 39 edycji Maratonu Warszawskiego to niezliczone ilości wspomnień, emocji i niezapomnianych przeżyć wszystkich uczestników. Jeśli chcecie poczuć namiastkę tej pięknej historii, zapraszamy do zapoznania się z fragmentami relacji z ubiegłych lat. W ósmej części prezentujemy wybrane wspomnienia z lat 2014 do 2017 r.[/h2] [h3]2014 - 36. PZU Maraton Warszawski[/h3] Tego samego dnia, co 36. PZU Maraton Warszawski w Berlinie Denis Kimetto ustanawiał (nieaktualny już) rekord świata w maratonie. W Warszawie zawodnicy pobiegli kilka minut wolniej, ale emocji nie brakowało. Przez pierwszą część dystansu prowadząca grupa z Vicorem Kipchirchirem - późniejszym zwycięzcą - biegła w tempie na rekord trasy. Ostatecznie ten nie padł, ale po raz 2. w historii imprezy udało się osiągnąć czas poniżej 2 godzin i 10 minut. Zwycięzca zatrzymał zegar dokładnie na wyniku 2:09:59. Oprócz zwycięzcy linię mety minęło jeszcze 6678 zawodników. Oznaczało to spadek frekwencji, ale po rekordowym 2012 r. mało kto spodziewał się, że ten wynik będzie dało się poprawić. Niezwykle ciekawą historię napisał Japończyk Toshinori Watanabe. Dwa lata wcześniej z trasy w Warszawie zabrała go karetka, ponieważ doznał zawału serca. Mimo tego wrócił do stolicy Polski, by jeszcze raz stanąć na starcie, a tym razem także na mecie Maratonu Warszawskiego. Rywalizację ukończył w zdrowiu po 6 godzinach i 12 minutach. [h3]2015 - 37. PZU Maraton Warszawski[/h3] Rok 2015 otworzył zupełnie nowy rozdział w historii biegów w Polsce. Wszystko za sprawą 37. PZU Maratonu Warszawskiego i wyjątkowej akcji #BiegamDobrze. Chociaż bieganie charytatywne było znane od lat, brakowało inicjatywy odgórnej, która dawałaby gotowe narzędzia dla zawodników, do tego, by biegać pomagając. I własnie wtedy organizatorzy Maratonu Warszawskiego postanowili uruchomić odrębną, charytatywną ścieżkę zapisów na swój bieg, by zebrane przez uczestników środki przekazać na rzecz wybranej organizacji pożytku publicznego. Akcja zyskała tak dużą popularność, że dzisiaj #BiegamDobrze towarzyszy wszystkim największym imprezom organizowanym przez Fundację Maraton Warszawski. Rok 2015 to także zapowiedź kilku zmian dla samego Maratonu Warszawskiego - organizatorzy postanowili, że będzie to ostatnia edycja z metą usytuowaną na płycie Stadionu Narodowego. W tym roku po raz pierwszy uczestnicy mieli również możliwość pokonania trasy biegu w 3-osobowych drużynach w formie Sztafety Maratońskiej. Ta forma rywalizacji funkcjonuje do dziś. Pod względem frekwencji prym wiodły kobiety - po raz pierwszy w historii zawodów liczba uczestniczek przekroczyła 1000 osób, zaś do mety dotarło ostatecznie 6506 biegaczy. Od strony sportowej w roku 2015 mieliśmy natomiast popis Kenijczyków. Również po raz pierwszy w historii zawodów doszło do sytuacji, gdzie na najwyższym stopniu podium zarówno u pań jak i u panów stanęli Kenijczycy. W damskiej rywalizacji bezkonkurencyjna okazała się Ruth Wanjiru, której wynik 2:29:39 był zaledwie o 7 sekund słabszy niż rekord imprezy. Wśród mężczyzn tryumfatora sprzed roku pokonał Ezekial Omullo, również osiągając 2. wynik w historii zawodów - 2:09:19. [su_youtube url="https://www.youtube.com/watch?v=oo6z5sDVbXY" width="700" height="500"] [h3]2016 - 38. PZU Maraton Warszawski[/h3] Start 38. PZU Maratonu Warszawskiego nastąpił z okolic Uniwersytetu Warszawskiego, który obchodził 200-lecie swojego istnienia. Jak mówił dyrektor biegu, Marek Tronina, sama trasa zapowiadała się bardzo interesująco: Startujemy nie przez przypadek spod bramy uczelni, w miejscu pięknym i ważnym – na Krakowskim Przedmieściu. Po drodze czeka nas spotkanie z wieloma niezwykłymi punktami na mapie miasta. Będzie Trakt Królewski, fantastycznie