fbpx

Buty biegowe u chirurga

Autor: Marcin Nagórek • 05.11.2013

Zapiętek w butach biegowych - w większości sytuacji rzecz zbędna, a mogąca czynić szkody. Fot. Michał Jarosz

Zapiętek w butach biegowych – w większości sytuacji rzecz zbędna, a mogąca czynić szkody. Można się go jednak pozbyć. Fot. Marcin Nagórek

Kiedy wyciąga się z pudełka świeżo zakupione buty biegowe, chyba ostatnią myślą jest zamiar natychmiastowego okaleczenia ich przy pomocy nożyczek i żyletki. Są jednak tacy, którzy to właśnie robią.

Ma to częściowo związek z modą na tzw. “natural running”. Otóż jest to specyficzne podejście do biegania: postuluje odejście od skomplikowanych technologii, systemów wprowadzanych do butów, w kierunku jak najmniejszej ingerencji w mechanikę pracy stopy. Fanatycy biegania boso lub w jak najcieńszych butach istnieli od zawsze, ale dopiero od kilku lat ruch ten stał się szerszą modą. Zaczęło się chyba od Nike Free, modelu buta, który podbił rynki kilka lat temu. Jego rewolucyjność polegała na tym, że po 30 latach rozwijania technologii wysoko opłacani fachowcy doszli do wniosku, że to wszystko nie ma sensu, bo i tak najlepiej pracujący mechanizm biegowy to naga stopa. Lata badań doprowadziły do wniosku, że najlepszym butem jest brak buta – bardzo odkrywcze, nieprawdaż?

Jak się okazało, nawet tak prostą ideę można dobrze sprzedać. Nike Free był pierwszym butem, który reklamowano na zasadzie, że biega się w nim tak, jakby stopa była bosa. Czyli: za jedyne kilkaset złotych możesz kupić but, który nie ma żadnych systemów i zachowuje się tak, jakby go nie było na stopie. Tę ideę twórczo rozwijają np. Five Fingers – modne i piekielnie drogie sandały biegowe, składające się właściwie tylko z kawałka gumy. Na Zachodzie istnieje też marka Newton, specjalizująca się w butach, w których biega się tak, jakby stopa była bosa. Sprzedawanie butów, w których jest jak najmniej buta, stało się opłacalną strategią rynkową.

Modele tego typu mają chronić stopę przed fizycznymi uszkodzeniami przez przedmioty, jakie można napotkać w czasie biegu (np. szkła, kamienie), a równocześnie zapewniają prawidłową motorykę stopy. Nie próbują żadnymi sztucznymi systemami zmieniać sposobu, w jaki naturalnie zachowuje się stopa. Dzięki temu rozwijamy mięśnie, które wcześniej były wyręczane przez różnego rodzaju wspamagacze, ukryte w bucie. Im zaś mocniejsze mięśnie, tym z czasem szybsze bieganie i mniejsza ilość kontuzji.

Czy to oznacza, że mamy dziś wyrzucić stare buty biegowe i pędzić do sklepu po zwykłe trampki? Niekoniecznie. Można spróbować nieco “podrasować” zwykłe buty biegowe, sprawić, aby stały sie bardziej neutralne dla stopy. Na własną rekę można spróbować usunąć część systemów, teoretycznie najmniej przydatnych. Pierwszym z nich jest usztywnienie zapiętka. Ten element ukryty jest z tyłu buta, w zapiętku. W gruncie rzeczy jest to po prostu kawałek sztywnej płytki, mającej “kontrolować” ruch stopy oraz osłaniać achillesa. Były rekordzista świata na 5000 m, nieżyjący już Gordon Pirie, pisał, że to element konstrukcyjny, który paradoksalnie… podniósł ilość kontuzji ścięgna Achillesa wśród biegaczy i zaleca jego natychmiastowe pozbycie się.

Zapiętek w butach biegowych. Fot. Michał Jarosz

Ten plastikowy element niekoniecznie współgra z naszymi piętami. Nie jest łatwo go usunąć, trzeba użyć trochę siły. Fot. Marcin Nagórek

Zapiętek

Wyjęcie zapiętka to operacja, która sprawia, że but robi się o pół, a nawet o cały numer większy – to dobra wiadomość dla tych, którzy kupili za ciasne biegówki. Staje się też niewiarygodnie wygodny, niczym domowe kapcie. Z tyłu nic nie uwiera, nic nie dotyka, nie przeszkadza. Wyjęcie usztywnienia jest jednak pracochłonne. Najpierw, po wyjęciu z buta wkładki, trzeba żyletką lub nożyczkami przeciąć materiał wyściełający wewnętrzną część zapiętka. To musi być szerokie cięcie – po jego dokonaniu podnosimy materiał do góry i wygrzebujemy to, co jest pod nim. A jest to zwykle spora warstwa pianki, pod nią zaś usztywnienie. Bywa bardzo mocno przyklejone i częściowo jeszcze przyszyte. Po usunięciu szwów najprościej złapać koniec usztywnienia kombinerkami i ciągnąć mocno, aż do całkowitego oderwania. To męcząca operacja i wygląda dość drastycznie, ale po wyjęciu tych wewnętrznych części, zakryciu materiału z powrotem i włożeniu wkładki, po bucie nie widać śladu ingerencji z zewnątrz. Różnica jest oczuwalna tylko w biegu oraz przy dotyku – zapiętek robi się miękki i łatwo poddaje uciskowi.

