fbpx

Ludzie

Dariusz Nożyński: „Wolę być w środku stawki, ale z rekordem życiowym”

Dwa lata temu był najlepszy w Poznaniu, a przed rokiem wygrał zawody na Florydzie. Dariusz Nożyński po raz kolejny wystartował w Wings For Life World Run, choć tym razem zawody miały inny charakter. Biegacz opowiedział nam m.in. o tegorocznej formie imprezy, treningu w czasie pandemii oraz najbliższej sportowej przyszłości.

Trzecie miejsce na świecie i przebiegnięte 67,10 km – to tegoroczny wynik z Wings For Life. Jest Pan zadowolony z rezultatu? Jak wrażenia z pierwszej edycji biegu, w której nie gonił Pana samochód, a ścigał się Pan przy pomocy aplikacji?

Oczywiście z biegu jestem zadowolony. Wstępnie nie planowałem aż tak długo biec. Generalnie nie było nastawienia, jakie towarzyszy zawodom. Bardziej traktowałem to jako porządny trening. Dyspozycja dnia i forma pozwoliły na pokonanie tak długiego dystansu. Nawet dla mnie było to miłe zaskoczenie. Jeśli chodzi o bieg z aplikacją, to pierwszy raz uczestniczyłem w takiej formule biegu. Wiele się to nie różniło od startu na żywo. Przynajmniej co kilometr miałem doping z telefonu. Normalnie biegając ultra w większości przebywamy trasę samotnie. Wyglądało to czasami lepiej niż w sytuacji, gdy biegniemy przed samochodem. Pomagało na pewno bieganie po pętli, a nie cały czas przed siebie. To ma u mnie dobry wpływ na psychikę, a ta z kolei ma duże znaczenie w biegach ultra. Co jakiś czas mogłem mijać kolegów. Dystans wtedy się tak nie dłuży.

Przed startem zakładał Pan jakąś liczbę kilometrów, którą chce przebiec lub miejsce, które może osiągnąć?

Przed biegiem było bardzo mało planowania. Chciałem co najwyżej pobiec trochę więcej niż dystansu maratonu. Maraton biegłem już na treningu, więc uznałem, że teraz nie będzie to wystarczająco ambitne wyzwanie. Liczyłem, że pobiegnę około 50 kilometrów. Tempo było od początku trochę szybsze. Gdybym na początku biegł z założeniem przebiegnięcia np. 70 km, zacząłbym prawdopodobnie ostrożniej. Taki plan pozwolił na szybsze otwarcie, a dalej tę prędkość mogłem dosyć łatwo utrzymać. W rezultacie pobiegłem całkiem przyzwoity wynik.

Gdzie planował Pan pierwotnie start, a gdzie ostatecznie się odbył?

Zanim odwołano bieg, rozważaliśmy wyjazd gdzieś niedaleko, wstępnie miało to być Cambridge. W miarę rozwoju sytuacji z wirusem przewidzieliśmy, że cała impreza się nie odbędzie. Nastawiłem się, że ewentualnie pobiegam z kolegami Wingsa z aplikacją gdzieś na Ursynowie. Tak też się skończyło. Umówiliśmy się na wspólny bieg. Było kilku moich zawodników, kilka osób z klubu Accelerating Poland, z którymi często biegam treningi. Wystartowaliśmy na pętli treningowej pod moim domem.

W wyzwaniu startował Pan w kilkuosobowej grupie. Jak bardzo ten start odbiegał od normalnego biegu? Czy w formie nie przypominał bardziej treningu niż startu?

Zdecydowanie był to bieg z nastawieniem bliższym treningowemu. Nie było założenia ścigania się, atmosfera czysto treningowa. Dodatkowo przez pierwszy kilometr miałem problemy z aplikacją. Nie włączyłem transmisji danych. Na transmisji live, bo wbrew pozorom też była prowadzona, cały czas pokazywało, że nie wystartowałem. Coś się nie do końca zsynchronizowało. Podczas biegu nie miałem informacji dotyczącej swojego miejsca. Nikt u mnie tego nie śledził. Po prostu razem z kolegami sobie biegliśmy. Żona co jakiś czas wychodziła, żeby przynieść jakieś picie. Jeden z kolegów realizował swój trening, inny wykorzystał okazję do zrobienia dłuższego rozbiegania.

