fbpx

Wiadomości

[h2]Ten bieg zna już cały Śląsk, Polska, Europa, a nawet całkiem spora część świata. Właśnie ogłoszono 3 edycję Wizz Air Katowice Half Marathon, która odbędzie się 23 maja 2020 rokuw Katowicach. Ci, którzy już zaaklimatyzowali się na tym odlotowym biegu i uczestniczyli w dwóch pierwszych edycjach, mogą się nastawić na sporą nowość. Tym razem Wizz Air Katowice Half Marathon odbędzie się nocą! Nowa formuła biegu, bieg nocny, już teraz odbiła się echem w całej Polsce i do przedsięwzięcia dołączają nowe grupy biegaczy. Jednym z istotniejszych elementów trzeciej edycji Wizz Air Katowice Half Marathon będą Mistrzostwa Night Runners.[/h2] Ruszyły zapisy na 3rd Wizz Air Katowice Half Marathon. Już teraz na stronie www.halfmarathonkce.pl można zapisać się na ten autentycznie wyjątkowy bieg. 23 maja 2020 po raz trzeci pobiegniemy przez serce Śląska! Tym razem nocą! Wystartujemy spod Spodka, aby w niepowtarzalnej nocnej scenerii Katowic przebiec trasę półmaratonu (21,097 km). Dodatkowo przygotowywane są biegi na dystansach 5 km, 10 km i sztafeta 4 x 5 km. Czekają wyjątkowe pakiety startowe, których cena zaczyna się już od 49 zł. Specjalnie dla uczestników biegów na wszystkich dystansach linie lotnicze Wizz Air przygotowały vouchery na loty o wartości 20 euro. Warunki biegowe dostosowane będą do każdego stopnia zaawansowania oraz wieku biegaczy, dzięki czemu całe rodziny będą miały zapewnioną masę pozytywnych emocji.   Przypomnijmy, jak to się zaczęło! Wizz Air Katowice Half Marathonto wydarzenie, które zawróciło w głowie nie tylko biegaczom, ale i oczarowało mieszkańców, a także zintegrowało różne społeczności w duchu sportowego zaangażowania. Wizz Air, największa niskokosztowa linia lotnicza w Europie Środkowo-Wschodniej, 5 kwietnia 2018 roku stała się sponsorem tytularnym jednego z największych i najważniejszych wydarzeń biegowych w Polsce. Druga edycja tego biegowego wydarzenia odbyła się 2 czerwca 2019 roku. Ta historia pisze się dalej i 23 maja 2020 roku spod katowickiego Spodka ruszy trzecia odsłona Wizz Air Katowice Half Marathon, tym razem będzie inaczej, pobiegniemy w nocnej scenerii Katowic.   Linie lotnicze Wizz Air bardzo angażują się w promocję aktywnego stylu życia. Są sponsorem tytularnym kilku innych wydarzeń biegowych w swoich bazach w Europie. Wizz Air Budapest Half Marathon, Wizz Air Debrecen Airport Run, Wizz Air Kyiv City Marathon, Wizz Air Cluj-Napoca Marathon, Wizz Air Sofia Marathon i Wizz Air Skopje Marathon to imprezy, które cieszą się popularnością zarówno wśród biegaczy, jak i turystów.   Pierwsza edycja biegu odbyła się  10 czerwca 2018 roku, W wydarzeniu wzięło udział prawie 3 500 biegaczy z całego świata, a liczbę uczestników imprezy szacuje się na 10 000. Druga edycja to już 4 000 biegaczy i ponad 12 000 obecnych na placu w sercu Ślaska. Do trzech razy sztuka   Strona biegu oraz social media: www.halfmarathonkce.pl www.facebook.com www.instagram.com   3rf Wizz Air Katowice Half Marathon-23 maja 2020 roku w Katowicach. Dystanse: 21,097 km – półmaraton, 10 km – bieg towarzyszący, 5 km – bieg towarzyszący, 4 x 5 km – bieg sztafetowy. Organizatorem wydarzenia jest Fundacja „Cała Naprzód”, organizacja z Gliwic, która powołała do życia m.in. Niedzielną Ligę Futsalu, czyli charytatywny turniej piłki halowej, która gromadzi coraz liczniejszą grupę zawodników, ale również kibiców. Przestrzeń biegową Katowic przetarli już kilkukrotnie przy organizacji charytatywnych biegów z serii „Postaw na Lewka” czy Maraton „Cyborg”. Doskonale wiedzą jak to się robi.
[h2]By dobrze biegać na dystansach ultramaratońskich, nie wystarczy tylko klepać kilometry, o czym wiedzą nasi mocni zawodnicy. Oto kilka wskazówek od ultramaratończyków, którzy na bieganiu zjedli zęby.[/h2] PONIŻEJ FRAGMENT ARTYKUŁU PT. "7 RZECZY, KTÓRE ROBIĄ SŁAWNI BIEGACZE ULTRA, ŻEBY LEPIEJ BIEGAĆ". TEKST ZNAJDZIESZ W APLIKACJI "MAGAZYN BIEGANIE". [h3]Bartłomiej Przedwojewski - dodatkowe treningi na rowerze[/h3] Srebrny medalista wraz z drużyną z mistrzostw świata w biegach górskich (2011 rok), zwycięzca Otter African Trail Run w RPA (2018), trenuje nie tylko biegając, ale również jeżdżąc na rowerze.  Kiedy miał kontuzję wykorzystał dwa kółka, by utrzymać kondycję. Po rehabilitacji i powrocie do regularnych treningów biegowych zauważył, że dzięki jeździe na rowerze znów może szybko biegać. Odkrył, że ,,śmiganie" na jednośladzie to świetny sposób na zbudowanie formy. Teraz ,,wykręca" bardzo dużo kilometrów na rowerze w ramach swoich treningów przygotowujących do zawodów w górach. [h3]Patrycja Bereznowska - wszystko dokładnie przemyślane[/h3] Patrycja Bereznowska bardzo dokładnie planuje swoje starty w zawodach. Przygotowując się do priorytetowych biegów w imprezach rangi mistrzowskiej trenuje w podobnym terenie. Cały czas uczy się biegania ultra i dlatego po każdym starcie zapisuje swoje spostrzeżenia, uwagi i zalecenia. W ten sposób poprawia błędy, eliminuje niedociągnięcia i odnotowuje co się sprawdziło. Logistyka jest bardzo ważna w przygotowaniach do bardzo długich biegów. Lista jej uwag dotyczy zarówno sprzętu, pożywienia, jak i treningu. [h3]Andrzej Radzikowski - sukces, to zbiór wielu elementów[/h3] Andrzej Radzikowski to biegacz długodystansowy, ultramaratończyk. Zwycięzca cyklu Biegowa Korona Himalajów (2011), 246-kilometrowego Spartathlonu (2016), 48-godzinnego biegu na Festiwalu w Atenach (2019), mistrz Polski i Europy (2018) w biegu 24h. Zawodnik ten do biegania podchodzi w sposób holistyczny. Uważa, że sukces można osiągnąć łącząc wiele elementów. Oprócz różnych metod w treningu biegowym, stawia też na wzmacnianie wszystkich partii mięśniowych swojego ciała. Ważne są zajęcia na siłowni, ćwiczenia na płotkach, a także stretching. Istotna jest także odpowiednia dieta oraz odpoczynek i solidna regeneracja po treningu. Trzeba także obmyślić całą strategię na bieg i logistykę. Wg Radzikowskiego jest to niezbędne, żeby właściwie przygotować się do startu w priorytetowych zawodach.  
