fbpx

Biegaczu, dlaczego boisz się przełajów?

Autor: Jakub Karasek • 12.12.2018

Mistrzostwa Świata w Biegach Przełajowych. Bydgoszcz 2010. Fot. Katarzyna Bogusiewicz

Biegi przełajowe to zupełnie inna forma rywalizacji niż biegi uliczne. Fot. Katarzyna Bogusiewicz.

Biegi przełajowe w Polsce nie są mocno oblegane ani przez elitę ani przez amatorów. A szkoda, bo to widowiskowa, kształtująca charakter i biegową formę konkurencja. Każdy, kto uważa się za “twardego” biegacza, powinien spróbować swoich sił na błotnistych trasach.

Sezon biegów przełajowych trwa w najlepsze. W Europie zakończyły się już mistrzostwa kontynentu, w których Weronika Pyzik wywalczyła brązowy medal w kategorii młodzieżowców. W USA zawodnicy biegają na naturalnych trasach głównie w ramach rywalizacji drużynowej. Za 3 miesiące czekają nas mistrzostwa świata. Również amatorzy na Zachodzie nie stronią od popularnych crossów, a lokalnych imprez, w których można sprawdzić się w wymagających warunkach jest co niemiara. W Polsce tego typu zawody nie cieszą się tak dużą popularnością, choć z roku na rok jest coraz lepiej. Z czego wynika ta niechęć i dlaczego warto się przełamać i regularnie startować w przełajach?

Przykład idzie z góry

W Polsce czołowi zawodnicy niezbyt garną się do biegania przełajów. Chociaż zdarzały się lata, że na błotnistych trasach można było podziwiać takich biegaczy, jak Henryk Szost, Marcin Chabowski, Krystian Zalewski, Arkadiusz Gardzielewski, Mariusz Giżyński, Marcin Lewandowski, a wśród kobiet Sofia Ennaoui, Angelika Cichocka, Iwona Lewandowska, Katarzyna Kowalska czy Katarzyna Rutkowska, to najczęściej ich starty ograniczały się do mistrzostw Polski. W tym roku podczas krajowych eliminacji do mistrzostw Europy doszło wręcz do farsy: wystartowało 2 seniorów i 3 seniorki. Nawet PZLA, ogłaszając zasady kwalifikacji do reprezentacji uznało chyba, że mistrzostwa Europy w biegach przełajowych są imprezą zbędną, gdyż np. wśród mężczyzn we wszystkich kategoriach wiekowych oficjalnie przewidywano wysłanie tylko po 1 zawodniku, a wśród kobiet miały jechać 3 seniorki, 3 juniorki i, nie wiedzieć czemu, 1 zawodniczka z kategorii do lat 23. Oczywiście, jak przystało na PZLA, te zasady nijak miały się do rzeczywistości i w ostatecznym składzie reprezentacji znalazły się 2 juniorki, 2 młodzieżówki, 2 seniorki, 2 juniorów i 5 młodzieżowców oraz żadnego seniora.

Brak zainteresowania czołowych polskich zawodników startem w przełajowych mistrzostwach wynika nie tylko z podejścia Związku, ale także z faktu iż wielu z nich jest zobowiązanych do startów w wojskowych imprezach. To powoduje, że na początku grudnia często są dopiero na samym początku przygotowań do kolejnego sezonu albo nawet w trakcie roztrenowania. Inna sprawa, że brakuje jakichkolwiek zachęt dla zawodników do tego, by brali udział w biegach przełajowych. Pod tym względem zdecydowanie korzystniejsze jest przygotowywanie formy na sezon halowy czy uliczny.

Być może sytuacja ta zacznie się nieco zmieniać wraz z rosnącą popularnością biegów przełajowych. Ostatnio konkurencja ta przeżywa renesans – np. w mistrzostwach Europy rozgrywanych w Tilburgu udział wzięła rekordowa liczba 590 zawodniczek i zawodników. W przyszłorocznych mistrzostwach świata, które w marcu odbędą się w Aarhus w Danii organizatorzy przewidzieli nawet możliwość startu amatorów w jednym biegu z elitą. Od kilku lat toczy się także dyskusja na temat możliwości przywrócenia biegów przełajowych do programu igrzysk olimpijskich. Ostatni raz rozegrano je w tej randze w 1924 r. Gdyby przełaje znów stały się konkurencją olimpijską, niewątpliwie doszłoby do wyraźnej zmiany ich postrzegania przez naszych czołowych biegaczy.

Bieganie to sport indywidualny? Nie zawsze

Z perspektywy zawodników trenujących na Zachodzie, biegi przełajowe mają jeden aspekt, który jest niemal zupełnie pomijany w Polsce. Są uważane przede wszystkim za konkurencję drużynową, a tego typu rywalizacja cieszy się ogromnym prestiżem. W USA o miano najlepszych drużyn rywalizują nie tylko grupy prowadzone przez słynnych trenerów i wspierane przez wielkie sportowe marki, ale także uniwersytety czy szkoły średnie. W Wielkiej Brytanii duża część biegaczy, nawet zupełnych amatorów, jest zrzeszona w różnego rodzaju klubach i właśnie w rywalizacji drużynowej są w stanie dać z siebie najwięcej.

