fbpx

Wiadomości

[caption id="attachment_21694" align="aligncenter" width="900"] Polska sztafeta kobiet zrobiła co mogła.[/caption] [h2]Już dziś, 27 września, ruszają lekkoatletyczne Mistrzostwa Świata w Dausze. Wśród startujących, są nasze gwiazdy biegania m.in. Marcin Lewandowski, Adam Kszczot, Aniołki Matusińskiego. Czeka nas więc ponad tydzień sportowych emocji. Sprawdź więc nasz terminarz, aby nie przegapić żadnego ważnego wyścigu.[/h2] Zmagania sportowców obejrzycie w TVP Sport oraz w Eurosporcie 1. Ponadto transmisje online będą dostępne na stronie sport.tvp.pl i w Eurosport Playerze.     1 października wtorek Godz. 19:50 - 400 m, kobiety, półfinał (Iga Baumgart-Witan, Justyna Święty-Ersetic) [caption id="attachment_56191" align="aligncenter" width="1000"] fot: Paweł Skrabaistr[/caption] Czwartek, 3 października Godz. 21:00 - 1500 m, mężczyźni, I runda (Marcin Lewandowski) Godz. 22:50 - 400 m, kobiety, finał (ew. Iga Baumgart-Witan, Anna Kiełbasińska, Justyna Święty-Ersetic) Piątek, 4 października Godz. 19.10 - 1500 m, mężczyźni, półfinał (Marcin Lewandowski) Sobota, 5 października Godz. 18:55 - sztafeta kobiet 4x400 m, I runda (Iga Baumgart-Wtain, Anna Kiełbasińska, Justyna Święty-Ersetic, Aleksandra Gaworska, Małgorzata Hołub-Kowalik, Patrycja Wyciszkiewicz) 6 października niedziela Godz. 18:40 - 1500 m, finał, mężczyźni (Marcin Lewandowski) Godz. 20:15 - sztafeta kobiet 4x400m, finał ((Iga Baumgart-Wtain, Amma Kiełbasińska, Justyna Święty-Ersetic, Aleksandra Gaworska, Małgorzata Hołub-Kowalik, Patrycja Wyciszkiewicz)
[caption id="attachment_22996" align="aligncenter" width="567"] Zioła w diecie biegacza. Fot. istockphoto.com[/caption] [h2]Próbujesz zrzucić zbędne kilogramy i nic z tego nie wychodzi? Często proste sposoby są lepsze niż stosowanie drakońskich diet, które wyniszczają organizm. Warto więc postawić na naturalne produkty, takie jak zioła. Poprawiają metabolizm, wpływają na lepsze krążenie, wspomagają odporność organizmu i świetnie nadają się dla osób aktywnych fizycznie. Najlepsze jest to, że znajdują się one na wyciągnięcie ręki.[/h2] Zioła oprócz tego, że są naturalnym produktem spożywczym zawierają wiele minerałów i witamin, które korzystnie wpływają na nasze zdrowie. Można je dodawać do potraw przy posiłkach, suszyć, mrozić, jak też sporządzać z nich napary, soki i wywary. Oto kilka z nich. [h3]1. Mniszek lekarski[/h3] Ten występujący na naszych łąkach chwast o charakterystycznych żółtych kwiatach, zwany jest również mniszkiem pospolitym. Już nasze prababki przyrządzały z niego herbatki, syropy oraz bardzo popularny miód. Od dawna przypisuje mu się właściwości prozdrowotne. Bardzo korzystnie wpływa na prace jelit i poprawia metabolizm. Dzięki temu możemy przy jego pomocy skutecznie walczyć z nadwagą. Znany jest też z oczyszczania organizmu z toksyn. Korzystnie wpływa na skórę, zwłaszcza wtedy, gdy jest ona bardzo wrażliwa. Picie syropu z mniszka jest dobrym rozwiązaniem po imprezach alkoholowych, gdyż świetnie działa na wątrobę skutecznie oczyszczając ją z toksyn. [h3]2. Mięta[/h3] Tę roślinę możemy wykorzystać nie tylko jako produkt spożywczy, ale również otrzymywać z niej olejki eteryczne oraz stosować przy produkcji past do zębów. Wyróżniamy trzy jej rodzaje. Są to: a) mięta pieprzowa (lekarska), b) polna (najczęściej dziko rosnąca) oraz c) zielona. Zioło to świetnie sprawdza się jako przyprawa do dań. Podawana do napojów powoduje, że po wypiciu czuje się odświeżający smak w ustach. Regularne picie herbatki miętowej sprawi, że uczucie głodu zanika. Często jest stosowana przy problemach trawiennych. Mięta dzięki działaniu rozkurczającemu bywa stosowana przy bólach brzucha, wzdęciach i zaparciach. Jest doskonała na ukojenie nerwów i w sytuacjach stresowych. [h3]3. Pokrzywa[/h3] Ta roślina znana jest przede wszystkim z tego, że po zetknięciu ze skórą odczuwamy nieprzyjemne pieczenie. Nie należy się jednak tym martwić, bo według medycyny ludowej taki dotyk leczy wiele schorzeń i dobrze wpływa na zdrowie. Można z niej przyrządzić napar lub wywar. Pokrzywa jest bogata w żelazo. To świetna wiadomość dla biegaczy, bo właśnie ten minerał decyduje o wydolności. Moczopędne działanie pokrzywy pozwala na wydalanie z organizmu toksycznych substancji. Stosowanie wywarów z tej rośliny wpływa na poprawę metabolizmu i lepsze trawienie. [h3]4. Perz właściwy[/h3] Tylko ten rodzaj perzu ma właściwości lecznicze. Rośnie dziko w wielu regionach naszego kraju. Pomaga na takie schorzenia jak kamica nerkowa, a także przy dolegliwościach wątroby. Perz właściwy oczyszcza organizm z toksyn i wspomaga przemianę materii. Przy problemach z układem pokarmowym można stosować napoje i herbatki z perzu. Roślina ta zdaje egzamin również przy infekcjach grzybiczych. Jest zalecana przy detoksykacji organizmu oraz w trakcie zrzucania wagi. [h3]5. Dziurawiec[/h3] Stres i niepokój mogą doprowadzać do tego, że dla rozładowania napięcia często sięgamy po produkty, które powodują, że tyjemy. Spożywanie napoju dziurawca uspokaja i pozytywnie wpływa na stan naszego umysłu. Ta roślina również bardzo dobrze działa na żołądek po spożyciu ciężkostrawnych dań i pomaga w ich trawieniu. Jej działanie moczopędne zbawiennie wpływa na pracę nerek. Poza tym ma właściwości przeciwzapalne, antybakteryjne, a także przeciwbólowe. Napar z dziurawca świetnie się sprawdzi przy bólu brzucha, gdyż skutecznie rozkurcza mięśnie układu pokarmowego. [h3]6. Lubczyk[/h3] Ta roślina o charakterystycznych zielonych liściach od wieków była znana jako skuteczny afrodyzjak. Jednak posiada o wiele więcej zalet. Wyciąg z korzenia lubczyku stosuje się u osób, które skarżą się na niewydolność nerek. Sprawdza się również przy zapaleniu dróg moczowych. Moczopędne działanie lubczyku pomaga przy oczyszczaniu toksyn z organizmu. Wspomaga również procesy trawienne, a osoby spożywające go regularnie nie mają problemów żołądkowych oraz wzdęć. Ważne jest również to, że zioła te pomagają przyswajać wiele cennych składników odżywczych, które są potrzebne do właściwego funkcjonowania ludzkiego organizmu. [h3]7. Krwawnik pospolity[/h3] Roślina ta występuje na całym obszarze naszego kraju. Znana jest również jako tysiąclist oraz żeniszek krwawnik. Zioło to przede wszystkim wspomaga trawienie. Powoduje, że soki trawienne są wydzielane w większej ilości. Dlatego świetnie się sprawdza przy wszelkich dolegliwościach jelitowych. Już nasze prababki stosowały go na wzdęcia, zaparcia i niestrawności. Co ważne działa także przeciwzapalnie, jak również hamuje rozwój niekorzystnych dla organizmu bakterii. Nadaje się także jako skuteczny środek do gojenia ran występujących na skórze.  