To było bardziej w formie zabawy, bez presji osiągnięcia konkretnego rezultatu. To, że kontynuowałem dłużej bieg wynika z tego, że dobrze się biegło. Chciałem przetestować swoje aktualne możliwości. Dobrze się czułem, dobrze mi szło, była nie najgorsza pogoda i nigdzie mi się nie spieszyło. To wszystko wyszło naturalnie.

Na ile wynik z tego startu jest adekwatny do tego, co można byłoby osiągnąć na trasie podczas typowego biegu? Forma zawodów była inna, lecz osiągnięty rezultat można byłoby chyba odnieść do innych startów i aktualnej dyspozycji biegacza.

Generalnie w tym sezonie jestem w dobrej formie. Czułem to po swoich mini testach: treningowym maratonie i półmaratonie (1h12min). Na treningu miesiąc przed Wings for Life pobiegłem maraton w 2 godziny i 29 minut, czyli niecałe 5 minut wolniej od mojej życiówki. To wszystko bez taperingu, bez luzowania. Forma była dobra. Jeśli chodzi o porównanie z zawodami, to tu oczywiście nie było żadnej rywalizacji, walki z czasem. Bardzo rzadko sprawdzałem na zegarku swoje międzyczasy. Rywalizacja na pewno sprawiłaby, że wynik byłby dużo lepszy. Niemniej jednak są też pewne wady typowych zawodów.

Biegając koło domu miałem dobry punkt żywieniowy i chyba lepsze osłonięcie od wiatru. Dodatkowo, moja trasa treningowa jest tylko minimalnie pofałdowana. Generalnie zauważyłem, że łatwiej biega mi się dłuższe dystanse na pętlach. Oczywiście biorąc wszystkie czynniki pod uwagę, trudno to jednoznacznie porównać ze startem w zawodach. W rywalizacji z innymi zawodnikami – podobnie jak większość sportowców – zmuszam się do większego wysiłku niż w samotnym biegu. Reasumując – wierzę, że wynik na zawodach byłby zdecydowanie lepszy.

Wyobraża Pan sobie więcej biegów podobnych do Wings for Life, w których rywalizacja odbywa się z różnych miejsc, zdalnie czy na dłuższą metę takie starty są mało prawdopodobne?

Bawimy się trochę w przewidywanie przyszłości. Ta obecna sytuacja dała szansę biegom w takiej formule z racji niemożności organizowania zwykłych zawodów. Nie wiem czy to się aż tak upowszechni. Osobiście mógłbym się tak ścigać, chociaż bić rekordy życiowe byłoby już ciężko. Zdecydowanie element rywalizacji i adrenalina związana z zawodami ma na mnie mobilizujący wpływ. Być może nie zamiast zwykłych zawodów, ale oprócz. Biegi wirtualne mają szansę na większą popularność.

Jak na tę chwilę wyglądają perspektywy dla maratonów? Mówi się coś o tym, kiedy biegi mogą powrócić i jak na początku będą wyglądały?

Tak mocno tego nie śledzę, nie ekscytuję się newsami. Jak będą zawody, to się o nich z pewnością dowiem. Zakładam, że na jesieni maratony czy inne biegi się odbędą i z myślą o nich będę się przygotowywał. Podobne plany mamy z moimi zawodnikami. Po rozmowach uznaliśmy, że nie ma co być zakładnikiem decyzji innych. Trzeba robić swoje. Liczymy, że na jesieni biegi się pojawią. Jeśli nie, to też nie będzie tragedii – prędzej czy później powrócą, jak nie jesienią, to na wiosnę. Będziemy wtedy gotowi.

Sądzi Pan, że w stawce najlepszych biegaczy w Polsce i na świecie po takiej przerwie może dojść do przetasowań?

Myślę, że nie. Ta sytuacja nie ma bezpośrednio żadnego wpływu, jeśli chodzi o czołówkę biegaczy. Być może część myśli, że jest to szansa, w kontekście przesunięcia igrzysk, bo mają więcej czasu na zdobycie minimum. Według mnie to jest złudzenie. Jak ktoś nie potrafił się przygotować do walki o minimum tej wiosny, to prawdopodobnie nie będzie tego potrafił zrobić też za rok. Lub odwrotnie – jak ktoś był gotowy w tym roku i wie z czego wynikała jego forma, to za rok też do niej dojdzie. W sporcie zawodowym ważna jest skuteczność i powtarzalność. Takich zawodników powinno się mocno doceniać.

