fbpx

Adidas Supernova glide 4. Niezauważalny

Adidas Supernova Glide 4

Adidas Supernova Glide 4 trafiły na jedne z najtwardszych stóp w naszym kraju. Piotrek Kłosowicz biega bardzo szybko, jednak w zawodach startuje rzadko. Rywalizacja go nie wciąga. Lubi przecierać nowe szlaki i wskazywać ścieżki rozwoju biegania. W tym jest wyjątkowy.

W 2007 roku pisaliśmy o jego starcie wokół masywu Mont Blanc. Był pierwszym Polakiem na tej imprezie, a jego rezultat przez długi czas przyprawiał konkurentów o siwiznę. Ustanowił także rekord pokonania Głównego Szlaku Beskidzkiego – do tej pory niepokonany. Wspinał się w Afganistanie, ukończył też Tor des Geants – chyba najdłuższy bieg w Europie (około 330 km we włoskich Alpach). W styczniu 2009 roku biegał w siarczystym mrozie pozując do naszej okładki. W ramach treningu potrafi jednego dnia przebiec 100 km, a potem pójść na lokalne wino.

Piotrek jest skromnym chłopakiem. Spontanicznym. Ale w obyciu to malkontent i maruda. Potrafi nawet narzekać, że jest marudny. Jeśli już powie, że coś mu się podoba – należy uznać, że trafił na majstersztyk pierwszej klasy. Pamiętajcie o tym czytając recenzję butów adidas Supernova Glide 4. Oddajmy mu głos.

Im dłużej biegam, tym rzadziej czytam katalogi ze sprzętem biegowym i tym mniej interesuję się tzw. technologiami oraz systemami. Dostałem do testowania superfajne i drogie buty, które są chyba obecnie flagowym modelem Adidasa. Ponieważ zorientowałem się o powyższym dopiero gdzieś w połowie testu, miałem podczas biegania komfort wolności od zachwytu a priori.

Specjalnie na potrzeby testu odmieniłem swoje przyzwyczajenia biegowe – nawróciłem się na asfalt, mimo że od lat biegam głównie w lesie i chętnie w nieco prostszych butach. Przez cztery miesiące nabiegałem w adidasach około 400 km – głównie na asfaltach, sporo na mechanicznej bieżni, trochę w lesie.

 Komfortowo i stabilnie

Powrót na twardą nawierzchnię przebiegł pomyślnie – w zasadzie nie musiałem przyzwyczajać się do butów, być może dlatego, że moje poprzednie asfaltówki – Puma Tenos V są dosyć podobne wagą i profilem. Biegam też dosyć płasko i nie ważę wiele, nie uderzam więc mocno piętą o ziemię. W związku z tym nie oczekuję od butów bardzo dobrej amortyzacji, trudno mi więc odnieść się do cudownych właściwości systemu amortyzacji Adidasa. Starałem się jak mogłem biegać bardziej z pięty, żeby to przetestować i faktycznie nie odczułem żadnego dyskomfortu, ale mimo wszystko był to test tylko na pewnych odcinkach.

Jest dostatecznie sprężysty, żeby biegać dość szybko, ale też można w nim człapać – równie daleko mu do startówek, co do superamortyzowanych kapci dla biegaczy z nadwagą.

Zapiętek buta jest dość sztywny, podeszwa płaska i niechętna do bocznych ugięć, ochrona palców godna niemal buta trailowego – wszystko to sprawia, że nie ma powodu martwić się stabilnością także przy dłuższych wybieganiach i bardziej zmęczonych nogach – but sam z siebie się nie wywróci i trzeba by naprawdę nieszczęśliwie postawić nogę, żeby skręcić kostkę – jest wystarczająco stabilnie. Moim zdaniem mogłoby być tej obudowy trochę mniej, ale widocznie Glide musi się czymś różnić od lżejszego modelu Boston. Zresztą masa tej obudowy nie jest jakoś bardzo odczuwalna.

Z opisu producenta wynika, że pod piętą mamy miękką piankę adiPRENE®, z przodu twardszą adiPRENE®+, które od ziemi oddziela warstwa gumy adiWEAR®. Za stabilizację pod śródstopiem odpowiada TORSION®. Jest więc to zestaw obecny (pod różnymi nazwami handlowymi) w większości butów biegowych. Z luksusów dodana jest pod piętą elastyczna podkładka zwana systemem FORMOTION™ i dziura pod śródstopiem, w której można umieścić element systemu wspomagania treningu miCoach. Dziurę można obejrzeć po wyciągnięciu wkładki. Kształt buta też jest opatentowany jako GEOFIT™.

Solidny but

Założę się, że każdy, kto w tym bucie pobiega, będzie miał wrażenie, że już go skądś zna.

Patenty i trademarki pozostawmy projektantom i marketingowcom Adidasa, a ja podczas biegu miałem wrażenie, że efektem ich pracy jest po prostu neutralny but. Nie tylko dlatego, że przeznaczony jest dla biegaczy z neutralną pronacją, ale ponieważ trudno mi było znaleźć jakiekolwiek cechy go wyróżniające. Przy masie ok. 310 g przy rozmiarze 42 2/3 jest ani lekki, ani ciężki. Jest dostatecznie sprężysty, żeby biegać dość szybko, ale też można w nim człapać – równie daleko mu do startówek, co do superamortyzowanych kapci dla biegaczy z nadwagą. Objętość buta jest zupełnie średnia, ale ilość miejsca na palce jest wystarczająca do dłuższych wybiegań. Stopa nie lata w bucie, ale też nie ma się wrażenia perfekcyjnego przylegania jak przy niektórych startówkach. Przyczepność podeszwy jest dość dobra, ale oczywiście nie jest to but terenowy – wystarczy, że na asfalcie i parkowych ścieżkach sprawuje się dobrze. Projekt cholewki również jest bardzo klasyczny. Siateczka jest dość przewiewna, co dyskwalifikuje but podczas największych mrozów, ale będzie plusem latem.