[h2]Pianka neoprenowa to jeden z najważniejszych elementów wyposażenia triathlonisty. Choć zwykle organizatorzy zawodów nie zmuszają uczestników do ścigania się w piankach, zdecydowanie warto mieć ją w zanadrzu. W przypadku większości z nas to nie tylko sposób na komfort termiczny, lecz także na pokonanie odcinka pływackiego w znacznie szybszym tempie.[/h2] Gdy kompletujemy sprzęt i akcesoria na start w triathlonie, oprócz roweru, kasku i butów do biegania, wyposażamy się w piankę do pływania. Choć nie każdy lubi pływać w piance, ustawienie jej wysokiego priorytetu na liście zakupów zdecydowanie ma sens. [h3]Ułatwia czy utrudnia?[/h3] W zdecydowanej większości przypadków pianka to ułatwienie. Dzięki neoprenowi wyraźnie zwiększa się wyporność zawodnika. Mówiąc najprościej, nie pójdziemy na dno. Niektórzy twierdzą wręcz, że gdy początkujący triathlonista ubiera się w piankę, "robi ona większość roboty" za niego. Czy tak jest w istocie? Nie radzimy sprawdzać, czy da się pokonać pierwszy etap w triathlonie, nie umiejąc pływać. Niemniej trudno jest kwestionować tezę, że pianka najbardziej pomaga właśnie początkującym pływakom, którzy nierzadko borykają się z problemem tonących w basenie nóg. Neopren rozwiązuje ten problem, pomagając przyjąć wygodną, a jednocześnie o wiele bardziej efektywną pozycję na wodzie. Są jednak tacy, którym pianka nie daje tak wyraźnego przyspieszenia. To zwykle bardzo sprawni pływacy, którzy i bez pianki mają odpowiednią pozycję, a jednocześnie wykorzystują głównie napęd z nóg. Gdy płyniemy w piance, nasze nogi nieco się unoszą, zatem kopnięcia mogą stać się zwyczajnie mniej efektywne. Korzystamy wówczas bardziej z napędu z ramion i tułowia. [h3]Ale mnie to dusi![/h3] Sztuką jest także odpowiedni dobór rozmiaru. Jeśli pianka jest za duża - będzie nabierać wody, stawiać opór, a w efekcie spowalniać nas.  Jeśli będzie za mała, będziemy mieć uczucie przyduszania. Choć delikatna "kompresja" jest w tym wypadku wskazana (aero ponad wszystkim!) i subiektywne odczucie lekkiego "duszenia" może być kwestią przyzwyczajenia, to jednak nie chodzi o to, aby specjalnie kupować sobie piankę na młodszego brata. Strój w zbyt małym rozmiarze będzie mocno ograniczał nam swobodę ruchów. [h3]Profesjonalne doradztwo[/h3] Gdy kupujemy piankę, warto wybrać się do kogoś, kto zajmuje się tym profesjonalnie. W kontekście zakupów sprzętowych, w wielu przypadkach obowiązuje bardzo prosta zasada: kupmy najdroższy produkt, na jaki nas stać, bo on zagwarantuje nam wysoką jakość. Jednak w wypadku zakupu pianki nie do końca działa to w ten sposób. Cena pianki idzie do góry wraz z użytymi technologiami. Główną funkcją tych technologii jest podnoszenie wyporności pływaka, a to oznacza, że... niektórzy z nas być może będą czuć się lepiej i pływać szybciej w niższych modelach, co jest równoznaczne także z niższą ceną. [h3]Czy zakup pianki można sobie odpuścić?[/h3] Jeżeli chcemy zadebiutować w triathlonie, wówczas nie mamy jeszcze pewności, czy ta dyscyplina przypadnie nam do gustu. Nie ma potrzeby zbrojenia się od stóp do głów już na pierwszy start. Podobnie jak rower czy kask, także piankę można łatwo i niezbyt drogo wypożyczyć na potrzeby udziału w zawodach. [h3]Jeśli jedziemy na zawody bez pianki, upewnijmy się że:[/h3] - umiemy pływać. Pod tym punktem nie kryje się tylko stwierdzenie, że jako tako radzimy sobie w basenie. Gdy przymierzamy się do startu w triathlonie bez pianki, musimy być pewni, że jesteśmy w stanie poradzić sobie także w tłumie ludzi, którzy będą nas - niechcąco lub owszem, całkiem chcąco - popychać, podtapiać i taranować. Choć rolling start jest w Polsce coraz powszechniejszą formułą, pozwalającą uniknąć pralki na pierwszych kilkudziesięciu/kilkuset metrach od wystrzału startera, nie jest powiedziane, że będziemy pokonywać cały dystans swobodnie i w samotności; - woda będzie wystarczająco ciepła. Dla każdego pod pojęciem "wystarczająco" może kryć się co innego, więc dobrze by było, gdybyśmy mieli swoje własne odniesienie. Pamiętajmy, że w danym momencie temperatura wód w różnych zbiornikach może wahać się w zależności choćby od lokalizacji, wielkości i głębokości zbiornika. Nie bądźmy zdziwieni, gdy po regularnym pływaniu w jeziorach przyjedziemy nad Zatokę Gdańską i stwierdzimy, że jest lodowato! Musimy też mieć świadomość, że jeśli temperatura w zbiorniku spadnie poniżej określonego przez PZTri pułapu, organizator może wystosować nakaz pływania w piankach. Czasem piankę możemy wypożyczyć już na miejscu zawodów, ale musimy liczyć się z tym, że jeśli takie polecenie padnie, nie będziemy jedyni w kolejce do wypożyczalni... - organizator dopuszcza możliwość startu bez pianek. Chociaż w zdecydowanej większości wyścigów start w samym stroju jest dopuszczalny, może się zdarzyć, że w wyścigu, który sobie upatrzyliśmy, musimy mieć piankę. Taka zasada przez lata obowiązywała na przykład podczas dystansu IRONMAN 70.3 w sierpniowych zawodach w Gdyni. Jest to podyktowane głównie względami bezpieczeństwa w kontekście trasy, która wyprowadza uczestników aż kilometr wgłąb zbiornika.