kibicujący Ursynów, zielony Wilanów, Łazienki, klimatyczna Praga, dwa mosty, a także – po raz pierwszy po wieloletniej przerwie – serce Żoliborza, Plac Wilsona. Wszyscy spotkamy się zaś na mecie przy wspaniałym Parku Fontann. Oprócz niewątpliwych walorów widokowych i turystycznych, trasa 38. PZU Maratonu Warszawskiego okazała się również szybka. Zwycięzca edycji z 2015 r. Ezekial Omullo osiągnął czas 2:08:55 i wygrał zdecydowanie, stając się pierwszym biegaczem wśród mężczyzn, który dwukrotnie z rzędu tryumfował w Maratonie Warszawskim. Wśród uczestników nie brakowało znanych osób - bieg na królewskim dystansie ukończyli m.in. była tyczkarka Anna Rogowska, czy aktor Kuba Wesołowski. Oczywiście bardzo widoczni na trasie byli także słynni Spartanie. Łącznie na mecie zameldowało się 5921 osób, a wielkie brawa i uznanie, zarówno w okolicach mety, jak również później w Internecie zyskał Pan Tadeusz Baranowski, który w wieku 79 lat ukończył swój 11 maraton. [h3]2017 - 39. PZU Maraton Warszawski[/h3] Ubiegłoroczną edycję Maratonu Warszawskiego zapamiętaliśmy przede wszystkim ze względu na niezwykle emocjonującą rywalizację. Na trasie działo się tyle, że spokojnie można byłoby obdzielić emocjami kilka imprez. Przede wszystkim w biegu mężczyzn byliśmy świadkami niesamowitego pojedynku pomiędzy polskimi a kenijskimi biegaczami, który w 2. części biegu przerodził się w rywalizację Błażeja Brzezińskiego z biegaczami z Afryki. Polak odważnie trzymał się w czołówce, ale w pewnym momencie wydawało się, że walka o zwycięstwo padnie łupem Kiproticha Justusa, który zdecydowanie zaatakował. Jednak na 2 kilometry przed metą Błażej zniwelował stratę, a następnie przeprowadził kontratak, pewnie zmierzając do mety. Ostatecznie wypracował prawie 30 sekund przewagi nad 2. zawodnikiem i odniósł zwycięstwo w 39. PZU Maratonie Warszawskim jako pierwszy Polak od 2013 r. i pierwszy biegacz urodzony w Polsce od 2007 r., poprawiając rekord życiowy o minutę i zaskakując kibiców, komentatorów, organizatorów i chyba samego siebie. W rywalizacji pań również dramaturgia była na najwyższym poziomie. Na kilometr przed metą wydawało się, że sprawa zwycięstwa jest jasna i mająca kilka minut przewagi nad rywalkami Kosgei Recho nie ma prawa przegrać. Jednak wówczas Kenijkę dopadł potworny kryzys. Zwalniała z każdym krokiem, aż w końcu nie była w stanie utrzymać się na nogach. Przez kilka minut próbowała się podnieść, jednak organizm zupełnie odmówił jej współpracy. W końcu zaczęły ją mijać kolejne rywalki, i gdy było już jasne, że Kenijka nie da rady wrócić na trasę, do akcji wkroczyły służby medyczne. Tym samym zwycięstwo w biegu odniosła zaledwie 18-letnia Etiopka Beji Geletu Bekelu. Rywalizację w zawodach ukończyło 5466 osób, a wśród nich m.in twórca słynnego slow jogging'u, Japończyk Hiroaki Tanaka. Jego bieg nie okazał się wcale taki "slow", gdyż zameldował się na mecie po 3 godzina 54 minutach i 51 sekundach. Wśród tych, którzy uporali się z dystansem nie zabrakło również wspaniałej "12" Maratonu Warszawskiego, czyli grona biegaczy, którzy wzięli udział we wszystkich dotychczasowych edycjach imprezy. [h3]2018 - 40. PZU Maraton Warszawski[/h3] A co czeka nas w tegorocznej, jubileuszowej, 40. edycji Maratonu Warszawskiego? Na pewno nie zabraknie odwołań do przebogatej, pięknej historii imprezy. Obrazy młodych polskich artystów jako nagrody, odniesienia do liczby "40" na medalu, obecność wielu zwycięzców poprzednich edycji to tylko kilka niespodzianek, jakie szykują organizatorzy. Zapowiada nam się wspaniała, wyjątkowa impreza, z udziałem tysięcy biegaczy, którzy będą świętować wyjątkowe urodziny Maratonu Warszawskiego. A wszystko już w niedzielę 30 września 2018 r.
