fbpx

ASICS Gel Kinsei 5 – but dla biegowych snobów? [TEST]

Autor: Paweł Kowalik • 04.06.2014

ASICS Gel Kinsei 5 - cholewka. Fot. Witalis Borowski

ASICS Gel Kinsei 5. Fot. Witalis Borowski

Cena katalogowa butów ASICS Gel Kinsei 5 waha się w granicach 700 -800 złotych. Za takie pieniądze można by już kupić samochód osobowy typu „maluch” i to nawet „na chodzie”. Dużo. Nawet – bardzo dużo, jak na buty do biegania.

Miałem to szczęście, że udało mi się go zdobyć po bardzo atrakcyjnej cenie. Gdyby nie to, z pewnością oglądałbym Kinseia jedynie na najwyższych półkach sklepowych czy na zdjęciach w internecie. Czy jest wart swojej ceny? Nabiegałem w nim już ponad 400 kilometrów, a więc wystarczająco dużo, żeby móc już coś o bucie powiedzieć. Powiedzieć, ale niejednoznacznie i bez wątpliwości podsumować. Dlaczego?

Z Kinseiem jest chyba jak z drogim Mercedesem, na którego odkładaliśmy przez sporą część życia, i na którego wreszcie (!) możemy sobie pozwolić. Auto bardzo nam się podoba – przecież cały czas o nim marzyliśmy. Jednak przy każdorazowym tankowaniu zastanawiamy się, czy wybraliśmy najlepszą i najkorzystniejszą dla nas opcję. „Kurdebele, czy na pewno mnie na niego było stać? Przecież równie dobrze mógłbym jeździć samochodem trochę niższej klasy i też by było dobrze… I taniej!”. Zatem, jak to jest w końcu z tym Kinseiem – warty jest swojej ceny, czy też nie?

ASICS Gel Kinsei 5 - test. Fot. Witalis Borowski

ASICS Gel Kinsei 5 na nogach testera. Fot. Witalis Borowski

But, o którym (nie)wiele wiadomo

Nim Kinsei wpadł w moje ręce (chociaż ściślej rzecz ujmując – wylądował na moich nogach), sporo czasu straciłem na wyszukiwaniu w sieci informacji na jego temat. Nie ma tego za wiele – w większości przypadków są to jedynie materiały reklamowe pod niebiosa wychwalające zalety tego modelu. Albo „opisy techniczne” sprowadzające się do przeklejania treści ze strony producenta na własną. Czytając sformułowania, typu: „W tym bucie aż kipi od ilości gelu” zastanawiałem się, o ile będzie lepszy od ASICSa Gel Nimbusa 13, którego jestem szczęśliwym posiadaczem. Przymiotnik „szczęśliwy” został tutaj użyty nieprzypadkowo. Co do tego, że musiał być lepszy, nie miałem żadnych wątpliwości (wszak Internet nie kłamie, nieprawdaż?) Jeżeli z Nimbusem było mi tak dobrze, to co będzie w bucie, który jest od niego o klasę wyższy i na nim kończy się cała segmentacja butów ASICSa? Miał być – w moim mniemaniu – wybitnie komfortowy, skoro od żelu miało w nim wręcz „kipieć”. Rzeczywistość była jednak inna, a przekonałem się o niej w momencie, kiedy zamiast czytać owe głupoty internetowe, po prostu kupiłem Kinseia.

I tutaj rozwieję, być może, pierwszą wątpliwość – ASICS Gel Kinsei 5 do wybitnie komfortowych nie należy. Ma bardzo dużo żelu, ale tylko pod piętą. Nie przekłada się to jednak na jakieś niesamowite doznania miękkości buta (tak jak w przypadku Nimbusa), co w szczególności odczują osoby biegające bardziej ze śródstopia, aniżeli z pięty. Ale, ale! Jeżeli ktoś wcześniej nie biegał w bucie tak miękkim jak Nimbus, będzie na pewno mile zaskoczony wygodą, którą – gwoli prawdy – charakteryzuje ten model buta.

ASICS Gel Kinsei 5 podeszwa. Fot. Witalis Borowski

ASICS Gel Kinsei 5 podeszwa. Fot. Witalis Borowski

Można brać w ciemno

Asics Gel Kinsei 5 jest zdecydowanie butem, z którym ciężko się pomylić, gdy w końcu się na niego zdecydujemy. Co to oznacza? Jest tak dobry, że możemy przestać się zastanawiać, czy jesteśmy pronatorem, supinatorem czy też mamy stopę neutralną. But dopasowuje się do nas, a nie my do buta. Kinsei będzie dobry zarówno dla pronatora, jak i supinatora. Dla biegacza lekkiego, jak i ciężkiego. Został tak skonstruowany, żeby zapewnić wsparcie stopie, bez potrzeby zastanawiania się, w jakim typie buta powinniśmy biegać. Kinsei wręcz „myśli” za nas i dopasowuje się do nas, ale jednocześnie potrafi pewnie poprowadzić, gdy sami już nie będziemy w stanie myśleć o zachowaniu prawidłowej motoryki biegu. To niewątpliwie największe – jak dla mnie – zalety tego buta.