[caption id="attachment_62774" align="aligncenter" width="3600"] 10.08.2018 Niemcy Berlin Stadion Olimpijski Mistrzostwa Europy w Lekkoatletyce 2018 Final 400m N/z Karol Zalewski Fot. Lukasz Szelag/REPORTER European Athletics Championships 2018[/caption] [h2]Krajowi działacze sportowi nigdy nas nie zawodzą. Polski Związek Lekkiej Atletyki dawno nie rozpętał żadnej afery, w ostatnich dniach uderzono więc z grubej rury. Na mistrzostwa świata nie zabrano najlepszego polskiego sprintera ostatnich lat, twierdząc, że jest zbyt słaby. Na zawody pojadą natomiast jego wolniejsi koledzy z reprezentacji. Logiczne, prawda?[/h2] Żeby zrozumieć genezę tej sprawy, trzeba zacząć od prostego i bezlitosnego stwierdzenia: męski sprint w Polsce od lat leży na dnie. Wiele mówi się o słabości biegów długich, niewielu natomiast kibiców zdaje sobie sprawę, że w sprintach jest jeszcze gorzej. Do rekordu Polski na 100 metrów nikt nawet nie zbliżył się od 35 lat. Na 200 i 400 metrów - od lat dwudziestu. Nasi biegacze kompletnie nie liczą się w międzynarodowej rywalizacji. Nie zmienia to jednak niczego w szkoleniu. Trenowaniem zawodników zajmują się nadal ci sami trenerzy, często zmęczeni panowie po 60-tce i 70-tce. Działacze sportowi, w większości ci sami od lat 70. XX wieku, pogrążeni są w błogim samozadowoleniu. Nikt nikogo nie rozlicza z żenujących wyników. Ciemny obraz sprintu rozjaśniają pojedyncze sukcesy sztafet. W szczególności chodzi o sztafetę 4x400 metrów. Mężczyźni mieli swój moment chwały w zeszłym roku, kiedy pobili halowy rekord świata. Tydzień później co prawda szybciej pobiegli amerykańscy studenci, ale rekord ten nie został uznany. Podporą tamtego sukcesu był Karol Zalewski, rozgrywający sezon życia. To biegacz, który w 2015 roku był młodzieżowym mistrzem Europy na dystansie 200 metrów. Jako pierwszy polski sprinter od wielu lat zaczął pojawiać się na imprezach międzynarodowych - m.in. na 200 metrów biegał na igrzyskach olimpijskich oraz w finale mistrzostw Europy. Inni Polacy nie byli w stanie uzyskać minimum kwalifikacyjnego do występu w tych imprezach. W ostatnich latach Karol Zalewski przekwalifikował się na bieganie 400 metrów. Z sukcesem - został podporą sztafety, z którą zdobył m.in. wicemistrzostwo Europy, poprawił wspomniany halowy rekord świata, a indywidualnie na 400 metrów osiągnął w zeszłym roku czas 45,11, dający trzecie miejsce w historii tej konkurencji w Polsce. W tym roku był najszybszym Polakiem na 400 metrów w hali oraz na stadionie. To jednak, jak wiadomo, za mało. Myli się ten, kto myśli, że żeby trafić do reprezentacji kraju, wystarczy być najszybszym. Trzeba jeszcze zdobyć serce selekcjonerów, od których zależy wszystko. Jeśli ktoś im się nie spodoba, nie ma zmiłuj. Możesz biegać rekordy świata, a i tak zostaniesz w domu. To właśnie przytrafiło się Karolowi Zalewskiemu. Aby zrozumieć, dlaczego, trzeba wrócić do spraw organizacyjnych. W tym roku na mistrzostwa świata indywidualnie na 400 metrów nie zakwalifikował się żaden Polak. Zalewski był najbliżej tego osiągnięcia, kwalifikował się jednak tylko z listy rankingowej. Co jeszcze gorsze, na docelowe zawody kwalifikacji nie uzyskała także sztafeta 4x400m. Dla zawodników i trenerów to prawdziwy dramat. Stypendia, jakie uzyskują biegacze z Ministerstwa Sportu, zależą od miejsca w finałach międzynarodowych imprez, czyli od tego, czy zawodnik znajdzie się w pierwszej ósemce. Zasady te są zresztą dla sztafet bardzo wygodne. O ile maratończyk realnie ma minimalne szanse na miejsce w pierwszej ósemce ważnych zawodów (musi pokonać tabuny Kenijczyków i Etiopczyków), tak proszę pomyśleć - ile istnieje sztafet narodowych w Europie? A ile mocnych? Miejsce w pierwszej ósemce na wielu zawodach jest względnie łatwe do uzyskania, dlatego występy w sztafetach to dla sprinterów żyła złota. Stypendia uzyskują nawet biegacze rezerwowi. W reprezentacji jest aż sześć miejsc. Logiczne, że o awans toczy się zawzięta, zakulisowa wojna. A ten, kto decyduje o powołaniach, ma wielką władzę. Skandale