fbpx

Wiadomości

[caption id="attachment_60601" align="aligncenter" width="2048"] Eliud Kipchoge KEN, with the Roger Bannister blue plaque at the Iffley road running track on the 30th April 2019.Photo: Thomas Lovelock for london marathon events[/caption] [h2]Kolejna próba złamania bariery 2:00 w maratonie zostanie podjęta 12 października w Wiedniu. Kenijczyk Eliud Kipchoge prawdopodobnie pobiegnie ponownie w sposób nieregulaminowy - z dochodzącymi pacemakerami oraz towarzyszącym samochodem.[/h2] Poprzedni atak na barierę dwóch godzin miał miejsce 6 maja 2016 we Włoszech, na torze wyścigowym w Monza. Elektryczny samochód wyświetlający holograf z optymalnym torem biegu, zasłaniający wiatr zegar na dachu auta, grupa zająców ustawiona w klucz V jak dzikie gęsi, zmieniająca się co cztery kilometry - to wszystko sprawiło, że Eliud Kipchoge uzyskał fantastyczny wynik - 2:00:25. Do złamania magicznej bariery zabrakło niewiele i mało kto przejmował się technicznymi aspektami sprawy, które sprawiają, że wynik nie może być oficjalnie uznany za rekord świata. Przy okazji kolejnej próby organizatorzy ujawnili, jakimi przesłankami kierują się, szukając miejsca do bicia rekordu. Mogą to być całkiem ciekawe wskazówki również dla amatora, szukającego rekordowego biegu. Przede wszystkim ważna jest strefa czasowa, różnica w stosunku do macierzystej biegacza nie powinna przekraczać trzech godzin. Ideałem jest także krótka podróż i dobre skomunikowanie miejsca docelowego. Ogromnie ważny jest klimat ogólny i pogoda panująca konkretnie w danym miejscu, a także wysokość nad poziomem morza. Nie może być zbyt ciepło ani wietrznie, co oznacza, że do wyboru pozostaje już bardzo mało miejsc. Optymalna temperatura to + 10 stopni Celcjusza. Lekkie wyniesienie ponad wysokość morza oznacza dobrą dostępność tlenu i odpowiednie ciśnienie, co sprzyja wymianie gazowej w płucach. Jednym z elementów, który zaskoczył biegaczy podczas próby trzy lata temu, była zaskakująco wysoka wilgotność powietrza po porannym deszczu. Im bardziej wilgotno, tym trudniej się chłodzić w biegu, bo pot nie odparowuje łatwo z powierzchni skóry. Im chłodniej i bardziej sucho, tym łatwiej biec długo i szybko. Wiedeń powinien być względnie suchy, chociaż czynnikiem ryzyka pozostaje pobliska rzeka, a także możliwość opadów. Sama trasa także musi spełniać odpowiednie warunki. Powinna być płaska i posiadać jak najmniejszą ilość zakrętów. Teoretycznie można by puścić biegaczy z górki na długiej prostej, skoro i tak nie ma znaczenia ratyfikacja rekordu, to chyba jednak wydało się organizatorom zbyt prowokacyjne pod kątem marketingowym. Dlatego ostatecznie wybrano Wiedeń, gdzie próba zostanie rozegrana na 4,3-kilometrowej prostej w parku The Prater. Nawroty mają miejsce wokół dużego ronda i budynku, zakręty nie są ostre. Park położony jest 165 metrów nad poziomem morza. i, co najważniejsze, lokalizacja w dużym mieście pozwala na zgromadzenie publiczności, która będzie zagrzewała Kenijczyka do biegu. Próba odbędzie się 12 października wcześnie rano, z opcją przeniesienia na któryś z kolejnych dni, jeżeli pogoda nie będzie optymalna. Godzina startu ma być taka sama jak ta, o której Kipchoge od wielu lat biega w domu treningi. To, co jedziemy? PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ: ELIUD KIPCHOGE - JAK TRENUJE NAJLEPSZY MARATOŃCZYK ŚWIATA?
Kolejna próba złamania bariery dwóch godzin w maratonie odbędzie się 12 października w Wiedniu. Próbę na prawdopodobnie nieregulaminowej trasie podejmie po raz kolejny Kenijczyk Eliud Kipchoge, aktualny rekordzista świata oraz mistrz olimpijski.
[h2]Znacie bieganie po asfalcie, bieganie po górach, a bieganie na orientacje? Już w sobotę odbędzie się rajd przygodowy Krwawa AR. Drugiej edycji naszego rajdu towarzyszy Krwawa Dycha - bieg na orientację na dystansie ok. 10 km. Ostatnia chwila na zapisy![/h2] [h3]O co chodzi?[/h3] Na starcie dostajecie mapę. Od tej chwili macie 2 godziny, żeby znaleźć w terenie punkty kontrolne zaznaczone na mapie. Obecność na punktach potwierdzicie za pomocą perforatorów na specjalnej karcie startowej. Start w imprezie jest darmowy. Jeśli to wasz pierwszy raz, nie bójcie się, pomożemy przed startem. A jeśli chcecie spędzić czas z dziećmi, zapraszamy na trasę rodzinną - niecałe 4 km. Link do zapisów na Krwawą Dychę.