Niezłym pomysłem jest wyposażenie buta w łatkę nad dużym paluchem, która ma zapobiegać rozerwaniu siateczki w tym miejscu.

Po odjęciu kolorystyki i elementów wizualnych mających sprawić, że model ten będzie supermodny właśnie w tym sezonie, pozostaje po prostu but biegowy, który mógłby się znaleźć w dowolnej kolekcji na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat. Założę się, że każdy, kto w tym bucie pobiega, będzie miał wrażenie, że już go skądś zna. Na pewno nie jest to rewolucyjna nowinka, która odmieni rynek obuwia biegowego, raczej udana konserwatywna realizacja wychodząca z założenia, że lepsze jest wrogiem dobrego. Trudno się więc zachwycić, ale też zupełnie nie ma się do czego przyczepić. W takim momencie pojawia się wątpliwość, czy dobry, ale zwykły poniekąd but warty jest takiej ceny, czy właśnie dlatego jest jej warty, że jest to po prostu dobry but.

Jeśli chodzi o trwałość, to trzeba przyznać, że przebiegnięty dystans około 400 km nie zrobił na adidasach specjalnego wrażenia. Guma na podeszwie jest w dobrym stanie z nieznacznymi śladami zużycia na czubku buta i zewnętrznej strony pięty. Przy okazji warto zwrócić uwagę, że buty osób biegających bardziej poprawnie zużywają się wolniej, bo zużycie podeszwy rozkłada się równomierniej. Pianka podeszwy nie uległa widocznej kompresji i profil buta pozostał niezmieniony. Natomiast cholewka w parze testowanej na co dzień jest niemal czarna zamiast oryginalnej śnieżnej bieli, jednak nie widać na niej śladów uszkodzeń mechanicznych materiału. Niezłym pomysłem jest wyposażenie buta w łatkę nad dużym paluchem, która ma zapobiegać rozerwaniu siateczki w tym miejscu.

Jedyne, czego mu brak, to wyraźnego charakteru i chyba dlatego spece od reklamy mówią nam, że podczas biegu w tym modelu Adidasa będziemy mogli wyłączyć umysł.

Stare jak nowe

Porównanie odczucia biegu w butach używanych i nowych wypadło dla adidasów bardzo pomyślnie, to znaczy nie odczułem zauważalnej różnicy w komforcie biegu. Mam wrażenie, że mógłbym biegać w bucie z pary starej na jednej nodze i pary nowej na drugiej. Oczywiście ciężsi biegacze mogą odczuć szybsze zużycie pianki podeszwy, jednak wykorzystane materiały są zupełnie standardowe, więc nie należy spodziewać się ani pozytywnych, ani negatywnych zaskoczeń w tym względzie. Ja ważę 66 kg przy wzroście 170 cm.

Model naprawdę warty polecenia, pozostaje jednak pytanie, czy podobnych cech nie znajdziemy u konkurencyjnych marek i to w niższej cenie.

Mówi się, że złość nie trwa dłużej niż pięć kilometrów, chyba że buty są niewygodne. W Glide 4 problem ten raczej nie wystąpi, bo but jest naprawdę porządny. Jedyne, czego mu brak, to wyraźnego charakteru i chyba dlatego spece od reklamy mówią nam, że podczas biegu w tym modelu Adidasa będziemy mogli wyłączyć umysł. No cóż, faktycznie nie ma za bardzo o czym rozmyślać. But jest po prostu dobry. Jeśli szukacie jednego uniwersalnego buta do zróżnicowanych codziennych wybiegań, Glide 4 sprawdzi się wszędzie i w okazjonalnych startach także. Model naprawdę warty polecenia, pozostaje jednak pytanie, czy podobnych cech nie znajdziemy u konkurencyjnych marek i to w niższej cenie.

Gdyby ktoś zapytał, co było zaskoczeniem, powiedziałbym – z pewnością trwałość i trzymanie parametrów pianki przez cały czas trwania testu. Wiele butów „uklepuje się” już po 200-300 kilometrach i jest to bardzo irytujące.

Fakty:

Pełna nazwa modelu: adidas Supernova glide 4 (V23320)

Cena: 499
Szerokość: standarowa D
Waga katalogowa: 310 g
Testowany rozmiar: 42 2/3
Typ biomechaniczny: neutralny, supinator
Nawierzchnia: twarda
Przeznaczenie: treningowe
Info: www.adidas.com
Dystans testu: ok. 400 km
Inne wersje: damska (V23313)
Dla umiarkowanych pronatorów: adidas Supernova sequence 4 (G50217)

Piotr Kłosowicz, „Niezauważalny”, Bieganie, maj 2012

Jedno przemyślenie nt. „Adidas Supernova glide 4. Niezauważalny

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisment ad adsense adlogger