towarzyszą tym nominacjom od wielu, wielu lat. Nigdy nie było tak, że jedzie sześciu najszybszych. W końcu, w trosce o przejrzystość, ustalono zasady powoływania. Najszybsi w Polsce oraz medaliści mistrzostw kraju mają praktycznie pewne wejście do reprezentacji. Co jest zresztą logiczne. Sęk w tym, że w obecnym sezonie sztafeta nie wywalczyła kwalifikacji. Na szczęście dla działaczy, na poziomie międzynarodowym światową lekkoatletyką rządzą jeszcze większe oryginały niż u nas. Próbując ratować spadającą popularność lekkiej atletyki, wymyślili, że w tym roku na mistrzostwach świata dodatkowo pobiegną sztafety mieszane: dwóch mężczyzn i dwie kobiety. Ponieważ Polska została zaproszona do udziału, dla reprezentantów otworzyła się dodatkowa furtka: łącznie z rezerwowymi sześć miejsc do obsadzenia - trzy męskie i trzy kobiece. Tymczasem nasze panie, po zatrudnieniu parę lat temu w reprezentacji młodego trenera, Aleksandra Matusińskiego, biegają mocno nie tylko w sztafecie, ale i indywidualnie. Z nimi w składzie osiągnięcie miejsca w pierwszej ósemce jest bardzo, bardzo realne. Oznacza to, że ten, kto dostanie się do mieszanej reprezentacji, ma wielkie szanse na stypendium. A zasady powołania owszem, istnieją, ale dotyczą sztafety 4x400 m mężczyzn i osobno 4x400 m kobiet. Nikt wcześniej nie wpadł na pomysł połączenia tych zespołów, więc nie ma oficjalnie zapisanych zasad dla sztafety mieszanej. A skoro nie ma, to wolno wszystko. Dlatego Karol Zalewski, mimo że jest najszybszym Polakiem na 400 m w tym i poprzednim roku, nie został włączony do składu. W tle pojawiają się różnego rodzaju personalne rozgrywki, nieczytelne dla przeciętnego kibica. Ważne, że Zalewski jest w tym układzie ciałem obcym. Nie dość, że trenuje daleko, najpierw z trenerem, który nawet nie specjalizuje się w sprincie, a obecnie z młodym szkoleniowcem spoza układu, to jeszcze bezczelnie biega najszybciej w Polsce. Nic dziwnego, że w sztafecie go nie chcą. Poziom bezczelności został jednak przekroczony, gdy niejaki Krzysztof Kęcki, szef wyszkolenia PZLA, szerzej nieznany z sukcesów trenerskich, w szczególności biegowych, usiłował wytłumaczyć, że Zalewskiego nie powołano... ze względów sportowych. Najpierw wyciągnięto jednak wątek, nazwijmy go, obyczajowy. Otóż wezwano Zalewskiego przed komisję dyscyplinarną PZLA (tak, istnieje takie kuriozalne ciało), pod porażającym zarzutem, że... w czerwcu za późno przyjechał na zawody. Tak, dobrze czytacie. Nieważne, że jest najszybszy w kraju, że mamy wrzesień, ważne, że przyjechał za późno gdzieś tam w czerwcu. Punktualność to przecież poważna sprawa. Kto wie, czy biegacz poza tym nie miał np. zbyt krótkich spodenek. Chciano zdyskwalifikować nieboraka za zbyt późny przyjazd, a w w wywiadach jego anonimowi (!) koledzy (!) z reprezentacji zarzucali, że na spotkaniu podczas obozu Zalewski trzymał nogi na stole. Kęcki doszedł jednak do słusznego wniosku, że publika może tego nie kupić. Bo, powiedzmy sobie szczerze, jako kibica nie interesuje mnie punktualność Zalewskiego, to, gdzie trzyma nogi, ani kolor jego bielizny czy preferencje muzyczne. Interesuje mnie, w jakim czasie przebiega 400 metrów. A on robi to najszybciej w kraju. Dlatego Kęcki dość mętnie zaczął tłumaczyć, że owszem, były zarzuty dyscyplinarne, ale ostateczna decyzja miała podłoże sportowe. Zupełnie pominął kwestię tego, że mówimy o najszybszym Polaku ostatnich dwóch lat na dystansie 400 metrów i jednego z czterech najszybszych w historii. Karol Zalewski poczuł się słusznie rozczarowany, napisał emocjonalny wpis na Facebooku, zainteresowały się tym media... Niczego to jednak nie zmieniło i nie zmieni, bo działacze sportowi w Polsce nie są w żaden sposób zależni od opinii publicznej czy nawet wyników sportowych. To państwo w państwie, żerujące od dziesięcioleci na państwowych pieniądzach. Tak wygląda w skrócie afera Zalewskiego, przewalająca się przez media sportowe, i taki mamy klimat na godziny przed rozpoczęciem mistrzostw świata. Działacze sportowi jak zwykle skradli show.
