fbpx

Wydarzenia > Relacje z biegów > Wydarzenia

Chudy Wawrzyniec jako pierwszy start w zawodach biegowych [RELACJA]

Chudy Wawrzyniec 2014 fot. Marta Tittenbrun

Wreszcie na mecie! Fot. Marta Tittenbrun

Gdyby nieco ponad pół roku temu ktoś mi powiedział, że będę lubił bieganie i nie będę mógł się doczekać kolejnego treningu – to bym mu nie uwierzył. A właśnie jestem po swoim pierwszym ultramaratonie górskim i chcę więcej.

Dlaczego wziąłem udział akurat w Chudym Wawrzyńcu w Beskidzie Żywieckim? Trochę z przypadku, a z całą pewnością z powodu namowy osoby, która w ogóle wkręciła mnie w bieganie. Tak długo suszyła mi głowę, jakie to fajne, że musiałem spróbować.

I tak stawiłem się na starcie 9 sierpnia 2014 roku w Rajczy, by przebiec swoje pierwsze (nieco ponad) 50 kilometrów w górach.

Czego się spodziewałem? Otóż nie miałem bladego pojęcia, czego oczekiwać. To były moje pierwsze zawody biegowe w życiu. Dla jakiegokolwiek porównania półtora miesiąca wcześniej wziąłem udział w triathlonie na dystansie olimpijskim. Przed startem rozmawiałem z wieloma osobami i szukałem informacji – jak się przygotować, co zabrać, o czym pamiętać. Dużą część tych rzeczy podrzucała mi oczywiście moja osobista Pani Trener – tak mówię cały czas do Marty, przez którą tu jestem.

Do godziny 4 (rano) została jeszcze chwila. Jeszcze tylko 7 minut do startu. W głowie mam spokój, bo wiem, że jestem tu tylko dla siebie. Ostatnia rada, żeby przez pierwsze kilometry nie biec za szybko. Ustaliłem sobie, że początkowy asfalt pokonam w tempie 6:30 min/km. Parę minut wcześniej dostaję zegarek z GPS-em – ułatwił mi zadanie, przynajmniej na początku.

PSX_20140810_164951

Gotowość na starcie. Fot. Marta Tittenbrun

Na starcie jakoś tak wyszło, że ustawiłem się bardzo blisko czoła wyścigu. Dlatego też bardzo dużo zawodników wyprzedzało mnie od samego początku. Udało mi się trzymać planu – wolny trucht, nie ma co szarżować. Nie liczyłem nawet, czy mija mnie pięćdziesiąta, czy sto dwudziesta osoba. Raz tylko spojrzałem w tył i zobaczyłem nadal ogromną masę ludzi, wiedziałem więc, że nie ma się co martwić.

Skończył się asfalt i zaczęliśmy się powoli wspinać coraz wyżej. Pojawiły się pierwsze widoki. Mgła w dolinach i szare góry w tle. Przyjemny chłód i wciąż masa biegaczy zarówno z przodu, jak i za mną. Przy pierwszym punkcie widokowym zatrzymała się grupka zawodników, żeby zrobić zdjęcia – rzeczywiście widok przeładny. Biegnę dalej.

Plan był prosty – iść na podejściach, biec na płaskim, a na zbiegach korzystać z grawitacji i napierać, ile się da. Dlatego gdy w okolicy 10. kilometra nadarzyła się pierwsza okazja, wyprzedzałem jak głupi. Wymachując rękoma i sadząc coraz większe kroki, rozwijałem niezłą prędkość. Plan udało się wykonać gdzieś w 80% – zdarzały się momenty, gdy nie potrafiłem się zmusić do biegu bądź gdy stromizna była na moją ocenę za trudna do szybkiego biegu.

Ani się obejrzałem, a zrobił się 17. kilometr. Jakoś tak szybko również minął szczyt Kikula (20. km). Potem już jakby samo pojawiło się schronisko na Wielkiej Raczy (27. km). Zobaczyłem kilkunastu zawodników odpoczywających i rozmawiających. Nie ma się co zatrzymywać. Biegnę dalej.