[caption id="attachment_63282" align="aligncenter" width="4010"] Fot. Adam Staskiewicz/East News, Piotrkow Trybunalski, 27.01.2019. Kapielisko miejskie Sloneczko.[/caption] [h2]W ostatnich latach popularność morsowania zdecydowanie wzrosła. Co w tym jest takiego, że zaczyna przyciągać masy? O zaletach, przeciwwskazaniach oraz poradach dla początkujących rozmawiamy z prezesem Stowarzyszenia ,,Kąpiący się zimą" - Olsztyn, panem Januszem Moszczyńskim.[/h2] Sportowcy, nie tylko zawodowi, ale również ci traktujący aktywność ruchową amatorsko, powinni dbać o odnową biologiczną. Jednym z ważnych elementów regeneracji tkanek mięśniowych, stawów i innych części naszego ciała jest naturalna krioterapia, czyli po prostu morsowanie. [h3]Gdzie?[/h3] Morsowanie to poddawanie się kąpielom w okresie zimowym poza pomieszczeniem, czyli na odkrytych akwenach wodnych. Mogą to być jeziora, stawy, glinianki, rzeki itp. Woda wtedy jest lodowata, a temperatury są najczęściej minusowe. - Akwen do kąpieli wcześniej sprawdzamy już latem - mówi Janusz Moszczyński. - Bardzo dobrze jak jest łagodne wejście do wody. Kąpiemy się w każdą pogodę. [h3]Po co?[/h3] Andrzej Bronakowski podaje przykład Mohameda Faraha, lekkoatlety, mistrza świata oraz złotego medalisty olimpijskiego na 5 000 m i 10 000. – On również korzysta z zimnych kąpieli – mówi fizjoterapeuta. – Po zwycięskim biegu na dystansie 10 000 m w Pekinie podczas mistrzostw świata, kilka dni później wygrał na 5 000 m. Gdy go spytano w jaki sposób tak szybko się zregenerował, odpowiedział krótko: „Odpoczynek, masaże i zimne kąpiele”. Działanie na psychikę: po zimnej kąpieli krew zaczyna szybciej krążyć, czujesz przypływ siły i energii. Jesteś pełny życia. Terapia zimnem potrafi skutecznie wpływać na zmniejszenie stresu i rozładowanie napięć. Czujesz się pobudzony i  zmotywowany do działania. - Morsowanie jest wspaniałą terapią. Dla niektórych kąpiel w lodowatej wodzie jest formą dbania o sylwetkę. Sądzi się bowiem, że spędzanie 3 minut w wodzie o temperaturze 3 st. Celsjusza pochłania z organizmu energię równą sprintowi na 1500 metrów – mówi Moszczyński. [h3]Dla kogo?[/h3] Morsowanie, to aktywność ekstremalna. Po wejściu do wody serce zaczyna szybciej bić, a oddech staje się przyspieszony. Te reakcje na lodowatą wodę mogą nas na początku zaniepokoić lub nawet przestraszyć. Oczywiście to nie oznacza, że z naszym organizmem dzieje się coś złego. Jednak, żeby uniknąć jakiś kłopotów warto sprawdzić, jakie są przeciwskazania do morsowania. - Kapać mogą się praktycznie wszystkie osoby (średni stan zdrowia) poza mającymi problemy z sercem i układem krążenia, nadciśnieniem, cukrzycą, chorobami nerek i wątroby - informuje Janusz Moszczyński. - Oczywiście przed lodowatą kąpielą warto skonsultować się z lekarzem. Kąpiel w wodzie o temp. 2st. C trwać może oczywiście tylko kilka minut. W przeciwnym razie może dojść do spadku temperatury ciała, które nazywamy hipotermią. Morsowanie musi się odbywać według określonych zasad wtedy jest bezpieczne. Jeśli chodzi o dzieci, to mogą morsować, ale pod okiem dorosłych opiekunów. Ich kąpiel powinna trwać bardzo krótko. Jest to raczej pluskanie się w wodzie. Dzieci jeszcze nie mają w pełni ukształtowanego systemu odpornościowego. [h3]Jak zacząć?[/h3] Przed pierwszym morsowaniem dobrze jest dowiedzieć się jak najwięcej na ten temat. Warto porozmawiać z osobami, które kąpią się na powietrzu już od dłuższego czasu. One nam podpowiedzą w co się ubrać i jak się nastawić mentalnie do swojego ,,pierwszego razu". - Początkujący powinien skonsultować się z doświadczonym morsem - radzi Janusz Moszczyński. - Nie są wymagane jakieś niezwykłe przygotowania przed wejściem do wody, ani szczególne predyspozycje organizmu. Potrzebne jest tylko przygotowanie jak przed każdym wysiłkiem rekreacyjno-sportowym. Przed kąpielą trzeba być wypoczętym i w dobrym samopoczuciu. Do wody wchodzimy zdecydowanie i zanurzamy się do klatki piersiowej. Na początek kąpiel trwa od 1 do 2 minut. W miarę regularnych kąpieli zwiększamy czas przebywania w lodowatej wodzie do 5 min. Sezon morsowy trwa od października do końca kwietnia. Jak się przygotować do morsowania tuż przed? • nie spożywamy przed morsowaniem alkoholu • nie smarujemy ciała żadnym kremem • rozgrzewka powinna trwać od 5 do 10 minut (lekki bieg, podskoki, pajacyki). Musimy podczas rozgrzewki wyzwolić ciepło wewnętrzne naszego ciała, bez potu na czole • ubiór: do rozgrzewki ubieramy się w polar, czapkę oraz obuwie neopranowe. Nogi powinny być odsłonięte. • 2-3 godziny przed kąpielą nie spożywamy posiłków i ciepłych płynów. W żywieniu osób praktykujących zimowe kąpiele szczególną uwagę należy zwrócić na wartość energetyczną i odżywczą codziennej diety. Przed kąpielą zjadamy posiłek lekkostrawny i nie pijemy kawy. [h3]Jak często?