[h2]Rower to samo zdrowie? Może się tak wydawać, ale amatorzy kolarstwa często popełniają niestety błędy, które mogą być brzemienne w skutkach. Jakie? Opowiada o tym dr Piotr Kosielski, lekarz drużyny CCC Team.[/h2] Są sytuacje, kiedy jazda na rowerze może nadszarpnąć nasze zdrowie? – Jeśli jesteś rekreacyjnym rowerzystą, albo dojeżdżasz na rowerze do pracy, raczej Cię to nie dotyczy. Sprawa ma się znacznie gorzej z kolarzami amatorami, którzy na rowerze spędzają powyżej ośmiu godzin tygodniowo. Dlaczego? – Domeną wielu kolarzy amatorów jest nieodparta chęć naśladowania zawodowców. Ich świat wygląda jednak zupełnie inaczej – kolarstwo jest dla profesjonalnych kolarzy ich fachem, za który są wynagradzani, a wszystko czego potrzebują do wykonywania swojej pracy otrzymują od swojej ekipy. Dodatkowo otoczeni są sztabem ludzi: dyrektorzy sportowi, masażyści, trenerzy, mechanicy, fizjoterapeuci, lekarze, dietetycy, etc., którzy dbają o logistykę, sprzęt i zdrowie. Zawodnikom pozostaje skupić się na treningach i regeneracji. A u amatorów? – Dla nich kolarstwo jest ich hobby, a nie pracą. To oznacza ok. 40h dodatkowego obciążenia w tygodniu na wykonywanie obowiązków zawodowych. Do tego dochodzi przeważnie odrobinę więcej prac domowych oraz organizacja swojego hobby, gdzie kolarz wciela się w rolę nie tylko sportowca, ale też dyrektora sportowego, mechanika i masażysty. Łatwo zgadnąć, że czasu na odpowiednią regenerację po prostu nie starcza, a zaburzenia w balansie trening-odpoczynek to prosta droga do kontuzji przeciążeniowych, spadku odporności oraz nastroju. Co jeszcze? – Naśladownictwo nie kończy się tylko na pokusie realizacji podobnych – jak zawodowcy – planów treningowych. Pościg technologiczny jest równie zacięty, bo każdy chce jeździć na najlepszym sprzęcie, takim jak dla zawodowców. Bo „najszybszy”, „najsztywniejszy”, itd. To prawda, ale to sprzęt specjalistyczny, który często jest zbyt wymagający dla amatora i w dłuższej perspektywie lepsze osiągi sprzętu, kompensowane mniejszą wygodą użytkownika, mogą odbić się na zdrowiu. Cztery główne grzechy kolarzy-amatorów, przed którymi ostrzega dr Kosielski: Sprzęt ważniejszy niż ciało Zazwyczaj pierwsze kroki większości amatorów skierowane są w kierunku najlepszego, najlżejszego sprzętu zamiast chęci analizy stanu wyjściowego swojego ciała. Przykład: zacięta walka o odchudzenie roweru o 100 gramów przy sporej nadwadze samego kolarza lub niezliczone godziny spędzone na wyborze wymarzonej maszyny, a brak czasu na konsultację z lekarzem/fizjoterapeutą i podstawowe badania. Zabójcze obciążenia treningowe Gdyby przeliczyć normalny etat na obciążenia treningowe, to w zasadzie na kolarski trening nie pozostaje zbyt wiele miejsca, nie wspominając nawet o regeneracji. Mimo to wielu amatorów próbuje realizować plany zbliżone do tych, według których trenują zawodowcy. To krótka droga do przemęczenia i przetrenowania. Zbyt ambitne plany startowe Życie sportowca wygląda świetnie z poziomu social mediów. Fajnie jest pochwalić się zdjęciem z amatorskich zawodów co tydzień z innego miejsca i poczuć się tym „sportowcem” chociaż przez chwilę. Łatwo jednak wpaść w pętlę nakręcających się oczekiwań i początkowo rosnącej formy. Lepiej zaplanować mniej startów i przygotować się do nich w bardziej zrównoważony sposób. 35-40 dni startowych w sezonie w kategorii 45+ i dwoma etatami na co dzień na dłuższą metę zdrowia nie zapewni. Pozorne oszczędności Wielokrotnie spotykam się z amatorami, których kaski wyglądają jakby przeszły już niejedno, karbonowe sztyce czy kierownice mają już po kilka dobrych lat i kilkadziesiąt tysięcy kilometrów, a pęknięcia na ramie to na pewno „tylko lakier”. Takie pozorne oszczędności to nic innego jak ryzykowanie własnym zdrowiem i życiem. Kask powinniśmy wymieniać już po jednym upadku, a karbonowe elementy co ok. 2 lata – w zależności od stopnia użytkowania. Podsumowując, warto zrewidować swoje plany startowe i cele w nadchodzącym sezonie, zabezpieczając przy okazji odpowiedni czas na pełnowartościową regenerację pomiędzy treningami. Wybierz sprzęt, który da Ci satysfakcję i przyjemność z jazdy, a nie tylko ból pleców, nadgarstków i karku w nagrodę za 0,1 km/h wyższą średnią. Zaoszczędzone pieniądze przeznacz na odpowiednią diagnostykę i profilaktykę medyczną! Chcesz naśladować zawodowców? Pamiętaj – oni podlegają rygorystycznemu programowi badań. Nie oszczędzaj na bezpieczeństwie i nie ryzykuj własnym zdrowiem i życiem!    
[caption id="attachment_62750" align="aligncenter" width="1250"] Dyniowe placki dobrze smakują z syropem klonowym lub orzechami[/caption] [h2]Gdy warzywne stragany zaczynają świecić pustkami, to znaczy, że nadchodzi sezon na dynię. A ta jest nie dość że zdrowa, to jeszcze smaczna i bardzo uniwersalna. Można bowiem zrobić z niej praktycznie wszystko. W tym pyszne, sycące, pożywne pancakes dyniowe.[/h2] [h3]Dlaczego warto jeść dynię?[/h3] Dynia to istne bogactwo składników odżywczych. Zawiera między innymi witaminę C, A, E, K, kwas foliowy, wapń, potas, fosfor. Pomaga więc w podnoszeniu odporności organizmu, wspiera regenerację. Jest również niskokaloryczna, więc idealna dla osób, które dbają o szczupłą sylwetkę. [h3]Pancakes z dyni[/h3] Dyniowe placki to nie ekstremalnie niskokaloryczna przekąska, ale za to pożywna i smaczna. Zaletą jest prostota i krótki czas realizacji potrawy. Ponadto takie pancakes smakują zawsze i wszędzie. Można je zjeść na śniadanie lub obiad. Zabrać do pracy w ramach lunchu lub na górskie szlaki. Dosłownie w każde miejsce! Składniki na dyniowe pancakes: 2 szklanki mąki pszennej 3 łyżeczki proszku do pieczenia ½ łyżeczka soli ¼ szklanki cukru 2 jajka szklanka puree dyniowego 1,5 szklanki mleka (krowiego lub roślinnego) przyprawy: gałka muszkatołowa, cynamon, imbir olej do smażenia Przygotowanie: Wymieszaj wszystkie składniki. Następnie rozgrzej na patelni olej, naleśniki smaż z obu stron. Gotowe! Placki dobrze smakują z syropem klonowym i/lub orzechami. Masz swoje ulubione dodatki do dyniowych pancakes? Podziel się z nami tą informacją! PRZECZYTAJ TEŻ: CZEGO NIE WARTO JEŚĆ PRZED TRENINGIEM? 8 NIEOCZYWISTYCH PRODUKTÓW. ARTYKUŁ ZNAJDZIESZ W E-TYGODNIKU NR 39, DOSTĘPNYM W APLIKACJI "MAGAZYN BIEGANIE".
