fbpx

Ciekawy przypadek Heather Jackson

Autor: Maciej Żywek • 20.09.2013

Heather Jackson

Zawodowcy w triathlonie. Po prostu są. Rzadko się jednak zdarza, żebyśmy się zastanowili, skąd się biorą.

Pytanie wbrew pozorom nie jest tak absurdalne, jak się z początku wydaje. Mistrzowie w sporcie to efekt długiej pracy trenerów, rodziców i samych zawodników. Młode talenty wyławiane są najczęściej już w dzieciństwie, kierowane do klubów lub pod specjalistyczną opiekę. Decyzja o podjęciu trudnej drogi życiowej sportowca rozkłada się pomiędzy dorosłych i samego zainteresowanego. Nie da się oczywiście wychować mistrza, kiedy on sam tego nie chce. Z drugiej strony młodzi ludzie zazwyczaj nie mogą sobie pozwolić na bunt przeciwko opiekunom i stwierdzić „mam gdzieś naukę, zostaję tyczkarzem”. Jest to więc zazwyczaj długi proces, w trakcie którego przyszły mistrz korzysta z wsparcia swojego otoczenia. Zespołowy wysiłek.

Nieco inaczej sprawa ma się w przypadku triathlonu na długich dystansach. Część profesjonalistów to „emerytowani” zawodnicy z innych dyscyplin, lub dystansów. Większość jednak stanowią zdolni amatorzy, którzy w pewnym momencie swojego życia postanawiają rzucić pracę i całkowicie poświęcić się profesjonalnej karierze triathlonisty. Właśnie takie postanowienie podjęła w pewnym momencie Heather Jackson. Co ją do tego przywiodło?

Życie Heather to pasmo niezwykle trudnych wyzwań i wyborów. Jako wybitnie zdolna hokeistka (!) otrzymała szansę na naukę w elitarnym collegu w swojej rodzinnej miejscowości, Exeter. Philips Exeter Academy to szkoła inna niż wszystkie z budżetem miliarda dolarów, datą założenia czyniącą ją młodszą od samych USA o zaledwie 5 lat (1781 rok) oraz dziećmi samych sław i milionerów w szkolnych ławach. Rodzice naszej bohaterki postanowili zaciągnąć kredyty pod zastaw domu, aby umożliwić córce skorzystanie z życiowej szansy. Ona sama nie najlepiej się czuła w obcym środowisku. Heather Jackson

Buntownicze nastawienie nastolatki powodowało, że czuła wewnętrzną pretensję do swoich szkolnych kolegów, że są tacy bogaci, ustosunkowani i wyluzowani. Wracając do domu te frustracje kierowały się przeciwko rodzicom, którzy nie umieli zarobić tyle, żeby mogła uczęszczać do szkoły bez obciążenia związanego z kredytami i wyrzeczeniami. Uczucia te mogła wyładować w swojej ukochanej dyscyplinie, hokeju. To wszystko stanowiło niezwykle korzystne warunki dla jej sportowego rozwoju. Para nagromadzona w kotle przez cały dzień znajdowała upust w treningu, który pozwalał przezwyciężać wszelkie przeszkody. Ówcześni trenerzy zwracali uwagę na wybitnie solidne podejście do zajęć. Jackson ważyła zaledwie 50 kilogramów w tym czasie, ale wyjątkowy upór stawiał ją w pierwszym szeregu pretendentek do drużyny olipijskiej.

Na szczęście amerykański system wspierania sportowców wymaga od objętych patronatem również systematycznej nauki. Heather po ukończeniu elitarnego college, z ponadprzeciętnym talentem sportowym może wybierać wśród najlepszych uczelni. Wybiera Princetown, gdzie, niestety, znów czuje się jak ryba wyjęta z wody. Nie może znaleźć się  w otoczeniu pastelowych koszulek polo jej szkolnych znajomych. Hokej po raz kolejny staje się zaworem bezpieczeństwa, z kuszącą wizją zbliżających się eliminacji olimpijskich.

Princetown stwarza wiele możliwości dodatkowej nauki, i Heather chętnie z tego korzysta. Zapisuje się na kurs języka japońskiego, a po niedługim czasie przyjmuje propozycję wymiany studenckiej z uczelnią w Kraju Kwitnącej Wiśni. Problem w tym, że oznacza to rezygnację z kilku obozów i kilkumiesięczny rozbrat z hokejem. Po powrocie z Japonii podejmuję próbę zdobycia olimpijskiej nominacji, lecz oczywiście nie może się to udać.