[/h3] Systematyczność jest kluczem do sukcesu. regularne morsowanie uodporni nas na chłód i przyzwyczai do szoku jakiego doznaje ciało po zetknięciu z lodowatą wodą. - Wystarczy regularnie kąpać się raz lub dwa razy w tygodniu - twierdzi prezes Stowarzyszenia ,,Kąpiący się zimą". - Ważna jest regularność morsowania. Kąpiel raz w tygodniu przyniesie też odpowiedni efekt. Najlepiej jest morsować w godzinach południowych. [h3]Rzeczy, które należy zabrać na morsowanie ze sobą to:[/h3] ręcznik, kąpielówki, czapka, buty neoprenowe, polar, mata na, której można stanąć termos z ciepłym napojem - Dla bezpieczeństwa kąpiemy się w większej grupie osób i pod okiem ratowników medycznych - przekonuje Janusz Moszczyński - Należy morsować z nakryciem głowy, najlepiej w czapce. Chronimy w ten sposób głowę przed utratą ciepła. To właśnie głową kontrolujemy temperaturę naszego ciała podczas zimnej kąpieli. Buty najlepiej jeśli są neoprenowe, które chronią stopy przed skaleczeniem i zapewniają komfort podczas rozgrzewki. Oczywiście można kąpać się bez obuwia. Dla bezpieczeństwa kąpieli nie nurkujemy w lodowatej wodzie. Oczywiście nic się nie stanie jeśli na kilka sekund zamoczymy głowę. - Morsowanie trwa od 3 do 5 minut (temperatura wody 2 st. C). Każda osoba indywidualnie określa czas przebywania w wodzie. Na tym polega morsowanie, że to my mamy kontrolę nad swoim ciałem i wiemy kiedy powinniśmy w odpowiednim momencie wyjść z wody. Jeśli chodzi o trening biegowy w dniu morsowania, to radziłbym go przeprowadzić co najmniej w godzinę po kąpieli – mówi Moszczyński. [h3]Co po kąpieli?[/h3] Ważną kwestią jest, żeby nie przesadzić z ilością czasu spędzonego w lodowatej wodzie. Jesteśmy pełni euforii, ciało przyzwyczaiło się do zimna i niektórzy mogliby próbować bić rekordy w morsowaniu. Lepiej nie przeszarżować. - Radziłbym zaraz po morsowaniu szybko przebrać się w suche ubranie - mówi Janusz Moszczyński. - Po wyjściu z wody ubieramy się jak najszybciej zakładając ubranie na górną partię ciała, a później pozostałe. Po ubraniu się możemy też przeprowadzić krótką rozgrzewkę np. przysiady, pajacyki, skłony itp. Oczywiście można też rozgrzać się napojem i tu bardzo przydatna jest ciepła herbata, którą wcześniej zabraliśmy ze sobą w termosie. Morsowanie przynosi wiele korzyści zdrowotnych. Jest też świetną formą odnowy biologicznej dla osób, które np. uprawiają bieganie. Dzięki pobudzeniu krążenia, w organizmie następują procesy naprawcze i regeneracyjne, co powoduje zmniejszenie różnych dolegliwości potreningowych. Znika ból, komórki łatwiej się regenerują, dzięki czemu podczas kolejnego biegu nie odczuwamy dyskomfortu. Tak więc, morsowanie jest bardzo pożyteczne, jednak warto podejść do tego rozsądnie i przed pierwszą kąpielą zdobyć niezbędną wiedzę na ten temat. Tekst pochodzi z tygodnika "Magazyn Bieganie" (nr 5) dostępnym w aplikacji na urządzenia mobilne. Znajdziesz tam również listę popularnych miejsc do morsowania. 
[caption id="attachment_55519" align="aligncenter" width="1254"] istock.com[/caption] [h2]Życiówka na 10 kilometrów wymaga nie tylko odpowiedniego przygotowania, ale i optymalnej taktyki. Zależnie od tego, na jakim jesteś poziomie, powinieneś rozegrać dystans nieco inaczej. Najbliższa okazja do sprawdzenia się na dychę już 11 listopada! Dwa największe biegi odbywają się w Warszawie oraz Poznaniu.[/h2] [h3]Jak dobrać tempo[/h3] Zanim dobierzesz taktykę startu pod siebie, musisz wiedzieć, na jakim poziomie sportowym się znajdujesz. Pomagają w tym kalkulatory biegowe oraz sprawdzian w biegu na 5 km. Potencjalny czas na dychę można ekstrapolować także z czasu półmaratonu. Umownie można podzielić biegaczy amatorów na dwie grupy - tych bliżej 30 i tych bliżej 60 minut. Grupa druga ma to szczęście, że w ich wykonaniu dyszka jest biegiem względnie komfortowym. Przypomina półmaraton szybkich zawodników, odbywa się niemal w całości w równowadze kwasowej. Równe tempo bez większych kryzysów to wtedy sposób na wykręcenie najlepszego czasu. Im szybciej pokonujemy dystans, tym w grę wchodzi wyższa intensywność, a tym samym - większy dyskomfort. Chcąc biegać na poziomie amatorskiej elity, czyli blisko bariery 30 minut, należy zarówno w treningu, jak i na zawodach, umieć zbliżyć się do granic możliwości fizycznych. [h3]Negative split[/h3] Obserwując biegaczy elity światowej, można zauważyć, że najlepsze dyszki są rozgrywane z lekkim negative splitem - pierwsza część dystansu jest odrobinę wolniejsza niż druga. W praktyce oznacza to równe tempo na dystansie oraz piorunujący finisz. Jeśli uda się w ten sposób rozłożyć tempo, droga do życiówki stoi otwarta. [h3]Podział dystansu[/h3] Bardzo praktyczną umiejętnością jest psychiczny podział dystansu na trzy części plus finisz. Poza tempem w wyścigu liczy się bowiem umiejętność rozłożenia sił. Nie zawsze opłaca się trzymanie tempa, które wylicza kalkulator bądź wybujała ambicja. Realnie rzecz biorąc, tempo w danym dniu zależy także od samopoczucia, trasu i warunków pogodowych. Pierwsza tercja, czyli pierwsze 3 kilometry, to bieg na pełnym komforcie. Zadyszka bezproblemowa, mięśniowo pełen luz. Szybcy biegacze na pierwszych kilkuset metrach powinni się czuć jak na spacerze. Pierwsza minuta biegu to newralgiczny czas, wtedy można popełnić najwięcej błędu. Zbyt wysoka produkcja kwasu mlekowego na tym etapie uniemożliwi utrzymanie tempa w drugiej połowie. Dlatego na starcie zaleca się zimną krew oraz