[caption id="attachment_61549" align="aligncenter" width="6000"] fot: unsplash.com[/caption] [h2]Dla jednych łączenie biegania z jazdą na rowerze jest nie do zaakceptowania. Dla drugich jest to świetna możliwość uzupełnienia treningu i regeneracji. Czy więc biegacz powinien uzupełniać trening o elementy kolarstwa?[/h2] Każdy, kto zajmuje się treningiem sportowym, na pewno słyszał o teorii specyficzności treningu. Chodzi w niej o to, że jeśli zajmujemy się jakąś dyscypliną, powinniśmy tylko ją rozwijać. Jeśli więc chcemy biegać, to biegajmy. I tylko biegajmy. Z drugiej strony, coraz częściej pojawia się też koncepcja treningu ogólnorozwojowego. Zakłada, że dobre wyniki sportowe to efekt sprawności całego ciała. Oczywiście, większa skłonność do jednej lub drugiej teorii w dużej mierze zależy od stopnia zaawansowania treningowego. Jazda na rowerze po górzystym terenie zdecydowanie pozwala zastąpić ćwiczenia w siłowni. Podobnie jak w przypadku biegania, trenuje się dolne mięśnie ciała, ale dodatkowo wspiera aktywność brzucha, pleców, a także rąk. Rower pomaga poprawić siłę szczególnie, gdy będziemy jeździć po górzystym terenie. Jazda na rowerze jest też bardzo dobrym sposobem na regenerację mięśni po ciężkim treningu biegowym. Mało tego. Jazda na rowerze jest bardzo dobrą aktywnością dla tych, którzy chcą schudnąć albo dopiero rozpoczynają przygodę z bieganiem. [h3]Rower na czas kontuzji?[/h3] Rower może być również dobrym „zamiennikiem” treningów, gdy doznaliśmy kontuzji. Trzeba jednak pamiętać, że taka aktywność zawsze musi być poprzedzona konsultacją z lekarzem lub fizjoterapeutą. Jazda na dwóch kółkach świetnie wpływa na poprawę krążenia i metabolizm. To idealny rodzaj treningu na przykład dla tych, którzy skręcili kostkę. Biegać wtedy nie mogą, ale lekka aktywność rowerowa jest już wskazana dla podtrzymania kondycji. Trening kolarski znakomicie uzupełnia trening biegowy. Jazda na rowerze jest trochę mniej obciążająca niż samo bieganie. Warto jednak wiedzieć, że trening rowerowy będzie bardzo dobrym ćwiczeniem kondycyjnym, szczególnie dla zwolenników biegania na długich dystansach. Wszystko dlatego, że organizm zupełnie inaczej pracuje podczas wolnego i długiego wysiłku niż krótkich treningów szybkościowych. Przy okazji warto przypomnieć, że rower odciąża stawy po silnej jednostce biegowej, a także układ kostny, czyli kolana i kręgosłup. Jazda na rowerze pomaga też w aktywny sposób zregenerować organizm po ciężkich zawodach lub jednostkach treningowych. Jednoślad ułatwia zachowanie sprawności w okresie roztrenowania i pozwala aktywować inne partie mięśni niż bieganie. Biegacz amator może wykorzystać rower do dojazdów do pracy. Warto pamiętać, że jadąc na rowerze, tętno maksymalne będzie trochę niższe niż podczas przebieżki. Profesjonaliści twierdzą z kolei, że trening kolarski zbyt mocno obciąża mięśnie dwugłowe i podudzia. Zdania są podzielone, ale dla przykładu, triathloniści często ćwiczą więc „na zakładkę”, żeby przyzwyczaić ciało do przejścia z etapu rowerowego na biegowy. Zawsze należy pamiętać o prawidłowym ustawieniu pozycji na rowerze w celu uniknięcia przeciążeń oraz kontuzji. [h3]Najlepszy rower dla biegacza[/h3] Gdy już biegacz przekona się do zalet uzupełnienia treningu jazdą na rowerze, będzie musiał wybrać pomiędzy rowerem górskim a szosowym. Jest to bowiem najczęstszy dylemat. W przypadku „szosówki”, można taki trening odnieść do biegania po asfalcie. Jazda rowerem górskim to zdecydowanie trudniejsze zadanie, bo dodatkowym utrudnieniem jest nawierzchnia, po której jedziemy. Rower górski jest o wiele bardziej uniwersalny, ponieważ możemy przemieszczać się nim w każdym terenie. Rowerem szosowym pojedziemy natomiast szybciej przy mniejszym wydatku energetycznym. W przypadku wyboru odpowiedniego roweru, warto skupić się na tym, by dobrze dobrać jego rozmiar. Trzeba wziąć pod uwagę nie tylko wzrost, ale i wagę. Do tych wartości dopasowuje się bowiem wielkość ramy. Przy wzroście ok. 170-180 cm, właściwa będzie rama w rozmiarze M. W przypadku 190 cm, odpowiednim wyborem jest rama w rozmiarze L. Rower może być też towarzyszem treningów podczas weekendowych wycieczek za miasto. Kilkunastokilometrowe wyprawy poprawiają kondycję. Nie powinniśmy też zapominać, że w przypadku upalnej pogody, jazda na rowerze jest zdecydowanie przyjemniejsza od biegania (bo szybciej się poruszamy, a pęd powietrza poprawia komfort). Dlaczego biegacz powinien jeździć na rowerze? odciążenie stawów i mięśni regeneracja po ciężkim treningu uzupełnienie treningu rekreacja, relaks po treningu Pamiętajmy jednak, że jazda na rowerze nigdy nie zastąpi pełnego treningu biegowego. I tak, jak dobieramy odpowiednią odzież i buty do biegania, nie możemy zapominać o tym, by właściwie dopasować rower i ubiór do własnych, indywidualnych preferencji.
