fbpx

Biegam i tyję – jak to możliwe? Studium przypadku

Autor: Paweł Wysocki • 25.02.2019
fot: istock.com

fot: istock.com

Mówi się, że każdy powód do rozpoczęcia przygody ze sportem jest dobry. Jedną z popularniejszych motywacji, jaką kierują się początkujący biegacze, jest chęć zredukowania masy ciała. Wiele osób wierzy, że wystarczy regularnie biegać, a wskazania wagi będą coraz niższe, ale czy słusznie?

Poniższy tekst opiera się na przykładzie wziętym z życia. Myślę, że takie studium przypadku powinno skutecznie rozprawić się z panującym mitem. Po drugiej stronie barykady są osoby, które wciąż będą obstawiały przy swoim. Pamiętajcie, że ten materiał powstał po to, aby pomóc Wam osiągnąć zamierzony cel.

Długo i wolno, czy krócej, a szybciej?

Przez chwilę pozostaniemy w konwencji: „biegam, bo chcę schudnąć”. Podstawowym dylematem, z jakim borykają się raczkujący biegacze, jest wybór metody treningowej. Lepiej jest biegać dłużej, a wolniej, czy krótko, ale szybko? Ciężko jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie, bo zarówno pierwsza, jak i druga metoda ma swoje za i przeciw. Oba sposoby łączy wspólny mianownik – spalone kalorie, a to istotna informacja w kontekście bilansu kalorycznego, do którego wrócimy w ostatnim akapicie. Najlepiej połączyć obie metody w przemyślany sposób. Obciążenia treningowe muszą być optymalne. To znaczy dobrane do naszej aktualnej dyspozycji. Idealnie, jeżeli plan jest skrojony na miarę, jak garnitur szyty na zamówienie. Katorżnicze treningi prędzej doprowadzą do frustrującej kontuzji aniżeli osiągnięcia celu.

Praktyczny przykład

Biegam dużo i tyję – brzmi absurdalnie? Nic bardziej mylnego. Przybliżę sylwetkę mojego podopiecznego, który w styczniu 2019 roku pojechał na wczasy do Turcji. Już wcześniej nakreśliliśmy plan dnia, który w uproszczeniu wyglądał tak:

Sen – jedzenie – bieganie – jedzenie – sen – jedzenie – bieganie – jedzenie – sen

To był pracowity tydzień, a tak wyglądał w liczbach:

  • 148,1 km w nogach.
  • 12 treningów biegowych.
  • 11 godzin 12 minut w biegu.
  • 29 248 spalonych kalorii.
  • +4 kg na wadze.

kilometraz
Jak to możliwe? Nie podlega dyskusji fakt, że to wysoki kilometraż jak na biegacza amatora, który rywalizuje w kategorii wiekowej M40. Zawodnik miał apetyt, więc jadł całkiem dużo, ale nie ma mowy o kompulsywnym objadaniu się. Trening biegowy na przejedzeniu, to jedna z gorszych rzeczy, jaka może dopaść biegacza. Zawodnik nie prowadził spisu posiłków, ale jak sam mówił: „nie żałował sobie”. Jadł wszystko, na co miał ochotę. Diabeł tkwi w szczegółach. Dodatkowe kilogramy to konsekwencja bilansu kalorycznego, który pomimo dużej aktywności był na (dużym) plusie. Nie trzeba być dietetykiem, żeby wiedzieć, że jesteśmy kuszeni ogromną ilością „bomb kalorycznych”, które wyglądają niepozornie, a robią swoje. Sam biegacz skwitował to krótkim twierdzeniem – to wszystko przez słodycze.

Właściwy kierunek

Wiele osób może być zaskoczonych powyższym przykładem. Jeszcze szersze grono może się doszukiwać różnych przyczyn, a wszystko po to, aby pozostać przy swoim i dalej uważać, że wystarczy biegać i już się chudnie. Jednak niepodważalny jest fakt, że samo bieganie nie wystarcza, aby zredukować masę ciała. Kluczową rolę odgrywa deficyt kaloryczny. Nie chcę zagłębiać się w szczegóły, bo to doskonały temat dla dietetyka. Ujemny bilans kaloryczny – masa ciała będzie stopniowo spadała. Dodatni bilans kaloryczny – masa ciała będzie stopniowo rosła. Należy również pamiętać o jakości dostarczanego pożywienia. Kalorie to nie wszystko. Istotne są mikro i makroelementy.

Niektórzy biegacze mają tendencję do nadmiernego nagradzania się. Nie twierdzę, że to beznadziejna metoda motywowania się, ale trzeba być ostrożnym. Załóżmy, że ktoś biega 40 minut i spala 400 kalorii. Po treningu zjada tabliczkę czekolady, która zawiera ponad 500 kalorii. Trening przysłuży się poprawie wydolności, ale niekoniecznie redukcji wagi. Zbilansowana dieta to fundament pracy nad masą ciała. Chudniemy w kuchni, a bieganie może być doskonałym narzędziem wspomagającym osiągnięcia deficytu kalorycznego. Dieta wymaga wyrzeczeń – to nie podlega dyskusji. O wiele łatwiej jest wyjść pobiegać. Wierzę, że wnioski płynące z tego tekstu pomogą niejednemu biegaczowi osiągnąć swój cel i uniknąć frustracji wynikającej z błędnych przekonań.

2 przemyślenia nt. „Biegam i tyję – jak to możliwe? Studium przypadku

  1. Nie jestem ekspertem, ale trudno mi sobie wyobrazić opisaną sytuację 7 dni na wczasach: dzienne min. zapotrzebowanie na kalorie 1500*7=10500 kalorii; spalone kalorie podczas biegu 29 tys kalorii; 1 kg to ok 7000kalorii, czyli dodatkowe 4kg to 28 tys kalorii. Razem wychodzi 67,5 tys kalorii – czyli dziennie 9,6 tys kalorii. Czy to możliwe, żeby się aż tak najadać? Nie piszę tego żeby się czepiać, ale sama mam podobny problem. Trenuję i pomimo że staram sie racjonalnie odżywiać, to tyję (jednak zdecydowanie wolniej). Mam swoją teorię na ten temat, ale chciałabym aby wypowiedział się ktoś znający się na rzeczy 🙂

  2. Zgadzam sie w 100%. Od 22.09.2018 jestem na diecie wątrobowej ;). Waga 103. Treningi joggingu tylko w styczniu 3x/tydzien. Operacja woreczka żółciowego 1.02.2019. Waga dziś 81. Zielone światło od operatora (chirurga) na spacery już jest. Jogging od 02.03. Z dietą się polubiliśmy wiec zostaje 🙂 Pozdrowienia

Odpowiedz na „AgataAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisment ad adsense adlogger