fbpx

Artur Kozłowski o 41. PZU Maratonie Warszawskim: „Stolica jest dla mnie szczęśliwa”

Autor: Jakub Karasek • 30.07.2019

Artur Kozłowski

Znamy nazwisko pierwszego zawodnika elity, który pobiegnie w 41. PZU Maratonie Warszawskim. To nie lada gratka dla polskich kibiców, bo udział w imprezie zapowiedział mistrz Polski w maratonie i olimpijczyk z 2016 r. Artur Kozłowski. Zapraszamy do lektury wywiadu z Arturem.

Wystartujesz w 41. PZU Maratonie Warszawskim. Co skłoniło Cię do wybrania właśnie tej imprezy jako docelowego jesiennego maratonu?

Powodów jest kilka. Przede wszystkim bardzo lubię biegać w Polsce, na naszych imprezach. Warszawa też jest dla mnie szczęśliwa, mam z niej bardzo dobre wspomnienia. Na przykład swoją pierwszą poważną maratońską życiówkę, czyli 2:14 osiągnąłem właśnie podczas Maratonu Warszawskiego w 2011 r. W stolicy odniosłem też jedno ze swoich maratońskich zwycięstw, więc, jak mówiłem, jest dla mnie szczęśliwa.

Z punktu widzenia zawodnika korzystny jest także termin biegu, bo raczej największe upały powinny być już za nami. Również trasa w Warszawie co roku sprzyja szybkiemu bieganiu. Kolejny czynnik to grupa na określony wynik, do tego dochodzi jeszcze klimat całej imprezy, wsparcie kibiców. To są rzeczy, na które jako zawodnicy nie mamy wpływu, dlatego szukamy po prostu odpowiednich biegów. Liczę, że w tym roku w Warszawie też będzie można osiągnąć fajny wynik.

Wspomniałeś o swoim biegu w Maratonie Warszawskim w 2011 r. Pokonałeś wówczas m.in. Marcina Chabowskiego, Michała Kaczmarka, Błażeja Brzezińskiego i byłeś pierwszym Polakiem na mecie. Czy coś szczególnego z tamtego biegu utkwiło Ci w pamięci?

Przyznam szczerze, że te indywidualne zwycięstwa nad kolegami jakoś bardzo mocno się dla mnie nie liczą, bo ważniejszy jest ogólny wynik i miejsce na mecie w klasyfikacji generalnej. Nigdy nie podchodzę do maratonu z myślą, że jest to dla mnie pojedynek z jednym czy drugim zawodnikiem. Chociaż oczywiście jest to powód do dumy i daje to trochę motywacyjnego kopa, kiedy wygrywa się z klasowymi zawodnikami.

Wracając do pytania, pamiętam, że była wówczas bardzo fajna trasa i nawet pamiętam jej urywki. Maraton Warszawski ma to do siebie, że, porównując trasę biegu z innymi maratonami w Polsce, nawet pomimo tego, że często się zmieniała, zawsze była korzystna. Pamiętam też, że startowało kilku polskich czołowych maratończyków i byliśmy na bardzo wyrównanym poziomie, co też napędzało do rywalizacji i biegu po wynik.

Czy masz określony konkretny cel do osiągnięcia w 41. PZU Maratonie Warszawskim?

Mamy rok przedolimpijski, więc na pewno po głowie chodzi walka o minimum olimpijskie i po cichu na to liczymy z trenerem Tomaszem Kozłowskim, ale zobaczymy czy wszystkie czynniki się zgrają i czy będzie to możliwe. Jestem pozytywnie nastawiony. Mniej więcej 4 lata temu udało mi się osiągnąć minimum na ostatniej prostej i liczę na to, że przed Tokio też uda mi się powalczyć o dobry wynik.

2 lata temu w 39. PZU Maratonie Warszawskim zwycięstwo odniósł Błażej Brzeziński. Czas, który wówczas osiągnął, czyli 2:11:27, dawałby mu paszport olimpijski. Myślisz, że mógłbyś pokusić się o podobny wyczyn?