spokojne dochodzenie do pożądanego tempa. W przypadku skrajnym za szybkie pierwsze 200 metrów potrafi kompletnie spalić bieg. Druga tercja to okres stabilizacji tempa. Jeśli pierwsza trójka została rozegrana mądrze, to na drugiej utrzymanie tempa wymaga pewnego wysiłku i aktywnej pracy, ale rozgrywanej pod pełną kontrolą. Na tym etapie trzeba przypominać sobie, że walczy się o wynik, tempo nie powinno uciekać, ale to jeszcze nie jest bieg w dyskomforcie. Pierwsze 6 km w biegu na dychę powinno być względnie komfortowe. Należy czuć, że się biegnie i że jest to solidne tempo, zadyszka jest dość wysoka, ale optymalne jest poczucie, że gdyby było trzeba, można by jeszcze przyspieszyć. Cierpienie na pierwszych sześciu kilometrach zwykle oznacza, że utrzymanie tempa będzie niemożliwe na kluczowych, ostatnich kilometrach. Tercja trzecia to wejście w dyskomfort. U różnych osób przyjmuje on różne postacie, ale zwykle oznacza bóle mięśniowe, potężną zadyszkę i nieprzyjemne uczucie w żołądku. To kluczowy moment biegu. Tu tempo nie powinno spadać lub spada nieznacznie. To jest też pierwszy moment walki. Pierwsze sześć kilometrów powinno być na tyle komfortowe, żeby nie odczuwać, że "walczy się" o wynik. To raczej szybki, ale kontrolowany bieg. Od 6. do 9. kilometra toczy się prawdziwa walka i to wtedy sprzedajemy rezerwy psychiczne i fizyczne. Ból stopniowo narasta, produkcja kwasu mlekowego jest bardzo wysoka i przekracza znacznie możliwości oczyszczania. Jeśli jest się przygotowanym, to powinno być się w stanie wytrzymać ten stan. I wreszcie finisz - ostatni kilometr! Zawodnicy typu szybkościowego powinni się nastawiać wręcz tylko na 300-500 metrów szalonego zrywu. Wytrzymałościowcy - na równomierne podkręcanie tempa przez cały ostatni kilometr. O ile finisz jest zwykle trudny fizycznie, o tyle psychicznie biegnie się czasami łatwiej niż w trzeciej tercji. Świadomość bliskości mety pozwala uwolnić pozostałe jeszcze rezerwy. Bieg odbywa się na morderczej zadyszce, w straszliwym bólu i na poziomie kwasu, który zabiłby bakterie na blacie kuchennym... ale o to chodzi, gdy walczy się o wynik! Jeśli na ostatnim kilometrze urywa się, w cierpieniu, 10-20 sekund w porównaniu do średniego tempa, oznacza to optymalne rozegranie biegu. Jeśli więcej, to może to oznaczać, że tempo było wcześniej za niskie. To można oczywiście nadrobić w kolejnym starcie. [h3]Czynniki pozostałe[/h3] Ważnym elementem biegu na optymalny czas jest psychika oraz konkretny sposób rozegrania biegu. Należy być zmobilizowanym do walki, ale bez narzucania sobie paraliżującej presji. Nastawiać się na walkę i na cierpienie na końcowym etapie, ale bez panikowania. Mieć świadomość, że najlepsze wyniki nie przychodzą łatwo i należy je wyszarpać. Optymalnym sposobem biegu jest grupa, która mobilizuje dodatkowo. Ideałem - "zając", który prowadzi w równym tempie, mobilizuje i osłania przed wiatrem. Uzyskanie wyniku w samotnej walce jest dużo trudniejsze. Powodzenia!
[h2]"Coś mnie łamie" - w okresie jesienno-zimowym podobne zwroty słychać wokół niestety coraz częściej. Przeziębienie, zanim przerodzi się w poważniejszą niedomogę zdrowotną, można zwalczać domowymi sposobami. Na szczęście jest ich całe mnóstwo. Można je dowolnie łączyć i mieszać. Mamy przecież chwilowo więcej czasu, który możemy wykorzystać na zdrowienie zamiast na trening.[/h2] Granica pomiędzy niegroźnym przeziębieniem a chorobami takimi jak angina czy grypa może być, niestety, łatwa do przeoczenia. Jeśli mamy wątpliwości co do swojego stanu zdrowia, łamie nas w kościach, czujemy ogólne rozbicie i mamy podwyższoną temperaturę, odpuśćmy treningi i udajmy się na wizytę do lekarza. Jeżeli jesteśmy przekonani, że dopiero "coś nas bierze", możemy z powodzeniem zwalczyć przeziębienie w zarodku. Co oczywiście nie znaczy, że w międzyczasie możemy wyskoczyć na jakieś sprinty albo podbiegi... [h3]Najpierw natura, potem leki[/h3] Dlaczego nie warto od razu faszerować się lekarstwami? Zawsze lepiej pomóc organizmowi zmobilizować się do samodzielnej walki z zarazkami. Farmaceutyki obciążają nasze wątroby i nerki, dodatkowo nas przez to osłabiając. Ponadto nierzadko powodują zamaskowanie objawów chorobowych - wydaje nam się, że jesteśmy już zdrowi, więc idziemy do pracy i na trening... a potem lądujemy w łóżku z jeszcze bardziej kiepskim samopoczuciem. Ponadto w trakcie brania popularnych lekarstw, takich jak choćby ibuprofen, nie powinniśmy podejmować treningu, zwłaszcza intensywnego. Pamiętajmy też, że niektóre z substancji, nawet te dostępne w aptece bez recepty, są uznawane za niedozwolone środki przez Światową Agencję Antydopingową (i co za tym idzie, również POLADĘ). [h3]W objęciach Morfeusza[/h3] Najlepszym lekarstwem i sposobem na regenerację organizmu jest... sen. Prawidłowa ilość snu w ciągu doby wpływa na zapobieganie chorobom, a dodatkowe drzemki i sen w ciągu dnia jest świetną receptą na szybką rekonwalescencję. W trakcie choroby zapewnijmy sobie jak największy komfort - oznacza to również możliwość schowania się pod ciepłą kołdrą. Nie musimy chyba przypominać, że jedyną słuszną decyzją w trakcie