[caption id="attachment_56839" align="aligncenter" width="1024"] (c) Wszelkie prawa zastrzeżone, fot: www.sportografia.pl, www.aktywer.pl[/caption] [h2]Największym wydarzeniem sportowym 40. PZU Maratonu Warszawskiego będzie debiut Adama Nowickiego w maratonie, a także występ Floriana Carvahlo - mistrza Europy w przełajach.[/h2] Adam Nowicki to jeden z najbardziej obiecujących polskich potencjalnych maratończyków, kandydat do zastąpienia obecnych gwiazd. 28-letni biegacz ma na swoim koncie m.in. tytuł mistrza kraju w półmaratonie, a także trzy srebrne medale mistrzostw Polski na 10 000 metrów. Z życiówką półmaratońską 1:03:57 jest zawodnikiem o charakterystyce podobnej do Błażeja Brzezińskiego, zeszłorocznego zwycięzcy w Warszawie (życiówka w półmaratonie 1:03:49). A także, oprócz Szymona Kulki, największą nadzieją polskiego maratonu w kolejnych latach. Czy uda mu się nawiązać walkę z Kenijczykami, a może i pokusić o drugie z rzędu zwycięstwo Polaka w stolicy? Walka na pewno będzie ciężka. Bo co ciekawe, Adam wcale nie jest najmocniejszym z tegorocznych debiutantów. Ten zaszczyt przypada Francuzowi Florianowi Carvahlo, który ma na koncie m.in. tytuł mistrza Europy w przełajach oraz wicemistrzostwo Europy na 1500 metrów. Do tej pory znany był głównie z występów na średnich dystansach, ale w tym roku skutecznie "przedłużył się", doprowadzając życiówkę na 10 000 metrów do imponującego wyniku 28:06,78. Adam jest doświadczonym biegaczem ulicznym, Francuz natomiast pozostaje bardzo szybki na bieżni? Kto z tej dwójki okaże się lepszy? Tradycyjnie silny jest kontyngent afrykański. David Metto z Kenii jest znany z częstych występów w Polsce i pobiegł już maraton w 2:12:33. Marokańczyk Khamis Bakari jest jeszcze mocniejszy - 2:11:54. Na liście znajduje się także aż dziewięciu mało znanych biegaczy z Etiopii. Każdy z nich ma potencjał do tego, żeby zaskoczyć. Dereje Woldegiorgis przed laty pobiegł maraton w 2:09:50. Ze względu na problemy z wizami do ostatniej chwili nie będzie jednak wiadomo, którzy Etiopczycy na pewno dojadą. Wśród kobiet najmocniejszą Polka jest Angelika Mach, trzykrotna medalistka mistrzostw Polski na 10 000 metrów, z maratońską życiówką 2:37:13. Czy da sobie radę z Afrykankami? Kenijka Beatrice Jelagat Cherop w zeszłym roku była w Warszawie druga, a jej najlepszy czas w maratonie to 2:31:07. Etiopka Urge Diro Soboka jest nawet lepsza, z życiówką 2:30:31. Nieco w tyle pozostaje kolejna biegaczka z Etiopii, Aynalem Woldemichael - 2:37:07, ale w półmaratonie imponujące 1:11:21. Podobnie jak wśród mężczyzn, także u kobiet do ostatniej chwili będzie się rozstrzygać, ile i jakie zawodniczki z Etiopii pojawią się na starcie. Oprócz maratonu w Warszawie zostanie rozegrany bieg na 5 kilometrów, najszybszy w Polsce. Ze względu na nadmierny spadek trasy wyniki nie są oficjalnie uznawane za życiówki, ale trasa jest atestowana pod względem długości i z pewnością można się tu sprawdzić w bardzo szybkiej piątce. [h3]Relacja z biura prasowego 40. PZU Maratonu Warszawskiego[/h3] Przez cały weekend będziemy transmitować 40. PZU Maraton Warszawski oraz wszelkie wydarzenia z nim związane. Zaglądajcie na www.magazynbieganie.pl oraz nasz profil na Facebooku!