Jackson bardzo polubiła czas spędzony w Azji, jej następnym pomysłem jest nauczanie angielskiego w Tajlandii, tuż po zakończeniu studiów. Kraj, w którym dość trudno o hokejową taflę. W miejscowej siłowni spotyka ludzi, którzy przygotowują się do Ironman Malezja 2007. Nie trzeba było dużo czasu, żeby dołączyła do grupy zapaleńców i stanęła na starcie morderczego dystansu. Nie wiedząc co ją czeka, cierpiała na biegu oraz w wodzie. Rower dostarczył natomiast mnóstwo satysfakcji, pomogła hokejowa przeszłość i mocne nogi. Pierwszą myślą po zakończonym wyścigu była „jak mogę się poprawić następnym razem”. Patrząc na zawodniczki z czołówki doszła do śmiałego, choć logicznego wniosku: skoro one mogą tak szybko gnać, nie ma żadnego powodu, dla którego ja nie mogłabym im kiedyś dorównać.

Z Azji wraca po pół roku z nowymi doświadczeniami oraz kilkoma tysiącami dolarów debetu na karcie. Czas stawić czoła szarej rzeczywistości. Z San Diego przychodzi propozycja pracy w szkole, jako nauczycielka historii. Kalifornia przywitała ją widokiem wszechobecnie widocznych trenujących kolarzy czy biegaczy. Mimo, że praca nauczycielki, planowanie zajęć, sprawdzanie prac domowych nie pozostawiała jej zbyt wiele czasu na trening postanowiła wziąć udział w Ironman 70.3 California. Mimo fatalnego wyjścia z wody nadrabia bardzo mocno rowerem i biegiem, zajmując drugie miejsce w kategorii. To pozwala jej na odebranie slota uprawniającego do startu na Mistrzostwach Świata na Hawajach.

Heather wraca z Hawajów niezadowolona i zniechęcona, zajmując… 11 miejsce wśród kobiet i wygrywając swoją kategorię wiekową. To nie wynik tak ją zniechęcił, to forma w jakiej go osiągnęła. Kona przejechała się po niej jak drogowy walec. Zawodnicy z mentalnością zwycięzcy nie potrafią zaakceptować marszu podczas części biegowej. To oni mają pokonywać dystans, nie odwrotnie.

Po powrocie, za namową znajomego trenera, postanawia spróbować sił na kolarskim torze. Jej nieprzeciętny silnik na rowerze i charakter idealnie pasujący do agresywnego stylu kolarzy torowych daje jej drugą szansę spełnienia olimpijskiego snu. Również tym razem niewidzialna siła ingeruje tuż przed kluczowymi wydarzeniami, tym razem w postaci propozycji dołączenia do triathlonowej drużyny Trek K-Swiss. Nie ma mowy o żadnej chwili wahania i już kilka miesięcy później startuje w nowych barwach na Mistrzostwach Świata na „połówce” w Clearwater, zajmując piąte miejsce.

Przychodzi czas na odważne decyzje. Pewna pensja kontra cygański żywot profesjonalnego triathlonisty. To wszystko z comiesięcznymi ratami za szkoły w tle. Jackson nie zastanawia się długo.

Ustatkowane życie może poczekać, szansa na sportowy sukces nie zaczeka na pewno. Podejmuje więc życiowe wyzwanie, marząc o zdobyciu tytułu mistrzyni świata na dystansie 70.3. Nie są to tylko marzenia sportowe, dodatkową motywacją jest pomoc rodzicom w spłacie zaciągniętych kredytów. „Całe życie byłam wciąż niezadowoloną córką, chcę teraz odwdzięczyć się rodzicom za ich lata wyrzeczeń”.

Heather Jackson

Czy się to uda, czas pokaże. Jak na razie wszystko idzie ku dobremu. Drugie miejsce w Las Vegas we wrześniu pokazało, że już teraz nie brakuje wiele. Atutem jest wiek Heather, jest ona o wiele młodsza od swoich konkurentek, ma jeszcze czas na rewanż.

To tylko jedna z historii, towarzyszących zawodnikom z puli PRO. Dzięki niej możemy zobaczyć jak cienka jest granica pomiędzy amatorskim ściganiem a decyzją zarabiania na życie kierując się swoją pasją. Nigdy nie wiemy, czy będzie to decyzja dobra. Nie dowiemy się tego, dopóki nie spróbujemy…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisment ad adsense adlogger