Zapiętek w butach biegowych - w większości sytuacji rzecz zbędna, a mogąca czynić szkody. Fot. Michał Jarosz

Fot. Marcin Nagórek

Stabilizator

Drugi element, którego usunięcie można rozważyć, to plastikowy mostek, łączący śródstopie buta z piętą. Jest to część podeszwy buta, oczywiście każdy producent nadaje mu fantazyjną nazwę, podkreślającą jego “ważność”. Element ten ma kontrolować przetaczanie i – znowu – stabilizować stopę. W praktyce jego obecność co najmniej wyłącza z pracy część mięśni stopy, a zdarza się, że powoduje silny ból, zniekształca bowiem naturalną mechanikę pracy. To, że część mięśni nie pracuje, bo wyręcza je plastikowa wkładka, nie jest korzystne – stopa robi się coraz słabsza, do tego coraz mniej równomiernie umięśniona. Z czasem biegacz nie jest w stanie w ogóle biegać w butach bez systemów. Jeśli przez lata jego mięśnie stopy w dużej mierze nie pracują w czasie biegu, to nagle zwykły trucht boso lub w lekkich, cienkich butach staje się bardzo trudny. To takie niekończące się koło – systemy wykonują za stopę część pracy, przez co stopa staje się coraz słabsza i potrzebuje jeszcze więcej systemów – i tak bez końca.

Wyjęcie mostka nie zawsze jest możliwe – czasami jest on ukryty wewnątrz podeszwy. Jeśli jest inaczej, trzeba po prostu oderwać go, używając odpowiedniego narzędzia. Czasami trzeba odciąć te elementy, które są wtopione w podeszwę. Podstawowy sens tej operacji to przerwanie sztywnego połączenie śródstopia i pięty, czyli operacja na samym środku podeszwy. W tym miejscu but powinien być giętki, nie usztywniony. Zdarza się, że biegaczom dużo lepiej biega się w butach ze sporym przebiegiem, w którym ten element naturalnie pękł, wskutek zużycia.

But bez usztywnienia pięty. Fot. Michał Jarosz

Fot. Marcin Nagórek

Pianka

I kolejna, najbardziej ryzykowna operacja – ścięcie pięty i częściowo całej podeszwy. Jak pisał Pirie, współczesne buty mają piętę zbyt grubą, napakowaną pianką i niepotrzebnymi elementami. Wymuszają one lądowanie na pięcie, chociaż naturalne dla człowieka jest lądowanie w biegu na śródstopiu (co łatwo sprawdzić, biegnąc boso). Obcięcie pięty to operacja, która ma wyrównać grubość pięty oraz reszty podeszwy. Warto przeprowadzić ją na próbę na starych butach – nożem, przecinakiem lub jakimkolwiek innym ostrym narzędziem odcinamy po prostu całą zbyt grubą piętę i wyrównujemy podeszwę.

Można jeszcze zapytać – skoro te systemy są takie nienaturalne i niepotrzebne, to po co się je właściwie stosuje? Tu można częściowo wziąć producentów w obronę – próbują oni pomóc tym biegaczom, którzy są mięśniowo zbyt słabi, aby być w stanie dużo biegać. Systemy w bucie wyręczają pracujące mięśnie, można więc pobiec więcej, dalej, łatwiej zacząć samo bieganie. Jest to jednak wylanie dziecka z kąpielą. Zaczynamy biegać, ale mięśnie pozostają nadal słabe. Najprostszym wyjściem byłoby stopniowe, spokojne rozpoczynanie treningu w lekko tylko amortyzowanych butach – od małych przebiegów, połączonych z utratą wagi i wzmacnianiem mięśni. Do tego trzeba jednak cierpliwości i wyczucia.

Wypasione buty to najprostsza droga do rozpoczęcia biegania, ale czy zawsze najwłaściwsza? Wybór, przynajmniej w teorii, należy do biegacza.

Marcin Nagórek, “Okaleczenie”, Bieganie, grudzień 2010

2 przemyślenia nt. „Buty biegowe u chirurga

  1. Czesc, swietny artykul, natomiast pomija zupelnie elementy kontuzji – ja mam tak, ze niestety od jakiegos czasu (jestem okolo 40ki) bardzo szybko lapie kontuzje Achillesa – nadwyrezam sciegno w jednej lub drugiej nodze, klucie, naciagniecie, przerwa kilka tygodni. Zdarza sie to nawet po 1km biegu, mimo rozgrzewki – zaczalem nawet marszobiegi.

    Ale w czym rzecz – obecnie przegladam oferte butow wlasnie pod katem przede wszystkim wysokiej amortyzacji (napakowani buta pianka jak piszesz), zeby powrocic do biegania z najmniejszym narazeniem na przeciazenia oraz – krytyczne – pod katem braku zapietka badz wylacznie tych elementow z tylu plastikowych, ktory stabilizuja stope, ale sam pas wzdluz tylu stopy i sciegna byl wylacznie materialem (tak jak np. w Adidas Solar Glide).

    Biegac boso moge, ale po piachu na plazy, natomiast na twarde nawierzchnie nie ma wyboru – po kontuzjach lub przewleklych / nawracajacych nadwyrezeniach po bliznach jestem zmuszony uzywac butow przygotowanych dla mnie.

    Co do samych technologii – mogloby sie wydawac, ze buty do biegania to buty do biegania – wczoraj w Sklepie Biegacza przymierzalem rozne buty od Adidasa, po NB i UA – wygodne byly wszystkie i sprezyste byly wszystkie, ale juz sposob zachowania stopy, jej stabilizacji, trzymania w “skarpecie” czy zapietka i podbicia stopy – roznice byly wrecz szalone. Te buty byly tak konstrukcyjnie rozne, ze nie zdecydowalem sie na zakup przed poczytaniem w internecie opinii i artykulow takich jak Twoj oraz wizyta u fizjoterapeuty.

    Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisment ad adsense adlogger