Na taki wynik musi złożyć się wiele czynników, nie zawsze jesteśmy w stanie wszystko przewidzieć. Ja do każdego maratonu podchodzę zawsze z dużą pokorą i już nawet nauczony doświadczeniem, bo mam na koncie 10 maratonów, wiem, że trzeba go rozgrywać bardzo mądrze. Mam analityczny umysł i jeżeli wiem, że jestem gotowy na określony rezultat, to staram się właśnie mniej więcej na taki biec. Dlatego, jeśli przygotowania będą przebiegały bez zakłóceń i jeżeli wszystkie czynniki, o których wspominałem zgrają się w dniu zawodów, to 2:11:30 jest bardzo realne.

A czujesz jeszcze w sobie siłę na wynik 2:10:57 (o 1 sekundę lepszy niż rekord życiowy Artura Kozłowskiego – przyp. red.) albo, idąc krok dalej, 2:09:59?

Gdybyś zapytał mnie rok temu, to powiedziałbym, że nie. Po ubiegłorocznych Mistrzostwach Europy byłem tak zdemotywowany, że odpowiedziałbym, że to już jest koniec. Wszyscy wiedzą, że w Berlinie nam nie poszło, bo marzyliśmy o czymś więcej i to coś więcej było realne. Przypuszczam, że każdy z nas odczuł wówczas spadek motywacji. Dlatego na wiosnę moim celem było odpoczęcie od maratonu.

Obecnie na nieco ponad 2 miesiące przed startem biega mi się super. Czuję radość z biegania, złapałem luz na treningach, wiem że stać mnie na dobry wynik, chociaż wiosna na to by nie wskazywała. Jednak ten sezon od początku był tak pomyślany, by skupić się przede wszystkim na jesiennym maratonie i najcięższa praca zacznie się właśnie teraz, na 2 miesiące przed startem. Wiem z doświadczenia, że jeżeli po pierwszej części sezonu nie byłem za bardzo zmęczony, to ta druga wychodziła bardzo fajnie. I właśnie na to liczę.

Na pewno wielu czytelników chciałoby usłyszeć, co poradziłby mistrz Polski w maratonie z 2016 r. amatorowi, który trochę biega i pod wpływem chwili zapisuje się na start na królewskim dystansie. Na czym powinien się skupić?

Zawodnikom przygotowującym się do maratonu zawsze zalecam skupić się na 2 czynnikach. Pierwszy z nich to bieganie długich biegów, nawet do 30 kilometrów, choć nie wszyscy muszą pokonać tak długi dystans w przygotowaniach do maratonów, to już sprawa indywidualna. Jeśli jednak mamy kogoś, kto szykuje się np. do złamania 3 godzin, to te 2, może 3 trzydziestki w ramach całych przygotowań raczej powinien zaliczyć. Może to być np. w formie biegu z narastającą prędkością czy biegu ze zmiennym tempem i najlepiej wykonać taki trening w dzień wolny od pracy, żeby nie nakładać zmęczenia na zmęczenie.

Drugi z czynników to siła biegowa. Uważam, że jest to bardzo ważny element w treningu maratońskim. W perspektywie pokonania 42 kilometrów, po tym magicznym 30. kilometrze ta siła jest bardzo ważna. Treningowo dla amatorów będzie ona miała głównie formę podbiegów. Jeżeli ktoś nie miał do czynienia ze skipami, wieloskokami – nie tykamy tego. Oczywiście, jeśli mamy okazję skonsultowania techniki wykonywania tych ćwiczeń z jakimś doświadczonym trenerem, to jak najbardziej warto skorzystać i wykorzystywać to później w treningach.

Więcej porad treningowych od Artura Kozłowskiego oraz informacji o tym, jak sam przygotowuje się do startu w 41. PZU Maratonie Warszawskim znajdziecie w numerze e-tygodniku Magazyn Bieganie, który będzie dostępny od środy 31 lipca. Z wywiadu dowiecie się także m.in., co robiłby Artur Kozłowski, gdyby nie biegał, na jakim dystansie startowałby, gdyby wszystkie cieszyły się tym samym prestiżem i popularnością, jaki czas mógłby aktualnie osiągnąć na 1500 m i czy zdarza mu się ścigać z kolegami na treningach. Już teraz zachęcamy do wybrania prenumeraty e-tygodnika!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisment ad adsense adlogger