Wirtualna rywalizacja z różnych miejsc, starty w mniejszych grupach lub odstępach czasowych – różnie można wyobrażać sobie najbliższą przyszłość. Biegaczom długodystansowym łatwiej wyobrazić sobie taką perspektywę? Samotność na trasie nie byłaby w tym wypadku chyba nowością.

Dlatego podchodzę do tego bez wielkich emocji. Bijąc ostatnie dwie życiówki w Maratonie Warszawskim z innymi zawodnikami stałem tylko na starcie, a potem biegłem całkowicie sam. To były dwa biegi na czas. Dla mnie to nie jest nowość. Wiadomo, że biegliśmy po ulicach Warszawy, była adrenalina zawodów. W moim przedziale czasowym, jeśli chodzi o maraton, ciężko od dawna znaleźć kogoś do wspólnego biegania. Albo są zawodnicy o wiele szybsi albo sporo wolniejsi. W rezultacie biegam zwykle samotnie. Już jakiś czas temu uznałem, że na zawodach muszę przyzwyczaić się do dyktowania sobie samemu mocnego tempa bez oglądania się na innych.

Dariusz Nożyński. Źródło: Profil Facebook Dariusza Nożyńskiego

Z ilu startów w tym roku już musiał Pan zrezygnować? Jak wyglądają ewentualne plany na dalszą część sezonu?

W tym roku planowałem jeden wiosenny maraton, w Gdańsku lub Łodzi. Siłą rzeczy musiałem z niego zrezygnować. Drugie zawody to Wings, który udało się przebiec w innej formie. Sam maraton przebiegłem jednak na treningu. Na zawodach atakowałbym rekord życiowy, zatem nie było to dokładnie to samo. Na jesieni co roku startuję w Maratonie Warszawskim. Liczę, że nie będę musiał z niego rezygnować. Jeśli się nie odbędzie, to zorganizujemy sobie coś sami na Ursynowie. Biegacz zawsze sobie da radę.

Jak wygląda u Pana obecnie trening? Zazwyczaj biegacz przygotowuje formę pod konkretne starty. Teraz żadnych planów nie ma, więc trening został ograniczony?

Mój trening kontynuowałem prawie normalnie. Być może z mniejszym naciskiem na szlifowanie formy, bo nie było potrzeby, żeby być w jakiejś super dyspozycji. Pobiegłem Wingsa z pełnego treningu, bez z wypoczynku. Teraz odpocząłem półtora tygodnia. Wracam ponownie do budowania formy na jesień. Jestem niezależny zatem moje przygotowania nie są aż tak wrażliwe na sytuację wokół mnie. Tak samo podchodzę do zawodników, których prowadzę. Większość także nie widzi problemu i realizuje treningi normalnie.

Tamten rok zakończył Pan rekordem życiowym w maratonie, wcześniej wiosną był też najlepszy rezultat w półmaratonie. Sport stanął w miejscu, gdy Pan mógł zrobić kolejny duży krok do przodu.

Nie jestem przekonany czy można to tak interpretować. Zależy, w jakim kontekście to rozpatrujemy. Jeśli chodzi o moje wyniki, to jestem z nich po prostu zadowolony. Realizuję z każdym rokiem swój plan. Moim celem jest bicie rekordów życiowych. Poprawa życiówek jest w zasadzie jedyną mierzalną oznaką rozwoju zawodnika. Pomijam oczywiście biegaczy, których celem jest wyłącznie zdrowy styl życia. Staram się optymalizować swój trening i szukać rezerw. Tych ostatnich z każdym rokiem widzę coraz więcej, ale nie wykorzystuję wszystkich od razu. Zajęcia dobrego miejsca ze słabym czasem nie jest dla mnie w pełni satysfakcjonujące. Wolę być w środku stawki, ale z rekordem życiowym, to mnie dużo bardziej motywuje.

Na co dzień pracuje Pan w branży informatycznej. Jak epidemia wpłynęła na Pana życie zawodowe?

Branża informatyczna a w zasadzie jej część, w której pracuję, odczuwa tę epidemię w stopniu minimalnym. Ja nawet nie pracuję zdalnie, tylko normalnie chodzę do pracy. Szczęśliwie pracę mam 800 metrów od domu, więc nie muszę podróżować komunikacją miejską. Jest trochę mniej osób w firmie, ale to tylko wychodzi na plus. W zasadzie nie widzę minusów całej tej sytuacji.