CC BY-NC 2.0 Flickr.com/Carol Munro

Kluby, szkoły, uniwersytety – na zachodzie w przełajach rywalizują nie tylko indywidualni zawodnicy, ale także drużyny. Fot. CC BY-NC 2.0 Flickr.com/Carol Munro

Sytuacja w Polsce wygląda zupełnie inaczej. Bieganie postrzegamy przede wszystkim jako sport indywidualny, w którym każdy walczy o swoje cele i marzenia. Nie lubimy się podporządkowywać, na ogół sami najlepiej wiemy, jak trenować i biegać (choć bieganie w klubie nie musi oznaczać konieczności podporządkowywania się pod żaden reżim treningowy), a przede wszystkim nie mamy w naturze dobrowolnego zrzeszania się, co znajduje odzwierciedlenie nie tylko w przypadku sportu. W sytuacji, kiedy każdy biegacz sam sobie sterem, żeglarzem i okrętem, nie powinno więc dziwić, że właśnie ta konkurencja biegowa, w której drużynowy pierwiastek jest chyba najmocniej widoczny, nie cieszy się u nas tak dużym wzięciem.

Oczywiście na trasie biegu przełajowego każdy zawodnik rywalizuje na miarę swoich własnych możliwości i jak najbardziej ważny jest wynik indywidualny. Jednak uczestnicy pamiętają o tym, że pracują nie tylko na własne konto, ale także na rezultat drużyny, dlatego gotowi są walczyć o każdą pozycję, byle tylko ich wkład w sumaryczny wynik był większy (w zasadzie mniejszy, bo w przełajach im mniej punktów, tym lepiej). To odpowiedzialność i motywacja, pozwalająca sięgnąć po dodatkowe pokłady energii, o jakie trudno, kiedy biegamy tylko dla siebie.

Brak wymierności

Innym czynnikiem, który wiele osób zniechęca do przełajów jest brak wymierności tej konkurencji. Na crossie pomiar czasu nie ma wielkiego znaczenia i niewiele mówi o wartości danego wyniku. Trasy nie posiadają atestów, nie prowadzi się żadnych statystyk dotyczących rekordów i nie ma premii za pokonanie dystansu w określonym czasie. Wynikiem z rywalizacji na crossie nie pochwalimy się w rubryce “rekordy życiowe”. Tu nie chodzi o cyferki.

Niestety, współcześnie jako biegacze bardzo często ulegamy magii liczb. Mając dostęp do nowoczesnych sprzętów wyposażonych w różnego rodzaju nadajniki i czujniki monitorujące cały szereg parametrów od dystansu przez tempo biegu czy nasze tętno aż po liczbę kroków na minutę czy długość pojedynczego kroku, często wpadamy w pułapkę chęci mierzenia i porównywania wszystkich danych, jakie zgromadzimy na treningu czy zawodach. Dzięki temu możemy precyzyjnie wyliczyć progi, tempa treningowe, długości odcinków i przerw, jakie mamy stosować na danych jednostkach czy liczbę kilometrów, jaką chcemy pokonywać w tygodniu. A jeśli nie wyliczamy tego sami, to na pewno znajdziemy szereg tabel czy kalkulatorów które zrobią to za nas.

Stoper. Fot. istockphoto.com

Liczby, tabelki, przeliczniki czy pomiary odcinków do tysięcznej części sekundy – to nieodłączny element biegów. Ale nie przełajów. Fot. istockphoto.com

Biegi przełajowe zupełnie nie przystają do matematycznej wizji biegania, w której wszystko jest precyzyjnie wyliczone i podporządkowane liczbom. W przełajach nie chodzi o to, żeby złamać jakąś okrągłą barierę czasową ani sprawdzać, czy po kilku treningach osiągamy lepsze tempa na danym odcinku. Nieistotna jest pogoń za rekordami. Niektórzy wychodzą więc z założenia, że skoro w danej imprezie nie mogą ustanowić życiówki, to przystępowanie do rywalizacji nie ma najmniejszego sensu.

Obawa przed rywalizacją

Tak, jak w niektórych biegi przełajowe wzbudzają niechęć ze względu na swoją niewymierność, tak w innych mogą wzbudzać wręcz strach. I nie chodzi wcale o trudność trasy, wymagające warunki czy obawę przed kontuzjami. Strach dotyczy elementu rywalizacji. W przypadku biegów przełajowych chodzi bowiem głównie o to, by pokonać jak najwięcej rywali. Inaczej niż na ulicy, na crossie nie możemy usprawiedliwić odległego miejsca w klasyfikacji nowym rekordem życiowym. Czarno na białym widać, że po prostu pobiegliśmy wolniej i przegraliśmy z rzeszą innych zawodników. Trudno to zaakceptować w czasach, kiedy “wszyscy są zwycięzcami”.