[h2]Co łączy aktorkę Aleksandrę Popławską z ultratriathlonistą Robertem Karasiem? Podążanie własną drogą, realizacja pasji oraz podejmowanie ryzyka to dla nich codzienność. Ich niegasnąca determinacja stała się źródłem inspiracji nowego artystycznego projektu hiszpańskiej marki CUPRA. Za realizację projektu #createthepath odpowiada Bart Pogoda.[/h2] [h3]Artystyczna koncepcja CUPRA[/h3] Sześćdziesiąt wyjątkowych zdjęć oraz dwa filmy o niezwykłych bohaterach to efekt pracy nad artystyczną wizją marki CUPRA łączącym świat sztuki, sportu i motoryzacji. Głównymi bohaterami zostali Aleksandra Popławska oraz Robert Karaś, którzy każdego dnia idą własną drogą motywowani pasją. Historie aktorki, która w pracy i w życiu prywatnym wciąż sięga po więcej, oraz ultratriathlonisty, którego globalny sukces to konsekwencja regularnych treningów i nieugiętej postawy, zostały uwiecznione w obiektywie Barta Pogody. Wyzwaniem, które postawił sobie twórca było oddanie poświęcenie, z którym Aleksandra Popławska i Robert Karaś podchodzą do swoich pasji. - Pasja, niezależność i silny charakter to cechy, które chcieliśmy uwypuklić w tym kreatywnym projekcie – mówi Jakub Góralczyk, PR Manager CUPRA – Naszym celem było pokazanie esencji marki przez pryzmat tego, co dla nas najważniejsze – kierowcy i osobowości CUPRA. Dwie osobne i wyjątkowe historie Roberta i Oli, pokazane w niezwykłej oprawie dzięki wrażliwości i talentowi Barta Pogody, są dla nas tym, czego na motoryzacyjnej arenie jeszcze nie było: powiewem świeżości, autentyczności i wyjątkowości. [h3]Relacja z życia z pasją[/h3] Projekt jest odzwierciedleniem idei – create the path – która motywuje do niezależności i życia z pasją. Zdjęcia oraz filmy, które powstały w ramach projektu, to dokumenty ze wspomnień oraz fragmentów dnia Partnerów marki CUPRA. Historia Roberta Karasia została przedstawiona w okolicach jego rodzinnego Elbląga, pobliskiej Mierzei Wiślanej i nad Zalewem Wiślanym, gdzie w obiektywach aparatów oraz kamer uchwycono jego niezwykłe treningi.  Po migawki z życia Aleksandry Popławskiej ekipa wyruszyła w tak dobrze jej znane Bieszczady, a także na deski warszawskiego teatru, gdzie przygotowywała się do kolejnego spektaklu. [h3]Artysta wielowymiarowy[/h3] Za obiektywem stanął Bart Pogoda, którego w pracy inspirują chwile, emocje i ludzie. Jego charakterystyczny styl, praca z różnorodnym sprzętem oraz reporterskie podejście do pracy idealnie wpisały się w wizję oddaniu poświęcenia, z którym Partnerzy CUPRY podchodzą do swoich pasji. - Bardzo zależało mi na ukazaniu niezwykłości bohaterów tego projektu. Ciekawym wyzwaniem było przedstawienie dwóch tak różnych charakterów, unikalnych historii i poziomów energii, które jednak miały tę wspólną wartość – pasję. Z jednej strony Ola, wrażliwa artystka i silna osobowość, z drugiej Robert – ekstremalny sportowiec. Korzystałem z różnych kamer i aparatów - zarówno tych nowoczesnych, jak i analogowych. Lubię mieszać dane i formaty – mówi Bart Pogoda. [h3]Niezależni polscy artyści[/h3] Projekt #createthepath to także niezwykła muzyka. Artyści, których utwory usłyszymy w filmach to Sonar oraz Noon. Twórczość grupy Sonar to elektroniczne zmysłowe brzmienia, które sytuują między alternatywnym popem i hip-hopem. Polscy młodzi artyści i ich intrygujący utwór „Face The Sun” wzbogaca film, którego bohaterką została Aleksandra Popławska. Utworem, który stanowi idealne tło dla historii Roberta Karasia, zostało „Spektrum” autorstwa Noona. Polski muzyk oraz kompozytor znany jest ze swojej dbałości w wykończeniach dźwięków, która koresponduje z perfekcją ultratriathlonisty.