przeziębienia jest wzięcie sobie dnia wolnego od pracy? [h3]Komfort, ale nie w "akwarium"[/h3] Koce i kołdry z pewnością pozwolą nam na przeżycie tych trudnych chorobowych dni w komforcie, jednak to nie znaczy, że wskazane jest przebywanie w pomieszczeniu o jak najwyższej temperaturze. Wręcz przeciwnie - aby szybko wrócić do zdrowia, powinniśmy dbać o optymalną cyrkulację powietrza w mieszkaniu. Nie bójmy się wietrzyć pomieszczeń! Jeśli dysponujemy nawilżaczem powietrza, to również bardzo dobry moment, żeby go uruchomić. [h3]Woda i jeszcze raz woda[/h3] Pijmy dużo wody. To zawsze dobra rada, a w czasie choroby podwójnie trafiona. Duża ilość płynów pozwala na odpowiednie nawilżenie śluzówek, którym dzięki temu łatwiej jest wrócić do homeostazy. Ziołowe herbaty też jak najbardziej zaliczają się do płynów, które są w stanie nas nawodnić. Miejmy przy sobie szklankę (lub butelkę) wody - chłodnej lub ciepłej. Jeśli tylko mamy ochotę, możemy dodać do niej cytrynę i imbir, który świetnie działa przeciwzapalnie. [h3]Czosnek i cebula[/h3] Cebula i czosnek to jedni z najokrutniejszych pogromców bakterii. Te naturalne antybiotyki pozwolą nam wyzdrowieć w mgnieniu oka. Możemy dodawać je do niemal każdego posiłku. Jeśli jesteśmy w stanie przyjąć taki specjał, zróbmy sobie syrop z cebuli. Przyda nam się również jako sposób na zapobieganie kolejnym przeziębieniom. [h3]Witamina C i witamina D[/h3] W dużych dawkach potrafi znacznie przyspieszyć powrót do zdrowia, w niewielkich jest świetną profilaktyką zdrowotną na jesienne dni. Nie musi być lewoskrętna... Z kolei witamina D powinna być suplementowana właściwie przez cały rok, a już obowiązkowo w trakcie jesieni i zimy. Niestety w polskim klimacie nie możemy liczyć na syntetyzowanie tejże witaminy z promieni słonecznych w okresie od października do marca, a co więcej - jeśli latem wychodzimy na zewnątrz tylko wcześnie rano oraz wieczorem, również nie skorzystamy zbyt wiele z dobrodziejstw słońca. Warto jednak wiedzieć, że witaminy D nie wolno suplementować na zasadzie "ile wlezie". Zbyt wysoki poziom cholekalcyferolu jest neurotoksyczny. Zanim ustalimy odpowiednią podaż suplementu, oznaczmy poziom tego parametru we krwi. [h3]Inhalacje olejkami eterycznymi[/h3] To skuteczny i całkiem przyjemny sposób na infekcje przebiegające z katarem, kaszlem czy uczuciem zatkanych zatok. W rekonwalescencji świetnie sprawdzają się zwłaszcza olejki eukaliptusowe, sosnowe, lawendowe i miętowe. [h3]Sauna[/h3] Jeśli chodzi o użycie sauny jako metody szybszego powrotu do zdrowia, musimy być bardzo ostrożni. To dobry sposób na wybicie przeziębienia w zarodku, to jest wówczas, gdy zaczynamy czuć się nieco niewyraźnie. W późniejszych etapach choroby sauna może nam wyłącznie zaszkodzić. Co więcej, przychodzenie do sauny z chorobą jest wyrazem braku dobrego wychowania - na pewno sami nie chcielibyśmy, aby ktoś kaszlący i zakatarzony przychodził zarażać nas w saunie.
[h2]Triathlon bywa rozpatrywany jako trzy dyscypliny, a z tego względu widziany jest jako wyjątkowo czasochłonny. W przeciwieństwie do biegaczy, triathloniści-amatorzy często trenują po dwa razy dziennie. Dzienniczki treningowe triathlonistów obrastają niekiedy w legendy, a ilość czasu, jaki poświęcają na swoją pasję, zbliża się do wymiaru etatu. Ile rzeczywiście powinien trenować triathlonista, aby notować stały progres?[/h2] Ile czasu musimy poświęcić na trening triathlonu, aby z jednej strony nieustannie się poprawiać, a z drugiej - nie wpaść w przetrenowanie i związane z nim zniechęcenie? Granica pomiędzy nieuniknionym, "zdrowym" zmęczeniem pojawiającym się w procesie treningowym a przewlekłym przemęczeniem jest dość cienka i płynna. Z całą pewnością nie powinniśmy trenować "ile wlezie", to jest ładować w swój plan treningowy tyle jednostek, ile jesteśmy w stanie znieść, żeby jeszcze czuć się dobrze. Jeśli mamy tendencje do tego, aby postępować w ten sposób - trenować ile się da, gdy czujemy się w porządku i nie trenować wcale, gdy jesteśmy zmęczeni - zdecydowanie powinniśmy rozważyć podjęcie współpracy z trenerem. Osoba z zewnątrz będzie w stanie spojrzeć na nasz proces treningowy z szerszej perspektywy i powiedzieć nam, kiedy powinniśmy wykonać jednostkę treningową pomimo zmęczenia, a kiedy warto odpuścić, nawet jeśli głowa i nogi wołają nas do dokręcania kolejnych kilometrów. [h3]Doba ma tylko 24 godziny[/h3] Ogólnie rzecz biorąc, liczba godzin, jaką powinniśmy przeznaczać na trening, zależy od kilku czynników. To przede wszystkim nasze obłożenie sprawami pozatreningowymi. Jeżeli pracujemy po 8-10 godzin dziennie, mamy na sobie obowiązki rodzinne i inne sprawy, którymi musimy regularnie się zajmować, naturalne jest, że nie będziemy mogli trenować tyle, ile zawodowcy. Musimy przede wszystkim trzeźwo spojrzeć na listę naszych priorytetów i szczerze odpowiedzieć sobie na pytanie, co jest dla nas najważniejsze. [h3]Szlachetne zdrowie...