[h2]Wielu początkujących biegaczy jest przeświadczonych, że powinni zaczynać treningi wyłącznie od wolnego i spokojnego biegania, zaś szybkie jednostki zostawić bardziej zaawansowanym. To jedno z tych przekonań, które nie ma nic wspólnego z rzeczywistością.[/h2] Nietrudno natknąć się na porady dla początkujących biegaczy, które podkreślają, że swoje treningi powinni rozpoczynać od bardzo spokojnych biegów, marszobiegów i przede wszystkim powinni skupiać się na wydłużeniu pokonywanych dystansów. Same w sobie te porady nie są złe - początkujący powinni ostrożnie rozpoczynać swoją biegową przygodę i skupić się na budowaniu podstaw. Błąd w tym myśleniu polega na tym, że nie uwzględnia faktu iż umiejętność szybkiego biegania jest jedną z podstawowych dla każdego biegacza i ją także należy kształtować. Skupianie się wyłącznie na wydłużaniu dystansu na pierwszy rzut oka wydaje się odpowiednim podejściem. W końcu dla początkujących, którzy za cel obierają np. start w biegu na 10 km czy półmaratonie, bardzo ważne jest, by być w stanie w ogóle taki dystans pokonać. A na początku swojej biegowej przygody mało kto potrafi od razu po wstaniu z przysłowiowej kanapy biec przez ok. godzinę bez przerwy. Zbudowanie wytrzymałości jest naturalnie najważniejszym celem. Rzecz w tym, że jednostajne bieganie może nie tylko stać się nużące, ale także może być przyczyną różnych dolegliwości (nadmierne napięcia, ITBS, shin splints, itp.), ze względu na ciągle powtarzający się wzorzec ruchowy. Z tej perspektywy szybsze bieganie pozwala przełamać monotonię, zmienia wzorzec ruchowy, angażuje inne partie mięśni do pracy i wzmacnia je. To tylko kilka korzyści. Co więcej, umiejętność szybkiego biegania jest potrzebna, jeżeli myślimy o długofalowym poprawianiu swoich wyników. Poprzez wyłącznie spokojne bieganie będziemy w stanie osiągnąć progres, jednak w pewnym momencie brak elementów szybkościowych w treningach stanie się barierą hamującą dalszy rozwój - z powodu techniki, koordynacji czy z przyczyn mięśniowych. Nastawiając się na poprawę wyników, prędzej czy później będziemy musieli sięgnąć po szybsze bieganie i lepiej zrobić to prędzej niż później. Pierwsza korzyść z wczesnego włączenia szybszego biegania do swojego repertuaru treningowego to wspomniane wcześniej przełamanie monotonii. Jednak elementy szybkościowe mają też pozytywny wpływ np. na technikę biegu, pracę naszych mięśni (zaangażowanie do pracy włókien, dla których wolne bieganie jest zbyt słabym bodźcem, by pobudzić je do pracy), a także pozwalają nam stopniowo przygotować się do rosnących obciążeń treningowych. Szybkie bieganie to po prostu jedna z umiejętności, jaką powinien dysponować biegacz kompletny. Z perspektywy maratończyka-amatora nie jest oczywiście najważniejsza, ale nie należy jej kompletnie ignorować. Sprawia, że wolniejsze tempo staje się bardziej znośne, do tego może okazać się niezwykle cenna na finiszu, gdy będziemy ścigać się z jakimś rywalem, lub będziemy widzieć, że osiągnięcie zakładanego czasu jest bardzo blisko. Unikanie trenowania szybkości można porównać do koszykarza, który unika trenowania rzutów osobistych. Może nie są dla niego najważniejsze, ale, kiedy już zostanie sfaulowany (zwłaszcza pod koniec meczu), lepiej, żeby umiał je wykonywać. O tym, jak wprowadzać szybkie treningi do swojego planu przeczytacie w artykule: "Trening dla początkujących: Jak wprowadzić szybsze jednostki do swojego planu?" Jeżeli chcecie poczytać trochę więcej o tym, jak budować swoją formę na początku przygody z bieganiem, zachęcamy do lektury tekstu: "Trening dla początkujących – jak budować swoją formę od podstaw?" Dlaczego każdy biegacz potrzebuje szybszych treningów? O tym przeczytacie tutaj: "5 powodów dla których każdy biegacz powinien wykonywać szybkie biegi na treningach" Jeszcze więcej wartościowych artykułów znajdziecie w e-tygodniku magazynbieganie. Zapraszamy do lektury!