Amortyzacja: cud, miód, orzeszki

Kinsei 5 jest bardzo dobrze amortyzowany, co w szczególności odczuwa się po przebiegnięciu w nim kilku-kilkunastu kilometrów. To druga, niewątpliwa, zaleta buta. Zaczynałem ten tekst od opisu kipiącej żelem pięty (bo tak rzeczywiście jest), ale nie można również zapominać o całej reszcie komponentów podeszwy.

Składa się ona z trzech różnych części składowych (pięta, część środkowa, śródstopie-palce), które nieźle ze sobą współgrają. W bucie zastosowano nową, lżejszą i bardziej dynamiczną piankę – FuidRide. Do wiadomości zainteresowanych w temacie – to połączenie SpEvy i Solyte’a, które znamy z innych modeli ASICSa (SpEva występuje np. w ASICSie GT 1000, Solyte w ASICSie DS Trainerze). Żeby jednak poczuć tą 30% różnicę wagową, wypadałoby pobiegać w nowym i starym modelu. Ilość i jakość samej amortyzacji jest optymalna, dzięki czemu but nie traci na dynamiczności w odróżnieniu np. od Nimbusa. Biegając z prędkością rzędu 15 km/h (tempo: 4:00 min/km) buty jeszcze dają radę; chcąc jeszcze bardziej przyśpieszyć zaczynamy zderzać się z wagą i przeznaczeniem Kinseia, który – mimo wszystko – jest modelem treningowym.

ASICS Gel Kinsei 5 pokonały Półmaraton Warszawski. Fot. Witalis Borowski

ASICS Gel Kinsei 5 były ze mną między innymi na Półmaratonie Warszawskim. Fot. Witalis Borowski

Na „połówkę” i maraton dla „średniaków” – jak znalazł

W Kinseiu przebiegłem wiosną półmaraton i maraton. Połówkę na 1:28, a maraton na 3:14. W tych przypadkach wybór Kinseia, a nie buta pół-startowego albo startowego, był jak najbardziej trafiony. Myślę, że gdybym zbliżył się do tempa z zakresu 4 min/km, musiałbym z niego zrezygnować, ponieważ bardziej by mi wtedy przeszkadzał, aniżeli pomagał.

ASICS Gel Kinsei 5 z medalem Orlen Warsaw Marathon. Fot. Witalis Borowski

ASICS Gel Kinsei 5 sprawdziły się również na Orlen Warsaw Marathon. Fot. Witalis Borowski

Cholewka jak rękawiczka

Kolejną istotną zaletą tego buta jest to, że stopa nie ma większych problemów z wpasowaniem się w cholewkę buta. Ta ładnie ją otula, dzięki czemu buty wydają się naprawdę komfortowe, gdy je po raz pierwszy przymierzamy. Cholewka jest rozciągliwa, co może być istotne z punktu widzenia osób mających niestandardowe wielkości stóp, dla których nawet ASICS może być zbyt wąski. To but, o którym można wyjątkowo powiedzieć, że się „rozejdzie”. Może nie jakoś specjalnie dużo, rzekłbym – troszeczkę. Zawsze coś. To zasługa technologii (FluidFit), która – jak to można przeczytać na stronie producenta – dopasowuje się jak rękawiczka do dłoni.

Wentylacja

Pierwsze treningi w Kinseiu robiłem jeszcze zimą. Przyznaję się bez bicia – nie mogłem się po prostu doczekać, kiedy będę mógł je w końcu wypróbować. Dzięki temu mogłem się przekonać na własnej skórze, że nie jest to jednak odpowiednia pora roku na tego typu buty. Wentylacja była bardzo dobrze odczuwalna nawet przy niezbyt silnych podmuchach (zimnego) wiatru. Nawet grubsza skarpeta mało co pomagała. Zaobserwowałem, że najbardziej czułe i przewiewne miejsca cholewki zlokalizowane są w okolicach palców. Nie wiem, czy jest to efekt zamierzony przez producenta, czy tylko moje subiektywne odczucia. Teraz biegając w Kinseiu w temperaturach już o wiele wyższych czuje się, jak dobrze „oddycha”. O zapoceniu się nogi w bucie raczej nie ma mowy, a mogę to autorytatywnie stwierdzić, ponieważ robiłem w nim nawet kilkugodzinne treningi. System wentylacji w bucie mogę jak najbardziej ocenić na duży plus. Radzę jednak używać Kinseia wtedy, gdy jest ciepło, ponieważ bieganie w chłodzie może być na dłuższą metę uciążliwe i nieprzyjemne.