[h2]Stworzenie mitu, nie tylko w dietetyce, trwa bardzo szybko. W dobie internetu wystarczy kilka godzin by „breaking news” obiegł kraj. Jego obalenie natomiast bywa zwykle karkołomną wędrówką po badaniach naukowych czy fizjologii człowieka, a i to dla wielu osób okazuje się nieprzekonywujące, skoro „wszyscy” tak mówią. Nie wszyscy. A i nie zawsze większość ma rację.[/h2] [h3]Ujemne kalorie[/h3] Wedle założeń tej teorii ilość energii potrzebna na procesy trawienne oraz metaboliczne po spożyciu danego pokarmu jest wyższa od ilości energii dostarczanej przez ten pokarm. Mówiąc prościej – większe koszty od zysków. Swoiste dynamiczne działanie pokarmu (SDDP) jest czymś znanym od dawna i doskonale wiemy o tym, że trawienie jest procesem wymagającym pewnych nakładów energii. Termogeneza poposiłkowa (inne określenie dla SDDP) średnio wynosi około 10% podstawowej przemiany materii, przy czym poszczególne makroskładniki – węglowodany, białka, tłuszcze, różnią się między sobą w tym zakresie. Dieta ujemnych kalorii nie jest cudownym objawieniem, tylko dietą samą w sobie niskoenergetyczną. Jeśli będziemy jedli głównie produkty z listy, a więc m.in. selera naciowego, ogórka, sałatę (nie włączając innego typu produktów, znacząco wpływających na bilans energetyczny), trudno abyśmy pokrywali swoje zapotrzebowanie energetyczne. W związku z tym schudniemy. Nie za sprawą ujemnych kalorii. Za sprawą ujemnego bilansu energetycznego. [h3]Owoce do godziny 15:00[/h3] …tudzież innej dowolnej, która bywa sugerowana. Trudno wskazać genezę tego mitu, jednak z całą pewnością wraz z wybiciem danej godziny, owoce nie nabierają „cudownej” mocy, za sprawą której odkładają się w postaci tkanki tłuszczowej czy dokonują innego typu niegodziwości. Jabłko o godzinie 14:59 jest tym samym jabłkiem o 15:01. Nieprawdą jest również to, że po upływie jednej z tych wyznaczonych godzin są gorzej trawione. Fizjologia działa w ten sposób, że wraz z podażą pożywienia wydzielane są również enzymy, które będą ten pokarm rozkładać. Nie jest istotne to, czy będzie to banan czy kromka chleba razowego z twarogiem. [h3]Tuczący chleb[/h3] Abyśmy mieli jasność – tuczy nadmiar. Wzrost masy ciała zapewni całkowita nadpodaż energii względem zapotrzebowania organizmu. Nie jesz słodyczy, tłustych potraw oraz słodkich napojów i ćwiczysz na siłowni, a mimo to masa ciała rośnie? Prawdopodobnie bilans energetyczny się nie zgadza i nie do końca pod tym kątem ma znaczenie z jakiego typu pożywienia na nadmierna podaż się bierze. Oczywiście jest to jednak istotne z innych powodów, chociażby zdrowotnych – nie namawiam w tym miejscu do budowania codziennej diety w oparciu o fastfood i przetworzone jedzenie, byle mieściło się w bilansie. Bardzo często osoby eliminujące pieczywo ze swojej diety zauważają efekt spadku masy ciała i w ten sposób „potwierdzają” sobie, że chleb rzeczywiście tuczy. Nie dostrzegają jednak tego, że być może po prostu nie jadają nic w zamian lub przy okazji poczyniły szereg innych zmian, które dają taki efekt. Pieczywo zatem staje się kozłem ofiarnym, nie zaś winnym. Oczywiście, czasem w mowie potoczne używa się stwierdzeń „tuczące produkty”, „tuczące potrawy”. Powinniśmy odbierać je w kategoriach sugestii, że są one wysokoenergetyczne lub mają wysoką zawartość tłuszczów. [h3]Zamiana tłuszczu w mięśnie[/h3] Biologia. Początek klas jeszcze do niedawna gimnazjum lub starsze klasy szkoły podstawowej. Uczymy się podziału tkanek zwierzęcych: mięśniowa, łączna, itd. Wiemy o tym, że tkanki zbudowane są z komórek, które po zakończeniu swojego rozwoju nie mają możliwości przemiany w inne typy komórek. Tym samym nie mają możliwości tworzenia innych typów tkanek, niż tą którą już są. Dlaczego więc usilnie próbujemy przemieniać tłuszcz w mięśnie? Oczywiście, można zgonić to na pewne uproszczenie myślowe, jednakże z tego typu uproszczeń, budować można podwaliny do wielu mitów. Tkanka tłuszczowa nie zmieni się w mięśniową. Możemy za to przy pomocy odpowiednio skonstruowanej diety oraz treningów zmniejszać objętość komórek tłuszczowych czy zwiększać masę mięśniową.