[caption id="attachment_61544" align="aligncenter" width="6583"] fot: Arkadiusz Ziolek/ East News. Warszawa, 14. PZU Polmaraton Warszawski 31.03.2019. n/z Meta i konaczacy bieg Kamil Karbowiak.[/caption] [h2]W ostatnim czasie byliśmy świadkami niesamowitego wyczynu. Marcin Lewandowski w pięknym stylu wygrał bieg i jednocześnie poprawił leciwy rekord kraju na milę. Poprzedni rekord należał do Bronisława Malinowskiego. Legendarny zawodnik nabiegał 3:55,40 w 1976 roku. Tego samego lata nabiegał szereg rekordów życiowych, a jednym z nich jest ten na 5000 m, który wydaje się nie do ruszenia przez kolejne dekady. Przesadzam? Chciałbym.[/h2] Zatrzyjmy się jeszcze na chwilę przy sylwetce legendarnego biegacza z Grudziądza. Latem 1976 roku Bronisław Malinowski był w życiowej formie. Potwierdzają to poniższe wyniki: 800 metrów 1:49,80 1 mila 3:55,40 2000 m 5:02,60 3000 metrów z przeszkodami 8:09,11 5000 metrów 13:17,69 Wracając do meritum. Już na samym wstępie chcę wyjaśnić, że materiał nie powstał po to, aby narzekać. Chcę jedynie pokazać, że nie mamy żadnych szans w rywalizacji międzynarodowej na 5000 metrów. Takie są fakty, a właściwie twarde wyniki. Nic tak nie działa na wyobraźnie, jak dane statystyczne. W związku z tym posłużę się kilkoma źródłami: polskimi rankingiem all-time, polskim rankingiem wyników z 2018 roku,  światowym rankingiem wyników z 2018 roku, brytyjskim rankingiem wyników z 2018 roku. Będę brał pod uwagę 20 najlepszych wyników. Po co uwzględniam zestawienie najszybszych Brytyjczyków? Chcę w ten sposób pokazać, że nie trzeba się urodzić w Afryce, żeby biegać poniżej 14 minut… [h3]Polski ranking all-time[/h3] Najszybszym Polakiem w historii jest Bronisław Malinowski, który osiągnął 13:17,69. Średnia dziesięciu najlepszych wyników wynosi 13:29,53. Krok dalej jest średnią z najlepszej dwudziestki w historii kraju - 13:34,03. Najstarszy wynik z zestawienia należy do Edwarda Mleczko (14 miejsce, 13:38,80), który osiągnął ten rezultat w 1974 roku, zaś najmłodszy wynik osiągnął Łukasz Parszczyński (13 miejsce, 13:38,19) w 2013 roku. Osiem rezultatów pochodzi z lat 70 XX wieku. Siedem z lat 80, a cztery z pierwszej połowy lat 90 tegoż samego stulecia. Jeden wynik jest relatywnie „świeży” - nabiegany 6 lat temu. Średni wiek najszybszych 20 rezultatów na dystansie 5000 m w Polsce to 35 lat.  [h3]Najszybsi na świecie w 2018 roku[/h3] Ubiegłoroczne zestawienie otwiera Selemon Barega z mocnym wynikiem - 12:43,02. Jest to czwarty wynik w historii tej konkurencji! Średnia najlepszych dziesięciu wyników wynosi 12:54,38. Ośmiu zawodników uporało się z barierą 13 minut. Etiopczycy wydają się być prawdziwymi specjalistami od dystansu 5000 metrów. Pięć najlepszych wyników z 2018 roku należy do reprezentantów Etiopii. To jeszcze nie koniec. Z pierwszej dwudziestki aż dziesięć rezultatów należy do Etiopczyków! Trzy wyniki osiągnęli Kenijczycy, dwa reprezentanci USA. Australia, Bahrajn, Belgia, Erytrea, Kanada - po jednym zawodniku z tych krajów mieści się w pierwszej dwudziestce. Średnia wyników najszybszych dwudziestu zawodników w roku 2018 to piekielnie mocne 13:00,79! [h3]Najszybsi w Polsce w 2018 roku[/h3] Najwyższy czas przejść do zestawienia najszybszych Polaków w 2018 roku. Ranking otwiera Kamil Karbowiak z wynikiem 14:10,53. Dziesiąte miejsce należy do Mateusza Kaczora (14:26,99). Średnia czołowej dziesiątki to 14:19,72. Na dwudziestym miejscu sklasyfikowano Wojciecha Sowika, który jest jednocześnie pierwszym zawodnikiem z wynikiem powyżej 15 minut, a dokładniej 15:00,31. Średnia pierwszej dwudziestki to 14:33,01.  [h3]Najszybsi w Wielkiej Brytanii w 2018 roku[/h3] Zacznę od tego, że najszybszy Polak zostałby sklasyfikowany na 57 miejscu w Brytyjskim zestawieniu. Najszybszym Brytyjczykiem w 2018 roku był Marc Scott z wynikiem 13:23,14. Pierwszą dziesiątkę zamyka Jacob Allen z rezultatem 13:43,75. Średnia pierwszej dziesiątki to 13:34,94. Pierwszą dwudziestkę zamyka Daniel Studley (13:53,55). Średnia dwudziestu najszybszych Brytyjczyków w 2018 roku to 13:42,26.  [h3]Garść ciekawostek[/h3] Załóżmy, że Bronisław Malinowski robi życiówkę w 2018 roku. Byłby 36 zawodnikiem na świecie, a 4 w Europie. Tak w ogóle wynik 13:17,69 to 510 miejsce w światowych tabelach historycznych. Dla porównania lider krajowych tabel, Kamil Karbowiak został sklasyfikowany na 939 lokacie w zestawieniu światowym, a 196 w Europejskim. Takie są realia. Najszybszy Brytyjczyk, Marc Scott jest sklasyfikowany na 69 miejscu w rankingu światowym, a 10 w Europejskim. Jeżeli spojrzymy na Polski ranking all-time oraz zestawienie najszybszych Brytyjczyków, to okazuje się, że są na zbliżonym poziomie. [h3]Nie zapowiada się, aby było lepiej[/h3] Świat nam uciekł na dystansie 5000 metrów. Statystyki nie mają litości i nie pozostawiają złudzeń. Kiedy Selemon Barega przekraczał linię metę z uniesionymi rękoma, najszybszy Polak miał do pokonania około 600 metrów. Półtora okrążenia na stadionie! Jeszcze mniej optymistycznie jest z szeroką czołówką. Panowie mieliby problem z liderką kobiecych tabel na dystansie 5000 metrów. W ubiegłym roku Kenijka Hellen Obiri osiągnęła 14:21,75. Przypomnę, że rekord świata kobiet na tym dystansie należy od 2008 roku do Tirunesh Dibaby - 14:11,15. Być może zabrzmi to brutalnie, ale wszystko wskazuje na to, że najszybsi Polscy zawodnicy mogą rywalizować jak równy z równym, ale ze światową czołówką… kobiet. Trudno powiedzieć, co musiałoby się stać, aby Polskie biegi długie odżyły. Tabele historyczne wskazują, że potrafiliśmy biegać zdecydowanie szybciej. Uporanie się z barierą 14 minut to nie był nadzwyczajny wyczyn. Obecnie wygląda to nieciekawie, a na domiar złego brakuje podstaw, aby myśleć, że sytuacja ulegnie poprawie w najbliższych latach. Na koniec pozostaje pytanie, czy Marcin Lewandowski zdecyduje się kiedyś na poważny start na dystansie 5000 m? Historia pokazuje, że można skutecznie łączyć 1500 oraz 5000 metrów. Wtedy jest szansa na poprawę rekordu Polski. Kto może tego dokonać? Albo Marcin, albo nikt.  Źródła: https://bieganie.pl/statystyka/index.php?p=man&event=28 https://www.thepowerof10.info/rankings/rankinglist.aspx?event=5000&agegroup=ALL&sex=M&year=2018 https://www.iaaf.org/records/toplists/middle-long/5000-metres/outdoor/men/senior/2018?regionType=world&page=1&bestResultsOnly=true https://statystyka.pzla.pl/stat.php?Res=1440x900&Sezon=2018L&Wojew=&Plec=M&kat=0&RokOd=1900&RokDo=2000&Klub=&All=1&Ilosc=30&Ile=30&Mit=&DataOd=&DataDo=&Gen=Generuj+Statystyki&K%5B%5D=14
[caption id="attachment_22266" align="alignnone" width="900"] Fot. Getty Images[/caption] [h2]Na przestrzeni ostatnich 100 lat trening biegowy przeszedł wielkie zmiany. Niektóre z zaleceń treningowych sprzed 10 dekad dziś brzmią wręcz infantylnie. Warto jednak czasem zagłębić się w odmęty historii i dowiedzieć, jak kiedyś szlifowali formę najlepsi biegacze.[/h2] W historii biegania wypróbowaliśmy już chyba wszystkie możliwe podejścia. Mieliśmy zawodników, którzy ograniczali objętość treningową do minimum, stawiając na jakość wykonywanych jednostek. Nie brakowało i wciąż nie brakuje takich, którzy tygodniowo są w stanie pokonywać regularnie ponad 150 czy nawet 200 kilometrów. Podejścia opierające się na różnych miksach intensywności i jakości? Były. Trudno wymyślić coś nowego. Jednak 100 lat temu sprawy miały się zupełnie inaczej. Na przełomie XIX i XX w. biegacze nie tylko byli ubożsi o doświadczenia tysięcy innych zawodników i trenerów, które dostarczyły kolejne dziesięciolecia, ale także przepływ informacji był zdecydowanie wolniejszy i bardziej utrudniony niż współcześnie. Dlatego jako polecane środki treningowe z tamtych lat można znaleźć np. spacery, leżenie pod kocami i picie ciepłych napojów pomiędzy treningami czy wstrzymywanie oddechu. Tym, co wśród współczesnych biegaczy, nawet amatorów, może wzbudzać kolejne zdziwienie, jest objętość treningu wielu czołowych biegaczy sprzed 100 lat, która była bardzo mała. Trenerzy i zawodnicy obawiali się bowiem przede wszystkim przetrenowania i nadmiernego zmęczenia, dlatego pokonywane dystanse nie były długie. Przykładem takiego podejścia może być np. Keene Fitzpatrick, autor rozdziału poświęconego treningowi biegów długich w książce Paula Withingtona "The Book of Athletics" z 1914 r. Fitzpatrick zalecał zawodnikom trenowanie 2-3 razy w tygodniu, wydłużając stopniowo dystans tak, by byli w stanie komfortowo przebiec dystans, jaki mają pokonać na zawodach lub minimalnie dłuższy, a następnie skupić się na treningu szybkości. Cały cykl treningowy powinien trwać nie dłużej niż 8-10 tygodni. Nawet dla osób trenujących pod 5 czy 10 km (maraton był wówczas w powijakach) takie zalecenia dzisiaj wydają się bardzo zachowawcze. Pomimo tego można znaleźć w historii naprawdę dobrych biegaczy, którzy osiągali swoje wyniki przy jeszcze mniejszej dawce biegania. Jednym z nich jest np. były rekordzista Wielkiej Brytanii w biegu na 1 milę Joe Binks. Więcej na temat tej postaci i jego treningu przeczytacie w najnowszym numerze e-tygodnika Magazyn Bieganie. Zapraszamy do lektury!