Drop (spadek) w bucie też jest całkiem niezły (9,5 mm), chociaż mógłby być minimalnie mniejszy. W szczególności, że część śródstopia jest dość dynamiczna.

Było trochę o zaletach Kinseia, teraz czas na jego wady. A są, pomimo tego, że but kosztuje kupę pieniędzy…

Bieganie „na bogato”

Pierwszą rzeczą, burzącą idylliczny obraz Kinseia, nakreślony parę akapitów wyżej, jest oczywiście – cena. Niestety, nie wydaje mi się, żeby but był jej – mimo wszystko – wart. Za mniejsze pieniądze można znaleźć coś równie dobrego. Z drugiej jednak strony jednostki (określenie: „jednostki” zostało tutaj użyte nieprzypadkowo) sięgające po Kinseia zapewne niewiele się nad tym aspektem zastanawiają. Potrzeba wyróżnienia się w tłumie biegaczy, mających na nogach „zwykłe”, „standardowe” buciory do biegania, jest chyba w tym przypadku powodem, na który postawiłbym, gdyby ktoś mnie się kiedyś spytał: „dlaczego akurat Kinsei?”

ASICS Gel Kinsei 5 - wnętrze.  Fot. Witalis Borowski

ASICS Gel Kinsei 5 – wnętrze.  Fot. Witalis Borowski

Materiały…

Z lekka byłem zdziwiony tym, że materiały w Kinseiu nie należą do (bardzo) wytrzymałych. Po przebiegnięciu 400 kilometrów wyściółka wewnątrz buta zaczyna się trochę przecierać. Póki co nie przeszkadza to w użytkowaniu, bardziej (o zgrozo!) – dziwi. Na początku pomyślałem sobie, że trafiła mi się jakaś słabsza seria butów (ach, te promocje!), bo i tak czasami może się w życiu zdarzyć. Skonsultowałem to jednak z innym posiadaczem Kinseiów (miał podobny problem) i muszę z ciężkim sercem stwierdzić, że materiały wyściółki cholewki znalazły się tam chyba przez przypadek albo jakieś niedopatrzenie. Jeżeli do wytrzymałości i funkcjonalności samej podeszwy nie można się w ogóle przyczepić, to tutaj cholewka i jej wyściółka rozczarowują. Byłbym skłonny zrozumieć całą tą sytuację gdyby buty kosztowały w granicach 200-300 złotych. W tym akurat przypadku wydajemy na nie wielokrotność tej sumy i oczekiwalibyśmy, że dostaniemy produkt z najwyższej jakości materiałów, które posłużą nam ho, ho, ho albo i więcej. Tak niestety – w tym przypadku – się nie dzieje…

ASICS Gel Kinsei 5 - cholewka. Fot. Witalis Borowski

Przetarcia wewnątrz buta. Fot. Witalis Borowski

ASICS Gel Kinsei 5 w rozmiarze 43 waży dokładnie 355 gramów. Czy to dużo? Sporawo, nawet jak na but treningowy. Nigdy jednak na wagę buta nie narzekałem i – póki co – narzekać nie będę. Słowem – dobrze jest, jak jest.

Krótkie podsumowanie

Bieganie w ASICS Gel Kinsei 5 sprawia przyjemność o tyle, o ile nie będziemy myśleć o tym, jak dużo na niego wydaliśmy. But na pewno jest bardzo dobry i wyjątkowy, choć dylematem pozostaje to czy jest wart swojej ceny. Ciężko na to pytanie jednoznacznie odpowiedzieć. Jeżeli ktoś nie chce się bawić w badanie własnego biegowego „ja” (jestem pronatorem? A może supinatorem?), to rozwiązanie dla niego. Jest bardzo tolerancyjny, sporo potrafi „wybaczyć” i to jest jego ogromna zaleta. Biegowym marudom i narzekaczom powinien przypaść do gustu. Co więcej, to model skierowany do osób, które chcą się czymś wyróżniać i stawiają na buty, które dla przeciętnego przeżuwacza chleba są raczej nieosiągalne – na szarpnięcie się i wyłożenie za treningówki 700 złotych mało kto jeszcze może sobie pozwolić. Ale może właśnie o to chodzi. Bo tutaj jak w przypadku samochodów – nie każdy, kto kupuje czerwone, sportowe Ferrari lubi ostrą i szybką jazdę. Czasami chodzi o to, żeby pokazać całemu światu, jacy możemy i chcemy być inni. I chyba taki właśnie jest ASICS Gel Kinsei 5 – to but, który powinien przypaść do gustu biegowym snobom.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisment ad adsense adlogger