[caption id="attachment_62729" align="aligncenter" width="5472"] Photo by Emma Simpson on Unsplash[/caption] [h2]Pamiętam gdy rozpoczynałam przygodę z bieganiem. Mnóstwo zapału i chęci. Nie trwało to długo. Każdy kolejny bieg to był dramat. Miałam motywację, ale kanapa była silniejsza.[/h2] Od mojej przygody z bieganiem minęły dwa lata. Kanapowe i aktywne. Robiłam sobie wyrzuty. Dlaczego nie wytrwałam? Jestem leniem? Dlaczego pomimo motywacji nie mam chęci? Wtedy nie wiedziałam. Dziś wiem, że sportowcom potrzebny jest trening mentalny. Nawet amatorom. Aby wytrwać musisz wiedzieć, że pojawi się kryzys i umieć z nim walczyć. Nie wiedziałam. Pewnego dnia założyłam buty i … poszłam pobiegać. Jakaż byłam z siebie dumna gdy stuknęły 3km. Endomondo. Publikacja na fejsie. Motywowało. W końcu od lajków na FB rośnie status społeczny. Ale… Biegacze piszą o przyjemności. Piszą o krajobrazach. O co chodzi? Przecież nie widzę krajobrazów, bo pot zalewa mi oczy. Jak biec skoro po 2 km bieg wsteczny to jedyne o czym marzę? [h3]8 zasad wytrwania w bieganiu[/h3] [su_highlight background="#f4f549"]1. Buty. [/su_highlight]Slogan. Ale spojrzę na nie z punktu widzenia głowy a nie zdrowia. Jeśli podejmujesz się biegania wyeliminuj potencjalne wymówki. Skoro wiesz, że buty w życiu biegacza są podstawą, a Ty założysz zwykłe trampki, to przy pierwszej trudności wmówisz sobie, że nie możesz biegać, bo nie masz butów. Wymówka = rezygnacja. [su_highlight background="#f4f549"]2. Czas. [/su_highlight]Jeśli zaczynasz, nie wybieraj się biegać w południe przy 30 stopniach. Im chłodniej, tym łatwiej. Nawet wprawionym biegaczom. A co dopiero Tobie. Z badań wynika, że największą wytrwałością odznaczają się biegacze, którzy rozpoczynali swoje biegi na jesieni. Wszystko przed Tobą. [su_highlight background="#f4f549"]3. Endomondo.[/su_highlight] Fajny gadżet, ale… nie na początku. Pierwsze „treningi” biegaj dla siebie. Ciesz się nimi. Posłuchaj muzyki lub wsłuchaj się w siebie. Absolutnie żadne pomiary nie są potrzebne. Potraktuj bieganie jak czas dla siebie. [su_highlight background="#f4f549"]4. Portale społecznościowe.[/su_highlight] Fajna sprawa. Również mentalnie. Porady. Motywacja. Grupy społecznościowe i mentalne wsparcie. Gdy nadejdzie gorszy dzień napisz o tym – na pewno znajdą się ludzie, którzy zmotywują Cię do ponownego założenia biegowych butów. W treningu ważny jest Dream Team. To ludzie, którzy czują taki sam flow jak Ty. Są bardzo ważni, zwłaszcza jeśli w najbliższym otoczeniu nie masz wsparcia. [su_highlight background="#f4f549"]5. Twój FB.[/su_highlight] Kiedy „uda” Ci się przebiec pierwsze 5 km masz nieodpartą pokusę by się tym pochwalić. Otrzymasz lajki i słowa uznania. Super. Po to wstawiłeś post by je otrzymać. Ale… nie teraz. One w tej chwili są Ci niepotrzebne. Jesteś na początku drogi. Masz zapał zwłaszcza jeśli „przed chwilą” osiągnąłeś swój pierwszy sukces. Wsparcia i motywacji dopiero będziesz potrzebował gdy zabraknie Ci konsekwencji by wytrwać w roli biegacza. A niestety media społecznościowe są „bezwzględne”. Efekt wow robi się tylko raz. Gdy przez kolejny miesiąc będziesz systematycznie wstawiał biegowe osiągnięcia, gwarantuję Ci, że emocje Twoich znajomych opadną. No chyba, że przebiegniesz maraton. Zacznij więc dzielić się osiągnięciami gdy nadejdzie chwila słabości. Przy gasnącej motywacji i jednoczesnym efekcie wow w social mediach dostaniesz kopa do działania a adrenalina, dopamina i serotonina poszybują w górę. [su_highlight background="#f4f549"]6. W treningu mentalny często przywołujemy termin „architektura wyboru” R. Thalera. [/su_highlight]W ekonomii behawioralnej wpisał się on na stałe do biznesu i sportu. Nie bez przyczyny R. Thaler w 2017 roku otrzymał za nią Nagrodę Nobla. Czym jest architektura wyboru dla biegacza? Niczym innym jak świadomym budowaniem nawyku. Jeśli biegasz rano, wieczorem przy łóżku połóż rzeczy do biegania, napełniony wodą bidon i buty. Na co spojrzysz po otworzeniu oczu? Łatwiej będzie Ci wyjść pobiegać gdy po porannej toalecie od razu założysz szorty i koszulkę, niż gdy będziesz ich poszukiwał w szafie. [su_highlight background="#f4f549"]7. Niegdyś powtarzano, że nawyk buduje się 21 dni. Bzdura! [/su_highlight]W 2009 roku naukowcy z londyńskiego University College udowodnili, iż ŚREDNIA długość budowania nawyku u człowieka to 66 dni. Długość czasu może być jednak bardzo zróżnicowana w zależności od człowieka, jego motywacji oraz samego nawyku. Czym innym jest nawyk biegania a czym innym picia wody. Dlatego czas przyzwyczajania mózgu do nowych połączeń pomiędzy neuronami (bo nawyk to nowe ścieżki w mózgu ludzkim) może się znacznie różnić i trwa od 18 do 254 dni. Po tym czasie z dużą dozą prawdopodobieństwa możesz stwierdzić, że Twój mózg pewne rzeczy akceptuje, nie sabotuje i część wykonywanego zadania opiera się na automatyzmach naszego organizmu. [su_highlight background="#f4f549"]8. W czasie budowania nawyku, mózg będzie nas zwodził na „manowce” co w psychologii nazywamy uprowadzeniem emocjonalnym. [/su_highlight]Badania nad tym zjawiskiem prowadzili J. Galloway i B. Roth, którzy udowodnili, że mózg jest sprytny. Gdy w czasie biegu zaczyna łapać Cię kolka lub pojawia się ból, Twój organizm chroni mózg i serce. Ból jest naturalną odpowiedzią organizmu na wyjście poza strefę komfortu. Niestety organizm ludzki jest z natury leniwy. Gdy biegając czujesz, że już dalej nie pobiegniesz, że ból jest tak silny, że nie dasz rady to właśnie rozpoczął się u Ciebie proces uprowadzenia emocjonalnego. Świadczy on o tym, że jesteś na poziomie około 30% mocy własnego organizmu. Do końca, choć Tobie wydaje się on bliski, pozostało ok. 70% zapasów energii. Nie daj się uprowadzić. Gdy masz kolkę, rozciągnij ją. Gdy brakuje Ci tchu – zwolnij. Gdy zaschło w gardle – napij się wody. Nie zatrzymuj się. Nie rezygnuj. W ten sposób buduje się nawyk zwyciężania. Nie oszukuj się. Znajdź swoje prawdziwe powody, dlaczego chcesz biegać. Po co to robisz? Jeśli motywacja wypływa z Ciebie, łatwiej będzie Ci wytrwać. Bieganie to niełatwy sport. Wymaga samozaparcia i determinacji, zwłaszcza jesienią. Dlaczego mi nie wyszło bieganie? Bo to nie było moje. Biegał mąż. Moim celem nie było bieganie. Moim celem był powrót do formy po 3. dziecku. Spróbowałam, przebiegłam oficjalną „dychę” w 60 min i zrezygnowałam. Świadomie. Wybrałam rower i rolki. I może się zdarzyć, że Ty też tak będziesz miał. Twój cel i wyobrażenia o nim będą różne. Ważne byś spróbował. A jeśli nie wyjdzie? To nic. Pod warunkiem, że świadomie z niego zrezygnujesz a nie przegrasz z leniem, który usiądzie z Tobą na kanapie.