[h2]14 października wystartuje kolejna edycja Poznań Maratonu. Jeśli jeszcze nie dołączyłeś do grona osób, które znajdują się na liście startowej, poniższe osiem powodów powinno ostatecznie Cię do tego przekonać.[/h2] Bieganie maratonu w Poznaniu ma długą tradycję. To już dziewiętnasta edycja imprezy. Aż 73 biegaczy może pochwalić się ukończeniem wszystkich dotychczasowych maratonów. 2. W pierwszym maratonie wystartowało niespełna 1000 biegaczy, ale od tego czasu już trzykrotnie linię mety przekroczyło ponad 6000 uczestników. W ostatniej edycji była to rekordowa liczba zawodników – 6362. Do tej pory we wszystkich startach wzięło udział 66 847 biegaczy z 57 państw. Maksymalny limit zgłoszeń wynosi 8000, więc możliwe, że w 2018 roku wynik znów uda się poprawić. Ubiegłoroczna edycja zawodów została uznana przez Polskie Stowarzyszenie Biegów za najlepszy maraton w kraju. To wyróżnienie przyznawane jest na podstawie liczby biegaczy, którzy znaleźli się na mecie. O jakości i dobrej organizacji wyścigu świadczy również inne wyróżnienie – prestiżowy certyfikat IAAF Road Race Bronze Label, przyznany w uznaniu za przygotowanie ubiegłorocznej edycji. Aby znaleźć się na liście wybranej przez Międzynarodowe Stowarzyszenie Federacji Lekkoatletycznych, trzeba spełnić wiele wyśrubowanych kryteriów. Wśród nich ważnym punktem jest start zawodników o odpowiedniej klasie sportowej. Rekord poznańskiej trasy to 2:11:53 w przypadku mężczyzn oraz 2:31:55 wśród kobiet. Na trasie można zobaczyć utytułowanych biegaczy, ale jest też wielu amatorów. Wybrana trasa pozwala na pobicie na niej rekordów życiowych. To również dobry maraton dla początkujących, którzy po raz pierwszy chcą pokonać ponad 42 kilometry biegu.  Już w pierwszych edycjach mogli startować zawodnicy na wózkach. Po kilku latach przerwy wózkarze wrócili na trasę. W 2017 roku linię mety minęło ich aż 22. Możliwość startu w Poznaniu to również szansa na lepsze poznanie miasta. Trasa rozpoczyna się i kończy na Międzynarodowych Targach Poznańskich, a wiedzie m.in. przy INEA Stadionie, Jeziorze Maltańskim, Katedrze na Ostrowie Tumskim czy Parku Sołackim. Do startu w maratonie można przekonywać liczbami, statystykami i głośnymi nazwiskami, które pojawiają się w Poznaniu. Nie są to jednak wyznaczniki, które trafią do każdego. Istotą startów jest to, jak można poczuć się na trasie. Liczy się dobra zabawa i atmosfera, a każdy, kto choć raz wziął udział w zawodach w stolicy Wielkopolski, wie, że to mocne punkty tego maratonu. Są miejsca, gdzie bieganie staje się modne, ale tu nie ma mowy o modzie – w Poznaniu bieganie jest normą. Dziewiętnaście lat tradycji zobowiązuje.