[/h3] Niezależnie od ambicji sportowych, powinniśmy mieć zawsze na uwadze nasze zdrowie. Prawidłowa ilość snu, odpoczynek, odnowa biologiczna, odpowiednia dieta - to wszystko na dłuższą metę jest równie ważne jak sam trening. Niekiedy lepszym wyborem będzie pójście do sauny czy ucięcie sobie drzemki niż wyrywanie się za wszelką cenę do wykonania kolejnej zaplanowanej jednostki. Raz na jakiś czas nie ma nic złego w "przełamywaniu" zmęczenia treningiem, jednak na dłuższą metę może to się na nas boleśnie zemścić. [h3]Lepiej zapobiegać niż leczyć[/h3] Niezależnie od obłożenia treningiem i aktualnego samopoczucia, powinniśmy dbać o swoje zdrowie. Regularne badania krwi, odpowiednio dobrana suplementacja, a przede wszystkim odpoczynek w postaci odpowiedniej ilości snu powinny być dla nas absolutnym "must have". Przyjmuje się, że "zwykły" człowiek powinien zrobić sobie morfologię krwi co najmniej raz w roku - w przypadku sportowców parametr ten co najmniej się podwaja. Oprócz tego co jakiś czas powinniśmy wykonać sobie badanie ekg i echo serca. Zdecydowanie wskazane są też okresowe wizyty u fizjoterapeuty - nawet (zwłaszcza!) wtedy, kiedy nic nam nie dolega. [h3]Czym skorupka za młodu nasiąknie[/h3] To, ile czasu musimy poświęcić na trening, zależy także od naszego stażu sportowego. Jeśli od najmłodszych lat trenowaliśmy którąś z dyscyplin - na przykład pływanie - to z pewnością w dorosłym życiu, gdy zechcemy trenować triathlon, będziemy mogli poświęcić stosunkowo najmniej czasu na tę dyscyplinę. Nawet jeżeli mieliśmy wiele lat przerwy, wiele umiejętności oraz "wyczucie" danej dyscypliny zostaną w nas na tyle, że w razie potrzeby będziemy w stanie wrócić do formy dosyć szybko. Tę prawidłowość widać zwłaszcza w kontekście pływaków, którzy po wejściu w triathlon nie miewają problemów z poradzeniem sobie w pierwszym etapie dyscypliny. W przypadku kolarstwa i biegania analogiczna sytuacja jest znacznie rzadziej spotykana, a powód jest bardzo prosty - wyczynowy trening tych dwóch dyscyplin zaczyna się znacznie później niż pływacki. [h3]Projekt na chwilę czy na lata?[/h3] Elementem, który bierzemy pod uwagę przy rozważaniu odpowiedniej ilości treningu dla triathlonisty, jest... cel do którego dążymy. Jeśli zależy nam na stopniowym, równomiernym rozwoju, który pozwoli nam na notowanie progresu i czerpanie przyjemności z uprawiania sportu przez wiele lat, w naszym interesie leży to, aby nie zamęczyć się w swoich pierwszych sezonach. W skrajnych przypadkach, po przejściu ciężkiego przetrenowania można już nigdy nie wrócić do formy, jaką miało się przedtem - a przede wszystkim można już nawet nie mieć na to ochoty. Są jednak pośród nas tacy, którzy mówią otwarcie, że chcą poświęcić jeden lub dwa sezony na przygotowanie się do danych zawodów, a potem najprawdopodobniej zajmą się czymś innym. Nie jest to ani lepsze, ani gorsze rozwiązanie - jest to po prostu inna droga do dość niestandardowego celu. W tym wypadku nieco bardziej uzasadnione jest podejmowanie większego ryzyka zdrowotnego - projekt jest zamknięty w określonym czasie.
[h2]25 października 2019 r. – wiodąca amerykańska marka sportowa, Under Armour,  otworzyła dzisiaj pierwszy sklep firmowy w Polsce – w warszawskim centrum handlowym Westfield Arkadia.[/h2] Podczas wyjątkowego wydarzenia został przedstawiony polski ambasador marki, Robert Karaś – triathlonista, mistrz i rekordzista świata na dystansie potrójnego i podwójnego Ironmana. W otwarciu wzięli udział jedni z najlepszych sportowców w kraju: pierwszy Polak w lidze NBA Cezary Trybański, dwukrotna mistrzyni świata we wspinaczce sportowej na czas Aleksandra Mirosław oraz mistrz triathlonu Jerzy Górski. Spotkanie poprowadził prezenter telewizyjny i radiowy oraz zaawansowany triathlonista – Maciej Dowbor. Pierwszy sklep Under Armour w Polsce ma powierzchnię ponad 200 metrów kwadratowych. W jego ofercie znajdują się zaawansowane technologicznie linie odzieży, obuwia i akcesoriów sportowych do treningu oraz biegania w różnych warunkach pogodowych. Obsługę warszawskiego Under Armour Brand House tworzy zespół wyszkolonych ekspertów. Doradza w wyborze produktów, które pozwolą każdemu trenować, wyglądać i czuć się jak najlepiej. Nowy sklep spełnia wszystkie globalne standardy Under Armour, tak aby zapewnić klientom i klientkom marki w Polsce kontakt ze światem sprzętu sportowego najwyższej klasy. W weekend otwarcia – od dzisiaj, 25 do 27 października – przygotowano promocję dla klientów sklepu. Każdy, kto udostępni w mediach społecznościowych zdjęcie postumentu Under Armour, ustawionego w atrium Westfield Arkadia i oznaczy je hasztagiem #UnderArmourWarsaw, będzie mógł odebrać 25 zł zniżki na zakup odzieży oraz 50 zł zniżki na zakup obuwia Under Armour. Dodatkowo w tym okresie, do każdego zakupu odzieży lub obuwia klienci otrzymają specjalny prezent z okazji otwarcia – plecak Gym Sackpack. Szczegóły promocji są dostępne w sklepie. Pierwszy polski Under Armour Brand House ulokowano w jednym z największych i najnowocześniejszych centrów handlowych w kraju. Sklep mieści się na parterze centrum handlowego Westfield Arkadia w Warszawie i jest otwarty od poniedziałku do soboty w godz. 10:00 – 22:00 oraz w niedziele handlowe od 10:00 do 21:00. Więcej informacji o marce Under Armour znajduje się na stronie internetowej underarmour.eu.
