fbpx

BIEGNIJ (I MÓW…) Z GŁOWĄ

Biegnij Warszawo 2013_3

Trochę musiałem to przetrawić… I przyznam, że nie doszedłem do żadnych rewolucyjnych wniosków. Bo o skretynieniu mediów (nie jest miło tak pisać będąc dziennikarzem) żądnych za wszelką cenę krwi i upieprzenia kogoś, choćby na siłę, wiem od dość dawna.

A co do dbania o siebie w uprawianiu sportu… też nic nowego nie wymyśliłem, bo choć robię czasem coś nierozsądnego, to w gonitwie za wynikiem, kolejnymi życiówkami i ściganiem się z czasem, ze sobą i innymi staram się jednak stawiać zdrowie na pierwszym miejscu. Może dlatego przez 4 lata biegania nie miałem poważniejszej kontuzji, a wyniki regularnie robionych badań (jak dobrze być cukrzykiem! :-)) mam wręcz wzorcowe.

Biegnij Warszawo 2013. Mam wobec tej imprezy ambiwalentne uczucia… Nie przepadam, bo dziki tłum i trudno szybko pobiec ze względu na masakryczny tłok na starcie. Lubię, bo (paradoks?) dużo ludzi, znajomych, fajna, towarzyska atmosfera, bo mam dla organizatora Bogusława Mamińskiego dużo sympatii, bo od BW zaczęło się rozbieganie narodu… Tegoroczne Biegnij Warszawo sprawiło mi mnóstwo frajdy. Mogłem ustawić się na samym przodzie, gdzieś w czwartej czy piątej linii, więc mogłem się przymierzyć do szybkiego biegu. I poprawiłem sobie humor po nieudanym Maratonie Warszawskim, bo wreszcie na atestowanej trasie rozprawiłem się z męczącymi mnie już i mocno zawstydzającymi 40 minutami. 39’51 to wprawdzie żaden wielki wynik, ale ja jestem zadowolony. Potwierdziłem, że do maratonu byłem dobrze przygotowany i jedyne co zawaliło (choć bardzo ważne) to głowa.

Ale dość narcyzmu. Na mecie Biegnij Warszawo doszło do tragedii. Zmarł człowiek. Przybiegł ponoć jakieś 10 minut po mnie, ale długo nie wiedziałem o tym, co się stało. Przejście do strefy medali, rozmowy ze znajomymi, radość z wyniku, wspólne zdjęcia. Byłem bardzo blisko, ale teraz dopiero przypomijam sobie karetkę przepychającą się przez tłum. Nie przyszło mi do głowy, że to do człowieka, który umiera. Bo chwilowe zasłabnięcia na mecie zdarzają się na każdym niemal biegu. I nie są niczym złym, z reguły świadczą tylko o tym, że człowiek dał z siebie wszystko. Tym razem okazało się, że więcej niż wszystko…

Niedobrze mi się robi, gdy widzę, co dzieje się w internecie i niektórych stacjach telewizyjnych. Poziom skretynienia niektórych już mnie nawet nie dziwi, trochę się przyzwyczaiłem. Więc gdy przeczytałem, że tragedii na mecie BW winne są media, bo rozpętały popularność biegania, a nie ostrzegają, że bieganie jest bardzo niebezpieczne dla zdrowia, a nawet można być zgwałconym, to tylko roześmiałem się z idiotki, która to pisała.

Pewnie to zabrzmi okrutnie (przepraszam wszystkich cierpiących bliskich zmarłego chłopaka) , ale ta śmierć może mieć pozytywny efekt. Już jeden z moich biegających kolegów postanowił zrobić badania. Super! Bo tak trzeba. Bieganie to sport, sport to wysiłek fizyczny. Jeśli idziesz 3 razy w tygodniu potruchtać do lasu, nic ci nie będzie. Jeśli chcesz ścigać się w zawodach – wszystko jedno, na jaki wynik, wystarczy, że się ścigasz – zrób badania. Nawet rutynowe plus serce. Od razu zastrzegam – żadne, nawet najbardziej szczegółowe badania lekarskie nie zagwarantują bezpieczeństwa, bo żadne nie wygrają wszystkiego, a jest choćby coś takiego jak Zespół Nagłej Śmierci Sportowca (tak się to chyba nazywa, spotyka nawet najbardziej wytrenowanych i najlepiej przebadanych) i tragiczne przypadki takie jak w niedzielę w Warszawie zdarzać się, niestety, będą. Pozwolą jednak przynajmniej zminimalizować ryzyko.

