fbpx

Co robić, gdy doba biegacza jest za krótka?

Czas na trening. Rys. Magdalena Ostrowska-Dołęgowska

 Rys. Magdalena Ostrowska-Dołęgowska

Wracasz do domu po wielu godzinach, w pracy i korkach. Masz wszystkiego dość, a rodzina czekała na ciebie. Dzieciaki chcą pokazać ci, co narysowały, trzeba zająć się domem. A ty chcesz jeszcze wyjść na trening. Przydałoby się jeszcze kilka godzin…

Tutaj już nie chodzi o zwykłą motywację. Jeśli mamy rodzinę i jesteśmy aktywnymi ludźmi – czy to zawodowo czy hobbystycznie – najczęściej nie mamy problemu z tym, że nie chce nam się wyjść na trening, albo że czas ucieka nam przez palce, a nam trudno wziąć się w garść. Mowa o ludziach, którzy mają w ciągu dnia do zrobienia tyle rzeczy, że naprawdę muszą się „nagimnastykować”, żeby wszystko zgrabnie połączyć i nie zaniedbywać jednych rzeczy kosztem innych. Tym, którzy mają z tym spory problem, podpowiadamy co i jak zmodyfikować w swoim codziennym życiu, żeby był wilk syty i owca cała.

Liczy się jakość, a nie ilość

Są różne szkoły treningu. Warto postępować według takiej, która będzie dla nas wygodna – jeśli mamy mało czasu, to nie stać nas na długie biegowe sesje. Trener Darek Kaczmarski zawsze podkreśla, żeby trenować bardziej jakościowo – przede wszystkim szybko. Ambitnemu amatorowi wystarczą dwa treningi tempowe w tygodniu, gdzieś wpleść siłę biegową i raz robić długie wybieganie. W pozostałych dniach nie musimy wychodzić z domu na półtorej godziny, często wystarczy nam pół godziny do 40 minut (i niekoniecznie codziennie).

Buty w pogotowiu

Nawet najbardziej misterny plan potrafi wziąć w łeb. Ktoś się spóźni na spotkanie, ktoś utknie w korku i je odwoła. Warto się przygotować na takie nagłe zmiany okoliczności, np. wrzucić awaryjną parę butów do bagażnika samochodu. Bo nie znasz dnia ani godziny, kiedy okaże się, że właśnie masz wolną chwilę na trening. Podobnie gdy jedziesz w delegację – buty i strój biegowy nie zajmują bardzo dużo miejsca, a może się okazać, że w okolicy hotelu, w którym nocujesz, jest fajny park.

Droga do domu

Jeśli nie masz czasu, żeby zrobić trening po pracy, a jeżdżąc samochodem (albo autobusem) długo stoisz w korkach – to dlaczego nie zamienisz tego obowiązkowego punktu dnia na trening? Może droga z pracy do domu nie jest wielce atrakcyjna, ale to chyba i tak lepiej zrobić coś pożytecznego niż stać w korku i się denerwować? Jeśli do pracy masz za daleko, żeby biegać, możesz to połączyć z dojazdem autobusem i wysiąść wcześniej. Czasem możesz też pojechać i wrócić rowerem – w ramach treningu uzupełniającego (chociaż tutaj przydałaby się możliwość wzięcia prysznica w pracy). Pamiętaj, że łatwiej jest wykonać trening w drodze powrotnej – wtedy już nie potrzebujesz świeżego ubrania.

Kto rano wstaje…

Agnieszka Gortel-Maciuk, czterokrotna mistrzyni Polski w półmaratonie, która w 2013 została mistrzynią kraju w biegu maratońskim, przez długi czas nie miała innej okazji do treningu, jak tylko wstać skoro świt (albo jeszcze na długo zanim słońce w ogóle pomyślało, żeby się pokazać). Gdy wracała z pracy, chciała poświęcić czas małemu dziecku – dlatego wstawała i trenowała zanim jej syn się obudził. Czasem o 4 rano, bo o 6.20 musiała być z powrotem w domu, żeby zawieźć syna do przedszkola i na 8 być już w pracy! Jej determinacja pozwoliła osiągnąć wysoki poziom sportowy mimo bardzo niesprzyjających warunków.

Na obiad do teściowej

Bywają i inne obowiązkowe punkty – na przykład tygodnia. Jeśli w każdą niedzielę jeździcie z rodziną na obiad do teściowej, możesz wsadzić żonę (albo męża) z dzieciakami do samochodu, a samemu pobiec na rodzinne spotkanie. Raczej nikt nie będzie miał ci za złe, że pierwsze 10 minut wizyty spędzasz pod prysznicem. Jeśli do teściów jest za daleko na jednorazowy trening, możesz poprosić żeby rodzina wysadziła cię w połowie drogi. Możesz też wyjść wcześniej z domu i umówić się, gdzie ma cię zabrać z drogi. Krzysiek Dołęgowski – nasz redakcyjny kolega, decyduje się czasem w ten sposób zrobić długie wybieganie. Część trasy pokonuje metrem – później wysiada i biegnie 25 kilometrów. Spotkanie ze znajomymi też można połączyć z treningiem. Na takiej samej zasadzie jak obiad rodzinny – nie masz wtedy wyrzutów sumienia, że kogoś zaniedbujesz.