[h2]Ostatnie dni przed startem w maratonie to czas by... porzucić wszelką nadzieję, że jeszcze zdążymy coś zmienić, co poprawić. W tym momencie musimy skupić się na tym, by niczego nie zepsuć. A jak to zrobić? O tym opowiadali nasi eksperci w transmisji pt: "Jak nie zepsuć maratońskich przygotowań w ostatnich dniach przed startem?"[/h2] Cykl transmisji organizowanych przez Fundację Maraton Warszawski i magazynbieganie.pl przed 40. PZU Maratonem Warszawskim dobiegł końca. W ostatniej przedmaratońskiej transmisji nasi eksperci: Marcin Nagórek i Jakub Karasek, odpowiadali na pytania widzów dotyczące zachowania, treningu czy diety w ostatnich dniach przed startem. Zgodnie twierdzili, że jest to ten czas, kiedy poprzez treningi nie jesteśmy w stanie już poprawić naszej formy, ale wciąż możemy jej zaszkodzić. Dlatego te kilka dni ma kluczowe znaczenie dla powodzenia naszych planów. Pierwszym tematem poruszanym w transmisji było żywienie i strategia dietetyczna w tygodniu przedmaratońskim. Dyskusja dotyczyła m.in. słynnego "carboloadingu" czy diety białkowo-węglowodanowej. Pojawiły się również propozycje tego, co zjeść w dniu zawodów na śniadanie, a także jaką strategię żywieniową przygotować na trasę. Oprócz diety, jednym z wiodących tematów był opis i analiza trasy oraz taktyki na bieg. Wiele wskazuje na to, że warunki w dniu 40. PZU Maratonu Warszawskiego powinny być sprzyjające dla maratończyków, dlatego odpowiednia taktyka i właściwe rozłożenie sił będą kluczowe. Trasa jak na polskie warunki jest dość szybka, wydaje się, że kluczowy moment może nastąpić w okolicach podbiegu w granicach 31.-32. kilometra. Podczas transmisji padły również odpowiedzi na szereg pytań - dotyczących np. pomiaru tętna i jego skoków na samym początku biegu, dojazdu w okolice miasteczka biegowego w dniu zawodów, wykonania ostatnich treningów przed startem, biegania z kontuzją czy katarem, odpowiedniego ubioru i wielu innych kwestii. Zachęcamy do obejrzenia zapisu transmisji dostępnego na Facebook'u Maratonu Warszawskiego:
[h2]Stuptuty to bardzo praktyczne rozwiązanie dla biegaczy trenujących lub startujących w górach lub w terenie leśnym. Ich podstawowym celem jest ochrona przed wpadaniem do butów kamieni, piachu, błota. Mają  być wygodne i wytrzymałe. Sprawdziliśmy, jak się spisały w praktyce stuptuty Ultimate Direction FK Gaiter.[/h2] [h6]Fot. Magdalena Grzelak[/h6] Stuptuty mają za zadanie uchronić wnętrze buta przed dostaniem się do środka śniegu, błota, kamieni czy piachu. Część modeli jest wykonana z materiałów które chronią także przed dostawaniem się wody do środka. Doskonałe na śnieg, grząskie głębokie błoto, ale nie na warunki letnie. Ultimate Direction FK Gaiter to model wykonany z elastycznej CORDURY - materiału niezwykle odpornego na przetarcia i rozerwania. Jest on także bardzo przewiewny, ale w związku z tym jego odporność na wodę jest niewielka. Jeśli zatem potrzebujemy czegoś na grząskie błoto, to lepiej rozejrzeć się za czymś innym. Stuptuty Ultimate Direction FK Gaiter mają klasyczną konstrukcję, czyli haczyk do zaczepienia o sznurówki, pasek biegnący pod podeszwą i rzep do zapięcia znajdujący się po zewnętrznej stronie kostki. Pasek, który przebiega pod podeszwą, posiada regulację i można go ustawić w czterech położeniach. Możliwość regulacji posiada również rzep, którym zapinamy Gaitera. Elastyczny materiał bardzo dobrze dopasowuje się do buta i szczelnie do niego przylega. Brak pustych przestrzeni sprawia, że nawet drobne kamyczki czy piach nie dostają się do środka. Biegając czy to