[h2]26 października w Albi odbędą się Mistrzostwa Świata w biegu 24-godzinnym. Startuje w nich nasza reprezentantka i mistrzyni świata z 2017 r., Patrycja Bereznowska. Biegaczka na swoim profilu facebookowym pokazała zdjęcie, obrazujące nieco skromny strój reprezentacji Polski, który dostała od Polskiego Związku Lekkiej Atletyki. Opatrzyła je wiele mówiącym zdaniem: "Pozostawię to bez komentarza.[/h2] T-shirt, krótkie legginsy, bluza, a wisienką na torcie jest czapeczka z daszkiem. Wszystko to oczywiście w barwach biało-czerwonych, z orzełkiem i dumnym napisem POLSKA. Niestety sam pakiet już nie napawa dumą. Co z nim nie tak? W 24-godzinnym biegu w październiku, czyli każda ewentualność pogody, czasem potrzeba przebrania się wielokrotnie. Spodenki tego typu nadają się na bardzo krótkie stadionowe bieganie, przy ładnej pogodzie....i raczej 20 latach na karku... Oczywiście na bieg 24 h potrzebne jest przetestowanie i to wielokrotne sprzętu - napisała Patrycja pod postem. Rzeczywiście na wielu zdjęciach z zawodów w których startuje Patrycja, widzimy, że jest ona w legginsach nieco dłuższych, przed kolana. Tymczasem te sprezentowane przez PZLA ledwo zakrywają pośladki. W przypadku biegu 24-godzinnego, dosłownie każda drobnostka ma znaczenie. Fani są oburzeni: Nie do pomyślenia. Bardzo mi przykro ze ta firma zupełnie nie rozumie ultrarunning. Dramat. Powiem szczerze, że ręce opadają... Osobiście kulturalnie bym to oddał. Aby ukazać kontrast, jak związek dba o naszych zawodników, prezentujemy zdjęcia reprezentantów innych krajów. Stany Zjednoczone: Brazylia: Serbia: Sytuacja jest o tyle przykra, że Patrycja Bereznowska jest naszą najbardziej utytułowaną zawodniczką w biegach 24-godzinnych. To mistrzyni świata (łącznie na MŚ zdobyła 3 medale), trzykrotna mistrzyni Europy oraz trzykrotna wicemistrzyni Starego Kontynentu. Jak widać dla PZLA nie jest to wystarczające, aby zasłużyć sobie na odpowiedni strój, którym ma reprezentować nasz kraj. PODOBAŁO CI SIĘ? A MOŻE BYĆ JESZCZE LEPIEJ! POBIERZ APLIKACJĘ "MAGAZYN BIEGANIE". TAM PUBLIKUJEMY NASZE NAJLEPSZE TEKSTY.
[h6]Fot. Patrycja Bezeznowska[/h6] [h2]W dniach 26-27 października we francuskim Albi odbędą się mistrzostwa świata w biegu 24-godzinnym. Reprezentacja Polski z tej okazji otrzymała nowe stroje, którymi w mediach społecznościowych "pochwaliła się" Patrycja Bereznowska. Jej wpis wywołał intensywną dyskusję.[/h2] Zacznijmy od faktów. Patrycja Bereznowska to indywidualna mistrzyni świata i drużynowa wicemistrzyni świata w biegu 24-godzinnym z 2017 r. i była rekordzistka świata w tej konkurencji. PZLA to Polski Związek Lekkiej Atletyki, którego celem statutowym jest m.in. "upowszechnianie, popularyzacja i podnoszenie poziomu lekkiej atletyki w Rzeczypospolitej Polsce" w tym "Przygotowywanie reprezentantów Rzeczypospolitej Polski w lekkiej atletyce do uczestnictwa w międzynarodowym współzawodnictwie sportowym." W związku ze swoim wysokim poziomem sportowym Patrycja Bereznowska będzie reprezentowała Polskę podczas mistrzostw świata w biegu 24-godzinnym. W tym celu, tak jak inni nasi reprezentanci, otrzymała od Związku kadrowy ekwipunek, z którego na Mistrzostwach powinna korzystać. Jak do tej pory wszystko brzmi pięknie. Szkopuł w tym, że stroje niekoniecznie nadają się do biegów ultra, wydano je na ostatnią chwilę i, mówiąc delikatnie, trudno wyobrazić sobie korzystanie wyłącznie z tak skromnego pakietu przez 24 godziny biegu. A przecież reprezentanci powinni startować w strojach zaakceptowanych przez narodową federację nawet pod groźbą dyskwalifikacji. Oto rzeczony strój: [h6]Fot. Patrycja Bereznowska[/h6] Na zdjęciu widzimy koszulkę, czapkę z daszkiem, bluzę i krótkie spodenki/leginsy. "Na bogato!" - pomyślałby przeciętny Kowalski, zastanawiając się czy nie zacząć biegać dla darmowych ciuchów. Wystarczy obskoczyć kilka międzynarodowych imprez i można otworzyć kram z odzieżą używaną. Biznes nie w kij dmuchał! Jeśli jednak myśli się o tym, by na biegowych ubraniach zarobić, warto wcześniej pomyśleć nad zmianą obywatelstwa. Tacy np. reprezentanci USA otrzymują "nieco" pełniejsze wyposażenie. W ich przypadku wystarczy dostać się na choć jedną imprezę, by zrobić odzieżowy deal życia. Zobaczcie zresztą sami, jak wygląda zestaw reprezentantki Stanów Zjednoczonych Megan Alvarado: Na widok tego zdjęcia polscy działacze lekkoatletyczni zapewne przewróciliby oczami. Wszak po co komu taka masa sprzętu, skoro będzie biegał tylko przez 24 godziny? Tyle ciuchów na jeden dzień? Jadą do tego Albi startować czy na wybieg mody? I kto ma zapłacić za nadbagaż? Poza tym wiadomo, że jednym z największych sprawców zanieczyszczenia środowiska jest przemysł odzieżowy. Polska reprezentacja, otrzymując mniej strojów jest bardziej eko. Czyli bardziej nowoczesna i zgodna ze współczesnymi trendami. Nie to co ci zepsuci imperializmem, przebrzydli kapitaliści Amerykanie. Jak się jednak okazuje, nie tylko współbratymcy Donalda Trumpa wyznają staropolską zasadę "postaw się, a zastaw się". Pod postem Patrycji Bereznowskiej Jacek Będkowski, dyrektor do spraw komunikacji Międzynarodowego Stowarzyszenia Biegaczy Ultra (IAU), umieścił kilka zdjęć pokazujących, że również ekwipunki takich reprezentacji, jak Brazylia, Serbia, Bośnia i Hercegowina czy Ukraina wyglądają na znacznie