[caption id="attachment_58738" align="alignnone" width="2000"] fot: Paweł Skraba[/caption] [h2]W ostatnich dniach o Marcinie Lewandowskim zrobiło się dość głośno. Nasz zawodnik nie tylko pobił 43-letni rekord Polski na milę, ale wygrał 2 międzynarodowe biegi w tym niezwykle prestiżową Dream Mile podczas zawodów Diamentowej Ligi Bislett Games w Oslo. Wyczyn Polaka szeroko komentują biegowe media na całym świecie.[/h2] Najwięcej publikacji dotyczy oczywiście wspaniałego zwycięstwa Marcina Lewandowskiego z Oslo. Bieg Polaka rzeczywiście mógł się podobać, bo został perfekcyjnie rozegrany taktycznie. Nasz średniodystansowiec nie był stawiany w roli faworyta, ale zaskoczył nie tylko zwycięzcę zawodów z 2014 roku (Ayanleha Souleimana), ale także faworyta gospodarzy Jakoba Ingebrigstena. Tym samym, to Lewandowski stał się pierwszym od 2008 r. Europejczykiem, który wygrał prestiżową Dream Mile. O sukcesie Lewandowskiego mogliśmy przeczytać m.in. na stronach europejskiej i światowej federacji lekkoatletycznej (European Athletics oraz IAAF), portalach: amerykańskim flotrack.org, brytyjskim insidethegamez.biz, belgijskim sport.be, irlandzkim breakingnews.ie, południowoafrykrańskim sport24.co.za, hiszpańskiej wersji runnersworld.com, zaś hiszpańska marca.com umieściła nazwisko Polaka w tytule artykułu poświęconego wydarzeniom z Bislett Games, a cały tekst był opatrzony zdjęciem Marcina stojącego przy zegarze wskazującym osiągnięty rezultat. Wszystkie media podkreślają, że Polak sprawił sobie doskonały prezent na 32. urodziny, że zaskoczył faworytów i popisał się piorunującym finiszem. Niektóre wspominają także o pobiciu przez niego rekordu Polski na 1 milę. Jeszcze więcej miejsca poświęcono naszemu reprezentantowi na portalu letsrun.com, gdzie wspomniano o obu jego zwycięstwach w 2 oddzielnych artykułach. Autorzy nie ukrywali zaskoczenia rozwojem wypadków w Oslo, gdyż Polak nie był wskazywany w gronie faworytów do zwycięstwa w zapowiedzi Bislett Games, jednak przyznali, że finisz Marcina Lewandowskiego jest piorunujący. Na forum letsrun.com powstał nawet specjalny wątek dyskusyjny, w którym użytkownicy zastanawiają się, czy Lewandowski będzie realnym kandydatem do medalu podczas mistrzostw świata w Doha w biegu na 1500 m. Użytkownicy zgodnie wskazują, że ma szanse, a im wolniejszy będzie bieg, tym bardziej powinien pasować Polakowi. Co więcej, po zawodach Adidas Boost Boston Games, gdzie Lewandowski pokonał faworyta gospodarze Drew Huntera, redakcja LetsRun zwróciła uwagę na wysokie umiejętności taktyczne Polaka. W tekście zamieszczono także wywiad, w którym nasz biegacz powiedział m.in. o tym, że liczył na wolne tempo, gdyż był zmęczony poprzednimi startami (środa 12 czerwca - 800 m w Bydgoszczy, czwartek 13 czerwca 1 mila w Oslo, niedziela 16 czerwca 1 mila w Bostonie), zapowiedział, że udaje się na kolejny obóz, by szlifować formę na mistrzostwa świata i przyznał, że czuje się już typowym specjalistą od biegu na 1500 m: Przez ostatnie 2 lata skupiłem się na biegu na 1500 m. Wciąż trenuję pod 800 m, w ubiegłym roku 5-krotnie osiągnąłem czas 1:44 i zająłem 2. miejsce w jednym w mityngów Diamentowej Ligi na tym dystansie, ale to nie oznacza, że nie trenuję pod 1500 m. Wykonałem szaloną pracę przed tym sezonem specjalnie pod 1500 m. To dlatego na początku sezonu miałem nie najlepsze wyniki na 800 m, ale taki był plan, by przetrzeć się na krótszym dystansie kilka razy, złapać prędkość i obecnie jestem już w pełni gotów na bieganie 1500 m. Mój plan zakłada osiągnięcie czasu na poziomie 3:31-3:32 w tym roku - zobaczymy. Trzymamy kciuki za to, by forma Marcina Lewandowskiego cały czas szła w górę i by osiągnął wymarzone wyniki. Cały wywiad (po angielsku), który zamieścił portal letsrun.com możecie obejrzeć poniżej: [su_youtube url="https://www.youtube.com/watch?v=ntIUNdwAwA0" width="700" height="500"] Zapraszamy także do lektury przedsezonowego wywiadu Jakuba Jelonka z Marcinem Lewandowskim, tuż po tym, jak ustanowił halowy rekord Polski na 1 milę. Tekst dostępny jest w e-tygodniku Magazyn Bieganie nr 14 (140)