[caption id="attachment_62720" align="aligncenter" width="1024"] (c) Wszelkie prawa zastrzeżone,fot: www.sportografia.pl www.pzumaratonwarszawski.com[/caption] [h2]Jak wygląda praca wolontariusza na imprezie biegowej? Kogo można spotkać w takiej ekipie? I czy w ogóle warto? W kolejnym odcinku podcastu 4 zakres, Karina Terzoni przepytuje wolontariuszy 41. PZU Maratonu Warszawskiego.[/h2]
[h3]1. Szybka redukcja[/h3] W biegach długodystansowych rzeczywiście wykazuje się pozytywną zależność między niższą masą ciała zawodnika a osiąganymi wynikami. Jednak zrzucenie 2-3kg w tydzień, przy pomocy jednej z rygorystycznych diet odchudzających, w przypadku maratończyka mija się z celem. Owszem, stracisz kilka rzeczonych kilogramów. Natomiast w czasie takiej diety pozbędziesz się tego, co w trakcie długotrwałego biegu jest twoim sprzymierzeńcem. Zgubisz przede wszystkim zapasy energetyczne w postaci glikogenu mięśniowego oraz pewne ilości wody. Restrykcyjne diety i szybka redukcja ogólnie nie są dobrym pomysłem a dla maratończyka w końcowej fazie przygotowań szczególnie. [h3]2. Radykalna zmiana sposobu żywienia[/h3] Są takie osoby, które wolą zmiany wprowadzać stopniowo. Są również tacy, którzy z dnia na dzień wywracają wszystko do góry nogami i zaczynają nowy etap. Wprowadzanie różnego typu zmian „tu i teraz”, bez oczekiwania na sprzyjające warunki, to jak najbardziej postawa godna pochwały. Jednak gdy masz za pasem maraton, drastyczne zmiany żywieniowe zostaw na czas po jego ukończeniu. Różnie reagujemy na nowe czynniki, zwłaszcza gdy organizm jest przyzwyczajony do pewnej żywieniowej rutyny (nawet jeśli nie jest ona specjalnie zdrowa). Rewolucja żołądkowa, biegunka, uporczywe wzdęcia czy gazy to z pewnością nie jest to, z czym chcemy się zmagać na ostatniej prostej. Daj sobie na wstrzymanie. Typ „szybko działający”, aby nie czuć że stoi w miejscu i nie stracić zapału, może w tym czasie zaplanować zmianę – np. zrobić odpowiednie zakupy, przemyśleć swoje menu. [h3]3. Zmiana żywności stosowanej podczas startu[/h3] Długie wybiegania to nie tylko istotny element budowania wytrzymałości, ale także jednostka podczas której powinniśmy trenować jelito. To przygotowanie dla układu trawiennego do radzenia sobie z pokarmami dostarczanymi w trakcie aktywności. To także moment aby przetestować co nam najbardziej pasuje pod kątem energetycznym, smakowym i nie wywołuje problemów żołądkowo-jelitowych. Jeśli masz już swojego „pewniaka”, ale właśnie usłyszałeś od kolegi/przeczytałeś w internecie o najlepszym możliwym, prawdziwym żelu* mocy, który może okazać się prawdziwym czarnym koniem… ponownie daj sobie na wstrzymanie. Jeśli maraton nie jest jednorazowym wybrykiem, to będzie jeszcze mnóstwo okazji do tego, by przetestować rewolucyjność tego rozwiązania i zrobić z jego pomocą kolejne życiówki. Produkt może być nawet podobny składem do tego, który testowałeś, ale wciąż nie warto ryzykować. Zastosowany surowiec to tylko jedna z kilkunastu zmiennych, które mogą wpływać na Twoją tolerancję. *lub innym produkcie [h3]4. Tourne po knajpach[/h3] Start to często okazja do poznania nowych miejsc, z uwzględnieniem ich kulinarnej mapy. Jeśli to możliwe, zaplanuj takie przyjemności po starcie – w końcu będzie co świętować  Nawet w najbardziej polecanej i zachwalanej knajpie coś może nam zaszkodzić. Ryzyko wzrasta gdy decydujesz się na potrawy z egzotycznych, niejadanych na co dzień (lub jeszcze nigdy w życiu) produktów. Jeśli z jakichś powodów tuż w okresie przed startem nie masz możliwości zadbać samodzielnie o swoje posiłki, staraj się wybierać znane i przetestowane potrawy. Dobrze również wybrać punkty i lokale gastronomiczne, w których jedzenie jest przygotowane na świeżo i nie stoi przez wiele godzin poporcjowane w witrynie, często w zdecydowanie zbyt wysokiej temperaturze (sprzyja to rozwojowi drobnoustrojów i psuciu żywności). [h3]5. Odstawienie kawy (kofeiny) w celu zwiększenia efektu jej działania[/h3] Wyniki badań przeprowadzonych wśród osób odstawiających kofeinę na kilka dni przed zawodami i spożywające ją dopiero w dniu startu wskazują na to, że ta praktyka nie skutkowała lepszymi efektami w odniesieniu do grupy, która kofeiny nie odstawiła. Rezygnując z kofeiny możemy borykać się z mało przyjemnymi skutkami jej odstawienia. Jeśli mała czarna to element Twojego codziennego funkcjonowania, nie ma sensu jej odstawienie, gdy jego jedynym powodem jest oczekiwanie na spotęgowanie efektu w dniu zawodów. Okres przed startem bywa stresujący sam w sobie, szczególnie gdy pokładasz w tej imprezie duże nadzieje (na dobry wynik, życiówkę, etc). Do tego zazwyczaj musisz stawiać czoła trudom życia codziennego. Im mniej dodatkowych stresorów i wyzwań, tym lepiej. ZOBACZ TEŻ: SZYBKOŚCIOWIEC CZY WYTRZYMAŁOŚCIOWIEC? DOWIEDZ SIĘ KTÓRYM TYPEM JESTEŚ. Artykuł znajdziesz w e-tygodniku Magazyn Bieganie, dostępnym w aplikacji na urządzenia mobilne. 
Advertisment ad adsense adlogger