bogatsze i obszerniejsze. Jak to dobrze, że w trosce o kieszenie podatników polscy działacze wybrali skromność, minimalizm i zachowali powściągliwość ocierającą się wręcz o ascetyzm. Przynajmniej nasza ekipa nie musi się wysilać, by wyróżnić się na tle innych. Reprezentacyjny strój imponuje także przemyślanym designem. Zwłaszcza, jeśli chodzi o spodenki i wyraźny napis "POLSKA" w miejscu, gdzie plecy swą szlachetną nazwę kończą. Odnoszę nieodparte wrażenie, że jest to ukryty przekaz ze strony działaczy, pokazujący zawodnikom, gdzie jest ich miejsce w związkowej hierarchii. Z drugiej strony, dobrze że projektanci wpadli tylko na pomysł zamieszczenia w tym miejscu napisu, a nie np. wizerunku orła w koronie. Siedzącego na tronie. Jak powszechnie wiadomo, w przypadku tak długich biegów, jak ten 24-godzinny, gdzie zawodniczki i zawodnicy będą pokonywać grubo powyżej 200 km, sprawdzony i wygodny strój jest kluczowy, bowiem jednym z elementów mogących zrujnować zawody są bolesne otarcia spowodowane niesprawdzonym elementem ubioru. Niestety, powszechna wiedza nie dociera tam, gdzie w PZLA zapadają decyzje. Choć zawodnicy już w poprzednich latach zwracali uwagę na to, by wcześniej otrzymać stroje, okazuje się, że znów dostali je na ostatnią chwilę, bo... nie można ich wcześniej wydać z magazynu. Niewykluczone, że polscy działacze tak mocno wierzą w naszych reprezentantów, że są przekonani, iż ci spisaliby się doskonale, nawet gdyby przyszło im biec nago. W tej sytuacji nie ma znaczenia, czy ubiór będzie pasował, ile sztuk odzieży otrzymają, bo przecież biegają zawodnicy, a nie stroje. To tłumaczyłoby także obcisły i skąpy krój damskich spodenek, idealnie nadających się na 24-godzinne występy. Z tym tylko zastrzeżeniem, że raczej na plaży niż trasie biegu. A może po prostu przedstawiciele PZLA są tak pewni przekazanych ubrań, że wiedzą iż będą ultrakomfortowe, idealnie dopasowane dla każdego i pewnie dodadzą +5 do mocy naszym reprezentantom? Poza tym, co w sytuacji, gdy któremuś z zawodników strój jednak nie przypasuje? Zwrócić? Zamienić? Po co tworzyć niepotrzebne problemy, tylko dlatego, że biegaczom poprzewracało się w tych częściach ciała, na których będą eksponować napis POLSKA i chcą wcześniej ubiór, w którym będą startować, przetestować? A może jeszcze będą chcieli mieć zimną wodę osobno, ciepłą osobno, szczelne rurki, kafelki, duperelki, kraniki, dywaniki? Chamstwo! I drobnomieszczaństwo! - jak mawiał Jan Kobuszewski w jednym ze skeczów kabaretu Dudek. Nasi działacze nie dadzą się tak łatwo na dudków wystrychnąć. A tak w ogóle, to w statucie Związku nie ma nigdzie zapisu, że PZLA ma obowiązek zapewnić reprezentantom strój. Zawodnicy powinni być zatem wdzięczni działaczom, że ci w swej wspaniałomyślności postanowili ich wyposażyć w przemyślane, designerskie, świeżutkie, bo przecież wcześniej przez nikogo nie testowane, ubrania. I to z własnej woli, a nie przymuszani przez bezduszne przepisy! Z całej sytuacji można się śmiać, ale chyba tylko dlatego, że trudno ciągle nad kolejnymi podobnymi zdarzeniami załamywać ręce. A jaki wniosek płynie z powyższych rozważań? Cóż: szata nie zdobi biegacza. A już na pewno nie ta z PZLA. Powyższy artykuł ma formę felietonu i zawiera fragmenty o charakterze satyrycznym, przeplatane smutną prawdą. Prawdopodobieństwo co do prawdziwych osób i zdarzeń czasem jest zamierzone, a czasem nie. Przed przeczytaniem zalecamy skonsultować się z lekarzem lub farmaceutą, choć skoro czytasz to zdanie, to pewnie jest już za późno...
[h6]Fot. facebook.com[/h6] [h2]Melvin Nyairo - to nazwisko nowego rekordzisty świata w półmaratonie. Jego wynik to 1:15:35. Tak, jest gorszy od tysięcy innych rezultatów, ale jest to rekord świata, a będąc bardziej precyzyjnym, rekord Guinessa, na dystansie 21,0975 km w przebraniu za... owoc.[/h2] Rozgrywany w ostatni weekend Scotiabank Toronto Waterfront Marathon padł łupem Kenijczyka Philemona Rono (2:05:00) i Kenijki Magdalyne Masai (2:22:16). Jednak prawdziwą sensację wzbudził jeden z uczestników rozgrywanego równolegle z maratonem biegu na dystansie dwukrotnie krótszym. Był to inny Kenijczyk - Melvin Nyairo. Nyairo, na tle innych biegaczy, wyróżniał się niecodziennym strojem. Biegł bowiem przebrany za... banana. Jednak nie przeszkadzało mu to przemieszczać się w bardzo szybkim tempie. Przez pierwszych 15 kilometrów trzymał się razem z czołówką kobiet biegnących maraton, co sprawiało wrażenie, jakby był jednym z zająców nadających tempo najlepszym maratonkom. Kiedy dotarł do mety, zegar wskazywał 1:15:35, co oznaczało wynik o ponad 3,5 minuty lepszy niż poprzedni rekord w półmaratonie w przebraniu owoca. Czas ten nie jest życiówką Nyairo, gdyż biegał on w swojej karierze 1:13:15, ale jest to jego pierwszy rekord Guinessa. Jak stwierdził, wpisanie się do księgi Guinessa było jego noworocznym postanowieniem, musiał jedynie wybrać, czy pobiegnie w przebraniu owoca czy warzywa. W praktyce wybór ograniczał się pomiędzy bananem a marchewką. Kenijczyk zdecydował się na banana. Oficjalnym sponsorem próby stała się firma Chiquita i to właśnie w stroju opatrzonym charakterystyczną niebieską naklejką Nyairo pokonywał trasę półmaratonu w Toronto. Za swój wyczyn otrzymał od sponsora... a jakże, roczny zapas bananów!
Advertisment ad adsense adlogger