[h2]Ma na swoim koncie kilka biegów górskich, ukończenie Hardej Suki, a w ubiegłym roku udało mu się dobiec do mety Double Ironmana organizowanego na Litwie. Mateusz Pietruliński ma już przed sobą nowy cel – w lipcu chce spróbować swoich sił na dystansie pięciokrotnego IronMana. Jednak 6 lat temu, jego codzienność wyglądała zupełnie inaczej...[/h2] - Przygodę z bieganiem rozpocząłem sześć lat temu, gdy ważyłem 118 kg. Stwierdziłem, że czas na zmianę i czas coś z sobą zrobić. Zaczynałem od krótkich tras, od 2-3 kilometrów. Gdy przebiegnie się taki dystans, chce się zrobić 10 km. W 2013 roku przebiegłem taką trasę na imprezie Biegnij Warszawo. Jeszcze w tym samym roku stwierdziłem, że spróbuję swoich sił w maratonie. Ważąc 102 kg udało mi się przebiec Maraton Warszawski. Pokonałem go z „masakrycznym” czasem, prawie 6 godzin. Tak wyglądały moje początki. - wspomina Pietruliński. Mateusz po raz pierwszy poczuł, że ma smykałkę do długich dystansów, gdy po debiucie w IronManie. - Przebyłem 3,8 km w pływaniu, 180 km na rowerze i biegowy maraton. Poczułem, że mam jeszcze rezerwy. Stwierdziłem wtedy, że starty wytrzymałościowe to coś, w czym dobrze się czuję i mogę to robić - mówi. [caption id="attachment_61475" align="aligncenter" width="800"] Mateusz udziela się również charytatywnie. Tu bieganie w ramach akcji #BiegamDobrze[/caption] Obecnie ma już za sobą ultramaratony, podwójny oraz potrójny IronMan. W tej chwili trenuje do dystansu 5xIronMan, jednak jak przekonuje, nie planuje walczyć z innymi zawodnikami, a z własnymi słabościami. - Na takich dystansach 5-6 zawodników z czołówki może patrzy na miejsce. To zupełnie inna walka niż ta, jaką obserwuje się na biegach górskich długodystansowych czy maratonach. Byłem bardzo zdziwiony podczas startów na Litwie, gdy każdy zawodnik motywował każdego. Nawet ci, którzy teoretycznie rywalizowali o miejsce ze sobą na podium, przy nawrotach bili sobie brawo i wspierali się wzajemnie. To było coś niesamowitego. Dwa lata temu, gdy byłem jednym z ostatnich na trasie rowerowej, to najlepsi, którzy już robili pętle biegowe (trasa biegła równolegle), motywowali mnie, krzyczeli „keep going”. Jednak te zawody, to tylko przystanek w drodze do... dziesięciokrotnego dystansu IronMan. I tu liczby już naprawdę przytłaczają. Dziesięciokrotny dystans, to bowiem 38 km pływania, 1800 km jazdy rowerem i 420 kilometrów biegu. WYWIAD Z MATEUSZEM PIETRULIŃSKIM O JEGO PRZYGOTOWANIACH DO STARTU ZNAJDZIESZ W E-TYGODNIKU MAGAZYN BIEGANIE.  
[h6]Fot. Istockphoto.com[/h6] [h2]Współczesny biegacz ma ogromny komfort wyboru butów do biegania. Startowe, treningowe, trailowe, minimalistyczne, z ogromną amortyzacją, pośrednie, za mniej niż 200 zł, za więcej niż 500 zł, itd. - do wyboru do koloru. Chociaż wciąż uznaję się za osobę dość młodą, pamiętam czasy, gdy zakupy butów do biegania wyglądały zupełnie inaczej.[/h2] Kupiłem niedawno kolejną parę butów do biegania. Niby nic nadzwyczajnego, ale przy tej okazji wzięło mnie na wspominki. Okazało się bowiem, że minęło 20 lat odkąd nabyłem swoją pierwszą parę butów, które miały służyć mi wyłącznie do biegania. Kawał czasu. Przez te 2 dekady zabiegałem już kilkadziesiąt par. Nie pamiętam wszystkich, ale wciąż pamiętam swoje pierwsze "przełomowe" modele. [h3]Cokolwiek, byle nie korki[/h3] Swoją przygodę z bieganiem zaczynałem w podstawówce, trenując w lokalnym klubie. Nie pamiętam w jakich butach przyszedłem na pierwszy trening, ale obstawiam, że wziąłem zapewne "korkotrampki". Wcześniej grałem w piłkę nożną, zresztą chyba każdy chłopak na moim osiedlu miał jakieś korki. Bo jak nie było smartfonów, nie każdy miał komputer, a osiedla były tak budowane, by znalazło się miejsce na kawałek zieleni, to grało się w piłkę. Piękne czasy... Mój pierwszy trening polegał na przebiegnięciu 5 okrążeń wokół stadionu. I to po trawie. Tej wewnątrz bieżni. Czyli do pokonania miałem jakieś 1600 m. Dzisiaj same rozgrzewki robię dwukrotnie dłuższe. Ale dla niespełna 10-letniego chłopaka wówczas wydawało się to ogromnym dystansem. Złapałem bakcyla i postanowiłem, że będę trenował w klubie. To jednak oznaczało, że musiałem znaleźć jakiś bardziej profesjonalny zamiennik dla swoich korków. Bieganie w klubie ma to do siebie, że biega się w grupie. W ten sposób można posłuchać porad starszych i bardziej doświadczonych koleżanek i kolegów. W kwestii doboru butów każdy miał jakieś cenne wskazówki. "Podeszwa nie może być za sztywna, żeby stopa dobrze pracowała". "Buty powinny być lekkie". "Weź Asics, to bardzo dobre buty. Drogie, ale najlepsze!". Ta ostatnia porada nie wchodziła w grę. Po pierwsze nie wyobrażałem sobie wówczas, jak można przeznaczyć na buty więcej niż 100 zł, po drugie wiedziałem, że i tak po kilku miesiącach będę musiał zmienić buty, bo szybko z nich wyrosnę. Udałem się do lokalnego sklepu obuwniczego. Pamiętam nawet niebieskie logo "Ambra" na pomarańczowym tle nad drzwiami. Znalazłem buty, które w moim mniemaniu idealnie nadawały się do biegania. Były lekkie, miękkie i kosztowały chyba 40 zł. Strzał w dziesiątkę! Po prostu cud. Nie zwracałem uwagi na to, że nie mają żadnej siateczki i są zupełnie pozbawione wentylacji. Amortyzacja? Kto o tym wówczas słyszał. Wydawały się wygodne i były miękkie. A przecież to mi doradzano! Z dzisiejszej perspektywy nigdy w życiu nie pomyślałbym, że w czymś, co wówczas uznałem za