Jestem jednak przeciwny badaniom obowiązkowym, których domaga się np. Robert Korzeniowski.  I obowiązkowym ubezpieczeniom. Nie dajmy się zwariować. Marzę o dniu, kiedy wreszcie zaczniemy od ludzi wymagać myślenia. I odpowiedzialności. Bo na razie wciąż jesteśmy na etapie komunistycznego myślenia, że “nam się należy” i uszczęśliwiania ludzi na siłę. Basta! Bzdurą jest, że (jak ktoś powiedział) Polska to jedyny kraj, gdzie badań na imprezach biegowych się nie wymaga. W Szwecji się nie wymaga, w równie cywilizowanej Holandii – też nie. To wiem na pewno, bo tam startowałem. Wymaga się na maratonie w Paryżu. Tyle wiem na pewno. Jeśli są inne imprezy z takim obowiązkiem – poproszę o informację. Ale na pewno nie jest to powszechne. Bo tam ludzie sami mają o siebie dbać o myśleć o swoim dobru. A jak badania będą obowiązkowe – to większość Polaków będzie kombinować i załatwiać lewe zaświadczenia. Tacy jesteśmy. Przed każdym biegiem podpisujemy oświadczenie, że jesteśmy zdrowi. Własnym imieniem i nazwiskiem. Jeśli dla kogoś to nic nie znaczy i podpisuje fikcję/kłamstwo… Cóż, może zabrzmi to brutalnie, ale… to jego zdrowie i życie.

I druga rzecz związana ściśle z tym, co wyżej… Używajmy więcej głowy. Bieganie to nie tylko nogi. Cały sport zresztą. Bieganie zrobiło się modne, biega coraz więcej ludzi, więc wielu z nas głupieje. Wstaje z kanapy, zza biurka i… „Co, dychy nie przebiegnę? Mój kolega z pracy, sąsiad, kumpel przebiegnie, a ja nie dam rady?“ Dasz radę, tylko przygotuj się do tego. A nie tak z marszu. Biegnij Warszawo jest, przez swą tak zwaną kultowość, imprezą, w której bierze udział wielu niedzielnych (czasem wręcz jednorazowych) biegaczy, co to albo chcą coś udowodnić, albo raz w roku się przebiec. Wiem co mówię, sam tak kiedyś chciałem gdy jeszcze nie biegałem, na szczęście tydzień przed pokiereszowałem się trochę na rowerze 🙂 Tak się nie da, naprawdę. Tak można sobie zrobić krzywdę. Mierzcie siły na zamiary. Wbrew temu, co wielu teraz trąbi, bieganie jest dla wszystkich. Ok, prawie wszystkich. Dla każdego jednak inaczej. A jak – najlepiej sprawdzić wcześniej. I tego się trzymać. Korzyści z biegania (także zdrowotnych) jest znacznie więcej niż ewentualnych negatywów, które zresztą fundujemy sobie najczęściej sami, przez brak rozsądku. Mówię to wam ja, diabetyk z cukrem na poziomie zdrowego człowieka – właśnie dzięki bieganiu.

I jeszcze o kompletnym braku odpowiedzialności za słowa i medialnym dążeniu do udupienia kogoś za wszelką cenę. Byle się wykazać. Od razu pojawiły się głosy, że na karetkę trzeba było czekać 15 i więcej minut, że w ogóle tej karetki nie było tam gdzie być powinna (a gdzie powinna? kto przewidzi, gdzie dokładnie zdarzy się wypadek?), że akcja ratunkowa była prowadzona nieudolnie… Mój kolega, który relacjonował imprezę na żywo w TVP Info i widział sytuację z bardzo bliska twierdzi (nie mam powodu by mu nie wierzyć), że karetka była bardzo blisko. Pogotowie potwierdziło, że imprezę obsługiwała ponadstandardowa (bodaj 6) liczba karetek na trasie i mecie. Ostrożnie więc z tymi oskarżeniami. Prokuratura wszczęła dochodzenie, ale nie PRZECIWKO, a W SPRAWIE, co oznacza tylko wyjaśnienie, a nie skierowanie zarzutów. Niech zbada, czy zabezpieczenie medyczne było zgodne z przepisami. I wtedy się dopiero wypowiadajmy, a nie od razu strzelamy wielkimi oskarżeniami. Obrzucić błotem jest łatwo, ale nawet jeśli potem je spłuczesz, to brud zostaje. U nas, niestety, nie ma za słowo kompletnie żadnej odpowiedzialności. Brzydzę się tym.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisment ad adsense adlogger