Pamiętałem, że punkt żywieniowy jest jakoś w okolicy 40. km. Ten czas był dla mnie najtrudniejszy. Izotonik pluskający w bukłaku przestał smakować. Każde podejście stawało się coraz trudniejsze, a ja nie byłem pewny, ile jeszcze zostało…

Kilometry przestały się przesuwać, a na dodatek średnia prędkość, którą pokazywał GPS, stale się zmniejszała – wydłużając liczbę sekund potrzebnych do pokonania jednego kilometra. Próbowałem liczyć, jak bardzo musiałbym przyspieszyć, żeby zmieścić się choćby w 8 godzinach. Szło mi to coraz gorzej.

Nie pocieszała nawet myśl, że oto właśnie z każdym krokiem biję swój własny rekord. Nigdy wcześniej nie przebiegłem takiego dystansu ani nie biegłem tak długo. Moje najdłuższe wybiegania trwały 2,5 godziny.

Czas się wlókł, a ja razem z nim. Na lotnym punkcie kontrolnym wolontariuszka krzyczy do mnie: 284. Słucham? Jesteś na 284. miejscu! To dobrze? Bardzo! Ale jakoś jej wtedy nie uwierzyłem. Moje tempo wciąż spadało.

Chudy Wawrzyniec 2014 fot. Piotr Dymus

Gdzieś na trasie. Od lewej: Gediminas Grinius i Kamil Leśniak – późniejsi zdobywcy I i II miejsca na trasie 50+. Fot. Piotr Dymus

Dowlokłem się w końcu do Przegibka. Muszę przyznać, że tam dołożyłem sobie kolejną cegiełkę. Trzeba było pokonać 800 metrów. Tylko po to, żeby potem wrócić tą samą drogą. Jakoś mnie to zabolało. Doturlałem się jednak do punktu kontrolnego, bramka zapiszczała.

Pierwsze, co zrobiłem, to napełniłem swój bukłak zwykłą wodą, a następnie skierowałem się w stronę stołu. Już od paru ładnych kilometrów marzyłem o soczystym arbuzie. Ktoś przede mną właśnie wyrzucał ostatni ogryzek. Czy naprawdę wszystko musi być dziś przeciwko mnie?

Nie było co dłużej tak stać i marzyć o pięknym, czerwonym, wodnistym arbuzie. Czas ruszyć dalej. Niemal połowę trasy powrotnej (czyli ok. 400 metrów) próbowałem zmusić się do biegu – bezskutecznie. To, że się zatrzymałem, 37 km w nogach i reszta okoliczności sprawiły, że nie mogłem wrócić do poprzedniego rytmu – pod górę idę, na płaskim truchtem, a zbiegi – napieram, ile się da.

Pozostała jeszcze tylko Rycerzowa. Ostatnie najtrudniejsze podejście. Rozstaj dróg. Ani chwili nie zastanawiałem się, którą trasę wybrać. Wyszedłem na otwartą przestrzeń. Wszędzie dookoła góry, a w dole widać już schronisko. Odzyskałem energię i trochę jak kula śnieżna zacząłem zbiegać.

Świeciło słońce, miałem już za sobą ponad 40 km, a mi w końcu biegło się dobrze. Zacząłem  wyprzedać innych zawodników, utrzymywałem równe tempo. Było naprawdę dobrze.

Aż usłyszałem głos wolontariusza, że jeszcze tylko Muńcuł i już będzie z górki. Ucieszyłem się. Z profilu trasy wynikało, że to tylko jedno podejście. Nie przyjrzałem się jednak dokładnie wcześniej mapie tego akurat odcinka. Nie wiedziałem więc, że takich podejść będzie aż trzy…

Pisałem wcześniej, że nie robiłem żadnych założeń. Miałem jednak nadzieję, że możliwe jest pobiegnięcie szybciej niż 7 godzin 45 minut. Im dłużej biegłem, tym trudniej było mi obliczyć, czy mam na to szansę. Dodatkowo jeszcze przed Muńcułem rozładował się GPS. Zegarek jednak pokazywał, że teoretycznie jest szansa.

Za Muńcułem zaczął się więc szalony bieg, żeby choć na koniec wyrwać te kilka minut. Wciągnąłem końcówkę żelu energetycznego i pognałem w dół.