UWAGA! Staraj się biec na spotkanie, a nie wracać z niego. Po solidnym obiedzie trzeba zwykle poczekać trzy godziny zanim uda się zrobić dobry trening. A jak zasiądziesz głodny do stołu, mając w nogach 20 km, teściowej będzie miło, że z takim apetytem zajadasz jej specjały.

Załatwić sprawy na mieście

Niejednokrotnie w trakcie dnia masz do załatwienia ileś spraw na mieście. Czasem zrobienie tego biegiem lub na rowerze będzie niemożliwe, bo wymaga od ciebie odpowiedniego stroju – np. garnituru. Ale nie zawsze. Jeśli strój nie gra roli, a ty masz zawieźć coś do banku, na pocztę czy załatwić jakąś niewielką sprawę w urzędzie, możesz tam po prostu pobiec. I odwrotnie – podczas lekkiego treningu możesz załatwić coś związanego np. z pracą. Musisz obgadać jakieś sprawy przez telefon ze wspólnikiem – możecie sobie zrobić telekonferencję w czasie lekkiego biegu.

Razem na basen

Twój trening to nie tylko bieganie – przynajmniej tak być nie powinno. Raz na jakiś czas warto sobie zafundować odnowę biologiczną – pójść do sauny, jacuzzi, wybrać się do wód termalnych. To można robić z całą rodziną (lub z dziewczyną, chłopakiem), może nawet oni będą mieli z tego lepszą zabawę niż ty – a przy okazji zrobisz coś pożytecznego dla lepszej regeneracji.

Pracowite wakacje

Wybierając się na wyjazd, dobrze się zastanów, co możesz przy okazji ugrać. Możesz wyręczyć żonę (męża) w planowaniu wakacji i przeforsować swój własny pomysł na miejsce wyjazdu – pod kątem jakiegoś ciekawego półmaratonu czy maratonu. Każdego ranka możesz wstawać wcześniej i wybierać się na bosą przebieżkę po plaży albo na jakąś upatrzoną trasę górską, poćwiczyć trochę podbiegi. Wracając kupisz bułki na śniadanie i twoja druga połowa będzie zadowolona.

Czas tylko dla Ciebie

Ustal z rodziną kiedy bezwzględnie potrzebujesz mieć czas tylko dla siebie. Niedzielne poranki to Twoje długie wybiegania i koniec. Ale zaproponuj jakiś kompromis – np. w sobotnie poranki należą do niej (niego) i to ty zabierasz gdzieś dzieciaki, albo całe sobotnie popołudnia to czas tylko dla was i słowo „bieganie” nie padnie ani razu.

Weź ze sobą kibiców

Na zawody, na które się wybierasz, możesz też zabrać rodzinę albo znajomych. Wyjazd będzie przez to bardziej kosztowny i będzie wymagał zdecydowanie lepszej organizacji. Gaweł Boguta, biegacz ultra, który ma na swoim koncie między innymi trzykrotny udział w marokańskim Marathon Des Sables, lubi łączyć starty z wyjazdem rodzinnym. W 2009 roku, pobiegł w dwudniowej sztafecie na Przystanek Woodstock organizowanej przez Fundację Maratonu Warszawskiego. Umówił się z żoną, że ta dojedzie drugiego dnia i będzie z trójką dzieci towarzyszyć mu samochodem. Dzięki temu mieli jakąś wspólną przygodę, a Kasia nie złościła się, że „on sobie biega, a ona musi siedzieć w domu z dziećmi”. W ostatnim Biegu Rzeźnika (2013) rodzina również czekała na niego na mecie w Ustrzykach Górnych. Ewa Rozkrut – biegaczka ze Szczecina, najczęściej zabiera na biegi swojego męża w roli fotografa, co roku startuje z córkami w Berlinie, w biegu dla kobiet.

Zabawa z rodziną

Naprawdę bardzo wiele da się zrobić z pożytkiem dla naszego treningu, angażując w to rodzinę. Stefan Batory – biegacz szykując się do pierwszego maratonu, zabierał na treningi synka, który towarzyszył mu na rowerze. Darek Kaczmarski poleca wykonywać zimą trening siłowy z dzieciakami – zabrać je na górkę saneczkową i wbiegać z sankami do góry albo spełniać rolę konia pociągowego z dzieciakami na sankach na zaśnieżonym chodniku. W jednym z numerów biegania proponowaliśmy też ćwiczenia rozciągające i siłowe w parach. Dla dzieciaków wspólna zabawa z tatą czy mamą to duża frajda, a dla nas – połączenie przyjemnego z pożytecznym.

Raz na jakiś czas odpuść sobie

Kiedy z planu treningowego złowieszczo łypią kolejne kilometry, a ręce opadają do pasa i po prostu nic, kompletnie nic ci się nie chce, posłuchaj organizmu i pozwól sobie po prostu poleniuchować. W końcu jesteś amatorem, nikt ci za wynik w zawodach nie zapłaci, a dla lepszego zdrowia psychicznego lepiej będzie sobie odpuścić. Czasami można darować sobie spokojne wybiegania – pomiędzy interwałami, tempówkami i długimi wybieganiami. Byleby tylko lenistwo nie stało się  nawykiem.

Magdalena Ostrowska-Dołęgowska, „Gdy goni nas czas”, Bieganie, wrzesień 2010

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisment ad adsense adlogger