Przeglądając biegowe fora i komentarze amatorów można bardzo często spotkać się ze stwierdzeniem, że w bieganiu nie chodzi o rywalizację z innymi, tylko o pokonywanie własnych słabości albo bieganie dla własnej satysfakcji. Jest w tym trochę prawdy (wszak każdy ma prawo biegać tak, jak chce i czerpać z tego satysfakcję), ale jest to również wypaczanie idei biegania. Mówimy przecież o dyscyplinie sportu, w której chodzi o wyłonienie osoby, która pokona dystans z punktu A do punktu B szybciej od innych. Jak ma to zrobić nie rywalizując z innymi?

Właśnie w przypadku biegów przełajowych mamy do czynienia z taką formą rywalizacji, która obnaża wszystkie nasze słabości i pokazuje miejsce w szeregu. Historycznie najszybsi przełajowcy mogli być uważani za najlepszych biegaczy, bowiem trasy crossowe były jednymi z nielicznych, na których równocześnie startowali specjaliści od różnych dystansów – od 1500 m aż do maratonu. Oprócz wytrzymałości, wydolności, przygotowania siłowego i wszelkich czynników fizycznych, przełaje są również formą weryfikacji umiejętności taktycznych oraz charakteru. Żeby wygrywać w tego typu rywalizacji trzeba być niezwykle wszechstronnym biegaczem.

Dlaczego warto biegać przełaje?

Już sam fakt, że biegi przełajowe weryfikują czy też budują charakter powinien być wystarczającą zachętą do tego, by zapisać się na tego typu zawody. Chociaż z jednej strony głosy o tym, że każdy biega dla siebie i nie liczą się wyniki, są niezwykle powszechne w biegowym świecie, równie często można spotkać się ze stwierdzeniami, że w bieganiu chodzi o silny charakter i nie uleganie słabościom. Rzeczywiście biegi przełajowe potrafią nauczyć waleczności i znoszenia cierpienia. Ból im towarzyszący często jest bardziej intensywny niż w biegach ulicznych. Błotniste podłoże, przeszkody, podbiegi i zbiegi, rywalizacja bark w bark i łokieć w łokieć oraz częste zmiany rytmu powodują, że w wysiłek zaangażowane jest całe ciało, wszystkie mięśnie krzyczą o litość, a w głowie niezwykle silny staje się głos mówiący “zwolnij, zatrzymaj się, po co ci to wszystko?”. Trudno o lepszy trening dla psychiki biegacza.

Biegi przełajowe. Fot. Getty Images

Biegi przełajowe to nie przelewki, rywalizacja w takich warunkach potrafi na długo zapaść w pamięci biegacza. Fot. Getty Images

Przełaje niosą jednak ze sobą szereg innych korzyści. W okresie zimowym, kiedy tradycyjnie budujemy fundamenty formy pod sezon wiosenny, są doskonałą okazją do tego, by przerwać monotonię treningu i przypomnieć naszemu organizmowi o tym, jak to jest biegać na wyższych intensywnościach, podtrzymując naszą startową dyspozycję. Ponadto stanowią fantastyczny komponent siłowy, który jest nie do przecenienia w treningu amatorskim, na ogół nastawionym na nabijanie kilometrów po asfalcie lub betonie. Ogólna sprawność, koordynacja – to kolejne elementy, jakie możemy ćwiczyć na crossie. Wszystkie te czynniki powodują, że stajemy się bardziej odpornymi, silniejszymi i wszechstronnymi biegaczami.

Często słyszymy, że aby poprawić swoje wyniki trzeba opuścić strefę komfortu. W biegach wytrzymałościowych trudno o konkurencję, która bardziej oddala nas od tej strefy niż przełaje. Dlatego warto spróbować swoich sił w tych specyficznych warunkach. Nawet, jeśli nie dla samej idei rywalizacji, to choćby po to, by poczuć na własnej skórze jak bardzo tego typu bieganie potrafi odcisnąć piętno na całym ciele. Po takim doświadczeniu cierpienie w biegach ulicznych staje się jakby bardziej znośne.

Aby wiedzieć czy powinieneś wystartować w przełajach wystarczy odpowiedzieć sobie na 1 pytanie: jesteś twardy? Jeśli odpowiedź brzmi “tak” – to super, sprawdź i potwierdź to na crossie. Jeśli odpowiedź brzmi “nie”, jest tylko jedna recepta – wystartuj w biegu przełajowym, a następnym razem odpowiesz “tak”. Biegajmy przełaje. Dla sportu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisment ad adsense adlogger