Wings for Life w tym roku stał się wyjątkową imprezą także przez sam fakt, że w innej formie, ale jednak się odbył. Inne wydarzenia nadal są przekładane lub odwoływane. W tej wyjątkowej sytuacji zdążył Pan już zatęsknić za sportem? A może taka przerwa była potrzebna?

Zatęsknić, pewnie tak, bo jeśli jest się przyzwyczajonym do takiej rywalizacji, do budowania formy pod konkretne imprezy, do adrenaliny z zawodów, to trudno w jednym momencie się tego wyzbyć. To jest trochę tak, że im bardziej tego nie ma, tym bardziej tego chcemy. Przy najbliższej okazji na zawodach wszystkim wyjdzie to tylko na dobre. Z większym sercem każdy podejdzie do walki, a na starcie będzie wyższa frekwencja.

Czego najbardziej z biegania brakuje Panu w obecnej sytuacji?

Jestem do tego optymistycznie nastawiony, więc tak właściwie niczego mi nie brakuje. Nie utrzymuję się z organizowania imprez, rozumiem, że to może być dla organizatorów problem. Jednak mi jako biegaczowi niczego nie brakuje. Wiem, że zawody prędzej czy później wrócą. Potrafię sobie to poukładać treningowo, pod kątem motywacji czy celów. Nie odczuwam żadnych negatywnych skutków. W zasadzie jest u mnie lepiej niż kiedykolwiek – obecnie biegam na treningach najszybciej w życiu.

Jarek Więcławski

Podoba ci się ten artykuł?

5 / 5. 6

Przeczytaj też

Wielu biegaczom Kenia kojarzy się z mekką biegania. Pomimo biegowego “sezonu ogórkowego”, w tym państwie przebywa obecnie wielu światowej klasy zawodników. Jeden z nich udostępnił szczegóły wykonanego niedawno treningu. Liczby robią wrażenie! Przeciętny kibic czy […]

Norweg, co przemierza Kenię w tempie 3:12/km

triathlon

Paweł i Sebastian Najmowiczowie plasują się na top liście polskich triathlonistów. Być może nigdy by się tam nie znaleźli, gdyby nie ich mama, która do dziś gorąco im kibicuje. „To cudowne, że mam takich wspaniałych […]

Mama zawodowych triathlonistów: „Dla mnie synowie zawsze są zwycięzcami”

Chcesz skorzystać z poprawiającej się pogody i rozpocząć swoją biegową przygodę? A może od dłuższego czasu deklarujesz, że będziesz biegać, ale nie wiesz, jak się za to zabrać? Sprawdź, co zrobić, by nie dołączyć do […]

Jak zacząć biegać? (częściej niż raz na pół roku)

Najnowsze badania pokazują, że witamina D ma ogromne znaczenie, jeśli chodzi o ryzyko zarażenia oraz przebieg choroby COVID-19, spowodowanej koronawirusem.

Witamina D a koronawirus powodujący COVID-19

Tego nie udało się jeszcze zrealizować żadnemu Polakowi, a tym bardziej w tak niecodziennych warunkach. Robert Wilkowiecki, najszybszy polski zawodnik elity, zaatakuje w warunkach domowych wynik trzykrotnego Mistrza Świata Jana Frodeno. Robert chce osiągnąć jeszcze […]

Robert Wilkowiecki szykuje się na złamanie 8 godzin na dystansie Ironman

43-letnia Sinead Diver z Australii nie szuka wymówek, dlaczego miałaby nie biegać szybko. Pracująca matka dwójki dzieci w zeszłym roku w Londynie przebiegła maraton w 2 godziny 24 minuty i 11 sekund, a przez pierwszą […]

Sinead Diver – biegowa supermama

W najbliższą sobotę 23 maja ulicami stolicy miał pobiec 15. Półmaraton Warszawski. Choć obecna sytuacja nie pozwala na to, abyśmy wzięli udział w tym wydarzeniu razem, zapraszamy biegaczy z całej Polski do spędzenia weekendu z […]

Przed nami wyjątkowy Weekend z Półmaratonem Warszawskim

Oficjalnie ponad pół roku trwały 2. nowożytne igrzyska olimpijskie. Zawody rozegrano 120 lat temu w Paryżu. Niewielu ówczesnych wiedziało wówczas jednak, że mają do czynienia z igrzyskami. Zapraszamy do zapoznania się z ciekawostkami (nie tylko […]

Sprinter zostaje medalistą olimpijskim w biegu na 5000 m, choć nie pokonał całego dystansu. Tak wyglądały igrzyska 120 lat temu!