Na punkcie kontrolnym dowiedziałem się, że zostały jeszcze nieco ponad 2 km. Byłem na styku. Zaczęło się strome zejście. Kolana już mocno dawały o sobie znać. Zwolniłem więc. Chwilę tak szedłem, wyprzedziła mnie jedna osoba, potem druga. Gdy za plecami zobaczyłem trzecią, która ma ten sam zamiar, dostałem nowej mocy.

Końcówka była śliska. Poślizgnąłem się ze dwa razy, na szczęście się nie wywróciłem. Biegłem dalej. Wybiegłem na asfalt i dobrze pamiętam myśl, która mi przeszła przez głowę: „To już?”. Uczepiłem się kogoś, kto biegł wystarczająco szybko, i zastanawiałem się, dlaczego ten asfalt ciągnie się w nieskończoność.

Potem już tylko mostek i radość. Ogromna. Przybiegłem na metę z czasem 7 godzin 36 minut. Zrobiłem coś, czego nigdy jeszcze nie zrobiłem. Przebiegłem swój pierwszy ultramaraton i wiedziałem, że na pewno nie będzie to mój ostatni.

Jako debiutant nie mam żadnego porównania z innymi biegami. Nie przeszkadza mi to jednak w ocenie Chudego. Wszystko było tak, jak być powinno. Jedyne, co mnie do tej pory prześladuje, to zielone leżaki. Tak bardzo chciałem się na jednym położyć, ale wiedziałem, że potem bym już nie wstał. Czy ktoś to zrobił specjalnie?

Duże brawa należą się organizatorom za przygotowanie świetnej imprezy. Dobry dobór trasy, jej oznakowanie i punkt odżywczy. Fajna atmosfera zarówno podczas samego biegu, jak i przed. A także oczywiście sielankowy piknik już na mecie, z chłodną rzeczką, zimnymi napojami i spokojem w cieszeniu się biegiem.

Chudy Wawrzyniec 2014 fot. Marta Tittenbrun 01

Zimna rzeczka w pobliżu mety uratowała wiele osób. Jest radość! Fot. Marta Tittenbrun

Od Redakcji:

Trasa 80+ to kolejne 1200 m podejść na dystansie 30 km. Nie wszyscy się na to porywali, mimo początkowych założeń. Rozejście na 40. km pozwalało dopiero tam zdecydować, który dystans się pokona. Trasa 80+ to kilka dodatkowych, solidnych podejść. Przede wszystkim podejście na Oszusta (ok. 50. km trasy), które powoli obrasta już legendą. Dalej Hruba Buczyna – długie podejście z Przełęczy Glinka (tutaj drugi punkt żywieniowy). „Odpoczynek” w dół i znów stromo pod górę – na Trzy Kopce. Mniejsze podejście na Halę Lipowską i dalej długo, długo w dół – grawitacja niby pomaga, ale zmęczone mięśnie zaczynają już odmawiać posłuszeństwa.

Wrażenia zawodników z długiej trasy dobrze oddaje wypowiedź Przemysława Cieślaka, który pokonał w tym roku ten dystans w 12 godz. i 52 min:

Dopiero teraz, po spotkaniu z Oszustem, czuję, co to jest ultra w górach. Chudy Wawrzyniec, ale w wersji 80+, to jazda obowiązkowa dla każdego ultrasa! To nie jest czarny PR, ale moim zdaniem inne biegi z przedrostkiem „najcięższy bieg” są w porównaniu z Chudym (80+) mocno przereklamowane.

Podobnie po biegu uważał Sebastian Szczepański:

Rewelacja! Trasa długa to jest to. Po jej przebiegnięciu wiesz, że żyjesz!

 

 

Najdłuższą trasę, bo aż 91,4 km, pokonał Maciej Ners. Skąd wziął dodatkowy dystans? Chciał wybrać długi wariant, ale na rozejściu tras (Rycerzowa) ktoś akurat zasłaniał strzałki wskazujące dalszą drogę na trasę 50+ i 80+, Maciej nie miał więc pojęcia, że to właśnie tu powinien podjąć decyzję. Wszyscy skręcili w lewo, więc pobiegł za nimi. Po 3,5 km (!) zorientował się, że jest na trasie krótkiej. Wrócił więc do rozejścia (kolejne 3,5 km) i kontynuował trasę 80+! Na metę dotarł w czasie 13 godz. i 32 min.