w górach, czy po lesie pełnym piachu, nie zdarzyło się, by jakiś nieproszony gość dostał się wnętrza butów. Elastyczna CORDURA jest przewiewna, jednak w czasie upalnych i słonecznych dni w stuptutach jest minimalnie cieplej niż bez nich. Temperatury 25-27 stopni nie sprawiły im problemu. Oczywiście nie można liczyć na wodoodporność. Materiał jest zaskakująco odporny na rozdarcia. Biorąc go do ręki wydawać się może, że podrze się przy pierwszej przebieżce. Nic z tych rzeczy. Stuptutów używałem często w terenie skalistym, pełnym kamieni, gołoborzy, ostrych, krawędzi, gdzie co chwila była narażone na uszkodzenie. Na materiale poza brudem nie pojawiła się żadna dziurka czy choćby przetarcie. Nawet na piętach gdzie kontakt z ostrymi krawędziami był bardzo częsty. [h6]Fot. Magdalena Grzelak[/h6] Drobne ślady użytkowania widać za to na pasku pod podeszwą, który dla odmiany wydaje się nad wyraz solidny. FK Gaiter bardzo pewnie leżą na nogach, raz założone nie zsuwają się i nie wymagają jakichkolwiek poprawek. Gdy zajdzie potrzeba zasznurowania obuwia, rzepy umożliwiają bardzo szybki i sprawny dostęp. Ochraniacz nad kostką, czyli tam gdzie materiał styka się z ciałem, nie posiada żadnych wstawek z przyjemniejszego w dotyku materiału, ale mimo to nie ocierały i nie powodowały dyskomfortu. Testowane stuptuty nie widziały błota jak na Łemkowynie, ale inne zabrudzenia schodziły zazwyczaj bardzo łatwo, ziemia całkiem łatwo się wykruszała i nie trzeba ich prać z powodu pierwszego lepszego zabrudzenia. [h6]Fot. Magdalena Grzelak[/h6] [h3]Podsumowanie[/h3] Stuptuty Ultimate Direction to naprawdę bardzo przemyślany, trwały i produkt, do tego łatwo i szybko się je zakłada. Poprawna wentylacja, stabilność i wysoki poziom wygody sprawiają, że chętnie je zakładam. Tak naprawdę widzę jedyna wadę - wysoką cenę, która wynosi 199 zł.
[h2]Magazyn BIEGANIE zaprasza na cykl seminariów dla biegaczy w ramach sportowego weekendu i EXPO 40. PZU Maratonu Warszawskiego.[/h2] „40. i... co dalej?” Sam start w maratonie to zwieńczenie długiego procesu przygotowań, doboru sprzętu, walki z kontuzjami, świadomej diety i dyscypliny treningowej. W przedstartową sobotę (29 września) od 12:00 do 18:00 w sali im. Goethego w warszawskim Pałacu Kultury i Nauki zaprzyjaźnieni eksperci przybliżą tajniki treningu, diety, motywacji i funkcjonowania organizmu biegacza. 12:00 Jak dobrać odpowiednie buty? czyli nie samą nogą te 40 km biegacz przebiega - Łukasz Oskierko i Szczepan Figat, ambasadorzy marki adidas  (trener i fizjoterapeuta adidas Runners Warsaw) 13:00 Jak wygrywać? czyli archiwalne, sprawdzone podczas ostatnich 40 lat patenty na wygrywanie - panel ze zwycięzcami Maratonu Warszawskiego 14:00 Jak się odżywiać? czyli jak uniknąć przez 40 km trasy zgagi, kolki, odwodnienia i innych sensacji – Kasia Biłous, ZabieganyDietetyk.pl, autorka książki "Dieta i Trening." 15:00 Jak unikać kontuzji?  czyli co najczęściej szwankuje w narządzie ruchu po 40-ym kilometrze - Dr Paweł Adamczyk, lekarz ortopeda-traumatolog  z CM Gamma 16:00 Jak biegać bez bólu? czyli jak sobie radzić z bólem, napięciami i kontuzjami na 40 km trasy – Dominik Omiotek, fizjoterapeuta z Blfizjoterapia 17:00 Jak biegać dalej? czyli o dystansach ultra – powyżej 40 km - Viola Domaradzka i Robert Zakrzewski, wegańscy biegacze, współautorzy książki: „Ultra. Dobiegniesz dalej niż myślisz.” Udział we wszystkich wykładach jest bezpłatny! Serdecznie zapraszamy zarówno początkujących, jak również tych bardziej zaawansowanych zawodników.
Advertisment ad adsense adlogger