ideał butów biegowych można trenować. Niestety, nie mam zdjęć tego modelu, ale wystarczy, że porównam ich wygląd do szkolnych trampek typu "Warrior". Tyle, że nie były szmaciane, a wykonane z jakieś materiału przypominającego skórę, który zupełnie nie przepuszczał powietrza. No i podeszwa była jednak minimalnie grubsza. Na szczęście. [caption id="attachment_23534" align="alignnone" width="849"] Fot. Istockphoto.com[/caption] [h3]Przejście na "profesjonalizm"[/h3] W swoich "nołnejmach" biegałem przez 2 miesiące. Nie pamiętam, czy były wygodne i czy dobrze mi się biegało. Byłem zbyt zaaferowany tym, że w ogóle zacząłem treningi. Szybko jednak musiałem rozglądać się za kolejną parą, bo, co dzisiaj oczywiste, buty, które kupiłem, nie najlepiej znosiły treningi biegowe i po kilku tygodniach zaczęły się rozpadać... Mądrzejszy o to doświadczenie postanowiłem, że tym razem kupię porządne buty. To oznaczało, że przygotowałem się na wydanie nawet 100 zł! Niełatwo było przekonać rodziców, że to ma sens, ale zrozumieli moją pasję. Poszukiwania trwały ładnych kilka dni. W końcu udało mi się znaleźć wymarzony model. Buty, które kosztowały całe 85 zł, marki Sprandi. Wyglądały jak typowe buty biegowe, miały siateczkę i były całe szare. Jak na ówczesne standardy - ideał. W zakupionym obuwiu biegałem chyba przez kolejny rok, ba kupiłem jeszcze 2 inne pary butów tej samej marki i w każdych trochę potrenowałem. Za ostatnią zapłaciłem nawet 149 zł, bo miały w podeszwie jakiś system, który, o ile pamięć mnie nie zawodzi, nazywał się Domo. Nie miałem pojęcia za co odpowiada i czy ma jakikolwiek sens. Pamiętam jedynie, że w śniegu, czy błocie w śladzie podeszwy pozostawało wybrzuszenie przypominające jajko. Podobało mi się to, więc szarpnąłem się na ów model. Kolega miał podobne buty i też sobie chwalił to "jajko". Lata mijały, mój poziom sportowy rósł. W związku z tym nadszedł czas, by sięgnąć po obuwie z teoretycznie najwyższej półki. Dlatego przy okazji wizyty w centrum handlowym w jednym z większych miast spojrzałem w końcu w kierunku Asicsa. Wybrałem oczywiście te najtańsze (149 zł), ale to nie miało znaczenia, znaczenie miał znaczek. W tych butach trenowałem przez kolejne 2 czy 3 sezony. Nie pamiętam, czy były wygodne, czy nie, ale nawet, gdyby mi nie przypasowały, to przecież otwarcie bym tego nie przyznał. [h3]Wyborowy zawrót głowy[/h3] To był ostatni model w mojej "pierwszej biegowej karierze". Później przez kilka lat grałem w siatkówkę (gdzie nauczony doświadczeniem z biegania od razu sięgałem po droższe buty), aż w końcu w 2010 r., kiedy postanowiłem wrócić do biegania nadszedł czas na poszukiwania kolejnych butów. I co ciekawe, model wyboru butów był już wówczas zupełnie inny. Zanim zdecydowałem się na konkretny model spędziłem kilka godzin wertując sieć w poszukiwaniu recenzji, testów i opinii o wybranych przeze mnie butach. Wcześniej co najwyżej zapytałbym kogoś ze starszych kolegów, co polecają. Kolejna nowość była taka, że buty kupiłem przez internet. Byłem zapewne jednym z prekursorów nabywania butów biegowych online, obecnie wszystkie kupuję właśnie w ten sposób. Dzięki kontaktowi ze sprzedawcą udało mi się odpowiednio dobrać rozmiar. Trzecia zmiana dotyczyła natomiast samych butów. Nagle okazało się, że nawet te tańsze modele mają tajemnicze, opracowane w laboratoriach NASA systemu, które powodują, że ma mi się biegać szybciej, wygodniej, bardziej sprężyście, bezpieczniej, jednym słowem zdecydowanie lepiej. Obecnie patrzę na te "systemy" z lekką dozą sceptycyzmu, ale początkowo byłem zachwycony tym, że moje buty mają specjalny mostek o tajemniczej nazwie, który zapewnia mi większą stabilizację. Momentami wręcz zastanawiałem się, jak kiedyś mogłem tak niestabilnie biegać... W ostatnich kilku latach biegałem w butach wielu marek: Adidas, Asics, Brooks, Crivit, Hoka, Joma, Kalenji, Li-Ning, New Balance, Nike, Puma, Reebok, Under Armour - a to tylko te, które pamiętam ot tak. I to właśnie kolejna różnica. Kiedy 20 lat temu wybierałem jedne ze swoich pierwszych butów do biegania, wybór był zdecydowanie bardziej ograniczony. Na początku tekstu napisałem, że "współczesny biegacz ma ogromny komfort wyboru butów do biegania.". I rzeczywiście łatwiej teraz poznać opinie innych użytkowników, przeczytać recenzje czy opisy samych modeli, dobrać rozmiar, nawet na odległość. Jednak możliwości wyboru są tak ogromne, że niekoniecznie przekładają się na szybkość podejmowania decyzji zakupowej. Kiedyś wystarczyło znaleźć buty, które nadają się do biegania. Obecnie trzeba je jeszcze wybrać... A jeżeli Ty zastanawiasz się, jak wybrać buty do biegania, zapraszamy do lektury e-tygodnika Magazyn Bieganie nr 9 (135)
Advertisment ad adsense adlogger