„Wybryk” Macieja Nersa po biegu skomentował Krzysztof Szala:

Spotkaliśmy tego nieszczęśnika. Najlepsze było to, że tryskał dobrym humorem, kiedy my, będąc kilka kilometrów od mety, klęliśmy na cały świat!

Chudy Wawrzyniec 2014 fot. Marta Tittenbrun 02

Piknik na mecie. Fot. Marta Tittenbrun

WYNIKI:

TRASA 50+:

Kobiety:
1. Julia Honkisz – 6:04:39
2. Żaneta Bogdał – 6:09:20
3. Zuzanna Madaj – 6:23:00 Mężczyźni:
1. Gediminas Grinius – 4:33:53
2. Kamil Leśniak – 4:42:51
3. Marcin Dyrlaga – 4:43:19

TRASA 80+:

Kobiety:
1. Ewa Majer – 9:25:48 (2. miejsce w klasyfikacji generalnej!)
2. Tamara Mieloch – 11:42:33
3. Dominika Duleba – 12:00:25 Mężczyźni:
1. Piotr Bętkowski – 9:14:36
2. Robert Faron – 9:30:57
3. Konrad Ciuraszkiewicz – 9:33:02
Piotr Jurgielewicz

Podoba ci się ten artykuł?

0 / 5. 0

Przeczytaj też

Suunto 9 Peak to nowoczesny smart zegarek, który posiada profesjonalne funkcje zegarka sportowego. Choć od premiery minęło zaledwie kilka miesięcy, to jego użytkownicy mogą się cieszyć aktualizacją dostępną już od początku października, która pozwoli jeszcze […]

Nowe funkcje Suunto 9 Peak

Brak zajawki, ponieważ wpis jest zabezpieczony hasłem.

Zabezpieczone: Jak wygląda organizacja depozytu przy Maratonie Warszawskim? “18 ciężarówek, eskorta policji”

Dla każdego biegacza jasne jest, że aktywność fizyczna ma korzystny wpływ na zdrowie. Szczególnie wiele korzyści odnosi z niej układ sercowo-naczyniowy, co zostało udowodnione wielokrotnie w badaniach naukowych. Powstaje jednak pytanie, ile trzeba biegać tygodniowo, […]

Regularne bieganie kluczem do zdrowego serca

Piękny! Wspaniały! To jednak nie opis oskarowego bestsellera, a najnowszego modelu trailowego Merrell Antora 2 x See America. Od dawna bowiem szukałam butów do biegania w terenie, które będą tak bliskie mojemu ideałowi. Ale do […]

Merrell Antora 2 x See America do biegania w terenie – łączy komfort i dynamikę

Ukrainiec Witalij Szafar i aktualna mistrzyni Polski w półmaratonie Monika Jackiewicz triumfowali w niedzielę, 17 października 2021 roku w 7. Cracovia Półmaratonie Królewskim. Do mety, zlokalizowanej na płycie głównej TAURON Areny Kraków, dobiegli uzyskując odpowiednio […]

Witalij Szafar i Monika Jackiewicz triumfatorami 7. Cracovia Półmaratonu Królewskiego

Tradycją dla wielu z nas stało się aktywne świętowanie odzyskania przez nasz kraj wolności. 11 listopada zapraszamy Was do Parku Skaryszewskiego, aby celebrować ten ważny historycznie dzień tak, jak lubicie najbardziej – na biegowo! Zapisy […]

Bieg 11 Listopada uświetni obchody Święta Niepodległości w Warszawie! Zapisy ruszyły

Seria butów adidas Boston cieszy się dużą popularnością wśród biegaczy od wielu lat. To lekkie maratońskie startówki, dające nieco więcej amortyzacji niż najbardziej wyścigowe modele adidasa. Czy 10. odsłona Bostona zmieniła jego istotę? Buty z […]

adidas adizero Boston 10 – test nowej odsłony popularnego modelu

Karolina Nadolska poprawia w Poznaniu rekord Polski w półmaratonie, osiągając znakomity czas – 1:09:18. W klasyfikacji zajmuje drugie miejsce za Kenijką Tabithią Gichią. Bardzo szybko biegali mężczyźni – zwycięzca złamał barierę 60 minut!

Półmaraton Poznań. Nowy rekord Polski!